bene_gesserit
13.11.09, 22:12
Pierwsze rewelacje zdradzila Mucha:
Zaczepił mnie jeden z posłów, nie z mojej partii, w bardzo
bezpośredni sposób, chyba nawet użył słowa "kotku" i zapytał, który
mam numer pokoju. Nie wiem, jakim cudem powstrzymałam się, by nie
dać mu w twarz - opowiada Mucha.
(...)
Joanna Mucha nie jest pierwszą osobą, która wyprowadziła się z
hotelu sejmowego, bo nie mogła znieść nocnych hałasów, ciągłych
biesiad i chamstwa na korytarzach. W styczniu 2007 roku media
donosiły o podobnej aferze. Wówczas to posłowie Platformy
Obywatelskiej Roman Kosecki i Andrzej Biernat w środku nocy
dobijali się do sejmowego pokoju Sandry Lewandowskiej z Samoobrony.
Lewandowska interweniowała wówczas u ówczesnego szefa klubu
parlamentarnego PO Bogdana Zdrojewskiego. Roman Kosecki po
otrzymaniu bury od Zdrojewskiego wysłał posłance czekoladki, kwiaty
oraz SMS z przeprosinami. Poseł Biernat do niczego się nie przyznał.
Potem posypaly sie inne relacje:
Obmacują, klepią po pupie, wulgarnie proponują intymne
spotkania – aż trudno uwierzyć, ale tak zachowują się polscy
parlamentarzyści wobec koleżanek z poselskich ław.
(...)
Historia posłanki Joanny Muchy to wierzchołek góry lodowej.
Parlamentarzystki co i rusz dostają podobne propozycje, zwłaszcza w
sejmowym hotelu, gdzie nie ma kamer i dziennikarzy. Niektóre
zgodziły się nam o tym opowiedzieć, choć nie chcą ujawnić swoich
nazwisk. – W Sejmie panuje zmowa milczenia – tłumaczą.
– Niejeden mnie nagabywał. Na porządku dziennym, zwłaszcza jak
sobie podpiją, są zaczepki: szeptanie do ucha, ocieranie się,
zapraszanie do pokoju – opowiada jedna z posłanek. – To jest
tajemnica poliszynela, że zaglądają w dekolt, usiłują obejmować,
nawet poniżej talii, łapią za pupę, poklepują – dodaje kolejna.