Dodaj do ulubionych

przepis na szczęście powszechne, czyli.......

IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 05.11.02, 16:06
....rozważania o metodzie.


Ponieważ ciągle mówi się tu o tym, jak jest i jak być powinno, a niewiele o
tym CO robić, zakładam ten wątek - ma służyć do przedstawienia sposobów
zmiany sytuacji. Dalsza część postu, jest właściwie nieobowiązkowa - to
rozwałkowanie zdania początkowego.

Projekt feministyczny zakłada przebudowę świadomości społecznej (mówiąc
inaczej - naszej), także w obszarze najbardziej osobistym - w obszarze
prywatnych stosunków międzyludzkich. Jest to zgodne z f.
założeniem: "prywatność jest polityczna". Istotę owej przebudowy polegać ma
na doprowadzeniu świadomości ogółu (czy też przynajmniej ogromnej części
społeczeństwa) do stanu świadomości feministycznej. Skutki owej przebudowy
mają być iście cudowne. Rzecz w tym, że o ile feministki posługując się
stworzonymi przez siebie schematami teoretycznymi dokładnie opisują stan
przeszły i obecny, a także (już w sposób bardziej mglisty) przedstawiają
pożądany przez nie stan przyszły, o tyle są dość oszczędne w słowach, jesli
chodzi o przedstawianie mechanizmu, który pozwoliłby przejść od stanu
obecnego, do pożądanego. Jest to zrozumiałe - lubiące pozę "przyjaciółek
wolności" feministki czują opór przed przyznaniem, że realizacja ich projektu
musi wiązać się ze stosowaniem głębokiej inzynierii społecznej, zmieniającej
postawy, zachowania, sposoby myślenia ludzi. Praktyki takie, po
doświadczeniach XX wiecznych totalitaryzmów kojarzą się jak najgorzej. Jeśli
bowiem przyjmiemy że istotą totalitaryzmu nie jest represyjność doktryny,
czy "systemu", lecz głębokość ideologicznej ingerencji
(zakładana/realizowana) w życie człowieka, to projekt feministyczny jawi się
jako z istoty swej totalitarny. Jest on niczym więcej, jak kolejną próbą
stworzenia "Nowego Człowieka", który, nie będąc obciążony balastem
przeszłości zbuduje szczęśliwe społeczeństwo jutra.
Ponieważ w przeszłości wyprawiano wiele przykrych figli w
imię "sprawiedliwości" i "wolności", więc warto feministki zapytać JAK
konkretnie wyglądać ma realizacja ich wizji. Pytałem już o to, i jak dotąd
jedynym konkretem, było żądanie "zmiany obrazków w elementarzach". Do
konkretów zaliczyć można też projekt ustawy, o którym mowa jest w wątku
założonym przez naszego uczonego kolegę Sebastiana.


Ponawiam pytanie: w jaki sposób drogie Panie zrealizować projekt
feministyczny? Pytam (nie bez kozery nawiązując do pewnego znanego polityka):
CO ROBIĆ?
Obserwuj wątek
    • suzume Re: przepis na szczęście powszechne, czyli....... 05.11.02, 16:37
      Gość portalu: tad napisał(a):

      > Projekt feministyczny zakłada przebudowę świadomości społecznej (mówiąc
      > inaczej - naszej), także w obszarze najbardziej osobistym - w obszarze
      > prywatnych stosunków międzyludzkich.

      czy przebudowa taka już nie nastąpiła? czy stosunki międzyludzkie są takie same
      jak 100 lat temu? i te męsko-damskie, i te miedzyklasowe?


      > lubiące pozę "przyjaciółek
      > wolności" feministki czują opór przed przyznaniem, że realizacja ich projektu
      > musi wiązać się ze stosowaniem głębokiej inzynierii społecznej, zmieniającej
      > postawy, zachowania, sposoby myślenia ludzi. Praktyki takie, po
      > doświadczeniach XX wiecznych totalitaryzmów kojarzą się jak najgorzej.

      czy przyznanie kobietom praw wyborczych, niewolnikom i chłopom pańszczyźnianym -
      wolności, zmiana stosunku społecznego do samotnych matek lub homoseksualizmu
      wymagała zastosowania wyrafinowanych technik inżynierii społecznej? i kto to
      wprowadził, bo chyba nie totalitaryzmy?

      to tak a propos zmieniania świata nieodgórnie i nierewolucyjnie
      • agrafek Re: przepis na szczęście powszechne, czyli....... 05.11.02, 16:47
        Fakt, że w ogóle dyskutujemy o czymś takim z kobietami dowodzi, że Suzume
        ma rację. Z drugiej jednak strony - czy to oznacza, że już po wszystkim a
        wszystkie narzekania z złą dolę kobiecą należy zrzucić na karb biadolenie
        wąskiej grupy niezadowolonych, bo tacy (takie) zawsze się znajdą? Jesli nie, to
        pytanie Tada pozostaje aktualne. Chyba, że liczycie, Panie, na powolną ścieżkę
        ewolucji społecznej i zamierzacie czekać kolejne sto lat na wyrównanie się
        proporcji w sejmie.
        • suzume Re: przepis na szczęście powszechne, czyli....... 05.11.02, 17:12
          agrafek napisał:

