Dodaj do ulubionych

Art na temat

14.10.06, 23:26
www.daily.art.pl/index.php?d=2006-08-23
Obserwuj wątek
    • adam81w Re: Art na temat 14.10.06, 23:42
      to tez fajne :

      cenderumyjszklanke.blog.pl/archiwum/index.php?nid=11259587
      • xxara Re: Art na temat 15.10.06, 09:57
        Twoje lepsze, zwłaszcza slogan. Che che smile
        • adam81w Re: Art na temat 15.10.06, 20:49
          xxara napisała:

          > Twoje lepsze, zwłaszcza slogan. Che che smile

          bylas na moim rysunkowym logu ? smile przedstawione w tym watku arty to nie moje .
    • redykolek Re: Art na temat 15.10.06, 10:17
      He he he. smile Widzę, że "wojujący ateizm" od lat (od czasów Lenina albo jeszcze
      wcześniejszych - Marksa i Feuerbacha) podtrzymuje swój misjonarski zapał tym
      samym: fałszowaniem historii i wrogością do inaczej myślących. Ale daleko nie
      zajdzie ten, kto zwalcza jedne przesądy zastępując je innymi. wink
      • billy.the.kid Re: Art na temat 15.10.06, 11:12
        w temacie fałszowania i wrogości katole pierwsi zaczeli.
        • redykolek Re: Art na temat 15.10.06, 11:19
          Znaleźliście więc sobie wzór do naśladowania?
      • grgkh Re: Art na temat 15.10.06, 23:12
        redykolek napisał:

        > He he he. smile
        > Widzę, że "wojujący ateizm" od lat (od czasów Lenina albo jeszcze
        > wcześniejszych - Marksa i Feuerbacha) podtrzymuje swój misjonarski
        > zapał tym samym: fałszowaniem historii i wrogością do inaczej myślących.
        > Ale daleko nie zajdzie ten,
        > kto zwalcza jedne przesądy zastępując je innymi. wink

        Dlaczego he he he?
        Co w tym śmiesznego, że wyszydzamy bajkę, która ma pretensje do traktowania jej jak naukę i przy okazji sama tę prawdziwą naukę zwalczała zawsze?

        Zauważ, że nic do tego nie ma "wojowanie" ateizmu, bo to tylko opór wobec ciemnoty (nie bierz obrony za atak). Czy nie wolno nam się na taki opór zdobyć, żebyście nie szukali odniesień do politycznego komunizmu?

        Już faraonowie byli lepsi, bo ich kapłaństwo wykorzystywało wiedzę astronomiczną dla siebie. A ciemnota bożych sługusów tego nie potrafi, bo święta jest księga i wynika z niej nieomylność (niereformowalność). wink

        A ostatnie zdanie odnieś najpierw do wierzących, a właściwie do ich, nie wiadomo czy wierzących, pasterzy.
        • adam81w Re: Art na temat 16.10.06, 00:32
          zaciekawilo mnie to zdanie smile

          Ale daleko nie zajdzie ten,
          > kto zwalcza jedne przesądy zastępując je innymi. wink

          hm czyli wojujacy z nami katolik sam przyznal ze uwaza religie za przesady big_grin
          w takim razie moze sie do nas przylaczy ?
          • redykolek Re: Art na temat 16.10.06, 08:59
            1. Rozmawiający, a nie wojujący. Widzicie, zawsze lubiłem rozmawiać z ludźmi o
            odmiennym niż moje spojrzeniu na świat, ponieważ interesuję się różnymi
            poglądami na rzeczywistość (historia filozofii to był mój ulubiony przedmiot :-
            ) ). Poza tym traktuję dysputy jako sposób na wypróbowanie własnych przekonań.
            Sądzę bowiem, że cokolwiek twierdzi się o świecie, to zawsze te przekonania
            należy poddać próbie ogniowej cudzej krytyki. Przyszedłem więc na to forum nie
            tyle po to, żeby krytykować Wasze polądy, ile raczej po to, żebyście Wy
            krytykowali moje przekonania i żebym pod wpływem tej krytyki mógł je
            udoskonalać.

            Nigdy więc nie przyszłoby mi do głowy próbować nawracać Was na cokolwiek.
            Natomiast na jednym by mi zależało: abyście szanowali ludzi mających odmienne
            od Waszych poglądy i nie obrzucali ich inwektywami.

            2. To Wy twierdzicie, że religia jest przesądem.

            3. Faktem jest jednak, że do każdego światopoglądu jakieś przesądy się doczepią
            (i że każdy człowiek jest w jakimś stopniu przesądny). A największymi i
            najbardziej niebezpiecznymi przesądami są te dwa przekonania:

            - że posiadło się prawdę i dlatego nie można się od innych już niczego nauczyć
            oraz

            - że jest się moralnie wyższym od zwolenników odmiennych pogladów.

            Takie postawy spotkać wszędzie: i wśród katolików, i wśród muzułmanów, i wśród
            ateistów. Dobrze byłoby więc, zanim zacznie się potępiać i wyśmiewać innych,
            samemu spojrzeć w lustro.
            • grgkh Re: Art na temat 16.10.06, 10:45
              redykolek napisał:

              > 3. Faktem jest jednak, że do każdego światopoglądu
              > jakieś przesądy się doczepią
              > (i że każdy człowiek jest w jakimś stopniu przesądny).
              > A największymi i najbardziej niebezpiecznymi przesądami
              > są te dwa przekonania:
              >
              > - że posiadło się prawdę i dlatego nie można się od innych
              > już niczego nauczyć oraz
              >
              > - że jest się moralnie wyższym od zwolenników odmiennych pogladów.
              >
              > Takie postawy spotkać wszędzie:
              > i wśród katolików, i wśród muzułmanów, i wśród ateistów.

              Jeśli chodzi o ateistów - rozmawiamy tu sobie w wąskim gronie - to poproszę o szczegóły nas osobiście dotyczące. Potem możesz spróbować coś uogólnić.

              > Dobrze byłoby więc, zanim zacznie się potępiać i wyśmiewać innych,
              > samemu spojrzeć w lustro.

              A Ty, kiedy ostatnio patrzyłeś?
              • redykolek Re: Art na temat 16.10.06, 12:19
                grgkh napisał:

                > Jeśli chodzi o ateistów - rozmawiamy tu sobie w wąskim gronie - to poproszę o
                s
                > zczegóły nas osobiście dotyczące. Potem możesz spróbować coś uogólnić.
                >

                Nie chcę uogólniać. Pragnę jedynie zwrócić uwagę na fakt, iż nikt nie jest
                odporny na przesądy. Nie istnieje bowiem żadna cudowna maszynka, ani eliksir,
                które by potrafiły uchronić nas przed nimi (a przekonanie, że zrobi to wiara w
                Boga lub wyznawanie ateizmu, niechybnie przyniesie przeciwny skutek). Może to
                zrobić jedynie sceptycyzm wobec własnych przekonań oraz otwartość na ich
                krytykę dokonywaną przez innych.

                > > Dobrze byłoby więc, zanim zacznie się potępiać i wyśmiewać innych,
                > > samemu spojrzeć w lustro.
                >
                > A Ty, kiedy ostatnio patrzyłeś?

                Codziennie patrzę i codziennie widzę, jak moje poglady są niedoskonałe, ale
                przekonany jestem, że - jak napisał Karl Popper - "ja mogę się mylić, ty możesz
                mieć rację i wspólnym wysiłkiem możemy zbliżyć się do prawdy".
        • redykolek Re: Art na temat 16.10.06, 08:22
          grgkh napisał:

          > Dlaczego he he he?
          > Co w tym śmiesznego, że wyszydzamy bajkę, która ma pretensje do traktowania
          jej
          > jak naukę

          Religia ma pretensje do traktowania jej jako nauki? Hm, to chyba znamy jakieś
          inne religie?

          > i przy okazji sama tę prawdziwą naukę zwalczała zawsze?
          >

          Problem ze słowem "zawsze". Ono właśnie sprawia, że powyższe zdanie jest
          fałszywe. Ale żeby to wiedzieć trzeba mieć jakąś orientację w historii nauki.

          > Zauważ, że nic do tego nie ma "wojowanie" ateizmu, bo to tylko opór wobec
          ciemn
          > oty (nie bierz obrony za atak).

          Poznałem dwa rodzaje ateistów: "zwykłych", którzy wierząc w swój ateizm,
          potrafią jednocześnie szanować odmienne poglądy oraz "wojujących", którzy
          pragną zbawić świat poprzez ateizm. Właśnie ci drudzy mają skłonność do
          fałszowania historii tak, aby pasowała do przyjętych przez nich z góry założeń.

          > Czy nie wolno nam się na taki opór zdobyć, żeby
          > ście nie szukali odniesień do politycznego komunizmu?
          >

          Tak się składa, że ojcowie "naukowego komunizmu" (i kto tu miał pretensje do
          traktowania przesądów jako nauki? wink ) to prawdziwi klasycy "wojującego
          ateizmu". W imię nauki i świetlanej, wolnej od religijnych urojeń przyszłości.

          > Już faraonowie byli lepsi, bo ich kapłaństwo wykorzystywało wiedzę
          astronomiczn
          > ą dla siebie. A ciemnota bożych sługusów tego nie potrafi,

          Twierdzisz więc, że katolicy nigdy nie uprawiali astronomii?

          > bo święta jest księg
          > a i wynika z niej nieomylność (niereformowalność). wink
          >

          Gdybyście wy, ateiści, mieli w zwyczaju poznawać z pierwszej ręki to, o czym
          tak chętnie rozprawiacie i zajrzeli kiedyś do tych "świętych ksiąg" (które
          znacie pewnie tylko z przeróbek Kosidowskiego lub tekstów z "Racjonalisty"), to
          może wreszcie potrafilibyście coś sensownego o nich napisać. Dać Wam może linki
          do Ewangelii?
          • grgkh Re: Art na temat 16.10.06, 10:26
            Powiedz mi, dlaczego w tym "odcinku" naszej rozmowy muszę Ci parę elementarnych spraw wyjaśnić, a Ty wcześniej się ich nie potrafiłeś sam domyślić? Wszystkie one dotyczą jednej kwestii, Twojej oceny poglądów przeciwnych do uznawanych przez Ciebie.

            No, to teraz już szczegóły...

            redykolek napisał:

            > grgkh napisał:
            >
            > > Dlaczego he he he?
            > > Co w tym śmiesznego, że wyszydzamy bajkę,
            > > która ma pretensje do traktowania jej jak naukę
            >
            > Religia ma pretensje do traktowania jej jako nauki? Hm, to chyba znamy jakieś
            > inne religie?

            Czyż nie zauważyłeś ile wysiłku religia jedynego Boga poświęcała i nadal poświęca na polemizowanie z nauką (nie tylko z tą "naściślejszą") za sprawą ludzi takich jak (obecnie) Giertych, Orzechowski czy Legutko? Jeśli zasadnicze tezy nauki się podważa, to chyba na zasadzie równej (podobnej) wagi tez przeciwnych, nieprawdaż? Czy to tak trudno zauważyć?

            > > i przy okazji sama tę prawdziwą naukę zwalczała zawsze?

            > Problem ze słowem "zawsze".
            > Ono właśnie sprawia, że powyższe zdanie jest fałszywe.
            > Ale żeby to wiedzieć trzeba mieć jakąś orientację w historii nauki.

            Chyba nie rozróżniasz znaczeń słów "zawsze" i "stale". Zawsze, a więc od prehistorii do dnia dzisiejszego, a odważę się swoją głowę znów zastawić, że jutro nie będzie inaczej. I znów Cię zapytam, czy tego nie potrafisz sam zauważyć?

            Mam orientację w historii nauki, ale także i w historii świata wraz z historią religii (różnych). Cóż w tego, że jp2 urządzał kiedyś cykliczne spotkania z ludźmi nauki jeśli inni, z religią związani ludzie, traktują ją fundamentalistycznie? Czy sądzisz, że niegdysiejsze, marginalne działanie jednego człowieka raz na zawsze rozgrzeszy oszołomów, którzy kształtują moją obecną rzeczywistość? Ja mówię o przypadkach, któe się obecnie nagminnie zdarzają i na pewno wciąż będą się jeszcze zdarzały, a które trzeba zapisać na konto religii, bo są nią insipirowane. Czy to też tak trudno jest Ci zauważyć?

            > > Czy nie wolno nam się na taki opór zdobyć, żeby
            > > ście nie szukali odniesień do politycznego komunizmu?

            > Tak się składa, że ojcowie "naukowego komunizmu"
            > (i kto tu miał pretensje do traktowania przesądów jako nauki? wink )
            > to prawdziwi klasycy "wojującego ateizmu".
            > W imię nauki i świetlanej, wolnej od religijnych urojeń przyszłości.

            Każdy kij ma dwa końce. Na tej samej zasadzie mam prawo traktować Ciebie (jeśli należysz do wyznawców tej samej religii) jako bezpośredniewgo spadkobiercę tych, którzy rozpalali ognie stosów inkwizycji i żelazem i torturami nawracali wszystkich Indian Ameryki. Powiem tak - jesteś taki sam, jak oni, bo teraz już i mnie wolno stosować uproszczenia i przeniesienia. Czy Ty tego naprawdę sam nie potrafisz rozróżnić?

            > > Już faraonowie byli lepsi, bo ich kapłaństwo wykorzystywało wiedzę
            > > astronomiczną dla siebie.
            > > A ciemnota bożych sługusów tego nie potrafi,
            >
            > Twierdzisz więc, że katolicy nigdy nie uprawiali astronomii?

            Nie twierdzę tak. smile A co twierdzę?
            Pomyśl. Może tym razem Ci się uda trafić. wink

            > > bo święta jest księga i wynika z niej nieomylność
            > > (niereformowalność). wink

            > Gdybyście wy, ateiści, mieli w zwyczaju poznawać z pierwszej
            > ręki to, o czym tak chętnie rozprawiacie i zajrzeli kiedyś
            > do tych "świętych ksiąg" [...]

            Wiem, że chcesz mnie wkurzyć, pokazując jaki jestem prymityw, bo należę do pogardzanego przez Ciebie stada ("wy, ateiści"). Prawie Ci się to udało.
            Mój pierwszy kontakt ze świętą księgą polegał na indoktrynacji dziecka w salce katechetycznej i domowym czytaniu "słodko" opisanych historyjek biblijnych, niosących przesłanie o tym, jak dobrym powinienem być i jakim mi nie wolno być, bo się usmażę w piekle. Na szczęście uwolniłem się od zakazu poddawania krytyce tego lizaka na patyku i zacząłem sam myśleć. Tak, pomagały mi w tym różne źródła, których Ty nie tknąbyś, bo są na indeksie.

            Ja sobie sam potrafię wybierać, co mam czytać i potrafię oceniać zawartość tych tekstów. W mojej domowej biblioteczce mam ST i NT (teksty źródłowe), ale nie zaglądam tam, bo szkoda mi na to czasu. Niczego nowego o życiu się stamtąd nie dowiem. Czytuję czasem przypadkiem "mędrców" publikujących się obecnie tu i ówdzie, ale są one tak zakłamane i fałszywe, że wyrabiają mi jednoznaczną opinię o całości nauki głoszonej przez kościół. Cienka filozofia dla prymitywów, bardzo często nakłaniająca do nienawiści i zwalczająca wszelką odmienność od swoich dogmatów. To są te teksty źródłowe, znane mi i właściwie ocenione. Chłam.

            > Dać Wam może linki do Ewangelii?

            Wam? Mnie? A po co? Pomyśl, po co mi ta lektura?
            Wolałbym chyba Konfucjusza. Mniej cudów i utopii. wink
            Poza tym są nauki nieco ściślejsze, z których można się więcej o człowieku dowiedzieć. Te wolę.

            I podsumowanie: Twój ostatni post jest przykładem "wojującego" teizmu. Przyjrzyj mu się pod tym kątem. Wiesz już, na czym polega ta "wojaczka"?
            • redykolek Re: Art na temat 16.10.06, 11:50
              grgkh napisał:

              > Czyż nie zauważyłeś ile wysiłku religia jedynego Boga poświęcała i nadal
              poświę
              > ca na polemizowanie z nauką (nie tylko z tą "naściślejszą") za sprawą ludzi
              tak
              > ich jak (obecnie) Giertych, Orzechowski czy Legutko? Jeśli zasadnicze tezy
              nauk
              > i się podważa, to chyba na zasadzie równej (podobnej) wagi tez przeciwnych,
              nie
              > prawdaż? Czy to tak trudno zauważyć?
              >

              No właśnie. Denerwujesz się, że w kontekście ateizmu (tego wojującego)
              wspominam Lenina i klasyków marksizmu, ale sam sprowadzasz swoich teistycznych
              oponentów do poziomu Giertycha, Orzechowskiego i Legutki.

              > Chyba nie rozróżniasz znaczeń słów "zawsze" i "stale". Zawsze, a więc od
              prehis
              > torii do dnia dzisiejszego, a odważę się swoją głowę znów zastawić, że jutro
              ni
              > e będzie inaczej. I znów Cię zapytam, czy tego nie potrafisz sam zauważyć?
              >

              Potrafię zauważyć, że ludzie wierzący często zwalczali naukę w imię swojej
              wiary (i nie powiem, żebym był zachwycony taką ich postawą). Potrafię jednak
              także zauważyć, że w swojej krótkiej historii ateizm również dorobił się
              podobnej tradycji (o czym świadczy np. stosunek do cybernetyki w dawnym ZSRR, a
              także propagowanie w nim łysenkizmu). Czy na tej podstawie mogę dokonać
              uogólnienia, iż ateizm jest z natury antynaukowy, sprzyja przesądom i można się
              po nim spodziewać tego w przyszłości?

              > Mam orientację w historii nauki, ale także i w historii świata wraz z
              historią
              > religii (różnych). Cóż w tego, że jp2 urządzał kiedyś cykliczne spotkania z
              lud
              > źmi nauki jeśli inni, z religią związani ludzie, traktują ją
              fundamentalistyczn
              > ie?

              A teraz przeczytaj następujące zdanie: Cóż z tego, że niektórzy ateiści
              wspomagają naukę (finansując ją na przykład), jeżeli inni ateiści traktują ją
              fundamentalistycznie (np. ci, którzy tępili cybernetykę i popierali łysenkizm)?
              Zastanów sie nad nim i porównaj z tym, co napisałeś powyżej.

              > Czy sądzisz, że niegdysiejsze, marginalne działanie jednego człowieka raz n
              > a zawsze rozgrzeszy oszołomów, którzy kształtują moją obecną rzeczywistość?
              Ja
              > mówię o przypadkach, któe się obecnie nagminnie zdarzają i na pewno wciąż
              będą
              > się jeszcze zdarzały, a które trzeba zapisać na konto religii, bo są nią
              insipi
              > rowane. Czy to też tak trudno jest Ci zauważyć?
              >

              Prawdą jest, że tępienie wolnej myśli i nauki często było inspirowane przez
              religię. Prawdą jest jednak także, iż tępienie wolnej myśli i nauki często
              inspirowane było przez ateizm. Koncentrując się na walce z religią, i tylko z
              religią, zwalczasz również tych wierzących, którzy znajdują w niej inspiracje
              dla popierania wolnej myśli i nauki, pomijasz zaś tych ateistów, którzy są ich
              wrogami. Nie sądzisz, że zamiast zwalczać religie lub ateizm, sensowniej byłoby
              skoncentrować się na walce z oszołomstwem (religijnym i ateistycznym)?

              > Każdy kij ma dwa końce. Na tej samej zasadzie mam prawo traktować Ciebie
              (jeśli
              > należysz do wyznawców tej samej religii) jako bezpośredniewgo spadkobiercę
              tyc
              > h, którzy rozpalali ognie stosów inkwizycji i żelazem i torturami nawracali
              wsz
              > ystkich Indian Ameryki. Powiem tak - jesteś taki sam, jak oni, bo teraz już i
              m
              > nie wolno stosować uproszczenia i przeniesienia. Czy Ty tego naprawdę sam nie
              p
              > otrafisz rozróżnić?
              >

              Każdy ma jakiegoś trupa w szafie: i ateiści, i wierzący. Nieprzyjemnie jest
              jednak o tym pamietać, prawda? Uczciwość jednak nakazuje, aby nie ograniczać
              się tylko do wołania, że u innych śmierdzi, lecz posprzątać także u siebie.

              > > > Już faraonowie byli lepsi, bo ich kapłaństwo wykorzystywało wiedzę
              > > > astronomiczną dla siebie.
              > > > A ciemnota bożych sługusów tego nie potrafi,
              > >
              > > Twierdzisz więc, że katolicy nigdy nie uprawiali astronomii?
              >
              > Nie twierdzę tak. smile A co twierdzę?
              > Pomyśl. Może tym razem Ci się uda trafić. wink
              >

              Może więc mi to wyjaśnisz?

              > Wiem, że chcesz mnie wkurzyć, pokazując jaki jestem prymityw, bo należę do
              poga
              > rdzanego przez Ciebie stada ("wy, ateiści"). Prawie Ci się to udało.

              Nie uważam Cię za prymitywa i nie gardzę Tobą. Jeżeli tak twierdzisz, to jest
              mi naprawdę przykro, bo rozmawiało mi się z Tobą bardzo dobrze. Widać jednak
              nie czytasz uważnie moich postów. (Ale prawdą jest, że nieraz pragnąłem Cię
              wkurzyć. wink ).

              > Mój pierwszy kontakt ze świętą księgą polegał na indoktrynacji dziecka w
              salce
              > katechetycznej i domowym czytaniu "słodko" opisanych historyjek biblijnych,
              nio
              > sących przesłanie o tym, jak dobrym powinienem być i jakim mi nie wolno być,
              bo
              > się usmażę w piekle.

              I między innymi dlatego jestem przeciwnikiem tradycyjnej katechezy.

              > Na szczęście uwolniłem się od zakazu poddawania krytyce t
              > ego lizaka na patyku i zacząłem sam myśleć. Tak, pomagały mi w tym różne
              źródła
              > , których Ty nie tknąbyś, bo są na indeksie.
              >

              I kto tu kim gardzi i uważa za prymitywa?

              > Ja sobie sam potrafię wybierać, co mam czytać i potrafię oceniać zawartość
              tych
              > tekstów. W mojej domowej biblioteczce mam ST i NT (teksty źródłowe), ale nie
              z
              > aglądam tam, bo szkoda mi na to czasu.

              Kłopot w tym, że wielu ateistów tak myśli i nie potrafią potem powiedzieć nic
              sensownego o nauce zawartej w ST i NT.

              > Niczego nowego o życiu się stamtąd nie d
              > owiem.

              Ale dowiesz się czegoś o ST i NT i nie będziesz później - przykładowo, bo może
              Ty akurat o tym wiesz - zwalczał katolicyzmu twierdząc, iż podstawowym
              katolickim przykazaniem jest "oko za oko, ząb za ząb" (a tak właśnie sądzi
              wielu niedouczonych ateistów, którym nie chciało się zajrzeć do Ewangelii). Czy
              nie sądzisz, że taki stosunek do źródeł jest poniżajacy dla kogoś, kto uważa
              sie za racjonalistę?

              > Czytuję czasem przypadkiem "mędrców" publikujących się obecnie tu i ówdz
              > ie, ale są one tak zakłamane i fałszywe, że wyrabiają mi jednoznaczną opinię
              o
              > całości nauki głoszonej przez kościół. Cienka filozofia dla prymitywów,
              bardzo
              > często nakłaniająca do nienawiści i zwalczająca wszelką odmienność od swoich
              do
              > gmatów. To są te teksty źródłowe, znane mi i właściwie ocenione. Chłam.
              >

              O pogardzie napisałem już coś powyżej.

              > > Dać Wam może linki do Ewangelii?
              >
              > Wam? Mnie? A po co? Pomyśl, po co mi ta lektura?
              > Wolałbym chyba Konfucjusza. Mniej cudów i utopii. wink
              > Poza tym są nauki nieco ściślejsze, z których można się więcej o człowieku
              dowi
              > edzieć. Te wolę.
              >
              > I podsumowanie: Twój ostatni post jest przykładem "wojującego" teizmu.
              Przyjrzy
              > j mu się pod tym kątem. Wiesz już, na czym polega ta "wojaczka"?

              Na wskazywaniu, że nikt nie jest doskonały i że niektórzy ateiści także
              potrafią być zdumiewająco - jak na rzekomych racjonalistów i wolnomyślicieli -
              ograniczeni? Widzisz, samo wyznawanie ateizmu, podobnie jak wiara w Boga,
              jeszcze o niczym nie świadczy. Ateiści potrafią być tak samo przesądni jak
              ludzie religijni. Dobrze więc byłoby wykazać trochę samokrytycyzmu i walczyć
              raczej z przesądami niż z religią (lub ateizmem ma się rozumieć).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka