Dodaj do ulubionych

wpadłam w sidła... własnej obsesji

IP: *.xtra.pl 21.05.05, 09:52
może powinnam założyć ten wątek na kobiecie ale postawiłam na urode bo wiem
że jest tu wiele rozsądnych kobiet :) więc pozwólcie że opowiem wam moją
historie
zawsze kochałam dbać o siebie, zawsze nie miałam większych kompleksów mimo że
byłam świadoma licznych niedoskonałości, wiodłam wesołe szczęśliwe życie
studentki...
aż do czasu... nie wiem kiedy to sie zaczęło ale popadłam w paranoje...
chorobliwie dbam o siebie, mało tego!! im wiecej się pielegnuje tym bardziej
dochodze do wniosku ze jestem okropnie brzydka, nie potrafie spojrzec na
siebie i powiedziec "ok" jak kiedys, ale od razu wypatrze jakas krostke , a
co gorsza ta krostka przeszkodzi mi w normalnym funkcjonowaniu, moj chlopak
szaleje mimo ze wiem ze mnie bardzo kocha, nie dziwie mu sie ze nie moze juz
sluchac ze jestem brzydka ze musze zrobic sobie operacje tego tamtego, ze nie
bede sie z nim kochac bo sie czuje niesexowna (z powodu np glupiej krostki)
ostatnio nie posmarowalam sie balsamem po umyciu (z roztargnienia) nie moglam
zasnac, kotlowalam sie do 4 rano az wstalam i sie nasmarowalam... na solarium
chodze cala zestresowana wyliczeniami ile minut da mi ladna opalenizne, bo
oczywiscie musze byc perfekcyjna,,, spalona skora przeciez niedopuszczona...
bankrutuje wydajac cala kase na kosmetyki, coraz drozsze, coraz to mniej
potrzebne, mam 21 lat, a juz placze na widok malych zmarszczek kolo oczu,
poradzcie mi cos, wiem ze najlepszym wyjsciem bedzie specjalista... ale moze
jak juz uswiadomilam sobie obsurdalnosc tej sytuacji jeszcze wy mnie
przywolacie do porzadku... troche znormalnieje?!?
Obserwuj wątek
    • Gość: Kasia Re: wpadłam w sidła... własnej obsesji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.05.05, 10:08
      Ja mam podobnie. Zawsze dbałam o siebie, bo wydawało mi się,że koleżanki są ładniejsze, to zawsze one miały chłopaków a mną się nikt nie interesował. Wydawałam więc mnóstwo kasy na kosmetyki. Mam tendencję do tycia, żeby być chudą musiałabym nic chyba nie jeść. Przez zimę bardzo przytylam, dziś taki piękny dzień a ja siedzę zdołowana i myślę, jakby tu ze sobą...skończyć. Cwiczyć musiałabym chyba na okrągło. Nie akceptuję siebie, nienawidzę wręcz- mam zatem trochę podobnie do Ciebie. Nie umiem cieszyć się zyciem, gdyż kwestie wyglądu wszystko mi przysłaniają. Pomocy!!;(
      • Gość: Marta Re: wpadłam w sidła... własnej obsesji IP: *.icpnet.pl 21.05.05, 10:26
        No to ja Was pocieszę i może się opamiętacie! Nigdy w życiu nie miałam problemów
        ze znalezieniem faceta, serio! Moje śliczne koleżanki, spędzające godziny przed
        lustrem wyczekiwały wielkiej miłości, a ja świetnie się bawiłam, nie mogąc
        opędzić od adoratorów. Od kliku lat jestem w poważnym, bardzo udanym związku,
        czuję się akceptowana, kochana, atrakcyjna.
        Mój sposób? Zadbana, ale nie "wypacynkowana" - estetyczne ubrania, ułożone
        włosy, lekki makijaż. Swoje kosmetyki mogłabym policzyć w dwie minuty, niczego
        nie zapominając. Przed wyjściem z domu potrzebuję 15 minut, żeby się "zrobić".
        Nie, nie jestem pięknością, moja uroda polega na braku kompleksów, bo to one
        potrafią nawet najpiękniejszą dziewczynę uczynić szkaradą.
        Kasiu, przez większą część życia ważyłam 54 kg, co przy moim wzroście (159 cm) i
        budowie ciała dawało efekt pulchności. Kiedy dwa lata temu (z powodów
        zdrowotnych) schudłam do 48 kg, mój facet nie był zachwycony, a znajomi mówili
        wprost, że wyglądam brzydko, niezdrowo. Niektórym naprawdę jest dobrze z
        kobiecymi kształtami, a już na pewno jest wielu amatorów kobiecości.
        Autorko (w ferworze pisania umknął mi nick, za co Cię przepraszam), nie psuj
        czegoś, co stworzyłaś z drugim człowiekiem. Czy chcesz, żeby w końcu i on zaczął
        dostrzegać te nic nieznaczące mankamenty urody? Tak się to skończy, gwarantuję!
        Dziewczyny, ja wiem, że to wszystko brzmi, jakbym była natchniona, ale przeraża
        mnie to, co piszecie. Jestem pewna, że każda z Was jest śliczną, mądrą
        dziewczyną, a tylko nieporzebnie się nakręcacie.
        PS
        Ja też mam kompleksy, na punkcie swojego intelektu, ale tego tak nie widać, na
        szczęście :)
        Pozdrawiam
        • Gość: a Re: wpadłam w sidła... własnej obsesji IP: *.chello.pl 21.05.05, 17:06
          uważasz ze twoje peany na własną cześć są w stanie kogokolwiek POCIESZYĆ????
          Jeszcze nigdy nie widziałam osoby która mówi "ok, pocieszę cię, jestem idealna,
          żyje mi się cudownie, oólnie jest fantastycznie być mną, a zapomniałabym:
          oczywiscie jestem w udanym zwiazku"
          Osobiscie życzę ci żeby okazało się ze w twoim idealnym związku jest ta
          trzecia, może dostałabyś kubeł zimnej wody na głowę zamiast "pocieszać"
          kogoś... mówiąc i myśląc wyłącznie o sobie...
          To za głupotę...
          • Gość: Marta Re: wpadłam w sidła... własnej obsesji IP: *.icpnet.pl 21.05.05, 21:47
            Myślę... nie, jestem pewna, że nie zrozumiałaś mojej wypowiedzi i jej intencji!
            Małe ćwiczenie z czytania tekstu ze zrozumieniem: przytocz fragment, mówiący o
            tym, że autorka postu uważa się za idealną. Tego uczą w gimnazjum :P
            Próbowałam napisać, że można zaakceptować swoje wady, żyć trochę spokojniej,
            pogodzic się ze swoimi warunkami. Na pewno nie chodziło o peany na własną cześć!
            Jeżeli tak to zostało odebrane, to przepraszam dziewczyny, które zwierzyły się
            ze swoich kłopotów, ale na pewno nie Ciebie, Jędzo. Bo można tak chyba nazwać
            osobę, która tak źle życzy bliźnim, nawet ich nie znając?
            PS
            To nie jest kubeł zimnej wody, tylko jadu.
          • Gość: ilecka Re: wpadłam w sidła... własnej obsesji IP: *.cust.tele2.it 22.05.05, 15:52
            nie ma to jak czytanie ze zrozumieniem.
            sorry ale gdzie ona pisze ze jest idealna?
