bene_gesserit
06.01.10, 14:29
Wywiad na WP z Bernadettą Darską:
---
Kobiety zaczynają dostrzegać, że jeśli same nie wezmą spraw w swoje
ręce, to mężczyźni z pewnością za nie tego nie zrobią. Zaczynają
też ufać innym kobietom. Pozytywne zmiany zapoczątkowały w tym roku
m.in. Kongres Kobiet Polskich i Akademicki Kongres Feministyczny.
(...)
Adam Przegaliński: To był zdaje się dobry rok dla kobiet. Owocem
Kongresu Kobiet Polskich jest lista 120 tys. podpisów za
wprowadzeniem parytetu płci na listach wyborczych. W wielu
państwach w Europie przyspieszył on wchodzenie kobiet do polityki:
w szwedzkim parlamencie jest 47% kobiet, w Finlandii – 42%, w
Hiszpanii – 36%. Polski sejm ma tylko 20% kobiet, senat – 8%. Czy
pani zdaniem parytet płci to jest dobry pomysł na równouprawnienie?
Bernadetta Darska: To był przede wszystkim rok podsumowań – mija
przecież 20 lat wolnej Polski. Podsumowania te nie ominęły,
oczywiście, i feminizmu. Tym, co przygnębia, jest na pewno fakt
powtarzalności pewnych tematów – o prawach reprodukcyjnych kobiet
debatowano na przykład w latach 90., dyskutuje się i teraz, ale
poziom dyskusji wcale nie jest bardziej merytoryczny. Co więcej,
okazuje się, że zmiany na lepsze wcale nie są takie oczywiste.
W roku 2009 miały miejsce dwa ważne wydarzenia dla kobiet –
wspomniany Kongres Kobiet Polskich (czerwiec) i Akademicki Kongres
Feministyczny (listopad). Pokłosiem pierwszego jest nie tylko
zebranie podpisów za wprowadzeniem parytetów, ale też narodziny
wspólnoty kobiet. Wiele uczestniczek kongresu, gdyby nie to
wydarzenie, prawdopodobnie, nigdy by się nie spotkały i nie
poczułyby, że łączy ich wspólny cel. Myślę, że to bardzo ważne, iż
kobiety z małych i dużych miejscowości, działaczki i nieangażujące
się w żadne przedsięwzięcia, lepiej i gorzej wykształcone, mniej
lub bardziej majętne – odkryły, że feminizm to jest także ich głos.
Było to świetnie widać w trakcie wystąpienia prof. Marii Janion, dr
Agnieszki Graff czy w trakcie uhonorowania Henryki Krzywonos. Z
kolei Akademicki Kongres Feministyczny to ważne wydarzenie w
świecie uniwersyteckim. Dzięki inicjatywie dr Agnieszki Gajewskiej
z UAM i prof. Bożeny Chołuj z UW naukowczynie i naukowcy z całej
Polski mogli się spotkać i porozmawiać o obecności studiów gender
na uczelniach. Ponieważ refleksję akademicką wzbogacano zwykle
akcentem biograficznym, było to także spotkanie z jednej strony na
cześć indywidualności, z drugiej wspólnoty.
(...)
-W badaniu CBOS okazało się, że kobiety w wyborach raczej
głosowałyby na kobietę, są za parytetami, a jednocześnie
zdecydowana większość nie chce należeć do organizacji zajmującej
się problemami kobiet. Czy to oznacza, że polskie kobiety przyjmują
stereotyp pasywnej, wycofanej kury domowej, Matki Polki oddającej
ster polityki mężczyznom? A może to bierność obywatelska typowa dla
obu płci Polaków?
- Przede wszystkim unikałabym określenie „kura domowa”. Sugeruje
ono bowiem, że decyzja o siedzeniu w domu i wykonywaniu
tradycyjnych ról kobiecych jest czymś złym. Tymczasem feminizm
wcale nie piętnuje takich wyborów. Myślę, że trzeba to
zaakcentować. Feminizm walczy o to, by kobieta mogła sama decydować
o tym, jak chce żyć. Jeśli wybiera pracę i macierzyństwo – państwo
powinno jej pomóc w godzeniu obu wyzwań, zapewniając chociażby
dostępność żłobków i przedszkoli (a z tym, jak wiemy, jest w Polsce
bardzo źle); jeśli decyduje się na karierę zawodową i nie zamierza
być matką – nikomu nic do tego; jeśli chce zostać w domu i
poświęcić się wychowaniu dzieci – gdy decyduje się na to sama, a
nie dlatego, że tak trzeba i że rodzina tego oczekuje, też dobrze.
Myślę, że zacytowane badania pokazują, iż zmienia się stosunek
kobiet do przedstawicielek własnej płci. Kobiety zaczynają
dostrzegać, że jeśli same nie wezmą spraw w swoje ręce, to
mężczyźni z pewnością za nie tego nie zrobią. Zaczynają też ufać
innym kobietom i tworzyć sojusze kobiece – to bardzo ważne, bo
dziewczynki są zwykle wychowywane w atmosferze konkurowania z
innymi dziewczynkami o mężczyznę. Uczy się je od małego, by właśnie
na mężczyzn stawiały i na nich liczyły. Mam wrażenie, że to się
trochę zmienia – coraz więcej kobiet wie, że może polegać na sobie
i na innych kobietach. Natomiast inną sprawą jest angażowanie się w
różnego rodzaju działalność społeczną. Z tym mają problem nie tylko
kobiety, ale w ogóle Polacy. Nie bez powodu mówi się, że idea
społeczeństwa obywatelskiego nie cieszy się w naszym kraju dużą
popularnością.
(...)
-Co Panią obraża, śmieszy w kraju, w którym nie szanuje się kultury
odmienności?
- Obraża – to chyba za duże słowo. Śmieszy – też nie zawsze, bo to
jednak dość porażające, że tak wielu osobom trzeba wyjaśniać rzeczy
podstawowe. Powiedziałabym, że głupota dziwi i jednak ciągle
zaskakuje, zaś agresja – ta wywołuje smutek i niepokoi. Razi mnie
łatwość, z jaką niektórzy „żartobliwie” oznajmiają – „jestem męskim
szowinistą”. Nie zdają sobie sprawy, że szowinizm oznacza właśnie
nienawiść. Nikt przecież z uśmiechem na ustach nie deklarowałby, że
jest rasistą (...).
---
Zachecam do przeczytania calosci.
A tak w ogole na poczatku roku cos wisi w powietrzu - ostatni
Economist ma na okladce Rosie theRiveter, mowiąca
jednak zamiast 'We can do it' - 'We did it!' - a w srodku trzy
artykuly o zwiekszajacej sie sile kobiet jako pracownic i o
feminizmie w zarzadzaniu ze zwrotami w rodzaju 'cicha rewolucja' -
mocno ciekawe.