Dodaj do ulubionych

CZY NORMALNA KOBIETA MOŻE BYĆ FEMINISTKĄ?

    • Gość: Maciej orzecznictwo sądów rodzinnych IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 27.10.01, 02:10
      Jakiś czas temu spędziłem parę godzin nad rocznikiem statystycznym, żeby
      zrozumieć sądy rodzinne. Oto, co ustaliłem:
      W 1994 roku orzeczono 31574 rozwody, w tym w prawie 1/3 spraw (10153) sądy
      orzekały o winie. W sprawach, w których orzekano o winie, w 75% spraw orzeczono
      o winie męża, w 17% o winie obu stron, zaś zaledwie w 8% przypadków o winie
      żony.
      W każdej z wymienionych w roczniku statystycznym 10 kategorii przyczyn rozkładu
      pożycia małżeńskiego sądy rodzinne winę przypisują na ogół mężczyznom. Dalej
      omawiam wyłącznie te statystyki, w których orzekano o winie na podstawie tylko
      jednej przyczyny rozkładu pożycia. Pomijam statystyki, w których główna
      przyczyna rozkładu pożycia występowała w powiązaniu z innymi przyczynami, żeby
      powodów takich a nie innych orzeczeń sądów nie wyjaśniać nieznanymi, a być może
      również istotnymi przyczynami.
      Do najczęstszych przyczyn rozkładu pożycia należy niezgodność charakterów.
      Pojęcie to sugeruje, obiektywną niemożność trwałego współżycia dwojga ludzi z
      powodu dzielących ich różnic temperamentów, upodobań, zainteresowań, uznawanych
      tradycji i zwyczajów rodzinnych, itp. Wydaje się, że trudno wtedy mówić o
      czyjejkolwiek winie, jeśli za wyłączną przyczynę rozkładu pożycia uznaje się
      niezgodność charakterów. Co innego, gdyby sąd oceniał charakter stron pod
      względem ich zdolności do tworzenia udanego małżeństwa. Mógłby wówczas
      stwierdzić, że któraś ze stron, nie jest do tego zdolna, ma bowiem tak zły
      charakter. Sąd nie jest jednak kompetentny w dziedzinie oceny charakterów
      stron, ani nie ma po temu ustawowych uprawnień Nie ocenia, kto ma dobry a kto
      zły charakter, ani kto do kogo powinien się przystosować w kwestii upodobań i
      zwyczajów rodzinnych. Nie rozstrzyga np. czy żona powinna polubić wędkarstwo,
      tak jak jej mąż, czy też mąż powinien zrezygnować ze swojego hobby, bo żona go
      nie znosi. Jeśli stwierdza się różnicę charakterów jako wyłączną przyczynę
      rozkładu pożycia, to orzekanie o winie kogokolwiek jest absurdalne. Tymczasem
      niejednokrotnie sądy rodzinne orzekały o winie w takich sprawach, najczęściej
      orzekając winę obu stron (52%) lub męża (41%). Zaledwie w 7% takich spraw
      orzeczono o winie żony.
      Częstą przyczyną rozkładu pożycia jest niewierność małżeńska. Wydaje się
      oczywiste, że zdradzający małżonkowie na ogół popełniają zdradę małżeńską z
      osobami przeciwnej płci. Zatem liczba zdradzanych żon i mężów musi być mniej
      więcej zbliżona. Możnaby spodziewać się niewielkiej przewagi liczby niewiernych
      mężów nad niewiernymi żonami, ze względu na zdrady popełnione z prostytutkami.
      Jednak jest to dyskusyjne przypuszczenie, gdyż liczbę tą może równoważyć
      większa skłonność kobiet do wybaczania zdrady i nie wnoszenie wówczas pozwu o
      rozwód. Tymczasem w sprawach, w których niedochowanie wierności małżeńskiej
      było jedyną przyczyną rozkładu pożycia, w 69% spraw orzeczono o winie męża, w
      21% spraw o winie żony, zaś w 10% spraw o winie obu stron. Być może sądy
      rodzinne wychodzą z założenia, że niekiedy to mąż ponosi winę, gdy żona go
      zdradza.
      Do częstych przyczyn rozkładu pożycia należy alkoholizm. Nie ulega wątpliwości,
      że znacznie więcej mężczyzn niż kobiet jest uzależniona od alkoholu. Z innych
      danych wynika, że 17% spośród ogółu osób uzależnionych od alkoholu to kobiety.
      Odsetek rozwiedzionych kobiet wśród alkoholiczek wynosi 23% i jest wyższy niż
      odsetek rozwiedzionych wśród alkoholików, który wynosi 17%. Fakt ten wyjaśnia
      się tym, że mężczyźni zazwyczaj są mniej tolerancyjni wobec alkoholizmu
      współmałżonka niż kobiety i łatwiej podejmują decyzję o rozwodzie z osobą
      uzależnioną. Na podstawie powyższego należałoby spodziewać się, że w sprawach
      rozwodowych w których wyłączną przyczyną rozkładu pożycia było nadużywanie
      alkoholu, odsetek orzeczeń o winie żony będzie wynosił ok. 17-25%. Tymczasem w
      rzeczywistości odsetek ten wynosi zaledwie... 2%. W 7% spraw orzeczono winę obu
      stron, zaś w 90% spraw winę męża. Być może sądy rodzinne wychodzą z założenia,
      iż także nadużywanie alkoholu przez żonę jest winą męża.
      Nieporozumienia finansowe są przyczyną niekiedy wyłączną przyczyną rozkładu
      pożycia. Trudno się temu dziwić, skoro ponad połowa rodzin w Polsce żyje w
      granicach minimum socjalnego. Jak w takiej sytuacji sąd może ustalić, kto jest
      nazbyt rozrzutny a kto powinien zarabiać więcej, gdyż leży to w granicach jego
      możliwości? Mimo to sądy rodzinne orzekały o winie w takich sprawach. W 58%
      spraw orzeczono o winie męża, 36% spraw o winie obu stron, zaś zaledwie w 3%
      spraw o winie żony.
      Sądy rodzinne orzekały o winie także w innych sprawach w których mówienie o
      winie kogokolwiek wydaje się absurdalne. Orzekano o winie w 36 sprawach, w
      których wyłączną przyczyną rozkładu pożycia był niedobór seksualny. W 51% spraw
      uznano winę męża, w 31% żony, w 19% winę obu stron. Podobnie orzekano o winie w
      12 sprawach, w których jedyną przyczyną rozkładu pożycia były trudności
      mieszkaniowe. To też jest absurdalne. Sytuacja mieszkaniowa w kraju jest
      powszechnie znana. (można dopatrzyć się jakiegoś sensu w poszukiwaniu winnego
      tego stanu rzeczy, gdyby chodziło o postawienie ministra budownictwa przed
      trybunałem stanu). Tymczasem w 5 sprawach rozwodowych sądy rodzinne uznały winę
      męża, w 7 winę obu stron. Nigdy nie uznano winy żony. Także w sytuacji, gdy
      wyłącznym powodem rozkładu były różnice światopoglądowe, w 5 sprawach sądy
      rodzinne orzekały o winie. Zastanawiające jest, na jakiej podstawie prawnej
      sądy oceniały słuszność lub niesłuszność światopoglądów małżonków? W 2 sprawach
      niewłaściwy światopogląd miał mąż, również w 2 sprawach oboje, zaś w 1 sprawie
      za przyczynę rozkładu pożycia uznano niewłaściwy światopogląd żony.
      W jaki sposób wyjaśnić absurdalne orzeczenia sądów rodzinnych i tak silną
      tendencję do obwiniania mężczyzn? Jedyna interpretacja, która nie wydaje się
      karkołomna, to dyskryminacja mężczyzn ze względu na płeć przez sfeminizowane
      sądy rodzinne.
    • Gość: Maciej feminizm to nowa wersja komunizmu IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 27.10.01, 22:21
      Uważam, że feminizm jest ideologią pod wieloma względami podobną do komunizmu,
      lecz bardziej absurdalną, bo jeszcze bardziej sprzeczną z naturą i zdrowym
      rozsądkiem. Podobnie jak komunizm, ignoruje podstawowe, naturalne prawa.
      Komunizm, zmierzając do szczęścia proletariatu, podeptał m.in. prawa własności.
      Własność prywatna miała być zniesiona, wszystko miało być wspólne, a każdy miał
      otrzymywać ze wspólnej własności „według potrzeb”.
      Należało uświadomić nieświadomą klasę robotniczą, że jest wykorzystywana przez
      wrednych kapitalistów. Najbardziej świadoma część proletariatu – komuniści –
      mieli stanąć na jego czele i doprowadzić do zmiany ustroju, likwidując prawa
      własności i znosząc wyzysk klasy robotniczej. Jednym z dogmatów komunizmu jest
      teoria „walki klas”. Zwycięstwo proletariatu miało doprowadzić do likwidacji
      burżuazji jako reliktu poprzedniej epoki..
      Tymczasem okazało się, że prawa własności są czynnikiem napędowym gospodarki i
      likwidacja tych praw prowadzi do powszechnej nędzy. Okazało się, że wcielenie
      w życie postulatów komunizmu albo jest niemożliwe, albo prowadzi do absurdów w
      życiu społecznym. Okazało się także, że przeciętni robotnicy na ogół nie chcą
      władzy komunistycznej i wolnych wyborach komuniści przegrywają.

      O ile komunizm był ideologią jednej klasy społecznej (a faszyzm – ideologią
      jednego narodu) feminizm jest ideologią jednej płci. Zmierzając do szczęścia
      kobiet, ignoruje podstawowe, naturalne prawa., m.in. ignoruje fakt, że płeć w
      dużej mierze determinuje role społeczne. Feminizm postuluje m.in. wprowadzenie
      równości płci. Aby zrealizować ideały feminizmu, należy uświadomić kobiety, że
      są wykorzystywane przez wrednych mężczyzn. Na czele kobiet staną feministki,
      likwidując nierówność i znosząc wyzysk kobiet.
      Zamiast komunistycznego dogmatu o „walce klas” w feminizmie znajdujemy dogmat
      o "odwiecznej wojnie płci". W feministycznych pismach natomiast możemy znaleźć
      poważne rozważania o tym, czy w nowym społeczeństwie mężczyzna jest jeszcze
      kobiecie potrzebny.
      Tymczasem okazuje się, że podział ról jest generalnie korzystny dla rodzin i
      dla społeczeństwa. Wprowadzenie w życie postulatów feminizmu albo jest
      niemożliwe, albo prowadzi do absurdów w życiu społecznym. Okazuje się także, ze
      normalne kobiety na ogół nie chcą feministek i feministki nie mają nawet szans
      wejść do Sejmu pod własnymi sztandarami.

      Feministka to ktoś taki, kto wierzy, że istnieje coś takiego, jak "odwieczna
      wojna płci" Jest przekonana, że patriarchalne społeczeństwo uciska kobietę.
      Walczy o "nowy wspaniały świat", w którym płeć nie będzie determinować niczyjej
      roli w społeczeństwie. Domaga się równouprawnienia, widząc w różnym traktowaniu
      kobiet i mężczyzn przejawy dyskryminacji kobiet.
      W Polsce feministki oburzając się na "ucisk kobiet" abstrahują od realnej
      sytuacji kobiet w Polsce, a także od polskiej historii i polskich warunków,
      powtarzając bezrefleksyjnie hasła importowane z Zachodu. Starają się nie
      przyjmować do wiadomości faktów, które mogłyby świadczyć o czymś przeciwnym -
      np. o dyskryminacji mężczyzn. Hasłem dyskryminacji feministki posługują się
      instrumentalnie - albo w walce o władzę, albo domagając się dodatkowych,
      nieuprawnionych przywilejów. Nie mają natomiast ochoty na żadną równość, jeśli
      chodzi o obowiązki.
      Tymczasem, jeśli przyjrzeć się realnej sytuacji kobiet i mężczyzn w Polsce,
      widzimy, że kobiety w Polsce nigdy nie były dyskryminowane. Choć istniał
      podział ról, kobiety zawsze cieszyły się dużym szacunkiem społecznym. Słowianie
      z reguły szanowali kobiety. Ponadto przyjęcie chrześcijaństwa (gdzie kobieta
      także ma duszę), kult Maryjny, kultura rycerska i rola kobiet w powstaniach
      dodatkowo umocniły szacunek dla kobiet. Człowiek, który nie odnosił się do
      kobiet z szacunkiem, sam się lokował na
      marginesie społeczeństwa.
      Feminizm nigdy nie miał istotnych wpływów w Polsce. Pomimo tego prawo do
      głosowania kobiety zyskały w Polsce w tym samym czasie co mężczyźni,
      równocześnie z odzyskaniem przez Polskę niepodległości, w 1918 roku.
      Podobnie w Polsce feministki nie musiały walczyć o dostęp kobiet do edukacji.
      Aktualne statystyki wskazują nawet na większy odsetek studentek niż studentów w
      Polsce (być może mężczyźni powinni zażądać wprowadzenia parytetów?).

      Porównanie realnej sytuacji obu płci w Polsce wskazuje, ze jeśli można mówić o
      dyskryminacji, bardziej uzasadnione jest twierdzenie, że to mężczyźni są
      obecnie dyskryminowani.
      Kobiety w Polsce cieszą się przywilejem przechodzenia na emeryturę pięć lat
      wcześniej. Mężczyźni mają obowiązek odbycia dwuletniego przeszkolenia
      wojskowego i obrony kraju w razie wojny – którego nie mają kobiety. Sądy
      rodzinne dyskryminują mężczyzn w razie rozwodu, z reguły przyznając dziecko
      matce. Poza alimentami na dziecko kobiety mogą łatwo uzyskać alimenty na
      siebie, gdy sąd uzna mężczyznę wyłącznie winnym rozkładu pożycia małżeńskiego
      (a sądy z reguły obwiniają mężczyzn).
      Kobiety ciężarne cieszą się specyficznymi przywilejami. Pracodawca ma obowiązek
      przesunąć kobietę ciężarną na inne stanowisko, jeśli pracuje w warunkach
      szkodliwych, nie wolno jej też pracować na zmiany. Ma przy tym prawo do
      zachowania dotychczasowego wynagrodzenia. Z kolei matka karmiąca piersią ma
      prawo do godzinnej przerwy na karmienie (zamiast przerwy może wychodzić z pracy
      godzinę wcześniej). Samotne matki wychowujące dzieci mają prawo do ulg
      podatkowych.
      Poza prawnymi przywilejami istnieje wiele zwyczajowych przywilejów kobiet:
      przepuszczanie w drzwiach, całowanie w rękę, płacenie w knajpie przez
      mężczyznę, Dzień Kobiet, Dzień Matki, Dzień Babci, oznakowane miejsca dla matki
      z dzieckiem na ręku w autobusach, przywilej obsługiwania poza kolejnością
      kobiet ciężarnych itd., itp.

      Feminizm jest wbrew naturze i wbrew zdrowemu rozsądkowi.
      Wbrew naturze – bo dominacja samców jest powszechna wśród naczelnych. Wbrew
      zdrowemu rozsądkowi – bo wdrażanie w życie feministycznych ideałów jest
      społecznie szkodliwe. Wychodząc naprzeciw żądaniom feministek, by kobiety miały
      dostęp do męskich zawodów, obniża się standardy tak, by kobiety mogły im
      sprostać (vide – zmniejszenie przekrojów wężów strażackich w USA, by kobiety
      mogły je udźwignąć, ze szkodą dla szybkości gaszenia pożarów).

      Propagowanie haseł feministycznych, rozważania, czy mężczyzna jest potrzebny –
      prowadzą do osłabiania rodziny. Niektóre feministki decydują się na posiadanie
      dzieci z góry zakładając, że nie będą z ojcem dziecka. Mężczyzna jest tu
      potraktowany wyłącznie przedmiotowo - jako dawca materiału genetycznego i
      dostarczyciel alimentów. Tymczasem współczesna psychologia jednoznacznie
      potwierdza, że optymalne warunki do wychowania dzieci mają miejsce w pełnych
      rodzinach. Oczywiście, niekiedy rozwody są przykrą koniecznością. Jednak
      feministka, która z góry decyduje się na samotne macierzyństwo, krzywdzi i
      wykorzystuje mężczyznę, który okazał się frajerem, że się z nią przespał i dał
      się potraktować jak dawca materiału genetycznego, ale przede wszystkim krzywdzi
      dziecko. Takie postępowanie jest równie szkodliwe jak gwałt i powinno być
      równie surowo karane.

      To tyle o poglądach feministek. Ponieważ poglądy te są absurdalne i łatwo to
      wykazać w dyskusji, należy przypuszczać, że feministki uznają je za
      prawdziwe na innej podstawie, niż potoczne doświadczenie, wyniki badań
      naukowych, czy racjonalne rozumowanie. Racjonalne rozumowanie prowadzi bowiem
      do odrzucenia poglądów feministek, coś innego więc musi wpływać na nie tak, że
      mimo wszystko uznają swoje poglądy za prawdziwe.
      Dlaczego niektórzy, nawet inteligentni ludzie, uznają za prawdziwe zdania
      bezzasadne? Poznanie prawdy jest nie tyle kwestią inteligencji, lecz sprawą
      charakteru. Wielu intelektualistów miało w swym życiu etap, gdy zachwycali się
      • Gość: Maciej feminizm to nowa wersja komunizmu - cd IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 27.10.01, 22:32
        Dlaczego niektórzy, nawet inteligentni ludzie, uznają za prawdziwe zdania
        bezzasadne? Poznanie prawdy jest nie tyle kwestią inteligencji, lecz sprawą
        charakteru. Wielu intelektualistów miało w swym życiu etap, gdy zachwycali się
        komunizmem (np. Miłosz, czy Sartre), z kolei wielu prostych ludzi nigdy nie
        dało mu się zwieść.

        Dlaczego więc feministki wyznają swój absurdalny światopogląd? Tu są różne
        możliwości. Być może feminizm ma związek z problemami emocjonalnymi w relacji z
        ojcem w dzieciństwie. Być może negatywne doświadczenia z ojcem i uogólnienie
        ich na cały świat mężczyzn może prowadzić do feminizmu.
        Myślę, że ważne mogą być też pierwsze doświadczenia z mężczyznami. Człowiek,
        który doświadczył miłości, nigdy nie wpadnie na chory pomysł, by
        przedstawicieli
        drugiej płci uznać za swoich wrogów. Z kolei kobieta, która została zgwałcona,
        może mieć skłonność, by z tego powodu odnosić się wrogo do wszystkich mężczyzn.
        Feminizm może być wówczas jakimś wyjaśnieniem jej osobistego doświadczenia.
        Niewykluczone, że nieudane życie seksualne także może mieć duży wpływ na
        poglądy wielu feministek.

        Zgadzam się także z poglądem Agaty, że feminizm jako dewiacja umysłowa nie
        zależy od płci i może dotknąć także mężczyzn.
        • suzume Re: Maciej - cd 29.10.01, 16:18
          Gość portalu: Maciej napisał(a):

          > Dlaczego więc feministki wyznają swój absurdalny światopogląd? Tu są różne
          > możliwości. Być może feminizm ma związek z problemami emocjonalnymi w relacji z
          > ojcem w dzieciństwie. Być może negatywne doświadczenia z ojcem i uogólnienie
          > ich na cały świat mężczyzn może prowadzić do feminizmu.

          Na Twoim miejscu już bym się bała własnej córki :-)

          > Myślę, że ważne mogą być też pierwsze doświadczenia z mężczyznami. Człowiek,
          > który doświadczył miłości, nigdy nie wpadnie na chory pomysł, by
          > przedstawicieli drugiej płci uznać za swoich wrogów.

          Ciekawe zatem dlaczego Ty niespecjalnie lubisz kobiety?

          > Z kolei kobieta, która została zgwałcona, może mieć skłonność, by z tego powodu
          > odnosić się wrogo do wszystkich mężczyzn.

          I z tego powodu została feministką? Kwasisz, kolego.

          > Niewykluczone, że nieudane życie seksualne także może mieć duży wpływ na
          > poglądy wielu feministek.

          Wulgarny pogląd mężczyzn na temat kobiet: "jak jest zła, obrażona, "czepia się"
          tzn. że jest niedo... - wystarczy ją dobrze wy... i po kłopocie". Może Ty jesteś
          tak nieskomplikowany, ale większość ludzi chyba nie.

          > Zgadzam się także z poglądem Agaty, że feminizm jako dewiacja umysłowa nie
          > zależy od płci i może dotknąć także mężczyzn.

          Każda dewiacja może występować u każdego, niestety...
      • suzume Re: Maciej, znowu? :((( 29.10.01, 16:12
        Gość portalu: Maciej napisał(a):

        [pominięto przydługi i nudnawy "wykład historyczny"]

        ) Feminizm postuluje m.in. wprowadzenie równości płci. Aby zrealizować ideały
        ) feminizmu, należy uświadomić kobiety, że są wykorzystywane przez wrednych
        ) mężczyzn. Na czele kobiet staną feministki, likwidując nierówność i znosząc
        ) wyzysk kobiet.

        Macieju, przemawiasz jak klasyczna feministka-wrzaskunka amerykańska. Gratulacje,
        siostro!

        ) Zamiast komunistycznego dogmatu o „walce klas” w feminizmie znajdujemy dogmat
        ) o "odwiecznej wojnie płci". W feministycznych pismach natomiast możemy znaleźć
        ) poważne rozważania o tym, czy w nowym społeczeństwie mężczyzna jest jeszcze
        ) kobiecie potrzebny.

        Czy Ty czytałeś chociaż jedno pismo feministyczne? Bo ja w Polsce takowego nie
        znalazłam, a chyba ograniczymy się do Polski, bo co nas w końcu obchodzą
        Amerykanki?

        ) Tymczasem okazuje się, że podział ról jest generalnie korzystny dla rodzin i
        ) dla społeczeństwa. Wprowadzenie w życie postulatów feminizmu albo jest
        ) niemożliwe, albo prowadzi do absurdów w życiu społecznym. Okazuje się także, ze
        ) normalne kobiety na ogół nie chcą feministek i feministki nie mają nawet szans
        ) wejść do Sejmu pod własnymi sztandarami.

        Tradycyjny podział ról może i jest ok, ale ma 3 zasadnicze wady:
        1) nie pozwala jednostce na rozwijanie się zgodnie z własnymi skłonnościami (tzn.
        ani kobieta nie robi kariery, ani mężczyzna nie może poświęcić się wychowaniu
        dzieci, jeśli na to właśnie ma ochotę);
        2) nie szanuje domowej pracy kobiet. nie mówi się "mężczyzna pracuje zawodowo"
        a "kobieta pracuje w domu", tylko "mężczyzna pracuje" a "kobieta siedzi w domu";
        3) w obecnej sytuacji nie zapewnia kobiecie bezpieczeństwa socjalnego - jeśli
        mężowi się "odwidzi", to kobieta, która całe życie poświęciła jemu, dzieciom i
        domowi, a nie pracowała zawodowo, zostaje z ręką w nocniku. oczywiście może
        dostać alimenty, ale musi o nie powalczyć w sądzie. nie należą jej się z
        definicji, bo _nie_pracowała_

        ) Feministka to ktoś taki, kto wierzy, że istnieje coś takiego, jak "odwieczna
        ) wojna płci" Jest przekonana, że patriarchalne społeczeństwo uciska kobietę.

        Bez komentarza, bo bijesz pianę i powtarzasz głupoty.

        ) Walczy o "nowy wspaniały świat", w którym płeć nie będzie determinować niczyjej
        ) roli w społeczeństwie. Domaga się równouprawnienia, widząc w różnym traktowaniu
        ) kobiet i mężczyzn przejawy dyskryminacji kobiet.

        Bo też i "przywileje", które wymieniasz są śmieszne i dziecinne.

        ) W Polsce feministki oburzając się na "ucisk kobiet" abstrahują od realnej
        ) sytuacji kobiet w Polsce, a także od polskiej historii i polskich warunków,
        ) powtarzając bezrefleksyjnie hasła importowane z Zachodu.

        Tak właśnie robisz Ty, Macieju, mówiąc o feminizmie polskim. Czyżbyś był...? Nie,
        to niemożliwe.

        ) Starają się nie przyjmować do wiadomości faktów, które mogłyby świadczyć o
        ) czymś przeciwnym - np. o dyskryminacji mężczyzn. Hasłem dyskryminacji
        ) feministki posługują się instrumentalnie - albo w walce o władzę, albo
        ) domagając się dodatkowych, nieuprawnionych przywilejów. Nie mają natomiast
        ) ochoty na żadną równość, jeśli chodzi o obowiązki.

        1) daj Boże, żebym była tak dyskryminowana, jak mężczyźni :)
        2) odczep się od nierównych obowiązków, bo już o nich pisałam. Zaciąłeś się?

        [pominięto kolejny przydługi wykład]

        ) Porównanie realnej sytuacji obu płci w Polsce wskazuje, ze jeśli można mówić o
        ) dyskryminacji, bardziej uzasadnione jest twierdzenie, że to mężczyźni są
        ) obecnie dyskryminowani.

        daj Boże itd...

        ) Kobiety w Polsce cieszą się przywilejem przechodzenia na emeryturę pięć lat
        ) wcześniej.

        Ja Ci ten "przywilej" oddaję za darmo.

        ) Mężczyźni mają obowiązek odbycia dwuletniego przeszkolenia wojskowego i obrony
        ) kraju w razie wojny – którego nie mają kobiety.

        Budzimy się! Służba obowiązkowa trwa obecnie 12 miesięcy (to jest 1 rok). Poza
        tym już pisałam na ten temat, a po Tobie jak po kaczce...

        ) Sądy rodzinne dyskryminują mężczyzn w razie rozwodu, z reguły przyznając
        ) dziecko matce. Poza alimentami na dziecko kobiety mogą łatwo uzyskać alimenty
        ) na siebie, gdy sąd uzna mężczyznę wyłącznie winnym rozkładu pożycia
        ) małżeńskiego (a sądy z reguły obwiniają mężczyzn).

        A może alimenty się dziecku nie należą? Czy tatuś rozwodzi się z dzieckiem, czy z
        mamusią?

        ) Kobiety ciężarne cieszą się specyficznymi przywilejami. Pracodawca ma obowiązek
        ) przesunąć kobietę ciężarną na inne stanowisko, jeśli pracuje w warunkach
        ) szkodliwych, nie wolno jej też pracować na zmiany. Ma przy tym prawo do
        ) zachowania dotychczasowego wynagrodzenia.

        Tu już przywaliłeś tak, że ręce opadają. Po pierwsze, niektóre kobiety źle znoszą
        ciążę. Po drugie, niektóre rodzaje pracy (np. podnoszenie nadmiernych ciężarów)
        mogą wywołać poronienie. W tych przepisach chodzi nie tylko o wygodę kobiety, ale
        przede wszystkim o dobro dziecka. Ciekawe, jak głośno byś wrzeszczał, gdyby
        Twojej żonie odmówiono ulgowego traktowania w czasie ciąży. Przestań bredzić,
        mniej zaślepienia.

        ) Z kolei matka karmiąca piersią ma prawo do godzinnej przerwy na karmienie
        ) (zamiast przerwy może wychodzić z pracy godzinę wcześniej).

        Pracodawcę i tak kosztuje to mniej niż trzymanie posadki dla pani na
        wychowawczym, np. Twojej żony (no chyba że była uczciwa i nie wzięła urlopu,
        tylko zwolniła się z pracy)

        ) Samotne matki wychowujące dzieci mają prawo do ulg podatkowych.

        Samotni RODZICE, a że są to w większości matki, to już inna sprawa...

        ) Poza prawnymi przywilejami istnieje wiele zwyczajowych przywilejów kobiet:
        ) przepuszczanie w drzwiach, całowanie w rękę, płacenie w knajpie przez
        ) mężczyznę, Dzień Kobiet, Dzień Matki, Dzień Babci, oznakowane miejsca dla matki
        ) z dzieckiem na ręku w autobusach, przywilej obsługiwania poza kolejnością
        ) kobiet ciężarnych itd., itp.

