tocqueville
07.03.05, 18:17
Bronisław Wildstein
Po dyktaturze proletariatu nastała dyktatura feministek
Dość adoracji, chcemy reprezentacji", "Nie przejmuj się, przejmij władzę",
"Zamienię kuchnię na parlament!" - nawołują organizacje postępowych kobiet.
Można odnieść wrażenie, że dla postępowych kobiet życie polityczne, w tym
wybory parlamentarne, to nieustające referendum w sprawie równouprawnienia.
Owszem, Izabela Jaruga-Nowacka jest ministrem pracy i polityki socjalnej, ale
tylko kobiet. Podobnie jak Magdalena Środa jest ministrem od równości płci -
pod warunkiem że chodzi o równość kobiet. (...) Kogo tak naprawdę bronią
urzędniczki państwowe Izabela Jaruga-Nowacka i Magdalena Środa,
parlamentarzystki Maria Szyszkowska, Jolanta Banach i Joanna Sosnowska czy
feministki Kinga Dunin i Agnieszka Graff? Czy w ogóle istnieją w Polsce
kobiety, których rzeczniczkami się ustanowiły?
Dyskryminacja mniemana
Postanowiliśmy sprawdzić, co o rzekomej dyskryminacji własnej płci sądzą same
kobiety. Okazuje się, że aż 71 proc. kobiet badanych przez Pentor przyznaje,
że najważniejsze jest dla nich udane życie rodzinne i dzieci, czyli to, co
postępowe kobiety uznają za niewolę i wyzysk. Polki nie widzą nic złego w tym,
że zamiast robić karierę, zajmą się wychowaniem potomstwa. Z badań Pentora
wynika, że aż 65 proc kobiet uważa, iż zajmowanie się domem leży w naturze
kobiety i w tym również mogą się realizować.
O tym, że panie są w Polsce dyskryminowane, jest przekonanych 58,1 proc.
kobiet i 35 proc. mężczyzn. Kiedy jednak zapytać, czy badani osobiście
zetknęli się z wypadkami dyskryminacji kobiet, twierdząco odpowiada 31,7 proc.
kobiet oraz 25,2 proc. mężczyzn. Postępowe panie wykorzystują to, że w Polsce
dominują postawy bardziej konserwatywne niż w Europie Zachodniej. Ten
konserwatyzm uznają za źródło dyskryminacji. O konserwatywnej postawie Polaków
może świadczyć fakt, że 35,9 proc. badanych (aż 31,6 proc. kobiet) lepiej
ocenia kobietę, która rezygnuje z pracy zawodowej na rzecz wychowania dzieci i
zajmowania się domem (tylko 7,2 proc. ocenia to gorzej).
Przekonanie o konserwatywnych podstawach dyskryminacji kobiet bezwiednie
przyjmuje większość Polaków. Według badań Pentora przeprowadzonych na zlecenie
"Wprost", aż 53,5 proc. ankietowanych (w tym 58,3 proc. kobiet) uznaje, że w
Polsce sytuacja kobiet jest gorsza niż w innych krajach UE (za lepszą uznaje
je tylko 7,2 proc.). Nietrudno dowieść, że w podejściu do tego problemu
dominuje punkt widzenia feministek. W ramach walki z tradycyjną kulturą są one
bardziej zainteresowane nieograniczonym prawem do aborcji i kwotowym
zagwarantowaniem kobiecej reprezentacji w ciałach wybieralnych niż realnym
udziałem kobiet w życiu ekonomicznym i społecznym. Oczywiście, pewną rolę w
założeniu, że polskie kobiety są upośledzone w stosunku do
zachodnioeuropejskich, może odgrywać to, że są gorzej sytuowane - jak zresztą
Polacy w ogóle.
całość:
www.wprost.pl/drukuj/?O=74188