takete_malouma
11.07.08, 10:35
Bardzo zasmucił mnie Wasz artykuł "TYLKO DLA MĘŻCZYZN" na pierwszej stronie numeru 161.5771 z 11. lipca 2008. To przykre, że prawa i praktyczne możliwości pełnego uczestniczenia mężczyzn w życiu rodzinnym i budowania więzi z dziećmi nie są postrzegane jako samodzielna kwestia, lecz podporządkowywane interesom kobiet. Już podtytuł - "Jak zmniejszyć dyskryminację kobiet na rynku pracy?" - komunikuje jednoznacznie, że mężczyźni nie są tu podmiotem i że przeznaczone są dla nich najwyżej resztki ze stołu równości, rzucane wtedy, gdy kobiety mogą na tym skorzystać.
Fakt, że urlopy ojcowskie są w Polsce dopiero proponowane, a nie od dawna dostępne, jest jednym z przejawów silnego ugruntowania w naszym społeczeństwie modelu mężczyzny jako eksploatowalnego dostarczyciela dóbr. Model ten jest brzemienny w skutki. Przykładowo, mężczyźni doświadczają silnej presji na wczesne rozpoczęcie zarobkowania, wskutek czego częściej rezygnują z wykształcenia. Presja ta sprawia również, że mężczyźni częściej wybierają prace niebezpieczne i erodujące zdrowie, co przyczynia się do największej w Unii nadumieralności mężczyzn, żyjących w Polsce prawie 9 lat krócej od kobiet. Urlopy ojcowskie mają szansę okazać się przeciwpraktyką, która osłabi normatywną siłę tego wzorca i pośrednio przyczyni się do polepszenia sytuacji mężczyzn w wielu sferach życia. Dlaczego więc argumentami za ich wprowadzeniem są tylko potencjalne korzyści dla kobiet? Czyżby polityczna i społeczna podmiotowość mężczyzny wywędrowała na śmietnik historii idei? Na to wygląda. Lansowanie określenia "urlop tacierzyński" - kastrującego i językowo upodrzędniającego ojcostwo w stosunku do macierzyństwa - również sugeruje, że dla proponujących urlopy ojcowskie ostatecznie nie liczy się odbiór tej propozycji przez mężczyzn.
Z poważaniem,
[podpis]
Warszawa