        Wiesz co? Pleciesz, byle pleść. Drzwi i całowanie w rękę już omówiliśmy. Jako
        kobieta powiem Ci, że to całowanie przeważnie jest nieporozumieniem - raczej może
        zbrzydzić niż uskrzydlić, jak ci taki facet wyślini dłoń, bo nie umie cmoknąć "na
        sucho". Dnia Kobiet właściwie się już nie świętuje, jak kto chce - wolna wola.
        Istnieje również Dzień Dziadka i Dzień Ojca (nie wiedziałeś?). Miejsca w
        autobusach "rezerwowane" są grupowo: dla osoby z dzieckiem (facetowi nie
        ustąpiłbyś miejsca? bo ja - tak), starszej lub niepełnosprawnej. Nie zauważyłam,
        żeby np. mężczyźni tłumnie zrywali się na widok ciężarnej. Ciekawe jak sami by
        się czuli z takim ciężarem? Przepuszczanie w kolejce ustawowo obowiązuje jedynie
        w aptece (chociaż tam z reguły są krzesełka). Gdzie indziej to zwyczajny ludzki
        odruch w stosunku do osoby, która nie jest tak "zdrowa" jak reszta kolejki. Jeśli
        Ty to uważasz za przywilej i coś, co dyskryminuje mężczyzn, to aż nie wiem, co
        powiedzieć.

        ) Feminizm jest wbrew naturze i wbrew zdrowemu rozsądkowi.
        ) Wbrew naturze – bo dominacja samców jest powszechna wśród naczelnych.

        Nie jest, vide bonobo.

        ) Wbrew zdrowemu rozsądkowi – bo wdrażanie w życie feministycznych ideałów jest
        ) społecznie szkodliwe. Wychodząc naprzeciw żądaniom feministek, by kobiety miały
        ) dostęp do męskich zawodów, obniża się standardy tak, by kobiety mogły im
        ) sprostać (vide – zmniejszenie przekrojów wężów strażackich w USA, by kobiety
        ) mogły je udźwignąć, ze szkodą dla szybkości gaszenia pożarów).

        Bzdury, tyle dziewczyn Ci to tłumaczyło. A wiedziałeś, że u nas też są strażaczki
        i nikt nie robi z tego wielkiego halo?

        ) Propagowanie haseł feministycznych, rozważania, czy mężczyzna jest potrzebny
        ) prowadzą do osłabiania rodziny. Niektóre feministki decydują się na posiadanie
        ) dzieci z góry zakładając, że nie będą z ojcem dziecka. Mężczyzna jest tu
        ) potraktowany wyłącznie przedmiotowo - jako dawca materiału genetycznego i
        ) dostarczyciel alimentów
        • Gość: Maciej znowu złośliwości? IP: 192.168.100.* / 213.77.91.* 29.10.01, 16:56
          suzume napisał(a):

          >
          > Macieju, przemawiasz jak klasyczna feministka-wrzaskunka amerykańska. Gratulacj
          > e, siostro!
          >
          > Bez komentarza, bo bijesz pianę i powtarzasz głupoty.
          >
          > Bo też i "przywileje", które wymieniasz są śmieszne i dziecinne.
          >
          > odczep się od nierównych obowiązków, bo już o nich pisałam. Zaciąłeś się?
          >
          > > Poza tym już pisałam na ten temat, a po Tobie jak po kaczce...
          >
          > Tu już przywaliłeś tak, że ręce opadają.
          >
          > Ciekawe, jak głośno byś wrzeszczał, gdyby
          > Twojej żonie odmówiono ulgowego traktowania w czasie ciąży. Przestań bredzić,
          > mniej zaślepienia.
          >
          > Wiesz co? Pleciesz, byle pleść.
          >

          Droga Suzume,
          dziś o godzinie 9.44 obiecałaś powtrzymać się od złośliwości. Udało Ci się
          wytrwać w tym postanowieniu zaledwie 7 godzin. Czuję się rozczarowany.
          Myślę, że stać Cię na więcej. :-(
          Pozdrawiam -
          • Gość: tad Do SUZUME IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 29.10.01, 20:14

            Suzume

            W poście pt. "Do wszystkich" (nie wiem czy go czytałaś) prosiłem, by uczestnicy
            dyskusji przedstawili w 1-2 postach swoje poglądy na temat feminizmu w sposób
            zwarty, ale jednocześnie na tyle obszerny, by można było zorientować się co na
            ten temat myślą. (Wiem, że robimy to cały czas, ale w sposób "rozproszony", przez
            co nasza rozmowa zaczyna się rozmywać). Prosiłem też, by powstrzymać się od
            komentowania postów oponentów, zanim nie przedstawimy własnych. Dzięki temu
            będziemy wiedzieć na czym stoimy, zanim zaczniemy rozmowę. Feminizm niejedno ma
            imię i mozna raczej mówić o feminizmach, ponadto wydaje mi się, że wiele
            nieporozumień wynika z faktu, że patrzymy na feminizm z różnych poziomów. Ty -i
            inne uczestniczki - piszecie raczej o feminzmie prywatnym, ja (i Maciej chyba też)
            o ideologicznym. Oczywiście jakoś się te feminizmy łączą, ale mimo to nie sa
            tożsame. Maciej zgodził się na takie rozwiązanie - stąd jego posty, w których
            powtarza swoją argumentację, która przewijała się we wszystkich jego wpisach, Ty,
            albo nie czytałas tego co napisałem, albo nie przyjmujesz takiego rozwiązania i
            wolisz poprzestać na komentowaniu cudzych poglądów. Komentując cudze poglądy
            ujawniasz rzecz jasna własne, niemniej ciekawe byłoby gdybyś przedsytawiła je w
            formie jaką zaproponowałem. Jeżeli przyjrzeć się tej dyskusji to można zauważyć,
            że posty naszych (tj. moich i Macieja) oponentów składają się w 3/4 z uwag
            ironicznych i 1/4 uwag merytorycznych. Czas chyba odwrócić te proporcje. Z
            wszystkich ironicznych uwag, które przyjdą Ci do głowy wybieraj 1, którą uznasz
            za najlepszą - to wystarczy. Pozdrawiam

            • Gość: tad O FEMINIZMIE IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 29.10.01, 21:48
              Skoro namawiam innych, by napisali w sposób zwarty co myślą o feminizmie, sam
              też powinienem to zrobić. Najpierw jednak kilka uwag.
              Po pierwsze, to co piszę odnosi się do Zachodu i nie nalezy tego odnosić np.
              do sytuacji kobiet w Afganistanie.
              Po drugie dotyczy feminizmu współczesnego.
              Po trzecie feminizm traktuję jako zjawisko towarzyszące (a raczej będące
              skutkiem) dużo szerszego ruchu przemian kulturowo - społecznych. Nie będę się
              nad tym rozwodził. Do naszej dyskusji to właściwie nie należy, zaznaczam to
              jednak dla porządku, bo - kto wie - może się to jeszcze okazać istotne.
              Dyskutowaliśmy dotąd niejako poza historią. Mówiąć "feministki" określaliśmy
              tym mianem zarówno sufrażystki z przełomu 19 i 20 wieku jak i feministki
              współczesne. To błąd. Feminizm się zmienił. Pierwsze feministki mówiły: dajcie
              nam równe prawa. W końcu to nastąpiło, ale z chwilią, gdy zniesiono formalne
              bariery ograniczające kobietom dostęp do różnych dziedzin życia, feminizm
              znalazł się w sytuacji ruchu, którego główne postulaty zostały spełnione, ale
              którego cel nie został mimo to osiągnięty. Oczekiwana równość wcale się nie
              zrealizowała. Kobiety co prawda pojawiły się (prawie) wszędzie tam, gdzie ich
              dotąd nie było, ale nie w takiej ilości, by mozna mówić o końcu dominacji
              mężczyzn. Mówiąc inaczej nastąpiło jedynie przesunięcie w ramach obowiązującego
              modelu. Na pytanie dlaczego tak się stało, mozna odpowiedzieć na dwa sposoby
              (jeśli pominąć odpowiedzi odwołujące się do czynników nadnaturalnych, czyli
              do "porządku boskiego):
              1. Przyczyn męskiej dominacji szukać należy w wynikających z biologii
              (ukształtowanych w toku ewolucji gatunku)różnicach psycho - fizycznych pomiędzy
              płciami. Kobiety stanowią mniejszość w pewnych dziedzinach - takich jak
              polityka, czy nauka - ponieważ, albo ich one nie pociągają i wolą realizować
              sie w dziedzinach bardziej odpowiających ich naturze, albo też - nawet jeśli
              chcą brać w nich udział - mężczyźni wygrywają z nimi, bo dzięki swoim
              wrodzonym cechom są od nich w tego rodzaju "grach" sprawniejsi. Podział ról
              społecznych jest więc wynikiem działania ślepych sił natury, co więcej, jest na
              trwale zapisany w naszych głowach i można co najwyżej starać się go złagodzić,
              ale nie można go zlikwidować.
              2.Przyczyna męskiej dominacji tkwi w kulturze, która kształtuje człowieka od
              urodzenia. Nie ma czegoś takiego jak "natura ludzka", a już na pewno nie ma
              czegoś takiego jak "męskość" czy "kobiecość". Człowiek jest wytworem otoczenia
              społecznego. Mężczyźni dzięki przewadze fizycznej stworzyli kulturę dla siebie
              podporządkowując sobie kobiety. Nawet jeśli nie istnieją formalne bariery
              kobieta i tak nie ma szans , ponieważ od urodzenia narzuca się jej wzorce
              nakazujące jej być łagodną, unikać rywalizacji, poświęcać się rodzinie itd.
              Istota tego stanowiska streszcza się w haśle: "nikt nie rodzi się kobietą".
              Oczywiście, można by podsumowac wszystko banalnym stwierdzeniem: prawda tkwi po
              środku, tyle, że w istocie oznaczałoby to zgodę na dominację mężczyzn, a kiedy
              już przyjmie się założenie, że dominacja taka jest czyms niewłaściwym zgody
              takiej udzielic nie można. Feministki przyjęły więc za prawdziwą odpowiedź
              drugą, chociaż jest ona fałszywa. Odkrywać zaczęły coraz to nowe obszary
              represji: stereotypy społeczne, język, religia, literatura, struktura rodziny -
              słowem cała kultura skażona jest patriarchatem i należy ją przebudować. Głównym
              wrogiem stało się słowo "natura" używane w kontekście podziału ról społecznych
              ze względu na płeć. Bo jeśli przyjąć, że są w człowieku elementy wrodzone i
              niezmienne, to ukształtowanie "nowego człowieka" poprzez realizację
              eksperymentów społecznych jest niemożliwe, a właśnie powstanie takiego "nowego
              człowieka" wyzwolonego od patriarchalnych przesądów jest celem feministek.
              Feminizm wpisuje się w tradycję ruchów lewicowych, które traktują państwo jak
              maszynę do kształtowania obywateli. I właśnie tę chęć manipulacji
              społeczeństwem mam im za złe najbardziej. Społeczeństwo to skomplikowany system
              wzajemnie ze sobą powiązanych elementów. Zmiany w jednej dziedzinie wywołują
              zmiany w innej, te z kolei wywołują zmiany w dalszych itd. Krótko mówiąc
              uruchamia się proces, którego skutków nie da się przewidzieć nie mówiąc już o
              kontroli jego przebiegu. Cele zakładane moga się mieć nijak do osiągniętych
              skutków, zwłaszcza gdy chce się manipulowac elementem tak podstawowym jakim
              jest np. struktura rodziny.
              Nie demonizuję feministek. Swoje radykalne pomysły realizują głównie na
              papierze i chyba nie należy się spodziewać by to kiedyś uległo zmianie, więc
              mój sprzeciw wobec ich pomysłów ma też charakter raczej teoretyczny niż
              praktyczny, z drugiej jednak strony twierdzę, że na Zachodzie doszliśmy do
              granicy poza którą dalsze eksperymenty społeczne w dziedzinach które feministki
              interesują obrócą się zarówno przeciw kobietom jak i męzczyznom.
              To wszystko. Post jest już nieco przydługi (zwracam jednak uwagę, ze dotąd
              pisywałem najkrótsze!) więc uściślał moje poglądy będę w - ewentualnej -
              dyskusji.
            • suzume Od SUZUME - wypracowanie na konkurs 30.10.01, 09:27
              Szanowni Oponenci.

              Spełniając prośbę Tada powtarzam jeszcze raz to, co napisałam w swoim przydługim
              poście (vide PRÓBA). Pozwalam sobie pominąć kwestie szczegółowe, a skupić się
              wyłącznie na ogólnych.
              Dla mnie feminizm, to danie każdemu człowiekowi równych praw i równych
              obowiązków, bez powoływania się na jakieś wydumane przywileje, zalety/wady
              albo "tradycyjne skłonności". Jednostka, która ma sznsę poradzi sobie z całą
              resztą i wybierze drogę, która najlepiej odpowiada jej potrzebom i charakterowi.
              A zmuszanie kogokolwiek do czegokolwiek za pomocą powoływania się a priori na
              cechy wrodzone, może być dla wielu jednostek po prostu krzywdzące. To wszystko.
          • suzume Re: znowu złośliwości? 30.10.01, 09:29
            Skoro wszystko co powiem odbierasz jako złośliwość, to bardzo Cię przepraszam.
            • Gość: Bini Re: Feminizm w/g Bini (i nie tylko) IP: *.hkcable.com.hk 30.10.01, 15:16

              Nie pisalam wczesniej nic o feminizmie, bo sadzilam, ze Suzume i Soso wszystko
              juz powiedzieli na ten temat i ja moge ich tylko popierac.
              Post TADa przyprawil mnie o gesia skorke, ale to zostawiam na pozniej.

              Coz wiec ja mysle o feminizmie?
              Dla mnie feminizm jest ruchem majacym za cel uswiadomienie ogolowi
              spoleczenstwa, ze poprzez poprawe jakosci zycia kobiety mozna uzyskac wyzsza
              jakosc zycia innych czlonkow tegoz spoleczenstwa.
              Mowiac ”ogol” mam na mysli rowniez kobiety, ktorym feminizm kojarzy sie
              wylacznie z nieokielznana swoboda seksualna, propagowaniem aborcji, walka o
              legalizacje malzenstw wsrod lesbijek czy nienawiscia w stosunku do mezczyzn.
              Interpretowanie w ten sposob feminizmu i dostrzeganie wylacznie negatywnych
              odmian dewaluuje idee tego ruchu i szerzy ignorancje.
              Mowiac ”wyzsza jakosc zycia tegoz spoleczenstwa” mam na mysli wychowanie i
              wplyw na ksztaltowanie swiatopogladu dziecka przez matke, ktora jest kobieta
              wyksztalcona w odroznieniu od matki, ktorej swiat ogranicza sie do garow,
              prania i sprzatania.
              I prosze nie odsylac mnie do Rich-Harris, ktorej rewolucyjna teoria mowi, ze
              rodzice maja zero wplywu i ktorej, jak sama przyznaje, nie udalo sie jej
              udowodnic.

              W feminizmie chodzi o rowne prawa a nie o dominacje kobiet nad mezczyznami oraz
              o uswiadomienie kobietom, ze przynaleznosc do ”gorszej kasty” nie jest
              naturalna lecz narzucona.
              Celem feminizmu nie jest zniszczenie struktury rodziny lecz zmiana struktury
              spoleczenstwa, ktore systematycznie daje wieksze przywileje mezczyznom.
              Wiekszosc wspolczesnych feministek ma mezow i dzieci, jak rowniez wielu
              mezczyzn popiera ten ruch widzac w nim korzysci dla siebie (uczestniczenie w
              wychowaniu dzieci, wiecej plaszczyzn porozumienia, partnerstwo, duma z zony-
              kobiety sukcesu).

              Feminizm jest ruchem, ktorego przedstawicielki daja dowody tego, iz wspolczesne
              kobiety posiadaja pelna zdolnosc zarowno do uczestnictwa jak i kierowania w
              roznych dziedzinach zycia: socjalnej, politycznej, ekonomicznej czy
              intelektualnej. A poniewaz nawet w krajach, ktore maja konstytucyjne zapisy
              gwarantujace rownosc plci dyskryminacja jest faktem, ruch ten jest w pelni
              uzasadniony.

              Pozdrawiam



              • Gość: Maciej Re: Feminizm w/g Bini (i nie tylko) IP: *.warszawa.adsl.tpnet.pl 30.10.01, 18:29
                Gość portalu: Bini napisał(a):

                >
                > Post TADa przyprawil mnie o gesia skorke.

                Szanuję Twoje odczucia, ale jednak to nie jest jeszcze poważny argument za
                odrzuceniem poglądów Tada... ;-)

                > Coz wiec ja mysle o feminizmie?
                > Dla mnie feminizm jest ruchem majacym za cel uswiadomienie ogolowi
                > spoleczenstwa, ze poprzez poprawe jakosci zycia kobiety mozna uzyskac wyzsza
                > jakosc zycia innych czlonkow tegoz spoleczenstwa.

                Jestem jak najbardziej za poprawą życia kobiet. Towarzystwo zadowolonych kobiet jest
                bardzo przyjemne. :-)

                > Mowiac ”ogol” mam na mysli rowniez kobiety, ktorym feminizm kojarzy
                > sie wylacznie z nieokielznana swoboda seksualna, propagowaniem aborcji, walka o
                > legalizacje malzenstw wsrod lesbijek czy nienawiscia w stosunku do mezczyzn.

                To co tu piszesz też jest mi bliskie... :-)

                > Mowiac ”wyzsza jakosc zycia tegoz spoleczenstwa” mam na mysli wycho
                > wanie i wplyw na ksztaltowanie swiatopogladu dziecka przez matke, ktora jest kobieta
                > wyksztalcona w odroznieniu od matki, ktorej swiat ogranicza sie do garow,
                > prania i sprzatania.

                Popieram wykształcenie kobiet i mężczyzn, a także wychowywanie dzieci przez
                rozsądnych rodziców. Ważne jest jeszcze, jaki jest ten wpływ, ale to osobny temat.

                > I prosze nie odsylac mnie do Rich-Harris, ktorej rewolucyjna teoria mowi, ze
                > rodzice maja zero wplywu i ktorej, jak sama przyznaje, nie udalo sie jej
                > udowodnic.

                Poglądy Rich-Harris raczej są odosobnione wśród psychologów, którzy mówią o czymś
                wręcz przeciwnym.

                > W feminizmie chodzi o rowne prawa a nie o dominacje kobiet nad mezczyznami oraz
                > o uswiadomienie kobietom, ze przynaleznosc do ”gorszej kasty” nie
                > jest naturalna lecz narzucona.

                Ten akapit wymaga bliższego wyjaśnienia. Nie wiem jeszcze, czy się z Tobą zgadzam,
                czy nie.
                Czy uważasz kobiety za "gorszą kastę"? Jeśli tak, to muszę zaprotestować. Na jakiej
                podstawie oceniasz kobiety jako "gorsze"?
                Zastanawia mnie także pierwsze zdanie o równouprawnieniu. Czy, w ramach
                równouprawnienia, jesteś za odebraniem kobietom ciężarnym prawa do przesunięcia na
                inne stanowisko, gdy pracują w warunkach szkodliwych, za zachowaniem
                dotychczasowego wynagrodzenia? Czy jesteś przeciwko istniejącemu zakazowi pracy
                zmianowej dla ciężarnych kobiet? Czy jesteś za likwidacją prawa do godzinnej przerwy
                na karmienie?
                Czy jesteś za podwyższeniem wieku emerytalnego kobiet? Czy potępiasz niesprawiedliwe
                wobec mężczyzn orzecznictwo sądów rodzinnych? Czy aktualną sytuację w kwestii
                obowiązkowej służby wojskowej mężczyzn uważasz za dyskryminację mężczyzn i
                widzisz konieczność zmiany tego stanu rzeczy?

                > Celem feminizmu nie jest zniszczenie struktury rodziny lecz zmiana struktury
                > spoleczenstwa, ktore systematycznie daje wieksze przywileje mezczyznom.

                Jakie PRAWNE przywileje posiadam jako mężczyzna?

                > Wiekszosc wspolczesnych feministek ma mezow i dzieci, jak rowniez wielu
                > mezczyzn popiera ten ruch widzac w nim korzysci dla siebie (uczestniczenie w
                > wychowaniu dzieci, wiecej plaszczyzn porozumienia, partnerstwo, duma z zony-
                > kobiety sukcesu).

                No cóż... Niestety, moja żona wybrała co innego. Nie robi kariery... :-(
                Kiedy czuję dumę, to raczej dlatego, że jest dobrą matką dla moich dzieci, a nie dlatego,
                że robi karierę... Co powinienem z tym zrobić?

                > A poniewaz nawet w krajach, ktore maja konstytucyjne zapisy
                > gwarantujace rownosc plci dyskryminacja jest faktem, ruch ten jest w pelni
                > uzasadniony.
                >
                > Pozdrawiam

                Czy masz na mysłi dyskryminację mężczyzn?
                Pozdrawiam
                • Gość: Bini Re: Do Macieja IP: *.hkcable.com.hk 31.10.01, 05:57
                  Milo, ze zgadzasz sie ze mna w paru punktach, mimo ze ta zgoda zawiera w sobie
                  nutke ironii.
                  -
                  “Czy uważasz kobiety za "gorszą kastę"? Jeśli tak, to muszę zaprotestować. Na
                  jakiej podstawie oceniasz kobiety jako "gorsze"?”

                  Przekrecasz moje slowa:
                  gorsza=nizsza= podporzadkowana
                  kasta=warstwa spoleczenstwa=grupa
                  Z Twoich postow jasno wynika, ze kobiety nalezaly, naleza i powinny nalezec do
                  grupy podporzadkowanej mezczyznom (ze wzgledu na ich predyspozycje fizyczne i
                  niepowtarzalna inteligencje). Ja uwazam, ze te roznice sie zatarly a mezczyzni
                  na sile probuja utrzymac sie przy wladzy.
                  -
                  ”Czy, w ramach równouprawnienia, jesteś za odebraniem kobietom ciężarnym prawa
                  do przesunięcia na inne stanowisko, gdy pracują w warunkach szkodliwych, z
                  zachowaniem dotychczasowego wynagrodzenia? Czy jesteś przeciwko istniejącemu
                  zakazowi pracy zmianowej dla ciężarnych kobiet? Czy jesteś za likwidacją prawa
                  do godzinnej przerwy na karmienie? ”

                  Nie, nie jestem. Na te pytania odpowiedziala Suzume: przepisy podyktowane sa
                  troska o dziecko a nie o kobiete. Gdyby mezczyzna mogl rodzic I karmic on by
                  korzystal z tych “przywilejow”.
                  -
                  ”Czy jesteś za podwyższeniem wieku emerytalnego kobiet?”

                  Dlaczego nie? Jest to prawdopodobnie podyktowane przesunieciem sie gornej
                  granicy zycia statystycznej obywatelki oraz tarapatami finansowymi, w ktorych
                  znajduje sie Polska. Istnieje chyba jeszcze prawo do przejscia na wczesniejsza
                  emeryture? W Szwecji dla kobiet jest 65, a dla mezczyzn 67 lat. Wiele osob
                  duzo wczesniej rezygnuje z pracy dzieki prywatnym funduszom emerytalnym, ktore
                  w Polsce tez staly sie popularne. Inni pracuja dalej bo czuja sie potrzebni, sa
                  w dobrej kondycji fizycznej i bez pracy nie wiedzieliby co ze soba zrobic.
                  -
                  “Czy potępiasz niesprawiedliwe wobec mężczyzn orzecznictwo sądów rodzinnych?”

                  Trudno mi ocenic czy orzecznictwo jest niesprawiedliwe wylacznie na podstawie
                  danych z rocznika statystycznego. Trzeba przeczytac kompletne akta kazdej
                  sprawy, aby wyrobic sobie jakis poglad.
                  Do rozwodu dochodzi wtedy, gdy dwoje ludzi nie chce ze soba byc. Czesto strony
                  umawiaja sie co do przyjecia nawet fikcyjnej winy przez jedna z nich, aby nie
                  wloczyc sie latami po sadach. Poniewaz rzadko kiedy mezczyzna widzi sie w
                  roli rodzica samotnie wychowujacego dziecko, to on zwykle wine bierze na
                  siebie.
                  Tak na marginesie to w latach PRL-u byly rowniez fikcyjne rozwody, aby uzyskac
                  dodatkowe mieszkanie “do wynajecia” a co za tym idzie polepszenie sytuacji
                  finansowej rodziny. Statystycznie znajdowaly miejsce w jednej z grup, o
                  ktorych piszesz, nikt przeciez nie mowil prawdy.
                  Tez czytam dane statystyczne, ale nie traktuje ich az tak doslownie, bo: jezeli
                  ja mialam trzech mezow a moje dwie kolezanki zadnego to statystycznie rzecz
                  biorac kazda z nas miala po jednym. Czy to nie jest zafalszowaniem
                  rzeczywistosci?
                  -
                  “Czy aktualną sytuację w kwestii obowiązkowej służby wojskowej mężczyzn uważasz
                  za dyskryminację mężczyzn i widzisz konieczność zmiany tego stanu rzeczy? “

                  Nie wiem jaka jest aktualna sytuacja w tej kwestii, wiec sie nie wypowiadam.
                  -
                  “Jakie PRAWNE przywileje posiadam jako mężczyzna?”

                  Wszystkie, natomiast niektore z tych, danych kobietom nie sa respektowane.
                  -
                  “No cóż... Niestety, moja żona wybrała co innego. Nie robi kariery... Kiedy
                  czuję dumę, to raczej dlatego, że jest dobrą matką dla moich dzieci, a nie
                  dlatego, że robi karierę... Co powinienem z tym zrobić?”

                  Zaakceptowac.
                  Z wczesniejszych postow wynikalo, ze Twoja zona jest w domu rowniez jakby pod
                  przymusem (bezrobotna). Ale jesli chce cale swoje zycie spedzic jako nie-
                  pracujaca to jest to jej wybor. I o tym tu mowimy, o prawie do wolnego
                  wyboru. “Kariera” to nie tylko “bycie prezydentem”, to osiagniecie szczytu
                  swoich mozliwosci (ktory jest rozny dla kazdego czlowieka) w wyniku uczciwej
                  rywalizacji. A jak jest to wiesz sam najlepiej.
                  Powiedz, czy gdyby Twoja zona chciala robic kariere zawodowa to bys jej tego
                  zabronil?

                  Pozdrawiam
                  Bini
                  • Gość: Maciej do Bini IP: 192.168.100.* 31.10.01, 10:20
                    Gość portalu: Bini napisał(a):

                    > “Czy uważasz kobiety za "gorszą kastę"? Jeśli tak, to muszę zaprotestować
                    > . Na jakiej podstawie oceniasz kobiety jako "gorsze"?”
                    >
                    > Przekrecasz moje slowa:
                    > gorsza=nizsza= podporzadkowana\

                    Droga Bini,
                    dla mnie niższa, czy podporządkowana nie oznacza gorszej.

                    > Z Twoich postow jasno wynika, ze kobiety nalezaly, naleza i powinny nalezec do
                    > grupy podporzadkowanej mezczyznom (ze wzgledu na ich predyspozycje fizyczne i
                    > niepowtarzalna inteligencje). Ja uwazam, ze te roznice sie zatarly a mezczyzni
                    > na sile probuja utrzymac sie przy wladzy.

                    Jeśli chodzi o władzę, to rzadko dostaje się ją w prezencie. Na ogół trzeba ją
                    sobie wywalczyć, tak samo, jak pozycję zawodową. W tej rywalizacji kobiety
                    zazwyczaj przegrywają, bo nie mają odpowiednich predyspozycji (o których już
                    szeroko pisał Tad), by wygrywać.
                    Można to zmienić, jedynie wprowadzając sztuczne mechanizmy, które będą dawać
                    kobietom dodatkowe przywileje, jak np. parytety. To tak, jakby w biegu na 100
                    metrów, w którym uczestniczyliby zawodnicy obu płci, linię startową dla kobiet
                    przesuniętoby o 10 metrów bliżej mety. Ale dla czego nazywa się
                    to "równouprawnieniem", a nie uprzywilejowaniem?

                    > ”Czy, w ramach równouprawnienia, jesteś za odebraniem kobietom ciężarnym
                    > prawa do przesunięcia na inne stanowisko, gdy pracują w warunkach szkodliwych,
                    > z
                    > zachowaniem dotychczasowego wynagrodzenia? Czy jesteś przeciwko istniejącemu
                    > zakazowi pracy zmianowej dla ciężarnych kobiet? Czy jesteś za likwidacją prawa
                    > do godzinnej przerwy na karmienie? ”
                    >
                    > Nie, nie jestem. Na te pytania odpowiedziala Suzume: przepisy podyktowane sa
                    > troska o dziecko a nie o kobiete. Gdyby mezczyzna mogl rodzic I karmic on by
                    > korzystal z tych “przywilejow”.

                    Rozumiem. Uważasz, że troska o dobro dziecka uzasadnia nierówność. Przyznajesz
                    zatem, że są sytuacje, gdzie sztywne przestrzeganie ideologicznych zasad
                    równouprawnienia jest nieuzasadnione, gdy w grę wchodzą inne ważne wartości, np.
                    dobro dziecka. W takich sytuacjach należy odejść od zasad rónouprawnienia. Czy
                    tak?
                    Pozostaje jeszcze do rozstrzygnięcia, kto powinien finansować te przywileje.
                    Aktualnie obowiązek finansowania przywilejów ciężąrnych kobiet spoczywa na
                    pracodawcy.
                    Powołujesz się na Suzume. To dobrze. Suzume bowiem ma za złe pracodawcy, że ten
                    tak samo wynagradza jej kolegę, który gorzej pracuje, ale ma dzieci. Dlaczego nie
                    wytłumczyłaś jeszcze Suzume, że powinna przyjąć argumenty pracodawcy, bo przecież
                    wymaga tego dobro dzieci? Skoro dobro dziecka uzasadnia przywileje kobiet
                    ciężarnych, to zapewne popierasz także pracodawcę Suzume, troszczącego się o
                    dobro dzieci jej kolegi.

                    > “Czy potępiasz niesprawiedliwe wobec mężczyzn orzecznictwo sądów rodzinny
                    > ch?”
                    >
                    > Trudno mi ocenic czy orzecznictwo jest niesprawiedliwe wylacznie na podstawie
                    > danych z rocznika statystycznego. Trzeba przeczytac kompletne akta kazdej
                    > sprawy, aby wyrobic sobie jakis poglad.

                    To niestety oczywiście niemożliwe - rocznie jest 30000 spraw... :-(
                    Wygląda na to, że nie będziesz mogła się ustosunkować do dyskryminacji mężczyzn w
                    sądach rodzinnych.
                    Rozumiem, że w sprawie nierównego wynagrodzenia kobiet i mężczyzn, czy nierównego
                    podziału obowiązków w rodzinie przyjmujesz podobną zasadę - nie kierujesz się
                    wprowadzającą w błąd statystyką, lecz dogłębnie poznajesz każdą sprawę?
                    A może statystyki stają się dla Ciebie wiarygodne, gdy wskazują na dyskryminację
                    kobiet?

                    > Do rozwodu dochodzi wtedy, gdy dwoje ludzi nie chce ze soba byc. Czesto strony
                    > umawiaja sie co do przyjecia nawet fikcyjnej winy przez jedna z nich, aby nie
                    > wloczyc sie latami po sadach.

                    Jest dokładnie odwrotnie. Osoby, które pragną się szybko rozwieść, wnoszą o
                    rozwód bez orzekania o winie, co znacznie upraszcza całe postępowanie.

                    > Poniewaz rzadko kiedy mezczyzna widzi sie w
                    > roli rodzica samotnie wychowujacego dziecko, to on zwykle wine bierze na
                    > siebie.

                    Wina rozkładu pożycia nie ma prawnego znaczenia, jeśli chodzi o przyznawanie
                    opieki nad dzieckiem. To dwie różne sprawy.

                    > Tak na marginesie to w latach PRL-u byly rowniez fikcyjne rozwody, aby uzyskac
                    > dodatkowe mieszkanie “do wynajecia” a co za tym idzie polepszenie s
                    > ytuacji
                    > finansowej rodziny. Statystycznie znajdowaly miejsce w jednej z grup, o
                    > ktorych piszesz, nikt przeciez nie mowil prawdy.

                    Być może, ale tak jak pisałem, nie było powodu orzekać przy tym o winie, bo żadne
                    ze stron nie miała takiego interesu. Sąd nie orzeka o winie z urzędu, tylko na
                    wniosek stron, a strony nie miały powodu przewlekać postępowania. Poza tym ja
                    piszę o statystykach z 1994 roku - a wtedy nie było już PRL-u.
                    Obawiam się, że Twoje argumenty są tylko próbą rozmydlenia sprawy tam, gdzie
                    dyskryminacja mężczyzn jest ewidentna.

                    > Tez czytam dane statystyczne, ale nie traktuje ich az tak doslownie, bo: jezeli
                    > ja mialam trzech mezow a moje dwie kolezanki zadnego to statystycznie rzecz
                    > biorac kazda z nas miala po jednym. Czy to nie jest zafalszowaniem
                    > rzeczywistosci?

                    Spróbuj więc tę samą zasadę stosować wobec statystyk, wskazujących na
                    dyskryminację kobiet w pracy.

                    > “Czy aktualną sytuację w kwestii obowiązkowej służby wojskowej mężczyzn u
                    > ważasz
                    > za dyskryminację mężczyzn i widzisz konieczność zmiany tego stanu rzeczy? ̶

                    > Nie wiem jaka jest aktualna sytuacja w tej kwestii, wiec sie nie wypowiadam.

                    Już Cię informuję. :-)
                    Mężczyźni mają obowiązek rocznej służby wojskowej i obrony kraju w razie wojny, a
                    kobiety nie mają takiego obowiązku. Czy jako zwolenniczka równouprawnienia,
                    uważasz istniejący stan za dyskryminację mężczyzn?

                    > “Jakie PRAWNE przywileje posiadam jako mężczyzna?”
                    >
                    > Wszystkie, natomiast niektore z tych, danych kobietom nie sa respektowane.

                    Ja pytam o PRAWNE przywileje, które posiadają mężczyzźni, a nie posiadają kobiety.

                    > Powiedz, czy gdyby Twoja zona chciala robic kariere zawodowa to bys jej tego
                    > zabronil?

                    Skąd. Pod wieloma względami byłoby to dla mnie wygodne. Spadałaby ze mnie część
                    odpowiedzialnośći za utrzymanie rodziny.
                    Serdeczności -
                    • Gość: Bini Re: Maciej IP: *.hkcable.com.hk 31.10.01, 10:55

                      Macieju, Ty masz jakas obsesje!!!
                      Rozluznij sie troche.
                      Chwilowo mnie to znudzilo, poczekam na Soso i Suzume, moze oni wniosa cos
                      ozywczego do tego tematu.
                      A moze poprostu trzeba go zakonczyc bo "dziad swoje a baba swoje".
                      Pozdrawiam
                      Bini
                      • Gość: Maciej Re: Maciej IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 02.11.01, 22:44
                        Gość portalu: Bini napisał(a):

                        >
                        > Macieju, Ty masz jakas obsesje!!!
                        > Rozluznij sie troche.

                        Droga Bini,
                        stan mojego umysłu nie nalezy do tematu tego wątku.
                        Doceniam Twoją troskę o mnie, ale wolałbym kontynuować dyskusję "ad rem".
                        Pozdrawiam


                    • Gość: suzume Re: do Bini (suzume wtrącenie do Macieja) IP: *.man.polbox.pl 05.11.01, 16:27
                      Gość portalu: Maciej napisał(a):
                      > Powołujesz się na Suzume. To dobrze. Suzume bowiem ma za złe pracodawcy, że ten
                      > tak samo wynagradza jej kolegę, który gorzej pracuje, ale ma dzieci. Dlaczego
                      > nie wytłumczyłaś jeszcze Suzume, że powinna przyjąć argumenty pracodawcy, bo
                      > przecież wymaga tego dobro dzieci?

                      Drogi Macieju. A dlaczegóż to sytuacja odwrotna, na którą tak chętnie się
                      powołujesz (tzn. gorzej pracująca dzieciata kobieta) usprawiedliwia w Twoich
                      oczach jej niższe zarobki? Przecież ona ma dzieci, więc każdy facet, zwłaszcza
                      bezdzietny, z radością powinien za nią pracować i jeszcze oddawać jej część
                      pensji. Gonisz w piętkę, niestety.

                      > Skoro dobro dziecka uzasadnia przywileje kobiet ciężarnych, to zapewne
                      > popierasz także pracodawcę Suzume, troszczącego się o dobro dzieci jej kolegi.

                      Popytałam kiedyś kilku znajomych pracodawców. ŻADEN nie miał nic przeciwko
                      przywilejom dla kobiet w ciąży, ulgom czasowym dla karmiących i urlopom
                      macierzyńskim. Taki ludzki odruch. ŻADEN nie miał również nic przeciwko
                      urlopowi "tacierzyńskiemu", branego przez mężczyznę zamiast żony. Natomiast KAŻDY
                      wypowiadał się niepochlebnie na temat urlopów wychowawczych (i dla pań i dla
                      panów), wskazując, że w ich oczach to głównie te urlopy dyskredytują kobietę jako
                      pracownika.

                      Takie sobie wtrącenie...
                      • Gość: Maciej Re: do Bini (suzume wtrącenie do Macieja) IP: 192.168.100.* 05.11.01, 18:17
                        Dobro dziecka uzasadnia przywileje ciężarnych kobiet? Czy tak? Robimy wyjątek w
                        zasadzie równouprawnienia? Tak czy nie? Jeśli tak, to dlaczego w takim razie tak
                        boli Ciebie przywilej Twojego dzieciatego kolegi? Zrób także dla niego wyjątek w
                        zasadzie równouprawnienia - ze względu na dobro dzieci. Bądź konsekwentna.
                        Inaczej to co prezentujesz, zasługuje mna miano hipokryzji.

                        Albo może napisz wprost, czego się domagasz: "Przywileje dla kobiet ciężąrnych -
                        tak; analogiczne przywileje dla mężczyzn - za nic w świecie".

                        > Popytałam kiedyś kilku znajomych pracodawców. ŻADEN nie miał nic przeciwko
                        > przywilejom dla kobiet w ciąży, ulgom czasowym dla karmiących i urlopom
                        > macierzyńskim. Taki ludzki odruch. ŻADEN nie miał również nic przeciwko
                        > urlopowi "tacierzyńskiemu", branego przez mężczyznę zamiast żony. Natomiast KAŻ
                        > DY
                        > wypowiadał się niepochlebnie na temat urlopów wychowawczych (i dla pań i dla
                        > panów), wskazując, że w ich oczach to głównie te urlopy dyskredytują kobietę ja
                        > ko
                        > pracownika.
                        >
                        > Takie sobie wtrącenie...

                        A twój kochany pracodawca ma ludzkie odruchy także wobec dzieciatych mężczyzn. I
                        co? Za to, to już go potępiasz, jako wrednego ciemiężyciela kobiet?
    • Gość: Maciej feminizm na wsi ;-) IP: 192.168.100.* 31.10.01, 10:41
      Ruch feministyczny koncentruje swoją aktywność w dużych miastach. Myślę, że to
      błą. Najwyższy czas, by feministki wzięły się za propagowanie swojej ideologii
      w zacofanej, polskiej wsi. Postanowiłem wspomóc ruch feministyczny, który
      wyraźnie zaniedbuje wiejskie kobiety i napisałem projekt manifestu adresowanego
      do nich:

      Na wsi, tej ostoi patrialchalnych zabobonów, klerykalizmu i ciemnoty, wyzysk
      kobiet przybiera najbardziej zatrważające rozmiary.
      Trudno to sobie wyobrazić, ale odsetek kobiet, zmuszonych do stania przy
      garach, jest bliski 100%. Podział pracy chałupie jest całkowitym zaprzeczeniem
      równouprawnienia.
      Najwyższy czas, by każda baba ze wsi powiedziałą swojemu chłopu:
      "Od dziś koniec z dyskryminacją. Nie będzie już tak, że ty będziesz
      monopilizoawł atrakcyjne męskie zajęcia, spychając na mnie te nudne i mniej
      prestiżowe. W poniedziałki, środu i piątki ty będziesz stał przy garach i
      zajmował się dzieciakami. Ja wtedy wyjdę na pole i będę orać, rozrzucać widłami
      obornik, a latem młocić i nosić worki z ziarnem.
      To samo z zarzynaniem świniaków, czy doprowadzaniem byka do krów. Co drugiego
      świniaka ja zarzynam, co drugie zapładnianie - ja obsługuję. Ty w tym czasie
      ugotujesz mi obiad i będziesz zabawiał dzieci, a rano i wieczorem wydoisz
      krowy!"
      • Gość: Bini Re: feminizm na wsi ;-) IP: *.hkcable.com.hk 31.10.01, 11:15

        Swietne! Wprawdzie mam nikle pojecie o wsi ale co tam, nie jestem tu jedynym
        socjologiem-amatorem.
        Usmiechnij sie!
        • Gość: Maciej dziękuję :-) IP: 192.168.100.* 31.10.01, 12:55
          Dziękuję za miłe słowa. :-)]
          Serdeczności -
          • Gość: Tad Pytania do Suzume i (zwłaszcza) do Bini. IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 31.10.01, 22:00
            Nareszcie zaczynamy dochodzić do konkretów(co, ciekawe, Bini twierdzi
            jednocześnie, że pora kończyć). Przeczytałem Wasze teksty o feminizmie.
            Przedstawiam poniżej kilka pytań - proszę o odpowiedź. Pytanie są głównie do
            Bini. Jeżeli chodzi o tekst Suzume, to - być może jest to wynik jego
            ogólnikowego charakteru - ale wg. tej definicji ja też jestem feministką, lub ona
            nią nie jest. Oczywiście, byłoby miło, gdyby Suzume też odpowiedziała na moje
            pytania:
            1. Czy uważasz, że istnieją wrodzone (ukształtowane w toku ewolucji) różnice
            psycho - fizyczne (ponieważ różnice fizyczne trudno zakwestionować chodzi mi
            raczej o różnice psychiczne) pomiędzy kobietami i mężczyznami, które są znaczące
            statystycznie? Jeśli tak, to jakie one są, a jeśli nie to:
            2. Skoro przynależność kobiet do "gorszej kasty" jest narzucona, jak doszło do
            owego narzucenia?
            3. Celem feminizmu jest (wg. Bini)"zmiana struktury społeczeństwa". Jaka ma być
            ta struktura, w jaki sposób ma być przeprowadzona ta zmiana?
            4. "Mężczyźni siłą usiłują utrzymać się przy władzy" (Bini) - w jaki sposób to
            robią? (chodzi mi o Zachód)?
            5. "W feminiźmie chodzi o równe prawa" (Bini), "W krajacyh, w których przepisy
            gwarantują równość płci, kobiety nadal są dyskryminowane" (Bini - cytat
            niedosłowny) - jeżeli "chodzi o równe prawa" a, z drugiej strony, mając równe
            prawa kobiety "nadal są dyskryminowane", to o co właściwie chodzi i na czym ta
            dyskryminacja polega?,oraz:
            6. Co właściwie rozumiesz pod pojęciem: "równouprawnienie" ?
            7. Powtarzam pytanie Macieja - nie otrzymał na nie odpowiedzi - jakie prawa mają
            mężczyźni jako MĘŻCZYŹNI, których to praw nie mają kobiety?
            8. Czy - jeśli równość wobec prawa nie zmieni struktury społeczeństwa (tzn. nie
            zniesie dominacji mężczyzn), to, należy podjąć inne działania na rzecz tej
            zmiany, wykorzystujące siłę państwa?
            9. Bini pisze, że przepisy dotyczące kobiet w ciąży wprowadzono wyłącznie w
            trosce o dobro dziecka. Czy - przyjmując że tak jest - nie uważasz, że w tym
            przypadku troszcząc się o dobro dziecka troszczymy się jednocześnie o jego matkę?
            9.(Tylko do Bini) Dlaczego mój post przyprawił Cie o "gęsią skórkę"?
            • Gość: Bini Re: Pytania do Suzume i (zwłaszcza) do Bini. IP: *.hkcable.com.hk 01.11.01, 04:52
              Witaj,
              zadales mi sporo pytan, musze to przemyslec a teraz jestem zajeta wyjazdem,
              odezwe sie mniej wiecej za tydzien.
              Pozdrawiam
              Bini
            • Gość: Rewan dyskryminacja a prawa IP: 213.25.31.* 02.11.01, 15:50
              Samo "prawne" równouprawnienie jeszcze nie rozwiązuje niczego... W środowej GW
              napisali, ze w Belgii kobiety sa zatrudniane jako sprzataczki a faceci (do
              wykonywania takiej samej roboty) jako "technicy powierzchni" (piekna nazwa!!),
              co umozliwia placenie im wyzszej stawki.
              W Polsce np. w USC mowi sie o "rownych prawach i obowiazkach malzonkow", ale w
              przypadku np rozwodu sedzia kobiete pyta o to jak czesto sprzastala, gotowala i
              prala, mezczyzn pyta sie glownie o to jak czesto pija (czyli dobry maz to maz
              nie-alkoholik). Niby dlaczego i jakim prawem?
              • Gość: Maciej Re: dyskryminacja a prawa IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 02.11.01, 22:39
                Gość portalu: Rewan napisał(a):

                > Samo "prawne" równouprawnienie jeszcze nie rozwiązuje niczego... W środowej GW
                > napisali, ze w Belgii kobiety sa zatrudniane jako sprzataczki a faceci (do
                > wykonywania takiej samej roboty) jako "technicy powierzchni" (piekna nazwa!!),
                > co umozliwia placenie im wyzszej stawki.

                A w środkowej Afryce Murzyni dokonują rytualnego obrzezania kobiet.
                Jednakże ciężka sytuacja obrzezanych kobiet w środkowej Afryce i sprzątaczek w
                Belgii, nie stanowi jeszcze dowodu na dyskryminację kobiet w Polsce.

                > W Polsce np. w USC mowi sie o "rownych prawach i obowiazkach malzonkow", ale w
                > przypadku np rozwodu sedzia kobiete pyta o to jak czesto sprzastala, gotowala i
                > prala, mezczyzn pyta sie glownie o to jak czesto pija (czyli dobry maz to maz
                > nie-alkoholik). Niby dlaczego i jakim prawem?

                Nasuwa się kilka pytań. Czy twierdzisz, że zadając takie pytanie, sędziny
                dyskryminują kobiety?
                Zadaniem sądu jest stwierdzenie rozkładu pożycia, a w częsci przypadków także
                orzekanie o winie. Sąd ma prawo zadawać przy tym pytania stronom, zgodnie z
                kodeksem postępowania cywilnego (to a propos, jakim prawem sąd zadaje pytania).
                Ponieważ w sądach rodzinnych pracują niemal wyłącznie kobiety, sugerujesz, że one
                to dyskryminują inne kobiety "niestosownymi" pytaniami?
                Watpię, by było tak istotnie, choć oczywiście można przytoczyć jakiś jednostkowy
                przykład. Naprawdę istotne jest jednak nie to, jakie pytania padają na sali
                sądowej, lecz jakie zapadają tam wyroki. Nie można stawiać znaku równości między
                tymi dwiema sprawami, bo pierwsze moga co najwyżej budzić zakłopotanie
                ("rzeczywiście, wysoki sądzie, jako feministka postanowiłam nie sprzątać w domu i
                udało mi się spełnić tą obietnicę"), drugie zaś miewają wieloletnie konsekwencje
                finansowe.
                Mówienie więc o dyskryminacji kobiet w obliczu wyroków ewidentnie
                dyskryminujących mężczyzn jest zaprzeczaniem rzeczywistości. To zresztą cecha
                chyba charakterystyczna dla feminizmu.

                • Gość: soso a jednak sie kreci IP: 195.41.66.* 05.11.01, 15:02

                  Pierwszy raz w zyciu spotkalem mezczyzne, ktory mowi otwarcie, ze kobiety sa
                  glupsze (statystycznie) niz mezczyzni. To Maciej. Jak sie czyta zaleglosci po
                  wakacjach to cala ta dyskusja jeszcze bardziej wydaje sie ksiezycowa niz jak
                  sie jest w jej otchlani. Bini slusznie wskazuje, ze gonimy za wlasnym ogonem i
                  nic juz wielkiego sie tutaj nie wniesie. Pozostanie mi tylko w pamieci pan
                  Maciej, ktorego zona jest wprawdzie glupsza od niego ale on w swej laskawosci
                  przyznaje, ze nie znaczy to, ze gorsza. Jakze zawile potrafia byc przewody
                  myslowe filozofow! Moze nawet czasami ja poglaska po glowce i przytuli, jak to
                  pan swego pieska. Reksio wprawdzie tez jest nieco glupszy od ludzi ale nie
                  znaczy, ze gorszy.

                  Pa, slodkousci!




                  ø
                  • suzume Re: a jednak sie kreci 05.11.01, 15:57
                    eppur si muove...

                    cześć soso. jak tam po wakacjach (oprócz masy radości z wiesz czego)?
                    chce Ci się jeszcze "polemizować" z superMaciejem? bo mnie nie...

                    pozdrowionka
    • suzume suzume odpowiada Tadowi 05.11.01, 15:54
      Przepraszam za długie milczenie, ale wątek zrobił się bardzo długi i albo
      ładuje się wieki całe, albo zawiesza mi komputer.

      > 1. Czy uważasz, że istnieją wrodzone (ukształtowane w toku ewolucji) różnice
      > psycho - fizyczne (ponieważ różnice fizyczne trudno zakwestionować chodzi mi
      > raczej o różnice psychiczne) pomiędzy kobietami i mężczyznami, które są
      > znaczące statystycznie? Jeśli tak, to jakie one są, a jeśli nie to:

      Oczywiście, że istnieją, w przeciwnym razie ludzie nie dzieliliby się na
      chłopców i dziewczynki. Różnice to pierwszo-, drugo- i trzeciorzędowe cechy
      płciowe; różnice w proporcjach np. wielkości kończyn; różna siła fizyczna;
      odmienne (przeważnie) cechy umysłu.

      2. Skoro przynależność kobiet do "gorszej kasty" jest narzucona, jak doszło do
      owego narzucenia?

      Siła fizyczna.

      3. Celem feminizmu jest (wg. Bini)"zmiana struktury społeczeństwa". Jaka ma być
      ta struktura, w jaki sposób ma być przeprowadzona ta zmiana?

      Liberalna. Pokojowo - ja np. nie gustuję w tatarze, zwłaszcza z mężczyzn :)

      4. "Mężczyźni siłą usiłują utrzymać się przy władzy" (Bini) - w jaki sposób to
      robią? (chodzi mi o Zachód)?

      Nie interesuje mnie Zachód. Żyję w Polsce i mam w nosie problemy feministek
      francuskich czy aerykańskich.

      5. "W feminiźmie chodzi o równe prawa" (Bini), "W krajacyh, w których przepisy
      gwarantują równość płci, kobiety nadal są dyskryminowane" (Bini - cytat
      niedosłowny) - jeżeli "chodzi o równe prawa" a, z drugiej strony, mając równe
      prawa kobiety "nadal są dyskryminowane", to o co właściwie chodzi i na czym ta
      dyskryminacja polega?,oraz:

      Równe prawa nie wymagają chyba definicji i w Polsce Konstytucja takowe
      gwarantuje. "Nadal dyskryminowane" są kobiety niższymi zarobkami i zrzucaniem
      na nie całej odpowiedzialności za potomstwo.

      6. Co właściwie rozumiesz pod pojęciem: "równouprawnienie" ?

      Równe prawa i obowiązki

      7. Powtarzam pytanie Macieja - nie otrzymał na nie odpowiedzi - jakie prawa
      mają mężczyźni jako MĘŻCZYŹNI, których to praw nie mają kobiety?

      Wyższe pensje, możliwość dłuższej pracy zarobkowej, możliwość posiadania dzieci
      bez uczestniczenia w "konsekwencjach" (zupki, kupki, katarki), zasadniczo nie
      wymaga się od nich pracy na etacie domowym. Jeśli chodzi o przywileje
      zagwarantowane prawnie: dłuższa praca (dla MNIE to przywilej), możliwość
      odbywania służby wojskowej i obrony Ojczyzny (bo to powinien być zaszczyt a
      nie - obowiązek).

      8. Czy - jeśli równość wobec prawa nie zmieni struktury społeczeństwa (tzn. nie
      zniesie dominacji mężczyzn), to, należy podjąć inne działania na rzecz tej
      zmiany, wykorzystujące siłę państwa?

      Parytety? Bzdura. To nie byłoby sprawiedliwe. Należy każdemu dać szansę, a nie -
      zmuszać na siłę do czegoś (np. zasiadania w Parlamencie).

      9. Bini pisze, że przepisy dotyczące kobiet w ciąży wprowadzono wyłącznie w
      trosce o dobro dziecka. Czy - przyjmując że tak jest - nie uważasz, że w tym
      przypadku troszcząc się o dobro dziecka troszczymy się jednocześnie o jego
      matkę?

      Ja chyba też tak napisałam... Tak czy inaczej - jeśli dbamy o dziecko nie
      narodzone, siłą rzeczy troszczymy się i o jego matkę, bo do chwili rozwiązania
      obie istoty stanowią jedność. To, co szkodzi matce, skodzi i dziecku. Zauważ,
      że z tych przywilejów nie korzystają wszystkie kobiety bez przerwy, tylko te,
      które spodziewają się potomstwa. Ale jeśli Tobie to przeszkadza...

      Co do Twojego postu na temat feminizmu, to zdecyduj się, czy: "podział ról
      społecznych jest wynikiem działania ślepych sił natury, jest na trwałe zapisany
      w naszych głowach i można co najwyżej starać się go złagodzić, ale nie można go
      zlikwidować", czy "człowiek jest wytworem otoczenia społecznego, mężczyźni
      dzięki przewadze fizycznej stworzyli kulturę dla siebie podporządkowując
      kobiety; jeśli nawet nie istnieją formalne bariery, to kobieta i tak nie ma
      szans, bo od urodzenia narzuca się jej wzorce łagodności, unikania rywalizacji,
      poświęcania się rodzinie itp". (cytaty z pamięci)

      pozdrawiam

      PS: czy możemy przenieść się na nowy wątek, bo mój komputer się buntuje.

      • Gość: TAD Tad odpowiada na odpowiedź Suzume. IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 05.11.01, 18:42

        Jest to ostatni post jaki zamieszam w tej części wątku. Ponieważ rzeczywiście
        zaczynają się kłopoty z wczytywaniem postów, zakładam część drugą, o tym samym
        tytule, z dodanym nr2.
        Oto mój komentarz do Twoich wypowiedzi. Nie piszę nic tam gdzie nie mam nic do
        dodania.

        ) ) 1. Czy uważasz, że istnieją wrodzone (ukształtowane w toku ewolucji) różni
        ) ce
        ) ) psycho - fizyczne (ponieważ różnice fizyczne trudno zakwestionować chodzi
        ) mi
        ) ) raczej o różnice psychiczne) pomiędzy kobietami i mężczyznami, które są
        ) ) znaczące statystycznie? Jeśli tak, to jakie one są.

        odp. Suzume:

        ) Oczywiście, że istnieją, w przeciwnym razie ludzie nie dzieliliby się na
        ) chłopców i dziewczynki. Różnice to pierwszo-, drugo- i trzeciorzędowe cechy
        ) płciowe; różnice w proporcjach np. wielkości kończyn; różna siła fizyczna;
        ) odmienne (przeważnie) cechy umysłu.

