tomczas84
23.09.08, 12:57
Uważam, że te tzw. feministki działają na szkodę kobiet. Kiedyś
mówiło się "Pani domu". Oznaczało to kobietę, która rządzi domem,
jest również panią swojego czasu. W końcu sama mogła decydować o tym
co i kiedy wykona. Nie tak jak w pracy, gdzie jest
rzeczywiście "niewolnicą". Pogardliwa, obecna nazwa, rodem z komuny
(kobiety na traktory) "kura domowa" ma oczywiście skłonić kobiety do
podjęcia pracy zarobkowej. Wyśmiewanie kobiet pracujących we własnym
domu, te wszystkie programy "aktywizacji" kobiet (a także emerytów)
jaki mają cel i kto to zleca? Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to
chodzi o pieniądze. Pieniądze z pracy kobiet potrzebne sa
socjalistom, tysiącom urzedników, rozbuchanemu, obecnemu
systemowi. "Dzięki" olbrzymim podatkom, mężczyźna nie jest często w
stanie zarobić na dom. Następuje dezintegracja rodziny, czerwonym
propagatorom rozstroju społecznego w to graj. Mamy teraz
paradoksalną sytuację, że kobieta zajmująca się domem często wstydzi
się tego, choć sprawia jej to przyjemność. A kobieta, któa zamęcza
się w pracy, wykonując polecenia szefa, często molestowana, musi
udawać że jest szczęśliwa. Oto skutki propagandy. Na koniec mała
anegdota: pewna pani domu, ogłupiona przez media, zbuntowała się i
powiedziała: "nikt mi nic nie będzie dyktował, ide do pracy". I
została...maszynistką.