Dodaj do ulubionych

Feminizm kontra antyfeminizm

IP: *.acn.waw.pl 25.02.03, 18:06
Lub też odwrotnie - bez znaczenia. Mieliśmy do czynienia z fundamentalizmem
antyfeministycznym w wykonaniu głównie Macieja i Tada. Da się on
scharakteryzować (krótko więc niesprawiedliwie)następująco : kobiety powinny
znać swoje miejsce i nie pchać się tam, gdzie rządzą mężczyźni, bo się tam
nie nadają.
Teraz Doku zafundował nam fundamentalizm feministyczny, który da się
scharakteryzować następująco: kobiety powinny znać swoje miejsce i nie pchać
się tam, gdzie rządzą mężczyźni, bo się tam nie nadają. Przedstawiciele
(forumowi) zarówno jednego jak i drugiego fundamentalizmu są najwyraźniej
bardzo przywiązani do swoich poglądów i tych, którzy mają odmienne zdanie
uważają za niespełna rozumu. Doku zwykł przy tym dorzucać inwektywy. Czy
ktos mógłby mi wyjaśnić na czym wobec tego polega różnica pomiędzy
feminizmem a antyfeminizmem?
Obserwuj wątek
    • Gość: BD czepnę się... IP: 195.136.36.* 26.02.03, 10:20
      Witam,

      Gość portalu: EWOK napisał(a):

      > Lub też odwrotnie - bez znaczenia. Mieliśmy do czynienia z fundamentalizmem
      > antyfeministycznym w wykonaniu głównie Macieja i Tada. Da się on
      > scharakteryzować (krótko więc niesprawiedliwie)następująco : kobiety powinny
      > znać swoje miejsce i nie pchać się tam, gdzie rządzą mężczyźni, bo się tam
      > nie nadają.Teraz Doku zafundował nam fundamentalizm feministyczny,

      Popełniasz niezmiernie popularny błąd nazywania każdych bardziej radykalnych
      poglądów fundamentalizmem. A to nie tak. Fundamentalizm, jak nazwa wskazuje, to
      powrót do pewnych fundamentów - i odrzucenie tego co było później, np.
      interpretacji, tadycji. Fundamentalizm islamski - powrót do Koranu,
      chrześcijański - radykalny protestantyzm biblijny (np. zielonoświątkowcy). Z
      definicji nie istnieje np. fundamentalizm katolicki, bo katolicyzm zakłada żywy
      Urząd Nauczycielski jako jeden z filarów wiary.

      Czym więc ma być fundamentalizm feministyczny czy antyfeminstyczny - nie mam
      pojęcia. Może po prostu etykietujesz tak poglądy uznane przez Ciebie za
      bardziej radykalne niż "przyzwoitość nakazuje"?

      To, że często skrajnie przeciwne obozy okazują się podobne to nic nowego. Dla
      mnie np. "Gazeta Wyborcza" i "Nasz Dziennik" są bardzo podobne na
      płaszczyźnie "meta-", choć mało kto to dostrzega.

      Natomiast zauważam spore różnice w podejście tada czy Macieja v's doku. Tad i
      Maciej nie sugerują konfliktu płci, ale kooperacje opartą na specjalizacji,
      podczas gdy doku lansuje jakąś doktrynę wojenną.

      pozdrawiam,

      BD
      • maciej.k1 dziękuję 26.02.03, 10:36
        Gość portalu: BD napisał(a):

        > Tad i
        > Maciej nie sugerują konfliktu płci, ale kooperacje opartą na specjalizacji,

        Dziękuję za zwięzłe i bardzo trafne streszczenie moich poglądów, w jednym
        krótkim zdaniu. Sam chyba nie umiałbym zrobić tego lepiej. :-)

        Pozdrawiam -
        • sagan2 Re: dziękuję 26.02.03, 10:41
          > Gość portalu: BD napisał(a):
          >
          > > Tad i Maciej nie sugerują konfliktu płci, ale
          > > kooperacje opartą na specjalizacji

          ale czy owa kooperacja pyta o chec udzialu *obie* strony?
          i o wybor specjalizacji (indywidualny)?...
          • Gość: Sebastian Re: dziękuję IP: *.tele2.pl 26.02.03, 10:47
            > > > Tad i Maciej nie sugerują konfliktu płci, ale
            > > > kooperacje opartą na specjalizacji
            >
            > ale czy owa kooperacja pyta o chec udzialu *obie* strony?
            > i o wybor specjalizacji (indywidualny)?...
            Oczywiście.
            Niewolnictwo i przymus pracy zostały zniesione.
            • Gość: sagan Re: dziękuję IP: *.desy.de 26.02.03, 11:58
              Gość portalu: Sebastian napisał(a):

              > Oczywiście.
              > Niewolnictwo i przymus pracy zostały zniesione.

              przymus prac domowych rowniez?...
              a co z "naturalnymi uwarunkowaniami kobiety", ktora
              "lepiej orientuje sie w upodobaniach kulinarnych
              dzieci"???
              • Gość: Sebastian Re: dziękuję IP: *.tele2.pl 26.02.03, 15:38

                > > Oczywiście.
                > > Niewolnictwo i przymus pracy zostały zniesione.
                >
                > przymus prac domowych rowniez?...
                A istnieje takowy?
                Gdzie zapisany i czym się objawia?
          • maciej.k1 Re: dziękuję 26.02.03, 10:50
            sagan2 napisała:

            > ale czy owa kooperacja pyta o chec udzialu *obie* strony?
            > i o wybor specjalizacji (indywidualny)?...

            Sformułuj trochę inaczej to pytanie, bo muszę zgadywać, o co Ci chodzi.
            Pozdrawiam -
            • Gość: sagan Re: dziękuję IP: *.desy.de 26.02.03, 12:05
              czy kazda strona (mezczyzni i kobiety) moga zdecydowac,
              na ile i w czym chca kooperowac i w czym specjalizuja sie
              najlepiej?...
              czy tez "wola kooperacji" i "specjalizacja" sa im
              narzucone z gory? lub "z natury", jak wy to lubicie
              nazywac...
              • maciej.k1 Re: dziękuję 26.02.03, 12:11
                Gość portalu: sagan napisał(a):

                > czy kazda strona (mezczyzni i kobiety) moga zdecydowac,
                > na ile i w czym chca kooperowac i w czym specjalizuja sie
                > najlepiej?...
                > czy tez "wola kooperacji" i "specjalizacja" sa im
                > narzucone z gory? lub "z natury", jak wy to lubicie
                > nazywac...

                Zakres wolnej decyzji każdego z nas jest ograniczony. Ja np. nie mogę
                specjalizować się w śpiewaniu sopranem, w tańcu brzucha ani w karmieniu
                piersią. Decydują o tym indywidualne predyspozycje uwarunkowane biologicznie.

                Płeć zatem determinuje zainteresowania i uzdolnienia, choć nie bezwyjątkowo.
                Czasem zdarzają się takie kobiety, jak Thatcher czy Skłodowska-Curie i nawet
                patriarchalne społeczeństwo to docenia: w wyborach czy przyznając dwukrotnie
                Nobla.

                Pozdrawiam -
                • Gość: sagan Re: dziękuję IP: *.desy.de 26.02.03, 12:25
                  rozumiem, ze z natury nie mozesz rowniez specjalizowac
                  sie w "znajomosci upodoban kulinarnych dziecka"???
                  gdyby w tym wszystkim chodzilo *tylko* o taniec brzucha,
                  karmienie piersia i sopran, to feministki nie mialyby
                  *nic* do roboty.
                  problem jest w tym, ze przy pomocy karmienia piersia
                  dokonujecie projekcji na "znajomosc upodoban
                  kulinarnych", brak zdolnosci do zajmowania sie nauka,
                  lepsza wydajnosc w zmywaniu...

                  i przypominam, kobiety i mezczyzni nie roznia sie w
                  sredniej inteligencji.
                • Gość: sagan Re: dziękuję IP: *.desy.de 26.02.03, 12:31
                  ciagle brak odpowiedzi na pytanie:

                  czy konkretny mezczyzna i konkretna kobieta moga *SAMI*
                  ustlac, na ile chca kooperowac i w czym specjalizuja sie
                  najlepiej (pomijam karmienie piersia i sopran, choc
                  przeciez kastraci byli mezczyznami...)
                  • losiu4 Re: dziękuję 26.02.03, 13:18
                    Gość portalu: sagan napisał(a):

                    > ciagle brak odpowiedzi na pytanie:
                    >
                    > czy konkretny mezczyzna i konkretna kobieta moga *SAMI*
                    > ustlac, na ile chca kooperowac i w czym specjalizuja sie
                    > najlepiej (pomijam karmienie piersia i sopran, choc
                    > przeciez kastraci byli mezczyznami...)

                    To moze ja odpowiem, jak to widze skoro na razie nie ma chetnych: przeciez k. i m. zazwyczaj SAMI ustalaja co, kto,
                    gdzie i kiedy ma robic. I zwykle nie sa to obowiazki ustalane na sztywno (mowie o 'zwyklych' czynnosciach, jak np.
                    sprzatanie czy zakupy). Zazwyczaj odbywa sie to na zasadzie obopolnych ustalen z uwzglednieniem co kto potrafi
                    lepiej, ma wiecej czasu lub wiekszy 'dar przekonywania' - taka srednia wazona. Czy taki podzial jest sprawiedliwy?
                    Ocene nalezy zostawic zainteresowanym. Konflikty i pretensje sa wbudowane w taki model, ale to chyba mniejszy
                    problem niz zastosowanie modelu nakazowo - rozdzielczego skonstruowanego przez odgorne przepisy.
                    Oczywiscie zakladam, ze wzajemne nieporozumienia nie przeradzaja sie w wojne. Uwazam rowniez, ze sa prace
                    ktore m. wzialby na siebie nie dzielac sie z k. ze wzgledu na wymagania fizyczne badz specyficzna dla danego
                    zajecia wiedze (np gdy wie, ze k. nie jest elektrykiem i w ogole boi sie pradu, nie podzielilbym sie obowiazkami
                    tak, by to ona wymieniala korki).

                    Pozdrawiam

                    Losiu
                    • Gość: barbinator Re: dziękuję IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 26.02.03, 16:38
                      losiu4 napisał:

                      >
                      > To moze ja odpowiem, jak to widze skoro na razie nie ma chetnych: przeciez k.
                      i
                      > m. zazwyczaj SAMI ustalaja co, kto,
                      > gdzie i kiedy ma robic. I zwykle nie sa to obowiazki ustalane na sztywno
                      (mowie
                      > o 'zwyklych' czynnosciach, jak np.
                      > sprzatanie czy zakupy). Zazwyczaj odbywa sie to na zasadzie obopolnych
                      ustalen
                      > z uwzglednieniem co kto potrafi
                      > lepiej, ma wiecej czasu lub wiekszy 'dar przekonywania' - taka srednia
                      wazona.
                      > Czy taki podzial jest sprawiedliwy?
                      > Ocene nalezy zostawic zainteresowanym. Konflikty i pretensje sa wbudowane w
                      tak
                      > i model, ale to chyba mniejszy
                      > problem niz zastosowanie modelu nakazowo - rozdzielczego skonstruowanego
                      przez
                      > odgorne przepisy.


                      Nikt nie proponuje takiego modelu, więc nie rozumiem po co o tym piszesz?
                      Natomiast kwestia dobrowolności umawiania się w małżeństwie wygląda zazwyczaj
                      tak: ponieważ prace domowe same się nie zrobią, więc jedno z małżonków musi
                      albo zrezygnować z pracy w ogóle, albo przejść na pół etatu albo szukać
                      pracy "mało wymagającej" czyli nie wymagającej dyspozycyjności, częstych
                      wyjazdów, doszkalania się itp.
                      Jeżeli mąż zarabia 30% więcej od żony i ma większe szanse na awans (a więc i
                      podwyżkę) za to mniejsze na zwolnienie (to statystyka...), to zgadnij kotku
                      jaka decyzja odnośnie przyszłości padnie w takiej rozmowie małżonków (rozmowie
                      mającej na celu ustalenie kto zajmie się domem a kto karierą)?

                      Zwłaszcza jeśli para jest na dorobku i każdy grosz się dla nich liczy?
                      Czy będzie to dobrowolna umowa, efekt porozumienia małżonków - ależ oczywiście
                      że tak... przecież nikt tego nie neguje...

                      Zaś ciąg dalszy tej historii jest taki: ponieważ duża część kobiet dobrowolnie
                      decyduje się na ograniczenie swoich możliwości zawodowych, więc świadomi tego
                      pracodawcy traktują zatrudnianie kobiet jako inwestycję wyskokiego ryzyka, co
                      prawadzi do niższych pensji kobiet, rzadszych awansów i częstszych zwolnień.
                      A ponieważ kobiety zarabiają mniej, rzadziej awansują itd, więc częściej
                      małżonkowie podejmują decyzje, że to żona powinna zajmować się domem, bo tak
                      jest korzystniej finansowo a rodzina na dorobku itd itp
                      Tak to koło, a raczej zaklęty krąg niemożności, się zamyka.
                      A mnie jest naprawdę smutno, że inteligentni w końcu mężczyźni (głupich na tym
                      forum raczej nie ma, poza paroma bęcwałami na gościnnych występach) nie chcą
                      dostrzec takiej dość oczywistej prawidłowości i zamiast tego do znudzenia raczą
                      nas demagogicznymi popisami typu:

                      "a kto im nakazuje siedzieć w domu? - nie ma takiego prawa, które je do tego
                      zmusza... przecież takie uzgodnienia są dobrowolne...a te wredne feministki to
                      by pewno chciały żeby były przepisy regulujące ile talerzy dziennie kto ma
                      zmywać"

                      Mówię szczerze: to jest po prostu smutne, ten egoizm który nie pozwala dużej
                      części mężczyzn chociażby PRÓBOWAĆ zrozumieć kobiety.
                      Pozdr. B

                      Drogi Losiu, nie bierz tego co napisałam TYLKO do siebie, bo to były takie
                      sobie ogólne uwagi.
                      Do ciebie prywatnie mam tylko jedną: zmiłuj się, przestań wtrącać te uwagi o
                      systemie nakazowo-rozdzielczym przy okazji rozmowy o myciu garów i gotowaniu
                      obiadów - daj sobie powiedzieć, że NAPRAWDĘ feministki nie proponują prawnych
                      rozwiązań w tej kwestii...
                      Nie każdy istniejący problem można i należy rozwiązywać na drodze prawnej,
                      często jedynym sposobem jest rozmowa i próba ZROZUMIENIA na czym polega
                      problem Z PUNKTU WIDZENIA tej drugiej strony - my, to znaczy "strona
                      feministyczna" tego forum próbujemy własnie w taki sposób rozmawiać, niestety
                      najczęściej rozbija się to o brak dobrej woli z drugiej strony...



                      > Oczywiscie zakladam, ze wzajemne nieporozumienia nie przeradzaja sie w wojne.
                      U
                      > wazam rowniez, ze sa prace
                      > ktore m. wzialby na siebie nie dzielac sie z k. ze wzgledu na wymagania
                      fizyczn
                      > e badz specyficzna dla danego
                      > zajecia wiedze (np gdy wie, ze k. nie jest elektrykiem i w ogole boi sie
                      pradu
                      > , nie podzielilbym sie obowiazkami
                      > tak, by to ona wymieniala korki).
                      >
                      > Pozdrawiam
                      >
                      > Losiu
                      • maciej.k1 Re: dziękuję 26.02.03, 16:56
                        Gość portalu: barbinator napisał(a):

                        > Do ciebie prywatnie mam tylko jedną: zmiłuj się, przestań wtrącać te uwagi o
                        > systemie nakazowo-rozdzielczym przy okazji rozmowy o myciu garów i gotowaniu
                        > obiadów - daj sobie powiedzieć, że NAPRAWDĘ feministki nie proponują prawnych
                        > rozwiązań w tej kwestii...

                        Aha. Rozumiem. Nie proponujesz ustawy o równym statusie w kwestii mycia garów.
                        Słusznie. Czytamy dalej...

                        > Nie każdy istniejący problem można i należy rozwiązywać na drodze prawnej,
                        > często jedynym sposobem jest rozmowa i próba ZROZUMIENIA na czym polega
                        > problem Z PUNKTU WIDZENIA tej drugiej strony

                        Słuszne uwagi! Idziemy dalej....

                        > - my, to znaczy "strona
                        > feministyczna" tego forum próbujemy własnie w taki sposób rozmawiać, niestety
                        > najczęściej rozbija się to o brak dobrej woli z drugiej strony...

                        I tu się zgubiłem...
                        Ustawy nie zmieniamy... Więc o co Ci chodzi?
                        Próbujesz z Łosiem negocjować podział obowiązków w Twoim małżeństwie??? A do
                        czego Ci jest potrzebna akceptacja Łosia dla Twojego stanowiska w tej sprawie???

                        Jeśli o mnie chodzi, ja się do Twojego małżeństwa nie wtrącam. Daję Ci wolną
                        rękę w tej sprawie: możesz zmywać lub nie - Twoje prawo, a brudne gary to Twój
                        problem i Twojego męża.

                        Pozdrawiam -
                        • Gość: barbinator Re: dziękuję IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 26.02.03, 17:14
                          maciej.k1 napisał:

                          >
                          > Jeśli o mnie chodzi, ja się do Twojego małżeństwa nie wtrącam. Daję Ci wolną
                          > rękę w tej sprawie: możesz zmywać lub nie - Twoje prawo, a brudne gary to
                          Twój
                          > problem i Twojego męża.


                          Nasze brudne gary zmywa pani Celinka (tzn pani Celinka uruchamia zmywarkę) więc
                          możesz się nie martwić o stan higieny w naszej kuchni, gdyż pani Celinka jest
                          doskonale wyspecjalizowana i znakomicie nam się ze sobą kooperuje.
                          Interesuje mnie natomiast co sądzisz na temat "zaklętego kręgu" który
                          przedstawiłam i który skutecznie uniemożliwia wielu kobietom osiąganie sukcesów
                          zawodowych.
                          Czy masz na ten temat coś do powiedzenia poza ironizowaniem?
                          Pozdr. B.
                          • maly.ksiaze Czasem trudno nie ironizowac... 26.02.03, 17:30
                            Gość portalu: barbinator napisał(a):

                            > Interesuje mnie natomiast co sądzisz na temat "zaklętego kręgu" który
                            > przedstawiłam i który skutecznie uniemożliwia wielu kobietom osiąganie
                            sukcesów
                            > zawodowych.
                            Ty zdaje sie masz ciagle wizje rzeszy genialnych kobiet przykutych do zlewu
                            przez... No wlasnie, przez co?

                            Pozdrawiam,

                            mk.
                            • Gość: sagan ale mozna sie starac... IP: *.desy.de 26.02.03, 17:34
                              dlaczego od razu genialnej?
                              a nie wystarczy przecietnie zdolna? tak samo zdolna jak
                              maz...
                              przykuta przez co? przeczytales uwaznie, co napisala
                              Barbinator?
                              pisala TEZ o zrozumieniu...
                              • maly.ksiaze Niezrozumienie? 26.02.03, 17:42
                                Niezrozumienie wynika nie z tego, ze raczymy(?) barbinator demagogia o tym,
                                ze 'nikt nie kaze zostawac w domu' i nie rozumiemy, o co jej chodzi.
                                Okolicznosci sprawily, ze akurat oponenci Barbinator nie wierza w inzynierie
                                spoleczna, a B. - jak najbardziej. To zreszta oczywiste - nie sposob byc
                                feministka i nie wierzyc w mozliwosc 'ulepienia' nowego czlowieka.

                                Wyemancypowac sie trzeba przede wszystkim samemu - a ewentualna zmiana
                                spoleczna bedzie wyadkowa indywidualnych wyborow.

                                Pozdrawiam,

                                mk.
                                • Gość: EWOK Chwileczkę IP: *.acn.waw.pl 26.02.03, 19:37
                                  maly.ksiaze napisał:

                                  > Niezrozumienie wynika nie z tego, ze raczymy(?) barbinator demagogia o tym,
                                  > ze 'nikt nie kaze zostawac w domu' i nie rozumiemy, o co jej chodzi.
                                  > Okolicznosci sprawily, ze akurat oponenci Barbinator nie wierza w inzynierie
                                  > spoleczna, a B. - jak najbardziej. To zreszta oczywiste - nie sposob byc
                                  > feministka i nie wierzyc w mozliwosc 'ulepienia' nowego czlowieka.
                                  >
                                  > Wyemancypowac sie trzeba przede wszystkim samemu - a ewentualna zmiana
                                  > spoleczna bedzie wyadkowa indywidualnych wyborow.
                                  >
                                  > Pozdrawiam,
                                  >
                                  Sprowadzanie modelu partnerskiego związku do mechanizmów z zakresu inżynierii
                                  społecznej? To ciekawe. Sporo osób się na to nabiera - ponad 50 proc.
                                  respondentów CBOS opowiada się za takim modelem rodziny. Proporcje zmieniły
                                  się w ciągu ostatnich trzech lat na niekorzyść modelu - kobieta pracuje
                                  zawodowo, a po pracy ma drugi etat w domu. Z drugiej strony przypomniałam
                                  sobie wypowiedż pana Korwiina Mikkego, który sporo czasu poświęcił na
                                  tłumaczenie widzom telewizji WOT, że nie ma najmniejszego sensu uczyć
                                  dziewczynek w szkole matematyki, gdyż w zupełności wystarczą im zajęcia z
                                  robótek ręcznych i gotowania. Ja bym miała dwóję niestety, bo jestem wybitnie
                                  nieuzdolniona w kierunku robótek ręcznych.
                                  • maly.ksiaze Masz racje... 26.02.03, 19:52
                                    ...dalem sie zlapac. Po prostu jako grupa dyskusyjna zaczynamy zjadac wlasny
                                    ogon. Brak nam swiezych memow ;-). Przekonanie, ze B. jest zwolennikiem tego,
                                    co ja wiem, a Ty rozumiesz, powzialem na podstawie jej wypowiedzi z zupelnie
                                    innych watkow i na nieco inne tematy.
                                    Oczywiscie, do samego partnerstwa to nie przystaje - czyli to, co napisalem o
                                    pogladach B. ma sie nijak do naszej dyskusji. Niniejszym sie wycofuje. Troszke.

                                    Dlatego tylko troszke, bo jesli uznamy, ze partnerowanie (badz jego brak) jest
                                    prywatna decyzja w kazdym malzenstwie, czyli indywidualnym modelem wypracowanym
                                    na podstawie ...hmmm.. konsensusu, to niektore dzialania feministek
                                    instytucjonalnych traca sens. I przecza gloszonym przez nie ideom.

                                    Pozdrawiam,

                                    mk.

                                    PS. Podobno rzeczywiscie szczegolne predyspozycje do matematycznych abstrakcji
                                    zdarzaja sie u mezczyzn, niz u kobiet. Choc akurat rachunkow nalezy uczyc
                                    kazdego. Przywrocic obowiazkowe matury z matmy!
                                • Gość: barbinator mam nadzieję, że to tylko niezrozumienie... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 26.02.03, 20:41
                                  Nie pisałam o kobietach genialnych. Pisałam o przeciętnych kobietach, żonach
                                  przeciętnych mężczyzn, których szczytem możliwości życiowych jest przeciętna
                                  kariera szefa przeciętnej firmy - posada której ona prawdopodobnie nigdy nie
                                  obejmie (patrz statystyka) natomiast on, posiadając podobne do niej zdolności
                                  być może tak.
                                  A jedną z przyczyn tego faktu wyjaśniłam - tak jak ja ją widzę.
                                  Napisałam też, że irytują mnie demagogiczne odzywki których autorzy próbują
                                  sprowadzić cały problem do kwestii prawnych, a więc do konkluzji, że wszystko
                                  jest OK i w ogóle nie ma o czym rozmawiać - a ja uważam, że nie jest OK i że
                                  rozmawiać zawsze warto, bo próba zrozumienia drugiego człowieka jeszcze nigdy
                                  nikomu nie zaszkodziła.
                                  Napisałam ponadto, i to wyraźnie jak dla grupy młodszaków w przedszkolu, że
                                  nie jest to problem dający się rozwiązać w jakiś odgórny sposób, a jedyne co
                                  można zrobić to rozmawiać ze sobą, przedstawiać swój punkt widzenia i liczyć na
                                  dobrą wolę drugiej strony.
                                  Nie przyszło mi do głowy, że ktokolwiek może uznać rozmowę na forum za przejaw
                                  skłonności do inżynierii społecznej.
                                  Uważam, że warto by mężczyźni rozumieli fakt istnienia pewnego sprzężenia
                                  zwrotnego, które sprawia, że "dobrowolne wybory kobiet" wcale takie do końca
                                  dobrowolne nie są
                                  Powiem krótko:
                                  Kompletnie mnie nie zrozumiałeś.
                                  No i te kawałki o inżynierii społecznej... brak mi słów, naprawdę.
                                  Jeśli moje posty to dla ciebie "inżynieria społeczna" to po prostu ich nie
                                  czytaj, dobrze?
                                  Odmeldowuję się z niesmakiem.
                                  Pozdr. B.
                                  • Gość: maly.k Nie unos sie prosze... IP: *.BrockU.CA 26.02.03, 21:34
                                    Napisalem przeciez, tuz wyzej, ze przypisalem Ci, na podstawie mojej opinii o
                                    Twoich pogladach, rzecz, ktorej wcale nie wyrazilas. Wlaze pod stol i
                                    odszczekuje - tylko juz prosze o nie-niesmaczenie sie.

                                    Nawiasem mowiac, nie wiem, czemu zzymasz sie przed okresleniem 'inzynieria
                                    spoleczna'. Ja rozumiem, ze to paskudnie brzmi i sie zle kojarzy, ale chyba
                                    niepotrzebnie. Na przyklad propagowanie zdrowego trybu zycia (i utrudnianie
                                    zycia palaczom) tez jest inzynieria spoleczna. Przeciez nikt z nas nie ma chyba
                                    nic przeciwko temu.

                                    [Uwaga! Wiem, ze to nie na temat tego watku, ale probuje sie jakos wybronic.]

                                    Ustawa o rownym statusie na przyklad, o ktorej wypowiedzialas sie pozytywnie, i
                                    ktorej, jak rozumiem, jestes zwolennikiem, na dluzsza mete nosi rowniez takie
                                    cechy. Albo 'urlopy rodzicielskie'. Metody takie, umiejetnie wprowadzone i
                                    stosowane, moglyby doprowadzic do zmian spolecznych siegajacych (a jakze!)
                                    zycia prywatnego wszystkich. To co nas rozni, jak przypuszczam, to wiara w
                                    rzeczywista skutecznosc takich metod i (czasem) preferencje co do kierunku tych
                                    zmian. Ale to wcale nie znaczy, ze panstwo ma sie od takich dzialan wogole
                                    powstrzymac, ani ze przypisuje Ci jakies podle intencje i chec zagnania nas
                                    wszystkich do gulagow. Choc pewnie i tak to moznaby odczytac. Jesli poczulas
                                    sie urazona, przepraszam. Nie mialem takiej intencji.

                                    Pozdrawiam,

                                    mk.
                                    • Gość: EWOK ??? IP: *.acn.waw.pl 26.02.03, 22:06
                                      Gość portalu: maly.k napisał(a):

                                      > >
                                      >Metody takie, umiejetnie wprowadzone i
                                      > stosowane, moglyby doprowadzic do zmian spolecznych siegajacych (a jakze!)
                                      > zycia prywatnego wszystkich. To co nas rozni, jak przypuszczam, to wiara w
                                      > rzeczywista skutecznosc takich metod

                                      Jak można wątpić w skutecznośc? Przecież wiadomo nie od dziś, że udana
                                      propaganda zmienia życie ludzi w jego najgłębszej, prywatnej warstwie. Zawsze
                                      tak było, jest i będzie.
                                      • Gość: maly.k Niekoniecznie... IP: *.BrockU.CA 26.02.03, 22:28
                                        Zalezy co jest celem i jak daleko w przyszlosc on wybiega. Na przyklad
                                        popularnym haslem feministycznym jest 'wolny wybor'. Chce - idzie od pracy,
                                        chce - zostaje w domu. Tyle ze propagowanie modelu 'kobieta pracujaca, zadnej
                                        pracy sie nie boi' i 'wyrownywanie szans' w zyciu zawodowym i publicznym
                                        prawdopodobnie doprowadzi do *ograniczenia* mozliwosci wyboru.

                                        Pozdrawiam,

                                        mk.
                                    • Gość: barbinator już wyluzowałam... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 27.02.03, 11:58
                                      Gość portalu: maly.k napisał(a):

                                      > Napisalem przeciez, tuz wyzej, ze przypisalem Ci, na podstawie mojej opinii o
                                      > Twoich pogladach, rzecz, ktorej wcale nie wyrazilas. Wlaze pod stol i
                                      > odszczekuje - tylko juz prosze o nie-niesmaczenie sie.


                                      Przeczytałam to po fakcie...
                                      Odszczekiwać nie musisz, sprostowanie wystarczy :))
                                      Jak dla mnie, sprawa wyjasniona i zakończona.

                                      >
                                      > Nawiasem mowiac, nie wiem, czemu zzymasz sie przed okresleniem 'inzynieria
                                      > spoleczna'. Ja rozumiem, ze to paskudnie brzmi i sie zle kojarzy, ale chyba
                                      > niepotrzebnie. Na przyklad propagowanie zdrowego trybu zycia (i utrudnianie
                                      > zycia palaczom) tez jest inzynieria spoleczna. Przeciez nikt z nas nie ma
                                      chyba
                                      > nic przeciwko temu.

                                      Różnica między propagowaniem pewnych pozytywnych zachowań a socinżynierią jest
                                      może dość płynna, ale jednak istnieje. To coś jak istnienie granicy między
                                      rekomendacją a protekcją - czasami ta granica jest bardzo płynna, ale jednak
                                      jak kogoś oskarżysz, że dopuścił się protekcji (jeszcze lepiej: płatnej
                                      protekcji) to ten ktoś może nawet pozwać cię o zniesławienie. Natomiast
                                      rekomendacja (np profesor rekomenduje swojego magistranta do jakiejś pracy) to
                                      przecież nic złego, wręcz przeciwnie nawet...
                                      Podobnie jest w kwestii socinżynierii - określenie kogos jako jej zwolennika
                                      brzmi bardzo dwuznacznie i może być różnie odbierane...
                                      Zaś jeśli chodzi o mnie, to jest jeszcze i to, że ja z zasady nie lubię
                                      wszelkiej propagandy, nie lubię jak ktoś mi mówi jak powinnam myśleć ani jak
                                      postępować nawet jeśli wiem, że robi to dla mojego dobra, to mnie i tak
                                      odrzuca... taki charakter po prostu...
                                      Taka postawa trochę mmnie w życiu kosztowała, więc jak ktoś pochopnie oskarża
                                      mnie o zamiłowanie do propagandy, to mnie to oburza.
                                      (piszę to tylko po to, abyś zrozumiał moją dosyć ostrą reakcję, nie aby wymusić
                                      dalsze "odszczekiwanie" bo ja uważam sprawę za zakończoną)

                                      >
                                      > [Uwaga! Wiem, ze to nie na temat tego watku, ale probuje sie jakos wybronic.]
                                      >
                                      > Ustawa o rownym statusie na przyklad, o ktorej wypowiedzialas sie pozytywnie,
                                      i
                                      > ktorej, jak rozumiem, jestes zwolennikiem,


                                      A nie, nie jestem...
                                      Masz pewno na myśli to, że napisałam, iż w większej części ta ustawa nie jest
                                      lewicowa w duchu, z wyjątkiem kwestii parytetów i kilku innych?...
                                      To jeszcze nie oznacza pełnej akceptacji..
                                      Kiedys przy innej okazji napisałam, ze moja postawa wobec niej jest
                                      ambiwalentna i że gdybym była posłem, to zapewne wstrzymałabym się od głosu.



                                      na dluzsza mete nosi rowniez takie
                                      > cechy. Albo 'urlopy rodzicielskie'. Metody takie, umiejetnie wprowadzone i
                                      > stosowane, moglyby doprowadzic do zmian spolecznych siegajacych (a jakze!)
                                      > zycia prywatnego wszystkich.


                                      Nnnnno wiesz, to już chyba zbyt szeroka definicja socinżynierii. Skoro wliczasz
                                      tu nawet niewątpliwe zmiany jakie zachodzą po wprowadzeniu
                                      urlopw "tacierzyńskich", to w takim razie do socinżynierii należałoby zaliczyć
                                      także np obowiązek jazdy w pasach czy ulgi podatkowe np na edukację czy
                                      budowlane. Mam wrażenie, ze takim szerokim definiowaniem rozmydla się problem,
                                      bo prawie każdą ustawę regulującą życie obywateli możnaby podciągnąć pod s.


                                      To co nas rozni, jak przypuszczam, to wiara w
                                      > rzeczywista skutecznosc takich metod


                                      Ograniczając definicję socinżynierii do spraw propagandy i propagacji, to
                                      faktycznie moja wiara w jej skuteczność jest duża. Doskonale widać to w Polsce
                                      anno 2003, czyli 14 lat po zmianie ustroju, gdzie duża część społeczeństwa
                                      nadal jest pod wpływem tego, co w nich wpajała propaganda komunistyczna.
                                      Jednak mam nadzieję, że rozumiesz iż wiara w skuteczność i akceptacja pewnych
                                      działań to dwie różne sprawy...
                                      Pozdr. B.
                      • losiu4 Re: dziękuję 27.02.03, 09:03
                        Gość portalu: barbinator napisał(a):

                        > losiu4 napisał:
                        >
                        > >
                        > > To moze ja odpowiem, jak to widze skoro na razie nie ma chetnych: przeciez
                        > k.
                        > i
                        > > m. zazwyczaj SAMI ustalaja co, kto,
                        > > gdzie i kiedy ma robic. I zwykle nie sa to obowiazki ustalane na sztywno
                        > (mowie
                        > > o 'zwyklych' czynnosciach, jak np.
                        > > sprzatanie czy zakupy). Zazwyczaj odbywa sie to na zasadzie obopolnych
                        > ustalen
                        > > z uwzglednieniem co kto potrafi
                        > > lepiej, ma wiecej czasu lub wiekszy 'dar przekonywania' - taka srednia
                        > wazona.
                        > > Czy taki podzial jest sprawiedliwy?
                        > > Ocene nalezy zostawic zainteresowanym. Konflikty i pretensje sa wbudowane
                        > w
                        > tak
                        > > i model, ale to chyba mniejszy
                        > > problem niz zastosowanie modelu nakazowo - rozdzielczego skonstruowanego
                        > przez
                        > > odgorne przepisy.

                        > Nikt nie proponuje takiego modelu, więc nie rozumiem po co o tym piszesz?

                        A tak na wszelki wypadek. Bo jak inaczej wymusic idealna rownosc w wykonywaniu obowiazkow domowych jak
                        nie
                        przepisami.

                        > Natomiast kwestia dobrowolności umawiania się w małżeństwie wygląda zazwyczaj
                        > tak: ponieważ prace domowe same się nie zrobią, więc jedno z małżonków musi
                        > albo zrezygnować z pracy w ogóle, albo przejść na pół etatu albo szukać
                        > pracy "mało wymagającej" czyli nie wymagającej dyspozycyjności, częstych
                        > wyjazdów, doszkalania się itp

                        No popatrz pan. A ja znam malzenstwa w ktorych oboje pracuja na pelny etat, jezdza na szkolenia, praca jest taka
                        ze
                        czasem jedno albo drugie z nich wraca pozno w noc a prace domowe jakos sie wykonuja. Jesli juz ktos nie pracuje
                        lub pracuje w "malo wymagajaco" to bynajmniej nie z powodu koniecznosci wykonywania prac domowych a z
                        powodu braku innej, lepszej pracy.
                        .
                        > Jeżeli mąż zarabia 30% więcej od żony i ma większe szanse na awans (a więc i
                        > podwyżkę) za to mniejsze na zwolnienie (to statystyka...), to zgadnij kotku
                        > jaka decyzja odnośnie przyszłości padnie w takiej rozmowie małżonków (rozmowie
                        > mającej na celu ustalenie kto zajmie się domem a kto karierą)?
                        > Zwłaszcza jeśli para jest na dorobku i każdy grosz się dla nich liczy?
                        > Czy będzie to dobrowolna umowa, efekt porozumienia małżonków - ależ oczywiście
                        > że tak... przecież nikt tego nie neguje...

                        No i bardzo dobrze ze sie tak dzieje. Bo jak wygladalaby ich sytuacja, gdyby w dla idei zrobili odwrotnie?

                        > Zaś ciąg dalszy tej historii jest taki: ponieważ duża część kobiet dobrowolnie
                        > decyduje się na ograniczenie swoich możliwości zawodowych,

                        Ale dlaczego sie ograniczaja? Moze po prostu chca zeby bylo tak jak jest, bo jestimj dobrze. A niby w imie czego
                        malzonkowie maja sie skazywac na wegetacje. Podejrzewam, ze takie zycie nie spodobaloby sie wiekszosci kobiet

                        >... A mnie jest naprawdę smutno, że inteligentni w końcu mężczyźni (głupich na tym
                        > forum raczej nie ma, poza paroma bęcwałami na gościnnych występach) nie chcą
                        > dostrzec takiej dość oczywistej prawidłowości i zamiast tego do znudzenia raczą

                        Juz o tym pisalem, ale sie powtorze: sa branze gdzie roznic plac praktycznie nie ma. Ciekawe czemu tam
                        pracodawcy nie zwazaja na ryzyko, ktore opisalas.

                        > Mówię szczerze: to jest po prostu smutne, ten egoizm który nie pozwala dużej
                        > części mężczyzn chociażby PRÓBOWAĆ zrozumieć kobiety.
                        > Pozdr. B

                        Alez ja sie staram zrozumiec. Tylko argumentacje przedstawione przez Ciebie jakos do mnie nie trafiaja... A
                        przynajmniej nie wszystkie.

                        > Do ciebie prywatnie mam tylko jedną: zmiłuj się, przestań wtrącać te uwagi o
                        > systemie nakazowo-rozdzielczym przy okazji rozmowy o myciu garów i gotowaniu
                        > obiadów

                        Powtorze zdanie z poczatku postu:jak inaczej wymusic idealna rownosc w wykonywaniu obowiazkow domowych
                        jak nie przepisami. I deklaruje sie ze od tej pory, jesli nie bede prowokowany, nie bede do tego nawiazywal.

                        >- daj sobie powiedzieć, że NAPRAWDĘ feministki nie proponują prawnych
                        > rozwiązań w tej kwestii...

                        Przyjmuje na slowo, ze nie beda tego robic. Chociaz jek sie patrzy na zmiany ich pogladow, to wcale bym sie nie
                        zdziwil, gdyby jakas n-ta fala feminizmu zdecydowala sie na takie rozwiazania. Po prostu feministki maja we krwi
                        wprowadzanie przepisow okreslajacych rownosc w kazdej dziedzinie zycia.

                        > Nie każdy istniejący problem można i należy rozwiązywać na drodze prawnej,
                        > często jedynym sposobem jest rozmowa i próba ZROZUMIENIA na czym polega
                        > problem Z PUNKTU WIDZENIA tej drugiej strony - my, to znaczy "strona
                        > feministyczna" tego forum próbujemy własnie w taki sposób rozmawiać, niestety
                        > najczęściej rozbija się to o brak dobrej woli z drugiej strony...

                        No popatrz, zgadzamy sie. Rzeczywiscie nie kazdy problem mozna rozwiazac na drodze prawnej. Roznica zdan
                        miedzy nami zapewne bierze sie stad, ze mamy na uwadze rozne problemy ktore wg nas nie mozna rozwiazac
                        prawnie (zeby nie bylo - to nie o garach!!! ;)))

                        Pzdr

                        Losiu
                        • sagan2 troche zrozumienia... 27.02.03, 09:35
                          Barbinator prosila o odrobine zrozumienia, ale widac nie
                          jest to latwe...
                          wybacz, ale pisanie: "znam malzenstwa, w ktorych oboje
                          sie realizuja zawodowo", albo "jesli kobieta ogranicza
                          swoj rozwoj zawodowy, to widac tak jej dobrze", jest wg
                          troche naiwne. gdyby wszelkie decyzje byly podjete z
                          dobrej, a nie przymuszonej woli, to swiat pelen bylby
                          szczesliwych ludzi. a tak raczej nie jest...

                          powiedz, czy te malzenstwa, w ktorych oboje sie
                          realizuja, maja male dzieci? kto sie nimi zajmuje, gdy
                          sie realizuja?...

                          pozwol, ze podam Ci przyklad.
                          w obecnych czasach w pracy naukowej 1 rok przerwy to
                          baaaardzo duzo, tak szybko wszystko sie rozwija.
                          oczywiscie 1 rok nie przekresla zrobienie kariery, ale
                          hamuje ja, czasami trzeba zrezygnowac, bo sie jest za
                          bardzo w tyle.
                          kobiecie-naukowcowi rodzi sie dziecko... i co zrobic?...
                          rok przrwy na urlop maciezynski bardzo ogranicza jej
                          rozwoj zawodowy. zostawic dziecko opiekunce? a moze
                          zostawic meza w domu an rok?... ilu mezczyzn sie zgodzi
                          zostac w domu dla dobra dziecka przez rok, aby zona mogla
                          realizowac sie w pracy? zadalam juz kiedys takie pytanie,
                          ale jakos nie dostalam szczerych odpowiedzi...
                          praca naukowa jest bardzo wymagajaca. rowniez czasowo,
                          troche mniej dyspozycyjnie. pochlania cie calego. i w
                          sumie naprawde udaje sie wtedy, gdy jest odskocznia w
                          postaci cieplego domu (samotnicy to jednak zadkosc). kto
                          ten dom tworzy?... no wlasnie, dom tworzy kobieta. a
                          jesli kobieta chce byc naukowcem? kto jej stworzy cieply
                          dom? ilu mezow zrezygnuje ze swoich ambicji, aby zona
                          mogla sie rozwija?...
                          bardzo wielu naukowcow szczerze przyznaje, ze osiagneli
                          to co osiagneli, gdyz ktos (zona) robil wszystko, by oni
                          mogli tylko "robic nauke".
                          bylbys gotowy na takie poswiecenie dla swojej zony?
                          • maciej.k1 rozwiązanie wszystkich problemów Sagan 27.02.03, 11:28
                            sagan2 napisała:

                            > wybacz, ale pisanie: "znam malzenstwa, w ktorych oboje
                            > sie realizuja zawodowo", albo "jesli kobieta ogranicza
                            > swoj rozwoj zawodowy, to widac tak jej dobrze", jest wg
                            > troche naiwne. gdyby wszelkie decyzje byly podjete z
                            > dobrej, a nie przymuszonej woli, to swiat pelen bylby
                            > szczesliwych ludzi. a tak raczej nie jest...

                            To święta prawda! Tak chciałbym latać, a powstrzymuje mnie prawo grawitacji!
                            Och, co za niesprawiedliwość losu! Jakże muszę cierpieć! O ja nieszczęsny!,
                            Czyż nie jest to wina patriarchalnego społeczeństwa, które każe mi chodzić do
                            pracy piechotą?

                            > powiedz, czy te malzenstwa, w ktorych oboje sie
                            > realizuja, maja male dzieci? kto sie nimi zajmuje, gdy
                            > sie realizuja?...

                            Przedszkolanki, opiekunka do dzieci, babcie, ciocie, sąsiadki...

                            > kobiecie-naukowcowi rodzi sie dziecko... i co zrobic?...

                            Biedaczka, że też coś takiego ją spotkało... I w jaki sposób? Jest wiatropylna?
                            Została zgwałcona przez patriarchalne społeczeństwo? Czy może podjęła własną,
                            niczym nie wymuszoną decyzję o urodzeniu dziecka?

                            A jeśli zdecydowała się na to, to kto, jak nie ona, jest odpowiedzialny za
                            skutki tej decyzji?

                            > rok przerwy na urlop maciezynski bardzo ogranicza jej
                            > rozwoj zawodowy. zostawic dziecko opiekunce? a moze
                            > zostawic meza w domu an rok?...

                            Może tak, a może tak... Może babcia, może żłobek, może przerwa w pracy...

                            > ilu mezczyzn sie zgodzi
                            > zostac w domu dla dobra dziecka przez rok, aby zona mogla
                            > realizowac sie w pracy?

                            Znajdź sobie takiego, co pasjami lubi przewijać niemowlęta, np. pedagoga lub
                            pediatrę. Albo takiego z kasą, który wynajmie Ci opiekunkę. Albo adoptuj
                            dziecko w wieku szkolnym. Albo zrezygnuj z dzieci. Albo zmień płeć. Albo...
                            itp. itd.

                            Tylko nie narzekaj, że prawa przyrody są niesprawiedliwe. Bo ani nic Ci to nie
                            pomoże, ani nikt normalny nie będzie Ci współczuł... Co najwyżej postuka się w
                            głowę: "Biedna kobieta, narzeka na niesprawiedliwość losu, że mężczyźni nie
                            umieją rodzić dzieci".

                            > praca naukowa jest bardzo wymagajaca. rowniez czasowo,
                            > troche mniej dyspozycyjnie. pochlania cie calego. i w
                            > sumie naprawde udaje sie wtedy, gdy jest odskocznia w
                            > postaci cieplego domu (samotnicy to jednak zadkosc).

                            Ciepły dom owszem, pomaga we wszystkim, ale to nie jest podstawa sukcesu.
                            Podstawą sukcesu są własne umiejętności.

                            > kto
                            > ten dom tworzy?... no wlasnie, dom tworzy kobieta. a
                            > jesli kobieta chce byc naukowcem? kto jej stworzy cieply
                            > dom? ilu mezow zrezygnuje ze swoich ambicji, aby zona
                            > mogla sie rozwijać?...

                            Jeśli uważasz, że tylko kobieta potrafi Ci stworzyć ciepły dom którego tak
                            potrzebujesz - zwiąż się z inną kobietą.

                            > bardzo wielu naukowcow szczerze przyznaje, ze osiagneli
                            > to co osiagneli, gdyz ktos (zona) robil wszystko, by oni
                            > mogli tylko "robic nauke".

                            To bardzo miła kurtuazja z ich strony. Chyba jednak nie traktowałaś tego serio?

                            > bylbys gotowy na takie poswiecenie dla swojej zony?

                            A czy żona Łosia oczekuje od niego "takiego" poświęcania, czy może raczej
                            zupełnie czegoś innego?
                            Pozdrawiam -
                            • Gość: barbinator Re: rozwiązanie wszystkich problemów Sagan IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 27.02.03, 12:50
                              maciej.k1 napisał:

                              >
                              > To święta prawda! Tak chciałbym latać, a powstrzymuje mnie prawo grawitacji!
                              > Och, co za niesprawiedliwość losu! Jakże muszę cierpieć! O ja nieszczęsny!,
                              > Czyż nie jest to wina patriarchalnego społeczeństwa, które każe mi chodzić do
                              > pracy piechotą?


                              No dobra panie przemądrzalski, a teraz wyobraź sobie, że prawo grawitacji nie
                              istnieje. Rzecz w tym, że latać wolno wyłącznie blondynom i brunetom
                              (niefarbowanym) zaś ty, ot taki niefart, urodziłes się rudy jak marchwewka ...
                              Zaś rudym latac co prawda wolno (mamy równouprawnienie ;)) ale dopiero wtedy
                              jak wypucują i pocerują skrzydełka blondynom i brunetom, no i oczywiście nie
                              mogą latać za wysoko i za długo, bo to nie wypada...

                              >
                              >
                              > Przedszkolanki, opiekunka do dzieci, babcie, ciocie, sąsiadki...


                              A czemu nie dziadkowie, wujkowie, sąsiedzi...
                              Nie mówimy chyba o oseskach, dlaczego dziadek ma mieć kłopot z podaniem dziecku
                              obiadu, pójściem na spacer czy pobawieniem się klockami?

                              >
                              > Biedaczka, że też coś takiego ją spotkało... I w jaki sposób? Jest
                              wiatropylna?
                              > Została zgwałcona przez patriarchalne społeczeństwo? Czy może podjęła własną,
                              > niczym nie wymuszoną decyzję o urodzeniu dziecka?


                              Własną decyzję? Jeżeli było to zapłodnienie in vitro nasieniem nieznanego
                              dawcy, to owszem była to jej własna decyzja. Jeżeli jednak dziecko poczęło się
                              w sposób "tradycyjny", to była to decyzja dwojga ludzi różnych płci.

                              >
                              > A jeśli zdecydowała się na to, to kto, jak nie ona, jest odpowiedzialny za
                              > skutki tej decyzji?


                              Są odpowiedzialni oboje w równym stopniu: matka i ojciec.
                              Twój brak odpowiedzialności w kwestii rodzicielstwa po prostu poraża.
                              I to mówi ktoś, kto śmiał oskarżać kobiety o egoizm!!!

                              >
                              > Może tak, a może tak... Może babcia, może żłobek, może przerwa w pracy...


                              A czemu nie urlop wychowawczy dla męża?
                              Widzisz w tym coś niewłaściwego - dlaczego? Przecież to jego własne dziecko.
                              które sam chciał mieć (bo większość mężczyzn CHCE mieć dzieci tak samo jak chcą
                              tego kobiety), za które ponosi taką samą odpowiedzialność jak matka dziecka, w
                              sensie prawnym i moralnym.

                              >
                              > Znajdź sobie takiego, co pasjami lubi przewijać niemowlęta, np. pedagoga lub
                              > pediatrę. Albo takiego z kasą, który wynajmie Ci opiekunkę. Albo adoptuj
                              > dziecko w wieku szkolnym. Albo zrezygnuj z dzieci. Albo zmień płeć. Albo...
                              > itp. itd.


                              Nie czepiaj się Sagan, bo ona podobnie jak ja i wiele innych kobiet już sobie
                              takiego znalazła. Właśnie na tym polega feminizm i równouprawnienie, że coraz
                              więcej jest mężczyzn mądrych i odpowiedzialnych, takich którzy rozumieją, że
                              dziecko to wspólna odpowiedzialność i że w imię jego dobra oboje rodzice muszą
                              coś poświęcić. To że dyskutujemy na tym forum wcale nie znaczy, że mamy jakieś
                              problemy osobiste. Ja na przykład dyskutuję, bo bawi mnie fakt rozmowy z ludźmi
                              o poglądach jakich w normalnym życiu już się właściwie współcześnie nie
                              spotyka - ot, choćby takie kawałki jak ten o powszechnym przekonaniu
                              o "podległości kobiet wobec mężczyzn"
                              W epoce powszechnego braku dobrej darmowej rozrywki miałabym sobie odpuścić
                              takie jaja???

                              >
                              > Ciepły dom owszem, pomaga we wszystkim, ale to nie jest podstawa sukcesu.
                              > Podstawą sukcesu są własne umiejętności.


                              Sam sobie przeczysz. Kawałek wyżej sugerujesz, że to mężczyźnie wystarczą
                              własne umiejętności, zaś kobieta OPRÓCZ UMIEJĘTNOŚCI musi sobie jeszcze znaleźć
                              takiego który pasjami lubi przewijać niemowlęta albo ma kasę.
                              Zdecyduj się: albo-albo

                              >
                              > > kto
                              > > ten dom tworzy?... no wlasnie, dom tworzy kobieta. a
                              > > jesli kobieta chce byc naukowcem? kto jej stworzy cieply
                              > > dom? ilu mezow zrezygnuje ze swoich ambicji, aby zona
                              > > mogla sie rozwijać?...
                              >
                              > Jeśli uważasz, że tylko kobieta potrafi Ci stworzyć ciepły dom którego tak
                              > potrzebujesz - zwiąż się z inną kobietą.


                              Spróbuj rozmawiać bez personalnych przytyków, dobrze?


                              > A czy żona Łosia oczekuje od niego "takiego" poświęcania, czy może raczej
                              > zupełnie czegoś innego?

                              Za odwracanie kota ogonem: szóstka z laurką
                              Za odpowiedź na pytanie: pała

                              Pozdr. B.
                              • losiu4 Re: rozwiązanie wszystkich problemów Sagan 27.02.03, 14:59
                                Gość portalu: barbinator napisał(a):

                                > No dobra panie przemądrzalski, a teraz wyobraź sobie, że prawo grawitacji nie
                                > istnieje. Rzecz w tym, że latać wolno wyłącznie blondynom i brunetom
                                > (niefarbowanym) zaś ty, ot taki niefart, urodziłes się rudy jak marchwewka ...
                                > Zaś rudym latac co prawda wolno (mamy równouprawnienie ;)) ale dopiero wtedy
                                > jak wypucują i pocerują skrzydełka blondynom i brunetom, no i oczywiście nie
                                > mogą latać za wysoko i za długo, bo to nie wypada...

                                A gdzie byloby powiedziane ze "rudym latac co prawda wolno ... ale dopiero wtedy jak wypucują i pocerują
                                skrzydełka blondynom i brunetom" - jesli w ustawach - to sie zgadzam, trzeba by je zmienic, jesli "bo to nie wypada" -
                                to juz wina samych rudych i nikogo innego.

                                > A czemu nie dziadkowie, wujkowie, sąsiedzi...
                                > Nie mówimy chyba o oseskach, dlaczego dziadek ma mieć kłopot z podaniem dziecku obiadu, pójściem na spacer
                                >czy pobawieniem się klockami?

                                Fakt, Maciej pominal w wyliczance te osoby, ale podejrzewam ze z checi oszczedzenia czasu ew. czytelnikom a nie
                                dlatego by uznal, ze dziadek sie do tego nie nadaje (jesli sie myle, Maciej niechybnie sprostuje)

                                > Są odpowiedzialni oboje w równym stopniu: matka i ojciec.
                                > Twój brak odpowiedzialności w kwestii rodzicielstwa po prostu poraża.
                                > I to mówi ktoś, kto śmiał oskarżać kobiety o egoizm!!!

                                Zgadzam sie. Oboje sa odpowiedzialni. I oboje sie staraja wychowywac potomstwo najlepiej jak IM sie wydaje.

                                > A czemu nie urlop wychowawczy dla męża?

                                A po co? Do tej pory bylo tak, ze kobnieta byla przy dziecku do czasu az nie byla niezbedna (np. karmienie piersia).
                                Potem bylo tak ze wracala do pracy i oboje w miare mozliwosci zajmowali sie dzieckiem korzystajac z pomocy
                                rodziny
                                (babcie, dziadkowie, wujkowie, ciotki, starsze rodzenstwo) Tak bylo w moim przypadku: w domu wychowalo sie w
                                ten sposob 5 dzieci ze mna jako najstarszym. Jesli juz stworzylbym instytucje 'tacierzynskiego', to korzystanie z niej
                                powinno byc dobrowolne i nieobciazajace podatnikow. I wtedy byloby wg mnie OK.

                                > Właśnie na tym polega feminizm i równouprawnienie, że coraz
                                > więcej jest mężczyzn mądrych i odpowiedzialnych, takich którzy rozumieją, że
                                > dziecko to wspólna odpowiedzialność i że w imię jego dobra oboje rodzice muszą
                                > coś poświęcić.

                                Na tym polega zwykla rodzina z dwojgiem ludzi umiejacymi ze soba dogadywac. Czytajac posty na tym watku i
                                cytaty
                                z roznych dziel feministek wojujacych, doszedlem do wniosku, ze dla nich to o wiele za malo. Jesli sie myle -
                                przepraszam.

                                > o poglądach jakich w normalnym życiu już się właściwie współcześnie nie
                                > spotyka - ot, choćby takie kawałki jak ten o powszechnym przekonaniu
                                > o "podległości kobiet wobec mężczyzn"
                                > W epoce powszechnego braku dobrej darmowej rozrywki miałabym sobie odpuścić
                                > takie jaja???

                                No pewnie ze nie mozna sobie odpuscic robienia jaj.

                                > Za odwracanie kota ogonem: szóstka z laurką
                                > Za odpowiedź na pytanie: pała

                                Macieju, na korepetycje!!!

                                Pzdr

                                Losiu
                                • sagan2 do Losia i Macieja 27.02.03, 15:59
                                  drogi Losiu i Macieju.
                                  do poczecia dziecka potrzebne sa dwie osoby - k. i m.
                                  z jakiegos zadziwiajacego powodu wiele osob zdaje sie
                                  preferowac model: mezczyzna zapladnia, kobieta radzi
                                  sobie z reszta.
                                  pisalam juz na ten temat wiele razy. mezczyzna moze miec
                                  obie rzeczy - kariere i dzieci, kobieta (czesto) tylko
                                  jedno. ktorys z Was pisze: skoro stawia kariere ponad
                                  dzieci, to po co rodzila?
                                  czy ktos pyta mezczyzne: skoro stawia kariere ponad
                                  dzieci, to po co zapladnial? nie. mezczyzna nie martwi
                                  sie o dzieci - mezczyzna ma zone...
                                  staram sie na ten prosty fakt zwrocic uwage, ale jedyne
                                  rady jakie otrzymuje od Macieja, to zalozenie rodziny z
                                  inna kobieta.
                                  i tenze sam Maciej smie komus odpisac na posta: tutaj sie
                                  dyskutuje o konkretach, nie ad personam...

                                  nie widze w Was checi zrozumienia, o czym z Barbinaotr
                                  piszemy. ja staram sie zrozumiec egoizm (i czasem dobrze
                                  mi to wychodzi).
                                  • maciej.k1 Re: do Losia i Macieja 27.02.03, 16:09
                                    sagan2 napisała:

                                    > pisalam juz na ten temat wiele razy. mezczyzna moze miec
                                    > obie rzeczy - kariere i dzieci, kobieta (czesto) tylko
                                    > jedno.

                                    To twierdzenie jest fałszywe. Większość kobiet, które robią karierę, jest
                                    mężatkami i matkami, np. Skłodowskiej - Curie udało się pogodzić jedno z drugim.

                                    Nic mi nie wiadomo o tym, by większość spośród pracownic naukowych w Polsce
                                    było samotnymi, bezdzietnymi kobietami. Co więcej, mam wrażenie że tzw. kariera
                                    naukowa jest dla wielu z nich tylko ciepłą posadką, zajmującą niewiele czasu i
                                    pozwalającą na zajmowanie się dzieckiem.

                                    Pozdrawiam -
                                    • sagan2 Re: do Losia i Macieja 27.02.03, 16:29
                                      ciepla posadka nie jest kariera naukowa, tylko wlasnie
                                      posadka. znam rownie duzo mezczyzn i kobiet takie posadki
                                      okupujacych.
                                      nie rozmawiamy o cieplych posadkach, tylko o robienu
                                      kariery. do tego, w przeicwienstwie do cieplych posadek,
                                      potrzeba mnostwa czasu.

                                      problem w tym, ILE takich kobiet (robiacych kariere) jest
                                      - sporo mniej niz mezczyzn (choc powoli sie wyrownuje) i
                                      DLACZEGO tak jest - nie z powodu braku zdolnosci, wyniki
                                      badan naukowych na temat inteligencji juz przytaczalam.

                                  • losiu4 Re: do Losia i Macieja 28.02.03, 07:37
                                    sagan2 napisała:

                                    > drogi Losiu i Macieju.
                                    > do poczecia dziecka potrzebne sa dwie osoby - k. i m.
                                    > z jakiegos zadziwiajacego powodu wiele osob zdaje sie
                                    > preferowac model: mezczyzna zapladnia, kobieta radzi
                                    > sobie z reszta.

                                    Zgadza sie. Potrzebni sa i k. i m. I ja pisalem, ze oboje - dogadujac sie ze soba - powinni ustalic zakres
                                    obowiazkow. Czy to zle?

                                    > pisalam juz na ten temat wiele razy. mezczyzna moze miec
                                    > obie rzeczy - kariere i dzieci, kobieta (czesto) tylko
                                    > jedno. ktorys z Was pisze: skoro stawia kariere ponad
                                    > dzieci, to po co rodzila?

                                    Kobieta moze miec rowniez i dzieci i kariere. Jesli tego nie ma, to gdzie szukac winnego?

                                    > czy ktos pyta mezczyzne: skoro stawia kariere ponad
                                    > dzieci, to po co zapladnial? nie. mezczyzna nie martwi
                                    > sie o dzieci - mezczyzna ma zone...

                                    No to ja sie pytam w takim razie mezczyzne "po co zapladniales?". Nie rozumiem takich mezczyzn ktorzy
                                    robia w ten sposob, ale w zyciu spotkalem 1 takiego: 'zrobil' kobiecie 2 dzieci, po czym uciekl do mamusi
                                    (sa bez rozwodu!!!) zostawiajac ja sama na lodzie. Co do mnie, uwazam, ze jesli w zwiazku pojawia sie
                                    dziecko, zajmuja sie nim oboje, przez co kariera _obojga_ nieco spowolnila. I uwierz, poza tym jednym
                                    dziwnym przypadkiem wszyscy znani mi ludzie tak postepuja. Oczywiscie mozliwa i dopuszczalna wg
                                    mnie jest asymetria podzialu obowiazkow. Czy to co napisalem jest zle?

                                    > nie widze w Was checi zrozumienia, o czym z Barbinaotr
                                    > piszemy. ja staram sie zrozumiec egoizm (i czasem dobrze
                                    > mi to wychodzi).

                                    Ale o co Barbinator chodzi: o uzalanie sie ze na kobiete spada czesto wiekszosc obowiazkow opieki nad
                                    dzieckiem? Tak, tak jest w wiekszosci przypadkow i kobiety czesto (ale nie zawsze) nie sa specjalnie
                                    niezadowolone z takiego stanu rzeczy. Jesli nie sa zadowolone, niech porozmawiaja z partnerem i
                                    probuja zmienic uklad. Innej rady chyba nie ma. I tylko tyle staralem sie napisac.

                                    Pozdrawiam

                                    Losiu
                              • maciej.k1 Re: rozwiązanie wszystkich problemów Sagan 27.02.03, 15:44
                                Gość portalu: barbinator napisał(a):

                                > A czemu nie dziadkowie, wujkowie, sąsiedzi...
                                > Nie mówimy chyba o oseskach, dlaczego dziadek ma mieć kłopot z podaniem
                                > dziecku
                                > obiadu, pójściem na spacer czy pobawieniem się klockami?

                                Jak babcia mu pozwoli... czemu nie? Ale babcie żyją dłużej, a dziadkowie
                                wymierają szybciej. To jeszcze jedna nierówność, którą feminizm powinien
                                usunąć, ale jakoś się wcale do tego nie pali...

                                > Własną decyzję? Jeżeli było to zapłodnienie in vitro nasieniem nieznanego
                                > dawcy, to owszem była to jej własna decyzja. Jeżeli jednak dziecko poczęło
                                > się
                                > w sposób "tradycyjny", to była to decyzja dwojga ludzi różnych płci.

                                Z tym bywa różnie. Prezerwatywy nie są najwygodniejszym środkiem
                                antykoncepcyjnym, a wszystkie pozostałe środki antykoncepcyjne oddają kontrolę
                                płodności w ręce kobiety. W efekcie to kobiety mogą podjąć decyzję w sprawie
                                dziecka, nawet nie informując o tym mężczyzny, przekonanego, że jego partnerka
                                stosuje antykoncepcję. I tak często bywa, niestety.

                                > A czemu nie urlop wychowawczy dla męża?
                                > Widzisz w tym coś niewłaściwego - dlaczego? Przecież to jego własne dziecko.
                                > które sam chciał mieć (bo większość mężczyzn CHCE mieć dzieci tak samo jak
                                chcą
                                >
                                > tego kobiety), za które ponosi taką samą odpowiedzialność jak matka dziecka,
                                w
                                > sensie prawnym i moralnym.

                                Większość mężczyzn nie ma predyspozycji do opieki nad dzieckiem rozwiniętych w
                                takim stopniu jak mają kobiety. Zajrzyj do wątku - "Ciekawostki".

                                > Nie czepiaj się Sagan, bo ona podobnie jak ja i wiele innych kobiet już sobie
                                > takiego znalazła.

                                Słusznie. Choć wołacie o powszechne zbawienie kobiet, lepiej szukać zbawienia
                                indywidualnie.

                                > Właśnie na tym polega feminizm i równouprawnienie, że coraz
                                > więcej jest mężczyzn mądrych i odpowiedzialnych, takich którzy rozumieją, że
                                > dziecko to wspólna odpowiedzialność i że w imię jego dobra oboje rodzice
                                > muszą
                                > coś poświęcić.

                                Wpólna - to nie znaczy - jednakowa. Własnie na tym polega normalność.


                                > o poglądach jakich w normalnym życiu już się właściwie współcześnie nie
                                > spotyka - ot, choćby takie kawałki jak ten o powszechnym przekonaniu
                                > o "podległości kobiet wobec mężczyzn"

                                A co powiesz jeszcze na "poddaństwo" i "niewolnictwo", porównywalne do losu
                                czarnych na plantacjach?


                                > Sam sobie przeczysz. Kawałek wyżej sugerujesz, że to mężczyźnie wystarczą
                                > własne umiejętności, zaś kobieta OPRÓCZ UMIEJĘTNOŚCI musi sobie jeszcze
                                > znaleźć
                                > takiego który pasjami lubi przewijać niemowlęta albo ma kasę.

                                Nie musi, bo do odniesienia sukcesu jest jej to niepotrzebne. Chyba, że chce
                                dwóch rzeczy naraz - zarazem sukcesu zawodowego i dziecka. A o tym była mowa.
                                Czytaj trochę uważniej.

                                Pozdrawiam -
                          • losiu4 Re: troche zrozumienia... 27.02.03, 12:44
                            sagan2 napisała:

                            > Barbinator prosila o odrobine zrozumienia, ale widac nie
                            > jest to latwe...
                            > wybacz, ale pisanie: "znam malzenstwa, w ktorych oboje
                            > sie realizuja zawodowo", albo "jesli kobieta ogranicza
                            > swoj rozwoj zawodowy, to widac tak jej dobrze", jest wg
                            > troche naiwne.

                            Czemu naiwne, skoro sie tak zdarza. Nie generalizowalem, tylko podalem konkretne przyklady na to, ze tak moze byc.
                            I nic wiecej. Zeby uciac dalsze nieporozumienia: jestem ZA zwiazkiem partnerskim (w sensie dogadywania sie i
                            podzialu obowiazkow) i jednoczesnie jestem przekonany, ze pelnej rownosci praw i obowiazkow NIE DA sie
                            zapewnic. Cos za cos. Sprawiedliwie -w sensie pelnej rownosci- bedzie dopiero na tamtym swiecie

                            > gdyby wszelkie decyzje byly podjete z
                            > dobrej, a nie przymuszonej woli, to swiat pelen bylby
                            > szczesliwych ludzi. a tak raczej nie jest...

                            I nigdy idealnie nie bedzie. No chyba ze p. Bog zmieni ludzi w aniolki (choc i anioly Bogu nie do konca sie 'udaly').

                            > powiedz, czy te malzenstwa, w ktorych oboje sie
                            > realizuja, maja male dzieci? kto sie nimi zajmuje, gdy
                            > sie realizuja?...

                            Jedno ma, 2 inne nie. To, ktore ma dziecko poszlo droga klasyczna: matka w domu ojciec w pracy. I nie widze by byli
                            nieszczesliwi, gdyz chcieli miec to dziecko.

                            > pozwol, ze podam Ci przyklad.
                            > w obecnych czasach w pracy naukowej 1 rok przerwy to
                            > baaaardzo duzo, tak szybko wszystko sie rozwija.
                            > oczywiscie 1 rok nie przekresla zrobienie kariery, ale
                            > hamuje ja, czasami trzeba zrezygnowac, bo sie jest za
                            > bardzo w tyle.

                            Zgadzam sie w calej rozciaglosci. Tak w rzeczywistosci jest.

                            > kobiecie-naukowcowi rodzi sie dziecko... i co zrobic?...
                            > rok przrwy na urlop maciezynski bardzo ogranicza jej
                            > rozwoj zawodowy. zostawic dziecko opiekunce? a moze
                            > zostawic meza w domu an rok?...

                            Rodzi sie, bo zapewne chciala by sie urodzilo. No i co z tym fantem zrobic: ano siasc sobie z mezem przy stole i
                            pogadac. Ustalic, co dla nich bedzie najlepsze i zrealizowac. Jesli im wyjdzie, ze to ona powinna zostac w domu -
                            niech tak zrobia. Jesli wyjdzie ze gosposia - niech biora gosposie. Jak wyjdzie ze maz - niech to bedzie maz.

                            > ilu mezczyzn sie zgodzi
                            > zostac w domu dla dobra dziecka przez rok, aby zona mogla
                            > realizowac sie w pracy? zadalam juz kiedys takie pytanie,
                            > ale jakos nie dostalam szczerych odpowiedzi...

                            Nie wiem ilu. Ale jesli kobieta stawia kariere nad dziecko i za wszelka cene dazy do samorealizacji to cos tu jest nie
                            tak. Po co w ogole rodzila?! Przed kolezankami chciala sie pochwalic, czy co?

                            > praca naukowa jest bardzo wymagajaca. rowniez czasowo,
                            > troche mniej dyspozycyjnie. pochlania cie calego. i w
                            > sumie naprawde udaje sie wtedy, gdy jest odskocznia w
                            > postaci cieplego domu (samotnicy to jednak zadkosc). kto
                            > ten dom tworzy?... no wlasnie, dom tworzy kobieta.

                            I chwala jej za to. Ale mozliwe jest tez ze oboje go tworza... I ja jestem za takim modelem. A ze nie zawsze sie da -
                            no
                            coz, takie zycie.

                            > a
                            > jesli kobieta chce byc naukowcem? kto jej stworzy cieply
                            > dom? ilu mezow zrezygnuje ze swoich ambicji, aby zona
                            > mogla sie rozwija?...

                            Po co jej dom, skoro dla niej calym swiatem jest kariera. Ja tam uwazam, ze ustepstwa sa potrzebne z obu stron. Kto
                            i
                            na ile 'poswieci sie' domowi - to wspolna decyzja obojga podjeta na podstawie jak to moze niezrecznie nazwalem
                            'sredniej wazonej'

                            > bardzo wielu naukowcow szczerze przyznaje, ze osiagneli
                            > to co osiagneli, gdyz ktos (zona) robil wszystko, by oni
                            > mogli tylko "robic nauke".
                            > bylbys gotowy na takie poswiecenie dla swojej zony?

                            I chwala tym kobietom za ich poswiecenie. Czy mezczyzni byliby w stanie 'sie poswiecic' - pewnie jedni tak, inni nie.
                            Tak jak i kobiety. Ja nie jestem naukowcem, tylko zwyklym wyrobnikiem i jestem zdania, ze bylbym w stanie 'sie
                            poswiecic' (chociaz nie uwazam tego okreslenia za prawidlowe), jesli widzialbym tego sens.

                            Pozdrawiam

                            Losiu
                        • Gość: barbinator Re: dziękuję IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 27.02.03, 11:59
                          losiu4 napisał:

                          Tak oceniłeś to, że kobiety dobrowolnie rezygnują z pracy zawodowej by zająć
                          się domem:

                          > No i bardzo dobrze ze sie tak dzieje. Bo jak wygladalaby ich sytuacja, gdyby
                          w
                          > dla idei zrobili odwrotnie?


                          ...a kawałek dalej zapytałeś tak:


                          > Ale dlaczego sie ograniczaja? Moze po prostu chca zeby bylo tak jak jest, bo
                          je
                          > stimj dobrze. A niby w imie czego
                          > malzonkowie maja sie skazywac na wegetacje. Podejrzewam, ze takie zycie nie
                          spo
                          > dobaloby sie wiekszosci kobiet


                          Czy nie widzisz w tym sprzeczności? Najpierw przyznajesz, że kobiety dokonuja
                          pewnego samoograniczenia swoich aspiracji zawodowych, bo zachowanie odwrotne
                          pogorszyłoby ich sytuację (domyślnie: sytuację materialną)
                          A już dwie linijki niżej, że właściwie to kobietom odpowiada taka sytuacja...
                          W ten sposób dajesz do zrozumienia, że spora część kobiet po prostu nie ma
                          aspiracji zawodowych, zależy im tylko na w miarę dobrej sytuacji materialnej.
                          Twoje prawo tak myśleć, ale ja uważam, że to zwykłe wygodnictwo.
                          A skąd ty wiesz tak dobrze co myślą i czują kobiety? Zauważ, że ja w swoim
                          opisie abstrahuję od tego co kobiety chcą a czego nie chcą - ja tylko opisuję
                          pewien mechanizm, który działa zarówno w przypadku pani X, która najchętniej
                          wcale by nie pracowała zaś w pracy nieustannie myśli o tym co dzisiaj ugotuje
                          na obiad, jak i w przypadku pani Y, która ma dokładnie takie same ambicje
                          zawodowe jak pan Y.
                          Cy mógłbyś się ustosunkowac do tego mechanizmu zamiast mówić o tym czego chcą
                          kobiety, bo ani ty, ani ja tak naprawdę tego nie możemy wiedzieć?
                          Przypomnę, że mechanizm jest następujący:

                          Uzasadniona ekonomicznie decyzja małżonków, że to żona zajmuje się domem (bo i
                          tak gorzej zarabia, mniej awansuje itd) - wiele małżeństw podejmuje takie
                          decyzje - pracodawcy zauważają, że kobiety bardziej angażują się w sprawy
                          domowe niż zawodowe - pracodawcy mniej chętnie inwestują w kobiety (mniej
                          awansów, mniej szkoleń, mniej dodatkowych zadań) - pensje kobiet są niższe od
                          pensji mężczyzn - małżonkowie decydują, że to żona będzie zajmować się domem a
                          mąż zarabianiem pieniędzy, bo to on lepiej zarabia.

                          Nazwałam to "zaklętym kregiem" - podkreślam jeszcze raz, że moim zdaniem ten
                          mechanizm działa niezależnie od tego czego naprawdę chcą kobiety, dlatego
                          rozmawianie o ich odczuciach nie ma tutaj wielkiego sensu, podobnie jak
                          podkreślanie, że są rodziny w których nie ma tego problemu, bo oboje zarabiają
                          równie dobrze...
                          Mnie interesuje pewna średnia statystyczna, a tutaj dane są nieubłagane:
                          średnie różnice w zarobkach wynoszą w zależności od metodologii badania od 20
                          do ponad 30%

                          >
                          > Alez ja sie staram zrozumiec. Tylko argumentacje przedstawione przez Ciebie
                          jak
                          > os do mnie nie trafiaja... A
                          > przynajmniej nie wszystkie.


                          Mam wrażenie, ze reprezentujesz pogląd mówiący, że jeśli ktoś robi coś, do
                          czego nie zmusza go prawo, to zawsze jest to działanie w 100% dobrowolne.
                          A ja uważam, że to strasznie uproszczony pogląd na życie, gdyż wszyscy
                          podlegamy wielu różnym przymusom - nie tylko prawnym, lecz także ekonomicznym,
                          moralnym, obyczajowym itd
                          Problemem kobiet jest w dużej mierze to, że to one częściej niż mężczyźni
                          podlegają różnym pozaprawnym ograniczeniom, które negatywnie wpływają na ich
                          życie i możliwości rozwoju.
                          No bo oczywiście pod względem prawnym wszystko jest oki...;)

                          >
                          > Powtorze zdanie z poczatku postu:jak inaczej wymusic idealna rownosc w
                          wykonywa
                          > niu obowiazkow domowych
                          > jak nie przepisami.


                          A czy twoim zdaniem przepisami daje się to wymusić?
                          Odpowiesz, że nie - prawda?
                          No to nie traktuj feministek jak idiotki, które dążą do czegoś co i tak nie ma
                          sensu. A skąd w ogóle przyszło ci do głowy, że ktoś chce cokolwiek "wymuszać"?
                          Nie jest czasem tak, że przyszedłes na to forum mając gotowy ukształtowany w
                          wyobraźni model feministki i teraz koniecznie chcesz dopasować do niego to o
                          czym np ja czy Sagan piszemy?
                          A jeśli fakty są inne, to tym gorzej dla faktów?....



                          I deklaruje sie ze od tej pory, jesli nie bede prowokowany,
                          > nie bede do tego nawiazywal.


                          No i bardzo się cieszę...:)))
                          Pozdr. B.
                          • losiu4 Re: dziękuję 28.02.03, 09:20
                            Gość portalu: barbinator napisał(a):

                            > losiu4 napisał:
                            >
                            > Tak oceniłeś to, że kobiety dobrowolnie rezygnują z pracy zawodowej by zająć
                            > się domem:
                            >
                            > > No i bardzo dobrze ze sie tak dzieje. Bo jak wygladalaby ich sytuacja, gdy
                            > by
                            > w
                            > > dla idei zrobili odwrotnie?
                            >
                            >
                            > ...a kawałek dalej zapytałeś tak:
                            >
                            >
                            > > Ale dlaczego sie ograniczaja? Moze po prostu chca zeby bylo tak jak jest,
                            > bo
                            > je
                            > > stimj dobrze. A niby w imie czego
                            > > malzonkowie maja sie skazywac na wegetacje. Podejrzewam, ze takie zycie ni
                            > e
                            > spo
                            > > dobaloby sie wiekszosci kobiet
                            >
                            >
                            > Czy nie widzisz w tym sprzeczności? Najpierw przyznajesz, że kobiety dokonuja
                            > pewnego samoograniczenia swoich aspiracji zawodowych, bo zachowanie odwrotne
                            > pogorszyłoby ich sytuację (domyślnie: sytuację materialną)
                            > A już dwie linijki niżej, że właściwie to kobietom odpowiada taka sytuacja...
                            > W ten sposób dajesz do zrozumienia, że spora część kobiet po prostu nie ma
                            > aspiracji zawodowych, zależy im tylko na w miarę dobrej sytuacji materialnej.
                            > Twoje prawo tak myśleć, ale ja uważam, że to zwykłe wygodnictwo.
                            > A skąd ty wiesz tak dobrze co myślą i czują kobiety? Zauważ, że ja w swoim
                            > opisie abstrahuję od tego co kobiety chcą a czego nie chcą - ja tylko opisuję
                            > pewien mechanizm, który działa zarówno w przypadku pani X, która najchętniej
                            > wcale by nie pracowała zaś w pracy nieustannie myśli o tym co dzisiaj ugotuje
                            > na obiad, jak i w przypadku pani Y, która ma dokładnie takie same ambicje
                            > zawodowe jak pan Y.
                            > Cy mógłbyś się ustosunkowac do tego mechanizmu zamiast mówić o tym czego chcą
                            > kobiety, bo ani ty, ani ja tak naprawdę tego nie możemy wiedzieć?
                            > Przypomnę, że mechanizm jest następujący:
                            >
                            > Uzasadniona ekonomicznie decyzja małżonków, że to żona zajmuje się domem (bo i
                            > tak gorzej zarabia, mniej awansuje itd) - wiele małżeństw podejmuje takie
                            > decyzje - pracodawcy zauważają, że kobiety bardziej angażują się w sprawy
                            > domowe niż zawodowe - pracodawcy mniej chętnie inwestują w kobiety (mniej
                            > awansów, mniej szkoleń, mniej dodatkowych zadań) - pensje kobiet są niższe od
                            > pensji mężczyzn - małżonkowie decydują, że to żona będzie zajmować się domem a
                            > mąż zarabianiem pieniędzy, bo to on lepiej zarabia.
                            >
                            > Nazwałam to "zaklętym kregiem" - podkreślam jeszcze raz, że moim zdaniem ten
                            > mechanizm działa niezależnie od tego czego naprawdę chcą kobiety, dlatego
                            > rozmawianie o ich odczuciach nie ma tutaj wielkiego sensu, podobnie jak
                            > podkreślanie, że są rodziny w których nie ma tego problemu, bo oboje zarabiają
                            > równie dobrze...
                            > Mnie interesuje pewna średnia statystyczna, a tutaj dane są nieubłagane:
                            > średnie różnice w zarobkach wynoszą w zależności od metodologii badania od 20
                            > do ponad 30%
                            >
                            > >
                            > > Alez ja sie staram zrozumiec. Tylko argumentacje przedstawione przez Ciebi
                            > e
                            > jak
                            > > os do mnie nie trafiaja... A
                            > > przynajmniej nie wszystkie.
                            >
                            >
                            > Mam wrażenie, ze reprezentujesz pogląd mówiący, że jeśli ktoś robi coś, do
                            > czego nie zmusza go prawo, to zawsze jest to działanie w 100% dobrowolne.
                            > A ja uważam, że to strasznie uproszczony pogląd na życie, gdyż wszyscy
                            > podlegamy wielu różnym przymusom - nie tylko prawnym, lecz także ekonomicznym,
                            > moralnym, obyczajowym itd
                            > Problemem kobiet jest w dużej mierze to, że to one częściej niż mężczyźni
                            > podlegają różnym pozaprawnym ograniczeniom, które negatywnie wpływają na ich
                            > życie i możliwości rozwoju.
                            > No bo oczywiście pod względem prawnym wszystko jest oki...;)
                            >
                            > >
                            > > Powtorze zdanie z poczatku postu:jak inaczej wymusic idealna rownosc w
                            > wykonywa
                            > > niu obowiazkow domowych
                            > > jak nie przepisami.
                            >
                            >
                            > A czy twoim zdaniem przepisami daje się to wymusić?
                            > Odpowiesz, że nie - prawda?
                            > No to nie traktuj feministek jak idiotki, które dążą do czegoś co i tak nie ma
                            > sensu. A skąd w ogóle przyszło ci do głowy, że ktoś chce cokolwiek "wymuszać"?
                            > Nie jest czasem tak, że przyszedłes na to forum mając gotowy ukształtowany w
                            > wyobraźni model feministki i teraz koniecznie chcesz dopasować do niego to o
                            > czym np ja czy Sagan piszemy?
                            > A jeśli fakty są inne, to tym gorzej dla faktów?....
                            >
                            >
                            >
                            > I deklaruje sie ze od tej pory, jesli nie bede prowokowany,
                            > > nie bede do tego nawiazywal.
                            >
                            >
                            > No i bardzo się cieszę...:)))
                            > Pozdr. B.
                      • Gość: BD Re: dziękuję IP: *.adminpan.waw.pl / 10.1.3.* 27.02.03, 11:34
                        Witam,

                        Gość portalu: barbinator napisał(a):

                        > "a kto im nakazuje siedzieć w domu? - nie ma takiego prawa, które je do tego
                        > zmusza... przecież takie uzgodnienia są dobrowolne...a te wredne feministki
                        > to by pewno chciały żeby były przepisy regulujące ile talerzy dziennie kto ma
                        > zmywać"

                        > Mówię szczerze: to jest po prostu smutne, ten egoizm który nie pozwala dużej
                        > części mężczyzn chociażby PRÓBOWAĆ zrozumieć kobiety.

                        No ja np. tego nie rozumiem. Istnieje coś takiego jak paradygmat ujawnionych
                        preferencji. Skoro kobieta wychodzi za mąż, to użyteczność bycia żoną jest dla
                        niej wyższa niż użyteczność bycia starą panną. Przecież nikt kobiecie nie broni
                        znaleźć sobie partnera, który by gotował i niańczył dzieci w czasie gdy ona
                        robi karierę.

                        Trudno natomiast mieć pretensję do ludzi, że mają prefencje takie jakie mają i
                        np. łatwiej spotkać faceta co chciałby by żona opiekowała sie domem, a on ją
                        utrzymywał niż odwrotnie. Ludzie o gustach ekscentrycznych mają na tym świecie
                        gorzej, ale nic tu nie poradzimy. Mam wrażenie, że nie chcesz nawet spróbować
                        zrozumieć mężczyzn :-)

                        Za Twoją koncepcją małżeństwa czają się demony ukrytego wyzysku, fałszywej
                        świadomości, popędu do autodestrukcji - ciężkostrawna mieszanka psychoanalizy z
                        marksizmem - nie dostrzegasz tego?

                        pozdrawiam,

                        BD
                        • Gość: barbinator Re: dziękuję IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 28.02.03, 11:38
                          Gość portalu: BD napisał(a):

                          Istnieje coś takiego jak paradygmat ujawnionych
                          > preferencji. Skoro kobieta wychodzi za mąż, to użyteczność bycia żoną jest
                          dla
                          > niej wyższa niż użyteczność bycia starą panną. Przecież nikt kobiecie nie
                          broni
                          > znaleźć sobie partnera, który by gotował i niańczył dzieci w czasie gdy ona
                          > robi karierę.


                          Widzisz BD to jest tak, że jedni piszą, że przecież nikt kobiet nie zmusza -
                          tyrają na dwóch etatach, w tym jeden domowy a drugi za 30% mniej niż tyle samo
                          pracujący facet? No i co z tego - widocznie tak lubią.
                          Ty forumułujesz to samo w bardziej wyszukany sposób pisząc o "paradygmacie
                          ujawnionych preferencji"
                          Zaś ja próbuję tylko zwrócić uwagę moich rozmówców na fakt, że istnieje pewne
                          drugie dno tych "dobrowolnych" wyborów kobiet - nie proponuję przy tym zadnych
                          zmian prawnych ani zadnych zabiegów propagandowych, które miałyby uleczyć tą
                          chorą moim zdaniem sytuację.
                          Po prostu jestem zdania, że zmiany które zachodzą w społeczeństwie są
                          wystarczająco szybkie, obecne pokolenie 18-latek ma już inny "paradygmat
                          ujawnionych preferencji" niż ich 10 lat starsze koleżanki, i chwała Bogu, że
                          tak jest.
                          Chciałabym jedynie, żeby przypomniano sobie o tym co napisałam tutaj gdy znowu
                          ktoś zacznie płakać nad ubytkiem demograficznym oraz zacznie obwiniać o ten
                          ubytek feministki.
                          To nie jest przypadek, że kobiety rodzą coraz później i coraz mniej dzieci. To
                          dowód na to, że dawny model świata oparty na niewzruszonym przekonaniu, iż
                          kobiety wolą być matkami i żonami niż robić kariery, powoli odchodzi do lamusa.
                          Mam wrażenie, że kobiety dyskutujące na forum generalnie ten proces zauważają,
                          natomiast mężczyźni kurczowo czepiają się swojej wizji idealnej rodziny, której
                          wiele kobiet już nie chce realizować - a dlaczego nie chce? Bo buntują się
                          przeciwko mechanizmowi który przedstawiłam, a w tym buncie wcale im nie
                          przeszkadza to, że mają gdzieś marksizm, psychoanalizę i teorię autodestrukcji.
                          Ja zaś przedstawiając mechanizm przeciw któremu coraz więcej kobiet się buntuje
                          jestem traktowana jak posłaniec przynoszący złe wieści - tyle, ze zamiast
                          wbijać na pal wiesza się na mnie wselkie możliwe koty, od feminizmu poprzez
                          socinżynierię na marksizmie skończywszy.
                          Ja uważam, że rzeczywistość należy przyjmować taką jaka ona jest - niestety moi
                          rozmówcy zdają się myśleć inaczej...


                          >
                          > Za Twoją koncepcją małżeństwa czają się demony ukrytego wyzysku, fałszywej
                          > świadomości, popędu do autodestrukcji - ciężkostrawna mieszanka psychoanalizy
                          z
                          > marksizmem - nie dostrzegasz tego?

                          >
                          Nie, nie dostrzegam. Dostrzegam natomiast, że marksizm nadaje się znakomicie do
                          przypinania komuś łatek. Marksistowski opis świata jest bardzo elastyczny,
                          zapewniam cię, ze gdybym się trochę postarała, to dałoby się w niego wpasować
                          także i "twoją" teorię użyteczności...
                          Napisałabym coś więcej, ale mam w schowku cytat, który doskonale pasuje do
                          sytuacji:

                          "Dziś marksizm jako ideologia - czyli wytrych do wszelkich drzwi - jest
                          bezużyteczny, jednak jako zbiór obserwacji o świecie, a niekiedy metoda analizy
                          niektórych wydarzeń zachował żywotność, co przyznają nawet intelektualiści jako
                          żywo nieidentyfikujący się z lewicą.

                          Marksizm bywa gdzieniegdzie żywy m.in. dlatego, że istnieją konflikty, do
                          których marksowski opis pasuje jak ulał. Trzy lata temu podróżowałem po
                          brazylijskim interiorze. W Mato Grosso opowiadano mi o ciałach nieboszczyków,
                          które co jakiś czas wyrzuca na brzeg rzeka Araguaia. To chłopi, którzy
                          nielegalnie zajęli poletka i nieużytki rolne. Wcześniej pracowali u
                          latyfundystów za głodowe pensje, a często za samo wyżywienie. Gdy stracili
                          pracę, nie mieli dokąd pójść. Jedyny pomysł, jaki przychodził im do głowy, to
                          okroić kawałek ziemi dawnego pana i z niej żyć. Do zamachu na święte prawo
                          własności popchnęły ich głód i rozpacz. Prywatne policje właścicieli ziemskich
                          urządzają prawdziwe polowania na chłopów, a zabitych wrzucają do rzeki.
                          Klasyczny konflikt klasowy - z Marksa wyjęty i po bandycku rozstrzygnięty.
                          Chłopscy nędzarze od lat czekają na ślimaczącą się reformę rolną. Myślę, że
                          sprawie kapitalizmu oddamy lepszą przysługę, zmieniając go w taki sposób, by
                          unieważnić marksowskie opisy na zawsze."

                          Być może masz więc rację pisząc, że mój opis rzeczywistości ma cechy opisu
                          marksistowskiego. Ale co z tego ma niby wynikać?
                          Że jeśli fakty są takie, że marksistowski opis dobrze do nich pasuje to tym
                          gorzej dla faktów?
                          Pozdr. B.
                  • losiu4 Re: dziękuję 26.02.03, 13:20
                    Gość portalu: sagan napisał(a):

                    > ciagle brak odpowiedzi na pytanie:
                    >
                    > czy konkretny mezczyzna i konkretna kobieta moga *SAMI*
                    > ustlac, na ile chca kooperowac i w czym specjalizuja sie
                    > najlepiej (pomijam karmienie piersia i sopran, choc
                    > przeciez kastraci byli mezczyznami...)

                    To moze ja odpowiem, jak to widze skoro na razie nie ma chetnych: przeciez k. i m. zazwyczaj SAMI ustalaja co, kto,
                    gdzie i kiedy ma robic. I zwykle nie sa to obowiazki ustalane na sztywno (mowie o 'zwyklych' czynnosciach, jak np.
                    sprzatanie czy zakupy). Zazwyczaj odbywa sie to na zasadzie obopolnych ustalen z uwzglednieniem co kto potrafi
                    lepiej, ma wiecej czasu lub wiekszy 'dar przekonywania' - taka srednia wazona. Czy taki podzial jest sprawiedliwy?
                    Ocene nalezy zostawic zainteresowanym. Konflikty i pretensje sa wbudowane w taki model, ale to chyba mniejszy
                    problem niz zastosowanie modelu nakazowo - rozdzielczego skonstruowanego przez odgorne przepisy.
                    Oczywiscie zakladam, ze wzajemne nieporozumienia nie przeradzaja sie w wojne. Uwazam rowniez, ze sa prace
                    ktore m. wzialby na siebie nie dzielac sie z k. ze wzgledu na wymagania fizyczne badz specyficzna dla danego
                    zajecia wiedze (np gdy wie, ze k. nie jest elektrykiem i w ogole boi sie pradu, nie podzielilby sie obowiazkami
                    tak, by to ona wymieniala korki).

                    Pozdrawiam

                    Losiu
              • Gość: BD Re: dziękuję IP: 195.136.36.* 26.02.03, 15:04
                Witam,

                Gość portalu: sagan napisał(a):

                > czy kazda strona (mezczyzni i kobiety) moga zdecydowac,
                > na ile i w czym chca kooperowac i w czym specjalizuja sie
                > najlepiej?...

                Dziwny pomysł, że można decydować w czym się chcemy specjalizować. Zawsze
                myślałem, że to zależy od predyspozycji. Ktoś dobry z matmy zostaje inżynierem,
                wysoka i ładna kobieta o braku aspiracji intelektualnych top modelką etc.
                Oczywiście ten pierwszy może próbować specjalizować się w byciu top modelką, a
                owa kobieta w byciu inżynierem - nie uważam jednak, by państwo miałoby ich w
                takich wyborach wspierać, całkiem racjonalne natomiast byłoby, gdyby państwo
                ich raczej _zniechęcało_.

                Swoją drogą do problemu specjalizacji i predyspozycji są zasadniczo dwa
                podejścia. Pierwotne i zdroworozsądkowe jest takie, że np. jak ktoś ma
                uzdolnienia muzyczne to niech idzie do szkoły muzycznej i je rozwija.
                Zauważyłem, że ostatnio coraz modniejszy jest model dokładnie odwrotny - że jak
                ktoś jest muzycznym antytalentem, to niech właśnie go przyjmą do szkoły
                muzycznej. Stoi za tym dość dziwna filozofia równościowo - poprawnie politycza.
                Myślę, że feminizm jest trochę tego typu filozofią skażony...

                BTW: nie jest prawdą, jak pisała EWOK, że kooperacja wymaga równości pozycji.
                Odsyłam do podręczników mikroekonomii, gdzie pokazują, że kooperacja i
                specjalizacja opłacają się obu stronom nawet wtedy, gdy jedna strona jest we
                wszystkim zdolniejsza od drugiej.

                pozdrawiam,

                BD
                • Gość: EWOK Re: dziękuję IP: 213.241.18.* 26.02.03, 16:17
                  Gość portalu: BD napisał(a):

                  > >
                  > BTW: nie jest prawdą, jak pisała EWOK, że kooperacja wymaga równości pozycji.
                  > Odsyłam do podręczników mikroekonomii, gdzie pokazują, że kooperacja i
                  > specjalizacja opłacają się obu stronom nawet wtedy, gdy jedna strona jest we
                  > wszystkim zdolniejsza od drugiej.
                  >
                  Na przykład kooperacja czarnych robotników z białymi plantatorami bawełny.
                  • Gość: BD Re: dziękuję IP: *.adminpan.waw.pl / 10.1.3.* 27.02.03, 11:05
                    Witam,

                    Gość portalu: EWOK napisał(a):

                    > > specjalizacja opłacają się obu stronom nawet wtedy, gdy jedna strona jest
                    > > we wszystkim zdolniejsza od drugiej.

                    > Na przykład kooperacja czarnych robotników z białymi plantatorami bawełny.

                    Ha, ha, ha :-/ już umarłem ze śmiechu...

                    Na przykład tzw. międzynarodowy podział pracy, gdzie obie strony korzystają na
                    dobrowolnej wymianie, choć druga jest pod każdym względem bardziej zaawansowana
                    technologicznie/gospodarczo. Trick leży w optymalnej alokacji zasobów przy
                    uwzględnieniu preferencji konsumpcyjnych i zdolności do produkcji. Z faktu, że
                    mąż lepiej gotuje od żony wcale nie musi wynikać, że to on ma gotować, jeśli
                    może jeszcze lepiej wykorzystać czas potrzebny na gotowanie dla dobra
                    małżeństwa.

                    pozdrawiam,

                    BD
                    • Gość: EWOK Re: dziękuję IP: *.acn.waw.pl 27.02.03, 17:00
                      Zgoda, BD, to prawda, co piszesz. Odróżnijmy zatem kooperację, jako współpracę
                      polegającą na wymianie dóbr i usług służącą obopólnym korzyściom od
                      kolaboracji jako współpracy popartej nieżyczliwym naciskiem. Kooperacja może
                      polegać na tym, że np. mąż pracuje i zarabia na utrzymanie rodziny, pomimo, że
                      doskonale gotuje - nie robi tego, ponieważ czas, który zajęłoby mu gotowanie,
                      spędza w pracy, zarabiając pieniądze, z których korzysta razem ze swoją żoną.
                      Jest to układ sprawiedliwy, na który obie zainteresowane strony wyraziły zgodę
                      i obu to odpowiada. Nie widzę w tym nierówności, gdyż taki stan rzeczy był
                      wolnym wyborem obu stron, które się w tym względzie dogadały. Kolaboracja zaś
                      może polegać na tym, że obydwoje pracują, obydwoje zarabiają mniej więcej
                      równo, ale jedna strona egzekwuje od drugiej dodatkowe obowiązki w czasie dla
                      obydwojga wolnym od pracy etatowej przynoszącej dochody. I popiera swoje
                      żądania argumentami typu " ty nie chcesz prasować to poszukam kogoś kto będzie
                      chciał", "kobieta jest od zajmowania się domem, a mężczyzna od oglądania
                      telewizji" itd. Jest to układ zakładający nierówność, a zatem dyskryminujący.
                      • maciej.k1 Re: dziękuję 27.02.03, 17:02
                        Gość portalu: EWOK napisał(a):

                        > Zgoda, BD, to prawda, co piszesz. Odróżnijmy zatem kooperację, jako
                        współpracę
                        > polegającą na wymianie dóbr i usług służącą obopólnym korzyściom od
                        > kolaboracji jako współpracy popartej nieżyczliwym naciskiem. Kooperacja może
                        > polegać na tym, że np. mąż pracuje i zarabia na utrzymanie rodziny, pomimo,
                        że
                        > doskonale gotuje - nie robi tego, ponieważ czas, który zajęłoby mu gotowanie,
                        > spędza w pracy, zarabiając pieniądze, z których korzysta razem ze swoją żoną.
                        > Jest to układ sprawiedliwy, na który obie zainteresowane strony wyraziły
                        zgodę
                        > i obu to odpowiada. Nie widzę w tym nierówności, gdyż taki stan rzeczy był
                        > wolnym wyborem obu stron, które się w tym względzie dogadały.

                        Błąd. JEST w tym nierówność, ALE taki stan rzeczy jest wolnym wyborem obu
                        stron, które się w tym względzie dogadały.
                        Pozdrawiam -
                        • Gość: EWOK Chyba zrozumiałam IP: *.acn.waw.pl 27.02.03, 18:54
                          Chyba wiem, na czym polegają Twoje problemy z rozumieniem pojęcia "równość".
                          Po prostu uważasz, że równiejszy jest ten, kto ma więcej kasy. I poniekąd masz
                          rację, pisałam o tym w wątku "z innej beczki". Tyle tylko, że demokracja, w
                          odróżnieniu od np. monarchii średniowiecznych nie uważa braku kasy za powód
                          ograniczania praw ludzi, którzy jej nie mają. A już na pewno przynależność do
                          konkretnej płci nie implikuje braku lub posiadania pieniędzy.
                          • Gość: maly.k Re: Chyba zrozumiałam IP: *.BrockU.CA 27.02.03, 19:01
                            No dobra, ale sprawa, jak ja opisala na przyklad Barbinator, nie polega na
                            ograniczeniu praw. Polega na ograniczeniu mozliwosci. Brak kasy wybitnie
                            ogranicza mozliwosci. Moje tez, choc bardzo nad tym boleje...

                            Pozdrawiam,

                            mk.
                            • Gość: EWOK Re: Chyba zrozumiałam IP: *.acn.waw.pl 27.02.03, 19:35
                              Gość portalu: maly.k napisał(a):

                              > No dobra, ale sprawa, jak ja opisala na przyklad Barbinator, nie polega na
                              > ograniczeniu praw. Polega na ograniczeniu mozliwosci. Brak kasy wybitnie
                              > ogranicza mozliwosci. Moje tez, choc bardzo nad tym boleje...
                              >
                              > Pozdrawiam,
                              >
                              > mk.

                              Poczekaj chwilę, bo nie w tym rzecz. Równouprawnienie polega m.in. na tym,
                              żeby zapewnić ludziom bez względu na płeć wybór swojej drogi życiowej. Jeśli
                              celem zycia jakiegoś człowieka jest umoszczenie się wygodnie u boku kogoś
                              bogatego i ma przy tym do zaoferowania coś, co czyni tę wymianę atrakcyjną -
                              to nie świećmy mu w oczy koniecznością robienia kariery, skoro taki
                              symbiotyczny układ odpowiada i jemu i parterce/ partnerowi. Moim zdaniem jest
                              to zdrowy układ. Pewien bardzo bogaty i bardzo daleki znajomy ożenił się z
                              kompletnie głupią dziewczyną, ponieważ, jak stwierdził - przepraszam za
                              dosłowność - nikt nie potrafi robić laski tak dobrze jak ona. I uznał, że
                              sprawa jest warta tego, aby zainwestować w nią posiadany majątek. Nie
                              dopatruję się tu jakiejś nierówności. Dopatrywałabym się, gdyby dziewczyna
                              była wybitnie uzdolnioną informatyczką, mającą właśnie wyjeżdżać na
                              stypendium, a on używając presji nakłoniłby ją do rezygnacji z wyjazdu, aby
                              mogła cały czas poświęcić na robienie tego, o czym wspomniałam. A tak - skoro
                              ta umiejętność jest jedyną i zdecydowała się na niej budować swoją przyszłośc -
                              czego się czepiać?
                              • Gość: maly.k Chyba inaczej rozumiemy to slowo IP: *.BrockU.CA 27.02.03, 20:39
                                Kazdy ma prawo, na wlasna reke, starac sie osiagnac w zyciu szczescie -
                                cokolwiek przez to rozumie. Ale nie kazdemu uda sie tam dotrzec. Nigdy nie da
                                sie kazdemu zagwarantowac mozliwosci wyboru drogi zyciowej - jak ktos sie rodzi
                                ksieciem, to umrze ksieciem. Naplodziwszy przedtem ksiazatek.

                                Jedyne, co mozna osiagnac to aby jak wiecej ludzi mialo subiektywne (i zludne)
                                wrazenie autonomii swoich zyciowych decyzji.

                                Pozdrawiam,

                                mk.
                              • Gość: Sebastian Re: Chyba zrozumiałam IP: *.bienczyce.sdi.tpnet.pl 27.02.03, 21:22
                                > Poczekaj chwilę, bo nie w tym rzecz. Równouprawnienie polega m.in. na tym,
                                > żeby zapewnić ludziom bez względu na płeć wybór swojej drogi życiowej.
                                Jeśli tak rozumiesz równouprawnienie to nie będe się z Toba kłócił ale
                                zdecydowanie nie jestem zwolennikim równouprawnienie w podanym przez Ciebie
                                rozumieniu.
                                Jeśli zaś tak bardzo Ci zależy na podanej przez Ciebie definicji, to śpiesze
                                Cię zapewnić, że progresja podatkowa, na którą tak narzekałaś w któryms poście
                                jest własnie realizacją równouprawnienia w świetle podanej przez Ciebie
                                definicjii. Oczywiście w tym przypadku chodzi o równouprawnienie biedniejszych
                                a nie kobiet.
                                • Gość: EWOK Podatek IP: *.acn.waw.pl 27.02.03, 21:42
                                  Gość portalu: Sebastian napisał(a):

                                  > > Poczekaj chwilę, bo nie w tym rzecz. Równouprawnienie polega m.in. na tym,
                                  >
                                  > > żeby zapewnić ludziom bez względu na płeć wybór swojej drogi życiowej.
                                  > Jeśli tak rozumiesz równouprawnienie to nie będe się z Toba kłócił ale
                                  > zdecydowanie nie jestem zwolennikim równouprawnienie w podanym przez Ciebie
                                  > rozumieniu.
                                  > Jeśli zaś tak bardzo Ci zależy na podanej przez Ciebie definicji, to śpiesze
                                  > Cię zapewnić, że progresja podatkowa, na którą tak narzekałaś w któryms
                                  poście
                                  > jest własnie realizacją równouprawnienia w świetle podanej przez Ciebie
                                  > definicjii. Oczywiście w tym przypadku chodzi o równouprawnienie
                                  biedniejszych
                                  > a nie kobiet.

                                  Nie. Wedle mojej koncepcji równouprawnienia sprawiedliwy byłby podatek liniowy
                                  na poziomie 18 proc. Jest to jednoprocentowa obniżka podatku dla osób najmniej
                                  zarabiających, a dla innych - oczywiście jest to większy zysk, ale start mają
                                  wszyscy równy. I o to chodzi. (oczywiście przy jednoczesnej likwidacji
                                  wszystkich ulg)
                                  • Gość: Sebastian Re: Podatek IP: *.bienczyce.sdi.tpnet.pl 27.02.03, 22:41
                                    > Nie. Wedle mojej koncepcji równouprawnienia sprawiedliwy byłby podatek
                                    liniowy
                                    > na poziomie 18 proc. Jest to jednoprocentowa obniżka podatku dla osób
                                    najmniej
                                    > zarabiających, a dla innych - oczywiście jest to większy zysk, ale start mają
                                    > wszyscy równy. I o to chodzi. (oczywiście przy jednoczesnej likwidacji
                                    > wszystkich ulg)
                                    Eeee
                                    Mało uniwersalne te twoje zasady.
                                    Jesli sprawiedliwość danych zmian wg. Ciebie oceniac wg tego jak się komuś
                                    polepszy to wystarczy podnieś najuboższym podatki o 20% na okres miesiąca a
                                    potem wszystkim obnizyc do 18% i kazdy zyska tyle samo, nieprwdaż?
                                    Sprawiedliwszy (nie mylić ze sprawiedliwością społeczną) jest niewątpliwie
                                    KAŻDY podatek liniowy - obojętne czy 18% czy 30% (Estonia)
                                    Natomiast liniowy 18% od liniowego 30% nie rózni stopień sprawiedliwości tylko
                                    stopień uciązliwości.
                                    Tak czy siak nie zmienia to faktu, że "wyrównywanie" budzi twój entuzjazm gdy
                                    odbywa się na koszt innej grupy społecznej (pracodawcy, meżczyzni) natomiast
                                    oburza cię, gdy odbywa się na Twoj koszt (progresja podatkowa)

                                    • Gość: EWOK Re: Podatek IP: 213.241.18.* 28.02.03, 09:12
                                      Gość portalu: Sebastian napisał(a):

                                      >
                                      > > Tak czy siak nie zmienia to faktu, że "wyrównywanie" budzi twój entuzjazm
                                      gdy
                                      > odbywa się na koszt innej grupy społecznej (pracodawcy, meżczyzni) natomiast
                                      > oburza cię, gdy odbywa się na Twoj koszt (progresja podatkowa)
                                      >
                                      Wydaje mi się, że jest akurat odwrotnie. To Ty rozczulasz się nad "snem"
                                      Martina Luthera przynajmniej póki nikt od Ciebie nie oczekuje, że kobiecie
                                      będziesz płacił tyle samo,co jej męskiemu odpowiednikowi. Póki masz społeczne
                                      przyzwolenie na to, żeby płacić jej mniej (bo może kiedyś będzie chciała zajść
                                      w ciążę, nieważne przecież, że ma już dwójkę odchowanych dzieci, nigdy nic nie
                                      wiadomo, a poza tym skoro ma te dzieci to zależy jej na pracy i zgodzi się na
                                      niższą pensję).
                                      Dla mnie równouprawnienie to nie jest to, że wszyscy dostaną tyle samo, albo
                                      tyle ile będą chcieli - to byłby socjalizm. Chcę tylko, żeby wszyscy mieli
                                      takie same obciążenia. Innymi słowy aby od bogatych wymagano tyle, co od
                                      biednych a od kobiet tyle, co od mężczyzn. Bogaty niech płaci 18 proc podatku i
                                      biedny tak samo. Co w tym niesprawiedliwego? Mężczyzny pracodawca nie pyta o
                                      plany powiększenia rodziny. Więc i niech nie pyta kobiet.
                                      Mężczyzna zarabia x zł miesięcznie. Dlaczego kobieta na tym samym stanowisku, z
                                      takim samym wykształceniem ma zarabiać mniej? Bo pójdzie na urlop macierzyński?
                                      PO co ma iść? Niech jej facet siedzi z dzieckiem.
                                      • Gość: Sebastian Re: Podatek IP: *.tele2.pl 28.02.03, 09:46
                                        > Wydaje mi się, że jest akurat odwrotnie. To Ty rozczulasz się nad "snem"
                                        > Martina Luthera przynajmniej póki nikt od Ciebie nie oczekuje, że kobiecie
                                        > będziesz płacił tyle samo,co jej męskiemu odpowiednikowi.
                                        Ale to nie jest kwestia równouprawnienia tylko mojego wyboru. W USA w czasach
                                        MLK istniały jeszcze jakieś różnice w traktowaniu przez prawo czarnych i
                                        białych i te różnice jak rozumiem były temetem jego wypowiedzi
                                        dotyczącej "prawa ślepego na rasę"

                                        > Póki masz społeczne
                                        > przyzwolenie na to, żeby płacić jej mniej (bo może kiedyś będzie chciała
                                        zajść
                                        > w ciążę, nieważne przecież, że ma już dwójkę odchowanych dzieci, nigdy nic
                                        nie
                                        > wiadomo, a poza tym skoro ma te dzieci to zależy jej na pracy i zgodzi się na
                                        > niższą pensję).
                                        Problem w tym, że ja moge jej w ogóle nie zatrudniac i wtedy dochodzimy do
                                        absurdalnego wniosku, że nie zatrudniając kobiety w ogóle jestem w porządku zaś
                                        zatrudniając ją ale za niższą pensję niż mężczyznę jestem nie w porządku.
                                        Nie widzisz absurdalności takiego podejścia?
                                        > Chcę tylko, żeby wszyscy mieli
                                        > takie same obciążenia. Innymi słowy aby od bogatych wymagano tyle, co od
                                        > biednych a od kobiet tyle, co od mężczyzn.
                                        A od pracodawców tyle samo co od pracowników?
                                        > Bogaty niech płaci 18 proc podatku i
                                        > biedny tak samo. Co w tym niesprawiedliwego?
                                        Nic. Podatek liniowy jest sprawiedliwy. Nie polemizuje z podatkiem liniowym
                                        tylko z Twoją wybiórczością w definiowaniu sprawiedliwości.

                                        > Mężczyzny pracodawca nie pyta o
                                        > plany powiększenia rodziny. Więc i niech nie pyta kobiet.
                                        Ale pytanie o plany rodzinne nie wynika bezpośrednio z przepisów prawa więc nie
                                        można mówić o braku równouprwanienia lecz w najlepszym (albo najgorszym) razie
                                        o nierówności.
                                        Zaznaczam, że takie pytania nie wynikają BEZPOŚREDNIO z przepisów prawa lecz
                                        wynikają z nich w dużym stopniu POŚREDNIO z przepisów prawa. Przywileje dawane
                                        kobietom na dłuższą mete często obracają się przeciw nim samym.
                                        > Mężczyzna zarabia x zł miesięcznie. Dlaczego kobieta na tym samym stanowisku,
                                        z
                                        > takim samym wykształceniem ma zarabiać mniej?
                                        Bo pracodawca tyle jejzaproponowal a ona zaakceptowała.

                                        > Bo pójdzie na urlop macierzyński?
                                        > PO co ma iść? Niech jej facet siedzi z dzieckiem.
                                        Jesli się tak dogada z pracodawca to prosze bardzo.
                                        Ale to tylko teoria. W rzeczywistości urlop macierzyński to przywilej
                                        niezbywalny więc masz już przykład jak to pozornie korzystne przywileje
                                        obracają się przeciwko tym, których dotyczą.
                          • Gość: Sebastian Re: Chyba zrozumiałam IP: *.bienczyce.sdi.tpnet.pl 27.02.03, 19:04
                            > Chyba wiem, na czym polegają Twoje problemy z rozumieniem pojęcia "równość".
                            > Po prostu uważasz, że równiejszy jest ten, kto ma więcej kasy. I poniekąd
                            masz
                            > rację, pisałam o tym w wątku "z innej beczki". Tyle tylko, że demokracja, w
                            > odróżnieniu od np. monarchii średniowiecznych nie uważa braku kasy za powód
                            > ograniczania praw ludzi, którzy jej nie mają. A już na pewno przynależność do
                            > konkretnej płci nie implikuje braku lub posiadania pieniędzy.

                            Martin Luter King powiedział kiedyś, że marzy mu się "prawo ślepe na kolor
                            skóry"
                            Mnie też się marzy prawo ślepe na kolor skóry, płeć, rasę, wyznanie, orientację
                            itd.
                            Czegoś przeciwnego chcą między innymi feministki.
                            • Gość: sagan Re: Chyba zrozumiałam IP: *.dip0.t-ipconnect.de 27.02.03, 20:11
                              Gość portalu: Sebastian napisał(a):


                              > Martin Luter King powiedział kiedyś, że marzy mu się
                              > "prawo ślepe na kolor skóry"
                              > Mnie też się marzy prawo ślepe na kolor skóry, płeć,
                              > rasę, wyznanie, orientację itd.
                              > Czegoś przeciwnego chcą między innymi feministki.

                              oczywiscie. feministki proponuja wprowadzic prawo, ktore
                              preferowaloby zydowskich gejow pochodzenia chinskiego...
                              a teraz jeszcze poprosze o jakies cytaty, ktore by to
                              potwierdzily...

                              dodam, zeby nie zaczynac "tlumaczenia" od martwego
                              punktu: nie napisales, ze feministki postuluja prawo
                              "nieobojetne" na ples, ale odniosles sie do calego
                              zestawu, ktory wymieniles. wiec teraz udowodnij caly
                              zestaw.
                              prosze.
                              • Gość: Sebastian Re: Chyba zrozumiałam IP: *.bienczyce.sdi.tpnet.pl 27.02.03, 21:11
                                > dodam, zeby nie zaczynac "tlumaczenia" od martwego
                                > punktu: nie napisales, ze feministki postuluja prawo
                                > "nieobojetne" na ples, ale odniosles sie do calego
                                > zestawu, ktory wymieniles. wiec teraz udowodnij caly
                                Feministki proponują prawo "nieobojętne na płec" np. w propozycji ustawy o
                                równym statusie.
                                • Gość: sagan Re: Chyba zrozumiałam IP: *.dip0.t-ipconnect.de 27.02.03, 22:10
                                  moze i proponuja nieobojetnosc na plec.
                                  ale napisales, ze feministki chca czegos wrecz
                                  przeciwnego niz Ty, a Ty chesz prawa obojetnego na plec,
                                  rase, wyznanie, orientacje i co tam jeszcze.
                                  a przeciwienstwem tego wszystkiego jest prawo nieobojetne
                                  na plec, rase, wyznanie itp itd
                                  a tego feministki nie proponuja...

                                  PS. skoro idealne prawo ma byc obojetne na orientacje, to
                                  rozumiem, ze popierasz adopcje homoseksualne?
                                  • Gość: Sebastian Re: Chyba zrozumiałam IP: *.bienczyce.sdi.tpnet.pl 27.02.03, 22:25
                                    Gość portalu: sagan napisał(a):

                                    > moze i proponuja nieobojetnosc na plec.
                                    > ale napisales, ze feministki chca czegos wrecz
                                    > przeciwnego niz Ty, a Ty chesz prawa obojetnego na plec,
                                    > rase, wyznanie, orientacje i co tam jeszcze.
                                    > a przeciwienstwem tego wszystkiego jest prawo nieobojetne
                                    > na plec, rase, wyznanie itp itd
                                    > a tego feministki nie proponuja...
                                    Prawo "nieobojetne na kolor skóry" proponują np. niektórzy działacze murzyńscy
                                    w USA.
                                    Chciałby zastrzec, że "prawo ślepe na płec, rasę itp" to jeden z kilku moich,
                                    nazwijmy to - postulatów, lecz nie jedyny.
                                    Prosze więc - nie łap mnie na pytania typu : zakaz dyskryminacji przy
                                    zatrudnianiu dotyczy obu płci więc powinieneś być "za".
                                    Są bowiem inne zasady , które uważam za fundamentalne, a które ten przepis
                                    łamie.
                                    Choć łamie również zasadę równości ludzi.

                                    > PS. skoro idealne prawo ma byc obojetne na orientacje, to
                                    > rozumiem, ze popierasz adopcje homoseksualne?
                                    Mniej więcej w takim samym stopniu jak adopcje przez alkoholików :-))
                                    • Gość: sagan Re: Chyba zrozumiałam IP: *.dip0.t-ipconnect.de 27.02.03, 22:40
                                      Gość portalu: Sebastian napisał(a):

                                      nie zrozumiales mnie. nie twierdze, ze feministki nie
                                      proponuja prawa nieobojetnego na plec. zwracam Ci tylko
                                      uwage, ze napisales, iz feministki postuluja cos
                                      przeciwnego do Ciebie. a z tego co wymieniles, one
                                      musialyby (aby byc przeciwienstwem) proponowac prawo nie
                                      tylko nieobojetne na plec, ale i na rase, wyznanie itp
                                      itd.
                                      i tego sie czepiam.
                                      bo NIE postuluja tych wszystkich rzeczy.

                                      > > PS. skoro idealne prawo ma byc obojetne na
                                      > > orientacje, to rozumiem, ze popierasz adopcje
                                      > homoseksualne?
                                      >
                                      > Mniej więcej w takim samym stopniu jak adopcje przez
                                      > alkoholików :-))

                                      jak to??? skoro prawo ma byc obojetne na orientacje???
                                      i tak szczerze mowiac, to porownujac homoseksualistow do
                                      alkoholikow pokazujesz, jak bardzo jestes oboejtny na
                                      orientacje...
                                      ... nawet jesli tam jest usmieszek - mnie to nie smieszy
                                      • Gość: Sebastian Re: Chyba zrozumiałam IP: *.bienczyce.sdi.tpnet.pl 27.02.03, 22:47
                                        > > > PS. skoro idealne prawo ma byc obojetne na
                                        > > > orientacje, to rozumiem, ze popierasz adopcje
                                        > > homoseksualne?
                                        > >
                                        > > Mniej więcej w takim samym stopniu jak adopcje przez
                                        > > alkoholików :-))
                                        >
                                        > jak to??? skoro prawo ma byc obojetne na orientacje???
                                        Bo dzieci nie są równe wobec prawa z dorosłymi a adopcja dotyczy dzieci.
                                        > i tak szczerze mowiac, to porownujac homoseksualistow do
                                        > alkoholikow pokazujesz, jak bardzo jestes oboejtny na
                                        > orientacje...
                                        Wcale nie jestem obojętny na orientację. Uważam, ze prawo powinno byc obojętne
                                        na orientację.
                                        • Gość: sagan Re: Chyba zrozumiałam IP: *.dip0.t-ipconnect.de 27.02.03, 22:53
                                          czyli o ile tylko prawo jest obojetne na orientacje, to
                                          mozesz sobie lzyc homoseksualistow? i oczywiscie ich nie
                                          zatrudniac, albo placic mniej, albo...
                                          rozumiem

                                          to bardzo wygodne pojecie.
                                          wg Ciebie prawo powinno byc obojetne na plec, rase itp
                                          itd, ale jednoczesnie nikt nie ma prawa "wtracac sie
                                          prawnie" w Twoje decyzje i czyny, w zwiazku z czym
                                          obojetnosc prawna jest w sumie...
                                          ... obojetnoscia wlasnie (tzn nic z niej nie wynika)

                                          ... tak to ja tez moge popierac kazde prawo...
                                          • Gość: Sebastian Re: Chyba zrozumiałam IP: *.tele2.pl 28.02.03, 10:15
                                            > czyli o ile tylko prawo jest obojetne na orientacje, to
                                            > mozesz sobie lzyc homoseksualistow?
                                            Jak lżyć?
                                            W domu? Prywatnie?
                                            Moge sobie lżyć jak tylko zechcę i kogo zechcę.
                                            > i oczywiscie ich nie
                                            > zatrudniac, albo placic mniej, albo...
                                            Oczywiście.Moge zatrudniać i nie zatrudniac kogo zechcę oraz płacić więcej lub
                                            mniej - oczywiście jeśli druga strona się zgodzi.

                                            > to bardzo wygodne pojecie.
                                            > wg Ciebie prawo powinno byc obojetne na plec, rase itp
                                            > itd, ale jednoczesnie nikt nie ma prawa "wtracac sie
                                            > prawnie" w Twoje decyzje i czyny,
                                            Nie ma prawa wtrącac się dopóki nie przkraczam granicy wolności drugiego
                                            człowieka.

                                            > w zwiazku z czym
                                            > obojetnosc prawna jest w sumie...
                                            > ... obojetnoscia wlasnie (tzn nic z niej nie wynika)
                                            Hmm. Możesz mi powiedziec jasno: czy prawo wg. Ciebie powinno byc obojętne na
                                            takie kwestie jak np. rasa czy tez powinno byc zróżnicowane w zależności od
                                            takich kwestii?
                                            • Gość: sagan Re: Chyba zrozumiałam IP: *.desy.de 28.02.03, 12:13
                                              moment, po co jest prawo?

                                              jesli prawo zabrania dyskryminacji ze wzgedu na plec,
                                              rase itp itd, a ktos dyskryminuje, to co???

                                              jesli w prawie jest, ze nie wolno dyskryminowac przy
                                              zatrudnianiu kolorowych, a ktos dyskryminuje, to wolno mu
                                              czy nie?

                                              jesli mu wolno, to po co jest to prawo?
                                              to mialam na mysli piszac, ze wtedy mozna sie i bez prawa
                                              obejsc, albo bardzo o takie prawo zabiegac, bo i tak nie
                                              ma ono znaczenia (a pokaze sie, jakim to sie jest
                                              "prawozadnym" i "niedyskryminujacym" czlowiekiem)
                                              • Gość: Sebastian Re: Chyba zrozumiałam IP: *.tele2.pl 28.02.03, 17:11

                                                > moment, po co jest prawo?
                                                > jesli prawo zabrania dyskryminacji ze wzgedu na plec,
                                                > rase itp itd, a ktos dyskryminuje, to co???
                                                > jesli w prawie jest, ze nie wolno dyskryminowac przy
                                                > zatrudnianiu kolorowych, a ktos dyskryminuje, to wolno mu
                                                > czy nie?
                                                Jesli masz na mysli prawo mówiące o tym ,że nie moge sam zadecydowac z kim chce
                                                podpisac jakąś umowe to po prostu tak rozumiany zakaz dyskryminacji jest
                                                idiotyzmem.

                                                > jesli mu wolno, to po co jest to prawo?
                                                Które? To o zakazie dyskryminacji?
                                                Nie wiem po co a w każdym razie nie jestem w stanie tego opisać w jednym zdaniu.
                                                Nie wiem "po co " jest to prawo ale mogę ci powiedziec "jakie" wg mnie jest to
                                                prawo.
                                                Jest głupie.
                                                • sagan2 Re: Chyba zrozumiałam 01.03.03, 14:42
                                                  a dlaczego uwazasz prawo do "nie bycia dyskryminowanym"
                                                  za glupie?
                                                  • Gość: Sebastian Re: Chyba zrozumiałam IP: *.bienczyce.sdi.tpnet.pl 01.03.03, 16:54
                                                    > a dlaczego uwazasz prawo do "nie bycia dyskryminowanym"
                                                    > za glupie?
                                                    Dla jasności chce podkreślić, że chodzi mi tu o dyskryminację
                                                    typu "dyskryminacja przy zatrudnianiu" itd.
                                                    Uważam taki zakaz za głupi bo taki zakaz łamie zasadę dobrowolności umów.
                                                    Istotą np. umowy o prace powinna być wola obu stron.
                                                    Jeśli któras strona nie chce zawrzeć umowy to nie widze powodu by się z tego
                                                    musiała tłumaczyć.
                • Gość: sagan Re: dziękuję IP: *.desy.de 26.02.03, 16:21
                  dziwny pomysl, zeby specjalizowac sie w tym, w czym nie
                  jestesmy dobrzy...

                  chodzilo mi o cos innego (i mam wrazenie, ze dobrze o tym
                  wiesz).
                  mianowicie o to, aby naszej specjalizacji nie okrelano z
                  gory: "faceci sa niedelikatni i nie nadaja sie na
                  pielegniarki", czy "kobiety lepiej orientuja sie w
                  upodobaniach kulinarnych dzieci"
                  kazdy czlowiek jest inny i kazdy ma prawo specjalizowac
                  sie w tym, w czym jemu sie wydaje, ze jest dobry. jesli w
                  rzeczywistosci nie jest dobry, to kariery zawrotnej nie
                  zrobi.
                  natomiast jesli jest dobry, ale spoleczenstwo orzeknie,
                  ze rudzi sa za glupi, zeby robic dokktorat z nauk
                  spolecznych, to bedzie to dyskryminacja.
      • Gość: doku Historia uczy, że walka o równe prawa nie była ... IP: *.mofnet.gov.pl 26.02.03, 13:41
        Gość portalu: BD napisał(a):

        > Tad i Maciej nie sugerują konfliktu płci, ale kooperacje opartą na
        > specjalizacji, podczas gdy doku lansuje jakąś doktrynę wojenną.

        ... kooperacją podległych z panami. Taka kooperacja to w najlepszym razie
        kolaboracja.
        • maciej.k1 Re: Historia uczy, że walka o równe prawa nie był 26.02.03, 14:25
          Gość portalu: doku napisał(a):


          > > Tad i Maciej nie sugerują konfliktu płci, ale kooperacje opartą na
          > > specjalizacji, podczas gdy doku lansuje jakąś doktrynę wojenną.
          >
          > ... kooperacją podległych z panami. Taka kooperacja to w najlepszym razie
          > kolaboracja.

          I w tym właśnie problem, że Wam każda nierówność kojarzy się z "poddaństwem"
          czy nawet - niewolnictwem. Tymczasem od nierówności i specjalizacji, a nawet od
          hierarchii, takiej jak istniejąca w wojsku, policji, kościele czy biznesie -
          daleko jeszcze do poddaństwa. Fakt, że podlegam mojemu szefowi w pracy nie
          czyni mnie jego "poddanym", ani "niewolnikiem".

          Między biegunami równości i poddaństwa jest jeszcze szeroka przestrzeń, której
          istnienia chyba nie zauważacie.

          Pozdrawiam -
          • Gość: EWOK Re: Historia uczy, że walka o równe prawa nie był IP: 213.241.18.* 26.02.03, 14:29
            To znaczy, reasumując, że uważasz iż kobieta jest podległa mężczyźnie, tak?
            • maciej.k1 Re: Historia uczy, że walka o równe prawa nie był 26.02.03, 14:54
              Gość portalu: EWOK napisał(a):

              > To znaczy, reasumując, że uważasz iż kobieta jest podległa mężczyźnie, tak?

              Chyba wszyscy tutaj tak uważamy, inaczej skąd by się wziął feminizm? Trzeba by
              zajrzeć do ostatnich badań GUS i deklaracji Polaków, kto jest głową rodziny.
              Stawiam, że większość rodzin wskazywała na mężczyzn.

              Pozdrawiam -
              • maciej.k1 co na to socjalista Willy Brandt: 26.02.03, 15:19
                "Demokracja nie może posunąć się do tego, by w rodzinach głosowano, kto jest
                ojcem"

                Pozdrawiam -
                • Gość: EWOK Re: co na to socjalista Willy Brandt: IP: 213.241.18.* 26.02.03, 16:06
                  Przepraszam, nie było mnie, bo szukałam informacji na temat głowy rodziny. Nie
                  znalazłam.
                  Co do słów Willy Brandta. Bardzo cenna i życiowo mądra uwaga, chociaż ja
                  osobiście wolę "A po nocy przychodzi dzień a po burzy spokój" Budki Suflera.
                  Wyraża taką samą oczywistośc, a o ile ładniej.
              • Gość: barbinator głowa rodziny IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 26.02.03, 17:02
                Jasne, na przykład ja...
                Widzisz Macieju rzecz w tym, że samo pytanie o głowe rodziny było głupie,
                ponieważ zakładało, że taka głowa MUSI istnieć... czyli że coś takiego jak
                małżeństwo partnerskie w jakim żyję ja i prawie wszyscy moi znajomi w ogóle
                nie istnieje...
                Nasza miła pani rachmistrz rozłożyła bezradnie ręce i powiedziała tak: to może
                państwo ustalcie to jakoś między sobą, bo ja naprawdę muszę tutaj coś wpisać...
                Na to mój mąż powiedział, żeby sobie wpisała obojetnie co, bo nie mamy czasu na
                głupie dyskusje - pani z ulgą tak właśnie zrobiła i strzelam w ciemno, że
                to "byle co" to było właśnie podanie jako głowy rodziny męża (no bo kto to
                widział żeby było inaczej...)
                A co do tej "podległości" kobiety względem mężczyzny, to raczej radziłabym ci
                spytać kolegów z forum czy oni też tak myślą - bo mam wrażenie, że wielu z nich
                mogło się poczuć urażonych przypisywaniem im tego typu troglodyckich poglądów.
                Pozdr. B.
                • maciej.k1 Re: głowa rodziny 26.02.03, 17:23
                  Gość portalu: barbinator napisał(a):

                  > A co do tej "podległości" kobiety względem mężczyzny, to raczej radziłabym ci
                  > spytać kolegów z forum czy oni też tak myślą - bo mam wrażenie, że wielu z
                  > nich
                  > mogło się poczuć urażonych przypisywaniem im tego typu troglodyckich poglądów.

                  Ależ pytam, pytam, ale nie tylko kolegów, ale także... koleżanki. Opinię Ewok,
                  Sagan i Doku już znam - ich zdaniem, mamy do czynienia nie tylko z
                  podległością, ale wręcz z poddaństwem kobiet, porównywalnym do pozycji czarnych
                  niewilników na plantacjach... :-)

                  Więc jak to jest z tą podległością kobiet zdaniem pozostałych osób? Istnieje
                  czy nie istnieje?

                  Pozdrawiam -
                  • Gość: sagan Re: głowa rodziny IP: *.desy.de 26.02.03, 17:25
                    poprosze o cytat ze mnie
                    • maciej.k1 Re: głowa rodziny 26.02.03, 17:30
                      Przepraszam.
                      "Na przykład kooperacja czarnych robotników z białymi plantatorami bawełny." -
                      to była Ewok
                      Pozdrawiam -
                      • Gość: EWOK Czarni niewolnicy IP: *.acn.waw.pl 26.02.03, 19:31
                        maciej.k1 napisał:

                        > Przepraszam.
                        > "Na przykład kooperacja czarnych robotników z białymi plantatorami
                        bawełny." -
                        > to była Ewok
                        > Pozdrawiam -

                        No wiesz, skoro już nie rozpoznajesz ironii to faktycznie nie bardzo widzę
                        sens dalszego dyskutowania na ten temat. Czy mam zaznaczać - uwaga - w tym
                        fragmencie mamy do czynienia z ironią?
              • Gość: EWOK Re: Historia uczy, że walka o równe prawa nie był IP: 213.241.18.* 27.02.03, 10:16
                maciej.k1 napisał:

                > Gość portalu: EWOK napisał(a):
                >
                > > To znaczy, reasumując, że uważasz iż kobieta jest podległa mężczyźnie, tak
                > ?
                >
                > Chyba wszyscy tutaj tak uważamy, inaczej skąd by się wziął feminizm? Trzeba
                by
                > zajrzeć do ostatnich badań GUS i deklaracji Polaków, kto jest głową rodziny.
                > Stawiam, że większość rodzin wskazywała na mężczyzn.
                >
                Tako rzecze Maciej - głowa rodziny i antyfeminista na wyraźne polecenie
                żony. :)) Która jest mu podległa, rzecz jasna, ale to wszystko samo z siebie
                logicznie wynika. Hihihi.
                • maciej.k1 kawał 27.02.03, 15:15
                  Gość portalu: EWOK napisał(a):

                  > maciej.k1 napisał:
                  > (...) deklaracji Polaków, kto jest głową rodzin
                  > y.
                  > > Stawiam, że większość rodzin wskazywała na mężczyzn.
                  > >
                  > Tako rzecze Maciej - głowa rodziny i antyfeminista na wyraźne polecenie
                  > żony. :)) Która jest mu podległa, rzecz jasna, ale to wszystko samo z siebie
                  > logicznie wynika. Hihihi.

                  Przy wejściu do nieba są dwie bramy, jedna z napisem "Dla pantoflarzy", druga z
                  napisem "Dla prawdziwych mężczyzn". Przy pierwszej kłębi się tłum facetów, przy
                  drugiej - stoi tylko jeden. Święty Piotr zaskoczony pyta:
                  "-Wszyscy poszli tam, a tylko pan jeden stoi tutaj, dlaczego?"
                  "-Żona kazała mi tu przyjść..."

                  --------
                  Pozdrawiam -
                  • Gość: EWOK No dobra IP: *.acn.waw.pl 27.02.03, 16:40
                    ale co z tego wynika z wyjątkiem faktu, że głową Twojej rodziny jest Twoja
                    żona, pomimo, że z jakiś tajemniczych przyczyn twierdzisz, że jest inaczej. A
                    także faktu, że jak twierdzi Willy Brandt ojciec jest ojcem, co implikuje
                    również stwierdzenie, że matka jest matką. Poza tym chciałabym również
                    dookreślić pojęcie "głowa rodziny". Biorąc pod uwagę analogie fizjologiczne -
                    głowa jest tym elementem bez którego ani organizm ludzki ani organizm rodzinny
                    istnieć nie może, choćby dlatego, że w głowie mieści się mózg, a zanik funkcji
                    mózgu jest tożsamy ze śmiercią (a nie np. zanik pracy serca). Jakkolwiek znam
                    kilka rodzin niepełnych, składających się z matki i dziecka, lub dzieci, to
                    ani jednej składającej się z ojca i dziecka. Więc kto tą głową tak naprawdę
                    jest i jakie należy przyjąć kryteria ugłowienia jakiegoś członka rodziny?
          • Gość: doku Problemem jest rzeczywistość a nie skojarzenia IP: *.mofnet.gov.pl 26.02.03, 15:50
            maciej.k1 napisał:

            > I w tym właśnie problem, że Wam każda nierówność kojarzy się z "poddaństwem"

            Nie każda. Akurat nierówność płci JEST poddaństwem

            > od nierówności i specjalizacji, a nawet od
            > hierarchii, takiej jak istniejąca w wojsku, policji, kościele czy biznesie -
            > daleko jeszcze do poddaństwa.

            Bardzo daleko. Jednak piszesz o tej hierarchi w pracy tak, jakby Twój szef
            bijał Cię w pracy po pijaku, tak jak w domu bija swoją żonę.

            Hierarchia w pracy jednak zwykle jest innej natury, niż ta domowa, jeśli w
            ogóle istnieje. Feminizm nie walczy przeciwko hierarchii, ale o
            równouprawnienie kobiet. Kobieta, jeśli będzie czuć się wolna i silna, chętnie
            podda się hierarchi, choćby takiej jak G. I. Jane w komandosach, chociaż raczej
            nasze Panie pewnie nie będą w tym gustować po rzeczywistym równouprawnieniu.

            Na razie jednak nawet w pracy kobiety są szykanowane raczej na sposób "falowy"
            niż regulaminowo. Hierarchia w pracy jest dla mężczyzn, a kobiety, nawet jeśli
            w tej chierarchi nie są najniżej, to nie mogą zwykle wykorzystać w pełni
            kompetencji swojego stanowiska, gdyż uniemożliwia im to poddaństwo wobec
            mężczyzn
            • Gość: sagan Re: Problemem jest rzeczywistość a nie skojarzeni IP: *.desy.de 26.02.03, 16:37
              wyjatkowo sluszne uwagi...
              ... tylko troche sie obawiam drugiego dna
              socjobiologicznego... ;)


              PS. Doku, wiem, ze socjobilogia i psychologia ewolucyjna
              to nie to samo, a Ty jestes z tej drugiej, ale z
              "socjobiologia" sie ladniej napialo ;)
              • Gość: doku Socjobiologia była potrzebna jako przeciwwaga dla IP: *.mofnet.gov.pl 26.02.03, 17:23
                Gość portalu: sagan napisał(a):

                > ... tylko troche sie obawiam drugiego dna
                > socjobiologicznego... ;)

                socjologii, która wciąż uczyła głupot, mimo że fałsz relacji Margaret Mead -
                matki socjologii - był już dawno udowodniony. Samo zaprzeczanie fałszywym
                teoriom jednak nie wystarcza. Jeśli nie ma teorii konkurencyjnych, to mity
                szerzą się bez przeszkód nawet w środowiskach naukowych. Socjobiologia spełniła
                więc swą rolę jako konkurencja, która mimo własnych błędów, była bliżej prawdy
                niż socjologia.

                Klasyczna socjologia, jako naukowa podstawa totalitaryzmu, zawsze była bardziej
                niebezpieczna niz socjobiologia, która jedynie niosła zagrożenie eugeniką.

      • Gość: EWOK Fundamentalizm IP: *.acn.waw.pl 26.02.03, 22:00
        Fundamentalizm - wg słownika jęz. polskiego - " ścisłe przestrzeganie zbioru
        jakiś zasad, nakazów, norm"
        - wg. słownika trudnych wyrazów - "ścisłe, rygorystyczne przestrzeganie jakiś
        norm, zasad, jakiejś ideologii, wiary"
        • Gość: BD Re: Fundamentalizm IP: *.adminpan.waw.pl / 10.1.3.* 27.02.03, 11:17
          Witam,

          Gość portalu: EWOK napisał(a):

          > Fundamentalizm - wg słownika jęz. polskiego - " ścisłe przestrzeganie zbioru
          > jakiś zasad, nakazów, norm"
          > - wg. słownika trudnych wyrazów - "ścisłe, rygorystyczne przestrzeganie jakiś
          > norm, zasad, jakiejś ideologii, wiary"

          A wg. encyklopedii:
          "Fundamentalizm, określenie tendencji i ruchów religijnych o charakterze
          skrajnie konserwatywnym, przeciwstawiających się jakimkolwiek zmianom czy
          modyfikacjom doktryny religijnej, obrządku, obyczajowości itp."
          wiem.onet.pl/wiem/00a2c1.html

          Definicje te są kiepskie. Poszukaj etymologii tego słowa, a zobaczysz, że
          odnosiło się ono do radykalnych ruchów protestanckich i jako takie nie ma
          pejoratywnego wydźwięku. Oczywiście w języku potocznym słowo ulega daleko
          idącym zniekształceniom. Czasem wręcz kuriozalnym, podobnie jak to było ze
          słówkiem "faszyzm" (nagminnie mylonym z nazimem) etc. Trochę teraz ludziom się
          miesza fundamentalizm z fanatyzmem i pewnie czymś jeszcze.

          pozdrawiam,

          BD
          • Gość: EWOK Re: Fundamentalizm IP: 213.241.18.* 27.02.03, 11:35
            Zarzuciłeś mi, że popełniam błąd używając pojęcia, którego nie rozumiem.
            Podałam ogólnie dostępne definicje aby po pierwsze uzasadnić użycie danego
            słowa w konkretnym kontekście ( w świetle tych definicji - poprawnie), a po
            drugie, żeby pokazać jak zmienia się język i że nie ma sensu przeciw temu
            protestować. Np. sprawdziłam też znaczenie słowa kolaboracja i dowiedziałam
            się, że dawniej oznaczało ono zwyczajnie - współpracę, bez żadnego negatywnego
            kontekstu. Nie wiedziałam o tym wcześniej. Ale teraz jest już inne słowo
            neutralne - kooperacja, a kolaboracja stała się jednoznacznie godna potępienia.
            To, co słowo znaczyło na początku, może już po jakimś czasie w ogóle nie mieć
            znaczenia. Ot i tyle.
            • Gość: soso pogodzcie sie IP: 195.41.66.* 27.02.03, 12:02
              Czasami jest jeszcze inaczej - slowa maja wiele znaczen lub zabarwien w
              zaleznosci od kontekstu. Te same slowa. Mysle, ze dokladnie tak jest z
              fundamentalizmem. Oprocz znacznie doslownego jest jeszcze przenosne lub majace
              brata czy siostre. Ja rozumiem oba wasze stanowiska i nie spieralbym sie. W
              koncu nie bylo to kluczowe dla zrozumienia a raczej szukanie slabosci u
              rozmowcy.
              Baca z Jaszczurowki to gawedziarz ludowy - neutralne
              Leszek Miller to gawedziarz ludowy - pejoratywne


              pzdrw

              soso
    • Gość: EWOK Niezupełnie IP: 213.241.18.* 26.02.03, 10:59
      Niezupełnie. I nie rozumiem dlaczego teraz tak, Macieju twierdzisz. Pamiętam
      Twoje wypowiedzi, że realna równość jest niemożliwa ponieważ mężczyźni i
      kobiety są różni. Dlaczego uważasz, że "równe" musi oznaczać "takie samo" - w
      to już nie wnikam. Być może w matematyce ma to jakieś uzasadnienie, ale to nie
      jest forum wielbicieli nauk ścisłych. Tak więc kooperacja - owszem,
      wyspecjalizowanie - pewnie, ale bez równości i równorzędności.
      Tad nie ukrywa tego, że uważa iż mężczyznom należy się znacznie więcej swobody
      i wolności niż kobietom - z założenia, a kontytucyjne zapisy o równości to
      mrzonki, do których nikt normalny nie powinien przykładać wagi. A zatem znowu -
      kobieta i mężczyzna razem - jak najbardziej, z tym że ona dwa kroki z tyłu.
      Jak można kooperować z kimś, kto uważa się za ważniejszego, silniejszego,
      mądrzejszego? To nie kooperacja. To kolaboracja.
      • maciej.k1 Re: Niezupełnie 26.02.03, 11:18
        Gość portalu: EWOK napisał(a):

        > Niezupełnie. I nie rozumiem dlaczego teraz tak, Macieju twierdzisz. Pamiętam
        > Twoje wypowiedzi, że realna równość jest niemożliwa ponieważ mężczyźni i
        > kobiety są różni.

        Tak. Co nie wyklucza kooperacji i specjalizacji. Przeciwnie - dobrze do tego
        pasuje. Ludzie nie są równi, ale mogą ze sobą kooperować, m.in. dzięki temu, że
        specjalizują się w różnych dziedzinach.

        > Tak więc kooperacja - owszem,
        > wyspecjalizowanie - pewnie, ale bez równości i równorzędności.

        A co ty rozumiesz przez równość i równorzędność? Jednakowe prawo do
        podejmowania decyzji? Ja tam bym się nie ośmielił wtrącać się żonie do kuchni i
        próbować na codzień współdecydować o tym, jak ma gotować dla dziecka, skoro to
        ona zna lepiej jego upodobania kulinarne.

        > a kontytucyjne zapisy o równości to
        > mrzonki, do których nikt normalny nie powinien przykładać wagi.

        W tej sprawie jesteśmy zgodni z feministkami. Nie chcemy obowiązkowej służby
        wojskowej dla kobiet, pomimo konstytucyjnych zapisów o "równouprawnieniu".
        Lepiej usunąć te mrzonki z konstytucji.

        > Jak można kooperować z kimś, kto uważa się za ważniejszego, silniejszego,
        > mądrzejszego? To nie kooperacja. To kolaboracja.

        Można, i to z powodzeniem. Czy pozycja zawodowa Twoja i Twojego szefa jest
        jednakowa? Jeśli nie, jak możesz z nim kolaborować? :-)
        Pozdrawiam -
        • Gość: sagan Re: Niezupełnie IP: *.desy.de 26.02.03, 11:28
          maciej.k1 napisał:


          > A co ty rozumiesz przez równość i równorzędność?
          > Jednakowe prawo do podejmowania decyzji? Ja tam bym się
          > nie ośmielił wtrącać się żonie do kuchni i próbować na
          > codzień współdecydować o tym, jak ma gotować dla
          > dziecka, skoro to ona zna lepiej jego upodobania
          > kulinarne.

          rozumiem, ze "lepsza znajomosc upodoban kulinarnych
          dziecka" jest "z natury" dana kobietom???

          coraz weselej tutaj...
        • Gość: EWOK Równośc IP: 213.241.18.* 26.02.03, 11:41
          Nie wiem, czy zgadzasz się z niedyskryminowaniem ze względu na rasę, ale mając
          nadzieję, że przynajmniej nie jesteś rasistą, posłużę się tym jako przykładem -
          a zatem równośc ras w Twoim pojęciu wyglądałaby następująco - każdy będzie
          trochę obrzezany jak Żyd, trochę czarny jak Murzyn, będzie miał skośne oczy jak
          Chińczyk, będzie blondynem jak Aryjczyk, a na obiad będzie jadł mięso foki jak
          Eskimos, tak? To jest równość? No to faktycznie na równouprawnienie płci mogą
          liczyć tylko hermafrodyty.
          Równośc pojęta jako równouprawniony dostęp do pisuaru - piękne hasło. Czy ktoś
          kto jest rudy jest mniej człowiekiem niż brunet? Na pewno, przecież są różni,
          więc równi w wymiarze ludzkim być nie mogą. Mogą tylko "kooperować", ale pod
          warunkiem, że rudy nie będzie się uważał za frontmana :)
          Zwróć uwagę na jedno - porównując status mój i mojego szefa - na to, że on mi
          płaci. Kupuje moją pracę za pieniądze, które zaakceptowałam. Ustaliliśmy w
          rozmowie, że obydwojgu nam ten układ odpowiada. Ale Henio poślubiając Maryśkę
          nie pyta jej czy będzie mu gotować. Po prostu zakłada, że skoro sam nie umie to
          albo ona stanie przy garach, albo umrą z głodu. To jest tzw. dobrowolny przymus.
          • maciej.k1 Re: Równośc 26.02.03, 11:57
            Gość portalu: EWOK napisał(a):

            > Nie wiem, czy zgadzasz się z niedyskryminowaniem ze względu na rasę, ale
            mając
            > nadzieję, że przynajmniej nie jesteś rasistą,

            Ależ oczywiście, że jestem rasistą... :-)
            Uważam Żydów za rasę, która wydała wielu inteligentnych ludzi (i wielu
            nieznośnych typów), Murzynów za rasę bezkonkurencyjną w biegach, koszykówce i
            boksie, białych za bezkonkurencynych w skokach narciarskich. Jestem przeciwko
            parytetom płciowym i rasowym w przyznawanoiu miejsc na podium, czy w
            przyznawaniu nagrody Nobla - niech wygrywają najlepsi.

            > Czy ktoś
            > kto jest rudy jest mniej człowiekiem niż brunet? Na pewno, przecież są różni,
            > więc równi w wymiarze ludzkim być nie mogą.

            To zależy, w jakiej dziedzinie... Rudy bardziej nadaje się na agenta CIA w
            Irlandii, brunet powinien być raczej wysłany do krajów latynoskich.

            > Zwróć uwagę na jedno - porównując status mój i mojego szefa - na to, że on mi
            > płaci. Kupuje moją pracę za pieniądze, które zaakceptowałam. Ustaliliśmy w
            > rozmowie, że obydwojgu nam ten układ odpowiada.

            Pomijasz najważniejsze. Wasza pozycja nie jest równa. A więc nie ma
            równouprawnienia. To on podejmuje najważniejsze decyzje, które dotyczą także
            Ciebie. Czy to nie jest "kolaboracja" wg. Twojej definicji?

            > Ale Henio poślubiając Maryśkę
            > nie pyta jej czy będzie mu gotować. Po prostu zakłada, że skoro sam nie umie
            > to
            > albo ona stanie przy garach, albo umrą z głodu.

            Henio i Maryśka widzą swój podział ról w małżeństwie, kierują się kulturowymi
            zwyczajami, które ukształtowały się na podłożu biologicznym. Jeśli Maryśka ma
            odmienną wizję podziału ról, niż zwyczajowo przyjęte, w jej najlepiej pojętym
            interesie jest sprawdzić, czy Heniek to akceptuje - przed ślubem. Jeśli ich
            wizje dramatycznie się różnią, to trudno - widziały gały, co brały. Zawsze
            można jeszcze wziąć rozwód.

            > To jest tzw. dobrowolny przymus

            Nie ma czegoś takiego jak "dobrowolny przymus". To jest tylko feministyczne
            pomieszanie pojęć, służace unikaniu odpowiedzialności za własne decyzje.

            Pozdrawiam -
            • Gość: EWOK Re: Równośc IP: *.acn.waw.pl 26.02.03, 21:50
              maciej.k1 napisał:


              >
              >> >> To zależy, w jakiej dziedzinie... Rudy bardziej nadaje się na agenta CIA
              w
              > Irlandii, brunet powinien być raczej wysłany do krajów latynoskich.

              Ale nie odpowiedziałeś na moje pytanie - czy rudy jest mniej wartościowym
              człowiekiem niż brunet i czy jest to podstawa do dyskryminacji rudych.
              Równouprawnienie nie opiera się na założeniu, że ludzie są tacy sami, ale na
              założeniu, że ludzie są sobie równi bez względu na dzielące ich różnice -
              anatomiczne, intelektualne, rasowe i jakie chcesz inne. Jeśli nie jesteś
              zwolennikiem równouprawnienia to wyjaśnij mi dlaczego uważasz za uzasadnione
              dyskryminowanie kobiet a nie np. albinosów. Oni też się różnią od reszty i to
              wyraźnie.
              >
              >
              > Pomijasz najważniejsze. Wasza pozycja nie jest równa. A więc nie ma
              > równouprawnienia. To on podejmuje najważniejsze decyzje, które dotyczą także
              > Ciebie. Czy to nie jest "kolaboracja" wg. Twojej definicji?

              Kolaboracja jest współpracą podejmowaną pod naciskiem. U szefa pracuję
              dobrowolnie, a on mnie dobrowolnie zatrudnia. A zatem jestem kolaboratorem a
              nie kolaborantem.
              >
              >
              >
              > Henio i Maryśka widzą swój podział ról w małżeństwie, kierują się
              kulturowymi
              > zwyczajami, które ukształtowały się na podłożu biologicznym.

              Jesteś zatem zwolennikiem poważnej teorii naukowej, która twierdzi, że kobieta
              po to ma naturalnie mniejsze stopy niż mężczyzna by mogła stać bliżej
              zlewozmywaka? (uwaga, to ironia była!) A jakież to biologiczne mechanizmy
              ukształtowały kobietę do gotowania? I jakież to męskie wybryki natury mieszają
              w garach najlepszych światowych restauracji?
              >
              > Nie ma czegoś takiego jak "dobrowolny przymus". To jest tylko feministyczne
              > pomieszanie pojęć, służace unikaniu odpowiedzialności za własne decyzje.

              Akurat tutaj moim źródłem był pan od matematyki w mojej podstawówce, który
              używał tego sformułowania przy wybieraniu "ochotników" z listy obecności.
              >
              >
              • Gość: Sebastian Re: Równośc IP: *.bienczyce.sdi.tpnet.pl 27.02.03, 21:37
                > Ale nie odpowiedziałeś na moje pytanie - czy rudy jest mniej wartościowym
                > człowiekiem niż brunet i czy jest to podstawa do dyskryminacji rudych.
                Jak to "czy to jest podstawa do dyskryminacji rudych"?
                Jak ktoś dyskryminuje rudych to bycie rudym jest dla niego podstwą do
                dyskryminacji.
                Jak ja będe uwielbiał rudych to nie mam zamiaru się nikomu z tego tłumaczyć
                podobnie jak nie oczekuję od nikogo tłumaczenia się z tego , dlaczego rudych
                dyskryminuje.
                Zaznaczam, że nie chodzi tu o dyskryminację w relacjach państwo-obywatel tylko
                o dyskryminacje w relacjach obywatel-obywatel.
                > Równouprawnienie nie opiera się na założeniu, że ludzie są tacy sami, ale na
                > założeniu, że ludzie są sobie równi bez względu na dzielące ich różnice.
                Ludzie nie sa sobie równi, natomiast powinni byc równi wobec prawa.
      • agrafek Re: Niezupełnie 26.02.03, 11:33
        A widzisz, a ja jednak odczytuję Tada inaczej:). Otóż konstytucyjne zapisy
        gwarantujące równość istnieją, a że czasem mają się do rzeczywistości średnio,
        wynika istniejącej nierówności wynikającej z biologii a przekładającej się
        potem na kulturę. Nie zauważyłem by ktokolwiek na forum deklarował: "gwizdać na
        Konstytucję i prawo". Po prostu...hmmmm (nie przepadam za tym słowem, w gruncie
        rzeczy stanowi pewnego rodzaju manipulacje - ale o tym już było) antyfeminiści
        zwracają uwagę, że prawo nie jest w stanie odnieść się do rzeczywistości w
        100%, tak funkcjonować może jedynie w środowisku idealnym, tj. takim, w którym
        człowiek został "ucywilizowany totalnie" - przez co rozumiem wyrzeczenie się
        wszelkich uwarunkowań naturalnych (biologicznych) na rzecz kulturowych (w tym
        przypadku moga byc one równoznaczne z cywilizacyjnymi). W prawdziwym życiu taka
        sytuacja nie zachodzi (i oby jeszcze jak najdłużej nie). Stąd prawo nie radzi
        sobie z instyktami przemocy, brakiem rzeczywistej równości (ale nie
        równouprawnienia) itd. Takie prawo - teoretycznie - jest możliwe. Próbowano je
        wprowadzić np. w ZSRR czy faszystowskich Niemczech. Tam prawo-państwo próbowało
        sterować każdym przejawem zycia jednostki. Eksperyment zakonczył się jdnak
        niepowodzeniem, okazało się, że nie można.
        Dlatego feminizm - taki, jakim go widzę - wydaje mi się chybiony. Zamiast,
        wbrew hasłom, skupić się na człowieku i jego miejscu w świecie, produkuje się w
        różnego rodzaju manifach, próbach zmian prawa itp. To już sensowniejsze wydają
        mi sie niektóre deklaracje Doku. Bez obrazy (kogokolwiek).
        Pozdrawiam.
        (Ewok, nie wiem czy to ja się zmieniłem czy świat, ale ostatnio "czytam Cię" z
        coraz większą przyjemnością)
        • Gość: u Re: Niezupełnie IP: *.leased-02.binet.pl 26.02.03, 11:46
          ja bym chciała, żeby powstało forum gynofobia, i może część ludzi z tego forum
          tam by się przeniosła...?

          byłoby więcej powietrza, i chyba milej

          pozdrawiam

          zu
        • Gość: EWOK Agrafek IP: 213.241.18.* 26.02.03, 14:37
          agrafek napisał:

          > > Ewok, nie wiem czy to ja się zmieniłem czy świat, ale ostatnio "czytam Cię"
          z
          > coraz większą przyjemnością

          Ja też nie wiem, ale zaczynam się o Ciebie martwić. Może to osłabienie
          odporności organizmu - zdarza się na przedwiośniu. Wypróbowałeś już kurację
          witaminową? :)
      • Gość: doku Coś takiego, napisałem prawie to samo IP: *.mofnet.gov.pl 26.02.03, 13:49
        Gość portalu: EWOK napisał(a):

        > To nie kooperacja. To kolaboracja.

        Ciekawe czy i kontekst uznasz za ten sam. Wyszło podejrzanie, ale czytałem od
        góry i odpowiadałem natychmiast.
    • Gość: barbinator Re: Feminizm kontra antyfeminizm IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 26.02.03, 11:47
      Należy mieć nadzieję, że panowie pragnący nas kobiety uszczęśliwiać każdy swoją
      wersją idealnego świata (dziwnie te wersje są do siebie podobne...) wykończą
      się wzajemnie - czego im serdecznie życzę.
      A my w tym czasie będziemy mogły cichutko, bez rozgłosu zrobić skok na to co w
      życiu najfajniejsze.
      A co w życiu najfajniejsze? - to akurat wiadomo nie od dziś: sex, władza i
      pieniądze... :))
      I tego nam kobietom serdecznie życzę - z okazji zbliżającego się "święta
      kobiet" którym mężczyźni w swej łaskawości raczyli nas obdarować ;))
      Pozdr. B.
      • agrafek Re: Feminizm kontra antyfeminizm 26.02.03, 11:50
        Ależ barbinator, przecież jest dokładnie na odwrót! To feministki pragną
        uszczęśliwiać nieświadomych, ze żyją nieszczęślwie, tak kobiety jak i mężczyzn.
        Ja, osobiście, pragnę, póki co, uszczęśliwić jedną, nadzwyczaj konkretną,
        kobietę:). Źle nam życzysz?;)
        Pozdrawiam.
        • losiu4 Re: Feminizm kontra antyfeminizm 26.02.03, 13:30
          agrafek napisał:

          > Ależ barbinator, przecież jest dokładnie na odwrót! To feministki pragną
          > uszczęśliwiać nieświadomych, ze żyją nieszczęślwie, tak kobiety jak i mężczyzn.

          Mala poprawka: mezczyzn ma nie byc. Od razu by przeciez wprowadzili obmierzly patriarchat ;)))

          Pzdr

          Losiu
        • Gość: barbinator Re: Feminizm kontra antyfeminizm IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 26.02.03, 15:52
          agrafek napisał:

          > Ależ barbinator, przecież jest dokładnie na odwrót! To feministki pragną
          > uszczęśliwiać nieświadomych, ze żyją nieszczęślwie, tak kobiety jak i
          mężczyzn.
          >
          > Ja, osobiście, pragnę, póki co, uszczęśliwić jedną, nadzwyczaj konkretną,
          > kobietę:). Źle nam życzysz?;)
          > Pozdrawiam.

          Antyfeministów typu light można ewentualnie dopuścić do podziału łupów...
          zwłaszcza tych którzy przedstawią rekomendacje od co najmniej jednej skutecznie
          uszczęśliwianej kobiety...
          Pozdr. B.
          • agrafek Re: Feminizm kontra antyfeminizm 27.02.03, 14:30
            Ha ha ha! A zatem antyfeminiści dzielą się na "lekkich" i "ciężkich"?:). A może
            sa jeszcze i fale antyfeminizmu?;)
    • Gość: doku Mężczyźni powinni znać swoje miejsce i nie pchać.. IP: *.mofnet.gov.pl 26.02.03, 13:24
      Gość portalu: EWOK napisał(a):

      > kobiety powinny znać swoje miejsce i nie pchać się tam,
      > gdzie rządzą mężczyźni, bo się tam nie nadają.

      ... się tam, gdzie rządzą kobiety - to celem uzupełnienia.

      A teraz celem sprostowania: nie twierdę, że się "nie nadają", ale twierdzę, że
      w męskich konkurencjach kobiety z mężczyznami zwykle przegrywają - nadają się
      więc, ale tylko do pomocy lub kibicowania.

      To samo dotyczy konkurencji kobiecych - mężczyźni też nadają się tylko do
      pomocy i kibicowania.

      Istotą liberalizmu jest poszanowanie praw naturalnych i tych, które ludzie
      wywalczyli sobie w efekcie emancypacji. Istotą natury ludzkiej jest
      indywidualność, wolność i godność jednostki, dlatego liberał musi zakładać, że
      ludzie są różni i każdy człowiek może korzystać z innego podzbioru praw i
      walczyć o poszanowanie wybranych przez siebie praw, jako dla niego
      najważniejszych. Dlatego liberał zawsze będzie sprzeciwiał się uniformizacji
      ludzi, dlatego kobiety pragnące niwelować naturalne różnice między płciami nie
      zasługują na zaszczytne miano feministki.

      Równe prawa dla wszystkich - ta idea liberałów i feministek nie oznacza
      przymusu korzystania przez każdego ze wszystkich praw. Mężczyzna konkurujący z
      matką o dostęp do jej dziecka zawsze będzie przypadkiem kuriozalnym, tak jak
      kobieta walcząca z meżczyzną na pięci w ringu. Ale oczywiście powinni mieć do
      tego prawo, jak każdy człowiek.

      Dla wielu pseudofeministek temat naturalnych różnic pomiędzy płciami jest
      tematem tabu - to jest źródło agresywnych reakcji na moje "biologiczne" posty.
      Dlatego kiedy piszę o ewolucji ludzkich zachowań, dostaję odpowiedzi w postaci
      wycieczek osobistych i niewybrednych obelg. Jestem tylko człowiekiem, więc bywa
      że dam się sprowokować, ale zawsze staram się wrócić do meritum - i tyle mogę
      wam obiecać.

      Powrócę więc do meritum Faktem biologicznym jest, że kobiety nie nadają się do
      wielu męskich konkurencji, a mężczyźni nie nadają się do wielu kobiecych
      konkurencji. Tym bardziej drażni to nasze ambicje, aby sprostać wyzwaniu i
      dorównać tym uprzywilejowanym przez naturę. Prawo do realizacji takich ambicji
      jest takim samym ważnym prawem jak inne prawa. Ale nie może być prawa, które
      gwarantuje każdemu, że od czasu do czasu wygra w każdej konkurencji. Są
      konkurencje, w których większość mężczyzn nigdy nie wygra z kobietami, są
      takie, w których większość kobiet nigdy nie wygra z mężczyznami - z tym
      liberałowie i feministki muszą się pogodzić.
      • uli ulinka 26.02.03, 16:14
        ale natura dąży do wyrównywania, tymczasem nasza kultura z cała upartościa
        usiłuje utrzymać dychotomię. nie twierdze, za kultura nie jest czecią natury-
        jest. wszyscy nią jesteśmy. dlatego idiotyczne wydają mi się spory, co jest
        naturalne, a co nie. i wielkie czyny i faszyzm są naturą człowieka. i fajnie
        mieć świadomość, ze stać nas na wiele rzeczy.

        i że skoro my równiez jesteśmy natura, to wszyscy ją tworzymy, wszyscy jesteśmy
        jej historią. chyba, ze się nie rozmnozymy, lub nasze dzieci się nie rozmnożą.

        wtedy juz nas nie ma.

        na pocieszenie bezdzietnym: i tak w końcu trafi w nas jakaś kometa, a może
        meteor:-)
        • Gość: doku Pomyliłaś naturę z prawem wzrastającej entropii IP: *.mofnet.gov.pl 26.02.03, 17:38
          uli napisała:

          > ale natura dąży do wyrównywania, tymczasem nasza kultura z cała upartościa
          > usiłuje utrzymać dychotomię

          A prawo wzrastającej entropii dotyczy tylko układów odizolowanych. Natura zaś
          (w takim sensie jak kultura) jest oparta na życiu, czyli zjawisku z definicji
          polegającym na czerpaniu zasobów z zewnątrz i zmniejszaniu dzięki temu entropii
          wewnątrz. Zmniejszanie się entropii oznacza to samo co wzrost złożoności i
          różnicowanie sie bytów.

          Kiedy natura przekształca się w kulturę, zmienia się jedynie pojęcie "wnętrza"
          i "zewnętrza" natomiast istota życia pozostaje niezmienna - wewnątrz każdej
          rozwijającej się kultury następuje wzrost złożoności. Dążenie do wyrównywania
          oznacza dążenie do śmierci.

          Dlatego socjalizm zawsze jest ruiną i umieraniem. Nigdy nie było niczego
          takiego, jak wypaczenia socjalizmu.
    • spinelli Re: Feminizm kontra antyfeminizm 26.02.03, 19:19
      >>Tad i Maciej nie sugerują konfliktu płci, ale kooperacje opartą na
      specjalizacji<<

      Kooperacje te wypracuje sie na zasadzie rownych i rowniejszych
      S.
      • Gość: tad Re: Feminizm kontra antyfeminizm IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 26.02.03, 20:22
        spinelli napisała:


        >
        > Kooperacje te wypracuje sie na zasadzie rownych i rowniejszych

        Czy naprawdę wierzysz, że ludzie są równi?
        • uli życzliwa 26.02.03, 22:05
          czy nie sądzisz, że to coś oznacza, gdy któraś osoba z rzędu zwraca się do
          ciebie z cytatem z folwarku zwierzęcęgo?

          jakie są twoje refleksje z urojenia o byciu tym równiejszem?
          nie sądzisz, że nie warto się jednak obnosić z gynofobią? bo co ci to daje?
          jeno pogardę ze srony gynek

          PS> całusy dla "dawno-nie-czytanej" spinelli
          • Gość: EWOK Zula, a co to gynofobia? n/tx IP: *.acn.waw.pl 26.02.03, 22:08
            • Gość: Spinelli Re: Zula, a co to gynofobia? n/tx IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 27.02.03, 03:26
              Niechec ale takze obawa przed kobietami.

              Pozdrawiam was dziewczynki:)))
              Totalnie nie mam czasu wiec nie pisze ale czytam.
              Spin.

              ---
              Get a life
              • Gość: EWOK A co się stało... IP: 213.241.18.* 27.02.03, 10:07
                ... ze starą dobrą mizoginią? Już w ogóle nie jest trendy? Ja się chyba starzeję
                po prostu, coraz więcej rzeczy mi umyka.
                • uli jest i ona:-) 27.02.03, 12:18
                  myslę, że mizoginia to takie zwykłe przeświadczenie, że kobiety są gorsze,
                  takie które(sic!)wysysa się z mlekiem matki. tutaj można wliczyć część
                  antyfeministów, którzy odczuwają strach (czyli uzasadnioną obawę) przed
                  zdetronizowanem.

                  gynofobia to krok dalej- to próba udowodnienia samemu sobie, ze w swoich
                  antykobiecych poglądach jest się racjonalnym, tymczasem sedno sprawy nie tkwi w
                  racjonalności, tylko w LĘKU (irracjonalna obawa, czyli przeciwieństwo strachu,
                  który jest na czyms kokretnym oparty). przykładem idealnie zwariowanego
                  ginofoba jest tad, bo siecze wszystko, co choćby ociera się o 2 chromosomy X
                  (powienien wtedy równiez pluć na siebie, bo sam ma ukruszonego X, czyli Y)

                  wydaje mi się, ze jedyny temat, którego jeszcze nie poruszył, to to, ze
                  kobietom-kierowcom powinno się odebrać prawa jazdy, karty rowerowe it, żeby nie
                  przeszkadzały męzczyznom w jeżdzeniu:-)

                  tak było ostatnio chyba w arabii saudyjskiej?

                  Pozdrawiam
                  Zula
                  • Gość: doku Fajne słowa. IP: *.mofnet.gov.pl 27.02.03, 12:48
                    uli napisała:

                    > myslę, że mizoginia to takie zwykłe przeświadczenie, że kobiety są gorsze

                    ale dlaczego nie "mizogynia" tylko "...ginia"

                    > gynofobia to krok dalej- to próba udowodnienia samemu sobie, ze w swoich
                    > antykobiecych poglądach jest się racjonalnym

                    A czy istnieje "gynofilia"? Mam nadzieję, że nie znaczy to "próba udowodnienia
                    samemu sobie, ze w swoich antykobiecych poglądach jest się irracjonalnym", bo
                    sam chciałbym uważać się za gynofila.

                    • Gość: zula jesteś gynofilem;-)? IP: *.leased-02.binet.pl 27.02.03, 13:42
                      • Gość: doku Jeszcze nie wiem. Ale mam pewne podejrzenia. nt IP: *.mofnet.gov.pl 27.02.03, 14:57
              • Gość: tad Re: Zula, a co to gynofobia? n/tx IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 27.02.03, 16:56
                Gość portalu: Spinelli napisał(a):

                > Niechec ale takze obawa przed kobietami.
                >
                > Pozdrawiam was dziewczynki:)))
                > Totalnie nie mam czasu wiec nie pisze ale czytam.


                A czemu krytyk feminizmu miałby być "gynofobem"? Czy krytyczki "patriarchatu"
                sa androfobkami?

                > Get a life
                • maciej.k1 Re: Zula, a co to gynofobia? 27.02.03, 17:00
                  Gość portalu: tad napisał(a):

                  > Gość portalu: Spinelli napisał(a):
                  >
                  > > Niechec ale takze obawa przed kobietami.
                  > >
                  > > Pozdrawiam was dziewczynki:)))
                  > > Totalnie nie mam czasu wiec nie pisze ale czytam.
                  >
                  >
                  > A czemu krytyk feminizmu miałby być "gynofobem"? Czy krytyczki "patriarchatu"
                  > sa androfobkami?

                  Nie, nie... Krytyczki patriarchatu cierpią na "fallusofobię". Objawia się ona
                  m.in nieustanną obawą przed gwałtem. Fallusofobka wszędzie dostrzega
                  gwałcicieli, czychających podstępnie na jej waginę i pragnących uczynić z
                  niej "spaloną wieś"... ;-)

                  Pozdrawiam -
        • spinelli Re: Feminizm kontra antyfeminizm 27.02.03, 03:31
          >>Czy naprawdę wierzysz, że ludzie są równi?<<
          Nie, Tad, nie mam zludzen, (przeciez pisze, ze sa rowni i rowniejsi) tu akurat
          wiara nie ma wiekszego znaczenia. Po prostu WIDZE, ze ludzie nie sa rowni.
          WIERZE natomiast, i cale zycie kieruje sie ta wiara, ze nie ma zadnych
          przeciwskazan, zeby jednak rowni byli.
          S.
          • Gość: soso kilka cytatow 'z nas' IP: 195.41.66.* 27.02.03, 07:15




            kobiety nie nadają się do wielu męskich konkurencji, a mężczyźni nie nadają się
            do wielu kobiecych konkurencji

            Doku


            Henio poślubiając Maryśkę nie pyta jej czy będzie mu gotować. Po prostu
            zakłada, że skoro sam nie umie to albo ona stanie przy garach albo umrą z głodu.

            EWOK


            Ja tam bym się nie ośmielił wtrącać się żonie do kuchni

            Maciej


            Hierarchia w pracy jest dla mężczyzn, a kobiety, nawet jeśli w tej chierarchi
            nie są najniżej, to nie mogą zwykle wykorzystać w pełni kompetencji swojego
            stanowiska, gdyż uniemożliwia im to poddaństwo wobec mężczyzn

            Doku (‘sprytna’ ortografia zachowana w oryginale)


            poprosze o cytat ze mnie

            sagan


            małżeństwo partnerskie w jakim żyję ja i prawie wszyscy moi znajomi w ogóle nie
            istnieje...

            barbinator


            Między biegunami równości i poddaństwa jest jeszcze szeroka przestrzeń, której
            istnienia chyba nie zauważacie.

            Maciej


            Ktoś dobry z matmy zostaje inżynierem, wysoka i ładna kobieta o braku aspiracji
            intelektualnych top modelką

            BD


            Wlaze pod stol i odszczekuje

            Maly k.


            Nasze brudne gary zmywa pani Celinka

            Barbinator


            Daję Ci wolną rękę w tej sprawie: możesz zmywać lub nie

            Maciej


            głupich na tym forum raczej nie ma, poza paroma bęcwałami na gościnnych
            występach

            barbinator

            • Gość: tad Re: kilka cytatow 'z nas' IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 27.02.03, 19:41
              Gość portalu: soso napisał(a):

              >
              >
              >
              >
              > kobiety nie nadają się do wielu męskich konkurencji, a mężczyźni nie nadają
              się
              >
              > do wielu kobiecych konkurencji
              >
              > Doku
              >
              >
              > Henio poślubiając Maryśkę nie pyta jej czy będzie mu gotować. Po prostu
              > zakłada, że skoro sam nie umie to albo ona stanie przy garach albo umrą z
              głodu
              > .
              >
              > EWOK
              >
              >
              > Ja tam bym się nie ośmielił wtrącać się żonie do kuchni
              >
              > Maciej
              >
              >
              > Hierarchia w pracy jest dla mężczyzn, a kobiety, nawet jeśli w tej chierarchi
              > nie są najniżej, to nie mogą zwykle wykorzystać w pełni kompetencji swojego
              > stanowiska, gdyż uniemożliwia im to poddaństwo wobec mężczyzn
              >
              > Doku (‘sprytna’ ortografia zachowana w oryginale)
              >
              >
              > poprosze o cytat ze mnie
              >
              > sagan
              >
              >
              > małżeństwo partnerskie w jakim żyję ja i prawie wszyscy moi znajomi w ogóle
              nie
              >
              > istnieje...
              >
              > barbinator
              >
              >
              > Między biegunami równości i poddaństwa jest jeszcze szeroka przestrzeń,
              której
              > istnienia chyba nie zauważacie.
              >
              > Maciej
              >
              >
              > Ktoś dobry z matmy zostaje inżynierem, wysoka i ładna kobieta o braku
              aspiracji
              >
              > intelektualnych top modelką
              >
              > BD
              >
              >
              > Wlaze pod stol i odszczekuje
              >
              > Maly k.
              >
              >
              > Nasze brudne gary zmywa pani Celinka
              >
              > Barbinator
              >
              >
              > Daję Ci wolną rękę w tej sprawie: możesz zmywać lub nie
              >
              > Maciej
              >
              >
              > głupich na tym forum raczej nie ma, poza paroma bęcwałami na gościnnych
              > występach
              >
              > barbinator
              >


              A gdzie coś mojego? Proszę naprawić ten błąd (sam cytował się przecież nie będę)
              • Gość: soso och tad, nie ma sie do czego spieszyc IP: 195.41.66.* 28.02.03, 06:26
                Nie pisalem nic w tym watku i przeczytalem wszystko jak bylo juz prawie po
                wszystkim. Czytajac zauwazylem, ze niektore fragmenty wyrwane z kontekstu sa
                cos warte. Moze piszesz zbyt uwaznie :-) ? Nie przejmuj sie, ze nie ma cie
                wsrod wyroznionych. To o niczym nie swiadczy,

                pzdrw

                soso
          • Gość: tad Re: Feminizm kontra antyfeminizm IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 27.02.03, 19:39
            spinelli napisała:

            > >>Czy naprawdę wierzysz, że ludzie są równi?<<
            > Nie, Tad, nie mam zludzen, (przeciez pisze, ze sa rowni i rowniejsi) tu
            akurat
            > wiara nie ma wiekszego znaczenia. Po prostu WIDZE, ze ludzie nie sa rowni.
            > WIERZE natomiast, i cale zycie kieruje sie ta wiara, ze nie ma zadnych
            > przeciwskazan, zeby jednak rowni byli.


            Dość znaczącym przeciwskazaniem jest to, ze równi nie są. Nieco dziwi mnie to,
            co napisałaś. To zupełnie tak jakbyś napisała: "Po prostu widzę, że kot nie
            jest psem, wierzę natomiast i całe zycie kieruję się tą wiarą, że nie ma
            zadnych przeciwskazań, by kot jednak był psem". Pamiętaj, że na "zrównaniu"
            ZAWSZE zyskują ci, którzy są poniżej przeciętnej, a jednoczesnie ZAWSZE na nim
            tracją ci, którzy są ponadprzeciętni. Dla tych pierwszych "zrównanie" jest
            bowiem awansem, dla tych drugich degradacją.
            • uli krytykując twoją krytykę 28.02.03, 08:27
              a) kot i pies to dwa ROŻNE gatunki, więc kategorie porównania są inne niż w b)
              b) wszyscy ludzie to JEDEN gatunek, więc:
              c) kto wyznacza granicę między przeciętnością a nadprzeciętnością, i jakich
              kategoriach?
              odnoszę wrażenie, że jednak nie tylko ty, chłoptasiu;)))miło, że wyrażasz swoje
              zdanie na forum dla feministek (bo nie jest to forum antyfeminizm), ale zauważ:
              twoje zdanie również jest przeciętnym atakiem na feminizm. niczego nowego nam
              tym postem nie wniosło, krytykując twoją krytykę.

              PS> Życie to nie jest uniwersytet, i nie wystarczy wymienić się w nim
              bibliografiami i podyskutować, zeby się w nim określić. Racjonalnosć obejmuje
              niewielki skrawek czasu pomiędzy życiem a śmiercią (pomiędzy wiecznościami), i
              tak naprawdę słuzy tylko po to, żeby mniej się bać, zaznaczyć teren, czuć się
              pewniej w niepewnym życiu.
              to nie jest złe narzędzie do tłumaczenia sobie życia, ale nie ma sensu robić
              sobie z niego bożka, i kazać innym w niego wierzyć. bo po co?
              • Gość: soso uli i tad IP: 195.41.66.* 28.02.03, 10:21
                Alez Wy rozmawiacia o roznych rzeczach. Uli o podstawach rownouprawnienia - te
                oczywiscie powinny byc takie same dla obu plci - wszyscy jestesmy psami. Tad o
                wykorzystywaniu tych uprawnien - to oczywiscie powinno byc uzaleznione od
                jednostkowych predyspozycji - owczarki na pola, pudelki na kanapy, ogary do
                pojscia w las. Chyba nie ma sporu miedzy Wami!

                pzdrw

                soso
              • Gość: tad Re: krytykując twoją krytykę IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 28.02.03, 16:23
                uli napisała:

                > a) kot i pies to dwa ROŻNE gatunki, więc kategorie porównania są inne niż w b)
                > b) wszyscy ludzie to JEDEN gatunek,

                Ależ Zulo! Nie o psa i kota przecież tu idzie! Odbierasz to porównanie na
                zupełnie niewłaściwym poziomie. Spinelli napisała: wiem, że ludzie nie są
                równi, ale wierzę, że są równi - dla mnie to dość dziwne stwierdzenie.

                > c) kto wyznacza granicę między przeciętnością a nadprzeciętnością, i jakich
                > kategoriach?

                Ta sama Siła, co wyznacza np. granicę pomiędzy mądrością a głupotą.


                > odnoszę wrażenie, że jednak nie tylko ty, chłoptasiu;)))

                I znowu jestem górą!


                >miło, że wyrażasz >swoje zdanie na forum dla feministek (bo nie jest to forum
                >antyfeminizm), ale >zauważ: twoje zdanie również jest przeciętnym atakiem na
                >feminizm. niczego nowego nam tym postem nie wniosło, krytykując twoją krytykę.

                Wybacz Zulo, ale trudno mi zrozumieć ten fragment, a zwłaszcza jego końcowwą
                część. Czy możesz wyjaśnić, co właściwie masz na myśli pisząc, że moje
                zdanie "nie wniosło niczego nowego tym postem krytykując moją krytykę"? To co
                napisałaś chyba mnie trochę przerasta. Możesz tę - nie wątpię głęboką - myśl
                wyrazić nieco prościej?


                > PS> Życie to nie jest uniwersytet, i nie wystarczy wymienić się w nim
                > bibliografiami i podyskutować, zeby się w nim określić.

                Bez wątpienia. Ale np. forum internetowe, to już nieco inna sprawa. Prawda?


                >Racjonalnosć obejmuje
                > niewielki skrawek czasu pomiędzy życiem a śmiercią (pomiędzy wiecznościami),
                >i tak naprawdę słuzy tylko po to, żeby mniej się bać, zaznaczyć teren, czuć
                >się pewniej w niepewnym życiu.


                Obawiam się, że pisząc, iż "racjonalność obejmuje niewielki kawałek czasu
                pomiędzy wiecznościami", znów szybujesz w rejony, gdzie mój prosty umysł nie
                sięga. Rozumiem z tego tyle, że uważasz, iż "racjonalność to nie wszystko".
                Może i nie wszystko, ale całkiem sporo. Czy to rozsądne pozbywać się narzędzia,
                które służy całkiem dobrze, tylko dlatego, że nie jest doskonałe? Co
                proponujesz w zamian? Irracjonalizm? Przecież irracjonalnej krytyki feminizmu
                nie wybaczyłaby mi z kolei Barbinator. Nie mogę zadowolić was obu!

                > to nie jest złe narzędzie do tłumaczenia sobie życia, ale nie ma sensu robić
                > sobie z niego bożka, i kazać innym w niego wierzyć. bo po co?

                Skoro to co piszę, jest nic nie warte, to czemu Cię drażni?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka