falafala
22.01.07, 21:00
Wlasnie przegladam stare numery czasopisma Kuchnia i w jednym z nich rzucil mi
sie w oczy reportarz o pani ginekolog - poloznik z Lodzi (nazwisko zostawie do
swojej wiadomosci) Pierw mozna przeczytac jej rys zawodowy, oczywiscie robi
wrazenie, kobieta czynu, kobiet pracy, kobieta lubiaca podroze. Pozniej przed
wlasciwym tekstem, przytaczane sa krotko jej poglady:
1. pani z przyjemnoscia urzadza spotkania towarzyskie poza babskimi, ktorych
nie znosi
2. deklaruje sie jako antyfeministka" bo kobieta przede wszystkim jest
stworzona do rodzenia dzieci i zajmowania sie domem. Totez - po ciezkim dniu w
szpitalu- czasmi mysli sobie, "zeby te feministki czy inne surazystki z piekla
nie wyszly..."
Wiecie udeza mnie tu pare rzeczy,: pani poloznik traktuje kobiety jako bydlo
rozplodowe i najwyrazniej ich nie lubi, dziekuje za taka poloznik i nie
wierze, ze "bez reszty oddaje sie kobietom i dzieciom"
pani ma jakis problem: bo co ma ciezki dzien w pracy do feministek - czy to
one robi te dzieci, moze tylko one uparly sie by rodzic? I jeszcze co maja
jej pogldy na temt feminizmu do czasopisma o gotowaniu?
pani, jak czesto w takich przypadkach, najwyrazniej stosuje zasade o domu i
rodzeniu do innych nie do siebie
Slowem klasyczny obraz antyfeministki: kobieta najwyrazniej uwaza sie za
stojaca wyzej od innych kobiet, pech chcial ze cielesnie wyglada jak kobieta,
ale czuje sie mezczyzna, ma w pogardzie babskie spotkania, sama robi kariere
zawodowa odsylajac inne kobiety do pieluch i domu.