    • Gość: melania Re: wpadłam w sidła... własnej obsesji IP: *.bel.vectranet.pl / 217.96.28.* 21.05.05, 10:21
      wiesz co, ja miałam do niedawna jeszcze bardzo podobnie do ciebie, teraz trochę
      mi to odpuszcza. i wiesz co, nie wiem, jak to jest u ciebie i nie chcę narzucać
      ci niczego, ale wiem, że u mnie ta obsesja to znak czegoś innego, a konkretnie
      problemu z samoakceptacją lub raczej jej brakiem...nie wiem, dlaczego tak
      bardzo się sobie nie podobam, bo niby wszystko jest w porządku. to chyba po
      prostu brak wiary w siebie i "lubienia siebie" tak w ogóle, jako osoby całej,
      nie tylko ciała...tak sobie o tym myślę i pracuję na to lubienie inaczej niż
      wydając kupę kasy na kolejny krem (obecnie mam ich z 7 i obiecałam sobie, ze
      nie kupię nowego, zanim ich nie zużyję).
      • Gość: Lenka Re: wpadłam w sidła... własnej obsesji IP: *.chello.pl 21.05.05, 10:34
        To ja powiem tak-jak byłam młodsza to faktycznie miałam obsesje na punkcie
        swojego wyglądu.Nic mi się nie podobało.Dużo kasy przepuszczałam na
        kosmetyki,kupowałam wszystkie babskie gazety.
        Im bliżej trzydziestki mniej się tym wszystkim przejmuję.Nie znaczy to, że o
        siebie nie dbam,przeciwnie, ale w taki rozsądniejszy sposób.
        Nie wydaje dużo na kosmetyki.Oszczędnie dozuje kosmetyki,wielu przestałam
        używać.
        Jestem bardziej świadoma swojej wartości,nie mam tylu kompleksów co dawniej.
        Nie zadręczam się,myslę o sobie pozytwnie.Oczywiście miewam dołki,ale rzadko.
        Ogólnie jak na siebie patrzę to jestem zadowolona ze swojego wyglądu,czego i
        wam życzę.
    • emu27 Re: wpadłam w sidła... własnej obsesji 21.05.05, 10:26
      Łucjo, mam podobnie. Tylko że ja mam już 30 lat i ten najgorszy etap za sobą,
      ponieważ moje zabiegi opłaciły się. PO 10 latach nadal wyglądam na 20-23 lata i
      teraz nareszcie czuję sie perfekcyjna, bo moje koleżanki już od dawna nie są.
      Smutne to, co piszę, ale obsesja to choroba..:) W pewnym momencie zrozumiałam,
      że tak naprawdę powinnam przelac całą energie na jakąś rozsądna pasję :) Spóbuj
      sobie czegoś poszukać, ludzie uciekają od osoby, która gada ciągle o
      szminkach :)
    • Gość: doris Re: wpadłam w sidła... własnej obsesji IP: *.chello.pl 21.05.05, 10:33
      a bierzesz pigulki? jezeli tak to je odstaw natychmiast
    • landrynka8 Re: wpadłam w sidła... własnej obsesji 21.05.05, 10:40
      To jest brak akceptacji siebie, własnego ciała. To brak poczucia własnej
      wartości. Im bardziej dbasz o siebie - tym bardziej jesteś świadoma
      niedoskonałości.

      I nie porównuj sie z nikim, to jest bezsensu.
    • Gość: pearl Jak ja Cię rozumiem... IP: *.wodzislaw.rybnet.pl 21.05.05, 16:08
      Nawet nie wiesz jak dobrze Cię rozumiem... Moje życie legło gruzach w ciągu
      dwóch miesięcy, bo właśnie w tym czasie zaczęła się moja obsesja... Tylko ja
      cierpię z powodu trądziku, który jest coraz silniejszy, mimo że strasznie dbam
      o cerę i tracę kupę pieniędzy na coraz to nowe 'cudowne' kosmetyki czy leki...
      Wpadłam w taką depresje, że nie wychodzę w ogóle z domu. Zakupy robi mi moja
      mama ( i chwała jej za to!)... A mój mężczyzna też ma mnie już dość, choć tak
      starsznie mnie kocha... Ale trudno mu się dziwić... Jest lato, świeci słońce, a
      ja nie chcę z nim pójśc na spacer, na basen, nie wspominając już o jakiejś
      imprezie... Wstydzę się wychodzic z domu, bo nawet pod gruba warstwą pudru
      ciężko ukryć takie krosty... Mam wrażenie, że wszyscy na mnie patrzą i wtedy
      najchętniej zapadłabym się pod ziemię... Już nie wiem, co robić... Nie radźcie
      mi, proszę, wizyty u dermatologa, bo jak już pisałam- lekarstwa nie działają.
      Biorę nawet tabletki atykoncepcyjne, które mają niby pomóc, ale one też nic nie
      dają... Już nie mam siły... Jeśli to dłużej potrwa to albo wyląduje w szpitalu
      z chroniczną depresją, albo już żadne leczenie nie będzie mi potrzebne, bo
      takie życie nie jest nic warte :( Niech ktos mi pomoże, błagam!
      • landrynka8 Re: Jak ja Cię rozumiem... 21.05.05, 16:19
        >Niech ktos mi pomoże, błagam!

        W zwiazku z tym jakiej pomocy od nas oczekujesz?
      • Gość: ann Re: Jak ja Cię rozumiem... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.05.05, 20:07
        a jaki masz trądzik? bo jeśli na policzkach to może być od migdałków... jeżeli
        nic ci nie pomaga. ja wycięłam migdały i stan cery mi się poprawił ewidentnie...
        ale oczywiście to nie koniecznie to...
      • aisha-medea tradzik i obsesja 22.05.05, 16:18
        Sluchaj, pearl, to co napisaly dziewczyny, to prawda - sa powazniejsze problemy
        niz tradzik i nie warto sie z tego powodu zabijac, ani tym bardziej odgradzac
        od swiata.

        Ale z drugiej strony troche na ciebie naskoczyly, bo przeciez to forum o
        urodzie i kobiety skarza sie nawet na takie drobiazgi jak wrastajace po
        depilacji wloski, wiec zaden problem nie jest banalny.

        Z doswiadczenia wiem, ze u mnie krosty pojawiaja sie bardzo czesto ze stresu.
        To raz. Dwa - maj i czerwiec to moje "krostowe" okresy, bo mam alergie i to sie
        niestety bardzo czesto odbija na cerze.

        No i wreszcie trzy - na wszystko bardzo pomaga mi przyjmujacy gdzies w
        Warszawie mnich tybetanski - daje OBRZYDLIWE ziola (na szczescie wychodza dwa
        lyki rano, w poludnie i wieczorem, wiec da sie przezyc), ale naprawde pomaga.
        Nie mam przy sobie jego telefonu, ale wiem, ze bardzo wiele osob go zna. Kiedys
        byl na E. Plater 88 albo 80, teraz chyba gdzies na Zoliborzu. Popytaj, na pewno
        trafisz. Ja ze swoimi alergiami meczylam sie strasznie, faszerowalam
        tabletkami, po ktorych bylam spiaca itd, a po kilku dniach picia ziolek (uwaga -
        kuracja podstawowa trwa jakies 15 dni i trzeba wiele samozaparcia, bo czasami
        sie robi niedobrze po ziolach itd...) nos mam odetkany, glowa nie boli, krosty
        sie nie pojawiaja... Tylko badz przygotowana na to, ze skrytykuje okropnie twoj
        sposob odzywiania, kawe, chodzenie pozno spac i inne takie. I ze ma okropnie
        pewnego siebie asystenta :) Ale wszystko do przezycia, bo naprawde pomaga. I
        nie tylko mi - znam wiele osob, ktorym pomogl na problemy "beznadziejne".
        • aisha-medea a tutaj adres i telefon, razem z opisem 22.05.05, 16:24
          Tenzin Jangchub
          Lekarz Medycyny

          Warszawa
          ul Mysłowicka 2a

          0-22 832 14 96



          Dr Ven. Tenzin Jangchub jest uczniem Dr Ven.Yeshi Dhondena osobistego lekarza
          Jego Świątobliwości Dalaj Lamy .
          Prowadzi praktykę w Indiach, Ameryce Poł. (Argentyna) oraz w Europie
          (Szwajcaria, Polska, Gruzja). Posiada sukcesy w leczeniu chorób wewnętrznych o
          różnej etiologii, chorób o charakterze przewlekłym, zaburzeń o podłożu
          nerwowym, a także regeneracji i rewitalizacji osłabionego organizmu. Posiada
          wieloletnie doświadczenie w zakresie: leczenia naturalnymi preparatami
          ziołowymi, stosowaniu tradycyjnych ćwiczeń tybetańskich, specjalnych technik
          oczyszczania organizmu oraz masażu .

          Zdrowie i szczęście są prawem każdej żyjącej istoty. Kierując się tym
          przesłaniem, Jego Świątobliwość 14 Dalaj Lama zainicjował, w 1960 roku,
          powstanie Tybetańskiego Instytutu Medyczno-Astrologicznego, na emigracji w
          północnych Indiach. Instytut podtrzymuje i promuje w świecie starożytny
          tybetański system uzdrawiania, sięgający swoją historią czasów życia Buddy
          Sakjamuni ( ok. 500 lat pne. ) J.Św. Dalaj Lama zawsze wspierał rozwój i
          praktykę medycyny tybetańskiej, jako tradycyjnej mądrości, wiedzy i
          doświadczenia, przekazywanych od pokoleń wśród mieszkańców Tybetu. Wiedza to
          okazała się być przydatna i pożyteczna dla pacjentów na całym świecie. W samych
          Indiach działa dzisiaj kilkadziesiąt klinik reprezentujących tę tradycję
          medyczną, otwartych dla wszystkich: tybetańczyków, hindusów i gości z całego
          świata, bez względu na rasę, kastę czy religię. Medycyna tybetańska postrzega
          nasze zdrowie jako problem równowagi. Wiele czynników, takich jak: dieta, styl
          życia, warunki pogodowe, stan ducha i umysłu, mogą mieć dobroczynny lub
          zakłócający wpływ na stan zdrowia. Diagnozy zaburzeń zdrowotnych, lekarz
          tybetański dokonuje przy użyciu swoistych technik badania pulsu, moczu oraz
          ogólno-fizycznego i mentalnego stanu pacjenta ; w chwili bieżącej i w
          przeszłości. Innymi słowy, lekarz postrzega stan zdrowia pacjenta w sposób
          całościowy. Jest to istota tzw. podejścia holistycznego do pacjenta i jego
          choroby. Leczenie polega na udzieleniu przez lekarza wskazówek dotyczących
          diety, stylu życia (sen, ćwiczenia, etc.) oraz przyjmowaniu stosownych
          preparatów leczniczych. Składniki do ich wytwarzania pozyskiwane są wyłącznie
          ze źródeł naturalnych , takich jak: zioła, elementy roślinne, minerały i
          substraty pochodzenia zwierzęcego. Ich przygotowanie i produkcja odbywa się w
          warunkach pełnej kontroli i higieny. Preparaty te są wolne od wszelkich
          substancji toksycznych. Przeznaczone są wyłącznie do użytku osobistego, nie
          sprzedaje się ich na zasadach komercyjnych, lecz jedynie w przypadku
          bezpośredniej potrzeby lub prośby. Zatem bezpieczeństwo ich stosowania jest
          gwarantowane. Lekarstwa ziołowe są wytwarzane w zgodzie z zasadami i praktyką
          buddyzmu tybetańskiego, które podkreślają nierozłączność i współzależność
          umysłu, ciała i zdrowia - witalności. Idealny lekarz musi więc łączyć głęboką
          wiedzę medyczną z codziennym urzeczywistnianiem mądrości i współczucia. Dzięki
          błogosławieństwu J.Św. Dalaj Lamy mogłem ukończyć pełen kurs studiów medycyny
          tybetańskiej w Instytucie i mogłem otrzymać tytuł Menpa Kachupa ( tłum. doktora
          tybetańskiej wiedzy medycznej ). Nastąpiło to 18 stycznia 1993 roku, po czym
          zostałem zarejestrowany jako praktykujący doktor w Departamencie Zdrowia
          Tybetańskiego Rządu na Uchodźstwie. Jeśli chodzi o moje doświadczenie i
          praktykę kliniczną, miałem niezwykłe szczęście pracować pod kierownictwem Dr
          Yeshi Dhonden'a, w Jego klinice, w Dharamsali. Dr Dhonden, począwszy od1960 r.
          przez 20 lat był osobistym lekarzem J.Św. Dalaj Lamy. Jest znany w świecie jako
          mistrz ziołolecznictwa; jego książka "Health through balance" ( w Polsce wydana
          w 1994 r. ) została przetłumaczona na wiele języków, na kilku kontynentach. Dr
          Dhonden wielokrotnie zapraszany był na kongresy i sympozja naukowe organizowane
          przez renomowane uniwersytety i instytuty medyczne. To właśnie pod Jego
          kierownictwem nabyłem doświadczenia i odwagi aby zmierzyć się z groźnymi
          chorobami chronicznymi i cywilizacyjnymi trapiącymi współczesnego człowieka.
          Mocno wierzę , że tybetański system medyczny jest jednym z najlepiej
          zachowanych i działających starożytnych przekazów mądrości i doświadczenia.
          Jest on niezwykle skuteczny w leczeniu wielu schorzeń, a szczególnie żółtaczki,
          wrzodów, paraliżu, astmy, epilepsji, kamieni wątrobowych i żółciowych, guzów ,
          cukrzycy, nadciśnienia, bólów pleców, artretyzmu, zaburzeń trawiennych, chorób
          skórnych, chorób kobiecych, alergii, chorób serca, niektórych odmian raka,
          zaburzeń o podłożu nerwowym, etc.
          Będąc w pełni wyświęconym i konsekrowanym - przez J.Św. Dalaj Lamę - mnichem
          buddyjskim ( tyb. gelong ), staram się na co dzień stosować Jego nauki, również
          w mojej praktyce lekarskiej. Mam nadzieję, że mogę być pomocny w odzyskaniu i
          zachowaniu zdrowia wielu istot ludzkich.


          • aisha-medea i jeszcze jedno - jest drogi 22.05.05, 16:30
            naprawde, ale mozesz mu powiedziec, ile masz pieniedzy i da ci tyle ziol, na
            ile cie stac. Ja za 15 dni kuracji place 200 zl, ale to zalezy od ziol.
    • beata825 a ja myśle.... 21.05.05, 16:23
      ze na takie dolegliwosci pomogłoby przebywanie w srodowisku osób chorych,
      biednych,kalekich i w ogóle pokrzywdzonych przez los
      • Gość: bum Re: a ja myśle.... IP: *.teonet / *.internetdsl.tpnet.pl 21.05.05, 16:58
        Popieram beatę. Pójdź gdzieś popracować jako wolontariuszka. Są inni którzy
        potrzebują pomocy. Rozejrzyj się wokół siebie. Nie jesteś jedyna. To co z tego
        że pryszcz ci wyskoczy, inni nie mają rąk, nóg, są ciężko chorzy. Nie jesteś
        pępkiem świata. Chociaż wejdź sobie na te linki o Junku i innych psach, które
        miały ciężkie życie ( jest wątek na forum pt. "tylko nie wyklinajcie"))Na pewno
        docenisz to, co masz. Może będę zbyt brutalna,ale spójrz na siebie masz
        kochającą mamę, kochającego faceta. Nic nie musisz robić. Inni rodzice wygnali
        by ciebie do roboty, żebyś się nie użalała nad sobą i może to byłoby dla ciebie
        najlepiej. Moim zdaniem problem leży w tym że nie masz innych problemów, nie
        masz celu w życiu. Jedynym twoim problemem życiowym jest trądzik. Podobno
        depresja to choroba dobrobytu. Jeszcze raz przepraszam za brutalność w słowach,
        ale zanim się obruszysz na mnie przemyśl to. Myśl najpierw o innych a później o
        sobie. Jeśli to nie pomoże to zgłoś się do psychiatry ( nie żartuję), bo gdy
        pojawia się taka depresja z prawdziwego zdarzenia tzw. przez duże D to może być
        konieczne wsparcie farmakologiczne.
    • Gość: a Re: wpadłam w sidła... własnej obsesji IP: *.chello.pl 21.05.05, 17:12
      mam podobnie, odkąd skończyłam 21 lat (teraz mam prawie 24) moje ciało wygląda
      coraz gorzej, powiększa się cellulit, tyję choć byłam chudzielcem, włosy ciągle
      a to się przetłuszczają a to przesuszają a to mam łojotokowe zapalenie skóry
      ostatnio zaczęły się wypryski, choc tradziku nie miałam nawet jako nastolatka,
      wpdałam w błędne koło leczenia hormonalnego i nie moge z niego wyjść, czasem
      zyc mi się nie chce ze mam do wybou psucię wątroby diane35 lub bol głowy krosty
      i łysienie przy innych pigułkach (plus cellulit przy kazdych) no i koszty
      leczenia, czasem odechciewa mi się zyc bo nie umiem wyjsc z tego błędnego koła,
      zmarszczki to moja obsesja, nie mogę spać nocami bo nie mam pracy ani widoków
      na robotę która pozwoli mi na najdrozsze kremy i operacje plastyczne, przeraża
      mnie perspektywa ciąży i starości, w swoim mniemaniu zostało mi 5-6 lat życia,
      reszta to zbędna wegetacja w ohydnym starym cielsku :(((
      • Gość: tara Re: wpadłam w sidła... własnej obsesji IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.05.05, 21:47
        proponuje ci znalezc prace i wziac sobie kredyt, isc do centrum kosmetycznego i
        zrobic z sobą tak zebys była zadowolona, zmarszczki mozna zlikwidowac poprzez
        wstrzykniecie botoksu.Trzeba tylko przestac narzekac i zacząć działać. Trzeba
        sie wziąć za siebie! Szkoda kazdego dnia na zamartwianie sie...Uwazam ze dbanie
        o siebie nie jest zadną obsesją, nawet to przesadne. Tylko muszą byc tego
        efekty, a nie ciągłe narzekanie.
        • aisha-medea Re: wpadłam w sidła... własnej obsesji 22.05.05, 16:01
          Ale jakie zmarszczki????? Przeciez dziewczyna pisze, ze ma dopiero 24 lata! Ja
          mam rok tylko mniej, zmarszczek jakos straszliwych nie widze - jasne, mimiczne
          wokol oczu, ale przeciez nie bede sie zabijac z tego powodu. I ewidentnie nie
          pomoze jej dbanie o siebie, tylko raczej (mowie serio!!!!) wizyta u psychologa.
          To juz nie jest dbanie o siebie, tylko raczej lek przez zestarzeniem sie. Przed
          fizycznym zestarzeniem sie. Nie operacje plastyczne, ale zmiana nastawienia do
          siebie i swiata najlepiej dzialaja na urode - to banal, ale prawdziwy.
      • Gość: Marta Re: wpadłam w sidła... własnej obsesji IP: *.icpnet.pl 21.05.05, 22:29
        Wiesz co? Przepraszam, że tak na Ciebie naskoczyłam, byłam wściekła i właściwie
        jestem nadal - za Twoje słowa o mojej głupocie i "życzenia".
        Pozwól, że coś Ci jednak wyjaśnię.
        Nie jestem idealna, absolutnie tego nie twierdzę! Mogłabym wymieniać listę
        mankamentów mojej urody do białego rana. Tylko po co? Nie robię tego przede
        wszystkim dla siebie, dla swojego zdrowia psychicznego, świętego spokoju, dla
        zdrowych relacji z ludźmi, ktorzy nie lubią (i nie muszą) wysłuchiwać o moich
        niedoskonałościach.
        Przeszłam przez sieć kompleksów - w podstawówce nie mogłam ubrać się jak moje
        śliczne i lepiej sytuowane koleżanki, non stop czułam jak uboga krewna, potem
        uważałam, że jestem za gruba i męczyło mnie to okropnie, dopóki nie zauważyłam,
        że w chwilach, gdy ja o tym nie myślę i nie wysyłam takich sygnałów do świata,
        zaczynam się innym podobać. Było też piekło z alkoholizmem w rodzinie (na
        szczęście nie rodzice, a dziadkowie, ale i tak byliśmy zmuszeni z nimi mieszkać)
        i kilkanaście lat przekonania (ograniczam się tylko do tej kwestii, bo temat
        jest na rozprawę), że jestem gorsza, niewartościowa, naznaczona piętnem wstydu i
        hańby społecznej. To zakończyło się załamaniem nerwowym, z którym długo się
        zmagałam.
        Ale dość! Postanowiłam żyć inaczej, lepiej, szczęśliwiej. To, że uważam się za
        ładną dziewczynę, że mam udany związek, że staram się cieszyć życiem, że - może
        zbyt żywiołowo - zabrałam się za pocieszanie Łucji i Kasi, to efekt mojej
        ciężkiej pracy nad sobą, rozumiesz? Wieloletnich zmagań, by nie niszczyć siebie
        jeszcze bardziej. Jestem dumna, że doszłam do takiego punktu i życzę tego
        wszystkim. Także Tobie, naprawdę szczerze, chociaż nasza "znajomość"
        niefortunnie się rozpoczęła.
        • Gość: bum Re: wpadłam w sidła... własnej obsesji IP: *.teonet / *.internetdsl.tpnet.pl 22.05.05, 10:45
          Jak czytałam twoj post Marta - to jakbym czytała o sobie, tylko że ja może
          miałam inne kompleksy, ale reszta podobnie- bogatsze koleżanki, lepiej ubrane.
          Ale zazdrosć niszczy. Zgadzam się że jak się nie mysli o swoich kompleksach np.
          latem pod namiotem, gdy nie ma warunków na te wszystkie kosmetyczne rytuały to
          człowiek jakoś pięknieje. Ja też nie miałam zbyt łatwego zycia, ale zauwazyłam
          że są ludzie bardziej potrzebujący ode mnie, a inni ludzie też mają problemy,
          nie tylko ja i nie jestem najważniejsza na świecie. Wiecie coś jak skupiłam się
          trochę więcej na innych ludziach ( staram się zawsze pomóc gdy ktoś potrzebuje,
          nigdy nie robię nikomu nic po złosci, generalnie wierzę że im więcej wyśle się
          dobrej energii tym więcej jej do mnie wróci) i wiecie co? Wszystko się
          odmieniło, w koncu zaczeło mi się w życiu układać. Nie będę się chwalić, bo nie
          o to mi chodzi. Dziewczyny, no i co z tego że będziecie miały zmarszczki, to
          będzie później, cieszcie się życiem, bo każda chwila jest cenna. Pamiętajcie też
          że ludzie bywają okrutni, to że ktoś wam cos powie przykrego na temat waszego
          wyglądu to najczęsciej taka osoba chce podbudować swoje poczucie wartości i sama
          ma kompleksy, chociaz może tego na pierwszy rzut oka nie widać. Zdajcie sobie z
          tego sprawę.
          • Gość: Iwona Re: wpadłam w sidła... własnej obsesji IP: 81.10.26.* 22.05.05, 11:15
            Polecam Wam ksiazke "Pokochaj siebie" Wayne d. Dyer-a
            Po jej przeczytaniu doszlam do wniosku, ze szkoda zycia na zamartwianie sie,
            czasem wracam do starego stylu myslenia i wtedy czytam ja kolejny raz.
    • narysuj.mi.baranka Swiadomosc 22.05.05, 11:16
      To prawda. Swiadomosc sytuacji stwarza szanse powrotu do zdrowej rownowagi:)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka