lara.f.croft
24.01.05, 13:01
Witam.
Lubię sobie poczytać Wasze forum, chociaż na pisanie nie mam zdrowia...
Ale dziś naszła mnie pewna refleksja i poniższy post kieruję zwłaszcza do
Panów, którzy potrafią rozczulić mnie do łez swoimi poglądami na kobiety, z
zwłaszcza na to, co one powinny, a czego nie.
Drodzy Panowie!
Uwielbiam, kiedy przeciwstawiacie drapieżne wydry-karierowiczki (czyli
feministki) łagodnym i ciepłym kobietkom (najlepiej kurom domowym). Iluś z
Was przyznało się tutaj, że ich żony nie pracują, tylko całym sercem oddają
się temu, co kobiety lubią najbardziej, czyli prowadzeniu domu i podawaniu
kapci. I broń Boże nie są żadnymi feministkami, bo te harpie przecież żerują
na mężczyznach i myślą tylko o "samorozwoju" (he he, ale głupie feministki).
Tylko czy jesteście w 100% pewni, że ten podział tak właśnie działa? Ja
jestem kurą domową. Nie przepracowałam "uczciwie" (czyli na posadzie) ani
jednego dnia od kiedy wyszłam za mąż. Prowadzę dom, choć właściwie to tylko
gotuję i zajmuję się dzieckiem (ale od czego są pralnie, zmywarki i
odkurzacze albo panie do sprzątania...). Zarabia mąż. Ja dostaję co miesiąc
przelewem "kieszonkowe" do wydania tylko na siebie (kiedyś to się
nazywało "na szpilki") i pieniądze na emeryturę. Reszta mnie nie interesuje -
zakupów nie robię.
Kończę właśnie trzecie studia i uczę sie kolejnego języka. Mam czas na
fryzjera, kosmetyczkę, ploty i książki oraz Internet ;-) Odpowiednikiem
kariery jest u mnie prowadzenie wlasnego serwisu www. A najlepsze jest to, że
nie muszę na to zarabiać ;-P Wychodzi na to, że jestem super-feministką (hi
hi hi). I pewnie Wasze żony mają podobnie - dobrze im z tym, że bzdetami
zajmuje się ktoś inny, a One (jak ja) mają czas na rozwijanie się i
zajmowanie tym, co lubią (no chyba, że nie mają zmywarki...).
I kto tu może bardziej "wykorzystywać" - kura czy wydra? Zastanówcie się
czasem nad własnym przykładem, bo może się okazać, że nienawidząc feminizmu
(i mając jakąś tam jego definicję) żyjecie z "super-feministką".
L.F.C