          > Z drugiej jednak strony - czy to oznacza, że już po wszystkim a
          > wszystkie narzekania z złą dolę kobiecą należy zrzucić na karb biadolenie
          > wąskiej grupy niezadowolonych, bo tacy (takie) zawsze się znajdą?

          nie. natomiast nie oznacza to, że należy robić coś na siłę. doświadczenie uczy,
          że zmiany da się wprowadzić i ludzie przyjmą je do wiadomości.
          z drugiej strony - przymus rodzi opór i niechęć.
          generalnie zasada jest taka (socjotechniczna) - nic na siłę. ludzie powinni
          wierzyć, że to, co robią/mówią/uważają jest wynikiem ich wyboru i
          błyskotliwości. wtedy przyjmą pożądane zachowania jako własne, z głębi serca
          płynące.

          > Jesli nie, to pytanie Tada pozostaje aktualne. Chyba, że liczycie, Panie, na
          > powolną ścieżkę ewolucji społecznej i zamierzacie czekać kolejne sto lat na
          > wyrównanie się proporcji w sejmie.

          wiesz co? jakoś nie wierzę, że po wprowadzeni uparytetów objawią nam się nagle
          młode i zdolne 'polityczki' dotychczas tłumione przez samców. przykład ligi
          rodzin polskich powinien otrzeźwić najzagorzalszych zwolenników
          równoumandatowienia - przecież to, co te kobity plotą z mównicy woła o pomstę
          do nieba i jest najlepszym dowodem na to, że baby się do polityki nie nadają.
          mimo, że pełnię tu rolę feministki-krogulca, stwierdzam, że lepiej dla nas,
          żeby różne rzeczy robili lepsi, a nie parytetowi. nie znaczy to, że odmawiam
          którejś z płci predyspozycji do czegokolwiek.
          • Gość: tad Re: przepis na szczęście powszechne, czyli....... IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 05.11.02, 18:46


            Z tego co piszesz wynika, iż, uważasz, że najważniejsze zmiany już nastąpiły i
            resztę trzeba zostawić biegowi wypadków. Świetnie, tylko, że dla sporej częsci
            feministek to za mało. To co zrobiono, to - wg. nich - tylko pierwszy krok.
            Zniesiono bariery formalne. Pozostały bariery mentalne. Zniesienie barier
            formalnych wymagało głównie zmian legislacyjnych. Oczywiście potrzebna była tu
            poprzedzająca zniesienie barier formalnych, zmiana mentalna, ale ta,
            ograniczona była do elit, które miały wpływ na legislację. To, czego chcą
            feministki teraz, to powszechna zmiana mentalności, czyli - jak pisałem -
            przebudowa świadomości społecznej. Otóż, ta przebudowa i w TYM akurat obszarze,
            o jaki chodzi feministkom, jest czymś ZUPEŁNIE innym, niż znoszenie barier
            formalnych. Zula np. postuluje tu potrzebę zniesienia "polaryzacji rodzajów", a
            drogą mają być mn. działana z zakresu socjotechniki wychowania, a to już nie są
            śmichy - chichy, tylko pomysł dość radykalny.
            O co chodzi mi w tym wątku - chciałbym wiedzieć CO, JAK i PO CO chcą zrobić
            feministki.
            • suzume Re: przepis na szczęście powszechne, czyli....... 06.11.02, 10:58
              Gość portalu: tad napisał(a):

              > Z tego co piszesz wynika, iż, uważasz, że najważniejsze zmiany już nastąpiły
              > i resztę trzeba zostawić biegowi wypadków.

              bardziej chodziło mi o to, dotychczasowe zmiany zaszły bez tak dramatycznych
              odwołań do inżynierii społecznej

              > Świetnie, tylko, że dla sporej częsci feministek to za mało.

              zawsze na świecie znajdzie się ktoś, dla kogo stan obecny (jaki by nie był) to
              za mało - stąd właśnie biorą się wynalazcy, myśliciele, wodzowie i tyrani

              > Pozostały bariery mentalne. Zniesienie barier formalnych wymagało głównie
              > zmian legislacyjnych. Oczywiście potrzebna była tu poprzedzająca zniesienie
              > barier formalnych, zmiana mentalna, ale ta, ograniczona była do elit, które
              > miały wpływ na legislację.

              i nadal tylko w ten sposób możemy wpływać na społeczństwo - poprzez elity. a z
              drugiej strony, często podkreślasz, że wśród przeciętnych (albo wręcz prostych
              kobiet) nie ma feministek. przypominam Ci, że sufrażystki też nie były
              szwaczkami, pomywaczkami, żonami chłopów i rzemieślników... tu też impuls do
              zmiany wyszedł od elit.

              > To, czego chcą feministki teraz, to powszechna zmiana mentalności, czyli -
              > jak pisałem - przebudowa świadomości społecznej. Otóż, ta przebudowa i w TYM
              > akurat obszarze, o jaki chodzi feministkom, jest czymś ZUPEŁNIE innym, niż
              > znoszenie barier formalnych.

              oczywiście, że innym. ale nie zapierałabym się, że niemożliwym. świat jaki
              znamy teraz przekracza wyobrażenia naszych rówieśników sprzed stu lat. tylko,
              znowu powtórzę, nic na siłę.

              > Zula np. postuluje tu potrzebę zniesienia "polaryzacji rodzajów", a
              > drogą mają być mn. działana z zakresu socjotechniki wychowania, a to już nie
              > są śmichy - chichy, tylko pomysł dość radykalny.

              co rozumiesz pod hasłem 'socjotechnika wychowania'?

              > O co chodzi mi w tym wątku - chciałbym wiedzieć CO, JAK i PO CO chcą zrobić
              > feministki.

              no i super, ale nie dramatyzuj aż tak. naprawdę wierzysz aż tak głęboko w
              inżynierię społeczną?
              • Gość: tad Re: przepis na szczęście powszechne, czyli....... IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 06.11.02, 16:01
                suzume napisała:


                > co rozumiesz pod hasłem 'socjotechnika wychowania'?

                Nic specjalnego. Właściwie tyle, co pod hasłem "socjotechnika", tyle,
                że "socjotechnika wychowania" składa się z 2 słów, więc robi 2 razy większe
                wrażenie.


                > no i super, ale nie dramatyzuj aż tak. naprawdę wierzysz aż tak głęboko w
                > inżynierię społeczną?

                Nie. Ale wierzę, że istnieją ludzie, którzy w nią wierzą, i że mogą mieć ochotę
                spróbować jak to działa.
                >
            • Gość: zula ???? IP: *.leased-02.binet.pl 06.11.02, 19:39
              Zula np. postuluje tu potrzebę zniesienia "polaryzacji rodzajów", a
              >
              > drogą mają być mn. działana z zakresu socjotechniki wychowania, a to już nie

              >
              > śmichy - chichy, tylko pomysł dość radykalny.

              co to za kurioza mi przypisujesz? to, ze uwazam, że elementarze nie powinny
              zawierać tekstów w rodzaju "kazia karmi kurki, a kubuś chce być astronautą" i
              tak przez 100 stron, jest przywróceniem dzieciństwa dzieciom. ot co. nie wiem,
              co w tym radykalnego (?)
          • pwrzes Re: przepis na szczęście powszechne, czyli....... 05.11.02, 22:34
            suzume napisała:

            > wiesz co? jakoś nie wierzę, że po wprowadzeni uparytetów objawią nam się
            nagle
            > młode i zdolne 'polityczki' dotychczas tłumione przez samców. przykład ligi
            > rodzin polskich powinien otrzeźwić najzagorzalszych zwolenników
            > równoumandatowienia - przecież to, co te kobity plotą z mównicy woła o pomstę
            > do nieba i jest najlepszym dowodem na to, że baby się do polityki nie nadają.

            A tu sie nie zgodze z toba. Nie jestem fanem LPR-u ale pamietam program Olejnik
            gdzie wystepowala pani Jaruga-Nowacka, Krzyzanowska (o ile dobrze pamietam,
            troche dawno to bylo) i wlasnie poslanka z LPR ( no tu juz nie pamietam za nic
            nazwiska). I to wlasnie poslanka LPR byla najspokojniejsza osoba podczas
            dyskusji, nie zacietrzewiala sie tylko przekazywala swoje argumenty (inna
            kwestia czy sie z nimi zgadzamy oczywiscie) i wykazywala ze nie jest jej
            potrzebna ustawa o rownosci ( ten temat zawsze powroci;)), bo ona i bez ustawy
            zostala poslanka. A tak przy okazji: sposob w jaki pani Jaruga komentowala
            slowa poslanki LPR-u i jej swiatopoglad wolal o pomste do nieba. Cos w stylu:
            ale pani jest glupia, ja pani daje taka piekna ustawe a pani ja odrzuca, jak
            tak mozna, przeciez to dla twego dobra glupia kwoko - nieladne to bylo oj
            nieladne :-/

            Mors
            • Gość: Malwina Re: przepis na szczęście powszechne, czyli....... IP: *.w.club-internet.fr 05.11.02, 23:49
              o znakomitym parytecie porozmawiamy wtedy gdy wszyscy beda uwazac za normalne
              ze w reprezentacjach (wszelkich) kobiet jest 60 % kretynek zupelnie tak samo
              jak w reprezentacjach mezczyzn.
              z powazaniem
              (dla zdrajczyn tez ;-)
              • suzume Re: przepis na szczęście powszechne, czyli....... 06.11.02, 11:14
                Gość portalu: Malwina napisał(a):

                > o znakomitym parytecie porozmawiamy wtedy gdy wszyscy beda uwazac za normalne
                > ze w reprezentacjach (wszelkich) kobiet jest 60 % kretynek zupelnie tak samo
                > jak w reprezentacjach mezczyzn.

                a tak nie jest? ludzie jako masa nie są specjalnie lotni :)

                > z powazaniem
                > (dla zdrajczyn tez ;-)

                pozdrowienia od szpiega z krainy deszczowców ;)
            • suzume Re: przepis na szczęście powszechne, czyli....... 06.11.02, 11:11
              masz rację - też słuchałam tej dyskusji. pani jaruga dała ciała kompletnie.

              ale z kolei pani posłanka wypowiadająca się w imieniu oburzonego lpr (też nie
              pamiętam nazwiska) po usunięciu janowskiego była żenująca. akurat utkwiła mi w
              pamięci, bo takiego przykłady bezgranicznej głupoty i warcholstwa dawno nie
              słyszałam. wiem też, że już kilka razy złapałam się na tym, że myśląc 'boże, co
              ta baba plecie' patrzyłam na posłankę lpr. nie chodzi mi tu o poglądy, ale o
              sposób argumentacji, przywoływanie przykładów i ogólną logikę - i wszystko to
              można robić bardzo spokojnie, bez emocji. panie takie jak ta z programu p.
              olejnik są jednak tylko chwalebnymi wyjątkami.
              • pwrzes Re: przepis na szczęście powszechne, czyli....... 06.11.02, 12:11
                suzume napisała:


                > ale z kolei pani posłanka wypowiadająca się w imieniu oburzonego lpr (też nie
                > pamiętam nazwiska) po usunięciu janowskiego była żenująca. akurat utkwiła mi
                [ciach o poslance]
                > można robić bardzo spokojnie, bez emocji. panie takie jak ta z programu p.
                > olejnik są jednak tylko chwalebnymi wyjątkami.

                Ale ta sprawa to juz nie na to forum chyba ;-)

                Mors
    • Gość: barbinator Re: przepis na szczęście powszechne, czyli....... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 06.11.02, 10:09
      Ja myślę, że równouprawnienie ma się w Polsce całkiem nieźle. Bariery formalne
      praktycznie już nie istnieją. Bariery mentalne – owszem, są, ale nieporównanie
      mniejsze niż jeszcze chociażby 20 lat temu. Czasami jak tak sobie czytam posty
      niektórych panów na tym forum, to mam wrażenie, że żyjemy na innych planetach.
      Na ich planecie społeczeństwo składa się wyłącznie z patriarchalnych mężczyzn i
      tzw. normalnych kobiet plus niewielka, choć krzykliwa grupa feministek, które i
      tak wszyscy olewają. Na mojej planecie zmiany na lepsze zachodzą szybko.
      Jeszcze moja mama i jej rówieśnice była typem żony usługującej mężowi. W jej
      pokoleniu małżeństwa partnerskie prawie się nie zdarzały, nawet wśród kobiet
      takich jak ona – wykształconych i wykonujących odpowiedzialny zawód. W moim
      pokoleniu wśród kobiet wykształconych żona typu "room service" już prawie się
      nie zdarza, gorzej jest wśród niewykształconych i pracujących fizycznie.
      Natomiast obecne dwudziestolatki, nawet te pracujące fizycznie coraz częściej
      przyjmują małżeństwo partnerskie jako rzecz naturalną, przy czym to
      zdroworozsądkowe podejście dotyczy to zarówno kobiet jak i mężczyzn. W sumie
      jak tak dalej pójdzie, to o zaletach społeczeństwa patriarchalnego będzie można
      sobie co najwyżej poczytać w archiwum forum feminizm, bo w rzeczywistości
      niewirtualnej nikt już o nim nie będzie pamiętał....
      No, może ten mój opis jest troszeczkę zbyt optymistyczny, ale naprawdę – tylko
      troszeczkę.

      Właśnie dzisiaj moja lokalna gazeta podała wyniki ostatnich wyborów do rad
      miasta i powiatu. Na 23 radnych miejskich w kadencji 2002-2006 będziemy mieli 7
      kobiet, czyli ok. 30%. W Radzie Powiatu jest podobnie. I to jest wynik bez
      żadnych parytetów czy innych preferencji! W dodatku sprawdziłam, jaki był
      odsetek kobiet na listach wyborczych i tutaj zaskoczenie – było ich procentowo
      mniej niż kobiet ostatecznie wybranych (ok. 20-25%) To chyba znaczy, że wyborcy
      chętniej wybierali kobiety niż mężczyzn, prawda? Pozostaje zgadywać, czy
      wyborcy działali pod wpływem feministycznej inżynierii społecznej, czy po
      prostu te kobiety były ich zdaniem, lepszymi kandydatami? Ja myślę, że to
      drugie....

      Pozdrawiam, B.
      • maciej.k1 wybory 06.11.02, 11:23
        Nie wiem, czego to dowodzi... Chyba tylko tego, że parytety są zbędne, a
        kobiety powinny po prostu nauczyć się przekonywać wyborców do siebie.
        Nb. ja wyborach samorządowych głosowałem m.in. na dwie kobiety, ale one nie są
        feministkami.... :-)
        Pozdrawiam -
        • Gość: barbinator Re: wybory IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 06.11.02, 12:41
          maciej.k1 napisał:

          > Nie wiem, czego to dowodzi... Chyba tylko tego, że parytety są zbędne, a
          > kobiety powinny po prostu nauczyć się przekonywać wyborców do siebie.
          > Nb. ja wyborach samorządowych głosowałem m.in. na dwie kobiety, ale one nie

          > feministkami.... :-)
          > Pozdrawiam -

          Miło jest mi raz dla odmiany się z tobą zgodzić. Tak, to dowodzi tego, że
          parytety ZAPEWNE są zbędne, bo kobiety i bez nich zaczynają sobie radzić w
          polityce. Na razie na nizszych szczeblach, ale za parę lat kto wie?...
          Może nawet będziemy mieli kobiete-prezydenta? I wcale niekoniecznie muszę to
          być ja, z tym "barbinator na prezydenta" to ja tak sobie żartowałam :-))
          Pozdrawiam, B.
          • Gość: tad JESTEM ZDUMIONY IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 06.11.02, 15:59
            I jak tu się nie dziwić? Od roku dowiaduję się tutaj, że "kultura nie daje
            sobie rady", że "albo zmiana, albo narkotyki", że "kobiety niewiele od
            społeczeństwa dostają", że "feminizm jest jak walka o wyzwolenie niewolników",
            że system uciska kobiety na 1000 sposobów od kołyski do grobu, że w Polsce
            patriarchat szaleje itd, itp, a tu nagle okazuje się, że właściwie nie trzeba
            przeprowadzać, żadnej systemowej zmiany, i że "równouprawnienie w Polsce ma się
            nieźle"? Czy aby cały ten "feminizm" nie jest zwykłym babskim narzekaniem,
            tyle, że wyrażonym specjalnym żargonem?

            Wobec tych rewelacji mam inne pytanie:
            Co Panie sądzą o tym, co etatowe feministki mówią o opresyjności "systemu", i o
            ich pomysłach na zmianę tej sytuacji (np - projekt ustawy "zrównującej")?
            • Gość: barbinator Re: JESTEM ZDUMIONY IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 06.11.02, 18:19
              Gość portalu: tad napisał(a):

              > I jak tu się nie dziwić? Od roku dowiaduję się tutaj, że "kultura nie daje
              > sobie rady", że "albo zmiana, albo narkotyki", że "kobiety niewiele od
              > społeczeństwa dostają", że "feminizm jest jak walka o wyzwolenie
              niewolników",

              Od niedawna bywam na tym forum więc nie wiem, czy te cytaty to od ciebie z
              głowy, czy naprawdę któraś z bywalczyń powiedziała, że "feminizm jest jak walka
              o wyzwolenie niewolników" (która?)
              Czy wiesz, co to są pokazy mody "haute cuture" (pewno źle to napisałam, nie
              znam francuskiego) To są takie pokazy z ciuchami nie do chodzenia na codzień,
              tylko do oglądania celem zaczerpnięcia inspiracji. Jedni się tym zachwycają
              (ach jakie to awangardowe) inni śmieją, jeszcze inni gapią z rozdziawioną
              buzią, bo nic z tego nie kumają (gołe cycki przykryte workiem foliowym - to ma
              być moda?? - ruja i porubstwo a nie moda, tfu :-) Rzecz w tym, że z tych
              pokazów zawsze coś trafia do zwykłej mody, takiej dla ludzi.
              Dokładnie tak samo jest z feminizmem. Nie ma znaczenia, że wiekszość kobiet nie
              jest feministkami czy nawet że jest im niechętna - tak jak większość kobiet za
              nic nie włożyłaby na siebie wspomnianych kreacji. Wazne jest, że to co mówia
              feministki stopniowo do tzw. normalnych kobiet trafia i jest realizowane w
              życiu. Tak jak do zwykłej, codziennej mody trafiają niektóre elementy "haute
              cuture".


              > że system uciska kobiety na 1000 sposobów od kołyski do grobu, że w Polsce
              > patriarchat szaleje itd, itp, a tu nagle okazuje się, że właściwie nie trzeba
              > przeprowadzać, żadnej systemowej zmiany, i że "równouprawnienie w Polsce ma
              się
              >
              > nieźle"?

              Zauważ, że ja nie napisałam, że wszystko jest już cudnie i mamy pełne
              równouprawnienie. Uważam jednak, że korzystne dla kobiet przemiany następują na
              tyle szybko, że nie trzeba nam żadnych zabiegów soc-inżynieryjnych w
              celu "wprowadzenia w życie zasad feminizmu"


              Czy aby cały ten "feminizm" nie jest zwykłym babskim narzekaniem,
              > tyle, że wyrażonym specjalnym żargonem?
              >
              > Wobec tych rewelacji mam inne pytanie:
              > Co Panie sądzą o tym, co etatowe feministki mówią o opresyjności "systemu",

              > Ja nic nie sadzę, bo nie wiem co one o tym mówią ani co to dokładnie jest.
              Ale chętnie się dowiem.
              Pozdrawiam, B.



              • Gość: zula barbie IP: *.leased-02.binet.pl 06.11.02, 20:05
                > Od niedawna bywam na tym forum więc nie wiem, czy te cytaty to od ciebie z
                > głowy, czy naprawdę któraś z bywalczyń powiedziała, że "feminizm jest jak
                walka o wyzwolenie niewolników" (która?)

                no własnie, która? wydaje mi się, że tad jest najbardziej naburmuszoną osobą na
                forum:-) i do tego obrazona na kulturę:-)bo feminizm to rówmniez produkt naszej
                (patriarchalnej wszakże) kultury:-)
                ja czuję się dziś super, i robię sobie przerwę od maltretowanych kobiet, samców
                i ich kierowanej reprodukcją agresji. i myślę sobie, że jeśli dalej będzie tak
                fajnie, to moze wyjadę na wieś i będę tam pasać kozy...;-)nosić niemodne
                ubrania:-)

                > Czy wiesz, co to są pokazy mody "haute cuture" (pewno źle to napisałam, nie
                > znam francuskiego) To są takie pokazy z ciuchami nie do chodzenia na codzień,
                > tylko do oglądania celem zaczerpnięcia inspiracji. Jedni się tym zachwycają
                > (ach jakie to awangardowe) inni śmieją, jeszcze inni gapią z rozdziawioną
                > buzią, bo nic z tego nie kumają (gołe cycki przykryte workiem foliowym - to
                ma
                > być moda?? - ruja i porubstwo a nie moda, tfu :-) Rzecz w tym, że z tych
                > pokazów zawsze coś trafia do zwykłej mody, takiej dla ludzi.

                czy może ogladałaś wywiad z arkadiusem:-)?

                > Dokładnie tak samo jest z feminizmem. Nie ma znaczenia, że wiekszość kobiet
                nie jest feministkami czy nawet że jest im niechętna - tak jak większość kobiet
                za > nic nie włożyłaby na siebie wspomnianych kreacji. Wazne jest, że to co
                mówia feministki stopniowo do tzw. normalnych kobiet trafia i jest realizowane
                w życiu. Tak jak do zwykłej, codziennej mody trafiają niektóre elementy "haute
                > cuture".

                bardzo bardzo słuszna analogia. ja bardzo się cieszę, że zyję akurat w tych
                czasach, tzn jest mnóstwo minusów, ale gdy spojrzymy przez ramię na nie tak
                odległą historię, to ciarki biegna po plecach....bardzo się cieszę ze kobiety z
                dnia na dzień są coraz bardziej wykształcone, docenione, nie muszą uciekać sie
                jedynie do małzeństwa jako drogi do sukcesu...że mężczyźni moga już nie być
                100% maczo i mogą nawiązywać prawdziwe kontakty z rodziną. denerwuje mnie tylko
                to, że kobiety które są świadome, znają historię, mówią, że same wszystko
                osiagnęły, że emancypacja to jakieś fiu fiu. już wolałabym nic nie wiedzieć i
                przyjąć teraźniejszość z naiwnym uśmiechem.
                • Gość: tad Re: barbie IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 06.11.02, 20:25

                  > > Dokładnie tak samo jest z feminizmem. Nie ma znaczenia, że wiekszość kobie
                  > t
                  > nie jest feministkami czy nawet że jest im niechętna - tak jak większość
                  kobiet
                  >
                  > za > nic nie włożyłaby na siebie wspomnianych kreacji. Wazne jest, że to co
                  > mówia feministki stopniowo do tzw. normalnych kobiet trafia i jest
                  realizowane
                  > w życiu. Tak jak do zwykłej, codziennej mody trafiają niektóre
                  elementy "haute
                  > > cuture".
                  >
                  > bardzo bardzo słuszna analogia.

                  Słowem - feministka może palnąć każdą bzdurę.
                  • Gość: zula Re: barbie IP: *.leased-02.binet.pl 06.11.02, 20:28
                    KAŻDY może palnąć bzdurę
                • Gość: barbinator Re: barbie IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 08.11.02, 08:35
                  Gość portalu: zula napisał(a):

                  > >
                  > bardzo bardzo słuszna analogia. ja bardzo się cieszę, że zyję akurat w tych
                  > czasach, tzn jest mnóstwo minusów, ale gdy spojrzymy przez ramię na nie tak
                  > odległą historię, to ciarki biegna po plecach....bardzo się cieszę ze kobiety
                  z
                  >
                  > dnia na dzień są coraz bardziej wykształcone, docenione, nie muszą uciekać
                  sie
                  > jedynie do małzeństwa jako drogi do sukcesu...że mężczyźni moga już nie być
                  > 100% maczo i mogą nawiązywać prawdziwe kontakty z rodziną. denerwuje mnie
                  tylko
                  >
                  > to, że kobiety które są świadome, znają historię, mówią, że same wszystko
                  > osiagnęły, że emancypacja to jakieś fiu fiu. już wolałabym nic nie wiedzieć i
                  > przyjąć teraźniejszość z naiwnym uśmiechem.

                  Tak, mnie też takie paniusie irytują - jak zresztą irytuje każda bezmyślność.
                  Mam wrażenie, że one tak strasznie się boją, by ktoś nie wziął ich za
                  feministki, że przeszkadza im to samodzielnie myśleć.
                  Bo jaka jest feministka, to każdy wie - jest brzydka, gada głupio, włosy jej
                  rosną na całym ciele jak wilkołakowi a jej jedyne hobby to palenie staników....
                  No i co się kobitkom dziwić, że nie chcą w męskich oczach tak wyglądać? Tym
                  głupim, to nawet wybaczam, ale od mądrych, wykształconych kobiet to jednak
                  wymagam trochę więcej....
                  Pozdrawiam, B.
                • Gość: maly.k Re: barbie IP: *.BrockU.CA 08.11.02, 15:58
                  Gość portalu: zula napisał(a):

                  > to, że kobiety które są świadome, znają historię, mówią, że same wszystko
                  > osiagnęły, że emancypacja to jakieś fiu fiu. już wolałabym nic nie wiedzieć i
                  > przyjąć teraźniejszość z naiwnym uśmiechem.
                  Bo tez i historyczna rola sufrazystek, no wiecie, calej tej 'walki',
                  tych 'kobiet walczacych o rownouprawnienie' jest znacznie przeceniana. Coz,
                  kazdy ruch potrzebuje swoich swietych. Feminizm tez.

                  Pozdrawiam,

                  mk.
          • Gość: zula Re: wybory IP: *.leased-02.binet.pl 06.11.02, 19:43
            tu i ja, dla odmiany, się zgodzę:-)
            • Gość: tad Hierarchia feministyczna IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 11.11.02, 14:13
              Wymiana zdań na temat kobiet pomiędzy Zulą a Barbinator, jest niezwykle cenna,
              pozwala bowiem stworzyć zarys "hierarchii feministycznej", na wzór dawnych
              uczonych teologów tworzących opisy hierarchii niebiekich i piekiwlnych. W
              hierarchii feministycznej kobiety dzielą się na:
              1. Ciemną masę, ogłupionych przez system nieszczęsnych istot, do których
              feministki odnoszą się z mieszaniną litosci, współczucia i pogardy ("tym głupim
              to nawet wybaczam" - jak napisała Barbinator). Ta masa to przedmiot działań
              feministek, rodzaj "ludzkiego błota", z ktorego chcą one ulepić "Kobietę
              Feministyczną".
              2. Zdrajczynie - "mądre i wykształcone" (Barbinator), "kobiety świadome"
              (Zula), które nie są feministkami - te "denerwują", "irytują", nie zasługują na
              wybaczenie, zasługują tylko na pogardę.
              3. Oświecone - czyli feministki, mające po swojej stronie całe Piękno, Dobro i
              Prawdę tego świata.
              Ta hierarcia potrzebuje swojego Diabła. Jest nim "system", właściwie bezosobowy
              (choć mający swych funkcjonariuszy i instytucje) i wszechobecny. To on trzyma
              kobiecą masę w niewoli i to z nim walczą Oświecone.
              • Gość: Malwina Re: Hierarchia feministyczna IP: *.w.club-internet.fr 11.11.02, 14:26
                odkryje przed wami tajemnice....
                powiem wam co was czeka w zwiazku z parytetem bo w fr juz przerabialismy
                wiec parytetowi towarzysza (rownolegle czy z opoznieniem) przedsiewziecia
                legalne i zachety finansowe i zmiany polityk roznych (od spraw rodziny,
                edukacyjnej) ktore przede wszystkim maja ulatwic PRAKTYCZNIE dostep kobiet do
                polityki i innego udzielania sie.
                Bo kto do cholery pilnuje dzieci jak pani radna na zebraniu ?!
                A wy mysleliscie ze to taka ideologia dla ideologii, ot tak dla piekna gestu
                zeby sie baby cieszyly ze sie o nich mysli ?! -ooo , biedni jestescie, zmiany
                nadejda wielkim krokiem i nie ma co sie bic z feminizmem, za pozno, za
                pozno.... -;))))))))
                • Gość: tad Re: Hierarchia feministyczna IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 11.11.02, 14:30
                  Gość portalu: Malwina napisał(a):

                  > odkryje przed wami tajemnice....
                  > powiem wam co was czeka w zwiazku z parytetem bo w fr juz przerabialismy
                  > wiec parytetowi towarzysza (rownolegle czy z opoznieniem) przedsiewziecia
                  > legalne i zachety finansowe i zmiany polityk roznych (od spraw rodziny,
                  > edukacyjnej) ktore przede wszystkim maja ulatwic PRAKTYCZNIE dostep kobiet do
                  > polityki i innego udzielania sie.
                  > Bo kto do cholery pilnuje dzieci jak pani radna na zebraniu ?!
                  > A wy mysleliscie ze to taka ideologia dla ideologii, ot tak dla piekna gestu
                  > zeby sie baby cieszyly ze sie o nich mysli ?! -ooo , biedni jestescie, zmiany
                  > nadejda wielkim krokiem i nie ma co sie bic z feminizmem, za pozno, za
                  > pozno.... -;))))))))

                  I wszystko to pokazuje jak bardzo trzeba "równość" na ludziach WYMUSZAĆ.
                  • Gość: Malwina Re: Hierarchia feministyczna IP: *.w.club-internet.fr 11.11.02, 14:31
                    oczywiscie ! bo istnieja milionami tacy jak ty !
                    • Gość: Maciej przymus czy wolność wyboru? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 11.11.02, 16:40
                      Gość portalu: Malwina napisał(a):

                      > oczywiscie ! bo istnieja milionami tacy jak ty !

                      ...zgadzając się, że feminizm trzeba wprowadzić pod przymusem. A co z osławioną
                      wolnością wyboru dla kobiet i mężczyzn, którzy nie chcą feminizmu?

                      Pozdrawiam -
                      • malwinamalwina Re: przymus czy wolność wyboru? 11.11.02, 16:47
                        ubijemy, zadepczemy, zbombardujemy (bo przeciez znane jest na calym swiecie ze
                        kobiety posluguja sie wlasnie takimi metodami !)
                        • Gość: Maciej prawdziwe oblicze feminizmu IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 11.11.02, 17:45
                          malwinamalwina napisała:

                          > ubijemy, zadepczemy, zbombardujemy (bo przeciez znane jest na calym swiecie
                          ze
                          > kobiety posluguja sie wlasnie takimi metodami !)

                          To własnie jest prawdziwe oblicze feminizmu - agresja, nienawiść oraz chęć
                          stosowania przymusu wobec wszystkich myślacych inaczej.
                          Pozdrawiam -
                          • ququryqu żelbeton i autoreflaksja 11.11.02, 18:24
                            Gość portalu: Maciej napisał(a):


                            >
                            > (...)oraz chęć
                            > stosowania przymusu wobec wszystkich ___myślacych inaczej___.

                            coś jak: sprawni inaczej, kochający inaczej itp.

                            szybko się uczy skubany co jest wart! jak na żelbeton to z zawrotną prdędkością

                            • malwinamalwina Re: żelbeton i autoreflaksja 11.11.02, 22:47
                              nooo, powiedzcie mi ze ja snie i ze zelbeton ma takie poczucie humoru !!!!
                              ze to tylko zart !! a w rzeczywistosci on zrozumial !!!!!!!!!
                              no nieeeee.....
                        • Gość: maly.k Re: przymus czy wolność wyboru? IP: *.BrockU.CA 12.11.02, 17:23
                          malwinamalwina napisała:

                          > ubijemy, zadepczemy, zbombardujemy
                          Jak maja okazje... Czy wydaje Ci sie, ze lagodnosc obyczajow to cecha plci?

                          Pozdrawiam,

                          mk.
                    • Gość: tad Re: Hierarchia feministyczna IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 12.11.02, 16:49
                      Gość portalu: Malwina napisał(a):

                      > oczywiscie ! bo istnieja milionami tacy jak ty !

                      Niestety Malwinko - taki to już jest ten cholerny pech wszystkich miłośników
                      ideologii - działałyby one świetnie, gdyby nie.....ludzie.
                      • malwinamalwina Re: Hierarchia feministyczna 12.11.02, 16:55
                        ciebie naprawde trzeba odbetonowac czy w dalszym ciagu zartujesz ?
                        • Gość: tad Re: Hierarchia feministyczna IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 12.11.02, 18:42
                          malwinamalwina napisała:

                          > ciebie naprawde trzeba odbetonowac czy w dalszym ciagu zartujesz ?

                          Napisałaś, że byłoby świetnie, gdyby na drodze nie stały "miliony ludzi". To
                          typowe dla czcicieli ideologii. Czyż nie w tym samym guście wypowiadał się
                          tow. Mao, mówiąc, "Niech zginie pół ludzkości, byle drugie pół zbudowało
                          komunizm"?
                          • Gość: tad do Malwiny IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 13.11.02, 19:18
                            Mam pytanie: czy naprawdę popierasz ideę "parytetów"? A jeśli tak, to dlaczego?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka