e_wok
20.11.03, 21:25
Takim, jakim go widza zwykli ludzie - zwykli czyli spoza naszego forum :-))
Aczkolwiek blizsze i dalsze echa tego popularnego modelu postrzegania
feminizmu przenikaja rowniez tutaj. Otoz na podstawie kilku rozmow, z
mezczyznami oczywiscie, wyciagnelam kilka wnioskow:
1. Wszystkie feministki sa brzydkie. Jaruga Nowacka, Graff to tylko wyjatki
potwierdzajace regule. Skad takie przekonanie? Otoz stad, ze kiedy tv
pokazuje feministke to jest na zazwyczaj brzydka. Zaryzykowalabym
stwierdzenie, ze kiedy tv pokazuje kobiety z rodziny Radia Maryja to tez sa
one zazwyczaj brzydkie, ale ten argument nie przekonuje zwolennikow ww tezy.
Oczywiscie zdarza sie,ze wyglad osoby wypowiadajacej sie ma fundamentalne
znaczenie dla omawianego tematu - nie traktowalabym powaznie brzydkiej
kobiety mowiacej o kosmetyce, ubranej bez gustu - mowiacej o modzie albo
grubej mowiacej o dietach. Jednak wydaje mi sie, ze dla tematu takiego jak
prawa czlowieka, ktorego skladowa czescia sa prawa kobiet uroda prelegentki
ma mniej wiecej podobne znaczenie jak dla tematu "Nobel dla Saramago",
albo "AIDS w krajach Trzeciego Swiata". Ale okazuje sie, ze jednak nie - o
prawach kobiet moze sie wypowiadac wylacznie kobieta urodziwa.
2. Wszystkie feministki sa sfrustrowane, bo uwazaja, ze sa dyskryminowane.
No wiec wyobrazmy sobie kobiete, ktora wypowiada sie na temat dyskryminacji,
a sama jej nie doswiadczyla. Oczywiscie nie ma przeszkod, zeby ja zbyc
stwierdzeniem, ze sama nie wie, o czym gada. Ale tak naprawde fatalnie jest
kiedy tej dyskryminacji doswiadczyla - sfrustrowane babsko. Najlepiej byloby
wprowadzic prewencyjny zakaz dla kobiet mowienia o dyskryminacji - czy tak
czy inaczej zawsze sie to musi skonczyc wysmianiem.
3. Wszystkie feministki sa brzydkie, wiec dlatego sa sfrustrowane. To jest
ciekawy mit - przekonanie mezczyzn, ze o szczesciu w zyciu prywatnym, udanym
zyciu seksualnym, spelnieniu rodzinnym decyduje w przypadku kobiet glownie
uroda. Zeby bylo w miare neutralnie siegnijmy do historii - jedna z
najpiekniejszych kobiet swojej epoki, cesarzowa Sissi, byla klinicznym
przkladem ozieblosci seksualnej, a zarowno malzenstwo jak i romanse
przynosily glownie rozczarowania, podobnie zreszta jak innej pieknej
kobiecie, ktora wcielila sie w te postac w niemieckim filmie. Izabella
Czartoryska z kolei, dla ktorej glowe tracilo wielu wybitnych mezczyzn, byla
zwyczajnie brzydka, gdyby zyla wspolczesnie byc moze bylaby uwazana nawet za
feministke.
4. Feministki nienawidza mezczyzn. Chca im zrobic krzywde, radykalista
powiedzialby "wykastrowac", naklaniajac do przestrzegania zasad, ktore juz
dawno sami mezczyzni ustanowili i nazwali obyczajowoscia z zastrzezeniem, ze
beda sie do niej stosowali tylko wtedy kiedy im wygodnie. A teraz sie
okazuje, ze powinni sie stosowac bezwarunkowo - skandal!
5. Feministki nie chca rodzic dzieci. Uwazaja, ze macierzynstwo nie jest
jedynym powolaniem kobiety, czyli zaburzaja "naturalny porzadek rzeczy". Ale
co tak naprawde jest naturalne? Fakt, ze jeszcze niedawno rodzily dzieci z
braku innej mozliwosci (brak kontroli nad wlasna plodnoscia) czy tez to, ze
teraz, kiedy jest mozliwosc poprzestac np. na jednym dziecku, wybieraja taki
model? Kiedy mamy do czynienia z wolnoscia wyboru w tej kwestii - wtedy gdy
mialo sie tyle dzieci, ile los dal czy teraz kiedy ma sie tyle dzieci, ile
sie pragnie wychowac? W taki razie, co tak naprawde jest "naturalne", a co
wymuszone okolicznosciami - mam tyle dzieci, na ile sie zdecydowalam czy mam
tyle dzieci ile mi los zeslal?
To tyle. Na nastepny raz zbieram ciekawostki dotyczace tego, jak pewne
srodowiska chca kierowac nasza plodnoscia - Kilkujadkowi sie spodoba, mam
nadzieje.