Dodaj do ulubionych

pytanie do Sebastiana - manifesta

10.02.03, 10:32
jak to z Wami jest?...

Sebastian pisal w jednym watku, ze popiera
zalegalizowanie malzenstw homoseksualnych (z ewentualna
zmiana nazwy "instystucji").

z drugiej zas strony, skrytykowal "bolesnie" manifeste
ferministyczna, nazywajac ja glupia.
a przeciec ta wlasnie manifesta postuluje, miedzy
innymi, prawo do zawierania legalnych zwiazkow przez
pary homoseksualne.
czyli nazywa "glupota" takze wlasne poglady.
dodam, ze Sebastian nie krytykowal kawalkow manifesty
punkt po punkcie, ale wyrazil sie o calej w bodajze 4
slowach, z naciskiem na "glupie".

to co krytykowal?
manifeste, bo feministyczna?
styl manifesty?
wlasne poglady?

w sumie mnie to bardzo zaciekawilo.

mam jeszcze jedno pytanie do Sebastiana (na poczatek,
tak w ogole mam kilka): czy jestes za legalnoscia
aborcji, czy tez za obecna ustawa antyaborcyjna?
i nie jest to pytanie "znienacka" i nie na temat. otoz
aborcja jest kolejnym z tematow poruszanym przez
manifeste.

czekam na odpowiedz.
Obserwuj wątek
    • Gość: Sebastian Re: pytanie do Sebastiana - manifesta IP: *.tele2.pl 10.02.03, 12:47
      sagan2 napisała:

      > jak to z Wami jest?...
      >
      > Sebastian pisal w jednym watku, ze popiera
      > zalegalizowanie malzenstw homoseksualnych (z ewentualna
      > zmiana nazwy "instystucji").
      >
      > z drugiej zas strony, skrytykowal "bolesnie" manifeste
      > ferministyczna, nazywajac ja glupia.
      > a przeciec ta wlasnie manifesta postuluje, miedzy
      > innymi, prawo do zawierania legalnych zwiazkow przez
      > pary homoseksualne.
      > czyli nazywa "glupota" takze wlasne poglady.
      Lepper kiedyś wypowiedzial sie pozytywnie o podatku liniowym.
      Czy w związku z tym nie moge go krytykowac bo w ten sposób krytykuję swoje
      poglądy (też jestem zwolennikiem podatku liniowego)
      > dodam, ze Sebastian nie krytykowal kawalkow manifesty
      > punkt po punkcie, ale wyrazil sie o calej w bodajze 4
      > slowach, z naciskiem na "glupie".
      >
      > to co krytykowal?
      > manifeste, bo feministyczna?
      > styl manifesty?
      > wlasne poglady?
      Krytykowałem styl i większośc poglądów autorek manifesty.
      Ponadto jeśli chodzi o poparcie dla małżeństw homoseksualnych moje poparcie
      dotyczy ułatwień, nazwijmy to, administracyjno-organizacyjnych nie zas ułatwień
      o charakterze przywileju np. przywileje podatkowe. Ten drugi rodzaj ułatwień
      nie podoba mi się nawet w przypadku małżeństw heteroseksualnych i najchętniej
      bym je zlikwidował.
      Feministki natomiast traktują pewne przywileje (np. przywilej płacenia niższych
      podatków) jako coś oczywistego ich wizja polega na tym by te przywileje
      rozszerzać na inne grupy społeczne.
      Dlatego moja akceptacja dla wprowadzenia rejestrowanych związków
      homoseksualnych nie jest równoznaczna z poparciem dla każdego pomysłu z tym
      związanego.
      Chcesz wiedzieć więcej nt. moich poglądów?
      Pytaj.
      Ale nie oceniaj ich przed uzyskaniem mojej odpowiedzi.

      > mam jeszcze jedno pytanie do Sebastiana (na poczatek,
      > tak w ogole mam kilka): czy jestes za legalnoscia
      > aborcji, czy tez za obecna ustawa antyaborcyjna?
      > i nie jest to pytanie "znienacka" i nie na temat. otoz
      > aborcja jest kolejnym z tematow poruszanym przez
      > manifeste.
      Aborcja powinna byc dopuszczalna, choć - to chyba jasne - należy ją nazwać złem.
      Temat aborcji jest tematem - rzeką i nie streszczę tu w jednym zdaniu całości
      moich poglądów.
      Ale w skrócie moge powiedzieć że moje poglądy opierają się na założeniu, że
      płód do któregoś miesiąca ciąży nie jest w stanie żyć poza organizmem matki .
      Najnowocześniejsze inkubatory przydają się od 7-mego, może 6-tego miesiąca
      ciąży. (może ktś ma jakies dokładniejsze informacje)
      Tak więc w początkowym okresie ciąży płód jest częścią organizmu matki.
      Traktowanie płodu jako człowieka wymagałoby przewrócenia do góry nogami całego
      prawa co teoretycznie jest możliwe ale zwolennikom zakazu aborcji jakoś wcale
      do tego nie śpieszno.
      Bo wcale tak na prawde nie uważają płodu za człowieka.
      Taki jest punkt wyjścia do moich poglądów.
      • sagan2 Re: pytanie do Sebastiana - manifesta 10.02.03, 13:25
        Gość portalu: Sebastian napisał(a):


        > Lepper kiedyś wypowiedzial sie pozytywnie o podatku
        > liniowym.
        > Czy w związku z tym nie moge go krytykowac bo w ten
        > sposób krytykuję swoje poglądy (też jestem zwolennikiem
        > podatku liniowego)

        ale w takim razie wypadaloby powiedziec, ze wiekszosc
        pogladow lepper jest glupich, choc zdarzaja sie i inne.
        nie mialabym nic przeciwko, gdybys napisal, ze ta
        manifesta to w wiekszosci glupoty, choc znajda sie tam i
        porzadane postulaty.


        > Krytykowałem styl i większośc poglądów autorek
        > manifesty.

        to dokladnie to trzeba bylo napisac ;)

        > Ten drugi rodzaj ułatwień nie podoba mi się nawet w
        > przypadku małżeństw heteroseksualnych i najchętniej
        > bym je zlikwidował.
        > Feministki natomiast traktują pewne przywileje (np.
        > przywilej płacenia niższych podatków) jako coś
        > oczywistego ich wizja polega na tym by te przywileje
        > rozszerzać na inne grupy społeczne.

        tego nie wiem (o feministkach). ale mysle, ze skoro te
        przywileje ma jedna grupa (malzenstwa hetero), to
        wypadaloby je przyznac i drugiej (malzenstwa homo). albo
        zlikwidowac, jak piszesz. ale nie - jednym tak, drugim
        nie.

        > Chcesz wiedzieć więcej nt. moich poglądów?
        > Pytaj.
        > Ale nie oceniaj ich przed uzyskaniem mojej odpowiedzi.

        staram sie nie oceniac. po prostu bylam uczciwie ciekawa,
        bo wydalo mi sie, ze jest troche sprzecznosci w
        *wypowiadaniu* Twoich pogladow (nie twierdze, ze
        sprzecznosci sa w pogladach). czasami mam wrazenie, ze
        ludzie krytykuja wszystko co feministyczne (rowniez
        malzenstwa homoseksuane), choc maja na jakis kawalek
        takie samo zdanie (malzenstwa homo...). i zdaja sie nie
        dostrzegac tej sprzecznosci, ani jej nie wyjasniac (u
        Ciebie tez zauwazylam ta sprzecznosc, ktora teraz sobie
        wyjasniamy).


        > Aborcja powinna byc dopuszczalna, choć - to chyba jasne
        > - należy ją nazwać złem.
        [ciah reszta, ale pamietamy, co pisales]

        czyli znowu pewne postulaty manifesty popierasz (nie
        zwazajac na forme)


        > Najnowocześniejsze inkubatory przydają się od 7-mego,
        > może 6-tego miesiąca ciąży. (może ktś ma jakies
        > dokładniejsze informacje)

        w ostatniej "wiedzy i zycie" jest artykul o wczesniakach.
        jakie-takie szanse przezycia (przy ogromnym nakladzie
        opieki) sa od ok. 22 tygodnia zycia plodu. w ameryce
        dzieci "urodzonych" do 20 tygodnia sie w ogole nie
        ratuje, podaje sie tylko srodki przeciwbolowe i utrzymuje
        w cieple.
        ale i tak smiertelnosc wsrod tych malenstw (dwadziescia
        kilka tygodni) jest dosc duza. no i czesto, jesli
        przezyja, sa na stale uposledzone, fizycznie i/lub
        umyslowo.


        pytanie kolejne ;)

        czy uwazasz, ze w sprawach takich jak zdrada, wiernosc
        malzenska, swobodne zycie seksulane, powinno sie
        traktowac inaczej kobiete i mezczyzna? czy powinno sie
        ich jednakowo potepiac/pochwalac/zostawic w spokoju? czy
        powinno sie stosowac "pojedyncza" (niezalezna od plci)
        moralnosc?
        • Gość: Sebastian Re: pytanie do Sebastiana - manifesta IP: *.tele2.pl 10.02.03, 13:56
          > ale w takim razie wypadaloby powiedziec, ze wiekszosc
          > pogladow lepper jest glupich
          Problem w tym, że u mnie poparcie dla podatku liniowego jest wynikiem
          konsekwentnego światopoglądu zas u Leppera wynikało to z chęci przypodobania
          się kolejnej grupie wyborców.
          Z dużym dystansem podchodze do takich "sojuszników"
          > tego nie wiem (o feministkach). ale mysle, ze skoro te
          > przywileje ma jedna grupa (malzenstwa hetero), to
          > wypadaloby je przyznac i drugiej (malzenstwa homo)
          Ujmując to "przewrotnie" jestem za rozszerzeniem tego przywileju na wszystkich
          ludzi czyli krótko mówiąc jestem za obniżką podatków:-))
          . albo
          > zlikwidowac, jak piszesz. ale nie - jednym tak, drugim
          > nie.
          Problem w tym, że czy Ci się to podoba czy nie większość postulatów feministek
          ma charakter lewicowy.
          Feministki nie będa raczej postulowały zniesienia przywilejów tylko ich
          rozszerzenie na nowe grupy.

          > staram sie nie oceniac. po prostu bylam uczciwie ciekawa,
          > bo wydalo mi sie, ze jest troche sprzecznosci w
          > *wypowiadaniu* Twoich pogladow
          W przypadku manifesty nie miałem ochoty zagłębiac sie w dyskusję.
          Niemniej jednak często na tym forum próbuje podchodzić do pewnych
          problemów "punkt po punkcie" i niestety też niewiele to pomaga w dyskusji z
          niektórymi paniami.

          > pytanie kolejne ;)
          >
          > czy uwazasz, ze w sprawach takich jak zdrada, wiernosc
          > malzenska, swobodne zycie seksulane, powinno sie
          > traktowac inaczej kobiete i mezczyzna? czy powinno sie
          > ich jednakowo potepiac/pochwalac/zostawic w spokoju? czy
          > powinno sie stosowac "pojedyncza" (niezalezna od plci)
          > moralnosc?
          Mój sprzeciw wobec feminizmu dotyczy przede wszystkim jego postulatów prawnych
          dotyczacych przywilejów, ingerencji w swobodę wyborów dokonywanych przez ludzi
          oraz postulaty dotyczące ograniczenia wolności.
          W kwestiach obyczajowych poglądy feministyczne albo mnie nie obchodzą albo
          nawet jeśli mi się nie podobaja to i tak uznaję , że nie mam prawa w nie
          ingerować.
          Mówiąc obrazowo:
          Bardziej przeraża mnie Izabela Jruga-Nowacka niż Kinga Dunin.

          Co do swobody obyczajowej.
          Kobieta ma takie samo prawo do niej jak mężczyzna.
          Ni sądzę, żebyś w tej kwestii mogła mnei złapac na jakiejś niekonsekwencji i
          podwójnej moralności.
          Co prawda uważam, że np. zdrada seksualna w wykonaniu kobiety i w wykonaniu
          mężczyzny to nie to samo ale to po pierwsze wymaga dodania
          określenia "ZAZWYCZAJ" a po drugie ta opinia nie jest opinią "pierwotną"
          Pierwotną opinią jest opinia, że zdrada k i m to to samo.
          To kobiety często wygłaszają poglądy z których wynika, że to właśnie "nie to
          samo"
          • sagan2 Re: pytanie do Sebastiana - manifesta 10.02.03, 16:44
            Gość portalu: Sebastian napisał(a):

            nie chce Cie na niczym lapac. po prostu porozmawiac :)
            i jednak wyjasnic (choc troche) sprawe tej nieszczesnej
            manifesty. bo jak widac z ponizszej wypowiedzi
            "obyczajowej", z kolejnym jej punktem w sumie sie
            zgadzasz. i znow pytanie: czemu nie napisales w swojej
            krytyce manifesty ponizszego zdania, tylko "glupie", choc
            jest w niej nie tylko o zmianach prawnych, ale tez duzo o
            swiatopogladzie (z ktorym w niektorych punktach sie
            zgadzasz, a jak sam twierdzisz, w ktory nie za bardzo
            masz prawo ingerowac)


            > Mój sprzeciw wobec feminizmu dotyczy przede wszystkim
            > jego postulatów prawnych dotyczacych przywilejów,
            > ingerencji w swobodę wyborów dokonywanych przez ludzi
            > oraz postulaty dotyczące ograniczenia wolności.
            > W kwestiach obyczajowych poglądy feministyczne albo
            > mnie nie obchodzą albo nawet jeśli mi się nie podobaja
            > to i tak uznaję , że nie mam prawa w nie ingerować.



            > Co prawda uważam, że np. zdrada seksualna w wykonaniu
            > kobiety i w wykonaniu mężczyzny to nie to samo ale to
            > po pierwsze wymaga dodania określenia "ZAZWYCZAJ" a po
            > drugie ta opinia nie jest opinią "pierwotną"

            moglbys mi to troche jasniej wytlumaczyc?
            czy chodzi o tzw ogole "ustalenie ojcostwa" w wyniku
            zdrady kobiety?
            i czym sie rozni opinia pierwotna od nie-pierwotnej?

            jeszcze raz dodaje - to nie proba lapania Cie na
            czymkolwiek, ciekawia mnie ludzkie poglady na rozne
            sprawy.


            > To kobiety często wygłaszają poglądy z których wynika,
            > że to właśnie "nie to samo"

            tez nie bardzo rozumiem? jak kobiety rozrozniaja zdrady?
            i jak rozroniaja "swobode seksualna"?
            wydawalo mi sie, ze to mezczyzni mezczyznom przyzwalaja
            na wiecej, strzegac w tym czasie pilnie kobiecego
            dziewictwa...
            • Gość: Sosa Re: pytanie do Sebastiana - manifesta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.02.03, 18:58
              Sagan, popelniasz jeden blad. To bardzo chwalebne, ze interesuja cie poglady
              innych ludzi, ale kiedy sie tak czyta twoje rozmowy z tymi innymi ludzmi, to
              jedna rzecz rzuca sie w oczy: ciagle zadajesz pytania, prawie w ogole ich nie
              komentujesz, rzadko dyskutujesz, a tylko zadajesz kolejne pytania i prosic zeby
              ci znowu cos wytlumaczyc i zastrzegasz sie sto razy, ze nie chcesz bro Bzoe
              goscia urazic ani lapac za slowo, tak tylko pytasz, bo cie to ciekawi... Robi
              to dosc zalosne wrazenie, to ciagle ustawianie sie w roli pytajacej, nie
              wiedziacej uczennicy czy malej dziewczynki, ktorej dorosli musza tlumaczyc,
              wyjasniac, odpowiadac na pytania. Wez zesz kobieto stan na wlasnych nogach,
              przestan sie podlizywac tym medrcom, przestan z nich robic polbogow, a z siebie
              ugrzeczniona studentke spragniona wiedzy. Troche pewnosci siebie, slyszalas cos
              o asertywnosci?
              • agrafek Re: pytanie do Sebastiana - manifesta 10.02.03, 19:15
                Nie widzę nic żałosnego w próbie poznania poglądów innych ludzi oraz w
                założeniu, że, być może, nie mam monopolu na wiedzę i od innych ludzi mogę się
                nie tylko czegoś dowiedzieć, ale i nauczyć. Nie wydaje mi się, by Sagan traciła
                coś na tym, że dowie sie kilku nowych rzeczy. Natomiast założenie (zapewne
                asertywne): "na krytykę zareaguję krytyką krytyki i krytykującego, którzy nie
                maja racji, bo ja ją mam" wydaje mi się o tyle mało prawidłowe, że wykluczające
                rozmowę. Prowadzi, co najwyżej do przekrzykiwania się.
                A zabrałem głos teraz dlatego, że wydaje mi się iż owa postulowana przez
                przedmówczynię "asertywność" wydaje mi się dla znacznej części feministek
                charakterystyczna. Bo po co kogoś słuchać lub pytać o zdanie, skoro MY mamy
                RACJĘ!
                Pozdrawiam (w nadziei, że się mylę i źle Cię zrozumiałem)
                • Gość: Sosa Re: pytanie do Sebastiana - manifesta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.02.03, 21:55
                  agrafek napisał:

                  > Nie widzę nic żałosnego w próbie poznania poglądów innych ludzi oraz w
                  > założeniu, że, być może, nie mam monopolu na wiedzę i od innych ludzi mogę
                  się
                  > nie tylko czegoś dowiedzieć, ale i nauczyć. Nie wydaje mi się, by Sagan
                  traciła
                  >
                  > coś na tym, że dowie sie kilku nowych rzeczy.


                  Agrafek, cyz ty naprawde nie rozumiesz, o czym pisze? Czy to jest naprawde tak
                  strasznie skomplikowane czy tez masz w sobie zaszczeoiony jakis program ktory
                  cie uodparnia na argumenty, jesli sa przedstawione przez nie-antyfeminist/k/e
                  na forum Feminizm?
                  Sprobuje jeszcze raz: owszem, nie ma nic zlego w zdobywaniu iwedzy itp i tylko
                  idiota twierdzilby cos przeciwnego. Ale jest cos glupiego w ciaglym zadawaniu
                  pytan, proszeniu o wyjasnienia i ustawicznym ustawianiu sie w roli osoby, ktora
                  nic nie wie i trzeba jej ciagle cos wyjasniac. To rodzi w rozmowcy z biegiem
                  czasu lekcewazenie, bo nie ma miejsca wymiana intelektualna, a tylko
                  jednostronny przeplyw informacji.
                  Czy to jest jasne? Bo nie bede jeszcze raz tlumaczyc. Jesli i tym razem uznasz,
                  ze nie wiesz o co mi chbodzi, to pasuje.

                  >
                  > A zabrałem głos teraz dlatego, że wydaje mi się iż owa postulowana przez
                  > przedmówczynię "asertywność" wydaje mi się dla znacznej części feministek
                  > charakterystyczna. Bo po co kogoś słuchać lub pytać o zdanie, skoro MY mamy
                  > RACJĘ!
                  > Pozdrawiam (w nadziei, że się mylę i źle Cię zrozumiałem)

                  Myulisz sie i zle mnie zrozumiales. Z tego co piszesz wynika, ze brales udzial
                  w conajmniej setkach dyskusji z feministkami, i to nie z jakimis anonimowymi
                  nickami w interncie, tylko na zywo. Bo skad inaczej moglbys czerpac wiedze o
                  dyskutanckich zwyczajach feministek? Musisz sie na nich swietnie znac, skoro
                  wypowiadasz takie radykalne opinie.
                  • agrafek Re: pytanie do Sebastiana - manifesta 11.02.03, 13:40
                    Moim zdaniem jednostronny przepływ informacji w tym konkretnym przypadku nam
                    nie grozi:). Jeśli przeczytasz więcej niż trzy, cztery posty, przekonasz się o
                    tym. I nadal uważam, że nie masz racji, choć, być może istotnie nie rozumiemy
                    się nawzajem. Tak naprawdę brak zrozumienia byłby calkiem... zrozumiały;).
                    Nie odbyłem setek rozmów na żywo z tysiącami feministek, aczkolwiek ze
                    względów, hmmm, zawodowych odbyłem takich rozmów troszkę, tudzież
                    uczestniczyłem w iluś tam spotkaniach efki. Nie wiem czy Twoim zdaniem to
                    wystarczy.
                    Pozdrawiam.
              • Gość: tad Re: pytanie do Sebastiana - manifesta IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 10.02.03, 21:32
                Gość portalu: Sosa napisał(a):

                > Sagan, popelniasz jeden blad. (.....)


                Jako mędrzec i półbóg stwierdzam, że nie masz racji.
            • Gość: Sebastian Re: pytanie do Sebastiana - manifesta IP: *.bienczyce.sdi.tpnet.pl 10.02.03, 19:38
              > nie chce Cie na niczym lapac. po prostu porozmawiac :)
              > i jednak wyjasnic (choc troche) sprawe tej nieszczesnej
              > manifesty. bo jak widac z ponizszej wypowiedzi
              > "obyczajowej", z kolejnym jej punktem w sumie sie
              > zgadzasz. i znow pytanie: czemu nie napisales w swojej
              > krytyce manifesty ponizszego zdania, tylko "glupie",
              Niepotrzebnie dociekasz. Po prostu mi się nie chciało pisac więcej. Nie miałem
              czasu, nie miałem nastroju itd.
              Poza tym do rzeczowej dyskusji bardziej nadawałyby się opinie własne
              forumowiczek. Autorki manifesty nie mogły mi odpowiedzieć na moje pytania.
              > > Co prawda uważam, że np. zdrada seksualna w wykonaniu
              > > kobiety i w wykonaniu mężczyzny to nie to samo ale to
              > > po pierwsze wymaga dodania określenia "ZAZWYCZAJ" a po
              > > drugie ta opinia nie jest opinią "pierwotną"
              >
              > moglbys mi to troche jasniej wytlumaczyc?
              > czy chodzi o tzw ogole "ustalenie ojcostwa" w wyniku
              > zdrady kobiety?
              Eee, no nie.
              Ustalenie ojcostwa to problem bardziej techniczy niż moralny.
              Poza tym możnaby zawęźić pytanie do przypadku kiedy w ogóle nie ma dziecka.
              > i czym sie rozni opinia pierwotna od nie-pierwotnej?
              Pierwotna w tym sensie, że jest moją opinią wyjściową wynikająca z wyznawanych
              przeze mnie zasad i aksjomatów.
              Nie pierwotna - w tym sensie, że uległa zmianom pod wpływem opinii osób
              trzecich a ja w ramach otwartości na opinie innych nie mogłem ich nie
              uwzględnić.

              > jeszcze raz dodaje - to nie proba lapania Cie na
              > czymkolwiek, ciekawia mnie ludzkie poglady na rozne
              > sprawy.
              Nie ma sprawy. Twoje podejście w tym momencie jest OK. Zadajesz pytania zamiast
              z góry ustawiać mnie na pozycjach skrajnych - wygodnych do krytykowania.
              >
              >
              > > To kobiety często wygłaszają poglądy z których wynika,
              > > że to właśnie "nie to samo"
              >
              > tez nie bardzo rozumiem? jak kobiety rozrozniaja zdrady?
              > i jak rozroniaja "swobode seksualna"?
              Nie tyle rozróżniaja zdrady co same forsują określone opinie o różnicach w
              seksualności męskiej i damskiej. Chodzi mi tu konkretnie o dosyć częstą opinie
              wypowiadaną w perioratywnym brzmieniu:" Bo wy mężczyzni potrafilibyście
              uprawiać seks bez miłości a my kobiety tak nie potrafimy"
              Wg. mnie logiczna konsekwencją z punktu widzenia kobiety, która wypowiada takie
              słowa jest przyznanie, że np. zdrada kobiety jest bardziej niebezpieczna bo
              oprócz aspektu fizycznego prawdopodobnieniesie też aspekt emocjonalny.


              > wydawalo mi sie, ze to mezczyzni mezczyznom przyzwalaja
              > na wiecej, strzegac w tym czasie pilnie kobiecego
              > dziewictwa...
              Zwróć uwagę na to co napisałaś.
              Mężczyzni-mężczyznom.
              A kobiety-kobietom?
              Często potępienie dla swobody seksualnej jakiejś kobiety wychodzi ze strony
              innych kobiet.


              • sagan2 Re: pytanie do Sebastiana - manifesta 11.02.03, 09:42
                Gość portalu: Sebastian napisał(a):


                > Niepotrzebnie dociekasz. Po prostu mi się nie chciało
                > pisac więcej. Nie miałem czasu, nie miałem nastroju
                > itd.
                > Poza tym do rzeczowej dyskusji bardziej nadawałyby się
                > opinie własne forumowiczek. Autorki manifesty nie mogły
                > mi odpowiedzieć na moje pytania.

                to po co w ogole komnentowac??? skoro nie chcialo Ci sie,
                nie miales nastroju/czasu???
                bo w sumie sam sie przyznales - nie miales nic do
                powiedzenia. a powiedziales. i dokonales *negatywnego
                wartosciowania*. wlasnie to mnie bardzo zniecheca do
                roznej masci krytykow feminizmu - nawet jak nie maja nic
                do powiedzenia, nie maja czasu, nie chce im sie, to i tak
                przywala feministkom, bo przeciez im sie nalezy. bez
                wzgledu na obiektywna prawde. w Twoim przypadku ta prawda
                jest fakt, ze co najmniej kilka pogladow feministek
                zawartych bezposrednio w manifescie popierasz...

                czy naprawde sadzisz, ze takich dyskutantow na dluzsza
                mete mozna brac powaznie? a przynajmniej "honorowo"?


                > Nie tyle rozróżniaja zdrady co same forsują określone
                > opinie o różnicach w seksualności męskiej i damskiej.
                > Chodzi mi tu konkretnie o dosyć częstą opinie
                > wypowiadaną w perioratywnym brzmieniu:" Bo wy mężczyzni
                > potrafilibyście uprawiać seks bez miłości a my kobiety
                > tak nie potrafimy"
                > Wg. mnie logiczna konsekwencją z punktu widzenia
                > kobiety, która wypowiada takie słowa jest przyznanie,
                > że np. zdrada kobiety jest bardziej niebezpieczna bo
                > oprócz aspektu fizycznego prawdopodobnieniesie też
                > aspekt emocjonalny.

                tu sie zgodze. ale co z przyzwoleniem na zdrade? faktem
                jest, ze zdradzajaca kobieta odbierana jest przez duza
                czesc srodowiska jako dziwka, a zdradzajacy mezczyzna
                albo "musi sie wyszalec" albo ma "kryzys wieku sredniego"
                i trzeba na to przymknac oko...

                > > wydawalo mi sie, ze to mezczyzni mezczyznom
                > > przyzwalaja na wiecej, strzegac w tym czasie pilnie
                > > kobiecego dziewictwa...
                >
                > Zwróć uwagę na to co napisałaś.
                > Mężczyzni-mężczyznom.
                > A kobiety-kobietom?
                > Często potępienie dla swobody seksualnej jakiejś
                > kobiety wychodzi ze strony innych kobiet.

                tak?... a mezczyznom, rozumiem, to sie podoba? tzn.
                zezwalaja na swobode morlna??? to jak to jest z tym
                dziewictwem??? napisalam wyraznie - mezczyzni sobie samym
                pozwalaja, ale ci sami mezczyzni chca dziewicy za zone...
                jak rowniez za szwagierke, corke itp itd...
                cos chyba jest nie tak, nie sadzisz?

                ja tutaj widze wyraznie podwojna moralnosc, inna dla
                mezczyzn i ina dla kobiet. i uwazam to za absurdalne.
                • Gość: Sebastian Re: pytanie do Sebastiana - manifesta IP: *.tele2.pl 11.02.03, 10:41
                  > to po co w ogole komnentowac??? skoro nie chcialo Ci sie,
                  > nie miales nastroju/czasu???
                  > bo w sumie sam sie przyznales - nie miales nic do
                  > powiedzenia.
                  Mam w kwestii poglądów i postulatów feministycznych wiele do powiedzienia.
                  Wielokrotnie próbowałem analizować je "punkt po punkcie".
                  Często słyszałem odpowiedzi typu "nie bo nie" "tak bo tak"


                  > tu sie zgodze. ale co z przyzwoleniem na zdrade? faktem
                  > jest, ze zdradzajaca kobieta odbierana jest przez duza
                  > czesc srodowiska jako dziwka, a zdradzajacy mezczyzna
                  > albo "musi sie wyszalec" albo ma "kryzys wieku sredniego"
                  > i trzeba na to przymknac oko...

                  To prawda. Z punktu widzenia statystycznego częsciej "wybacza się" takie
                  zachowanie męzczyznie.
                  Ale wiele zależy od środowiska.
                  W niektórych środowiskach , tych, które można nazwać umownie nowocześniejszymi,
                  kobieta ma większą możliwość eksponowania swojej seksualności.
                  Nie znaczy to, że mężczyzna nie ma. Raczej chodzi o to, że u kobiety to działa
                  na plus (że taka nowoczesna, wyzwolona) a u mężczyzny obnoszenie się ze swoją
                  seksualnościa albo jest obojetne albo zniesmacza.

                  > tak?... a mezczyznom, rozumiem, to sie podoba? tzn.
                  > zezwalaja na swobode morlna???

                  Badań statystycznych nie znam.
                  Możliwe, że w skali całego społeczeństwa jest tak jak mówisz.
                  W skali środowisk w których ja się obracam lub obracałem obraz nie jest taki
                  czaro-biały.

                  > to jak to jest z tym
                  > dziewictwem??? napisalam wyraznie - mezczyzni sobie samym
                  > pozwalaja, ale ci sami mezczyzni chca dziewicy za zone...

                  Nie wiem czy "mężczyzni chcą dziewic"
                  Mnie na tym nigdy nie zależało.
                  Wręcz przeciwnie.

                  > ja tutaj widze wyraznie podwojna moralnosc, inna dla
                  > mezczyzn i ina dla kobiet. i uwazam to za absurdalne.
                  Jeśli ktoś ma takie podejście jak opisujesz to jest to podwójn a moralność.
                  Ja takiej nie mam.
                  Natomiast jako znający męskie słabości moge Cię zapewnić, że często nadużywanie
                  określenia "dziwka" w stosunku do jakiejś kobiety wynika z frustracji, że
                  ta "dziwka" danemu mężczyznie "nie dała".


                  • sagan2 Re: pytanie do Sebastiana - manifesta 11.02.03, 10:59
                    Gość portalu: Sebastian napisał(a):


                    > Mam w kwestii poglądów i postulatów feministycznych
                    > wiele do powiedzienia. Wielokrotnie próbowałem
                    > analizować je "punkt po punkcie".
                    > Często słyszałem odpowiedzi typu "nie bo nie" "tak bo
                    > tak"

                    ok, wreszcie dochodzimy do konkretow.
                    jak na razie na temat manifesty nie miales wiele do
                    powiedzenia... moze to naprawimy (jesli Ci sie chce)?
                    tzn. przeanalizuj punkt po punkcie, a ja postaram sie z
                    Toba dyskutowac uczciwie (tzn z mojego punktu widzenia,
                    czyli nie bede bronic tych postulatow, ktorych nie
                    popieram albo nie rozumiem), postaram sie unikac
                    "nie-bo-nie". i nie bedziemy dyskutowac o jezyku
                    manifesty, ktory albo sie podoba, albo nie i nie ma co
                    sie w to zaglebiac. dla mnie wazniejsza jest tresc.

                    co Ty na to?
                    mysle, ze do takiej dyskusji (pewnie w nowym watku),
                    chetnie przylaczy sie wiecej osob. w koncu bedzie z czym
                    dyskutowac, a nie z okresleniem "glupota".


                    > To prawda. Z punktu widzenia statystycznego częsciej
                    > "wybacza się" takie zachowanie męzczyznie.
                    > Ale wiele zależy od środowiska.

                    tak to prawda. ale wydaje mi sie, ze te srodowiska, w
                    ktorych my sie obracami, to jednak mniejszosc (nie
                    margines pewnie, ale malo)

                    > Raczej chodzi o to, że u kobiety to działa na plus (że
                    > taka nowoczesna, wyzwolona) a u mężczyzny obnoszenie
                    > się ze swoją seksualnościa albo jest obojetne albo
                    > zniesmacza.

                    to tym bardziej powinno sie dazyc do zniesienia
                    sztucznych barier i klsyfikacji, prawda?


                    > W skali środowisk w których ja się obracam lub
                    > obracałem obraz nie jest taki czaro-biały.

                    tez prawda. stereotyp sie nie sprawdza. o rowniez o to
                    chodzi feministkom - zeby to zobaczyc!


                    > Nie wiem czy "mężczyzni chcą dziewic"
                    > Mnie na tym nigdy nie zależało.
                    > Wręcz przeciwnie.

                    gdzies czytalam, ze chca.
                    mowie o naszej kulturze, oczywiscie.
                    arabowie to chyba "wymagaja" a nie chca dziewic... ;)

                    > > ja tutaj widze wyraznie podwojna moralnosc, inna dla


                    > Ja takiej nie mam.

                    brawo, idziesz po drodze wytyczonej przez feminizm
                    (rowniez) ;)

                    > Natomiast jako znający męskie słabości moge Cię
                    > zapewnić, że często nadużywanie określenia "dziwka" w
                    > stosunku do jakiejś kobiety wynika z frustracji, że
                    > ta "dziwka" danemu mężczyznie "nie dała".

                    dobrze wiedziec :)

          • Gość: barbinator Re: pytanie do Sebastiana - manifesta IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 10.02.03, 19:51
            Gość portalu: Sebastian napisał(a):
            > Problem w tym, że czy Ci się to podoba czy nie większość postulatów
            feministek
            > ma charakter lewicowy.
            > Feministki nie będa raczej postulowały zniesienia przywilejów tylko ich
            > rozszerzenie na nowe grupy.

            Pozwolę sobie nieśmiało wtrącić, że cały pakiet ustaw "rodzinnych", w tym
            wspólne opodatkowanie małżonków, przywileje dla rodzin wielodzietnych itd są
            wątpliwej jakości dziełem partii prawicowych. Skoro plasujesz feministki na
            lewicy, to siłą rzeczy ZA TO one już nie mogą odpowiadać.
            Kolejny błąd wynikający z braku obycia politycznego czy może z odruchowego
            kojarzenia feminizmu ze wszystkim co najgorsze na zasadzie, że "jak coś głupie
            to na pewno feministyczne"?

            >
            > > Co do swobody obyczajowej.
            > Kobieta ma takie samo prawo do niej jak mężczyzna.
            > Ni sądzę, żebyś w tej kwestii mogła mnei złapac na jakiejś niekonsekwencji i
            > podwójnej moralności.


            Na podwójnej moralności TYM RAZEM nie, ale wychodzi na to,że z kolejnym
            postulatem tej głupiej manifesty w zasadzie się zgadzasz.
            Ja mam dla ciebie jeszcze jeden jej fragment:

            "Brońmy zawsze prawa jednostki do władania własnym życiem.
            Budujmy jej wolność i autonomię.
            Rozwijajmy krytyczne i twórcze myślenie."

            Czy możesz powiedzieć co w treści tych dwóch zdań zasługuje na
            określenie "głupota"?
            (jeżeli nie potrafisz odpowiedzieć bez nazwania mnie żałosną ignorantką
            pozbawioną ambicji i rozumującą na poziomie podstawówki, to wal śmiało -
            przyzwyczałam się do twojego kwiecistego stylu. Proszę tylko by oprócz epitetów
            była też konkretna odpowiedź)
            Pozdr. B.



            • Gość: Sebastian Re: pytanie do Sebastiana - manifesta IP: *.bienczyce.sdi.tpnet.pl 10.02.03, 20:44
              > Pozwolę sobie nieśmiało wtrącić, że cały pakiet ustaw "rodzinnych", w tym
              > wspólne opodatkowanie małżonków, przywileje dla rodzin wielodzietnych itd są
              > wątpliwej jakości dziełem partii prawicowych. Skoro plasujesz feministki na
              > lewicy, to siłą rzeczy ZA TO one już nie mogą odpowiadać.
              Wiesz co. Jak my bedziemy teraz dyskutować o tym co jest wyróżnikiem
              lewicowości vs. prawicowości - poglądy ekonomiczne czy np. stosunek do kościoła
              to o feminizmie nie będziemy mieli czasu pogadać.
              Osobiście lewicowości nie przeciwstawiam prawicę tylko liberalizm.
              Prawicowośc to dla mnie mało precyzyjne pojęcie.
              Jak ktoś mówi: jestem prawicowcem to dalej nie wiem zbyt wiele nt. jego
              poglądów ekonomicznych a i społeczno-obycajowych tez wolałbym nie zgadywać.
              > Kolejny błąd wynikający z braku obycia politycznego czy może z odruchowego
              > kojarzenia feminizmu ze wszystkim co najgorsze na zasadzie, że "jak coś
              głupie
              > to na pewno feministyczne"?
              Takie podejscie miało miejsce raczej u Ciebie.
              Z uporem maniaka przypisywałaś mi jakiś "umysłowy bolszewizm" ale nie
              dowiedziałem się dlaczego akurat nie "umysłowy nazizm, umysłowy faszyzm,
              umysłowy satanizm, umysłowy islamizm" itd.
              Rozumiem, że uznałaś że jako liberała takie określenia najbardziej mnie dotknie.
              A może po prostu brzmienie tego określenia tak Ci odpowiadało.
              > "Brońmy zawsze prawa jednostki do władania własnym życiem.
              > Budujmy jej wolność i autonomię.
              > Rozwijajmy krytyczne i twórcze myślenie."
              >
              > Czy możesz powiedzieć co w treści tych dwóch zdań zasługuje na
              > określenie "głupota"?
              Głupotą jest stawianie takich propozycji biorac pod uwagę inne fundamentalne
              postulaty feminizmu.
              Czyli ściślej mówiąc - głupota tkwi w stawianiu sprzecznych postulatów i
              niezauważaniu tego.
              A tak BTW.
              Mam prośbę - i nie odbierz tego jako złośliwości.
              Twój sposób argumentowania w tym przypadku jest męczący.
              Stawiam jakąś tezę a ty bierzesz pasujący Ci cytat i oczekujesz żebym udowodnił
              tą tezę akurat na podstawie tego cytatu.
              To tak jakbyś napisała, że np. kościół katolicki ma ręce splamione krwią a ja
              napisałbym Ci "To udowodnij na przykładzie księdza Tischnera, że kosciół ma
              ręce splamione krwią"
              (przykład z kościołem był przypadkowy)
              • sagan2 Re: pytanie do Sebastiana - manifesta 11.02.03, 09:49
                Gość portalu: Sebastian napisał(a):


                > > "Brońmy zawsze prawa jednostki do władania własnym
                > > życiem.
                > > Budujmy jej wolność i autonomię.
                > > Rozwijajmy krytyczne i twórcze myślenie."
                > >
                > > Czy możesz powiedzieć co w treści tych dwóch zdań
                > > zasługuje na określenie "głupota"?
                >
                > Głupotą jest stawianie takich propozycji biorac pod
                > uwagę inne fundamentalne postulaty feminizmu.

                jakie? ktore to fundamentalne postulaty feministyczne
                sprzeczne sa z tymi powyzszymi.
                i jeszcze - co to znaczy "fundamentalne"? przez kogo
                ustanowione? skoro manifesta ma w jakis sposob sposac
                feministyczne "wyznanie wiary", to moze wlasnie ja by
                uznac jako fundamentalna?...

                > Czyli ściślej mówiąc - głupota tkwi w stawianiu
                > sprzecznych postulatów i niezauważaniu tego.

                jakie postulaty, wg Ciebie, sa sprzeczne? tak bez
                konkretow nie dda sie dyskutowac. nie twierdze, ze
                sprzecznych postulatow nie ma, ale rozwin swoja mysl
                odrobinke ;)


                > A tak BTW.

                ja mam tez swoje BTW, zupelnie off-topic...
                Sebastian, czy jak cytujesz kogo, to moglbys miedzy
                cyctatem a swoja wypowiedzia robic linijke przerwy?
                mi Twoj sposob (graficzny) komentowania utrudnia dosc
                znacznie polapanie sie w poscie...
                • Gość: Sebastian Re: pytanie do Sebastiana - manifesta IP: *.tele2.pl 11.02.03, 10:28
                  > i jeszcze - co to znaczy "fundamentalne"? przez kogo
                  > ustanowione? skoro manifesta ma w jakis sposob sposac
                  > feministyczne "wyznanie wiary", to moze wlasnie ja by
                  > uznac jako fundamentalna?...

                  Najbardziej fundamentalnymi postulatami feministek w ostatnim czasie sa zakaz
                  dyskryminacji przy zatrudnianiu (rozumiany jako zakaz samodzielnego ustalania
                  kryteriów przez prywatnego pracodawce), oraz propozycje parytetów.
                  Te dwie propozycje są najczęstszym i najbardziej zaawansowanym w sensie
                  realizacji postulatem prawno-systemowym feministek.

                  > > Czyli ściślej mówiąc - głupota tkwi w stawianiu
                  > > sprzecznych postulatów i niezauważaniu tego.
                  >
                  > jakie postulaty, wg Ciebie, sa sprzeczne? tak bez
                  > konkretow nie dda sie dyskutowac. nie twierdze, ze
                  > sprzecznych postulatow nie ma, ale rozwin swoja mysl
                  > odrobinke ;)

                  Postulat ochrony wolności i indywidualizmu vs. propozycje wtrącania się w
                  kryteria doboru pracowników w prywatnych firmach.
                  • sagan2 Re: pytanie do Sebastiana - manifesta 11.02.03, 10:50
                    Gość portalu: Sebastian napisał(a):


                    > Najbardziej fundamentalnymi postulatami feministek w
                    > ostatnim czasie sa zakaz dyskryminacji przy
                    > zatrudnianiu (rozumiany jako zakaz samodzielnego
                    > ustalania kryteriów przez prywatnego pracodawce), oraz
                    > propozycje parytetów.
                    > Te dwie propozycje są najczęstszym i najbardziej
                    > zaawansowanym w sensie realizacji postulatem
                    > prawno-systemowym feministek.

                    no czekaj, ale czy to oznacza, ze sa fundamentalne dla
                    ideologii? wg mnie fundament lezy glebiej, feminizm nie
                    opiera sie na parytetach oraz zakazie dyskryminacji (w
                    formie ustawy), to sa efekty "mysli feministycznej", a
                    nie jej zrodla.

                    mozna by powiedziec, ze sa to glowne zmiany prawne,
                    proponowane przez feministki, ale nie zgodze sie, ze sa
                    to fundamenty feminizmu.


                    > Postulat ochrony wolności i indywidualizmu vs.
                    > propozycje wtrącania się w kryteria doboru pracowników
                    > w prywatnych firmach.

                    mi sie wydaje, ze obrona wolnosci i indywidualizmu
                    dotyczy sfery prywatnej. oczywiscie, jakos to sie musi
                    przenosic i na sfere zawodowa.
                    ale gdzie masz w placeniu *wszystkim* kobietom mniej
                    indywidualizm??? to wlasnie ladowanie wszystkich do
                    jednego worka - tego z ciaza i oszystwami w czasie ciazy.
                    a przciez kazdy przypadek jest inny...

                    tak, znam Twoj argument - waznosc prawna roznych
                    "zobowiazan" (np o nie zachodzeniu w ciaze). ale to jest
                    otwarcie szerokich drzwi dla naduzyc przy takim
                    bezrobociu, jak mamy teraz. nie twierdze, ze rozwiazania
                    feministek za idealne, ale ze trzeba szukac kompromisu.
                    no bo co zrobic, gdy Twoja wolnosc i indywiduzalizm
                    kliduje z moja wolnoscia i indywidualizmem? w zyciu
                    prywatnym mozna sobie pozwolic na demonstracje sily, ale
                    nie uwazam tego za sluszne z zyciu publicznym (tzn nie
                    zgadzam sie z propagowaniem hasla "silniejszy zwyciezy")

                    co zrobic, gdy moja indywidalna postawa wobec ciazy
                    bedzie taka, ze bardzo malo zaszkodzi pracodawcy, za to
                    jego indywidualne doswiadczenia takie, ze "ja musze mu
                    zaszkodzic, oszukac go itp itd"?

                    nie sadze, aby to sie az tak klocilo ze soba...
                    Ty bronisz prawa do wolnosci i indywidualizmu pracodawcy.
                    feministki tego samego chca dla pracobiorcy-kobiety.
                    oboje macie swoje racje i problem jakos trzeba rozwiazac.
                    ale poprzez dialog, a nie ujadanie (obie strony)
                    • Gość: Sebastian Re: pytanie do Sebastiana - manifesta IP: *.bienczyce.sdi.tpnet.pl 11.02.03, 12:17

                      > no czekaj, ale czy to oznacza, ze sa fundamentalne dla
                      > ideologii? wg mnie fundament lezy glebiej, feminizm nie
                      > opiera sie na parytetach oraz zakazie dyskryminacji (w
                      > formie ustawy), to sa efekty "mysli feministycznej", a
                      > nie jej zrodla.
                      Ale właśnie te postulaty budzą mój sprzeciw.
                      Pisałem Ci już wiele razy, że jestem stanowczo przeciwny feminizmowi
                      rozumianemu jako propozycje niektórych zmian prawnych a jednocześnie sam w
                      wielu kwestiach zgadzam się z wieloma postulatami obyczajowymi.

                      > > Postulat ochrony wolności i indywidualizmu vs.
                      > > propozycje wtrącania się w kryteria doboru pracowników
                      > > w prywatnych firmach.
                      >
                      > mi sie wydaje, ze obrona wolnosci i indywidualizmu
                      > dotyczy sfery prywatnej.
                      Uf. No i teraz się zacznie:-)
                      Wytłumacz mi od czego zależy czy coś zaliczysz do sfery prywatnej czy
                      publicznej.
                      Czy kryteria wyboru pracodawcy przez pracownika to sfera prywatna?
                      Czy w związku z tym możliwe byłoby prawo zakazujące pracownikowi dyskryminacji
                      jednego pracodawcy względem drugiego?
                      Czy umowa o znacznie większym rygorze prawnym, obostrzeniach formalnych i dużo
                      dalej idących skutkach prawnych - umowa małżeńska - to sfera prywatna czy
                      publiczna?
                      Napisałaś, że kryteria wyboru pracownika to sfera publiczna.
                      No - łatwo powiedzieć ale to jest ucieczka od wytłumaczenia.
                      Moge zapytać dalej - dlaczego to ma być akurat sfera publiczna.

                      > ale gdzie masz w placeniu *wszystkim* kobietom mniej
                      > indywidualizm???
                      Po pierwsze to nie jest tak że wszystkim kobietom płaci się mniej.
                      Po drugie indywidualizm polega na tym, że umowa zostaje zawarta tylko w
                      przypadku akceptacji warunków przez obie strony. Im więcej narzuca tu państwo
                      tym mniej w tym wolności dla obu stron.

                      > tak, znam Twoj argument - waznosc prawna roznych
                      > "zobowiazan" (np o nie zachodzeniu w ciaze).
                      Tu nie chodzi akurat tylko o to.
                      Po prostu uważam, że mówienie: "Nie wolno wam zawrzeć takiej umowy jak chcecie"
                      i jednoczesne trąbienie o poszanowaniu wolnosci to hipokryzja.
                      > ale to jest
                      > otwarcie szerokich drzwi dla naduzyc przy takim
                      > bezrobociu, jak mamy teraz.
                      Ja nie wiem czy ja się obracam wśród ludzi dla których pewne rzeczy są
                      oczywiste i nie moge zrozumiec jak możesz nie zauważać pewnych zależności.
                      Przecież danie określonych przywilejów socjalnych pracownikom poprawia sytuację
                      jednych - tych, którzy mają pracę kosztem drugich - tych którzy jej nie mają i
                      nie znajda albo będzie im trudniej znaleźć bo potencjalny pracodawca boi się
                      wziąc na siebie dodatkowe ryzyko.
                      Oczywiscie można podejść do problemu w ten sposób: dajmy przywileje pracownicze
                      (w tym przypadku chodzi o kobiety) - może to i przymus ale pracodawcy i tak
                      będa musiali tych przywilejów przestrzegać, żeby móc prowadzić firmy a ludzie
                      na tym skorzystają.
                      Tyle tylko, że powyższe rozumowanie jest słuszne gdy bezrobocie wynosi 5% a nie
                      18%. To , że bezrobocie wynosi 18% jest dowodem właśnie na to , że to błędne
                      założenie. Pracodawcy jakoś wcale nie zatrudniają pracowników "mimo
                      przywilejów".
                      Twoja ochrona interesu kobiet w ciąży jest pozorna.
                      Jedna kobieta dzięki takiemu podejściu jak Twoje i tak dostanie tę pracę ale za
                      to z tego samego powodu inna nie dostanie jej wcale i przywilejej ciżowe zdadzą
                      się jej jak psu na budę.

                      > nie twierdze, ze rozwiazania
                      > feministek za idealne, ale ze trzeba szukac kompromisu.
                      > no bo co zrobic, gdy Twoja wolnosc i indywiduzalizm
                      > kliduje z moja wolnoscia i indywidualizmem?
                      Nie koliduje.
                      Wynika to z prostego faktu, że niezatrudnienie nikogo w ogóle nie jest
                      ograniczeniem niczyjej wolności.
                      A jednocześnie zatrudnienie np. mężczyzny (bo tak mi sie podoba) jest jakimś
                      zamachem na wolnośc kobiet (w opini feministek)
                      Nie widzisz w tym absurdu?


                      > w zyciu
                      > prywatnym mozna sobie pozwolic na demonstracje sily, ale
                      > nie uwazam tego za sluszne z zyciu publicznym (tzn nie
                      > zgadzam sie z propagowaniem hasla "silniejszy zwyciezy")

                      W jakim sensie "silniejszy"?
                      Przecież nikt nie proponuje prawa do zmuszania ludzi do pracy itp. To
                      feministki chcą ograniczenia swobody zawierania umów.

                      > co zrobic, gdy moja indywidalna postawa wobec ciazy
                      > bedzie taka, ze bardzo malo zaszkodzi pracodawcy, za to
                      > jego indywidualne doswiadczenia takie, ze "ja musze mu
                      > zaszkodzic, oszukac go itp itd"?
                      Nie "musisz zaszkodzić" tylko "jest wielce prawdopodobne, że zaszkodzisz.
                      Podejmowanie większosci decyzji opiera się na szacowaniu ryzyka i
                      prawodpodobieństwa nie zaś na pewności, że będzie tak czy inaczej.
                      Zas Twoja indywidualna postawa nie ma mocy prawnej.

                      > nie sadze, aby to sie az tak klocilo ze soba...
                      > Ty bronisz prawa do wolnosci i indywidualizmu pracodawcy.
                      > feministki tego samego chca dla pracobiorcy-kobiety.

                      Nie.
                      Ja bronię prawa do wolności każdego.
                      Nikt nie może być zmuszony do podpisania umowy o pracę z nikim jeśli tego sobie
                      nie życzy.
                      Tyle, że równowaga w sensie prawnym została dawno zachwiana na korzyśc
                      pracownika.


                      Jesli nie potrafisz się oderwać od faktu, że sam jestem pracodawcą to wiedz, że
                      tak samo myśle np. w kwestii relacji wynajmujący (mieszkanie) - najemca.
                      Nikt nie może byc zmuszony do podpisywania umowy wynajmu na warunkach na jakich
                      nie chce jej podpisywac.
                      Ludzie (wynajmujący i najemca) mają prawo swobodnego ustalania treści umowy.
                      Dodam, że nigdy nie wynajmowałem nikomu mieszkania, za to raz wynajmowałem od
                      kogoś.
                      Mimo to bronię właścicieli mieszkan i kammienic przed bandyckimi przpeisami w
                      ramach których państwo robi lokatorom prezenty na koszt właścicieli.
                      • sagan2 Re: pytanie do Sebastiana - manifesta 11.02.03, 13:26
                        Gość portalu: Sebastian napisał(a):


                        > Pisałem Ci już wiele razy, że jestem stanowczo
                        > przeciwny feminizmowi rozumianemu jako propozycje
                        > niektórych zmian prawnych a jednocześnie sam w
                        > wielu kwestiach zgadzam się z wieloma postulatami
                        > obyczajowymi.

                        a ja w takim razie pytam jeszcze raz: dlaczego
                        skwitowales manifeste, ktora sklada sie z *postulatow
                        obyczajowych* wlasnie, slowem "glupota", nie nadmieniajac
                        nic z tego, co powyzej???
                        jesli Ci sie nie chcialo (jak twierdzisz), moze trzeba
                        bylo napisac "idealy szczytne, ale droga do nich -
                        glupota"???
                        jak mozna powtarzac, ze sie jest przeciwnym rozwiazaniom
                        *ustawodawczym* feministek, krytykujac jednoczesnie
                        bardzo lapidarnie ich postulaty *obyczajow* czy tez
                        *ideologiczne*???
                        w dodatku z wieloma z tych postulatow sie *zgadzajac*???
                        ja tego nie umiem zrozumiec inaczej, jak subiektywne,
                        antyfeministyczne zacietrzewienie "dowalic, gdzie sie
                        da".

                        > Uf. No i teraz się zacznie:-)

                        no wiem, bralismy to... ;)

                        > Wytłumacz mi od czego zależy czy coś zaliczysz do sfery
                        > prywatnej czy publicznej.
                        > Czy kryteria wyboru pracodawcy przez pracownika to
                        > sfera prywatna?

                        mysle, ze wiaze sie to (kryterium prywatnosci) ze
                        statusem osob. jesli o cos ubiega sie osoba prywatna
                        (przyszly pracownik), to sfera prywatna, jesli "petentem"
                        jest osoba "sformalizowana" (pracodawca, ktory musial sie
                        zarejestrowac itp itd), to to juz nie jest sfera prywatna
                        (we wszystkich sprawach dotyczacych zarejestrowanej
                        prawnie dzialalnosci). gdyby, na przyklad, pracodawca
                        skompletowal pracownikow *przed* zalozeniem firmy, jako
                        osoba zupelnie prywatna, to moglby sobie "zatrudniac"
                        kogo chce i jak chce.

                        od mometu, gdy jakas dzialalnosc (bycie pracodawca, bycie
                        pracownikiem) sie legalizuje, nie jest to juz sprawa
                        prywatna.
                        przeciez pracownik, gdy sie najmie do pracy, podlega
                        najrozniejszym regulacjom prawnym *dla pracownikow* i
                        musi je akceptowac, jesli chce prace utrzymac.
                        tak samo pracodawca, gdy decyduje sie rozpoczac
                        dzialalnosc, decyduje sie na obowiazujace normy prawne,
                        na przyjecie swoich praw i obowiazkow.
                        oczywiscie to, jakie ma prawa i obowiazki, zalezy od
                        panstwa, w ktorym zyje.
                        ale jak sam pisales - nie ma obowiazku zostac pracodawca.

                        > Czy w związku z tym możliwe byłoby prawo zakazujące
                        > pracownikowi dyskryminacji jednego pracodawcy względem
                        > drugiego?

                        pracownik, *zanim* podejmie prace jest osoba prywatna.
                        pracodawca, ktory prace oferuje, *nie jest* osoba
                        prywatna.
                        jesli pracownik przyjmie prace, przestaje byc (w pracy)
                        osoba prywatna i albo musi prace wykonywac, albo odejsc.

                        > Czy umowa o znacznie większym rygorze prawnym,
                        > obostrzeniach formalnych i dużo dalej idących skutkach
                        > prawnych - umowa małżeńska - to sfera prywatna czy
                        > publiczna?

                        *umowa* malzenska to umowa publiczna.
                        wybor partnera do malzenstwa - umowa prywatna.
                        wybieramy partnera *przed* zformalizowaniem zwiazku, jako
                        osoba prywatna, tak jak przed podjeciem pracy potencjalny
                        pracownik jest osoba prywatna.
                        zwroc uwage, ze bez legalizacji zwiazku nikt nie mowi o
                        zadnych prawnych prawach i obowiazkach i parytetach w
                        zwiazkach...

                        > Napisałaś, że kryteria wyboru pracownika to sfera
                        > publiczna.
                        > No - łatwo powiedzieć ale to jest ucieczka od
                        > wytłumaczenia.
                        > Moge zapytać dalej - dlaczego to ma być akurat sfera
                        > publiczna.

                        bo rejestruje sie swoja dzialalnosc prawnie. wiaze sie to
                        z obowiazkami, ale i *prawami* i jak rozumiem, plusy
                        przewazaja, skoro ludzie to ciagle robia.
                        rozumiem Twoj punkt widzenia (mysle): to wynika z
                        przyjetych praw, ale co jest podstawa, by takie prawo
                        ustanowic?
                        i to jest pytanie juz chyba bardziej filozoficzne...
                        jakies prawa musza byc, anarchia sie nie sprawdza.
                        takze nadmierna swoboda, w ktorej szanse maja ci lepsi.
                        wiem, ze to pewnie nie jest popularne podejscie, ale
                        uwazam, ze slabszych lub w jakis sposob spychanych na
                        margines nalezy chronic.
                        czy sa to pracownicy (uwazam, ze w porownaniu z
                        pracodawca na ogol sa na pozycji slabszej), czy kobiety
                        (przeciwko ktorym czesto dzialaja niekorstne stereotypy)


                        > Po pierwsze to nie jest tak że wszystkim kobietom płaci
                        > się mniej.

                        ok, ale zatrwazajacej wiekszosci.

                        > Po drugie indywidualizm polega na tym, że umowa zostaje
                        > zawarta tylko w przypadku akceptacji warunków przez
                        > obie strony. Im więcej narzuca tu państwo tym mniej w
                        > tym wolności dla obu stron.

                        ale akceptacja moze byc *wymuszona*. zwlaszcza, gdy pracy
                        brakuje, dzieci placza z glodu itp itd.
                        gdyby ludzie byli uczciwi, to bym sie podpisala pod tym
                        rekami i nogami.
                        ALE NIE SA.
                        nasza historia tego dowodzi. gdzie mozemy - zabieramy
                        innym by dac sobie.
                        dlatego slabszych lub wykorzystywanych trzeba bronic.

                        oczywiscie pozostaje pytanie, jak wielkim kosztem tych
                        silniejszych. zgadzam sie, ze co za duzo, to niezdrowo.
                        ale nie zgadzam sie, ze absolutna wolnosc wyjdzie
                        wszystkim na zdrowie. wyjdzie na zdrowie najsilniejszym,
                        najmadrzejszym czy najbardziej zaradnym.
                        a to margines spoleczenstwa.

                        reszta potem. musze popracowac
                        • Gość: Sebastian Re: pytanie do Sebastiana - manifesta IP: *.tele2.pl 11.02.03, 15:13

                          > jesli Ci sie nie chcialo (jak twierdzisz), moze trzeba
                          > bylo napisac "idealy szczytne, ale droga do nich -
                          > glupota"???
                          No niech ci będzie. Długo będziesz mnie rozliczać za to że w jednym poście na
                          dwadzieścia nie chciało mi sie zagłębiac w dyskusje tylko pozwoliłem sobie na
                          uszczypliwość?

                          > mysle, ze wiaze sie to (kryterium prywatnosci) ze
                          > statusem osob. jesli o cos ubiega sie osoba prywatna
                          > (przyszly pracownik), to sfera prywatna, jesli "petentem"
                          > jest osoba "sformalizowana" (pracodawca, ktory musial sie
                          > zarejestrowac itp itd),
                          Po pierwsze:
                          Umowa o prace nie jest z definicji przypisana do relacji osoba prywatne -
                          instytucja.
                          Zatrudnianie może sie odbywać przez osoby fizyczne bez zarejsestrowanej
                          działalności gosp.
                          Np. zatrudnianie pomocy domowej, zatrudnianie przez rolników przy pracach w
                          polu.
                          > to to juz nie jest sfera prywatna
                          > (we wszystkich sprawach dotyczacych zarejestrowanej
                          > prawnie dzialalnosci). gdyby, na przyklad, pracodawca
                          > skompletowal pracownikow *przed* zalozeniem firmy, jako
                          > osoba zupelnie prywatna, to moglby sobie "zatrudniac"
                          > kogo chce i jak chce.
                          Hmmm, juz widzę siebie w roli osoby przyjmującej do pracy w imieniu dużego
                          koncernu.
                          Wynajmuję firmę doradztwa personalnego. Oni nie powinni podlegac ustawie o
                          zakazie dyskryminacji przy zatrudnianiu bo oni sami nikogo nie zatrudniają, ja
                          zaś dostaję od nich listę kandydatów przygotowana pod kątem najbardziej
                          szowinistycznym, seksistowskim itd.
                          A tak powaznie:
                          To co napisałas: zasada, że pracodawca musi sie tłumaczyc przed państwem z
                          polityki kadrowej bo bycie pracodawcą ogranicza prywatnośc jest dreptaniem w
                          miejscu.
                          Ja się pytam: dlaczego akurat pracodawca ma mieć ograniczoną wolnośc do decyzji
                          z kim chce podpisac umowe o pracę?
                          Albo: skoro bycie pracodawcą z definicji ogranicza prywatnośc to znaczy, że w
                          kazdej chwili można wprowadzić np. parytety płciowe w firmach prywatnych albo
                          przydzielanie przez państwo bezrobotnych do prywatnych firm tak jak po wojnie
                          przydzielano lokatorów do prywatnych kamienic.

                          > przeciez pracownik, gdy sie najmie do pracy, podlega
                          > najrozniejszym regulacjom prawnym *dla pracownikow*
                          Tylko może z 10% regulacji państwowych w Kodeksie Pracy dotyczy obowiążków
                          pracownika , większość dotyczy obowiązków pracodawcy i przywilejów
                          pracowniczych.
                          i
                          > musi je akceptowac, jesli chce prace utrzymac.
                          > tak samo pracodawca, gdy decyduje sie rozpoczac
                          > dzialalnosc, decyduje sie na obowiazujace normy prawne,
                          > na przyjecie swoich praw i obowiazkow.
                          Ale większośc obowiązków pracowniczych wynika z akceptacji warunków
                          zaproponowanych przez pracodawcę w zamian za zapłatę.
                          Mnie zaś nie podobają się liczne obowiązki pracodawcy nie wynikające z jego
                          dobrowolnych zobowiązań lecz narzucone przez państwo.
                          > oczywiscie to, jakie ma prawa i obowiazki, zalezy od
                          > panstwa, w ktorym zyje.
                          No właśnie. Nie pisz mi więc odpowiedzi typu "tak musi byc bo tak stanowi
                          prawo" bo to wiem, tylko napisz dlaczego uważasz, że takie prawo jest słuszne i
                          sprawiedliwe.
                          > pracownik, *zanim* podejmie prace jest osoba prywatna.
                          > pracodawca, ktory prace oferuje, *nie jest* osoba
                          > prywatna.
                          > jesli pracownik przyjmie prace, przestaje byc (w pracy)
                          > osoba prywatna i albo musi prace wykonywac, albo odejsc.
                          Ale nie musi się tłumaczyc z decyzji personalnych.
                          Może z dwóch propozycji odrzucić jedną bo pracodawca jest Cyganem a on Cyganów
                          nie lubi i nikt mu się nie karze tłumaczyć.

                          > *umowa* malzenska to umowa publiczna.
                          > wybor partnera do malzenstwa - umowa prywatna.
                          No to niech tak samo będzie z umową o pracę.
                          UoP niech będzie publiczna ale wybór osoby z którą chcemy ją podpisac niech
                          będzie sprawą prywatną. Dla obu stron.
                          > wybieramy partnera *przed* zformalizowaniem zwiazku, jako
                          > osoba prywatna, tak jak przed podjeciem pracy potencjalny
                          > pracownik jest osoba prywatna.
                          > zwroc uwage, ze bez legalizacji zwiazku nikt nie mowi o
                          > zadnych prawnych prawach i obowiazkach i parytetach w
                          > zwiazkach...
                          Po zalegalizowaniu też nikt nie mówi o obowiązkowych parytetach i przynusowym
                          równym podziale prac.
                          > bo rejestruje sie swoja dzialalnosc prawnie. wiaze sie to
                          > z obowiazkami, ale i *prawami* i jak rozumiem, plusy
                          > przewazaja, skoro ludzie to ciagle robia.
                          Zaraz, zaraz. Przecież jest 18% bezrobocie.
                          A ty twierdzisz, że "skoro rejestrują działalnoś to jest OK"
                          To ile musi wynosić bezrobocie, żebys uznała, że jednak za mało rejestruje i za
                          mało zatrudnia.

                          > i to jest pytanie juz chyba bardziej filozoficzne...
                          > jakies prawa musza byc, anarchia sie nie sprawdza.
                          Ależ oczywiście , że musi.
                          Ale to nie znaczy, że moga byc dowolne.
                          Albo że prawa moga byc wprowadzane ot tak sobie "zróbmy to, a nuż to komus
                          pomoże"

                          > czy sa to pracownicy (uwazam, ze w porownaniu z
                          > pracodawca na ogol sa na pozycji slabszej),
                          To chyba podstawowy błąd w założeniu.
                          Bycie pracodawcą nie implikuje lepszej sytuacji.
                          Gdyby implikowało to możnaby podac prosty sposób na polepszenie swojej
                          sytuacji - zostać pracodawcą.

                          > > Po pierwsze to nie jest tak że wszystkim kobietom płaci
                          > > się mniej.
                          Po drugie ochrona kobiet przed dyskryminacją nie chroni najsłabszych.
                          Chroni kobiety.
                          A to nie to samo.
                          > > Po drugie indywidualizm polega na tym, że umowa zostaje
                          > > zawarta tylko w przypadku akceptacji warunków przez
                          > > obie strony. Im więcej narzuca tu państwo tym mniej w
                          > > tym wolności dla obu stron.
                          >
                          > ale akceptacja moze byc *wymuszona*. zwlaszcza, gdy pracy
                          > brakuje, dzieci placza z glodu itp itd.
                          Nie można mówic o wymuszeniu skoro pracodawca nie ma obowiązku zatrudnić
                          pracownika a pracownik nie ma obowiązku przyjmowac pracy.
                          Jeśli zrobimy inne założenie - takie jak ty proponujesz to dochodzimy do
                          absurdu.
                          Od czasu do czasu do mojego pokoju pukają bezrobotni z pytaniem o pracę
                          (niedaleko nas jest urząd pracy)
                          Odpowiadając im, że nie mamy miejsc pracy mam czyste ręce.
                          Odpowiadając , że moge ich zatrudnic za 500,- zł w świetle twojego rozumowania
                          zmuszałbym ich do czegoś.
                          Przecież to absurd.
                          > dlatego slabszych lub wykorzystywanych trzeba bronic.
                          Dlatego nikt przy zdrowych zmysłach nie proponuje zmuszania do pracy.
                          >
                          > oczywiscie pozostaje pytanie, jak wielkim kosztem tych
                          > silniejszych. zgadzam sie, ze co za duzo, to niezdrowo.
                          A jak ocenisz kiedy jest za dużo?
                          Robotnik-lewicowiec może ciągle domagac sie nowych obciązeń dla pracdawcy.
                          Teoretycznie nic go to nie kosztuje skoro obciązenia sa jednostronne.
                          Dlatego pisałem kiedys o wmontowywaniu mechanizmów zabezpieczających m. inn.
                          przed narzucaniem cięzarów jednym grupom społecznym przez drugie na
                          zasadzie "bo jeszcze wytrzymają, bo my jesteśmy słabsi"
                          • Gość: sagan Re: pytanie do Sebastiana - manifesta IP: *.desy.de 11.02.03, 16:47
                            moj komputer osyalal i chyba stracilam dluuugiego posta z
                            odpowiedzia :(
                            nie wiem, czy bedzie mi sie chcialo go odtworzyc, a teraz
                            juz nie moge sie nim zajmowac.
                            powiem bardzo w skrocie.

                            nie jestem za tym, aby pracodawcow ciagle obciazac, a
                            pracownikom ciagle dawac. o wielu przywilejach mozna
                            dyskutowac i mozna probowac je znosic.
                            chodzi mi o to, aby przywilej/obowiazek pracownika
                            wynikal wylacznie z tego, ze jest pracownikiem, a nie z
                            jego koloru skory, plci, religi...

                            oslawiony przyklad nizszych pensji kobiet za ta sama
                            prace. owszem, uwazam ze problem jest, ale NIE W TYM
                            WYMIARZE; w jakim pensje sa nizsze!
                            jestem w stanie zaakceptowac i logicznie wzjasnic sobie
                            ciaza ok 5% roznicy w zarobkach, ale nie 25%!
                            glownie o to mi chodzi.

                            jak rowniez zgadzam sie, ze za rozne przywileje
                            maciezynstwa (np czeste zwolnienia czy wczesniejsze
                            wychodzenie z pracy) kobieta powinna ponosic swego
                            rodzaju odpowiedzialnosc (w tym finansowa)
                            ale to to juz *konkretna* kobieta, a nie wszystkie hurtem.
                            hurtem zaakceptuje te ok 5%, nie wiecej, przykro mi.
                            poniewaz dla wiecej nie mam wytlumaczenia.

                            aha i uwazam, ze kobiety niecnie wykorzystujace swa ciaze
                            w sposob nieuczciwy powinny byc pociagane do
                            odpowiedzialnosci (nie wierye, ze nie mozna powolac
                            obiektywnego lekarza, ktory stwierdzi, czy siedzenie w
                            domu przez cala ciaze jest konieczne)

                            moze odzyskam tamtego posta, wtedy wysle. ale to nie dzis
                            • Gość: Sebastian Re: pytanie do Sebastiana - manifesta IP: *.bienczyce.sdi.tpnet.pl 11.02.03, 17:44
                              > nie jestem za tym, aby pracodawcow ciagle obciazac, a
                              > pracownikom ciagle dawac. o wielu przywilejach mozna
                              > dyskutowac i mozna probowac je znosic.
                              A gdzie widzisz granice tych przywilejów.
                              Jestes w stanie zaproponoac jakieś mechanizmy zabezpieczające przed
                              niekontrolowanym obciązaniem jednych grup społecznych przywilejami innych?
                              > chodzi mi o to, aby przywilej/obowiazek pracownika
                              > wynikal wylacznie z tego, ze jest pracownikiem, a nie z
                              > jego koloru skory, plci, religi...
                              Przywileje i obowiązki pracownika nie wynikają z płci, religii itd.

                              >
                              > oslawiony przyklad nizszych pensji kobiet za ta sama
                              > prace. owszem, uwazam ze problem jest, ale NIE W TYM
                              > WYMIARZE; w jakim pensje sa nizsze!
                              Ale nikt Ci nie każe akceptować.
                              Rób wszystko, żeby być więcej warta na rynku pracy.
                              Byłem w przeszłosci dyskryminowany z powodu wojska , długich włosów itp. I choc
                              mogło mnie to wkurzać to nigdy do głowy by mi nie przyszło domagać się zakazu
                              dyskryminacji w takim sensie jw jakim feministki domagają sie zakazu
                              dyskryminacji z powodu płci.

                              > jestem w stanie zaakceptowac i logicznie wzjasnic sobie
                              > ciaza ok 5% roznicy w zarobkach, ale nie 25%!
                              5% możesz wyjaśnić sobie za pomocą obliczeń które przytaczałaś.
                              25% wyjaśnij sobie za pomoca praw popytu i podaży
                              >
                              > jak rowniez zgadzam sie, ze za rozne przywileje
                              > maciezynstwa (np czeste zwolnienia czy wczesniejsze
                              > wychodzenie z pracy) kobieta powinna ponosic swego
                              > rodzaju odpowiedzialnosc (w tym finansowa)
                              Ale nie ma prawa, które nakładałoby na kobiete konsekwencje finansowe z powodu
                              ciąży.
                              Wręcz przeciwnie, są przywileje.
                              > ale to to juz *konkretna* kobieta, a nie wszystkie hurtem.
                              > hurtem zaakceptuje te ok 5%, nie wiecej, przykro mi.
                              > poniewaz dla wiecej nie mam wytlumaczenia.
                              A jak rozumiesz stwierdzenia "nie zaakceptuje"?
                              Zmienisz pracę?
                              Zmień.
                              To jest właśnie wolny rynek.
                              >
                              > aha i uwazam, ze kobiety niecnie wykorzystujace swa ciaze
                              > w sposob nieuczciwy powinny byc pociagane do
                              > odpowiedzialnosci (nie wierye, ze nie mozna powolac
                              > obiektywnego lekarza, ktory stwierdzi, czy siedzenie w
                              > domu przez cala ciaze jest konieczne)
                              Utopia.
                              • Gość: barbinator Re: pytanie do Sebastiana - manifesta IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 11.02.03, 19:28
                                Tak sobie cichutko z boku śledzę tą waszą rozmowę i dochodzę do wniosku, że z
                                mojej strony chyba przyszła pora na szczere wyznanie:
                                moj stosunek do wałkowanej tu ustawy jest ambiwalentny.

                                Nie jestem zwolenniczką nadmiernego ingerowania państwa w stosunki pracodawca-
                                pracobiorca i gdyby wspomniana ustawa w jakiś drastyczny sposób ograniczała
                                moje prawa jako przedsiębiorcy, to zapewne głośno bym protestowała powołując
                                się na podobne argumenty jak ty (no, może mniej demagogicznie...)
                                Jednak jak już kiedyś napisałam - twoja reakcja jest niewspółmierna do stopnia
                                zagrożenia. Po prostu nie strzela się z armaty do najbardziej nawet
                                uprzykrzonego komara.
                                Oczywiście musi paść pytanie: dlaczego jestem ambiwalentna a nie po prostu
                                przeciwna?
                                Ano dlatego, że nadal nie rozumiem, dlaczego gdy ktoś ogranicza moją wolność
                                (wolność pracodawcy który DOBROWOLNIE założył swoją firmę) to jest BE,
                                natomiast gdy ja ograniczam (teoretycznie!!) wolności kobiety poprzez zmuszanie
                                jej do DOBROWOLNEGO podpisywania lojalki o niezachodzeniu w ciążę to już jest
                                CACY.
                                Jeśli zrozumiesz co mam na myśli, to będziesz wiedział dlaczego moja postawa
                                jest tylko ambiwalentna (gdybym była posłem to wstrzymałabym się od głosu).
                                Jeżeli nie zrozumiesz, to powiem tak: ta ustawa powinna wejść w życie jako
                                ochrona pracowników przed ludzźmi, którzy tak jak ty nie rozumieją opisanego
                                dylematu.
                                Pozdr. B.

                                PS
                                ...a przy okazji zrozumiesz dlaczego tak często oskarża się ciebie na tym forum
                                o podwójną moralność...
                                • Gość: Sebastian Re: pytanie do Sebastiana - manifesta IP: *.bienczyce.sdi.tpnet.pl 11.02.03, 21:58
                                  > Ano dlatego, że nadal nie rozumiem, dlaczego gdy ktoś ogranicza moją wolność
                                  > (wolność pracodawcy który DOBROWOLNIE założył swoją firmę) to jest BE,
                                  > natomiast gdy ja ograniczam (teoretycznie!!) wolności kobiety poprzez
                                  zmuszanie
                                  >
                                  > jej do DOBROWOLNEGO podpisywania lojalki o niezachodzeniu w ciążę to już jest
                                  > CACY.
                                  Bardzo chętnie ustosunkuję sie do Twojego pytania.
                                  Ale błagam - najpierw odpowiedz mi na moje pytania na końcu których uzyskasz w
                                  efekcie odpowiedz na swoje pytanie a potem ja będę odpowiadał na pytania
                                  związane z Twoim tokiem rozumowania.
                                  Jeśli będzie cię kusiło, żeby zrobić dygresję albo zmienić kierunek dyskusji to
                                  powstrzymaj się. Zrobisz to póxniej kiedy ja skończę przedstawiać swój tok
                                  myślenia.
                                  A więc pytanie:
                                  1) Czy zgodzisz się, że w ramach ochrony wolności państwo powinno tym bardziej
                                  stawac w obronie jednostki, której wolność jest ograniczana i zagrożona im
                                  bardziej (silniej) ktoś te wolność ogranicza.
                                  Czyli : czy zgadzasz się, że sakncje za ograniczanie czyjejś wolności powinny
                                  być proporcjonalne do stopnia w jakim to ograniczenie następuje?
                                  Pisze tu o ograniczaniu wolności jednego człowieka przez drugiego.
                                  • Gość: barbinator Re: pytanie do Sebastiana - manifesta IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 13.02.03, 11:25
                                    Gość portalu: Sebastian napisał(a):

                                    > > Ano dlatego, że nadal nie rozumiem, dlaczego gdy ktoś ogranicza moją wolno
                                    > ść
                                    > > (wolność pracodawcy który DOBROWOLNIE założył swoją firmę) to jest BE,
                                    > > natomiast gdy ja ograniczam (teoretycznie!!) wolności kobiety poprzez
                                    > zmuszanie
                                    > >
                                    > > jej do DOBROWOLNEGO podpisywania lojalki o niezachodzeniu w ciążę to już j
                                    > est
                                    > > CACY.
                                    > Bardzo chętnie ustosunkuję sie do Twojego pytania.
                                    > Ale błagam - najpierw odpowiedz mi na moje pytania na końcu których uzyskasz
                                    w
                                    > efekcie odpowiedz na swoje pytanie a potem ja będę odpowiadał na pytania
                                    > związane z Twoim tokiem rozumowania.
                                    > Jeśli będzie cię kusiło, żeby zrobić dygresję albo zmienić kierunek dyskusji
                                    to
                                    >
                                    > powstrzymaj się. Zrobisz to póxniej kiedy ja skończę przedstawiać swój tok
                                    > myślenia.


                                    Zwróć uwagę, że ja wtrąciłam się w rozmowę twoją i Sagan nie nawiązując
                                    bezpośrednio do waszych pytań i odpowiedzi. Mój post to coś w rodzaju wyznania
                                    i podsumowania pewnego wątku.
                                    To co nazywasz moim pytaniem, właściwie nie jest pytaniem, tylko nie dającym
                                    się imho rozwiązać dylematem mówiącym o licznych sytuacjach w których nasze
                                    prawo do wolności jest ograniczane analogicznym prawem do wolności innych osób.
                                    Można o tym dyskutować, ale trzeba mieć świadomość, że nie jest to problem
                                    który mozna jakoś jednoznacznie rozwiązać.
                                    Moje odczucie jest takie, że ty tego dylematu nie rozumiesz (nie czujesz, nie
                                    masz potrzeby głębszej refleksji, jesteś za mało otwarty na innych itd)
                                    ponieważ masz skłonność do wykręcania spraw tak, by zawsze wyszło na twoje.
                                    Sorry, ale tak własnie to widzę.


                                    > A więc pytanie:
                                    > 1) Czy zgodzisz się, że w ramach ochrony wolności państwo powinno tym
                                    bardziej
                                    > stawac w obronie jednostki, której wolność jest ograniczana i zagrożona im
                                    > bardziej (silniej) ktoś te wolność ogranicza.

                                    To brzmi dość oczywiście, ale wolałabym na bardziej konkretnych przykładach, bo
                                    może się okazać, że myślimy o czymś innym.


                                    > Czyli : czy zgadzasz się, że sakncje za ograniczanie czyjejś wolności powinny
                                    > być proporcjonalne do stopnia w jakim to ograniczenie następuje?


                                    Oczywiście: jeżeli mąż mówi do żony "nie lubię jak chodzisz do Jolki" to jest
                                    co innego niż jeśli zamyka ją w piwnicy po to, by nie chodziła do Jolki...
                                    Wiesz, naprawdę lepiej by było gdybyś napisał konkretnie o co ci chodzi, bo
                                    taki sposób na podprowadzanie dyskutanta, by złapał się sam we własne sidła, to
                                    trochę za "prosty" sposób dyskutowania jak dla mnie...
                                    Pozdr. B.

                                    • Gość: Sebastian Re: pytanie do Sebastiana - manifesta IP: *.tele2.pl 13.02.03, 12:23
                                      > To co nazywasz moim pytaniem, właściwie nie jest pytaniem, tylko nie dającym
                                      > się imho rozwiązać dylematem mówiącym o licznych sytuacjach w których nasze
                                      > prawo do wolności jest ograniczane analogicznym prawem do wolności innych
                                      osób.
                                      Właśnie rzecz w tym, że przykład który chce podać jest przykładem sytuacji,
                                      które da się przy odrobinie uczciwości jednoznacznie ocenić.
                                      Zapewniam Cię, że nie każę Ci rozstrzygać co jest większym ograniczeniem
                                      wolności: kradzież 1000 zł czy uwięzienie kogoś na 3 dni, bo to byłoby pytanie
                                      poniżej pasa.
                                      Chodzi mi o porównanie sytuacji z tej samej kategorii.
                                      Prosze więc o odpowiedź.

                                      > Moje odczucie jest takie, że ty tego dylematu nie rozumiesz (nie czujesz, nie
                                      > masz potrzeby głębszej refleksji, jesteś za mało otwarty na innych itd)
                                      > ponieważ masz skłonność do wykręcania spraw tak, by zawsze wyszło na twoje.
                                      > Sorry, ale tak własnie to widzę.
                                      Problem w tym, że ja to samo myślę o Tobie.
                                      Na pytanie "dlaczego pracodawca musi ponosić większe ciężary?" zadowalasz się
                                      odpowiedzią typu "bo tak juz jest że pracodawca musi ponosić większe cięzary"
                                      Niestety ale to ja zdobywam się an refleksję i zadawanie sobie pytań "dlaczego?"
                                      Ty przyjmujesz to za oczywiste bez pytania.
                                      I nie zadaję sobie tego pytania "dlaczego?" tylko z powodu tego, że sam jestem
                                      pracodawcą.
                                      Równie dobrze możemy przenieśc powyższe rozważania np. na płaszczyznę relacji:
                                      wynajmujący mieszkanie vs. lokator.
                                      Dlaczego 90% uregulowań dotyczących wynajmu mieszkan to ochrona lokatorów
                                      kosztem właścicieli mieszkań?
                                      > Oczywiście: jeżeli mąż mówi do żony "nie lubię jak chodzisz do Jolki" to jest
                                      > co innego niż jeśli zamyka ją w piwnicy po to, by nie chodziła do Jolki...
                                      A więc zgodzisz się, że jeśli państwo ma interweniować to raczej w tym drugim
                                      przypadku bo jest większym ograniczeniem wolności, prawda?
                                      > Wiesz, naprawdę lepiej by było gdybyś napisał konkretnie o co ci chodzi,
                                      Dojdziemy do konkretów. Prosze o cierpliwość.
                                      > bo
                                      > taki sposób na podprowadzanie dyskutanta, by złapał się sam we własne sidła,
                                      > to trochę za "prosty" sposób dyskutowania jak dla mnie...
                                      Jesli po zakończeniu toku rozumowania uznasz, że to był sofizmat to powiesz mi
                                      w którym momencie przyjąłem błędne założenie i przedstawisz swój tok
                                      rozumowania.
                                      Licze się co prawda z tym,że w któryms momencie i tak będziesz sie upierała, że
                                      czarne jest białe ale coż, zaryzykuje.
                                      Prosze zatem o odpowiedz.
                                      Dla jasności powtórze pytanie:
                                      Państwo powinno interweniowac bardziej aktywnie wtedy, kiedy naruszenie
                                      wolności jest większe,
                                      czyli w podanym przez Ciebie przykładzie:
                                      państwo powinno interweniowac ostrzej w przypadku kiedy mąż więzi żone w
                                      piwnicy, zaś w przypadku pierwszym - mąż sugeruje żonie, że nie powinna chodzić
                                      do Jolki, państwo powinno interweniowac albo mniej albo wcale.
                                      Zgadzasz się?
                                      • Gość: barbinator Re: pytanie do Sebastiana - manifesta IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 15.02.03, 23:39
                                        Gość portalu: Sebastian napisał(a):

                                        > Na pytanie "dlaczego pracodawca musi ponosić większe ciężary?" zadowalasz się
                                        > odpowiedzią typu "bo tak juz jest że pracodawca musi ponosić większe cięzary"

                                        Prrr, Sebastianie zagalopowałes się. Nie mieliśmy rozmowy pt "dlaczego
                                        pracodawca musi ponosić większe ciężary?" tylko rozmowę pt ""dlaczego
                                        pracodawca musi ponosić jakieś ciężary?"
                                        Tylko jedno słowo różnicy, ale zmienia to zupełnie sens mojej odpowiedzi.
                                        Napisałam ci zapewne coś w rodzaju, że nie ma takiego systemu gospodarczego w
                                        którym pracodawca nie ponosiłby żadnych obciążeń i naprawdę nic więcej mądrego
                                        na ten temat nie daje się napisać.
                                        Póżniej napisałam jeszcze, że te obciążenia powinny być możliwie jak
                                        najmniejsze itd itp
                                        Czy naprawdę musisz przekręcać moje słowa???


                                        > Niestety ale to ja zdobywam się an refleksję i zadawanie sobie
                                        pytań "dlaczego?

                                        Nie, nie zdobywasz się. Zamiast tego plączesz zupełnie proste sprawy po to by
                                        je następnie tryumfalnie rozwikłać - przykład wyżej.
                                        Nie chcesz za to lub nie potrafisz dostrzec prawdziwych dylematów
                                        współczesności. Na spór o kształt gospodarki wolnorynkowej mówisz "tylko to co
                                        ja mówię to jest wolny rynek, wszystko inne to komunizm" No i po co ci różni
                                        durnie jak choćby noblista Luttwak w ogóle dyskutują, skoro i tak wiadomo, że
                                        są lewcicowcami, howgh rzekłem.
                                        Podobnie jest z dylematem zakresu wolności i jego ograniczeń spowodowanych
                                        zakresem wolności innego człowieka. Zbywasz to krótko i bez żadnej refleksji,
                                        najwyraźniej przeświadczony, że wspaniały liberalizm i jeszcze wspanialszy
                                        wolny rynek ten problem już dawno rozwiązał.
                                        Zmartwię cię - otóż nie rozwiązał, niestety...
                                        Podobnie jak dla liberalizmu z jego doktryną wolnościową kwestia kobiet i ich
                                        prawa do wolności jest jak zadra w tyłku - strasznie ciężko jest prawa kobiet
                                        wmontować w liberalną doktrynę. Locke poradził sobie w ten sposób, że "dowiódł"
                                        jakoby kobieta jest z natury poddana mężczyźnie i robi to z własnej
                                        nieprzymuszonej woli, nie można więc mówić o ograniczeniu jej wolności.
                                        Niestety potem przyszły feministki i jak to feministki wszystko spieprzyły
                                        udowodniając, że kobiety bynajmniej wcale nie marzą o prawnej zależności od
                                        swoich mężów.
                                        No i od tego czasu liberalizm spycha sprawę kobiet pod dywan.
                                        Albo próbuje tak zmienić swoją doktrynę, by uwzględniała fakt istnienia kobiet
                                        i ich prawo do wolności - tylko ze dla ciebie to już nie jest wtedy liberalizm
                                        tylko socjalizm.
                                        No więc ty też zmiatasz sprawę pod dywan, bo wtedy nie trzeba za dużo myśleć a
                                        od myślenia boli głowa.

                                        > "
                                        > Dlaczego 90% uregulowań dotyczących wynajmu mieszkan to ochrona lokatorów
                                        > kosztem właścicieli mieszkań?

                                        Niech spróbuję zgadnąć... Może dlatego, że gdyby uwolniono rynek mieszkaniowy,
                                        to przy obecnym poziomie ubóstwa oraz braku tanich mieszkań typu "socjal"
                                        skutki społeczne takiego posunięcia byłyby opłakane?
                                        A tak między nami: tak się składa, że mój mąż wspólnie z bratem oddziedziczył
                                        po dziadkach kamienicę, która sporo nas kosztuje, także nerwów. Dla nas
                                        uwolnienie rynku mieszkań to byłaby gwizdka z nieba, więc jeśli możesz to daruj
                                        sobie tym razem wykład o tym jaka to ze mnie jest komunistka, lepiej zastanów
                                        się, dlaczego dobrze znając problem napisałam to co napisałam.


                                        > Prosze zatem o odpowiedz.
                                        > Dla jasności powtórze pytanie:
                                        > Państwo powinno interweniowac bardziej aktywnie wtedy, kiedy naruszenie
                                        > wolności jest większe,
                                        > czyli w podanym przez Ciebie przykładzie:
                                        > państwo powinno interweniowac ostrzej w przypadku kiedy mąż więzi żone w
                                        > piwnicy, zaś w przypadku pierwszym - mąż sugeruje żonie, że nie powinna
                                        chodzić
                                        > do Jolki, państwo powinno interweniowac albo mniej albo wcale.
                                        > Zgadzasz się?

                                        Zgadzam się, tylko bardzo cię proszę przeczytaj uważnie co sam napisałeś, żebyś
                                        wiedział dokładnie na co się zgodziłam (żeby znowu nie było tak jak z
                                        tymi "większymi obciążeniami")
                                        Pozdr. B.
                                        • Gość: Sebastian Re: pytanie do Sebastiana - manifesta IP: *.bienczyce.sdi.tpnet.pl 16.02.03, 12:41
                                          > Prrr, Sebastianie zagalopowałes się. Nie mieliśmy rozmowy pt "dlaczego
                                          > pracodawca musi ponosić większe ciężary?" tylko rozmowę pt ""dlaczego
                                          > pracodawca musi ponosić jakieś ciężary?"
                                          Zaraz, zaraz.
                                          Pytanie zadałem JA więc nie narzucaj mi tego o co chciałem zapytać.
                                          Przez pojęcie "ciężary" rozumiem różne obowiązki. Raz jest to ciężar finansowy,
                                          raz administracyjny a innym razem ciężarem jest zgoda na wtrącanie się państwa
                                          w prywatne decyzje przedsiębiorcy.
                                          Chyba zgodzisz się, że tłumaczenie się "dlaczego zatrudniłem pana X a nie panią
                                          Y" jest jakimś ciężarem oczywiście w szerokim tego słowa znaczeniu.
                                          Otóż analogiczne obowiązki nie ciąża na pracowniku (ew. kandydacie do pracy).
                                          Tak więc ciężary (obowiązki) przedsiębiorcy sa WIĘKSZE niż ANALOGICZNE
                                          obowiązki pracownika.
                                          Podkreślam, że chodzi tu o ANALOGICZNE obowiązki.
                                          Na pytanie dlaczego mają być większe udzielasz odpowiedzi typu: "bo pracodawcy
                                          mają większe obowiązki"
                                          To płytkie.
                                          Równie płytkie są Twoje argumenty typu:" bo tak jest w konstytucji"
                                          > > Niestety ale to ja zdobywam się an refleksję i zadawanie sobie
                                          > pytań "dlaczego?
                                          >
                                          > Nie, nie zdobywasz się.
                                          Tak, Zdobywam się.
                                          To Ty przyjmujesz większość rzeczy na wiarę.
                                          > "tylko to co
                                          > ja mówię to jest wolny rynek, wszystko inne to komunizm"
                                          Gdzie tak napisałem?


                                          > Podobnie jest z dylematem zakresu wolności i jego ograniczeń spowodowanych
                                          > zakresem wolności innego człowieka. Zbywasz to krótko i bez żadnej refleksji,
                                          Właśnie o to chodzi że nie chce uciekać od dylematów nt. pojęcia wolności.
                                          Próbuję docieć co rozumiesz przez ograniczenie wolności a ty się niecierpliwisz
                                          zamiast spokojnie odpowiadac na pytania.


                                          > Locke poradził sobie w ten sposób, że "dowiódł"
                                          > jakoby kobieta jest z natury poddana mężczyźnie i robi to z własnej
                                          > nieprzymuszonej woli, nie można więc mówić o ograniczeniu jej wolności.
                                          Tylko co to ma wspólnego ze mną?
                                          Mam się tłumaczyć z tego co napisał Locke?
                                          > Niestety potem przyszły feministki i jak to feministki wszystko spieprzyły
                                          > udowodniając, że kobiety bynajmniej wcale nie marzą o prawnej zależności od
                                          > swoich mężów.
                                          Które przepisy uzależniają je od mężczyzn?
                                          Jeśli takie są to ZLIKWIDOWAC?
                                          > No i od tego czasu liberalizm spycha sprawę kobiet pod dywan.
                                          > Albo próbuje tak zmienić swoją doktrynę, by uwzględniała fakt istnienia
                                          > kobiet i ich prawo do wolności - tylko ze dla ciebie to już nie jest wtedy
                                          > liberalizm tylko socjalizm.
                                          A po co uwzględniac PRAWO kobiet zamiast PRAWA CZŁOWIEKA?????
                                          Czyżbyś uważała, że kobieta nie powinna miec równych praw z mężczyzną i
                                          potrzebne są osobne PRAWA KOBIET?

                                          > > Dlaczego 90% uregulowań dotyczących wynajmu mieszkan to ochrona lokatorów
                                          > > kosztem właścicieli mieszkań?
                                          >
                                          > Niech spróbuję zgadnąć... Może dlatego, że gdyby uwolniono rynek
                                          mieszkaniowy,
                                          > to przy obecnym poziomie ubóstwa oraz braku tanich mieszkań typu "socjal"
                                          > skutki społeczne takiego posunięcia byłyby opłakane?
                                          Czyli rozumiem, że równośc wobec prawa (lokatora i wynajmującego) jest dla
                                          Ciebie mniej ważna?


                                          > A tak między nami: tak się składa, że mój mąż wspólnie z bratem oddziedziczył
                                          > po dziadkach kamienicę, która sporo nas kosztuje, także nerwów. Dla nas
                                          > uwolnienie rynku mieszkań to byłaby gwizdka z nieba,
                                          Swietnie. Zatem rozważania na przykładzie uregulowań lokatorskich są doskonałym
                                          tematem do sprawdzenia jaki ze mnie "Kali"
                                          Ponieważ nie wynajmuje nikomu mieszkania, za to wynajmowałem kiedyś od kogoś a
                                          ponadto jako przedsiębiorca jestem najemcą to pewnie będe "po Kalemu" bronił
                                          praw najemców. Chcesz sprawdzić?


                                          > > Prosze zatem o odpowiedz.
                                          > > Dla jasności powtórze pytanie:
                                          > > Państwo powinno interweniowac bardziej aktywnie wtedy, kiedy naruszenie
                                          > > wolności jest większe,
                                          > > czyli w podanym przez Ciebie przykładzie:
                                          > > państwo powinno interweniowac ostrzej w przypadku kiedy mąż więzi żone w
                                          > > piwnicy, zaś w przypadku pierwszym - mąż sugeruje żonie, że nie powinna
                                          > chodzić
                                          > > do Jolki, państwo powinno interweniowac albo mniej albo wcale.
                                          > > Zgadzasz się?
                                          >
                                          > Zgadzam się.
                                          Mam więc pytanie na konkretnym przykładzie:
                                          Sytuacja zdarza się w mojej firmie od czasu do czasu.
                                          Ktoś puka do naszego biura. Kłania się i grzecznie pyta czy nie znalazłaby się
                                          dla niej(niego) jakas praca
                                          Grzecznie odpowiadam, ze:
                                          "Niestety nie"
                                          Czy ograniczyłem w ten sposób wolnośc tej kobiety (osoby) odmawiając jej pracy?
                                          • Gość: barbinator Re: pytanie do Sebastiana - manifesta IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 16.02.03, 15:39
                                            Gość portalu: Sebastian napisał(a):

                                            > > Prrr, Sebastianie zagalopowałes się. Nie mieliśmy rozmowy pt "dlaczego
                                            > > pracodawca musi ponosić większe ciężary?" tylko rozmowę pt ""dlaczego
                                            > > pracodawca musi ponosić jakieś ciężary?"
                                            > Zaraz, zaraz.
                                            > Pytanie zadałem JA więc nie narzucaj mi tego o co chciałem zapytać.


                                            Więc skoro dopiero TERAZ chcesz mnie o coś zapytać, to nie powołuj sie na
                                            wcześniejszą dyskusję w której odpowiedziałam ci tak jak to zacytowałeś, ale na
                                            ZUPEŁNIE INNE PYTANIE - trochę uczciwości w cytowaniu, dobrze?


                                            > Przez pojęcie "ciężary" rozumiem różne obowiązki. Raz jest to ciężar
                                            finansowy,
                                            >
                                            > raz administracyjny a innym razem ciężarem jest zgoda na wtrącanie się
                                            państwa
                                            > w prywatne decyzje przedsiębiorcy.
                                            > Chyba zgodzisz się, że tłumaczenie się "dlaczego zatrudniłem pana X a nie
                                            panią
                                            >
                                            > Y" jest jakimś ciężarem oczywiście w szerokim tego słowa znaczeniu.
                                            > Otóż analogiczne obowiązki nie ciąża na pracowniku (ew. kandydacie do pracy).
                                            > Tak więc ciężary (obowiązki) przedsiębiorcy sa WIĘKSZE niż ANALOGICZNE
                                            > obowiązki pracownika.
                                            > Podkreślam, że chodzi tu o ANALOGICZNE obowiązki.


                                            To miło, ze to podkreslasz, bo to dowodzi twojej świadomości tego jak słabe
                                            jest twoje rozumowanie. Z pewnością rozumiesz więc, że jest z drugiej strony
                                            wiele obciążeń (podobnie szeroko rozumianych)w przypadku których analogiczne
                                            obowiązki pracownika są większe niż pracodawcy.



                                            > Na pytanie dlaczego mają być większe udzielasz odpowiedzi typu: "bo
                                            pracodawcy
                                            > mają większe obowiązki"


                                            Przestań mi przypisywać słowa które nigdy z mojej klawiatury nie padły!!!
                                            O twojej teorii "większych obowiązków" mówimy dopiero teraz więc wcześniej nie
                                            mogłam na nią odpowiadać!


                                            > To płytkie.
                                            > Równie płytkie są Twoje argumenty typu:" bo tak jest w konstytucji"
                                            > > > Niestety ale to ja zdobywam się an refleksję i zadawanie sobie
                                            > > pytań "dlaczego?


                                            Za to wmawianie mi czegoś, czego nigdy nie powiedziałam jest twoim zdaniem
                                            szalenie głębokie? Super-obiektywizm: najpierw zmyślić moją wypowiedź, potem
                                            skometować ten swój wymysł jako płytki intelektualnie po czym stwierdzić, ze JA
                                            JESTEM PŁYTKA ZAŚ TY GŁĘBOKI NICZYM RÓW MARIAŃSKI!!
                                            I od kiedy to powołanie się na konstytucję automatycznie dowodzi płytkości
                                            myślenia???

                                            > >
                                            > > Nie, nie zdobywasz się.
                                            > Tak, Zdobywam się.
                                            > To Ty przyjmujesz większość rzeczy na wiarę.


                                            NIC I NIGDY nie przyjmuję na wiarę. Zawsze proszę o dowody i argumenty, a jeśli
                                            je dostaję, to bywa że zmieniam zdanie. Udowodnij, ze kiedykolwiek cokolwiek
                                            przyjełam na wiarę, albo wycofaj co powiedziałeś.


                                            > > "tylko to co
                                            > > ja mówię to jest wolny rynek, wszystko inne to komunizm"
                                            > Gdzie tak napisałem?

                                            Wszędzie tam, gdzie pozwalasz sobie na ocenianie i wartościowanie moich poglądów
                                            >
                                            >
                                            > Próbuję docieć co rozumiesz przez ograniczenie wolności a ty się
                                            niecierpliwisz
                                            >
                                            > zamiast spokojnie odpowiadac na pytania.

                                            Bo ty nie zadajesz pytan wprost, tylko próbujesz kombinować a na koniec i tak
                                            przekręcasz moje wypowiedzi - przykład masz w tym wątku, ta zmiana z "obciążeń"
                                            na "większe obciążenia" i wykorzystanie mojej wcześniejszej odpowiedzi było
                                            naprawdę SKANDALICZNE.
                                            >
                                            >
                                            > Które przepisy uzależniają je od mężczyzn?
                                            > Jeśli takie są to ZLIKWIDOWAC?


                                            No a jak mówię, ze nie potrafisz się zdobyć na ogólniejszą refleksję, to
                                            protestujesz... Oczywiście, ze nie mówię o konkretnych paragrafach prawa,
                                            współczesnego w dodatku. Darujmy sobie ten fragment rozmowy, raczej nie ma
                                            szansy na jakis dialog przy takiej różnicy wiedzy ogólnej.


                                            > A po co uwzględniac PRAWO kobiet zamiast PRAWA CZŁOWIEKA?????
                                            > Czyżbyś uważała, że kobieta nie powinna miec równych praw z mężczyzną i
                                            > potrzebne są osobne PRAWA KOBIET?


                                            Nie, uważam, że potrzebne są uniwersalne prawa człowieka uwzględniające fakt,
                                            ze ludzie występuja w dwóch różniących się zasadniczo płciach. Rytm życia
                                            kobiety jest inny niż mężczyzny. Tak się składa, że wszystkie istniejące
                                            doktryny polityczne oraz systemy prawne były tworzone przy milczącym założeniu,
                                            ze jest to prawo stanowione dla mężczyzn, gdyż w tym czasie tylko oni byli
                                            uważani za obywateli. Stąd bierze się bałagan pojęciowy, prowadzących co
                                            niektórych do konkluzji, że prawo jest niesprawiedliwe gdyż daje np "przywileje
                                            macierzyńskie" kobietom. Gdyby powszechne poczucie ładu prawnego uwzględniało
                                            fakt odmienności biologicznej kobiet, nikomu nie przyszłoby w ogóle do głowy by
                                            obciążenia macierzyńskie kobiety określić mianem "przywilejów", podobnie jak
                                            nikt nie nazywa przywilejem obowiązek służby wojskowej mężczyzn.




                                            >
                                            > > > Dlaczego 90% uregulowań dotyczących wynajmu mieszkan to ochrona lokat
                                            > orów
                                            > > > kosztem właścicieli mieszkań?
                                            > >
                                            > > Niech spróbuję zgadnąć... Może dlatego, że gdyby uwolniono rynek
                                            > mieszkaniowy,
                                            > > to przy obecnym poziomie ubóstwa oraz braku tanich mieszkań typu "socjal"
                                            > > skutki społeczne takiego posunięcia byłyby opłakane?
                                            > Czyli rozumiem, że równośc wobec prawa (lokatora i wynajmującego) jest dla
                                            > Ciebie mniej ważna?


                                            A czy ja mam rozumieć, ze gdybys nie daj boże miał władzę, to jednym dekretem
                                            urynkowiłbyś całość mieszkaniówki i "niech sie dzieje co chce"?
                                            Odpowiedź na twoje pytanie nie jest możliwa, bez uściślenia stanowisk w tej
                                            kwestii - bo dyskutować na zasadzie "jak by to było fajnie i liberalnie gdyby
                                            wszyscy byli bogaci, piękni i zdrowi" to można i jest to nawet przyjemne, ale
                                            warunki wstępne dla obu stron muszą być jednakowe.
                                            >
                                            >
                                            > >
                                            > > Zgadzam się.
                                            > Mam więc pytanie na konkretnym przykładzie:
                                            > Sytuacja zdarza się w mojej firmie od czasu do czasu.
                                            > Ktoś puka do naszego biura. Kłania się i grzecznie pyta czy nie znalazłaby
                                            się
                                            > dla niej(niego) jakas praca
                                            > Grzecznie odpowiadam, ze:
                                            > "Niestety nie"
                                            > Czy ograniczyłem w ten sposób wolnośc tej kobiety (osoby) odmawiając jej
                                            pracy

                                            Nie, na podstawie oceny tylko przytoczonych danych nie ograniczyłes jej
                                            wolności.
                                            Już wiem do czego zmierzasz i uprzedzam - nic z tego nie bedzie.
                                            Od razu ci odpowiem, że ważnym elementem wolności każdego człowieka jest prawo
                                            do NIE PODLEGANIA DYSKRYMINACJI.
                                            To oczywiście apropos twoich kolejnych "podchwytliwych" pytań które
                                            nieuchronnie padną.
                                            • Gość: Sebastian Re: pytanie do Sebastiana - manifesta IP: *.tele2.pl 17.02.03, 11:46
                                              > Z pewnością rozumiesz więc, że jest z drugiej strony
                                              > wiele obciążeń (podobnie szeroko rozumianych)w przypadku których analogiczne
                                              > obowiązki pracownika są większe niż pracodawcy.
                                              Uuuu.
                                              A jakież to obciązenia pracownika sa większe niż pracodawcy?
                                              Jest ich może kilka ale po pierwsze ZNACZNIE mniej niż obciążeń pracodawcy zaś
                                              Ty piszesz tak jakby one się równoważyły.
                                              Podaj przykłady.
                                              > I od kiedy to powołanie się na konstytucję automatycznie dowodzi płytkości
                                              > myślenia???
                                              Odkąd rozmawiamy o tym, czy dane prawo jest słuszne i sprawiedliwe a nie o tym,
                                              czy jest zgodne z konstytucją.
                                              Powołując sie na konstytucję możnaby udowodnić że wsadzanie opozycjonistów do
                                              więzienia za komuny było słuszne.

                                              > NIC I NIGDY nie przyjmuję na wiarę. Zawsze proszę o dowody i argumenty, a
                                              jeśli
                                              >
                                              > je dostaję, to bywa że zmieniam zdanie. Udowodnij, ze kiedykolwiek cokolwiek
                                              > przyjełam na wiarę, albo wycofaj co powiedziałeś.
                                              Rejestracja działalności gospodarczej wiąże się dla Ciebie ze zgodą na
                                              rezygnację z prywatności w tym ze zgodą na wtrącania się państwa a to z kim
                                              dana osoba podpisuje umowę o pracę.
                                              Na pytanie :"Dlaczego?" nie potrafisz odpowiedzieć.
                                              Zero głębszej refleksji.
                                              Po prostu tak ma być.
                                              Dla rasisty murzyn jest gorszy, dla terrorysty zabicie amerykanina jest dobrem
                                              samym w sobie a dla Ciebie większe ograniczenie prywatności pracodawcy jest
                                              dogmatem samym w sobie.
                                              Każdy opiera swój swiatopogląd na jakis dogmatach i aksjomatach - ja również.
                                              Ale nie odwołuję sie do tych aksjomatów na tak płytkim poziomie rozważań.


                                              > Wszędzie tam, gdzie pozwalasz sobie na ocenianie i wartościowanie moich
                                              > poglądów
                                              Wartościować to ja moge poglądy zawsze (podobnie jak Ty). Natomiast
                                              zdecydowanie powinnaś rozróżnić mój stosunek do Twoich poglądów typu:
                                              "Wolę zatrudniac kobiety niz mężczyzn"
                                              od poglądów:
                                              "Jeśli wolisz zatrudniac mężczyzn to ja mam prawo Ci tego w ten czy inny sposób
                                              zabronić"
                                              > Bo ty nie zadajesz pytan wprost, tylko próbujesz kombinować a na koniec i tak
                                              > przekręcasz moje wypowiedzi
                                              Bo nie potrafisz podejśc analitycznie do problemu i trzeba Cie prowadzić za
                                              rękę.
                                              > Nie, uważam, że potrzebne są uniwersalne prawa człowieka uwzględniające fakt,
                                              > ze ludzie występuja w dwóch różniących się zasadniczo płciach. Rytm życia
                                              > kobiety jest inny niż mężczyzny. Tak się składa, że wszystkie istniejące
                                              > doktryny polityczne oraz systemy prawne były tworzone przy milczącym
                                              założeniu,
                                              Przecież pisałas o doktrynach liberalnych.
                                              Przecież nie kwestionuję faktu, że JAKIEŚ ideologie kwestionują prawa kobiet
                                              jako ludzi.
                                              Pisałas, że "strasznie ciężko jest prawa kobiet wmontować w liberalną doktrynę"
                                              Oczywiście możesz za liberała uznać Zyrynowskiego bo jego aprtia też ma w
                                              nazwie "liberalna" ale chyba nie o to chodziło.
                                              > Gdyby powszechne poczucie ładu prawnego uwzględniało
                                              > fakt odmienności biologicznej kobiet, nikomu nie przyszłoby w ogóle do głowy
                                              > by obciążenia macierzyńskie kobiety określić mianem "przywilejów"
                                              To jest przywilej, natomiast osobną sprawą jest akceptowalnośc tego przywileju.
                                              Przywilej na który w ramach kompromisu się godzimy nadal pozostaje przywilejem.

                                              > podobnie jak
                                              > nikt nie nazywa przywilejem obowiązek służby wojskowej mężczyzn.
                                              Bo to nie przywilej tylko obowiązek.
                                              Macierzyństwo nie jest obowiązkiem.
                                              > A czy ja mam rozumieć, ze gdybys nie daj boże miał władzę, to jednym dekretem
                                              > urynkowiłbyś całość mieszkaniówki i "niech sie dzieje co chce"?
                                              Przepraszam, ale dyskutujemy o równości wobec prawa, którą to równośc wobec
                                              prawa ja postuluję rzekomo tylko tam gdzie mi pasuje.
                                              Nie uciekaj od tematu.
                                              Czy w przepisach o ochronie lokatorow najemca i wynajmujący sa równi wobec
                                              prawa?
                                              > > > Zgadzam się.
                                              > > Mam więc pytanie na konkretnym przykładzie:
                                              > > Sytuacja zdarza się w mojej firmie od czasu do czasu.
                                              > > Ktoś puka do naszego biura. Kłania się i grzecznie pyta czy nie znalazłaby
                                              >
                                              > się
                                              > > dla niej(niego) jakas praca
                                              > > Grzecznie odpowiadam, ze:
                                              > > "Niestety nie"
                                              > > Czy ograniczyłem w ten sposób wolnośc tej kobiety (osoby) odmawiając jej
                                              > pracy
                                              > Nie, na podstawie oceny tylko przytoczonych danych nie ograniczyłes jej
                                              > wolności.
                                              A jeśli ta osoba juz się odwraca , żeby wyjść a ja rzucam jeszcze tekst:
                                              "...No chyba , że podpisze pani zobowiązanie do niezachodzenia w ciążę"

                              • sagan2 Re: pytanie do Sebastiana - manifesta 14.02.03, 08:35
                                Gość portalu: Sebastian napisał(a):


                                > > jestem w stanie zaakceptowac i logicznie wzjasnic
                                > > sobie ciaza ok 5% roznicy w zarobkach, ale nie 25%!
                                >
                                > 5% możesz wyjaśnić sobie za pomocą obliczeń które
                                > przytaczałaś.
                                > 25% wyjaśnij sobie za pomoca praw popytu i podaży

                                a czemu nie za pomoca niesprawiedliwych stereotypow???
                                to mi bardziej pasuje do "ogladu" rzeczywistosci...
                          • Gość: sagan Re: pytanie do Sebastiana - manifesta IP: *.desy.de 13.02.03, 09:27
                            Gość portalu: Sebastian napisał(a):


                            > To co napisałas: zasada, że pracodawca musi sie
                            > tłumaczyc przed państwem z polityki kadrowej bo bycie
                            > pracodawcą ogranicza prywatnośc jest dreptaniem w
                            > miejscu.

                            czy ja to ryzeczywiscie napisalam, ze jestem za "wgladem
                            panstwa" w polityke kadrowa? jakos mam watpliwosci, bo
                            bronie na ogol rownych plac i praw *po* przyjeciu.
                            troche mi wkladasz w usta, czego nie powiedzialam... no
                            niewazne ;)

                            > > *umowa* malzenska to umowa publiczna.
                            > > wybor partnera do malzenstwa - umowa prywatna.
                            >
                            > No to niech tak samo będzie z umową o pracę.
                            > UoP niech będzie publiczna ale wybór osoby z którą
                            > chcemy ją podpisac niech będzie sprawą prywatną. Dla
                            > obu stron.


                            tutaj jestem sie w stanie zgodzic. nie sadze, abym gdzies
                            popierala przyjecie przepisu, nakazujacego pracodaewcy
                            tlumaczenie sie z wyboru pracownika. glownie dlatego, ze
                            jakos taki przepis mi sie nie podoba, wiec go bronic
                            nie bede. natomiast chetnie wzsluchalabym rzeczowych i
                            obiektywnych argumentow obu stron konfliktu.

                            ALE

                            uwazam za skandaliczne umieszczanie w ogloszeniu o prace
                            tektow typu "przyjme kazdego byle murzyna" (o ile,
                            oczywiscie, nie wynika to z konkretnej pracy, np.
                            odtworcy roli micheal jacksona... ;). to jest, wg mnie,
                            lamanie konstytucyjnego "prawa do wyboru pracy". prace
                            masz prawo sobie wybrac (ubiegac sie o nia), ale nie
                            musisz jej dostac. ale *ubiegac sie* masz prawo!

                            i kolejna rzecz: przyjecie, przyjeciem. a co potem? czyz
                            rozna placa za ta sama prace nie jest dyskryminacja?...
                            • Gość: Sebastian Re: pytanie do Sebastiana - manifesta IP: *.tele2.pl 13.02.03, 09:59
                              > czy ja to ryzeczywiscie napisalam, ze jestem za "wgladem
                              > panstwa" w polityke kadrowa?
                              Jelsi nie zgadzasz się z pomysłem, by pracodawca musiał tłumaczyc sie z tego
                              dlaczego przyjął pana A a nie panią B to ciesze sie bardzo ale włąśnie takie
                              propozycje sa w projekcie ustawy o równym statusie.
                              > jakos mam watpliwosci, bo
                              > bronie na ogol rownych plac i praw *po* przyjeciu.
                              Prawo nadal pozostaje.
                              Ale prawo to nie to samo co obowiązek.
                              > troche mi wkladasz w usta, czego nie powiedzialam... no
                              > niewazne ;)
                              Jeśli nie popierasz powyższych uregulowań to nie mam zastrzeżeń.

                              > uwazam za skandaliczne umieszczanie w ogloszeniu o prace
                              > tektow typu "przyjme kazdego byle murzyna" (o ile,
                              > oczywiscie, nie wynika to z konkretnej pracy, np.
                              > odtworcy roli micheal jacksona... ;)
                              Nie będe się z Tobą kłócił czy to skandaliczne czy nie, bo nawet jeśli
                              skandaliczne to i tak uważam, że nie mamy prawa tego zabraniać.
                              . to jest, wg mnie,
                              > lamanie konstytucyjnego "prawa do wyboru pracy". prace
                              > masz prawo sobie wybrac (ubiegac sie o nia), ale nie
                              > musisz jej dostac. ale *ubiegac sie* masz prawo!
                              I w związku z tym nawet przeczytawszy powyższe ogłoszenia nikt nie broni ci
                              ubiegac sie o ta pracę choc nie zostaniesz przyjęta.

                              > i kolejna rzecz: przyjecie, przyjeciem. a co potem? czyz
                              > rozna placa za ta sama prace nie jest dyskryminacja?...
                              To zależy co rozumiesz przez dyskryminację.
                              To dyskryminacja taka sama jak każda inna: polega na tym, że pracodawca uważa,
                              że jeden pracownik jest więcej wart niz drugi. W takim samym stopniu
                              dyskryminacją jest płacenie jednemu pracownikowi więcej niż drugiemu nie ze
                              względu na płec lecz ze względu na dowolne inne kryteria.
                              Określenie "dyskryminacja" uważam za niefortunne.
                              Jedyna dyskryminacja jaka uważam za niedopuszczalną to dyskryminacja względem
                              prawa czyli na lini państwo-obywatel, czyli innymi słowy nierównośc wobec prawa.
              • Gość: barbinator Re: pytanie do Sebastiana - manifesta IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 11.02.03, 14:37
                Gość portalu: Sebastian napisał(a):

                > Osobiście lewicowości nie przeciwstawiam prawicę tylko liberalizm.


                Właśnie tak mi się wydawało, ale sama nie śmiałam tak tego sformułować, żebyś
                się nie obraził. Sebastianie, przeciwieństwem lewicy zawsze była jest i będzie
                prawica, natomiast przeciwieństwem liberalizmu był jest i będzie konserwatyzm -
                niezależnie co na ten temat myślą forumowi konserwatyści stosujący liberalną
                argumentację wtedy kiedy im tak pasuje (by lepiej przykopać feministkom :)).
                (podobnie jak nieważne co o tym myślą poniektóre feministki - ziemia i tak
                obraca się wokół słońca a nie odwrotnie)
                Mylenie tych dwóch płaszczyzn musi prowadzić do nieporozumień.


                > Takie podejscie miało miejsce raczej u Ciebie.
                > Z uporem maniaka przypisywałaś mi jakiś "umysłowy bolszewizm" ale nie
                > dowiedziałem się dlaczego akurat nie "umysłowy nazizm, umysłowy faszyzm,
                > umysłowy satanizm, umysłowy islamizm" itd.
                > Rozumiem, że uznałaś że jako liberała takie określenia najbardziej mnie
                dotknie

                Naprawdę nie rozumiem jak możesz tak mówić. Wyjaśniłam dokładnie co rozumiem
                przez "umysłowy bolszewizm", nie potrafiłam tylko niestety przypomnieć sobie
                kto pierwszy użył tego określenia (na pewno używał go Michnik w odniesieniu do
                Macierewicza)
                Macierewicz jest zresztą klinicznym przykładem "umysłowego bolszewizmu" i
                najlepszym dowodem na to, że jest to zjawisko bytujące "w poprzek" różnych
                ideologii, bynajmniej nie związane tylko z komunizmem.
                Napiszę jeszcze raz: cechą "umysłowych bolszewików" jest skłonność do szukania
                wrogów we własnych szeregach (kto nie jest z nami ten jest przeciwko nam),
                przekonanie o posiadaniu jedynej prawdy (to "mój" liberalizm jest
                prawdziwy, "twój" liberalizm to jest komunizm), stosowanie demagogicznych
                argumentów mających za cel sprowadzenie poglądów oponenta do absurdu (lub
                zbrodni)
                Niezłym przykładem "umysowych bolszewików" są tzw obrońcy życia a także
                niektóre feministki (ale nie na tym forum...)



                > Głupotą jest stawianie takich propozycji biorac pod uwagę inne fundamentalne
                > postulaty feminizmu.


                Wszystkie fundamentalne postulaty feminizmu znalazły się w manifescie - taki
                jest cel wszelkich odezw programowych.


                > Czyli ściślej mówiąc - głupota tkwi w stawianiu sprzecznych postulatów i
                > niezauważaniu tego.


                Ale jak rozumiem ty to zauważyłeś. Więc wskaż mi który fragment manifesty
                zaprzecza np postulatowi obrony jedniostki do władania własnym życiem?


                > A tak BTW.
                > Mam prośbę - i nie odbierz tego jako złośliwości.
                > Twój sposób argumentowania w tym przypadku jest męczący.


                Faktycznie, jest męczący. Dla obu stron. Niestety nie ma innej możliwości
                przekonania cię, że NIE WOLNO pisać "bzdura i głupota" pod tekstem, który w
                jakimś stopniu zawiera poglądy z którymi się zgadzamy.
                W takim wypadku można napisać to co napisałam ja czy Sagan: nie podoba mi się
                forma manifesty i nie zgadzam się z niektórymi jej postulatami (ewt. z
                większością)
                Albo nic nie napisać.
                Pozdr. B.


                • Gość: Sebastian Re: pytanie do Sebastiana - manifesta IP: *.tele2.pl 11.02.03, 15:28
                  Gość portalu: barbinator napisał(a):

                  > Gość portalu: Sebastian napisał(a):
                  >
                  > > Osobiście lewicowości nie przeciwstawiam prawicę tylko liberalizm.
                  >
                  >
                  > Właśnie tak mi się wydawało, ale sama nie śmiałam tak tego sformułować, żebyś
                  > się nie obraził. Sebastianie, przeciwieństwem lewicy zawsze była jest i
                  będzie
                  > prawica, natomiast przeciwieństwem liberalizmu był jest i będzie
                  konserwatyzm -
                  Twoja pewnośc siebie jest zaskakująca.
                  Pojecia lewica, prawica, liberalizm itd. są względne i sa przybliżeniami,
                  skrótami, uogólnieniami.
                  Liberalizm może dotyczyć kwestii obyczajowych , ekonomicznych albo jednych i
                  drugich.
                  > Naprawdę nie rozumiem jak możesz tak mówić. Wyjaśniłam dokładnie co rozumiem
                  > przez "umysłowy bolszewizm", nie potrafiłam tylko niestety przypomnieć sobie
                  > kto pierwszy użył tego określenia (na pewno używał go Michnik w odniesieniu
                  do
                  > Macierewicza)
                  Gdyby Macierewicz poprosił Michnika o analizę tego określenia to MIchnik byc
                  może by się zdobył na takową.
                  Mnie Michnik by nie odpowiedział za to możesz mi wyjaśnic Ty skoro użyłas tego
                  określenia.

                  > Napiszę jeszcze raz: cechą "umysłowych bolszewików" jest skłonność do
                  szukania
                  > wrogów we własnych szeregach
                  A kto to sa "moje szeregi" i czym sie objawia szukanie w nich wrogów?
                  • sagan2 Re: pytanie do Sebastiana - manifesta 11.02.03, 15:34
                    Gość portalu: Sebastian napisał(a):


                    > Pojecia lewica, prawica, liberalizm itd. są względne i
                    > sa przybliżeniami, skrótami, uogólnieniami.
                    > Liberalizm może dotyczyć kwestii obyczajowych,
                    > ekonomicznych albo jednych i drugich.

                    TAK SAMO JAK FEMINIZM.

                    i bardzo czesto nam (sympatykom feminizmu) na tym forum
                    chodzi o zwrocenie na ten prosty fakt uwagi!
                    jak rowniez o to, aby krytykowac *konkretna*
                    "feministyczna sprawe" (jak niektorzy staraja sie to
                    czynic), a nie fe-feminizm w ogole (co sie zdarza
                    wiekszosci).
                    mozna to robic w stosunku do wiekszosci skomplikowanych i
                    trudnodefiniowalnych w "jednym zdaniu" ideologi (chocby
                    tych wymienionych przez Ciebie powyzej)


                    PS. to nie jest atak na Ciebie, tylko swietnie sluzy jako
                    kanwa do mojej krytyki uskutecznianej tutaj krytyki
                    feminizmu.

                    • Gość: Sebastian Re: pytanie do Sebastiana - manifesta IP: *.tele2.pl 11.02.03, 15:46
                      > > Pojecia lewica, prawica, liberalizm itd. są względne i
                      > > sa przybliżeniami, skrótami, uogólnieniami.
                      > > Liberalizm może dotyczyć kwestii obyczajowych,
                      > > ekonomicznych albo jednych i drugich.
                      >
                      > TAK SAMO JAK FEMINIZM.
                      >
                      > i bardzo czesto nam (sympatykom feminizmu) na tym forum
                      > chodzi o zwrocenie na ten prosty fakt uwagi!
                      > jak rowniez o to, aby krytykowac *konkretna*
                      > "feministyczna sprawe" (jak niektorzy staraja sie to
                      > czynic), a nie fe-feminizm w ogole (co sie zdarza
                      > wiekszosci).
                      > mozna to robic w stosunku do wiekszosci skomplikowanych i
                      > trudnodefiniowalnych w "jednym zdaniu" ideologi (chocby
                      > tych wymienionych przez Ciebie powyzej)
                      >
                      >
                      > PS. to nie jest atak na Ciebie, tylko swietnie sluzy jako
                      > kanwa do mojej krytyki uskutecznianej tutaj krytyki
                      > feminizmu.
                      Mam nadzieję, bo ja jestem w wielu kwestiach "feministkiem"
                      Co nie zmienia faktu, że pewnych postulatów feminizmu raczej nigdy nie
                      zaakceptuję.

                  • Gość: barbinator Re: pytanie do Sebastiana - manifesta IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 11.02.03, 19:44

                    > A kto to sa "moje szeregi" i czym sie objawia szukanie w nich wrogów?


                    Choćby tym, że kilkukrotnie określiłeś moje rozumienie liberalizmu jako
                    komunizm (później był "tylko" socjalizm) co jest niedorzecznością. Dla ciebie
                    każdy kto rozumie liberalizm choć odrobinę mniej doktrynalnie niż ty sam jest
                    wrogiem liberalizmu (czyli socjalistą według twojego podziału, tego opisanego
                    wyżej)
                    Przy okazji polecam bardzo ciekawy artykuł Artura Domasławskiego (polemika z
                    Gadomskim)w sobotniej Wyborczej - autor porównuje neoliberalizm do komunizmu i
                    ma mocne argumenty, naprawdę warto przeczytać.
                    Pozdr. B.
                    • Gość: Sebastian Re: pytanie do Sebastiana - manifesta IP: *.bienczyce.sdi.tpnet.pl 11.02.03, 21:47
                      > > A kto to sa "moje szeregi" i czym sie objawia szukanie w nich wrogów?
                      >
                      >
                      > Choćby tym, że kilkukrotnie określiłeś moje rozumienie liberalizmu jako
                      > komunizm (później był "tylko" socjalizm) co jest niedorzecznością.
                      Niedorzecznością bo niee chcesz być nazywana socjalistką?
                      To za mało. Jestem w stanie wykazać wiele cech wspólnych twojego myślenia z
                      socjalizmem jak i komunizmem.

                      > Przy okazji polecam bardzo ciekawy artykuł Artura Domasławskiego (polemika z
                      > Gadomskim)w sobotniej Wyborczej - autor porównuje neoliberalizm do komunizmu
                      i
                      > ma mocne argumenty, naprawdę warto przeczytać.
                      A ja polecam inne artykuły z tego cyklu, m. inn. artykuły Gadomskiego. Mocne
                      argumenty, warto przeczytać.
                      • Gość: barbinator w kwestii bolszewizmu... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 12.02.03, 19:28
                        Gość portalu: Sebastian napisał(a):

                        > > > A kto to sa "moje szeregi" i czym sie objawia szukanie w nich wrogów?
                        > >
                        > >
                        > > Choćby tym, że kilkukrotnie określiłeś moje rozumienie liberalizmu jako
                        > > komunizm (później był "tylko" socjalizm) co jest niedorzecznością.
                        > Niedorzecznością bo niee chcesz być nazywana socjalistką?
                        > To za mało. Jestem w stanie wykazać wiele cech wspólnych twojego myślenia z
                        > socjalizmem jak i komunizmem.

                        No sam widzisz, ja właśnie o tym piszę...
                        Antek Macierewicz tak długo myślał i wykazywał aż mu wyszło, że największymi
                        komuchami w Polsce są Chrzanowski, Michnik i Mazowiecki. Jego metoda znalazła
                        zresztą wielu gorliwych naśladowców, gdyż absolutnie w każdym człowieku można
                        znaleźć coś, co "się kojarzy" - pod warunkiem, że cierpi się na chorobę
                        umysłowego bolszewizmu.
                        Tak się składa, że ja przez ludzi którzy mnie znają jestem postrzegana jako
                        ktoś o poglądach skrajnie liberalnych. Moi znajomi (wśród których nie ma
                        żadnego lewicowca, przeważają liberałowie plus kilku konserwatystów), często
                        krytykują mnie za nadmierny ich zdaniem liberalny radykalizm...np za skłonnośc
                        do podatku liniowego i niechęć do wszelkich ulg podatkowych.
                        A dla ciebie bardzo proszę - jestem komunistką (lub prawie komunistką)...
                        Takie ocenianie innych to wstydliwa przypadłość charakterystyczna dla
                        posiadaczy jedynej prawdy. WSpółczuję, zwłaszcza że to bywa nieuleczalne...
                        Przy okazji wklejam cytacik ze wspomnianego artykułu Domasławskiego, bo jest "w
                        temacie" a mam dziwne wrażenie, że nie zadałeś sobie trudu by go przeczytać.

                        "Jaki jest logiczny i faktyczny związek między "falą niechęci do wolnego rynku"
                        a tym, że "kapitalizm krytykują jego niedawni piewcy"? Powiedzmy od razu: trzej
                        wymienieni myśliciele krytykują współczesny porządek gospodarczy, który - jak
                        Gadomski doskonale wie - nie jest jedynym znanym w historii modelem kapitalizmu
                        i wolnego rynku. Czy krytyka konkretnych efektów owego porządku musi oznaczać
                        od razu "lewicowy moralizm"? Czy krytyka zaleceń MFW jest tożsama z "falą
                        niechęci wobec wolnego rynku"?

                        Stawiam te pytania jako retoryczne. Ani Stiglitz, ani Luttwak czy Gray nie
                        proponują "powrotu w mętne nurty ideologii przeczącej podstawom wolnego rynku i
                        wolności jednostki". Wystarczy otworzyć książkę Luttwaka i przeczytać pierwsze
                        zdanie: "Jestem synem przedsiębiorcy i pomysłowego kapitalisty, sam też
                        prowadzę działalność gospodarczą na własny rachunek i chyba dlatego głęboko
                        wierzę zarówno w skuteczność kapitalizmu, jak i konieczność stosowania pewnych
                        środków kontroli jego funkcjonowania". Zaprawdę, to nie zapowiedź powrotu do
                        czerwonej niewoli. Alternatywa - albo turbokapitalizm, albo odmęty bolszewizmu -
                        jest fałszywa."



                        >
                        > > Przy okazji polecam bardzo ciekawy artykuł Artura Domasławskiego (polemika
                        > z
                        > > Gadomskim)w sobotniej Wyborczej - autor porównuje neoliberalizm do komuniz
                        > mu
                        > i
                        > > ma mocne argumenty, naprawdę warto przeczytać.
                        > A ja polecam inne artykuły z tego cyklu, m. inn. artykuły Gadomskiego. Mocne
                        > argumenty, warto przeczytać.


                        Nie bardzo cię rozumiem, bo "ten cykl" składa się z JEDNEGO artykułu
                        Domasławskiego i JEDNEGO artykułu Gadomskiego. Naprawdę radziłabym ci
                        przeczytać obydwa - moim zdaniem argumenty Domasławskiwego są dużo mocniejsze...
                        Pozdr. B.
                        • Gość: Sebastian Re: w kwestii bolszewizmu... IP: *.bienczyce.sdi.tpnet.pl 12.02.03, 21:31
                          > No sam widzisz, ja właśnie o tym piszę...
                          > Antek Macierewicz tak długo myślał i wykazywał aż mu wyszło, że największymi
                          > komuchami w Polsce są Chrzanowski, Michnik i Mazowiecki.
                          Ja nie twierdzę, że Ty jesteś NAJWIĘKSZA socjalistką.
                          Ja twierdze, że zmiany, które proponujesz to krok w lewo w stosunku do stanu
                          obecnego a stan obecny jest za bardzo socjalistyczny.
                          Zaś co do komunizmu to podobieństwo jest w Twojej chęci do uszczęśliwiania na
                          siłę: "kobiety nie chcą zrównania wieku emerytalnego ale one same nie wiedzą co
                          dla nich dobre"
                          (cytat z pamięci, nie czepiaj się co do szczegółów)

                          > krytykują mnie za nadmierny ich zdaniem liberalny radykalizm...np za
                          skłonnośc
                          > do podatku liniowego i niechęć do wszelkich ulg podatkowych.
                          Nie rozmawialiśmy tu o podatku liniowym a o ulgach mamy podobne zdanie.
                          Natomiast większośc poglądów, które tu przedstawiasz uważam za zdecydowanie
                          lewicowe.
                          Nie wykluczam natomiast, że w innych kwestiach jesteś liberalna choc w Twoim
                          liberalizmie nie widzę zadnej naczelnej zasady a raczej wymyślanie pewnych
                          pomysłów na liberalizację "ad hoc" bez kierowania się uniwersalnymi regułami.
                          > A dla ciebie bardzo proszę - jestem komunistką (lub prawie komunistką)...
                          > Takie ocenianie innych to wstydliwa przypadłość charakterystyczna dla
                          > posiadaczy jedynej prawdy.
                          Nie uważam się za posiadacza jednej prawdy, wręcz przeciwnie.
                          Właśnie dlatego staram się zawężać moje prawo do ingerowania w czyjąś wolność
                          (i prawo innych do ingerowania w wolnośc moją i osób trzecich)
                          > Nie bardzo cię rozumiem, bo "ten cykl" składa się z JEDNEGO artykułu
                          > Domasławskiego i JEDNEGO artykułu Gadomskiego.
                          Zależy. GW stara się być obiektywna i na przemian drukuje wypowiedzi liberałów
                          i np. socjalistów. Nie wiem czy jest to jakiś zaplanowany cykl ale tak to
                          wygląda.

                          > Naprawdę radziłabym ci
                          > przeczytać obydwa - moim zdaniem argumenty Domasławskiwego są dużo
                          > mocniejsze..
                          Moim zdaniem argumenty Gadomskiego sa dużo mocniejsze więc się nie sprzeczajmy
                          bo musielibyśmy zacząć się odnosić do cytatów a tu tyle pytań na które mi nie
                          odpowiedziałaś.
                          • Gość: barbinator Re: w kwestii bolszewizmu... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 15.02.03, 09:57
                            Gość portalu: Sebastian napisał(a):

                            > Ja nie twierdzę, że Ty jesteś NAJWIĘKSZA socjalistką.
                            > Ja twierdze, że zmiany, które proponujesz to krok w lewo w stosunku do stanu
                            > obecnego a stan obecny jest za bardzo socjalistyczny.


                            To oświeć mnie w końcu i powiedz jakie to zmiany ja właściwie proponuję i gdzi
                            o tym napisałam.
                            Zastanawia mnie czy ty naprawdę nie widzisz różnicy między dyskusją w celu
                            poznania różnych poglądów i dzielenia się własnymi wątpliwościami a
                            proponowaniem czegoś???
                            Jedyna ustawa o której rozmawialiśmy a którą faktycznie bezwzględnie popieram
                            to ustawa o molestowaniu - i doprawdy trzeba by oceanu złej woli by uznać ją za
                            przejaw socjalistycznego myślenia


                            > Zaś co do komunizmu to podobieństwo jest w Twojej chęci do uszczęśliwiania na
                            > siłę: "kobiety nie chcą zrównania wieku emerytalnego ale one same nie wiedzą
                            co
                            >> dla nich dobre"
                            > (cytat z pamięci, nie czepiaj się co do szczegółów)


                            Głupstwa piszesz. W ten sposób to wszyscy są komunistami - w tym i liberałwie
                            postulujący podatek liniowy, konserwatyści twierdzący, ze lepiej się żyło w
                            starych dobrych czasach, że o religiach różnej maści nie wspomnę.
                            No i oczywiście jest ważne to, że nie użyłam takiego sformułowania jak
                            przytoczone, co najwyżej napisałam, że wcześniejsze emerytury są dla kobiet
                            niekorzystne z czego część kobiet nie zdaje sobie sprawy.


                            >
                            > Natomiast większośc poglądów, które tu przedstawiasz uważam za zdecydowanie
                            > lewicowe.

                            Ponawiam prośbę - oświeć mnie jakie to poglądy ja tutaj przedstawiam?
                            To bardzo dziwne, bo ja programowo staram się nie pisać za wiele o moich
                            poglądach, pewno dlatego tak mnie irytuje gdy ktoś próbuje mnie szufladkować
                            nic o mnie nie wiedząc.
                            Czy moje dylematy dotyczące wolności i prawa do niej uważasz za nieliberalne?
                            Czy twoim zdaniem liberqalne myślenie polega na tym, że tylko pracodawca ma
                            prawo do wolności lub że jego wolność jest ważniejsza, gdyż wolny rynek sobie
                            tego życzy?
                            Chyba już raz ci to napisałam, ale powtórzę: liberalizm to coś dużo więcej niż
                            podręcznik pt jak prowadzić firmę by dużo zarobić.


                            > Nie wykluczam natomiast, że w innych kwestiach jesteś liberalna choc w Twoim
                            > liberalizmie nie widzę zadnej naczelnej zasady a raczej wymyślanie pewnych
                            > pomysłów na liberalizację "ad hoc" bez kierowania się uniwersalnymi regułami.


                            A czy w ogóle wiesz jakie są te uniwersalne reguły liberalizmu?
                            A znasz historię liberalizmu, wiesz jakie są jego główne nurty i jak doszło do
                            ich powstania - czy wiesz jak bardzo różne są poglądy na właściwy model
                            gospodarki wolnorynkowej?
                            Czy wiesz co to jest reganomika i jaką w niej rolę odegrał Luttwak oraz jakie
                            poglądy głosi obecnie, czy czytałeś cokolwiek Stiglitza albo Graya?
                            Naprawdę uważasz, że bez choćby podstawowego przygotowania teoretycznego można
                            pozwolić sobie na ocenianie jaki liberalizm jest dobry a jaki zły????
                            Czy wiesz, że stosując twoje kryteria oceny jakieś 99% współczesnych
                            ekonomistów należałoby nazwać lewicowcami?


                            > bo musielibyśmy zacząć się odnosić do cytatów a tu tyle pytań na które mi nie
                            > odpowiedziałaś.


                            Nie licytujmy się kto na ile pytań nie odpowiedział, bo w tej konkurencji to ja
                            raczej nie wygram...
                            Pozdr. B.
                            • Gość: Sebastian Re: w kwestii bolszewizmu... IP: *.bienczyce.sdi.tpnet.pl 15.02.03, 16:57
                              > To oświeć mnie w końcu i powiedz jakie to zmiany ja właściwie proponuję i
                              gdzi
                              > o tym napisałam.
                              Od kilku miesięcy ilekroć wygłaszam negatywne opinie o projekcie ustawy o
                              równym statusie ty stajesz w jego obronie.
                              Ostatnio jakby wycofałaś się z tej opinii więc nie będe Cię "szturchał"
                              Jeżeli zmądrzałaś to tylko chwalić.
                              > Jedyna ustawa o której rozmawialiśmy a którą faktycznie bezwzględnie popieram
                              > to ustawa o molestowaniu - i doprawdy trzeba by oceanu złej woli by uznać ją
                              > za przejaw socjalistycznego myślenia
                              Ustawa o molestowaniu istnieje od dawna.
                              Nazywa się kodeks karny.
                              > Głupstwa piszesz. W ten sposób to wszyscy są komunistami - w tym i liberałwie
                              > postulujący podatek liniowy,
                              Podatek liniowy oprócz tego , że jest bardziej projozwojowy to jest też
                              sprawiedliwszy.
                              Oczywiście wszystko zależy od pryncypiów jakie ktoś przyjmuje.
                              Próbowałem poznać Twoje ale zatrzymaliśmy się na poziomie "przedsiębiorca
                              rejestrując działalnośc zrzeka się cześci prywatności" i dalej nie byłas w
                              stanie się zagłębić.

                              > To bardzo dziwne, bo ja programowo staram się nie pisać za wiele o moich
                              > poglądach, pewno dlatego tak mnie irytuje gdy ktoś próbuje mnie szufladkować
                              > nic o mnie nie wiedząc.
                              Ja przynajmniej zadawałem Ci pytania dotyczące Twoich poglądów. Inna sprawa, że
                              nie bardzo potrafiłąs na nie odpowiedzieć.
                              Natomiast Ty wolałas od razu zgadywać sama: skoro nie podoba mi się to czy
                              tamto to znaczy, ze jestem ultraliberałem, bolszewikiem umysłowym i takie tam
                              bradnie.
                              > Czy moje dylematy dotyczące wolności i prawa do niej uważasz za nieliberalne?
                              Hmmm, jakby Ci to powiedzieć, żebyś zrozumiała jak widze Twoje poglądy:
                              To jest tak: wyobraź sobie, że któryś rząd postanawia wprowadzić normalny
                              podatek dochodowy dla rolników. Rolnicy protestują a ich reprezentant ogłasza
                              się liberałem bo przecież walczy z podatkami.
                              Innymi słowy: pewne postulaty aby można było je nazwać liberalnymi muszą mieć
                              charakter uniwersalny a nie wybiórczy tak jak u Ciebie.
                              Po prostu na podstawie tego co tu piszesz wcale nie jestem przekonany co do
                              twojej konsekwencji w postulatach.

                              > Czy twoim zdaniem liberqalne myślenie polega na tym, że tylko pracodawca ma
                              > prawo do wolności lub że jego wolność jest ważniejsza,
                              Nie jest ważniejsza ani mniej ważna. Nie ma znaczenia czy ktoś jest pracodawcą
                              czy pracownikiem. Prawo powinno być uniwersalne: nikogo nie można zmusić do
                              podpisania umowy o pracę z osobą , z którą sobie podpisywac nie życzy.
                              Do podpisania UoP konieczna jest wola obu stron. Jeśłi którakolwiek ze stron
                              nie chce podpisania umowy to państwo nie ma prawa jej zmuszać. I nie ma
                              znaczenia czy chodzi tu o pracownika czy pracodawcę.
                              Dobrowolnośc umów to fundament liberalizmu.

                              > Chyba już raz ci to napisałam, ale powtórzę: liberalizm to coś dużo więcej
                              niż
                              > podręcznik pt jak prowadzić firmę by dużo zarobić.
                              Dokładnie tak.
                              > A czy w ogóle wiesz jakie są te uniwersalne reguły liberalizmu?
                              Dobrowolność umów, równośc wobec prawa.
                              > A znasz historię liberalizmu, wiesz jakie są jego główne nurty i jak doszło
                              do
                              > ich powstania - czy wiesz jak bardzo różne są poglądy na właściwy model
                              > gospodarki wolnorynkowej?
                              A więc są różne, prawda?
                              Więc nie stosuj argumentów typu : nie jesteś liberałem bo pan X napisał co
                              innego niż TY a on jest liberałem co wszyscy wiedzą.
                              > Czy wiesz, że stosując twoje kryteria oceny jakieś 99% współczesnych
                              > ekonomistów należałoby nazwać lewicowcami?
                              Hmm. Jak tu wytłumaczyć pewne niuanse osobie która rozumuje na zasadzie " akcje
                              afirmacyjne sa liberalne bo pochodzą z USA a USA to ojczyzna liberalizmu"
                              Na prawdę stawiasz mi trudne zadania :-))

                              > Nie licytujmy się kto na ile pytań nie odpowiedział, bo w tej konkurencji to
                              > ja raczej nie wygram...
                              Jesli masz na myśli że ty pozostawiłas więcej pytań bez odpowiedzi to się
                              zgodzę.
                              Ale abstrahując o licytowania.



                              • Gość: barbinator Re: w kwestii bolszewizmu... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 15.02.03, 20:56
                                Gość portalu: Sebastian napisał(a):

                                > Ostatnio jakby wycofałaś się z tej opinii więc nie będe Cię "szturchał"
                                > Jeżeli zmądrzałaś to tylko chwalić.


                                Zmądrzałam o tyle, że rozpoznaję już kto na forum rozmawia po to, aby poznać
                                różne strony interesujących go spraw a kto traktuje forum jak mównicę agit-prop.
                                Nawet nie żądam, żebyś wskazał na jaikikolwiek mój post w którym twierdzę, ze
                                jestem za wprowadzeniem tej ustawy, bo ja wiem, że nigdy nic takiego nie
                                napisałam, już raczej sugerowałam coś wręcz przeciwnego.
                                Muszę też powiedzieć, że jestem rozczarowana - próbowałam z różnych stron i z
                                żadnej nie usłyszałam ani jednego sensownego argumentu przeciwko tej ustawie,
                                czyli popierającego to, co ja w gruncie rzeczy myślę...
                                Czyli pozostał mi jedyny mój własny argument pt "niech mi się państwo nie
                                wpieprza w sprawy mojej firmy" - miałam nadzieję, że usłyszę coś bardziej
                                wyrafinowanego...
                                Problem w tym, że argumenty drugiej strony są zdecydowanie mocniejsze...
                                Wiesz Sebastianie, ja ci w pewnym sensie zazdroszczę - ty się nie przejmujesz
                                takimi głupstwami jak wymowa faktów czy siła argumentów, po prostu uważasz, że
                                każdy kto ma inne zdanie jest ignorantem i komunistą.
                                Taka postawa bardzo ułatwia życie, ale ja bym jednak tak nie umiała...


                                > Ustawa o molestowaniu istnieje od dawna.
                                > Nazywa się kodeks karny.


                                Kodeks karny daje się zastosować wyłącznie w najbardziej drastycznych
                                przykładach molestowania, a i wtedy sprawy są zawyczaj umarzane. Sprawdź na
                                stronach centrum praw kobiet jak bardzo drastyczne sprawy o molestowanie bywały
                                umarzane przez prokuraturę z wyjaśnieniem, że wspomniany przez ciebie kodeks
                                karny nie ma dla nich zastosowania - zapewniam cię, że nie chodziło w nich o
                                znaczące spojrzenia czy uszczypnięcie w pośladek


                                > > Głupstwa piszesz. W ten sposób to wszyscy są komunistami - w tym i liberał
                                > wie
                                > > postulujący podatek liniowy,
                                > Podatek liniowy oprócz tego , że jest bardziej projozwojowy to jest też
                                > sprawiedliwszy.


                                A co to niby ma do mojego przykładu? A równy wiek emerytalny dla k. i m. to
                                niby nie jest bardziej sprawiedliwy?


                                > Oczywiście wszystko zależy od pryncypiów jakie ktoś przyjmuje.
                                > Próbowałem poznać Twoje ale zatrzymaliśmy się na poziomie "przedsiębiorca
                                > rejestrując działalnośc zrzeka się cześci prywatności" i dalej nie byłas w
                                > stanie się zagłębić.


                                Rany boskie Sebastian!!!
                                Bo nie było się w czym zgłębiać, zrozum to wreszcie!! Tworzysz tu jakieś
                                sztuczne problemy próbując na siłe zrobić ze mnie komunistkę.
                                Już raz cię pytałam czy rozumiesz co to jest przykład - trzeba się było wtedy
                                przyznać, że nie rozumiesz to bym ci wyjaśniła. Czy ty w ogóle jeszcze
                                pamiętasz, że to o czym piszesz to było na intencję wyjaśnienia ci na czym
                                polega różnica między sferą prywatną a sformalizowaną i dlaczego w związku z
                                tym twój przykład mówiący o tym, że skoro państwo nie może ingerować w wybór
                                męża czy też żony, więc państwo nie może też ingerować w wybór pracowników
                                przez pracodawcę jest do dupy??
                                NIgdy się nie dogadamy jeżeli będziesz uparcie wyjmował moje słowa z kontekstu.



                                > > Ja przynajmniej zadawałem Ci pytania dotyczące Twoich poglądów. Inna
                                sprawa, że
                                > nie bardzo potrafiłąs na nie odpowiedzieć.


                                Nie przypominam sobie ani jednej sytuacji w rozmowie z tobą w której nie
                                umiałabym odpowiedzieć na jakieś twoje pytanie - to, że odpowiedź nie była po
                                twojej myśli, bo nie udało ci się mnie ustawić tak, by łatwiej można było
                                upupić dyskusję to już nie mój problem.


                                > Natomiast Ty wolałas od razu zgadywać sama: skoro nie podoba mi się to czy
                                > tamto to znaczy, ze jestem ultraliberałem,


                                A przepraszam bardzo, to ty nie jesteś ultraliberałem? A czym właściwie się od
                                nich różnisz?


                                > Innymi słowy: pewne postulaty aby można było je nazwać liberalnymi muszą
                                mieć
                                > charakter uniwersalny a nie wybiórczy tak jak u Ciebie.


                                Jeżeli uważasz, że wszystkie postulaty zgłaszane przez polityka uważającego się
                                za liberała (lub liberalnego ekonomistę) muszą mieć doktrynalnie liberalny
                                charakter (a jak nie, to jesteś pan komunista panie Balcerowicz)to bardzo
                                jestem ciekawa czy potrafisz wskazać mi przykład liczącego się polityka który
                                JEST mimo to liberałem. O przykład państwa zarządzanego według tej metody już
                                wiele razy prosiłam i oczywiście odpowiedzi nie było (i nie będzie, bo takiego
                                państwa nie ma)
                                Przy okazji przeczytaj swoje własne słowa w związku z akcjami afirmatywnymi -
                                naprawdę nie widzisz, ze twoje poglądy przeczą samym sobie?
                                Apropos, przykład z rolnikami był bes sensu, ale nie chce mi się już tego
                                ciągnąć bo i tak za chwilę mi utnie post.


                                > Dobrowolnośc umów to fundament liberalizmu.

                                Ale jeśli pracodawca zmusza kogoś do podpisania lojalki o niezachodzeniu w
                                ciążę sugerując, że w przeciwnym razie z pracy nici, to tak
                                rozumiana "dobrowolność" umowy jakoś nie razi twojej czułej liberalnej
                                duszyczki?
                                Zapewniam cię, że dla "fundamentalnych zasad liberalizmu" taki problem byłby
                                prawdziwą zadrą w tyłku.

                                >
                                > Więc nie stosuj argumentów typu : nie jesteś liberałem bo pan X napisał co
                                > innego niż TY a on jest liberałem co wszyscy wiedzą.


                                No i nie wiem; śmiać się czy płakać... To ja od iluś tam postów próbuję ci
                                wyjaśnić, że są rózne rodzaje liberalizmu i można mieć różne poglądy na
                                charakter gospodarki rynkowej bez nazywania oponenta lewicowcem, a jak już
                                jestem bliska zmuszenia cię byś w końcu ten oczywisty fakt zrozumiał, to wtedy
                                ty odwracasz kota ogonem i twierdzisz, że to ja tych rzeczy nie rozumiem?????
                                To kto tu kogo nazywał lewicowcem, socjaloistą i komunistą???


                                > > Czy wiesz, że stosując twoje kryteria oceny jakieś 99% współczesnych
                                > > ekonomistów należałoby nazwać lewicowcami?
                                > Hmm. Jak tu wytłumaczyć pewne niuanse osobie która rozumuje na zasadzie "
                                akcje
                                > afirmacyjne sa liberalne bo pochodzą z USA a USA to ojczyzna liberalizmu"


                                Zmyślasz, wyjmujesz z kontekstu i przekręcasz. Pisałam wtedy, że amerykańscy
                                liberałowie jakoś nie przestali być liberałami tylko dlatego, że wzbogacili
                                swoje programy wyborcze o przepisy antydyskryminacyjne. Podobnie ja nie
                                przestaję być liberałem mając inne niż ty zdanie na temat problemu
                                dyskryminacji kobiet. Dyskutujesz bardzo nieuczciwie i naprawdę nie rozumiem po
                                co to robisz.
                                Pozdr. B.

                                > Na prawdę stawiasz mi trudne zadania :-))
                                >
                                > > Nie licytujmy się kto na ile pytań nie odpowiedział, bo w tej konkurencji
                                > to
                                > > ja raczej nie wygram...
                                > Jesli masz na myśli że ty pozostawiłas więcej pytań bez odpowiedzi to się
                                > zgodzę.
                                > Ale abstrahując o licytowania.
                                >
                                >
                                >
                                • Gość: Sebastian Re: w kwestii bolszewizmu... IP: *.bienczyce.sdi.tpnet.pl 15.02.03, 21:55
                                  > Wiesz Sebastianie, ja ci w pewnym sensie zazdroszczę - ty się nie przejmujesz
                                  > takimi głupstwami jak wymowa faktów czy siła argumentów, po prostu uważasz,
                                  że
                                  > każdy kto ma inne zdanie jest ignorantem i komunistą.
                                  > Taka postawa bardzo ułatwia życie, ale ja bym jednak tak nie umiała...
                                  Uwierz mi Barbinator, ja ci w pewnym sensie zazdroszcze.
                                  Tobie wystrczy przekonanie, że jak powiesz pracodawcy "nie wolno Ci skłądać
                                  pracownikowi takiach a takich propozycji" to już masz spokojne sumienie że
                                  bronisz pracowników.
                                  (powyższy przykłąd był jednym z wielu schematów jakimi się posługujesz)

                                  > > Ustawa o molestowaniu istnieje od dawna.
                                  > > Nazywa się kodeks karny.
                                  >
                                  >
                                  > Kodeks karny daje się zastosować wyłącznie w najbardziej drastycznych
                                  > przykładach molestowania, a i wtedy sprawy są zawyczaj umarzane. Sprawdź na
                                  > stronach centrum praw kobiet jak bardzo drastyczne sprawy o molestowanie
                                  bywały
                                  >
                                  > umarzane przez prokuraturę z wyjaśnieniem, że wspomniany przez ciebie kodeks
                                  > karny nie ma dla nich zastosowania - zapewniam cię, że nie chodziło w nich o
                                  > znaczące spojrzenia czy uszczypnięcie w pośladek
                                  OK. Przyjmuję Twoją argumentację.
                                  Proponuję w związku z tym zaostrzyć kodeks karny oraz ewentualnie poszerzyć
                                  możliwości cywilnego dochodzenia roszczeń od molestującego.
                                  > > Podatek liniowy oprócz tego , że jest bardziej projozwojowy to jest też
                                  > > sprawiedliwszy.
                                  Chodziło mi o to, że za pewnymi liberalnymi rozwizaniami moga iśc dwa rodzaje
                                  argumentów: pozytywne skutki ekonomiczne oraz sprawiedliwośc danego rozwiązania.
                                  Nawet jeśli jeden argument traci na znaczeniu to pozostaje drugi.

                                  > A co to niby ma do mojego przykładu? A równy wiek emerytalny dla k. i m. to
                                  > niby nie jest bardziej sprawiedliwy?
                                  Równy wiek emerytalny jest bardziej sprawiedliwy gdyż w obecnym systemie
                                  kobiety sa uprzywilejowane.
                                  Przyznaję, że przykład z wiekiem emerytalnym jest trudnym tematem do polemiki
                                  miedzy nami bo obydwoje popieramy jego zrównanie choć z przeciwnych przesłanek.

                                  > Już raz cię pytałam czy rozumiesz co to jest przykład
                                  Chyba żartujesz. Pytając o kryteria wg. których państwo może ograniczać wolnośc
                                  kilkukrotnie podkreślałem, że chodzi mi o KRYTERIA i ZASADY, REGUŁY ich doboru
                                  a nie o przykłady komu wg. Ciebie państwo może ograniczyć wolnośc.
                                  > Czy ty w ogóle jeszcze
                                  > pamiętasz, że to o czym piszesz to było na intencję wyjaśnienia ci na czym
                                  > polega różnica między sferą prywatną a sformalizowaną i dlaczego w związku z
                                  > tym twój przykład mówiący o tym, że skoro państwo nie może ingerować w wybór
                                  > męża czy też żony, więc państwo nie może też ingerować w wybór pracowników
                                  > przez pracodawcę jest do dupy??
                                  Zarówno małżeństwo jak i umowa o pracę jest sferą sformalizowaną więc załozenia
                                  jest niesłuszne.
                                  Skoro założenie jest niesłuszne to dalsze roważania nie mog abyć słuszne - sama
                                  tak kiedyś pisałaś.
                                  Jeśli zaś (próbuję domyślec się o co Ci chodzi) nie przeszkadza Ci fakt, że
                                  przy zawieraniu małżeństwa obowiązuje znacznie więcej formalności i obostrzeń
                                  niz przy UoP to w takim razie mam pytanie: Co decyduje o tym, że dana sfera wg
                                  Ciebie jest prywatna a co o tym ,że sformalizowana?
                                  Inna sprawa, że przeciwstawianie prywatny-sformalizowany jest bez sensu. To tak
                                  jakby rozważac czy krokodyl jest długi czy zielony.
                                  Ale to ty zaproponowałas taki podział.
                                  > NIgdy się nie dogadamy jeżeli będziesz uparcie wyjmował moje słowa z
                                  kontekstu.
                                  Nigdy się nie dogadamy jak będziesz udzielała odpowiedzi typu: Um. o Pr. to
                                  sfera sformalizowana ponieważ to jest sfera sformalizowana.
                                  > Nie przypominam sobie ani jednej sytuacji w rozmowie z tobą w której nie
                                  > umiałabym odpowiedzieć na jakieś twoje pytanie - to, że odpowiedź nie była po
                                  > twojej myśli, bo nie udało ci się mnie ustawić tak, by łatwiej można było
                                  > upupić dyskusję to już nie mój problem.
                                  Większym problemem było kiedy na pytanie typu : "dlaczego dwa plus dwa jest
                                  cztery " odpowiadałas stwierdzeniem typu" Bo trawa jest zielona"
                                  Lubisz też odwracać kota ogonem. Na moje pytanie dlaczego podobne przepisy
                                  konstytucji interpretujesz zupełnie różnie zarzuciłas mi , że chcę
                                  interpretować konstytucję tak jak mi wygodnie, podczas gdy to własnie Ty to
                                  robiłaś.
                                  > A przepraszam bardzo, to ty nie jesteś ultraliberałem? A czym właściwie się
                                  od
                                  > nich różnisz?
                                  Zakładam socjalną rolę państwa ale w zgodzie z kilkoma podstawowymi zasadami.
                                  (oczywiście to nie jedyna różnica ale podaję jedną z wyraźniejszych)
                                  > Jeżeli uważasz, że wszystkie postulaty zgłaszane przez polityka uważającego
                                  się
                                  >
                                  > za liberała (lub liberalnego ekonomistę) muszą mieć doktrynalnie liberalny
                                  > charakter
                                  No właśnie tak nie uważam.
                                  O liberalizmie świadczy "wypadkowa" poglądów danego polityka oraz porównanie z
                                  poglądami innych polityków.
                                  I właśnie dlatego twój argument o liberalizmie akcji afirmacyjnych uważam za
                                  głupi.
                                  > Przy okazji przeczytaj swoje własne słowa w związku z akcjami afirmatywnymi -
                                  > naprawdę nie widzisz, ze twoje poglądy przeczą samym sobie?
                                  W którym miejscu.
                                  > Apropos, przykład z rolnikami był bes sensu, ale nie chce mi się już tego
                                  > ciągnąć bo i tak za chwilę mi utnie post.
                                  >
                                  >
                                  > > Dobrowolnośc umów to fundament liberalizmu.
                                  >
                                  > Ale jeśli pracodawca zmusza kogoś do podpisania lojalki o niezachodzeniu w
                                  > ciążę sugerując, że w przeciwnym razie z pracy nici, to tak
                                  > rozumiana "dobrowolność" umowy jakoś nie razi twojej czułej liberalnej
                                  > duszyczki?
                                  > Zapewniam cię, że dla "fundamentalnych zasad liberalizmu" taki problem byłby
                                  > prawdziwą zadrą w tyłku.
                                  Najmniejszą.
                                  Pałam chęciom wyjaśnienia CI tego, bo sam zachodze w głowę jak można nie
                                  zauważyć, że opisana przez Ciebie sytuacja nie jest w najmniejszym stopniu
                                  naruszeniem wolności. W tym celu poprosze o kontynuację wątku:
                                  www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=212&w=4577105&a=4618890
                                  • Gość: barbinator Re: w kwestii bolszewizmu... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 16.02.03, 14:42
                                    Gość portalu: Sebastian napisał(a):

                                    > > Uwierz mi Barbinator, ja ci w pewnym sensie zazdroszcze.
                                    > Tobie wystrczy przekonanie, że jak powiesz pracodawcy "nie wolno Ci skłądać
                                    > pracownikowi takiach a takich propozycji" to już masz spokojne sumienie że
                                    > bronisz pracowników.


                                    Mało wiesz o moim sumieniu...


                                    > OK. Przyjmuję Twoją argumentację.
                                    > Proponuję w związku z tym zaostrzyć kodeks karny oraz ewentualnie poszerzyć
                                    > możliwości cywilnego dochodzenia roszczeń od molestującego.


                                    Możnaby tak zrobić, ale wymagałoby to uwzględnienia innego traktowania
                                    molestowania w miejscu pracy i w miejscu publicznym, więc prościej jest od razu
                                    umieścić to w KP. Polska nie jest na szczęście krajem pionierskim w tej
                                    kwestii, korzystamy tutaj z doświadczeń innych - a te wykazały, że ustawa
                                    znakomicie motywuje pracodawców do wprowadzenia takich przepisów wewnętrznych,
                                    które uniemożliwiają molestowanie. I chyba o to chodzi, czyż nie?
                                    O kwestii specyfiki molestowania w pracy dyskutowałes długo z Sagan, ja mam
                                    taki samo zdanie jak ona, więc proponuje nie ciągnąć tego wątku, bo raczej na
                                    wspólne uzgodnienia trudno tutaj liczyć.


                                    > > > Podatek liniowy oprócz tego , że jest bardziej projozwojowy to jest t
                                    > eż
                                    > > > sprawiedliwszy.
                                    > Chodziło mi o to, że za pewnymi liberalnymi rozwizaniami moga iśc dwa rodzaje
                                    > argumentów: pozytywne skutki ekonomiczne oraz sprawiedliwośc danego
                                    rozwiązania

                                    Tylko ze to nie ma żadnego związku z twoim stwierdzeniem, iż moja krytyka
                                    nierównosci emerytalnych pomimo faktu ze częśc kobiet jest innego zdania, jest
                                    dowodem na mój "komunistyczny sposób myślenia"
                                    Rozmydlasz sprawe celowo, czy po prostu zapominasz o czym rozmawiamy?

                                    > .
                                    > Nawet jeśli jeden argument traci na znaczeniu to pozostaje drugi.
                                    >
                                    > > A co to niby ma do mojego przykładu? A równy wiek emerytalny dla k. i m. t
                                    > o
                                    > > niby nie jest bardziej sprawiedliwy?
                                    > Równy wiek emerytalny jest bardziej sprawiedliwy gdyż w obecnym systemie
                                    > kobiety sa uprzywilejowane.
                                    > Przyznaję, że przykład z wiekiem emerytalnym jest trudnym tematem do polemiki
                                    > miedzy nami bo obydwoje popieramy jego zrównanie choć z przeciwnych
                                    przesłanek.


                                    A co to ma do rzeczy, na miłość boską!!!
                                    Miałeś mi udowodnić komunistyczne myślenie na przykładzie z wiekiem emerytalnym
                                    kobiet, nie zmieniaj tematu!


                                    >
                                    > > Już raz cię pytałam czy rozumiesz co to jest przykład
                                    > Chyba żartujesz. Pytając o kryteria wg. których państwo może ograniczać
                                    wolnośc
                                    >
                                    > kilkukrotnie podkreślałem, że chodzi mi o KRYTERIA i ZASADY, REGUŁY ich
                                    doboru
                                    > a nie o przykłady komu wg. Ciebie państwo może ograniczyć wolnośc.


                                    Pytałeś, ale w zupełnie innym momencie dyskusji!!!
                                    Nie wtedy gdy wyjaśniałam ci różnice między sferą prywatną a sformalizowaną!!
                                    Jak mozesz do tego stopnia manipulowac moimi słowami, to się naprawdę w głowie
                                    nie mieści!
                                    Moja odpowiedz dotyczyła innego pytania!


                                    > Zarówno małżeństwo jak i umowa o pracę jest sferą sformalizowaną więc
                                    załozenia
                                    > jest niesłuszne.


                                    Wiesz co, to jest naprawde bez sensu. Ja już nie wiem ile razy można ci
                                    powtarzać, że małżeństwo jest sformalizowane dopiero po jego zawarciu a wybór
                                    małżonka jest zawsze prywatny, natomiast wszelka działalność gospodarcza (w tym
                                    zatrudnianie ludzi) jest zawsze sformalizowana, chyba że prowadzi się ją na
                                    czarno?
                                    Ciągle to samo - rozmydlasz sprawę, nie odpowiadasz na argumenty a potem
                                    udajesz że nic się nie stało i od nowa powtarzasz te same bzdury.


                                    > > NIgdy się nie dogadamy jeżeli będziesz uparcie wyjmował moje słowa z
                                    > kontekstu.
                                    > Nigdy się nie dogadamy jak będziesz udzielała odpowiedzi typu: Um. o Pr. to
                                    > sfera sformalizowana ponieważ to jest sfera sformalizowana.

                                    Nie, nie dogadujemy sie dlatego, ze ty nie chcesz zrozumieć różnicy między
                                    sprzedawaniem sąsiadom pomidorów z własnej działki a prowadzeniem sklepu z
                                    pomidorami. Skoro dla ciebie prowadzenie działalności gospodarczej należy do
                                    sfery prywatnej, to powołując się na konstytucję ("Każdy ma prawo do
                                    decydowania o swoim życiu osobistym") powinieneś odmówić płacenia podatków i
                                    pogonić precz inspektorów PIP.
                                    Dlaczego tego nie robisz?

                                    > Lubisz też odwracać kota ogonem. Na moje pytanie dlaczego podobne przepisy
                                    > konstytucji interpretujesz zupełnie różnie zarzuciłas mi , że chcę
                                    > interpretować konstytucję tak jak mi wygodnie, podczas gdy to własnie Ty to
                                    > robiłaś.

                                    Nieprawda, odpowiedziałam, ze wszystkie przepisy konstytucji rozumiem dosłownie
                                    i tobie też tą metodę polecam - zamiast naginania jej do swoich potrzeb co
                                    robisz cały czas.


                                    • Gość: Sebastian Re: w kwestii bolszewizmu... IP: *.tele2.pl 17.02.03, 12:43

                                      > > OK. Przyjmuję Twoją argumentację.
                                      > > Proponuję w związku z tym zaostrzyć kodeks karny oraz ewentualnie poszerzy
                                      > ć
                                      > > możliwości cywilnego dochodzenia roszczeń od molestującego.
                                      > Możnaby tak zrobić, ale wymagałoby to uwzględnienia innego traktowania
                                      > molestowania w miejscu pracy i w miejscu publicznym,
                                      ... oraz dodatkowego uregulowania molestowania w pociągu, autobusie itd.
                                      > > Przyznaję, że przykład z wiekiem emerytalnym jest trudnym tematem do polem
                                      > iki
                                      > > miedzy nami bo obydwoje popieramy jego zrównanie choć z przeciwnych
                                      > przesłanek.
                                      >
                                      >
                                      > A co to ma do rzeczy, na miłość boską!!!
                                      To, że przyznaję, że przykład z równym wiekiem emerytalnym jest nie najlepszy o
                                      tyle, że mimo swego komunistycznego myślenia będziesz mogła się bronić na
                                      zasadzie" Przecież Ty też chcesz zrównania wieku emerytalnego"
                                      > Pytałeś, ale w zupełnie innym momencie dyskusji!!!
                                      Więc pytam: od czego zależy czy państwo ma prawo ograniczyć wolność danego
                                      człowieka w tym wtrącać się w jego prywatne decyzje?
                                      > Nie wtedy gdy wyjaśniałam ci różnice między sferą prywatną a sformalizowaną!!
                                      Nie wyjaśniłas żadnych różnic tylko wymieniłas które czynności wg. Ciebie
                                      należą do sfery sformalizowanej a które do prywatnej.
                                      Ponadto posługując sie Twoim sposobem rozumowania można usprawiedliwić zarówno
                                      nakaz tłumaczenia się z polityki kadrowej (jak w projekcie ustawy) jak i
                                      wprowadzenie parytetów w firmach prywatnych.
                                      > Wiesz co, to jest naprawde bez sensu. Ja już nie wiem ile razy można ci
                                      > powtarzać, że małżeństwo jest sformalizowane dopiero po jego zawarciu a wybór
                                      > małżonka jest zawsze prywatny, natomiast wszelka działalność gospodarcza (w
                                      > tym zatrudnianie ludzi) jest zawsze sformalizowana,
                                      Trudno z toą dyskutowac jak w jednym zdaniu potrafisz zrobic kilka błędów
                                      merytorycznych i logicznych niezależnie.
                                      Po pierwsze : pojęcie zatrudnienia nie jest przywiązane do relacji pomiędzy
                                      osoba prowadząca działalnośc gospodarczą a taką, która jej nie prowadzi.
                                      Wydawało mi się, że ktoś kto prowadzi firmę i choć trochę interesuje się
                                      polityka powinien o tym wiedzieć.
                                      Po drugie: nieprawdą jest że wszelka zarejestrowana działalnośc gospodarcza
                                      jest sformalizowana. Na przykład nikt (na szczęście) nie każe się tłumaczyć
                                      dlaczego dany kontrakt zawarłem z panem X a nie z panem Y.




                                      > Nie, nie dogadujemy sie dlatego, ze ty nie chcesz zrozumieć różnicy między
                                      > sprzedawaniem sąsiadom pomidorów z własnej działki a prowadzeniem sklepu z
                                      > pomidorami.
                                      Uuuu.
                                      To Ty nie doceniasz pomysłów socjalistów.
                                      W Niemczech np. naprawienie sąsiadowi płotu może skutkować oskarżeniem o
                                      nielegalną pracę.
                                      Innym razem Niemcy zorganizowali łapanke na polskie opiekunki zajmujące się
                                      osobami starszymi (dodam dla jasności, że opiekunki zajmowały się tym w
                                      prywatnych domach na zlecenie prywatnych osob a zarzut nie brzmiał: wykonywanie
                                      zawodu pielęgniarki bez odpowiednich uprawnień" tylko "praca na czarno")
                                      Rzecz jasna w Niemczech sąsiedzi nadal wykonuja sobie przysługi czasem odpatnie
                                      a czasem nie, zaś polskie pielęgniarki nadal opiekują się starszymi ale to
                                      własnie dowodzi absurdalności takiego podejscia.


                                      > Skoro dla ciebie prowadzenie działalności gospodarczej należy do
                                      > sfery prywatnej, to powołując się na konstytucję ("Każdy ma prawo do
                                      > decydowania o swoim życiu osobistym") powinieneś odmówić płacenia podatków i
                                      > pogonić precz inspektorów PIP.
                                      > Dlaczego tego nie robisz?
                                      Po pierwsze: Po co odmawiać płacenia i "gonić PIP" skoro ten sam efekt można
                                      osiągnąć inaczej?
                                      Po drugie: Płacenie podatków jest przykrym obowiązkiem każdego obywatela i
                                      dlatego właśnie powinno byc równo rozłożone. A juz na pewno nie zależy od tego,
                                      czy dochody sa prywatne czy nieprywatne.
                                      Po trzecie: Wysokie podatki w Polsce sa dla mnie źródłem doskonałych profitów i
                                      jeśli żądam ich obniżenia to własnie ze względu na poczucie sprawiedliwości i
                                      pryncypia a nie ze względu na osobisty interes (moją efektywna stopa
                                      opodatkowania za zeszły rok to ok 10% i podatek liniowy jest mi potrzebny jak
                                      psu na bude. Mimo to popieram go bo jest sprawiedliwszy)

    • Gość: EWOK Tad, uważaj IP: *.acn.waw.pl 10.02.03, 21:58
      Uważaj, na miłośc boską, bo tak już wyrosłeś, że trochę się o Ciebie obawiam.
      Samoloty nisko latają, żeby o Ciebie nie zawadziły.

      Szczerze zatroskana Ewok
      • Gość: tad Re: Tad, uważaj IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 11.02.03, 16:54
        Gość portalu: EWOK napisał(a):

        > Uważaj, na miłośc boską, bo tak już wyrosłeś, że trochę się o Ciebie obawiam.
        > Samoloty nisko latają, żeby o Ciebie nie zawadziły.

        Chodzi Ci o to, że okresliłem się mędrcem i półbogiem? To Sosa stwierdziła, że
        Sagan robi ze swoich rozmówców mędrców i półbogów. Niestety uległem tej
        sugestii. Jeśli jakaś kobieta robi ze mnie mędrca i półboga - zgadzam się na
        to. Jesli myslisz, że mogę się oprzeć czemuś takiemu, to - niestety - mnie
        przeceniasz. (zresztą zachowałem umiar. Pisałem wszak zaledwie o PÓŁbobu).
        >
        • Gość: barbinator Re: Tad, uważaj IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 11.02.03, 19:34
          Gość portalu: tad napisał(a):

          > Gość portalu: EWOK napisał(a):
          >
          > > Uważaj, na miłośc boską, bo tak już wyrosłeś, że trochę się o Ciebie obawi
          > am.
          > > Samoloty nisko latają, żeby o Ciebie nie zawadziły.
          >
          > Chodzi Ci o to, że okresliłem się mędrcem i półbogiem? To Sosa stwierdziła,
          że
          > Sagan robi ze swoich rozmówców mędrców i półbogów. Niestety uległem tej
          > sugestii. Jeśli jakaś kobieta robi ze mnie mędrca i półboga - zgadzam się na
          > to. Jesli myslisz, że mogę się oprzeć czemuś takiemu, to - niestety - mnie
          > przeceniasz. (zresztą zachowałem umiar. Pisałem wszak zaledwie o PÓŁbobu).


          No, a poza tym ciebie Tad przed skasowaniem przez nisko lecący samolot chroni
          pewna bardzo ważna cecha - jesteś mianowicie SKROMNY.
          Jeśli ktoś ma wątpliwości, to śpieszę go uspokoić - Tad na pewno jest skromny,
          musi to być prawda bo on sam to o sobie powiedział.
          A któż lepiej zna Tada niż Tad (zwłaszcza, że nic nie wiemy o jego żonie - Tad
          jest niestety dyskretny...)
          Pozdr. B.



          > >
    • maciej.k1 manifesta 11.02.03, 11:02
      Wiele lat temu zadałęm sobie trud i przeczytałem uważnie "Manifest PKWN". Był
      bardzo ładnym zlepkiem ogólniesłusznych sloganów. Nie było tam ani słowa o
      dyktaturze partii komunistycznej, nomenklaturze, stalinowskim terrorze,
      fizycznej likwidacji AK-owców, przymusowej kolektywizacji chłopów,
      rozkułaczaniu, liwidacji wolnego handlu, itp. itd.

      Feministki napisały podobną manifestę, w której zawarły parę pobożnych życzeń w
      rodzaju: "żeby nie było wojen i chorób, dzieci były uśmiechnięte, słońce
      świeciło jasno, niebo było niebieskie, a trawa zielona."

      Czy można z tym sensownie polemizować na tym poziomie ogólności? Czy ja, nawet
      będąc zatwardziałym antyfeministą i zwolennikiem patriarchalnego ucisku kobiet,
      mogę nie chcieć, by "dzieci były uśmiechnięte"?

      Sensowna polemika jest możliwa dopiero wtedy, gdy przetłumaczy się wzniosłe
      ogólniki na konkretne posunięcia. Jest to dla nas możliwe tylko dlatego, że
      skądinąd wiemy (ale nie z tej Manifesty), co feministki naprawdę rozumieją
      przez te ogólnikowe sformułowania i jakimi środkami chcą osiągnąć swoje
      wzniosłe cele.

      Feministyczne środki prowadzące do wzniosłych celów nie są już bynajmniej takie
      święte, lecz mają wiele wspólnego z metodami komunistów. Dlatego nie ma co
      zachwycać się pięknymi feministycznymi ideałami, skoro pobieżana analiza
      proponowanych metod wskazuje, że nigdy nie osiągniemy obiecywanej świetlanej
      przyszłości, lecz trafimy zupełnie gdzie indziej.

      Pozdrawiam -
      • sagan2 Re: manifesta 11.02.03, 11:19
        maciej.k1 napisał:


        > Czy można z tym sensownie polemizować na tym poziomie
        > ogólności? Czy ja, nawet będąc zatwardziałym
        > antyfeministą i zwolennikiem patriarchalnego ucisku
        > kobiet, mogę nie chcieć, by "dzieci były uśmiechnięte"?
        >
        > Sensowna polemika jest możliwa dopiero wtedy, gdy
        > przetłumaczy się wzniosłe ogólniki na konkretne
        > posunięcia.

        czyli pozytywna dyskusja z manifesta nie jest mozliwa,
        tak?
        ale negatywna jest???
        do napisania: STEK BZDUR wystarcza w manifescie
        materialu, ale nie wystarcza go do konkretnej dyskusji?
        czy to sie kupy trzyma?

        i, co najwazniejsze, dlaczego taki glos jak Twoj, nie
        pojawil sie, gdy byla dyskutowana manifesta???
        z tym co napisales, mozna polemizowac, mozna probowac
        dyskusji, ale ze stwierdzeniem: STEK BZDUR - nie!

        jeszcze raz wychodzi, ze dyskutowac trzeba umiec.
        i smiem twierdzic, ze w przypadku manifesty akurat strona
        antyfeministyczna wykazala sie wyjatkowa zla wola,
        podejscie silnie zideologizowanym i w zasadzie
        uniemozliwiacym dialog (bo jak dyskutowac ze STEKIEM
        BZDUR?...)
        i na to chcialam zwrocic uwage.

        moze, gdyby taki post Macieja, jak wyzej, ukazal sie jako
        komentarz do manifesty, to narodzila by sie z tego
        ciekawa rozmowa (o feminizmnie wlasnie, czego domaga sie,
        min Tad), a nie kamienowanie.
        • maciej.k1 Re: manifesta 11.02.03, 12:07
          Tad dokonał pięknego tłumaczenia, z ideologiczno-propagandowego języka
          Manifesty na język ludzki. Mi było to bliskie, bo ja rozumiałem wymowę
          Manifesty podobnie. Jak już pisałem, tłumaczenie takie jest możliwe, bo z
          innych źródeł wiemy, jak należy rozumieć feministyczne slogany. Przypuszczam,
          że takie rozumienie Manifesty jest podstawą jej antyfemnistycznej krytyki u
          innych.

          Postawmy się jednak w sytuacji osoby naiwnej, która całą wiedzę o feminizmie
          będzie czerpać wyłącznie z Manifesty. Taka osoba, bez feminizminologicznego
          przygotowania, niewiele tak naprawdę zrozumie z Manifesty. Dla niej będzie to
          zbiór ogólnie słusznych postulatów i pięknych pobożnych życzeń.

          Pozdrawiam -
          • Gość: tad uwaga IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 11.02.03, 16:51
            Maciej ma rację. Dyskutowanie o "Manifeście" w sposób w jaki odbywa się to
            tutaj nie ma sensu, czy raczej prowadzić może do efektów jakie przyniosłoby
            dyskutowanie o Związku Sowieckim na podstawie litery jego
            konstytucji "stalinowskiej" gdzie zagwaratowane były wszelkie mozliwe swobody.
            Wyciąganie cytatów z manifesty rzucanie ich Sebastianowi przed oczy z krzykiem:
            czyż się z tym nie zgadzasz? jest naduzyciem, bo pozbawia się w ten sposób
            manifestę kontekstu. Feministki piszą jeszcze inne rzeczy, prowadzą pewne
            działania, wyznają pewną ideologię, dzięki czemu mozna określić co kryje się
            pod "Manifestą" naprawdę. Ja mogę np. wyciągnąć art.12 z konstytucji PRL z 1952
            roku: "Polska Rzeczpospolita Ludowa poręcza całkowitą ochronę oraz prawo
            dziedziczenia własności osobistej obywateli", zapytać Sebastiana czy się z tym
            zgadza, a jeśli odpowie "tak" triumfalnie ogłosić: "a widzisz! masz więc coś
            wspólnego z komunistami!".
            W programie NSDAP z 1920 roku postulowano między innymi: "Wszyscy obywatele
            państwa będą mieli równe prawa i obowiązki". Zgadzasz się z tym postulatem
            Sagan?

            PS
            O postulatach zawartych w manifescie dyskutujemy tu de facto cały czas od
            ponad roku (były tu dyskusje o aborcji, parytetach itd), więc nieprawdziwy jest
            zarzut, że ktoś się tam od dyskusji uchylał.




            • b.u.zz Re: uwaga 11.02.03, 17:58
              dodam tylko, ze nie jest prawda, ze kazdy tekst jednakowo nadaje sie na
              material do rozsadnej dyskusji. czytelnicy tekstu maja prawo (a czasami -
              obowiazek) powiedziec: to sa bzdury. belkotu nawet najlepsza egzegeza nie
              podniesie na poziom sensu.
              pozdrawiam
              b.
            • Gość: sagan uwaga do uwagi IP: *.dip0.t-ipconnect.de 11.02.03, 19:39
              gdzie ja robie z Sebastiana feministke?
              mote lepiej czytac uwaznie, a nie wkladac ludziom w usta cos, czego nie powiedzieli.

              nie robilam niczego, by Sebastiana (czy kogokolwiek) zlapac. po prostu w toku roznych dyskusji wyszlo mi, ze z postulatami obyczajowymi zawartymi w manifescie Sebastian sie zgadza, ale skwitowal ja jednym "glupota" i postanowilam sprawe wyjasnic.

              gdybyscie, panowie, skrytykowali manifeste za to, na przyklad, co powyzej zobil Sebastian, czy Maciej, to nic by mi to nie przeszkadzalo.
              natomiast "STEK BZDUR" czy "glupota" bez komentarza znaczy dla mnie kompletna niezgode na zawarte tam tresci.
              co, w przypadku Sebastiana, nie jest w sumie prawda - sam to przyznal.

              wiem, ze nie ma duzych nadzieji na obiektywizm wsrod anyfeministow, ale poszukiwac moge, czyz nie?...
              • Gość: barbinator Re: uwaga do uwagi IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 11.02.03, 19:51
                Gość portalu: sagan napisał(a):

                .
                >
                > wiem, ze nie ma duzych nadzieji na obiektywizm wsrod anyfeministow, ale
                poszuki
                > wac moge, czyz nie?...


                Oczywiście, że możesz...
                Zwłaszcza, że przyjemność polega na gonieniu króliczka a nie na złapaniu...
                A króliczek rozumiany jako metafora obiektywizmu antyfeministów jest strasznie
                trudny do złapania :((
                (bo to jest chyba antyfeminizm trzeciej fali z turbodoładowaniem)
                Pozdr. B.
                • Gość: tad uwaga do uwag o moich uwagach. IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 11.02.03, 20:52
                  Nie chciałem brać Sebastiana w obronę, bo takiej pomocy z mojej strony nie
                  potrzebuje. Chciałem tylko zwrócić uwagę, że należy być ostrożnym z tekstami
                  propagandowymi, a już ZWŁASZCZA z tekstami feministycznymi, bo tworzone są
                  zgodnie z logiką feministyczną. Weźmy np. taką sytuację. Mamy dwie osoby
                  feministkę X i osobę Y. Zupełnie możliwy jest następujący dialog pomiędzy nimi:
                  X: "czy jesteś przeciw przemocy"?
                  Y: owszem, przemoc to coś okropnego.
                  X: zatem popierasz wprowadzenie parytetów.
                  Y: ?!?!?
                  X: to zupełnie proste. My feministki stosujemy "szeroką definicję przemocy".
                  Istnieje skierowana przeciw kobietom przemoc fizyczna, psychiczna, seksualna,
                  ekonomiczna i społeczna. Przejawem tej ostatniej jest mn. niedopuszczanie
                  kobiet do stanowisk publicznych. Najskuteczniejszym sposobem walki z przemocą
                  tego rodzaju wydają się właśnie parytety. Sprzeciwiając się parytetom popierasz
                  przemoc wobec kobiet.
                  Y: (...............)! - regulamin forum zmusza mnie do przerwania w tym
                  miejscu.




                  • sagan2 Re: uwaga do uwag o moich uwagach. 12.02.03, 09:24
                    Gość portalu: tad napisał(a):

                    > Nie chciałem brać Sebastiana w obronę, bo takiej pomocy
                    > z mojej strony nie potrzebuje. Chciałem tylko zwrócić
                    > uwagę, że należy być ostrożnym z tekstami
                    > propagandowymi

                    a ja bynajmniej nie chcialam na nikogo napadac. chcialam
                    tylko zwrocic uwage, ze nalezy byc ostroznym z
                    "dwuslowowa krytyk", gdyz mozna niebacznie skrytykowac
                    cos, czego sie nie chcialo (bo sie samemu z "doslownym"
                    znaczeniem zgadza, na przyklad), dajac wrazenie
                    zacietrzewionego anty...

                    ja nie krytykuje krytyki w ogole, zwracm tylko uwage, ze
                    warto (dla swojego wlasnego dobra...) napisac co
                    konkretnie sie krytykuje...
            • Gość: sagan i jeszcze jedno... IP: *.dip0.t-ipconnect.de 11.02.03, 20:30
              ... wypada raczej napisac, CO sie krytykuje. inaczej krytytka sie odnosi dokladnie do tego, co jest napisane w krytykowanym kawalku...

              pod wypisanymi X przykazaniami napisze:
              STEK BZDUR

              a potem (ewentualnie) bede sie tlumaczyc, na przyklad, ze w sumie nie chodzi mi o krytyke konkretnych spraw w konkretnym zestawieniu X przykazan (nawet sie y niektorymi zgadzam...), ale sprzeciwiam sie przeslaniu, na podstawie ktorego za lamanie jednego z przykazan (cudzolostwo) wykonuje sie kare bedaca lamaniem innego (kamienowanie)
            • Gość: barbinator mam propozycję... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 12.02.03, 12:27
              Jedziesz tutaj taką demagogią, że aż strach i myślę w dodatku, że doskonale o
              tym wiesz tylko uważasz, że w zbożnym dziele ochrony ludzkości przed
              feministkami wszelkie chwyty są dozwolone.
              Uważasz, że skoro są osoby związane z określoną ideologią których działalność
              zaprzecza ideałom stawianym przez doktrynę lub jeżeli dany ruch społeczny w
              jakimś aspekcie swojej działalności okazuje się niekorzystny dla tego
              społeczeństwa to znaczy, że można odezwę programową takiego ruchu nazwać
              stekiem bzdur i nawet tego nie uzasadniać - czy dobrze odczytuję to co
              napisałeś? (chodzi mi nie tylko o post pod którym piszę lecz o kilka twoich
              innych wypowiedzi - chyba dobrze odczytałam intencje?)

              W takim razie proponuję ci mały eksperyment: daj mi przykład jakiegokolwiek
              ruchu społecznego, ideologii czy religii oraz dokument określający jej doktrynę
              a ja stosując twoją za przeproszeniem metodologię udowodnię, że wszystko co
              ludzie do tej pory wymyślili to stek bzdur i głupota.
              Czekam na propozycje...
              Pozdr. B.
              • Gość: tad Re: mam propozycję... IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 12.02.03, 16:18
                Gość portalu: barbinator napisał(a):

                > Jedziesz tutaj taką demagogią, że aż strach i myślę w dodatku, że doskonale o
                > tym wiesz tylko uważasz, że w zbożnym dziele ochrony ludzkości przed
                > feministkami wszelkie chwyty są dozwolone.

                Ja? Zajrzyj do wątku "Forum Inicjatyw na rzecz Kobiet" i zobacz co autorka
                pisze o przemocy.

                > Uważasz, że skoro są osoby związane z określoną ideologią których działalność
                > zaprzecza ideałom stawianym przez doktrynę lub jeżeli dany ruch społeczny w
                > jakimś aspekcie swojej działalności okazuje się niekorzystny dla tego
                > społeczeństwa to znaczy, że można odezwę programową takiego ruchu nazwać
                > stekiem bzdur i nawet tego nie uzasadniać - czy dobrze odczytuję to co
                > napisałeś? (chodzi mi nie tylko o post pod którym piszę lecz o kilka twoich
                > innych wypowiedzi - chyba dobrze odczytałam intencje?)

                Piszę po raz kolejny. Nie jest prawdą, że nie polemizowałem z tezami zawartymi
                w manifeście. Robię to tutaj od ponad roku. Zresztą w tamtym wątku, to tez nie
                ja przerwałem rozmowę.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka