Dodaj do ulubionych

W Polsce coraz gorzej...

02.11.14, 21:51
Światowe Forum ekonomiczne bada różnicę w poziomie życia kobiet i mężczyzn w krajach. Nie różnicę pomiędzy krajami, ale różnicę wewnątrz każdego kraju. Podaję to za "Polityką". Nie są przy tym porównywane jakieś tam wzięte z sufitu ideologiczne dyrdymały, ale bardzo konkretne, mierzalne parametry: długość życia i dostęp do leczenia, dostęp do edukacji, wysokość zarobków i obecność w polityce mierzona spełnianymi funkcjami. To wszystko w oparciu o twarde dane, np. WHO, Światowej Organizacji Pracy itd.

Przodują kraje skandynawskie, 1. miejsce Islandia 2. Finlandia 3. Norwegia 4. Szwecja 5. Dania 6. Nikaragua 7. Rwanda 8. Irlandia 9. Filipiny 10. Belgia. Jak widać na równość mężczyzn i kobiet stać także bardzo ubogie kraje. W "tyłówce" są, jak łatwo się domyśleć, państwa muzułmańskie.

Polska wypada w tym zestawieniu kiepsko - 57 miejsce na 142. Ale to jeszcze pół biedy. W 2006 roku byliśmy na 44 miejscu, rok temu na miejscu 54. Obsuwamy się i to w szybkim tempie. Rożnica w poziomie życia kobiet i mężczyzn rośnie. Wstyd.

W czym szukać przyczyn?
Gorsze wykształcenie kobiet - na pewno nie, kobiety bez zmian są w Polsce średnio lepiej wykształcone niż mężczyźni. W obciążeniu kobiet wychowaniem dzieci? Też nie, ilość rodzących się dzieci nie rośnie. Ideologia i utrwalanie społecznych uprzedzeń?
Obserwuj wątek
    • berta-death Re: W Polsce coraz gorzej... 02.11.14, 22:51
      A ta edukacja wygląda mniej więcej tak:
      demotywatory.pl/4407779/Szkola
      I nie tylko na poziomie maturalnym bądź niższym. Magistry mają dokładnie takie same umiejętności. Dobrze Hartman powiedział, że na studia głąbem się przychodzi i głąbem wychodzi. Kupa bezużytecznej teoretycznej wiedzy, którą sobie w każdym momencie można pobrać z wikipedii jak jakimś cudem będzie do czegoś kiedyś potrzebna. O ile w ogóle jakaś jest, bo system ZZZ nie sprzyja temu, żeby cokolwiek zapamiętać.
      W związku z tym panie absolwentki, podobnie jak i panowie absolwenci, to mogą co najwyżej dzieci bawić, ale też tylko te plebejskie, przeznaczone do najgorszych prac, socjałki i życia wśród nizin społecznych, nie te przeznaczone do wyższych celów.

      A wśród stażystów przyuczających się do sensownej roboty, to kobiet jest iście homeopatyczna ilość. Bo żeby zdobyć realne wykształcenie, czyli fach w ręku i praktyczne umiejętności, które ktoś będzie chciał kupić, to już trzeba sobie znaleźć pracodawcę, który przyjmie absolwenta do starego dobrego terminu. I tutaj jakoś feministyczne ideały jeszcze nie dotarły. Kobiety mają tam dobrze, gdzie jest socjał i zagwarantowana byle jaka praca w systemie czy się stoi czy się leży, za kasę umożliwiającą godne i wygodne życie. Wtedy i mężczyźni nie mają motywacji do rozwoju wszyscy są mniej więcej równi. Ale tam, gdzie państwo tego nie gwarantuje, to patriarchat ma się świetnie.
      • man_sapiens Re: W Polsce coraz gorzej... 02.11.14, 23:15
        Bardzo to off topic, ale niech będzie.
        Pamiętam, jak w audycji radiowej pan pracodawca skarżył się, że zatrudnił magistra inżyniera po elektronice z bardzo dobrym wynikiem studiów, a on nawet sprawnie lutować nie potrafi.
        Idiota?
        Od dawna wiadomo, że studia (bo o nich akurat piszesz) nie uczą praktycznych umiejętności tylko uczą uczenia się i dają podstawy do rozumienia i używania znajdowanej w różnych źródłach wiedzy. Jeżeli pracujesz "na grubie" to zapewne spotykasz mniej stażystek niż stażystów. A może w twojej firmie chętniej przyjmuje się stażystów niż stażystki?
        Moje doświadczenia są odwrotne. Gdy tylko szukamy pracownika to chętnych - i to z autentycznymi kwalifikacjami - młodych kobiet jest znacznie więcej niż mężczyzn, może dlatego, że praca w mojej firmie wymaga umiejętności i wiedzy, których nie znajdzie się w Wikipedii.
        • kocia_noga Re: W Polsce coraz gorzej... 03.11.14, 09:18
          Moja ciotka, księgowa od lat przyuczała do zawodu nowe pracownice. Zwykle miała do czynienia z absolwentkami szkoły średniej ekonomicznej, ale trafiły się jej dwie panie po studiach i to nieekonomicznych. Zaczęły od wypytywania o zasady. Ciotka usiłowała przywoływać je do konkretów, ale na darmo. Trochę ją to irytowało. W końcu skończyły wypytywania o zasady i w mgnieniu oka zabrały się do pracy - trwało to wszystko dużo krócej niż normalnie. Bardzo ją to zdziwiło i przyznała, że coś w tym studiowaniu jednak jest, bo przedtem miała takie samo zdanie na ten temat jak Berta.
          A co do meritum to widzę cofanie się w czasy saskie - ciemnota z seksizmem i alkoholizmem na żyznym gruncie siermiężnej religijności.
          • mariner4 Prezes dużego banku powiedział w TV 03.11.14, 12:42
            Że najchętniej zatrudnia absolwentów matematyki. Są szybko lepsi od absolwentów studiów specjalistycznych. Umieją myśleć. Coś w tym jest.
            W moim zawodzie absolwenci Akademii Morskich są słabsi zawodowo niż dawnych Szkół Morskich. Mam na myśli tzw marynarstwo. Owszem komputery, nowoczesna wiedza itp tak, ale jak na przykład statek tonie, albo bierze się udział w akcji ratowniczej, to potrzeba błysnąć prostym marynarstwem. Tego się można nauczyć na żaglowcu, a nie w gabinetach informatycznych.
            M.

          • berta-death Re: W Polsce coraz gorzej... 03.11.14, 13:50
            Jedna jaskółka wiosny nie czyni. Są ludzie, którzy przyuczają do zawodu wyłącznie absolwentów studiów i mają tych absolwentów za idiotów. Nikt kto nie musi nie zajmuje się przyuczaniem do zawodu. Każdy woli zatrudnić przyuczonego z doświadczeniem. Stąd firmy, które biorą absolwentów do terminu są na wagę złota. I nie każdy ma szansę się tam załapać. Zdecydowana większość absolwentów kończy jako szeregowi pracownicy administracji albo działu sprzedaży, gdzie za komiwojażerów robią. I tak się dziwnie składa, że kończą tak prawie wszystkie absolwentki, nawet kierunków technicznych z tytułami inżynierów. I oczywiście za pensje grubo poniżej średniej krajowej, bo przecież nie pracują w swoich wyuczonych zawodach, tylko de facto chowają dyplom do szuflady i zatrudniają się na stanowiskach, na jakich jeszcze w latach powojennych zatrudniano absolwentów podstawówek po 3-mies kursach zawodowych.
      • kol.3 Re: W Polsce coraz gorzej... 03.11.14, 14:08
        Dygresja ale blisko tematu:
        Rok-dwa lata temu doczytałam się w prasie, ze pani profesor z Krakowa została szefem CERN. Powiedziałam to w pracy. Kolega stwierdził lekceważąco, że na pewno ds. administracyjnych. Okazało się ze nie, pani profesor była naukowcem, fizykiem z osiągnięciami. Kolega nie mógl się długo z tym pogodzić, że nie wyszło na jego. Faceci naprawdę są ograniczeni.
        • real.avalanche Re: W Polsce coraz gorzej... 05.11.14, 21:06
          Mała poprawka, przewodniczącą Rady CERNu. Za to dopiero co pani profesor z Włoch została dyrektorem generalnym.
    • g.r.a.f.z.e.r.o Re: W Polsce coraz gorzej... 03.11.14, 16:49
      Ale ładna manipulacja :D

      To że kobiety w Polsce mają lepsze perspektywy edukacyjne niż mężczyźni jest policzone jako 1. A one są LEPSZE!
      • mariner4 Pedagogika, socjologia itp 03.11.14, 21:25
        A gdzie politechniki????
        Kto Wam będzie robił wynalazki???
        Nie mam na myśli chemii kosmetycznej.
        M.
        • man_sapiens Re: Pedagogika, socjologia itp 04.11.14, 15:37
          > Kto Wam będzie robił wynalazki???

          inżynierowie od ruchu drogowego :D
    • tricolour Kobiety sa lepiej wykształcone... 05.11.14, 00:28
      ... w zawodach mało lub wcale niepotrzebnych, a przez to mało płatnych.

      To jest główna przyczyna. Żadna ideologia, żadne społeczne uprzedzenia.

      No ileż potrzeba realnych specjalistów od HR w takim Wrocławiu, gdzie mieszkam? Sto sztuk? A naprawdę dobrych księgowych z pięciocyfrowym uposażeniem? Trzydzieści? Inżynierów (płci obojga) potrzeba tysiące.
      • mariner4 Pierwsze prawo warości mówi: 05.11.14, 10:47
        "Towar jest wart tyle ile nabywca jest za niego skłonny zapłacić".
        W gospodarce rynkowej praca też jest towarem, jak każdy inny. Pieniądz też zresztą jest towarem.
        Wszelkie ustawowe regulowanie płac, na przykład związane z płcią pracownika, to nic innego jak reglamentacja rodem z PRL. Jedyne co można osiągnąć to czarny rynek pracy.
        Oczywisty jest fakt, że za taką samą pracę powinna być taka sama płaca. Ale ta praca musi być taka sama pod każdym względem, dla pracodawcy, oczywiście. Musi uwzględniać nie tylko umiejętności dokładność itp, ale i dyspozycyjność, prawdopodobieństwo zwolnień lekarskich i tak dalej. Przypominam, że za pierwsze 30 dni L4 płaci pracodawca ze swoich własnych pieniędzy.
        Panie nadużywające np swoich praw macierzyńskich też przyczyniają się do nierówności płacowych.
        M.
        • man_sapiens Re: Pierwsze prawo warości mówi: 05.11.14, 15:42
          Widać że długo pracowałeś na morzu, gdzie pań pracuje mało. Bo nie wiem jak inaczej wytłumaczyć twoje przekonanie, że kobiety wykonują pracę gorzej niż mężczyźni. Przy wożeniu cegieł taczkami czy ręcznym mieszaniu betonu płeć może mieć znaczenie bo człowiek jest potrzebny tam jako napęd łopaty czy taczek. Ale to akurat są płace niskopłatne. Jak wytłumaczyć to, że kobieta-lekarz czy kobieta-sprzedawca zarabiają mniej niż ich męscy koledzy na takich samych stanowiskach?
          Opowiadanie, że kobiety rodząc dzieci wyrządzają szkody finansowe swoim firmom to typowa męska legenda. W mojej malutkiej firmie w tym roku dwie koleżanki urodziły dzieci, w zeszłym roku też dwie. Oczywiście szkoda, że bardzo dobrzy pracownicy przez pewnie rok są na urlopie, ale wszyscy w firmie wiemy, że wkrótce do pracy wrócą i będą dalej świetnie pracować. Praktycznie wszystkie koszty związane z ich urlopem i ciążą pokrywa ZUS. 30 dni L4 nie uzasadnia płacenia latami o 10% czy 30% mniej, co jest normą wobec kobiet w każdej branży. Zresztą - na tak długim zwolnieniu byłą tylko jedna z tej czwórki (ciąża zagrożona). Kiedy jeszcze pracowały firma zatrudniła zastępców, których same wdrożyły do pracy. Kiedy wrócą zastępcy będą musieli odejść, chyba że obroty firmy zwiększa się i będzie warto ich zatrzymać - dla firmy świetna sytuacja. Natomiast bardzo męski pracownik, który uszkodził sobie oko bawiąc się w paint-ball kosztuje firmę bardzo dużo. Co kilka tygodni znika na parę dni zwolnienia lekarskiego, bo z okiem ciągle się coś dzieje, praktycznie nie może pracować przy komputerze.
          --
          • tricolour Jak wytłumaczyć.. 05.11.14, 21:51
            ... "że kobieta-lekarz czy kobieta-sprzedawca zarabiają mniej niż ich męscy koledzy na takich samych stanowiskach?"

            Zwyczajnie: pracodawca proponuje wynagrodzenie, a kobieta-kandydat godzi się na niższe. Może gdyby się nie zgodziła, to by dostała więcej? Tego nie wiemy póki się nie zgodzimy. Może facet wyśmiałby niedoszacowaną propozycję, a kobieta nie ma odwagi?

            Zresztą co to znaczy "takie same stanowiska"? Biurka identyczne? Wynagrodzenie zasadnicze identyczne? Wykształcenie identyczne? Umiejętności merytoryczne, interpersonalne identyczne? Zakres obowiązków identyczny? Doświadczenie identyczne? Staż zawodowy też identyczny? Mierzalne wyniki pracy tez identyczne? Jeśli część uznaniowa wynagrodzenia ma być identyczna, to na czym polega uznaniowość i czy nie dziwi Cię, że wszyscy mają być automatycznie identycznie uznawani?

            Na linii montażowej samochodów wszystkie roboty mają identyczne zasilanie trójfazową siecią 380V. O to Ci chodzi?
            • man_sapiens Re: Jak wytłumaczyć.. 05.11.14, 22:38
              Całkiem niezłe dane statystyczne znajdziesz tutaj www.wynagrodzenia.pl/payroll/artykul.php/typ.1/kategoria_glowna.503/wpis.2867
              Różnice pomiędzy zarobkami kobiet i mężczyzn są tym większe, im wyższe wykształcenie. A więc to nie predyspozycje do zawodu powodują różnice w wysokości zarobków (siła mięśni, w której przewagę mają mężczyźni odgrywa tym większa rolę, im mniej wykwalifikowana praca).
              • berta-death Re: Jak wytłumaczyć.. 05.11.14, 23:18
                Kobiety są mniej zdesperowane jeśli chodzi o wysokość zarobków. Wciąż istnieje przeświadczenie, że mężczyzna ma zarabiać. Im większe dochody, tym większe poważanie w społeczeństwie, większa szansa na romans, lepsze relacje z żoną i dziećmi. Jest o co walczyć. Zwłaszcza, że jak mało zarabia, to kumple się z niego śmieją, ludzie wytykają palcami, panny nie chcą iść do łóżka a żona wierci dziurę w brzuchu, że Kowalskiej mąż to jej nowe futro kupił a ona w starej kurcinie już kolejny sezon biega.

                Jak kobieta narzeka, że jest biedna i żebrze o pomoc, to wszyscy jej współczują. Jak to samo robi mężczyzna, to się z agresją spotyka, że roszczeniowy leń i męt społeczny zamiast do roboty się chwycić to łapę po cudze wyciąga.

                Jakieś badania pokazały, że mężczyźni są skłonni dłużej być na bezrobociu, byle tylko znaleźć dobrze płatną pracę. Kobiety częściej decydują się na pierwszą lepszą pracę jaka im się nawinie. A jak już ją zdobędą, to przestają się rozglądać za czymś lepszym.
              • mariner4 A brałeś pod uwagę też 06.11.14, 07:54
                jakie wykształcenie?
                Bo porównywanie inżyniera elektronika z socjologiem na przykład mija się z sensem.,
                M.
          • mariner4 Nie mówiłem, że gorzej. Nie wkładaj mi więc tego 06.11.14, 07:52
            do ust. Staram się tylko zrozumieć zjawisko i z cała pewnością nie jest to antykobiecy spisek.
            Pierwsze prawo wartości nie zakłada wcale obiektywizmu nabywcy. Nabywca zapłaci tylko tyle, ile dla NIEGO wart jest towar. W tym przypadku praca.
            Nieprawdą jest, że wszędzie kobiety zarabiają mniej. Lekarze już na pewno nie.
            Sprawa jest po stronie rządów. Jeżeli pracodawca musi płacić zasiłek przez pierwsze 30 dni L4, to płaci faktycznie większość zasiłków pomimo, że płaci składki na ZUS. Odbiera to także motywację do kontroli zasadności zwolnień przez ZUS.
            Mój znajomy ma firmę informatyczną. Pracuje u niego programistka. Urodziła dziecko. Znajomy w firmie urządził jej pokój, gdzie ona ma wszystko potrzebne dla dziecka. O kilka metrów od stanowiska pracy. Z dobrego serca? Nie. Bo mu się to po prostu opłaca.
            Ale znam też przykład, że w innej firmie 2 panie się zmówiły i przynosiły na przemian zwolnienia lekarskie na dzieci. W efekcie płacił 2 etaty a miał jednego pracownika. Dobrze wiesz, ze bywa różnie.
            Poza tym w prywatnych formach (w tym Twojej) jest inaczej, niż w państwowych.
            Zasiłek na L4 POWINIEN być niższy od wynagrodzenia. Wystarczyło wprowadzić ta zasadę mundurowym i nastąpiło cudowne uzdrowienie. Zapadalność na choroby od razu spadła o 30%!
            Przyczyn jest wiele. Lekarze zbyt łatwo dający zwolnienia. Wystarczy święto w środku tygodnia i już "zachorowalność" rośnie. Święto, weekend 2 dni L4 i dodatkowy urlopik jest.
            Ja nie mówię o moich poglądach na ten temat, jak mi to przypisujesz. Ja staram się wejść w położenie pracodawcy i spojrzeć na to z jego punktu widzenia. Często subiektywnego.
            Jedno jest pewne. Obciążanie zasiłkami pracodawców przez ustawodawcę za najczęściej występujące krótkie zwolnienia L4, jest główną przyczyną mniejszego popytu na pracę kobiet.
            wiem, że mężczyźni też nadużywają zwolnień. (Mundurowi) ale mówiąc trywialnie, kac trwa krócej niż zwolnienia z tytułu ciąży i dziecka.
            To co piszesz jest możliwe tylko w małych firmach, tak jak w przypadku tej informatyczki.
            Dobrą pracę się pilnuje, złą niekoniecznie.
            Fakt w czasie swojej zawodowej kariery miałem do czynienia tylko z kilkoma paniami.
            Zwykle były członkami załogi hotelowej. Raz 3 oficer po WSM.
            Nie mogę więc wypowiadać się na temat pracy kobiet na statkach Ich ilość była za mało reprezentatywna.
            W każdym razie eksperyment z przyjmowaniem dziewczyn do Akademii Morskich zakończył się raczej fiaskiem. Ekonomia. Ze spore gromadki absolwentek zostało ich kilka. Zwykle pracowały do ciąży. A to jeden z najdroższych kierunków. (Na przykład utrzymanie "Daru Młodzieży")
            M.






            • kocia_noga Re: Nie mówiłem, że gorzej. Nie wkładaj mi więc t 06.11.14, 12:19
              Od kiedy przesłuchania kandydatów do pracy w filharmonii zaczęto prowadzić zza parawanu ilość kobiet zatrudnionych zwiększyła się pięciokrotnie.
              Nie u nas, w Londynie.
              • mariner4 Były więc jakieś przyczyny 06.11.14, 15:01
                Musi być powód ekonomiczny.
                Jak się opłaca, to dlaczego nie?
                M.
                • kocia_noga Berta 06.11.14, 18:51
                  To, że chłopcy są wychowywani do zarabiania i kariery a dziewczyny do złapania męża to zasadniczo prawda, chociaż nie do końca, ale załóżmy że tak jest. Czy uważasz, że dziewczyny nie uczą się albo udają że się uczą na tych studiach, czy że są po prostu głupsze? Bo zdaje się że według ciebie chłopcy uczą się pilnie pożytecznych rzeczy a jak już są na studiach, to ho ho.
                  • berta-death Re: Berta 06.11.14, 20:54
                    Problem polega na tym, że studia nie uczą zawodu. Kupa nieprzydatnej teorii i nic więcej. I to jeszcze w optymistycznym założeniu, że student/studentka robi coś więcej niż zzz.
                    Żeby się zawodu nauczyć, trzeba iść do terminu, czyli znaleźć sobie pracodawcę, który człowieka do zawodu przyuczy. A tych jest jak na lekarstwo. Co robią kobiety po studiach? De facto chowają dyplom do szuflady i zatrudniają się jako szeregowe pracownice biurowe. Ewentualnie w dziale handlowym pozyskują klientów dla firmy. I albo się uda pójść w kierownicze i dyrektorskie stołki, albo się nie uda. Większości się nie udaje, bo ile tych tych stołków jest, garstka.
                    To ile mogą zarobić, skoro wykonują prace, jakie jeszcze w latach 40 wykonywały absolwentki szkół podstawowych po 3-mies kursie zawodowym. A przedwojenne i wojenne podstawówki, to pod względem zakresu materiału, dzisiejsze nauczanie początkowe.

                    Problem jest w dostępie do praktycznej nauki zawodu. Bo ten brak ambicji czy wiedzy, że takie coś trzeba zdobyć to jedno. Drugie to znalezienie chętnego pracodawcy. Na jedno miejsce potrafi być i kilkuset chętnych. Nawet spośród pociotków i znajomych królika większość się nie załapie. Wciąż pokutuje mentalność, że nie warto w dziewuchę inwestować, bo i tak zmarnuje te nauki i pójdzie dzieci niańczyć.
                    • kocia_noga Re: Berta 07.11.14, 08:52
                      berta-death napisała:

                      > Problem polega na tym, że studia nie uczą zawodu.

                      No ale jaka jest różnica pomiędzy płciami w tej sprawie? Bo cały czas tłumaczysz różnice w wynagrodzeniach głupotą (wybieranie nieodpowiednich studiów) lub lenistwem dziewcząt w przeciwieństwie do chłopców.
                      • berta-death Re: Berta 07.11.14, 12:06
                        Nie głupota ani lenistwo, tylko brak motywacji. Skoro społeczeństwo tego nie oczekuje od kobiet, to i one mają problem z wykrzesaniem z siebie jakiejś aktywności w tej materii. I druga sprawa to ta, że ani rodzina ani środowisko nie pomagają, nawet tym, które chcą. I jak kobieta naprawdę jest ambitna i zdeterminowana, to musi dużo mocniej walczyć o swoje. I jeszcze samotnie, bo nikt nie stanie po jej stronie i nie da jej wsparcia. Będzie to jak fanaberia traktowane.
                  • tricolour Zawodu uczysz się w domu... 06.11.14, 21:50
                    ... nie na żadnych studiach czy innych szkółkach. W domu.

                    To z tego powodu dziecko adwokata jest najczęściej adwokatem, aktora - aktorem, lekarza - lekarzem, a inżyniera - inżynierem. Dom daje praktyczny zawód, studia - merytoryczną teorię zawodu.

                    A teraz pytanie: czego rodzice uczą syna, a czego córkę? Oraz z drugiej strony: czym bawi się dziewczynka wraz z rówieśniczkami, a czym chłopcy wraz z rówieśnikami?
                    • berta-death Re: Zawodu uczysz się w domu... 07.11.14, 00:49
                      Nie w domu, ale w pracy. A, że instytucji oferujących przyuczenie do zawodu, jest znikoma ilość w porównaniu do absolwentów chcących się do terminu załapać, więc załapują się wyłącznie pociotki. Rodzice mają możliwość załatwienia swojemu dziecku stażu wyłącznie w swojej branży, niekiedy wyłącznie we własnej firmie. Stąd młodzian nie ma wielkiego wyboru.

                      A to dlaczego chętniej funduje się takie rzeczy synom niż córkom, wynika prawdopodobnie dokładnie z tej samej przyczyny, co obniżenie wydatków na edukację córek w przypadku popadnięcia w ubóstwo. Był kiedyś na tym forum wątek opisujący to zjawisko. Zaobserwowano, że w biednych rodzinach, jak poziom życia jeszcze bardziej się obniża, np w wyniku śmierci ojca żywiciela, to wśród wydatków jakie się ogranicza, są wydatki na edukację córek, czyli zajęcia pozaszkolne, książki, zabawki edukacyjne itp. Wydatków na edukację synów się nie zmniejsza. I tutaj analogicznie. Zwłaszcza jak trzeba dać komuś porządnie w łapę i ten wydatek porządnie nadszarpnie budżetem rodzinnym. Niewykluczone, że i osoba, która bierze i ma wybór wziąć od znajomego który chce mu syna upchnąć czy wziąć od znajomego, który chce córkę wkręcić w intratny zawód, to wybierze mężczyznę do przyuczania. Dla firmy to też strata, wzięcie sobie takiego ucznia. Potem chce mieć pewność, że delikwent to odpracuje z nawiązką. W przypadku kobiet boją się, że te po odbyciu stażu czmychną na macierzyński a potem wybiorą mniej zobowiązującą pracę, typu biurowa.

                      Lata temu był w tv wywiad z jakimś znanym chirurgiem i jego córką. Córka zapytana dlaczego nie poszła w ślady ojca, zdaje się polonistykę skończyła, odpowiedziała, że tata nie pozwolił, bo powiedział, że to nie jest zawód dla kobiety. Tata to przyznał i stwierdził, że nigdy nie przyjąłby u siebie kobiety na specjalizację. A taki zawód jak lekarz to ma sens tylko w intratnej specjalizacji jak np chirurgia, do czego kobiety się nie nadają. A jak córka miałaby utknąć w jakiejś rejonowej przychodni i wypisywać zwolnienia, to niech lepiej coś ciekawszego, bardziej ambitnego i mniej ryzykownego niż kontakty z chorobami i przeróżnymi dziwnymi ludźmi, w życiu robi. I to nie jest odosobniony pogląd.
                      • mariner4 No właśnie. Idałaś się złapać 07.11.14, 08:12
                        Lekarz to już zawód dostatecznie sfeminizowany. A chirurgów wśród kobiet jak na lekarstwo.
                        Seksizm? A może po prostu predyspozycje? Mój kuzyn chirurg ortopeda mówił, że on nie zna ani
                        jednej w tej specjalności. Tatuś zabrania?
                        M.
                        • kocia_noga Re: No właśnie. Idałaś się złapać 07.11.14, 08:59
                          Chirurg ortopeda czy inny tak samo wypisuje druczki w przychodni albo ciągnie nocne dyżury w pogotowiu lub powiatowym szpitalu i ani kariery ani forsy.
                          • mariner4 jakoś mężczyźni ten zawór=d wykonują 07.11.14, 09:11
                            Obyś nie musiała z ich kwalifikacji korzystać.
                            M.
                      • kocia_noga Re: Zawodu uczysz się w domu... 07.11.14, 08:57
                        berta-death napisała:

                        >
                        > Lata temu był w tv wywiad z jakimś znanym chirurgiem i jego córką. Córka zapyta
                        > na dlaczego nie poszła w ślady ojca, zdaje się polonistykę skończyła, odpowiedz
                        > iała, że tata nie pozwolił, bo powiedział, że to nie jest zawód dla kobiety. Ta
                        > ta to przyznał i stwierdził, że nigdy nie przyjąłby u siebie kobiety na specjal
                        > izację. A taki zawód jak lekarz to ma sens tylko w intratnej specjalizacji jak
                        > np chirurgia, do czego kobiety się nie nadają. A jak córka miałaby utknąć w jak
                        > iejś rejonowej przychodni i wypisywać zwolnienia, to niech lepiej coś ciekawsze
                        > go, bardziej ambitnego i mniej ryzykownego niż kontakty z chorobami i przeróżny
                        > mi dziwnymi ludźmi, w życiu robi. I to nie jest odosobniony pogląd.

                        Ten pogląd nazywa się seksizm i jest przesądem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka