kochanica-francuza
18.03.06, 22:30
wklejone z pewnego bloga za pozwoleniem autora:
"Oglądanie porodu to rodzaj nowej pornografii, do której zmusza mężczyzn
ogromna machina propagandowa" - uważa jeden z ojców, bohaterów reportażu
Mikołaja Lizuta w "Wysokich Obciachach".
Faktycznie, jeśli współczesny mężczyzna postrzega swoją partnerkę jako ciało
bez skazy, może dojść do poważnych komplikacji w jego nowomodnym życiu.
Mężczyźni od dzieciństwa uczeni są podglądactwa. Ciało kobiety to takie coś,
co można podejrzeć, czasem dotknąć, ale generalnie panują tam mrok i tajemnica
skryte za zasłoną milczenia. Ona miewa te dni. Kiedy się ona myje, jak ona
pachnie i kiedy ona robi kupę, to są pytania przekraczające granice wyobraźni
statystycznego m. To ona goli nogi, gdy mnie nie ma? To ona w ogóle ma tam włosy?
Problem szerszy to obserwacja, że nam w ogóle nasza fizjologia wydaje się
współcześnie odrażająca. Od osiemnastego wieku kultura chowa przed nami
tajemnice ciała i wydzielin. Kupa, mocz, plwociny, wymiociny, smarki, no i -
krew, to wzbudzajce panikę - szczególnie u m. - lepkie substancje. A co kryje
się w środku nas? A gdyby tak wywinąć naszą partnerkę, tak aby ukazała się nam
skóra obwieszona wnętrznościami? Robi się słabo. Antidotum dla pornoamatorów:
wyobraźmy sobie różowiutkie, wydepilowane i wypięte aktorki powywijane nagle w
kopulacyjnym zapale na drugą stronę.
Ponieważ te sprawy się przed ludźmi ukrywa, a przed m. jakby bardziej,
uciekamy też od narodzin i śmierci, gdy kontakt z fizjologią jest tak
namacalny, że aż nie do odrzucenia. Umieramy w szpitalu. Rodzimy się w szpitalu.
No i jak tu wyzwolony, nowoczesny warszawiak ma nie iść na poród swojej
partnerki? Przecież to obciach. Na sali tabu zamienia się nagle w wnętrzności
wychodzące z jej pochwy. To naprawdę zbyt szokowa rewolucja dla podglądacza.
Wystylizowana pornografia kolorowych pism znajduje się gdzieś daleko, na
odległym biegunie, gdzie króluje fantazmat sterylnej i gładziutkiej kobiety.
M. pada na posadzkę. M. żałuje, że się zdecydował.