Gość: Łucja
IP: *.xtra.pl
21.05.05, 09:52
może powinnam założyć ten wątek na kobiecie ale postawiłam na urode bo wiem
że jest tu wiele rozsądnych kobiet :) więc pozwólcie że opowiem wam moją
historie
zawsze kochałam dbać o siebie, zawsze nie miałam większych kompleksów mimo że
byłam świadoma licznych niedoskonałości, wiodłam wesołe szczęśliwe życie
studentki...
aż do czasu... nie wiem kiedy to sie zaczęło ale popadłam w paranoje...
chorobliwie dbam o siebie, mało tego!! im wiecej się pielegnuje tym bardziej
dochodze do wniosku ze jestem okropnie brzydka, nie potrafie spojrzec na
siebie i powiedziec "ok" jak kiedys, ale od razu wypatrze jakas krostke , a
co gorsza ta krostka przeszkodzi mi w normalnym funkcjonowaniu, moj chlopak
szaleje mimo ze wiem ze mnie bardzo kocha, nie dziwie mu sie ze nie moze juz
sluchac ze jestem brzydka ze musze zrobic sobie operacje tego tamtego, ze nie
bede sie z nim kochac bo sie czuje niesexowna (z powodu np glupiej krostki)
ostatnio nie posmarowalam sie balsamem po umyciu (z roztargnienia) nie moglam
zasnac, kotlowalam sie do 4 rano az wstalam i sie nasmarowalam... na solarium
chodze cala zestresowana wyliczeniami ile minut da mi ladna opalenizne, bo
oczywiscie musze byc perfekcyjna,,, spalona skora przeciez niedopuszczona...
bankrutuje wydajac cala kase na kosmetyki, coraz drozsze, coraz to mniej
potrzebne, mam 21 lat, a juz placze na widok malych zmarszczek kolo oczu,
poradzcie mi cos, wiem ze najlepszym wyjsciem bedzie specjalista... ale moze
jak juz uswiadomilam sobie obsurdalnosc tej sytuacji jeszcze wy mnie
przywolacie do porzadku... troche znormalnieje?!?