Gość: Szanania
IP: *.jgora.dialog.net.pl
07.04.06, 20:00
Nareszcie, po miesiącach walk mam piękną cerę - jak kiedys. Zachciało mi się
bowiem być piękną i zaczęłam o siebie "dbać". Za kilka miesięcy miałam wyjść
za mąż, postanowiłam więc profesjonalnie zabrać się za swoją twarz i ciało. Z
pomocą pani mgr kosmetologii i jej współpracownicy na początek dobrałam kremy
do mojej cery i oczysciłam ją. Pani mgr upierała się dwukrotnie przy
oczyszczaniu mechanicznym, na co ja - głupia istotka się zgodziłam.
Niewycisnięte do końca nieczystości wyrosły mi na buzi w postaci olbrzymich,
ropnych wulkanów i pozostawiły przebarwienia. Kosmetyczka zaleciła
rozjaśnianie i dalsze czyszczenie kwasami. Owszem, buzia się rozjaśniła, ale
kwasy spowodowały wysyp kolejnych nieczystości. Po pięciu seriach moja
śliczna niegdyś cera stała się cerą rodem z Frankensteina - bulwy,
przebarwienia, blizny na uszkodzonym przez pazurki pań kosmetyczek naskórku.
Każde spojrzenie w lustro owocowało potokiem lez. Wyglądałam koszmarnie. Cera
wysuszona na wior, bowiem pani kosmetolog stwierdziła autorytatywnie, że mam
cere mieszaną, bron Boże - suchą, mimo iż ja przez 20 lat obserwowałam
właśnie wyjątkowe wysuszanie się mojej skory. Pani stwierdziła, że cera jest
mieszana, wysuszona chwilowo, ze skłonnoscią do przetłuszczania i
zanieczyszczeń. I zaleciła kremy to takiej właśnie skory. Miały mi one
wysuszyć tłuste partie, a nawilżyć te, które są suche "chwilowo". Wysuszyły
wszystko. Pękały mi kąciki ust, skóra była biała po kwasach, upstrzona
purpurowymi przebarwieniami (a nigdy wcześniej nie miałam trądziku!!!!) i
sucha aż do bólu. Poszłam do DOKTORA medycyny estetycznej - zalecił laserowe
usuwanie przebarwien, któremu się poddałam. Nie wiedziałam, że polega na
wypalaniu. Potworny ból i drobne strupki, które odpadły po kilku myciach,
pozostawiając czerwone kropki. Bardzo widoczne. Dziś, po miesiącach czarnej
rozpaczy moja skora doszła do siebie. Wywaliłam wszelkie kremy,
pozostawiając - dla mojej rzekomo mieszanej i przetłuszczającej się cery -
tłusty, ciężki pantenol. Stosuję go już dwa miesiące, w koszu wylądowały
wszelkie kremy z kwasami (tez mi na przebarwienia zalecono - efekt??
podrażniony i cieniutenki naskorek na owych gojących się miejscach, czerwony
i rozjątrzony), wywaliłam maseczki, pozbyłam się podkładów, różów i pudrów.
Zakupiłam jedynie korektor w ołówku ArtDeco Inscene. Pozostawiłam panthenol i
płatki owsiane, z których maska stopniowo usuwa przebarwienia.
Po co to napisałam?? by się wyżalić na traumatyczne niemal przejścia z mgr
kosmetologii, doktorem medycyny estetycznej i dyplomowaną, obsypaną
certfikatami kosmetyczką. Uważajcie dziewczyny, zwłaszcza te, które mają
śliczne buźki i z powodu chwilowego kaprysu idą do kosmetyczek. Uważajcie na
ręczne oczyszczanie - to z jego powodu nabawiłam się okropnych problemow z
twarzą, wydałam masę pieniędzy i straciłam mnostwo nerwów. DO GABINETU
KOSMETYCZKI WESZŁAM Z BUZIĄ NIE SKAŻONĄ PRYSZCZEM, A PRZEZ WIELE MIESIĘCY PO
WIZYCIE WYGLĄDAŁAM JAK POTWÓR!