Dodaj do ulubionych

"Napiwki "dla fryzjerek

IP: *.helion.pl 10.07.02, 08:26
Dawać czy nie dawać?Kiedyś był to ogólnie przyjęty zwyczaj,że pani Krysi
wsuwało się banknot do kieszeni fartucha.Teraz fryzjerki fartuchów nie
mają,często płaci się kartą i w ogóle sama usługa jest droga.No więc dajecie
czy nie?Bo to jakaś taka niezręczna sytuacja...
Obserwuj wątek
    • Gość: mari23 Re: IP: 62.233.135.* 10.07.02, 08:39
      Ja zwykle daję. Moze to dlatego, ze od kilku lat chadzam do jednej fryzjerki i
      zawsze wychodzę zadowolona. Zaznaczam, ze nei są to wygórowane kwoty, raczej
      dopełnienie do pełnej sumy. Zwykle około 10 zł
    • anexxa Re: napiwki dla fryzjerek 10.07.02, 08:47
      ja nie daje. jakbym chodzila sie stryc do osiedlowego
      zakladu za 35 pln, to moze. ale jak chodze do wizjonera i
      place mu 200, to zupelnie nie widze powodu.

      natomiast zawsze daje napiwki w taxi.

      xx.
      • Gość: Anja Re: napiwki dla fryzjerek IP: *.grzegorzki.sdi.tpnet.pl 10.07.02, 08:52
        Jeśli podcinam końcówki i mam zapłacić 8 zł, to daję 10, bo jakoś mi niezręcznie
        tak wyciągać łapę po resztę. Ale generalnie - nie daję napiwków. Ani u fryzjera,
        ani u kosmetyczki - ale akurat z kosmetyczką zdążyłam się polubić i poznać, bo
        chodzę do niej ciągle, więc mam wrażenie, że by się obraziła za napiwek.
        • Gość: Donata Re: napiwki dla fryzjerek IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 10.07.02, 09:00
          Ja natomiast napiwki daję i czułabym się niezręcznie gdybym nie dała. Sama
          pamiętam jak kiedyś na studiach pracując jako kelnerka i barmanka bardzo
          liczyłam na napiwki. Nie wiem ile zarabiają Ci najlepsi fryzjerzy ale wydaje mi
          się,że nawet ci dobrzy w nienajgorszych salonach nie mają bajecznych pensji i
          liczą na naszą szczodrość. Myślę, e jeśli stać nas na wydanie 100 czy 200 zł to
          niezbiedniejemy dodając 10 zł a dla nich to bardzo dużo. Ja jestem jak
          najbardziej na TAK
          Pozdrawiam
          • Gość: rena Re: napiwki dla fryzjerek IP: *.acn.pl / 10.130.129.* 10.07.02, 22:31
            > Sama
            > pamiętam jak kiedyś na studiach pracując jako kelnerka i barmanka bardzo
            > liczyłam na napiwki. Nie wiem ile zarabiają Ci najlepsi fryzjerzy ale wydaje mi
            > się,że nawet ci dobrzy w nienajgorszych salonach nie mają bajecznych pensji i
            > liczą na naszą szczodrość.

            sorry, ale to totalnie idiotyczny argument! czy pani w okienku na
            poczcie/nauczycielka/kioskarka ma bajeczna pensje? nie? a dajesz im napiwki?
    • eremka Re: 10.07.02, 09:10
      Generalnie jestem za, ale ... w praktyce nie zawsze daje napiwki.
      • Gość: Helena Re: IP: *.waw.cdp.pl 10.07.02, 09:30
        Ja trafie na dobrego fryzjera, to po balejageu zostawiam 20PLN - zawsze doskonale
        mnie pamietaja i lepiej sie przykladaja nastepnym razem :-))
        H.
        • roodanaserio Re: 10.07.02, 10:38
          A ja nie daje na ogol. Chodze, tak jak anexxa, do wizjonera, wiec nie widze
          powodu, zeby sie wyglupiac. Generalnie daje tylko wtedy, kiedy czesze sie przed
          impra w jakims malym zakladzie. Nigdy nie dawalam w tez w sieci JPD.

          Nie rozumiem tez tego niby obowiazku, ze trzeba dawac, bo fryzjrerki na to
          licza, jak zasugerowala jedna z piszacych, bedac kiedys kielnerka. A coz to,
          obowiazek ustawowy obywatela ? Obrzydliwy zwyczaj z postawa roszczeniowa,
          wyciagaja lape wszyscy - kelnerzy, fryzjerzy i listonosze. A czy mi ktos daje,
          jak potrzebuje ? Niedlugo bedzie tak, jak w krajach Afryki Polnocnej - bakszysz
          na kazdym kroku. Masakra.

          r
          • Gość: yak-ona Re: IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 10.07.02, 10:50
            roodanaserio napisał(a):

            > A ja nie daje na ogol. Chodze, tak jak anexxa, do wizjonera, wiec nie widze
            > powodu, zeby sie wyglupiac. Generalnie daje tylko wtedy, kiedy czesze sie przed
            >
            > impra w jakims malym zakladzie. Nigdy nie dawalam w tez w sieci JPD.
            >
            > Nie rozumiem tez tego niby obowiazku, ze trzeba dawac, bo fryzjrerki na to
            > licza, jak zasugerowala jedna z piszacych, bedac kiedys kielnerka. A coz to,
            > obowiazek ustawowy obywatela ? Obrzydliwy zwyczaj z postawa roszczeniowa,
            > wyciagaja lape wszyscy - kelnerzy, fryzjerzy i listonosze. A czy mi ktos daje,
            > jak potrzebuje ? Niedlugo bedzie tak, jak w krajach Afryki Polnocnej - bakszysz
            >
            > na kazdym kroku. Masakra.
            >


            Afryki Polnocnej?
            a w usa to nie "trzeba" dawac napiwku na kazdym rogu- gorzej niz w Afryce...
            kelnerce koniecznie, fryzjerce tez, nawet kolesiowi co trawnik scina...

            a wracajac do tematu-
            ja tam daje zawsze napiwek kiedy jestem zadowolona- obojetnie czy place za usluge
            200zl czy 20 zl, w malym czy duzym zakladzie...
            na ogol jest to okolo 10% -15%.
          • Gość: gAndzia Re: IP: *.se.com.pl 10.07.02, 10:51
            dawałam, jak miałam stałe fryzjerki/fryzjerów. znałam kiedyś prywatnie fryzjera
            i wiem, że te napiwki to poważna część ich zarobków. nie dałabym
            wizjonerowi/włascicielowi zakładu, bo na ogół płaci się im sporo (np. szymański
            ma indywidulany cennik, o wiele wyższy niż inni zatrudnieni u niego fryzjerzy).
            teraz chodzę byle gdzie wyrównywac końcówki, przewaznie do provosta albo
            haircoif, płacę kartą i nie daję:)
        • flora1 Re: 10.07.02, 11:05
          Napiwki zawsze daję kelnerom i barmanom, (chyba że na moich kolanach wyląduje
          gorąca zupa, to wtedy nie płacę za miłą obsługę). Ich wynagrodzenie jest
          śmiesznie niskie, mam znajomego, który jest kelnerem w jednej z warszawskich
          restauracji i wiecie ile ma pensji??? 500 zł!!! oczywiście cztery razy tyle
          wyciąga z tipów, lecz gdyby większość klientów nie zostawiała napiwków, to
          pewnie spałby w kartonie pod poniatoszczakiem ;-(((
          Jeśli chodzi o fryzierów, to zdarzyło mi się kilka razy zostawić napiwek, lecz
          były to wyjątkowe sytuacje, kiedy byłam zachwycona tym co wyczarowano z moich
          włosów.
          • roodanaserio Re: 10.07.02, 11:53
            flora1 napisał(a):

            > Napiwki zawsze daję kelnerom i barmanom [..]. Ich wynagrodzenie jest
            śmiesznie niskie, mam znajomego, który jest kelnerem w jednej z warszawskich
            restauracji i wiecie ile ma pensji??? 500 zł!!! oczywiście cztery razy tyle
            wyciąga z tipów, lecz gdyby większość klientów nie zostawiała napiwków, to
            pewnie spałby w kartonie pod poniatoszczakiem ;-(((

            A coz mnie to obchodzi ? Czy ja jestem instytucja do wspieraia ludzi ? Nie wiem,
            czy zdajesz sobie sprawe, ale wlasciciele knajp celowo daja niskie pensje
            kelnerom, bo zdaja sobie sprawe z istnienia napiwkow. Dodatkowo kelnerzy
            [niestety] kradna, do czego "zmusza" ich taka pensja, wiec sklady w knajpach
            wymieniaja sie co sredno 3 mies. - pol roku. Dla mnie jest to lekko chora
            sytuacja, jezeli pensja czlowieka jest mniejsza od sredniej krajowej [co
            zastanawia, bo to niezgodne z prawem i nie wolno tego napisac na papierze], a
            dochody na lewo wyzsze o 4 x.
            Ja nie czuje sie wlasciwa osoba do tego, zeby ratowac czyjs budzet. Czasy, kiedy
            kelnerka, fryzjer, taksowkarz oraz hydraulik [patrz kabaret Dudek i slynny
            monolog "Jasiu"] byli prominentami, na szczescie sie skonczyly. Teraz kazdy
            raczej [podkreslam to slowo] zarabia wg umiejetnosci i wyksztalcenia, a zawody
            typu kelnerka czy fryzjer to nie jakies szczegolne osigniecie spolecznie. Jezeli
            wiec chcia miec pensje 3.000, niech dorabiaja inaczej [wizyty domowe] - wzglednie
            ucza sie robic cos innego, a nie wymuszaja napiwki ! Wszak 60-letnia kelnerka czy
            fryzjerka to raczej rzadki i marny widok.


            r
            • flora1 Re: 10.07.02, 12:39
              roodanaserio napisał(a):

              > flora1 napisał(a):
              >
              > > Napiwki zawsze daję kelnerom i barmanom [..]. Ich wynagrodzenie jest
              > śmiesznie niskie, mam znajomego, który jest kelnerem w jednej z warszawskich
              > restauracji i wiecie ile ma pensji??? 500 zł!!! oczywiście cztery razy tyle
              > wyciąga z tipów, lecz gdyby większość klientów nie zostawiała napiwków, to
              > pewnie spałby w kartonie pod poniatoszczakiem ;-(((
              >
              > A coz mnie to obchodzi ? Czy ja jestem instytucja do wspieraia ludzi ?
              A czy ktoś ci karze wspierać tych kelnerów? na pewno nie ja :-))

              Nie wiem
              > ,
              > czy zdajesz sobie sprawe, ale wlasciciele knajp celowo daja niskie pensje
              > kelnerom, bo zdaja sobie sprawe z istnienia napiwkow. Dodatkowo kelnerzy
              > [niestety] kradna, do czego "zmusza" ich taka pensja, wiec sklady w knajpach
              > wymieniaja sie co sredno 3 mies. - pol roku.
              W przeciwieństwie do ciebie, ja nie uważam, że wszyscy kelnerzy to złodzieje :-)

              Dla mnie jest to lekko chora
              > sytuacja, jezeli pensja czlowieka jest mniejsza od sredniej krajowej [co
              > zastanawia, bo to niezgodne z prawem i nie wolno tego napisac na papierze], a
              > dochody na lewo wyzsze o 4 x.
              Z tym akurat się zgadzam :-)

              > Ja nie czuje sie wlasciwa osoba do tego, zeby ratowac czyjs budzet.
              Przecież nikt cię do tego nie zmusza :-)

              Teraz kazdy
              > raczej [podkreslam to slowo] zarabia wg umiejetnosci i wyksztalcenia, a zawody
              > typu kelnerka czy fryzjer to nie jakies szczegolne osigniecie spolecznie.
              Hmm, nie wszyscy muszą być prezesami.

              Jezel
              > i
              > wiec chcia miec pensje 3.000, niech dorabiaja inaczej [wizyty domowe] - wzgledn
              > ie
              > ucza sie robic cos innego, a nie wymuszaja napiwki !
              Nigdy nie spotkałam się z wymuszaniem napiwków.

              Reasumując, jeśli nie masz ochoty dawać napiwków w knajpkach - wola twoja i
              prawdę mówiąc niewiele mnie to obchodzi.
              Ja daję napiwki zawsze, jeśli jestem zadowolona z obsługi i mam tą świadomość, że
              ci ludzie z napiwków żyją.
              Serdecznie pozdrawiam.

              P.S. Informacje o pensjach kelnerskich podałam jako ciekawostkę.

              • roodanaserio Re: 10.07.02, 12:53
                fiona:

                > A czy ktoś ci karze wspierać tych kelnerów? na pewno nie ja :-))

                Oczywiscie, ale daje sie odczuc w niektorych postach, ze 'dawanie' jest niemalze
                obowiazkiem.


                > W przeciwieństwie do ciebie, ja nie uważam, że wszyscy kelnerzy to złodzieje :-)

                A ja znam srodowisko i wlascicieli knajp - uwierz, ze po 4 misiacach pracy prawie
                kazdy barmam lub kelner wprowadza do knajpy swoj alkohol.

                > Hmm, nie wszyscy muszą być prezesami.

                Naturalnie. Ale niech kelnerka nie oczekuje pensji kierowniczej w postaci moich
                napiwkow.

                > Reasumując, jeśli nie masz ochoty dawać napiwków w knajpkach - wola twoja i
                prawdę mówiąc niewiele mnie to obchodzi.

                To po co ze mna rozmawiasz ? Jak mnie cos nie obchodzi, to nie czytam/wzglednie
                nie odpisuje.

                > Ja daję napiwki zawsze, jeśli jestem zadowolona z obsługi i mam tą świadomość,
                że ci ludzie z napiwków żyją.

                A ja wole swoja pseudoszczodrosc wole zostawic na schroniska dla zwierzat oraz
                prawdziwe organizacje wspierajace, typu Ochojska. Zwierzeta i glodne dzieci
                NAPRAWDE gloduja. A wystylizowana na Barbie laleczka w Bazyliszku lub durnowaty
                koles od podawania zupy nie. To samo fryzjerzy.


                r

                • flora1 Re: 10.07.02, 14:46

                  A ja wole swoja pseudoszczodrosc wole zostawic na schroniska dla zwierzat oraz
                  > prawdziwe organizacje wspierajace, typu Ochojska. Zwierzeta i glodne dzieci
                  > NAPRAWDE gloduja. A wystylizowana na Barbie laleczka w Bazyliszku lub durnowaty
                  >
                  > koles od podawania zupy nie. To samo fryzjerzy.

                  Tak sobie czytam i zaczynam wyczuwać w twoich wypowiedziach lekką pogardę dla
                  ludzi pracujących fizycznie, co mi się barrrddzzzoo nie podoba...
                  Nie każdy koleś podający zupę musi być DURNOWATY, a z pewnością nie każdy kelner
                  to złodziej! denerwują mnie takie uogólnienia!
                  I jeszce raz powtarzam, dawanie napiwków to sprawa indywidualna, nie dajesz -
                  twoja sprawa, nikt nie ma zamiaru na tobie niczego wymuszać!
                  Pozdrawiam.

                  • roodanaserio Re: 10.07.02, 15:07
                    flora1 napisał(a):

                    > Tak sobie czytam i zaczynam wyczuwać w twoich wypowiedziach lekką pogardę dla
                    ludzi pracujących fizycznie, co mi się barrrddzzzoo nie podoba...