        Komentarz
        Trochę się wykręciłaś od odpowiedzi. Pisałem, że chodzi mi głównie o cechy
        psychiczne, bo fizyczne są trudne do zakwestionowania, Ty zaś wymieniłaś różnice
        fizyczne, psychiczne kwitując dwoma słowami, a o te właśnie różne cechy umysłu
        chodzi mi najbardziej. Jeżeli zechcesz je wymienić - zrób to w wątku nr.2.



        ) 2. Skoro przynależność kobiet do "gorszej kasty" jest narzucona, jak doszło do
        ) owego narzucenia?

        odp. Suzume
        ) Siła fizyczna.

        Komentarz:
        A więc panowała równość, aż do czasu gdy mężczyźni ŚWIADOMIE siłą narzucili
        kobietom zasady patriachatu? To zbyt proste. Z tego, że mężczyźni są silniejsi i
        że dominują nad kobietami nie wynika wcale, że zdobyli dominację siłą. Ich budowa
        fizyczna ukształtowała się w sposób naturalny, by służyć przetrwaniu całego
        gatunku. Nie istnieją gatunki, w których jedna połowa działa wbrew interesom
        drugiej, według kryterium podziału płciowego. Kobiety i mężczyźni grają w jednej
        drużynie. Układ patriarchalny jest korzystny dla obydwu stron, z punktu widzenia
        biologicznego, co nie znaczy, że jest sprawiedliwy z punktu widzenia ludzkiego -
        tyle, że formowała nas biologia, a nie sprawiedliwość boska czy ludzka.
        Oczywiście istnieje zjawisko rywalizacji wewnątrzgatunkowej, tyle, że chodzi o
        rywalizację wewnątrz obu płci, a nie o rywalizację mężczyzn z kobietami.
        Mężczyźni rywalizują z mężczyznami, kobiety z kobietami i ta rywalizacja również
        jest czymś korzystnym. U obydwu płci wykształciły się właściwe dla nich
        strategie, które spełniają swoje zadanie, ale z chwilą, gdy kobiety pojawiły się
        w tych dziedzinach, gdzie ich dotąd nie było doszło do "zderzenia". Kobiety
        rywalizują z mężczyznami stosując strategie kobiece, mężczyźni stosują w tej
        rywalizacji własne - i wygrywają. Pod tym względem są po prostu skuteczniejsi
        (statystycznie), co nie jest ani zasługą mężczyzn, ani winą kobiet - znów ta
        biologia.


        ) 3. Celem feminizmu jest (wg. Bini)"zmiana struktury społeczeństwa". Jaka ma być
        )
        ) ta struktura, w jaki sposób ma być przeprowadzona ta zmiana?
        )
        ) Liberalna. Pokojowo - ja np. nie gustuję w tatarze, zwłaszcza z mężczyzn :)
        )


        ) 4. "Mężczyźni siłą usiłują utrzymać się przy władzy" (Bini) - w jaki sposób to
        ) robią? (chodzi mi o Zachód)?

        odp. Suzume

        ) Nie interesuje mnie Zachód. Żyję w Polsce i mam w nosie problemy feministek
        ) francuskich czy aerykańskich.

        Komentarz:

        Pisząc "Zachód" nie mam na myśli jedynie Europy Zachodniej i USA, ale szeroko
        pojętą cywilizację zachodnią, do której my też należymy.(mówiąc inaczej tereny
        obięte historycznymi wpływami katolicyzmu i protestantyzmów, niezależnie od tego
        jak kondycja tych religii wygląda tam dzisiaj). Pytanie dotyczy więc także
        Polski, tym bardziej, że nie jesteśmy izolowaną wyspą i to co dzieje się na
        zachód od nas wpływa na naszą sytuację.


        ) 5. "W feminiźmie chodzi o równe prawa" (Bini), "W krajacyh, w których przepisy
        ) gwarantują równość płci, kobiety nadal są dyskryminowane" (Bini - cytat
        ) niedosłowny) - jeżeli "chodzi o równe prawa" a, z drugiej strony, mając równe
        ) prawa kobiety "nadal są dyskryminowane", to o co właściwie chodzi i na czym ta
        ) dyskryminacja polega?

        odp. Suzume:

        ) Równe prawa nie wymagają chyba definicji i w Polsce Konstytucja takowe
        ) gwarantuje. "Nadal dyskryminowane" są kobiety niższymi zarobkami i zrzucaniem
        ) na nie całej odpowiedzialności za potomstwo.

        No tak, ale nie jest to dyskryminacja prawna, ale zwyczajowa.( Istnieje też np.
        zwyczaj zatrudniania osoby o ładniejszych nogach, nie mówiąc już o biustach)
        Powiem szczerze - nie znam rozmiaru problemu niższej płacy dla kobiet za tą samą
        pracę, ale nie znam też żadnego przeciwnika feminizmu, który twierdziłby, że za
        tą samą pracę należy płacić kobietom mniej niż mężczyznom (chyba, żeby wiązały by
        się z tym jakieś inne przywileje, ale wtedy - nie jest to już ta sama praca). Nie
        znam też przypadku rodziny (poza rodzinami patologicznymi) w której CAŁA
        odpowiedzialność za potomstwo spada na kobietę - choć, kobiety są tu z reguły
        obciążone bardziej.


        ) 6. Co właściwie rozumiesz pod pojęciem: "równouprawnienie" ?
        )
        ) Równe prawa i obowiązki
        )
        ) 7. Powtarzam pytanie Macieja - nie otrzymał na nie odpowiedzi - jakie prawa
        ) mają mężczyźni jako MĘŻCZYŹNI, których to praw nie mają kobiety?


        Odp. Suzme

        ) Wyższe pensje, możliwość dłuższej pracy zarobkowej, możliwość posiadania dzieci
        )
        ) bez uczestniczenia w "konsekwencjach" (zupki, kupki, katarki), zasadniczo nie
        ) wymaga się od nich pracy na etacie domowym. Jeśli chodzi o przywileje
        ) zagwarantowane prawnie: dłuższa praca (dla MNIE to przywilej), możliwość
        ) odbywania służby wojskowej i obrony Ojczyzny (bo to powinien być zaszczyt a
        ) nie - obowiązek).


        Naprawdę niewiele jest rodzin, w których ojcowie nie "ponoszą konsekwencji"
        posiadania dzieci, choć istotnie kobiety są tu bardziej obciążone. (Ale, to też
        kwestia zwyczaju - w rodzinach osób wykształconych dominuje chyba model
        parnerski). Jedyne przywileje prawne które wymieniłaś, to wiek emerytalny i
        wojsko. Obydwie sprawy są dyskusyjne dla samych kobiet. O wiek emerytalny
        zapytaj, nie - jak to się dawniej mówiło - pracowniczkę umysłową,a np.prządkę z
        łódzkiej fabryki (o ile jeszcze jakieś fabryki tam działają), a o wojsko 19
        latkę, która własnie nie dostała się na studia i grozi jej rok w koszarach. Nie
        wydaje mi się by chciały być "uprzywilejowane" w sposób o jakim mówisz.

        ) 8. Czy - jeśli równość wobec prawa nie zmieni struktury społeczeństwa (tzn. nie
        )
        ) zniesie dominacji mężczyzn), to, należy podjąć inne działania na rzecz tej
        ) zmiany, wykorzystujące siłę państwa?
        )
        ) Parytety? Bzdura. To nie byłoby sprawiedliwe. Należy każdemu dać szansę, a nie
        ) -
        ) zmuszać na siłę do czegoś (np. zasiadania w Parlamencie).


        )
        ) 9. Bini pisze, że przepisy dotyczące kobiet w ciąży wprowadzono wyłącznie w
        ) trosce o dobro dziecka. Czy - przyjmując że tak jest - nie uważasz, że w tym
        ) przypadku troszcząc się o dobro dziecka troszczymy się jednocześnie o jego
        ) matkę?

        Odp. Suzume

        ) Ja chyba też tak napisałam... Tak czy inaczej - jeśli dbamy o dziecko nie
        ) narodzone, siłą rzeczy troszczymy się i o jego matkę, bo do chwili rozwiązania
        ) obie istoty stanowią jedność. To, co szkodzi matce, skodzi i dziecku. Zauważ,
        ) że z tych przywilejów nie korzystają wszystkie kobiety bez przerwy, tylko te,
        ) które spodziewają się potomstwa. Ale jeśli Tobie to przeszkadza...

        Komentarz:

        Nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie. Skoro twierdzę, że biologia odgrywa w naszym
        życiu rolę większą niż to się nam czasami podoba, to jestem w tym konsekwentny i
        uważam, że nalezy się do biologii dopasować, tam gdzie "zwalczanie" jej w imię
        jakiejś ideologii nie tylko nie przynosi korzyści, ale jest szkodliwe. Ciąża jest
        stanem szczególnym i wymaga szczególnego traktowania. Nie jest to przywilej, ale
        przejaw zdrowego rozsądku. Pytanie pojawiło się ponieważ Bini przedstawiła to
        tak, jakby rozwiązania takie
    • suzume suzume przemyślenia o Macieju 05.11.01, 16:14
      Post ten z pewnością zostanie odebrany jako jadowity atak ad personam, ale co
      tam... Bardziej jednak jest kolejnym apelem do Macieja o prowadzenie dyskusji.
      Tu wyjaśniam: dla mnie dyskusja to odpowiadanie na posty (nawet te niewygodne),
      przytaczanie wiarygodnych argumentów, nietrzymanie się kilku stwierdzeń jak
      pijany płota i darowanie sobie twórczości literackiej godnej Rolniczego
      Kwadransa. A teraz AD REM:
      1) Maciej, mimo swoich własnych zapewnień, odpowiada wyłącznie na te części
      postów, które w jakiś tam sposób nie są dla niego niewygodne (vide kwestia prac
      domowych, postawa żony Macieja).
      2) przed przytoczeniem niektórych argumentów dobrze jest przeczytać coś mądrego
      a nie wyciągać wnioski na zasadzie magii sympatycznej. Vide "mężczyźni są
      inteligentniejsi, bo mają większe mózgi". Tu mała informacja edukacyjna: mózg
      mężczyzny ma średnio 1400 cm3, kobiety - 1250 cm3; mózg mężczyzny to ok. 2%
      masy całego ciała, kobiety - 2,5%. Na podstawie pierwszej informacji można
      wysnuć wniosek, że to mężczyźnie są mądrzejsi, na podstawie drugiej - że
      kobiety. Prawda natomiast jest taka, że wielkość mózgu nie ma NIC wspólnego z
      inteligencją. Największymi mózgami dysponują z reguły tzw. idioci (0-19 IQ), a
      wielu geniuszy miało mózgi dużo mniejsze niż przeciętna kobieta. Polecam
      książkę Smitha "Umysł".
      3) To, że Maciej przytacza bez przerwy te same argumenty widać chyba i nie
      muszę się specjalnie rozpisywać. Nowe pojawiają się dopiero po tym, jak je
      przedstawi Tad... To oczywiście moja subiektywna opinia.
      4) Twórczość dla kółka gospodyń wiejskich, wycieczki osobiste i domową
      psychoanalizę pominę.

      Macieju, proszę, zacznij dyskutować i zmiażdż nas (soso, Bini i mnie
      oczywiście) wreszcie tymi swoimi argumentami.
      • Gość: Maciej Re: suzume przemyślenia o Macieju IP: 192.168.100.* 05.11.01, 18:07
        suzume napisał(a):

        > Post ten z pewnością zostanie odebrany jako jadowity atak ad personam, ale co
        > tam... Bardziej jednak jest kolejnym apelem do Macieja o prowadzenie dyskusji.
        > Tu wyjaśniam: dla mnie dyskusja to odpowiadanie na posty (nawet te niewygodne),

        Jak mało kto w tym wątku odpowiadam na wszystkie posty i na wszystkie pytania.

        > przytaczanie wiarygodnych argumentów, nietrzymanie się kilku stwierdzeń jak
        > pijany płota

        Trzymam się paru twierdzeń, których nie potraficie obalić, a za wszelką cenę
        próbujecie zignorować. Usiłowania ingnorowania rzeczywistości to chyba immamentna
        cecha feminizmu.

        > i darowanie sobie twórczości literackiej godnej Rolniczego
        > Kwadransa. A teraz AD REM:

        Mogę to samo przesłanie zawrzeć w iinej formie. Feminizmu na wsi nie ma, bo tam
        feminizm kompletnie się kobietom nie opłaca. A feministki zadją sobie z tego
        sprawę i nawet nie próbują zabiegać o wiejskie kobiety.
        W rezultacie mamy kolejny obszar wolny od równouprawnienia. A zatem feministki
        krzyczą, że zawsze i wszędzie powinno być równouprawnienie. Ale w kontakcie z
        rzeczywistocią po cichu dopuszczają wyjątki. Po pierwsze terytorialne - wieś. Po
        drugie - ze względu na dobro ciężarnych kobiet. Po trzecie - ze względu na
        zdrowie i życie - wojsko. Itd. itp.
        Gdyby to podsumować, to wychodzi, że feministki żądają równouprawnienia wtedy,
        gdy wydaje się im, że im się to opłaca: (vide - takie same zarobki dla kobiet w
        miastach; parytety w sejmie, itd.), a nie chcą żadnej równości w obowiązkach,
        zwłaszcza, gdy mogłyby na tym stracić.

        > 1) Maciej, mimo swoich własnych zapewnień, odpowiada wyłącznie na te części
        > postów, które w jakiś tam sposób nie są dla niego niewygodne (vide kwestia prac
        > domowych, postawa żony Macieja).

        Nie ma takich postów. Tu coś chyba wymyślasz. ;-)

        > 2) przed przytoczeniem niektórych argumentów dobrze jest przeczytać coś mądrego
        > a nie wyciągać wnioski na zasadzie magii sympatycznej. Vide "mężczyźni są
        > inteligentniejsi, bo mają większe mózgi". Tu mała informacja edukacyjna: mózg
        > mężczyzny ma średnio 1400 cm3, kobiety - 1250 cm3; mózg mężczyzny to ok. 2%
        > masy całego ciała, kobiety - 2,5%. Na podstawie pierwszej informacji można
        > wysnuć wniosek, że to mężczyźnie są mądrzejsi, na podstawie drugiej - że
        > kobiety. Prawda natomiast jest taka, że wielkość mózgu nie ma NIC wspólnego z
        > inteligencją. Największymi mózgami dysponują z reguły tzw. idioci (0-19 IQ), a
        > wielu geniuszy miało mózgi dużo mniejsze niż przeciętna kobieta. Polecam
        > książkę Smitha "Umysł".

        Dzi ękuję, ale już czytałem. Przeczytaj jeszcze raz mój post, który tak
        krytukujesz. Nigdzie nie pisałem, że inteligencja bezpośrednio i bezwyjątkowo
        wiąże się z wielkością mózgu, bo to oczywiście nie cała prawda. Inaczej
        najiteligentniejszą istotą byłby słoń. Większe znaczenie niż masa mózgu może mieć
        liczba połączeń synaptycznych.
        Ale argument o masie mózgu służył mi za dowód czegoś innego - że chromosom Y ma
        wpływ na ważne różnice między kobietami i mężczyznami, różnice dotyczące psychiki
        i inteligencji. Skoro ma wpływ na coś tak wymiernego, jak masa mózgu, to
        uzasadnione jest przypuszczenie, że może mieć wpływ na coś innego, co trudniej
        zmierzyć, a jest jakoś związane z mózgiem - np. inteligencja.
        Wyraźnie z tego widać, że masa mózgu i inteligencja to nieco odmienne sprawy -
        choć obie w pewnym stopniu powiązane z chromosomem Y.
        Inteligentna osoba jest zdolna to takich subtelnych rozróżnień. Jeśli to
        rozumiesz, to trzeba naprawdę złej woli, żeby na tej podstawie przypisywać mi
        duże uproszczenie w rodzaju "mężczyźni są inteligentniejsi, bo mają większe
        mózgi" i dużo bezczelności, by potem polemizować z tym zdaniem tak, jakbym to ja
        je napisał.
        • suzume do Macieja po raz ostatni, bo szkoda czasu 07.11.01, 09:53
          Gość portalu: Maciej napisał(a):

          > Jak mało kto w tym wątku odpowiadam na wszystkie posty i na wszystkie pytania.

          ha ha ha

          > Trzymam się paru twierdzeń, których nie potraficie obalić, a za wszelką cenę
          > próbujecie zignorować. Usiłowania ingnorowania rzeczywistości to chyba
          > immamentna cecha feminizmu.

          W takim razie jesteś feministką, siostro. Odpowiedzi na Twoje argumenty udzieliła
          Ci Kassandra, Bini i ja. Mało? Jak si ignoruje odpowiedzi, to pewnie, że mało.

          > Mogę to samo przesłanie zawrzeć w iinej formie. Feminizmu na wsi nie ma, bo tam
          > feminizm kompletnie się kobietom nie opłaca. A feministki zadją sobie z tego
          > sprawę i nawet nie próbują zabiegać o wiejskie kobiety.
          > W rezultacie mamy kolejny obszar wolny od równouprawnienia. A zatem feministki
          > krzyczą, że zawsze i wszędzie powinno być równouprawnienie. Ale w kontakcie z
          > rzeczywistocią po cichu dopuszczają wyjątki. Po pierwsze terytorialne - wieś.
          > Po drugie - ze względu na dobro ciężarnych kobiet. Po trzecie - ze względu na
          > zdrowie i życie - wojsko. Itd. itp.
          > Gdyby to podsumować, to wychodzi, że feministki żądają równouprawnienia wtedy,
          > gdy wydaje się im, że im się to opłaca: (vide - takie same zarobki dla kobiet w
          > miastach; parytety w sejmie, itd.), a nie chcą żadnej równości w obowiązkach,
          > zwłaszcza, gdy mogłyby na tym stracić.

          Te kwestie były już wyjaśniane, NIE będę się i innych powtarzać. Jak masz zaniki
          pamięci, to poczytaj sobie wątek od początku.

          > > 1) Maciej, mimo swoich własnych zapewnień, odpowiada wyłącznie na te części
          > > postów, które w jakiś tam sposób nie są dla niego niewygodne (vide kwestia
          > > prac domowych, postawa żony Macieja).

          > Nie ma takich postów. Tu coś chyba wymyślasz. ;-)

          To Ty jesteś nadwornym konfabulatorem tego wątku, zapomniałeś?
          Proszę uprzejmie, oto przykłady:

          ad prac domowych:
          Re: Maciej, TAD suzume@poczta.gazeta.pl 24-10-2001 09:32
          Re: Witaj Macieju Gość portalu: Bini, 24-10-2001 12:28

          ad żony:
          PRÓBA (uwaga Tad - bardzo dugi post)suzume@poczta.gazeta.pl 24-10-2001 23:03
          [ostatni akapit]
          pytałam też o "niesprawiedliwe przywileje, z których korzystała Twoja żona w
          trakcie ciąży" i wyrabianie przez nią w dzieciach miłości do tatusia (laurki,
          wierszyki, Dzień Ojca)

          ad nieodpowiadania wogóle:

          Re: Maciej, znowu? suzume@poczta.gazeta.pl 29-10-2001 16:12
          Re: Maciej, znowu? :((( suzume@poczta.gazeta.pl 29-10-2001 16:12

          ad ignorowania z braku argumentów i niechęci do przyznania się do chamstwa (tzn.
          braku odwagi cywilnej):
          Re: NORMALNA KOBIETA - JAK TO ROZUMIEC -do Macieja suzume@poczta.gazeta.pl 23-10-
          2001 11:53 [wątek: NORMALNA KOBIETA - JAK TO ROZUMIEC]

          Kilka przykładów by się jeszcze znalazło, ale nie mam tyle czasu, żeby go
          marnować na Twoją sklerozę.

          > Dziękuję, ale już czytałem.

          Ze zrozumieniem? Bo coś mi się nie wydaje...

          > Przeczytaj jeszcze raz mój post, który tak krytukujesz.

          Re: A PROPOS DETERMINACJI PCIOWEJ I STAT.- Maciusiowi
          Gość portalu: Maciej 27-10-2001 02:00

          (...)
          Ten jeden Y decyduje nie tylko o budowie narządów płciowych, piersiach i
          zaroście, ale także o hormonach, czy masie mózgu (mózgi mężczyzn są
          statystycznie większe o ok. 10%).
          (...)

          > Nigdzie nie pisałem, że inteligencja bezpośrednio i bezwyjątkowo wiąże się z
          > wielkością mózgu, bo to oczywiście nie cała prawda.

          Po cóż więc tak głupi przykład? I jak to nie cała?

          > Inaczej najiteligentniejszą istotą byłby słoń. Większe znaczenie niż masa mózgu
          > może mieć liczba połączeń synaptycznych.

          1. wielotyb
          2. większa ilość takch połączeń występuje w mózgach kobiet

          > Ale argument o masie mózgu służył mi za dowód czegoś innego - że chromosom Y ma
          > wpływ na ważne różnice między kobietami i mężczyznami, różnice dotyczące
          > psychiki i inteligencji. Skoro ma wpływ na coś tak wymiernego, jak masa mózgu,
          > to uzasadnione jest przypuszczenie, że może mieć wpływ na coś innego, co
          > trudniej zmierzyć, a jest jakoś związane z mózgiem - np. inteligencja.
          > Wyraźnie z tego widać, że masa mózgu i inteligencja to nieco odmienne sprawy -
          > choć obie w pewnym stopniu powiązane z chromosomem Y.

          Ty nie dość, że nie rozumiesz, co czytasz, to jeszcze usiłujesz wyciągać wnioski
          na podstawie lektury - nie męcz się, bo Ci tylko głupoty wychodzą.

          > Inteligentna osoba jest zdolna to takich subtelnych rozróżnień.

          A masz papierek na inteligencję? Bo ja mam. Ale i bez niego widzę, że jestem zbyt
          inteligentna dla Ciebie. To musi być przykre dla prawdziwego mężczyzny, co?

          > Jeśli to rozumiesz, to trzeba naprawdę złej woli, żeby na tej podstawie
          > przypisywać mi duże uproszczenie w rodzaju "mężczyźni są inteligentniejsi, bo
          > mają większe mózgi" i dużo bezczelności, by potem polemizować z tym zdaniem
          > tak, jakbym to ja je napisał.

          Wnioski takie nasuwały się już po poprzednim Twoim poście. Twoje mętne
          tłumaczenie tylko ułatwiło ich wyciągnięcie.

          Obawiam się, ze nie jesteś partnerem do dalszej dyskusji, poneważ nie staje Ci
          wiedzy, argumentów, konceptu, dowcipu ani inteligencji. Szkoda, bo zapowiadało
          się nieźle. Gonisz w piętkę i wymyślasz coraz bzdurniejsze argumenty (chyba, że
          ściągniesz jakieś od Tada) albo z uporem maniaka powtarzasz to, o czym
          wspominałeś już 20 razy i na co wiele osób już Ci odpowiedziało.
          Nie wiem, może masz kompleksy, bo parę razy przegrałeś z kobietą w walce o pracę -
          przegrałeś z piersiami, jak to ująłeś. Do głowy Ci nie wpadło, że te panie były
          po prostu lepsze od Ciebie? Nie! Bo kobiety są głupsze, gorzej pracują i mają
          mniejsze mózgi. Tak z definicji (Macieja oczywiście). A może raczej dlatego, że
          pracę traktujesz jako przykry obowiązek, a nie przywilej i wyzwanie...
          Wogóle jakiś taki jesteś własnej męskości niepewny, bo udział w pracach domowych
          nazywasz "kastracją". Mama i żona każą Ci myć szklanki? Czy może odkurzać?
          Oczywiście prawdziwy mężczyzna powinien skupić się na oczekiwaniu na włamywacza...
          Jesteś również kompletnie aspołeczny w swoich koncepcjach traktowania kobiety w
          ciąży. Ciekawam jakie "przywileje dla mężczyzny w analogicznej sytuacji"
          postulujesz, bo i takie coś Ci się wypsnęło... Odróżnij ciążę od posiadania
          dzieci.
          Na temat służby wojskowej nie masz bladego pojęcia, chociaż uważasz się
          dyskryminowany.
          Jesteś również kompletnym hipokrytą, jeśli o postawę mojego kolegi i nasze
          zarobki. Męska solidarność czy może jednak podwójna sprawiedliwość?

          Pozdrawiam serdecznie i życzę dużo zdrowia, bo na resztę już za późno.
          • Gość: Maciej Re: do Macieja po raz ostatni, bo szkoda czasu IP: 192.168.100.* 08.11.01, 16:04
            suzume napisał(a):
            > > > 1) Maciej, mimo swoich własnych zapewnień, odpowiada wyłącznie na te
            > części
            > > > postów, które w jakiś tam sposób nie są dla niego niewygodne (vide kw
            > estia
            > > > prac domowych, postawa żony Macieja).
            >
            > > Nie ma takich postów. Tu coś chyba wymyślasz. ;-)
            >
            > To Ty jesteś nadwornym konfabulatorem tego wątku, zapomniałeś?
            > Proszę uprzejmie, oto przykłady:
            >
            > ad prac domowych:
            > Re: Maciej, TAD suzume@poczta.gazeta.pl 24-10-2001 09:32

            Już odpowiadam, bo to śmiertelnie ważny wątek, który pochopnie pominąłem:
            Tak, mężczyzna może odnieść brudny talerz do kuchni.

            > Re: Witaj Macieju Gość portalu: Bini, 24-10-2001 12:28

            Tu o pracach domowych nie ma ani słowa... Przykro mi, ale chyba się pomyliłaś.

            > ad żony:
            > PRÓBA (uwaga Tad - bardzo dugi post)suzume@poczta.gazeta.pl 24-10-2001 23:03
            > [ostatni akapit]

            Tu nie ma ostatniego akapitu, bo Ci go "wcięło" (widocznie post był za długi).
            Chętnie bym odpowiedział, ale nie wiem, na jakie pytanie...


            > Re: Maciej, znowu? suzume@poczta.gazeta.pl 29-10-2001 16:12

            Takiego listu nie widzę. Może pomylił Ci się z następnym?

            > Re: Maciej, znowu? :((( suzume@poczta.gazeta.pl 29-10-2001 16:12

            Ten list nie zasługuje na odpowiedź, bo jest pełen złośliwości. Napisz go jeszcze
            raz, pozostawiając tylko argumenty merytoryczne - wtedy odpowiem.

            >
            > ad ignorowania z braku argumentów i niechęci do przyznania się do chamstwa (tzn
            > .
            > braku odwagi cywilnej):
            > Re: NORMALNA KOBIETA - JAK TO ROZUMIEC -do Macieja suzume@poczta.gazeta.pl 23-1
            > 0-
            > 2001 11:53 [wątek: NORMALNA KOBIETA - JAK TO ROZUMIEC]

            Nie dostałem jednoznacznej odpowiedzi na moje pytanie, czy chcesz, żebym
            kontynuował ten wątek. Twoja odpowiedź brzmiała: "Tak, ale... lepiej nie"


            > (...)
            > Ten jeden Y decyduje nie tylko o budowie narządów płciowych, piersiach i
            > zaroście, ale także o hormonach, czy masie mózgu (mózgi mężczyzn są
            > statystycznie większe o ok. 10%).
            > (...)
            >
            > > Nigdzie nie pisałem, że inteligencja bezpośrednio i bezwyjątkowo wiąże się
            > z
            > > wielkością mózgu, bo to oczywiście nie cała prawda.
            >
            > Po cóż więc tak głupi przykład? I jak to nie cała?
            >
            > > Inaczej najiteligentniejszą istotą byłby słoń. Większe znaczenie niż masa
            > mózgu
            > > może mieć liczba połączeń synaptycznych.
            >
            > 1. wielotyb
            > 2. większa ilość takch połączeń występuje w mózgach kobiet

            Nie ma na to żadnych dowodów.
            Pomijam Twoje złośliwości - nie będę na nie odpowiadać.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka