schwarzerkater
27.06.06, 13:46
Witajcie,
Odkad pamietam wypadaja mi wlosy, poprostu wszedzie ich pelno. Szczegolnie to
sie nasililo po urodzeniu dziecka, ale to juz osiem lat temu. Musze
wspomniec, ze w trakcie ciazy nie mialam absolutnie zadnych problemow z
wypadaniem wlosow. Myslalam wiec, ze to hormony, wiec poszlam do lekarza.
Endokrynolog stwierdzil, ze moja tarczyca funkcjonuje b.dobrze i nie ma
powodu do zmartwien. Dermatolog z kolei pobral probki wlosow z wszystkich
mozliwych miejsc glowy, zrobil analize krwi i.....stwierdzil, ze wszystko w
porzadku. Oznajmil mi, ze to prawdopodobnie uwarunkowane genetycznie i nic
nie da sie zrobic. Ale wylysienie mi nie grozi. Co prawda nie moge
powiedziec zebym miala malo wlosow, co mnie tez zaskakuje, biorac pod uwage
jak duzo ich dziennie trace. Ale to jest straszne uciazliwe, moj maz smieje
sie, ze jestem jak nasz kocur, ktorego siersc jest wszedzie.
Lekarz zalecil mi brac biotyne na wzmocnienie wlosow. Minelo juz ponad pol
roku odkad systematycznie ja biore (5mg dziennie), ale niestety nie widac
zadnych efektow. Za to o niebo poprawil mi sie wyglad skory i przede
wszystkim paznokci, ktore byly strasznie lamliwe i slabe. Teraz moge pazurami
w ogrodku grabic.
Czy ktos z was przezywa taki horror z wlosami, pomimo ze "wszystko w
porzadku"?
Czy pani dokto moglaby sie wypowiedziec na temat tego uwarunkowania
genetycznego? Czy to prawda?
Z gory dziekuje
pozdrowienia