                    To strrrrrrrraszne. Dla mnie praca fizyczna to machanie lopata na budowie.
                    Fryzjer i kelner to nie jest praca fizyczna, choc ma jej znamiona. Nikim nie
                    pogardzan, wszystkich szanuje, bo kazdy z nas jest uzalezniony od sprzataczki i
                    zamiatacza. Ale nie musze przez to dawac im dodatkowej kasy, w ramach jakis
                    kretynskich wyrzutow sumienia. Kazdy zawod ma okreslone dochody, a kelner nie
                    moze zarabiac tyle, co adwokat. Piejesz tu peany nad biednymi pensjami kelnerow -
                    a moze warto sie zastanowic na pesja lekarki na stazu po 6 latach morderczych
                    studoiw - 800 zl ? Hm ? Ja dlatego nie zaluje ani klenerow ani fryzjerow itp. i
                    nie daje im kasy; chyba, ze ma dzien dobroci dla zawodow "dreptajacych".

                    > z pewnością nie każdy kelner to złodziej! denerwują mnie takie uogólnienia!


                    Skoro 90 % wlascicieli knajp, jakich znam, to potwierdza, to ja zakladam, ze 9 na
                    10 kradnie. A swiat moze byc dla Ciebei rozowy, nie wnikam.

                    r
                    • flora1 Re: 10.07.02, 15:52

                      > Skoro 90 % wlascicieli knajp, jakich znam, to potwierdza, to ja zakladam, ze 9
                      > na
                      > 10 kradnie. A swiat moze byc dla Ciebei rozowy, nie wnikam.
                      >
                      > r

                      90% kierowników działów twierdzi, że ich podwładni to lenie, bo pracują
                      małowydajnie.... więc, zakładam, że w każdej firmie 10 na 9 pracowników zbija
                      bąki a nie pracuje....hi, hi....

                      • roodanaserio Re: 10.07.02, 16:06
                        flora1 napisał(a):

                        > 90% kierowników działów twierdzi, że ich podwładni to lenie, bo pracują
                        małowydajnie.... więc, zakładam, że w każdej firmie 10 na 9 pracowników zbija
                        bąki a nie pracuje....hi, hi....


                        Nie wiem, co twierdza kierownicy dzialow. Na ogol sa to jednak ludzie, ktorzy nie
                        pracujaca u SIEBIE, wiec ich mowy nie maja takiej wagi, jak zdanie ludzi, ktorzy
                        prowadza wlasny interes. A taki liczy najlepiej. Zakladam, ze jestes pracownikiem
                        najemnym i nie masz bladego pojecia, jak to jest byc okradanym z wlasnej
                        krwawicy, zatrudniajac przedtem z 10 osob i plalac za nich slone podatki.
                        Gybys posiadala wlasna knajpe, przestalabys zalowac biednych kelnerow, a zaczela
                        liczyc. I tyle. Punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia, co nie znaczy, zeby
                        udawac, ze jest lepiej, niz sie nam wydaje, bo ma sie kolege kelnera.

                        r

                        • Gość: Xena Re: IP: *.acn.waw.pl 10.07.02, 20:34
                          Mnie jeszcze zastanwia jedna rzecz. Często w knajpach (vide: Muza, Organza,
                          Żuraw) zdarza się, że dla grup powyżej iluś tam osób (ca 4-6) automatycznie do
                          zamówienia dopisuje się 10% napiwek. Zupełnie tego nie rozumiem. Gdzie tu
                          logika? Im więcej osób, tym większy obrót, więc chyba właściciele powinni
                          zachęcać ludzi upustami cenowymi do bardziej gremialnego przybywania. Kelnerzy
                          też mają chyba mniej roboty i biegania, gdy 6 osob siedzi przy tym samym
                          stoliku, a nie jest rozsiana po różnych kątach sali. Więc jak ktoś mi wyjaśni,
                          o co w tym biega, to ozłocę (wirtualnie i bez napiwku ;-))
                          • anexxa Re: 10.07.02, 20:41
                            skoro zarabia sie na nich n zl, zarobmy n+10%, mysli
                            sobie kelner/wlasciciel. jest ich duzo, widac ze chca
                            spedzic wieczor, nie bedzie im sie chcialo szukac
                            stolika o tej porze gdzie indziej.

                            poprosze pozlotke, ale nie po calosci, zebym miala czym
                            oddychac (ogladalas goldfingera?) ;)

                            xx. mundra
                            • Gość: Xena Re: IP: *.acn.waw.pl 10.07.02, 21:33
                              Pozłotka się należy, a jakże.
                              Goldfingera nie oglądałam, ale za to czytałam cóś tam o Midasie, więc
                              wspaniałomyslnie pozłotka będzie skromna, cobyś nie musiała mnie błagać przed
                              kolacją o cofnięcie nagrody.
                              Ale na jakąs ładną kolię od Swarowskiego powinno starczyć ;-)
                              • anexxa Re: 10.07.02, 21:38
                                wole cos praktycznego, np. kafelki lazienkowe;)

                                chociaz, jakbym wdziala taka kolie, moze smutna ziuta z
                                trussardi jeans inaczej by na mnie popatrzyla, jak
                                wchodze do sklepiku, w ktorym pracuje (i w ktorym,
                                mowiac podworkowo, ch. nocuje, jesli chodzi o ciuchy) ?

                                bylam dzis na depi w klifie i dziunia miala taka mine,
                                ze az mialam ochote zrzucic jej cos z polki.

                                dla odmiany kosmetyczka w YR - sam mniod. tam bede
                                chodzic:)

                                xx. offtopiczna
          • Gość: rena Re: IP: *.acn.pl / 10.130.129.* 10.07.02, 22:37
            >Napiwki zawsze daję kelnerom i barmanom, (chyba że na moich kolanach wyląduje
            >gorąca zupa, to wtedy nie płacę za miłą obsługę). Ich wynagrodzenie jest
            >śmiesznie niskie, mam znajomego, który jest kelnerem w jednej z warszawskich
            >restauracji i wiecie ile ma pensji??? 500 zł!!! oczywiście cztery razy tyle
            >wyciąga z tipów, lecz gdyby większość klientów nie zostawiała napiwków, to
            >pewnie spałby w kartonie pod poniatoszczakiem ;-(((

            rozumiem, ze kioskarce, pani na poczcie i pani, co ci bulki sprzedaje tez
            zostawiasz napiwki?! bo one czesto nie zarabiaja nawet 500 zl, ani 4 razy tyle.
            albo kasjerki z hipermarketow, ktore siedza w pampersach, bo im nie wolno przez
            8 godzin isc do ubikacji (notabene na kasie powinny pracowac 5 godz.) - o nich
            tez pamietasz przy kazdych zakupach?+

            sorry - ale podalas idiotyczny argument.

            rena
            • flora1 Re: 11.07.02, 10:21
              Gość portalu: rena napisał(a):

              > >Napiwki zawsze daję kelnerom i barmanom, (chyba że na moich kolanach wylądu
              > je
              > >gorąca zupa, to wtedy nie płacę za miłą obsługę). Ich wynagrodzenie jest
              > >śmiesznie niskie, mam znajomego, który jest kelnerem w jednej z warszawskic
              > h
              > >restauracji i wiecie ile ma pensji??? 500 zł!!! oczywiście cztery razy tyle
              >
              > >wyciąga z tipów, lecz gdyby większość klientów nie zostawiała napiwków, to
              > >pewnie spałby w kartonie pod poniatoszczakiem ;-(((
              >
              > rozumiem, ze kioskarce, pani na poczcie i pani, co ci bulki sprzedaje tez
              > zostawiasz napiwki?! bo one czesto nie zarabiaja nawet 500 zl, ani 4 razy tyle.
              >
              > albo kasjerki z hipermarketow, ktore siedza w pampersach, bo im nie wolno przez
              >
              > 8 godzin isc do ubikacji (notabene na kasie powinny pracowac 5 godz.) - o nich
              > tez pamietasz przy kazdych zakupach?+
              >
              > sorry - ale podalas idiotyczny argument.
              >
              > rena

              Dla mnie idiotyczne są przykłady, które podajesz, no chyba że w twoim śrowowisku
              jest zwyczaj dawania napiwków kasjerkom, kioskarkom, ekspedientkom itd. ;-))
              Jak wcześniej napisałam, lubię dawać npiwki w knajpach, wtedy gdy zostałam dobrze
              i miło obsłużona, nie widzę w tym nic złego.
              I jeszcze jedno, jeśli zabierasz głos, to przeczytaj uważnie wcześniejsze
              wypowiedzi, przecież wyraźnie zaznaczyłam, iż przykładowe wynagrodzenie
              kelnerskie podałam JAKO CIEKAWOSTKĘ - jaki procent pensji stanowią napiwki!!! A
              NIE APEL DO FINANSOWEGO WSPIERANIA TYCH KIEPSKO ZARABIAJĄCYCH!!!
              Pozdrawiam.

    • eremka Re: Hehehe 10.07.02, 16:04
      Hehehe... tak właśnie myslałam patrząc na roznącą liczbę postów
      • Gość: Donata Re: Hehehe IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 10.07.02, 16:54
        Droga rodano nikt nie narzuca obowiązku dawania napiwków. A ja sama tak byłam
        kiedyś kelnerką, żeby móć zarobić na studia i teraz żyć powiedzmy inaczej.
        Napewno nie byłam złodziejką jak sugerowałaś pisząc o kelnerach. Uważam, że
        cała ta rozmowa nie ma sensu. Każdy z nas będzie robił co uważa za stosowne i
        tyle. Jeśli ktoś nie ma ochoty niech nie daje ale przez to osoba taka nie
        powinna być gorzej traktowana. Myślę jednak, że Ty sama zbyt ostro oceniasz
        takich ludzi i niesprawiedliwie. Nawiasem mówiąc lekarze też "BIORĄ"
        Żegnam się pozdrawiając Was i życząc wysokich pensji!!!!
        • Gość: marta Re: Hehehe IP: *.ny325.east.verizon.net 10.07.02, 17:15
          lekarze więcej "biorą" niż fryzjerzy i kelnerzy razem wzięci, co jest tym
          bardziej skandaliczne bo stawką nie jest nowa fryzura tylko zdrowie:((
          ja tam napiwki daję, w knajpie 10% rachunku, a u fryzjera, tak do "równego"
          jak płacę kartą kredytową to po prostu wypełniam pole z napiwkiem i tam
          wpisuje odpowiednią kwotę.
          a tym fryzjerom tez nie jest tak wesoło, z tego ile im płacimy dostają
          najwyżej 50% choć sami kupują sobie norzyczki, farby itp. w tych "lepszych"
          fryzjerech kupują oczywiście farby na jakich w danym salonie się pracuje....
        • roodanaserio Re: Hehehe 10.07.02, 17:37
          Gość portalu: Donata napisał(a):

          > Droga rodano nikt nie narzuca obowiązku dawania napiwków.

          Powtarzam - z tresci niektorych postow wynika, ze to wstyd nie dawac i jak to w
          ogole sie mozna nad tym zastanawiac. Poza tym wiem, co mowie/pisze - jak kelnerzy
          i fryzjerzy traktuja ludzi, placacych napiwki, a jak tych, ktorzy tego nie robia.
          To sie zaczyna robic umowa spoleczna, czyli tzw. niepisana koniecznoscia, jak 10
          % znaleznego. A nie powinno tak byc, to tylko wola klienta. Potem strojenie min i
          mniej grzeczna obsluga - ku*** - ja jestem dla nich, czy oni dla mnie ? Niektore
          ekskluzywne knajpy rozwiazly problem, wliczacjac 10 % wartosci rachunku do kazdej
          uslugi i finito. Rozwaazanie narzucone, ale pod okiem wlasciciela knajpy. I to
          jestem w stanie tolerowac.

          > A ja sama tak byłam kiedyś kelnerką, żeby móć zarobić na studia i teraz żyć
          powiedzmy inaczej.

          Rozumiem ,ze zarobilas na szkole dzieki napiwkom ? Doprawdy, lza sie w oku kreci.
          Proponuje wystapic w programie "Wzruszyla mnie twoja historia".

          > Napewno nie byłam złodziejką jak sugerowałaś pisząc o kelnerach.


          I to Ci sie chwali. Ciekawostka, bo w knajpach WSZYSYCY twierdza, ze nic nie
          robia, a wlasciciele znajduja nie swoj alkohol w sprzedazy i odnotowuja nizsze
          zyski za kazdym razem. To na pewno krasoludki. Tak, jak w wiezieniach siedza sami
          niewinni. Kogo by nie zapytac - jest tam przez pomylke.


          > Uważam, że cała ta rozmowa nie ma sensu.

          To nie rozmiawiaj. Najbardziej bawi mnie uczestnictwo w rozmowie, ktora Cie
          rzekomo nie interersuje. To charakterystyczne dla mlodych uzytkownikow sieci.


          > Nawiasem mówiąc lekarze też "BIORĄ"


          Ja temu nie przecze, ale bardziej szkoda mi stazystski, niz kelenera. End. I
          jedni i drudzy zaczynaja brac - z tymze kelnerzy pochwalane napiwki, a lekarze po
          prostu lapowki, zmuszeni przez panstwo. Gozrej, kiedy zaczynaja uzalezniac
          jakikowliek ruch od koperty. I napiwki nie sa ganione, a lapowki tak. A charakter
          pracy nieco inny i opowiedzialnosc zasadniczo rozna. To nieco dziwne,
          nieprawdaz ? A oba zawody - jak slyszymy, sa kiepsko oplacane.

          ******** MARTA

          > lekarze więcej "biorą" niż fryzjerzy i kelnerzy razem wzięci, co jest tym
          bardziej skandaliczne bo stawką nie jest nowa fryzura tylko zdrowie:((

          Nie. Oni po prostu maja wiekszosc odpowiedzialnosc. To i wiecej chca.


          > a tym fryzjerom tez nie jest tak wesoło, z tego ile im płacimy dostają
          najwyżej 50% choć sami kupują sobie norzyczki, farby itp. w tych "lepszych"
          fryzjerech kupują oczywiście farby na jakich w danym salonie się pracuje....


          Pierwszy raz w zyciu slysze, zeby w renomowanych salonach fryzjerzy kupowali
          farby do zakladu ! To jakas bzdura. Za towar odpowiada wlasciciel, a fryzjerki
          tylko za nieuzasadnione zuzycie. No, chyba ze sa na tyle bezczelne - a to sie
          zdarza, zwlaszcza w malych zakladach, ze wynosza i robia po cichu w domach -
          latwo to sparwdzic. Wtedy sie nie dziwie, ze im kaza kupowac.


          r

          • Gość: marta Re: Hehehe IP: *.ny325.east.verizon.net 10.07.02, 17:50
            tak się składa, że nie jest to bzdura, zapytaj sie chocby swoje wizjonera,
            jeśli kiedykolwiek pracował "nie na swój rachunek"
            fryzjer jest odpowiedzialny za sprzęt na którym pracuje, czyli własnie farby,
            nożyczki itp.
            byc może sie to troche zmieniło, szczególnie w dużych zakładach, sieciówkach,
            ale w tych mniejszych, fryzjerzy tak robią nie dlatego, że kradną (co Ty masz
            jakąś obsesję z tymi kradzieżami?) tylko dlatego, że takie są układy z
            właścicielami zakładów!
            to ciężkawa sytuacja, na dodatek fryzjerzy muszą sami płacić za siebie skałdkę
            ZUS
            dlatego jest taka duża rotacja w tym zawodzie a w każdej gazecie cała masa
            ogloszeń "dam pracę" skierowanych właśnie do fryzjerów,
            hehe, czasami włsściciel bierze nawet 60% tego co my płacimi sympatycznej pani
            fryzjerce
            a wiem to wszystko niejaka z drugiej ręki, moja cioteczna siostra jest
            fryzjerką... pracowała w różnych miejscach (także we Frank Provos i Hescie..)
            teraz na szczęście mogła obrosnąć w piórka i otworzyła swój własny salon, jest
            sama sobie sterem i okrętem.
            dopiero na swoim obrosła w piórka i zapewniam Cie, że bynajmniej nie poprzez
            napiwki:)
            • Gość: yaga Re: Hehehe IP: 213.206.132.* 10.07.02, 17:59
              jeśli fryzjerzy godza sie na takie warunki to ich sprawa, ja place za wizyte
              200-250 zl i nie widze powodu wpychania jeszcze dodatkowego banknotu do
              kieszeni fryzjerki.
              Kelnerzy - zazwyczaj aroganccy, ponieważ wyglądam młodo i nie zabójczo zamoznie
              na poczatku są mocno olewczy a potem ujmujaco mili ergo zadnego napiwku.
              Mnie nikt nie pyta ile zarabiam i nie dofinansowuje "napiwkiem"
              • Gość: marta Re: Hehehe IP: *.ny325.east.verizon.net 10.07.02, 18:04
                no chyba nie bardzo godzą sie na takie warunki i dlatego jest taka rotacja...
                i tyle ogłoszeń choćby w poniedziałkowej Wyborczej

                ps. jeśli chodzi o kelnerów to faktycznie ich zachowanie czasami zasługuje na
                wszystko tylko nie napiwek:)
                pozdr,
                • anexxa Re: Hehehe 10.07.02, 18:18
                  Gość portalu: marta napisał(a):

                  > no chyba nie bardzo godzą sie na takie warunki i
                  dlatego jest taka rotacja...
                  > i tyle ogłoszeń choćby w poniedziałkowej Wyborczej

                  marta, racja. ale... co mnie, jako klientke, ten smutny
                  los mialby obchodzic? pani w sklepie z ubraniami,
                  polecajaca mi te czy inne spodnie i usluznie mi je
                  donoszaca, tez zarabia 1000 pln na reke max. ale jakos
                  nie daje jej napiwkow. nie daje tez napiwkow w moim
                  sklepie niedaleko domu, gdzie sprzedaje mila dziewczyna,
                  z ktora plotkuje o tipsach, farbowaniu wlosow i ktora
                  zawsze pamieta, zeby zamowic dla mnie jogurt sliwkowy.
                  moim zdaniem, jedyna forma wyrazania wdziecznosci jest
                  chodzenie w to samo miejsce.

                  tylko ze akurat ja, do czasu krzysia-wizjonera nie mialam
                  takiego. no, kiedys dawno temu jedno, ale dziewczyna
                  pojechala do wloch pracowac i przepadla. aha, ona wtedy,
                  w osiedlowym salonie na ursynowie (pracujacym na lorealu)
                  nie kupowala farb ani innych preparatow. ale, z
                  ciekawszych rzeczy, po zmianie wlascicielki, mialy
                  telefon na kluczyk, z ktorego nie dalo sie dzwonic.

                  > ps. jeśli chodzi o kelnerów to faktycznie ich
                  zachowanie czasami zasługuje na
                  > wszystko tylko nie napiwek:)
                  oj tak. pamietam jeden lokal kolo mojej bylej uczelni,
                  gdzie na lasagne czekalam 45 minut. a nie bylo robione na
                  biezaco, tylko odcinane z duzej plachty. kelnerka znikla
                  po przyniesieniu rachunku, wiec wyliczylam kase co do
                  grosza i na odwrocie paragonu napisalam, ze jedzenie bylo
                  srednie, obsluga ponizej wszelkiego poziomu i ze wiecej
                  tu nie wroce oraz opowiem znajomym o tym miejscu.

                  a byl to punkt gastronomiczny (bo nie restauracja, moze
                  bistro...) na ordynackiej przy nowym swiecie, nazywa sie
                  jakos idiotycznie, kubus czy cos.

                  xx.

                  • Gość: marta Re: Hehehe IP: *.ny325.east.verizon.net 10.07.02, 18:32
                    tak naprawdę to masz rację anexxo, nie podoba mi się jak ludzie są tacy
                    interesowni tzn. mili bo liczą, że coś im skapnie
                    do diaska pracują w usługach!!!!! i bycie dla klienta miłym i usłużnym powinno
                    być normą, a nie czymś premiowanym
                    w knajpach daję napiwek wysokości 10% z przyzwyczajenia (tresura z USA) chyba,
                    że ktoś mi ewidentnie podpadnie:) na szczęście nie zdaża się to często bo jak
                    mi ktoś podpadnie staram sie unikać tego miejsca,
                    jeśli chodzi o fryzjera, to moim "wizjonerem" jest moja własna siostra:) jej
                    daję napiwki:) choćby dla draki:) może być w naturze, jakieś winko,
                    ciasteczko...
                    pozdrawiam!
                    • anexxa Re: Hehehe 10.07.02, 18:38
                      ja pracowalam w handlu/uslugach dwa lata i wiem, czego
                      moge sie spodziewac. jakos nikt mi w sklepie nie dawal
                      napiwkow, jak sobie nie wywalczylam dobrej prowizji od
                      utargu, to juz byl moj problem.

                      w restauracji daje napiwek, chyba ze - jak w opisanej
                      sytuacji - jest zenujaco zle. dam tez milemu
                      taksowkarzowi, ale jak sie trafil taki, co mu sie nie
                      chcialo wydawac do 15 zl (rachunek na 9) z 100, to
                      dostal samymi drobniakami 9 pln i wiecej mpt nie jezdze.

                      xx.
                      • damona Re: Hehehe 10.07.02, 18:58
                        anexxa napisał(a):

                        >> ale jak sie trafil taki, co mu sie nie
                        > chcialo wydawac do 15 zl (rachunek na 9) z 100, to
                        > dostal samymi drobniakami 9 pln i wiecej mpt nie jezdze.
                        >
                        >albo taki, ktory jedzie na okraglo i sciemnia, ze to krotsza trasa...

                        • Gość: marta Re: Hehehe IP: *.ny325.east.verizon.net 10.07.02, 19:53
                          w NY do uśmiechniętej śmierci możesz się domagać wydania ze 100$ i nic ich nie
                          ochodzi, że nie masz innego banknotu:(
                          tak idiotycznie wpakowaliśmy się po przylocie, z lotniska do domu rachunek
                          wynosił jakieś 35$ i sami musieliśmy latać i rozmieniać, na szczęście bankomat
                          był niedaleko...
                          • Gość: rena Re: Hehehe IP: *.acn.pl / 10.130.129.* 10.07.02, 22:51
                            > w NY do uśmiechniętej śmierci możesz się domagać wydania ze 100$ i nic ich nie
                            > ochodzi, że nie masz innego banknotu:(

                            w wwie tez:(
                            • Gość: marta Re: Hehehe IP: *.ny325.east.verizon.net 11.07.02, 00:13
                              ech, taksówkarze na całym świecie chyba są tacy sami:(
            • roodanaserio Re: Hehehe 11.07.02, 11:49
              Gość portalu: marta napisał(a):

              > tak się składa, że nie jest to bzdura, zapytaj sie chocby swoje wizjonera,
              jeśli kiedykolwiek pracował "nie na swój rachunek"
              fryzjer jest odpowiedzialny za sprzęt na którym pracuje, czyli własnie farby,
              nożyczki itp.


              Pierwszy raz w zyciu slysze, ze to odpowiedzialnosc inna, niz finansowa wtedy,
              jak cos zginie, wzglednie zostanie zmarnowane. Moja mam pracowala 4 lata w malym
              zakladzie i kupowanie preparatow i narzedzi nalezalo zawsze do szefowej, ktora w
              tym celu jezdzila do odpowiedniej hurtowni.


              > to ciężkawa sytuacja, na dodatek fryzjerzy muszą sami płacić za siebie skałdkę
              ZUS


              To rowniez dziwne, bo wszedzie, gdzie znam, sa rejestrowani na mniejsza stawke
              [zanizone pensje] i od niej placi ZUS pracowawca, a "pod stolem" dostaja reszte,
              jak chca wieksza skladke to ja sobie sami doplacaja i ja to akurat rozumiem.
              Skladka ZUS w Polsce to 49 % od kazdej pensji, wiec przepis jest zabojczy. Dla
              kazdego.

              > a wiem to wszystko niejaka z drugiej ręki, moja cioteczna siostra jest
              fryzjerką... pracowała w różnych miejscach (także we Frank Provos i Hescie..)


              Czesto chodze do Hesta sie czesac, kiedys ciac i farbowac [before Krzys]. I
              zawsze jest tam szefowa fryzjerow technicznych, ktora spisuje zuzyte preparaty
              [farby, wode utl., odbarwiacze, odzywki] i ma je pod kluzcem. Nieraz slyszalam
              tekst w stylu - "Gdzie jest 48H, bo bede placic, cholera] - wiec wnosze, ze jest
              odpowiedzialna finansowo, ale nie kupuje tego sama, skoro maja jej jeszcze
              zabierac z pensji po ew. zgubnieniu tubki.


              r
    • rae Re: 11.07.02, 00:22
      Nie daję, bo...

      ... balejaż robie u magika, którego nie cierpię, jest niemiły, wredny, opryskliwy
      i w ogółe fuj. Ale AJk mu powiem "chłody, jasny blond" to wychodzę od niego
      wyglądając, jak norweżka (a od innych w różnych odcieniach kukurydzy na głowie),
      więc go nie zmienię.

      ... strzyge się u kobity, na którą ledwie mnie stać i robię to kosztem wielu
      wyrzeczeń (warto), więc... bez przesady. Ona raczej nie umrze z głodu, a ja?!
    • Gość: Mysza Re: IP: *.pl 11.07.02, 09:07
      A ja po ostrzyzeniu zaraz jestem kierowana do kasy, bo jest to spory salon i
      nie fryzjerzy dostaja pieniadze do reki.Z checia bym zaokraglila kwote i dala
      napiwek, ale jest to zawsze 50 zl za obciecie, wiec po pierwsze nijak
      zaokraglic (10 zl napiwku moim zdaniem to przesada, zwlaszcza ze nie pracuje
      jeszcze), a po drugie to musialabym dac tej co siedzi przy kasie.Wiec nie
      daje :(

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka