robert_32
11.01.06, 10:44
Jeśli założymy, że obecny współczynnik dzietności polskich kobiet wyniszący
ok. 1,25 się utrzyma przez najbliższe 50 lat to ilu nas będzie za 50 lat?
Zgodnie ze spisem ludności z 2002 roku było nas wtedy 38,219 mln. Oznacza to
(przy założeniu, że nie ma emigracji ani imigracji), że po upływie jednego
pokolenia będzie nas 1,25/2*38,219=23,887mln (po dwóch pokoleniach 14,929mln a
po trzech 9,331mln). I co z tego?
Feministki uważają, że rozwiązaniem problemu jest (feministki to przeważnie
kobiety):
1. Zwiększenie udziału ojców w wychowaniu,
2. Bezpłatne przedszkola, szkoły itp.
3. Zwiększenie aktywności zawodowej kobiet
4. Równe płace kobiet i mężczyzn na tym samym stanowisku
Antyfeminiści uważają, że rozwiązaniem problemu jest (antyfemniniści to
przeważnie mężczyźni):
1. Wspieranie rodziny (rozumianej jako związek kobiety i mężczyzny)
2. Zakaz aborcji
3. Wydłużanie urlopu wychowawczego dla matek
4. Szczególne wspieranie rodzin wielodzietnych - np. dawanie im ulg podatkowych
Jak wg mnie myśli kobieta gdy mówi o dzieciach: chcę dzieci, wiem, że sama nie
jestem w stanie ich wychować, nie chcę uzależnić się od mężczyzny a więc muszę
walczyć o wsparcie wychowanie moich dzieci przez grupę (społeczeństwo)
A jak wg mnie myśli mężczyzna gdy mówi o dzieciach: chcę dzieci, wiem, że
potrzebuję kobiety aby mi je urodziła, wiem, że ona sama ich nie jest w stanie
wychować. Jeśli mam powodzenie wśród kobiet to popieram kobiety w ich dążeniu
do przerzucenia kosztów wychowania dziecka na społeczeństwo - będę mógł mieć
więcej dzieci bez obciążania się kosztami ich wychowania... Jeśli nie mam
powodzenia wśród kobiet to popieram rodzinę i wszystki co wspiera wierność
kobiety wobec męża - wtedy zapewniam sobie przynajmniej tyle dzieci co kobieta.
Czy jest jakiś kompromis pomiędzy kobietami a mężczyznami? Może była nim w
przeszłości monogamia?
Pozdrawiam wszystkie forumowiczki i forumowiczów - czasami was czytuję i
wtrącam się do waszych dyskusji ale niezbyt często....