Dodaj do ulubionych

Rozmowy o feminizmie

20.11.03, 21:25
Takim, jakim go widza zwykli ludzie - zwykli czyli spoza naszego forum :-))
Aczkolwiek blizsze i dalsze echa tego popularnego modelu postrzegania
feminizmu przenikaja rowniez tutaj. Otoz na podstawie kilku rozmow, z
mezczyznami oczywiscie, wyciagnelam kilka wnioskow:
1. Wszystkie feministki sa brzydkie. Jaruga Nowacka, Graff to tylko wyjatki
potwierdzajace regule. Skad takie przekonanie? Otoz stad, ze kiedy tv
pokazuje feministke to jest na zazwyczaj brzydka. Zaryzykowalabym
stwierdzenie, ze kiedy tv pokazuje kobiety z rodziny Radia Maryja to tez sa
one zazwyczaj brzydkie, ale ten argument nie przekonuje zwolennikow ww tezy.
Oczywiscie zdarza sie,ze wyglad osoby wypowiadajacej sie ma fundamentalne
znaczenie dla omawianego tematu - nie traktowalabym powaznie brzydkiej
kobiety mowiacej o kosmetyce, ubranej bez gustu - mowiacej o modzie albo
grubej mowiacej o dietach. Jednak wydaje mi sie, ze dla tematu takiego jak
prawa czlowieka, ktorego skladowa czescia sa prawa kobiet uroda prelegentki
ma mniej wiecej podobne znaczenie jak dla tematu "Nobel dla Saramago",
albo "AIDS w krajach Trzeciego Swiata". Ale okazuje sie, ze jednak nie - o
prawach kobiet moze sie wypowiadac wylacznie kobieta urodziwa.
2. Wszystkie feministki sa sfrustrowane, bo uwazaja, ze sa dyskryminowane.
No wiec wyobrazmy sobie kobiete, ktora wypowiada sie na temat dyskryminacji,
a sama jej nie doswiadczyla. Oczywiscie nie ma przeszkod, zeby ja zbyc
stwierdzeniem, ze sama nie wie, o czym gada. Ale tak naprawde fatalnie jest
kiedy tej dyskryminacji doswiadczyla - sfrustrowane babsko. Najlepiej byloby
wprowadzic prewencyjny zakaz dla kobiet mowienia o dyskryminacji - czy tak
czy inaczej zawsze sie to musi skonczyc wysmianiem.
3. Wszystkie feministki sa brzydkie, wiec dlatego sa sfrustrowane. To jest
ciekawy mit - przekonanie mezczyzn, ze o szczesciu w zyciu prywatnym, udanym
zyciu seksualnym, spelnieniu rodzinnym decyduje w przypadku kobiet glownie
uroda. Zeby bylo w miare neutralnie siegnijmy do historii - jedna z
najpiekniejszych kobiet swojej epoki, cesarzowa Sissi, byla klinicznym
przkladem ozieblosci seksualnej, a zarowno malzenstwo jak i romanse
przynosily glownie rozczarowania, podobnie zreszta jak innej pieknej
kobiecie, ktora wcielila sie w te postac w niemieckim filmie. Izabella
Czartoryska z kolei, dla ktorej glowe tracilo wielu wybitnych mezczyzn, byla
zwyczajnie brzydka, gdyby zyla wspolczesnie byc moze bylaby uwazana nawet za
feministke.
4. Feministki nienawidza mezczyzn. Chca im zrobic krzywde, radykalista
powiedzialby "wykastrowac", naklaniajac do przestrzegania zasad, ktore juz
dawno sami mezczyzni ustanowili i nazwali obyczajowoscia z zastrzezeniem, ze
beda sie do niej stosowali tylko wtedy kiedy im wygodnie. A teraz sie
okazuje, ze powinni sie stosowac bezwarunkowo - skandal!
5. Feministki nie chca rodzic dzieci. Uwazaja, ze macierzynstwo nie jest
jedynym powolaniem kobiety, czyli zaburzaja "naturalny porzadek rzeczy". Ale
co tak naprawde jest naturalne? Fakt, ze jeszcze niedawno rodzily dzieci z
braku innej mozliwosci (brak kontroli nad wlasna plodnoscia) czy tez to, ze
teraz, kiedy jest mozliwosc poprzestac np. na jednym dziecku, wybieraja taki
model? Kiedy mamy do czynienia z wolnoscia wyboru w tej kwestii - wtedy gdy
mialo sie tyle dzieci, ile los dal czy teraz kiedy ma sie tyle dzieci, ile
sie pragnie wychowac? W taki razie, co tak naprawde jest "naturalne", a co
wymuszone okolicznosciami - mam tyle dzieci, na ile sie zdecydowalam czy mam
tyle dzieci ile mi los zeslal?
To tyle. Na nastepny raz zbieram ciekawostki dotyczace tego, jak pewne
srodowiska chca kierowac nasza plodnoscia - Kilkujadkowi sie spodoba, mam
nadzieje.
Obserwuj wątek
    • Gość: Triss Merigold Re: Rozmowy o feminizmie IP: *.acn.waw.pl 20.11.03, 22:09
      Dodałabym do tego jedną z najbardziej banalnych i najczęściej powtarzanych
      opinii, mniej upublicznianą w mediach częściej w necie i przez "normalnych"
      facetów.
      - feministki to baby niezaspokojone seksualnie. Są brzydkie więc nikt z nimi
      nie uprawia seksu, zazdroszczą innym "normalnym, ciepłym kobietom" i nienawidzą
      mężczyzn podświadomie czując się nieatrakcyjnymi erotycznie. Dlatego chcą
      zwalczać molestowanie w miejscu pracy, bo "normalna" kobieta lubi jak się jej
      mówi komplementy, klepie po tyłku i ściska biust. Feministek nikt nie podmacuje.

      Najbardziej ubawiła mnie sytuacja kiedy po ciekawej i sensownej dyskusji facet,
      który wcześniej był "pod wrażeniem" wyraził nadzieję, że nie jestem feministką.
      Nadzieję rozwiałam, był wyraźnie rozczarowany.:)))
    • nadszyszkownik.kilkujadek Może to i dobrze, że tak ów feminizm widzą... 20.11.03, 23:24
      Brak szczegółowej wiedzy dowodzi braku zainteresowania. Ignorance is bliss,
      chciałoby się powiedzieć.

      e_wok napisała:


      > Kiedy mamy do czynienia z wolnoscia wyboru w tej kwestii - wtedy gdy
      > mialo sie tyle dzieci, ile los dal czy teraz kiedy ma sie tyle dzieci, ile
      > sie pragnie wychowac? W taki razie, co tak naprawde jest "naturalne", a co
      > wymuszone okolicznosciami - mam tyle dzieci, na ile sie zdecydowalam czy mam
      > tyle dzieci ile mi los zeslal?
      Ryzykując, że zabrzmię jak Doku, powiem, że nie wiadomo, czy nasze
      uświadomione 'chcenia' i 'niechcenia' wyjdą komukolwiek na dobre. Ciężko w tej
      chwili powiedzieć, czy nadmiernie rozwinięty centralny układ nerwowy jest, z
      punktu widzenia ewolucji, jakąś istotną zaletą.

      > To tyle. Na nastepny raz zbieram ciekawostki dotyczace tego, jak pewne
      > srodowiska chca kierowac nasza plodnoscia - Kilkujadkowi sie spodoba, mam
      > nadzieje.
      Dlaczego przypuszczasz, że Twoja rozrodczość jest dla mnie w jakiś sposób
      interesująca?
      • Gość: barbinator Re: Może to i dobrze, że tak ów feminizm widzą... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 21.11.03, 09:38
        nadszyszkownik.kilkujadek napisał:

        > Brak szczegółowej wiedzy dowodzi braku zainteresowania. Ignorance is bliss,
        > chciałoby się powiedzieć.
        >


        A czego dowodzi głoszenie autorytarnych sądów na temat czegoś o czym nie ma się
        zadnej wiedzy i czym nawet się nie interesujemy...?
        Czyżbyśmy wreszcie dotarli do źródeł antyfeminizmu odkrywając jego najbardziej
        pierwotną przyczynę...? ;)))
        Pozdr. B.


      • e_wok Re: Może to i dobrze, że tak ów feminizm widzą... 21.11.03, 10:37
        No cóż, muszę przyznać, że zraniłeś mnie tym stwierdzeniem bardzo. Myślałam, że
        jednak coś nas łączy... Ach te pensjonarskie złudzenia...
        Do rzeczy : przypominam sobie naszą rozmowę sprzed paru miesięcy, w której
        wyrażałeś pogląd, wedle mojego odbioru, iż kwestie prokreacyjne nie są w Polsce
        traktowane ideologicznie, a feministki demonizują sprawę i nie ma właściwie nic
        łatwiejszego niż bezproblemowo zdobyć wiedzę na temat antykoncepcji, świadomego
        rodzicielstwa itd. Dlatego pomyślałam o Tobie, kiedy natrafiłam na taki milutki
        tekścik :

        www.npw.pl/ARCHIWUM_NPW/NR_5-6_2001/Rodzina.htm
        • nadszyszkownik.kilkujadek No i...? 21.11.03, 17:09
          Nie dostrzegam, w jaki sposób podany tam tekst przeczy temu, co napisałem. Czy
          może irytuje Cię fakt, że 'wszechpolscy' też coś tam publikują?

          (-) Kilkujadek

          -
          Wiecie co... ja chyba jednak każę Wami nakarmić ptaszyska.
          • Gość: EWOK Re: No i...? IP: *.acn.waw.pl 21.11.03, 18:32
            Absolutnie mnie to nie irytuje, pod warunkiem, ze jest to wyrazenie opinii a
            nie agitka prowadzaca do wniosku, ze kobiete, przychodzaca w sprawie
            antykoncepcji hormonalnej mozna w dowolnej chwili przestac uwazac za
            pacjentke. Bo niby czemu w takim razie chiurg nie moglby w trakcie operacji
            plastycznej nosa przestac uwazac lezacego na stole czlowieka za pacjenta i w
            przyplywie dobrego humoru przerwac prace i pojsc pogadac z kumplami? Wszak,
            uzywajac analogiii, nos odbiegajacy od idealu Barbie rowniez nie powinien byc
            uwazany za chorobe, a osoba, ktora pragnie zmienic jego ksztalt - za pacjenta.
            Ale tak sie sklada, ze mozna sobie zmienic nos, powiekszyc lub pomniejszyc
            biust i zrobic ze swoim cialem mnostwo innych rzeczy, ale akurat swiadoma
            czasowa rezygnacja z wlasnej plodnosci podlega dyskusji swiatopogladowej. Tak
            sie rowniez sklada, ze Kosciol Katolicki nawet jesli zajal stanowisko w
            sprawie operacji plastycznych to raczej nikt o tym nie slyszal, natomiast glos
            w kwestii antykoncepcji jest slyszalny wyraznie. Przekladanie doktryn
            ideologicznych np. religijnych na grunt dziedzin niezwiazanych bezposrednio z
            religia zwyklo sie nazywac ideologizacja tychze dziedzin. Mysle, ze wyjasnilam
            powody, dla ktorych link, ktory podalam komponuje mi sie z wyrazonym przez
            Ciebie zdaniem, ze kwestie antykoncepcji w Polsce sa traktowane rzetelnie i
            zgodnie z obecnym stanem wiedzy medycznej - jak to zapisano w Kodeksie Etyki
            Lekarskiej - tutaj uzylam uogolnienia mojego odbioru Twoich argumentow.
            • nadszyszkownik.kilkujadek Re: No i...? 21.11.03, 19:44
              Gdybyś potrzebowała kiedyś ilustracji terminu 'demagogiczna argumentacja', to
              możesz użyć powyższych wywodów o lekarzach. Osobiście uważam, że jeśli komuś
              system wartości nie pozwala na udzielanie szczegółowych porad zgodnie ze
              stanem wiedzy i w zgodzie z prawem, to lepiej by było dla wszystkich wokół,
              aby znalazł sobie inne zajęcie. Tyle że jak już w zgodzie z obowiązującym
              prawem ktoś lekarzem został i zawód ten wykonuje, ciężko wymagać, aby przy
              wejściu do gabinetu zostawiał swoje poglądy na wieszaku.

              Dyskusji światopoglądowej może podlegać wszystko, na przykład zwalnianie z
              pracy i zatrudnianie. Albo antykoncepcja. Dlatego właśnie i 'świato',
              i 'pogląd'. Ty byś wolała, jak mniemam, aby w sprawach, co do których jesteś
              pewna swoich racji żadnej dyskusji nie było? Wszechpolscy też pewnie tak
              uważają...

              Fakt 'podlegania dyskusji' nie oznacza, że zdobycie wiedzy na temat
              antykoncepcji jest niemożliwe, albo nawet, że jest trudne. Pisałem, o ile
              pamiętam, właśnie o możliwości zdobycia tejże wiedzy i odpowiednich środków -
              nic nie wspominałem o tym, że nikt w Polsce nie wyraża zdania, że środki anty
              są be. Doktryny zaś obowiązują tylko tych, którzy się z danym ruchem
              identyfikują - tu sama się musisz z tym problemem uporać.

              Aha. Ja wiem, dlaczego *Tobie* się komponują. Po prostu uważam, że niezbyt
              dobry z Ciebie kompozytor.

              (-) Kilkujadek

              -
              Wiecie co... ja chyba jednak każę Wami nakarmić ptaszyska.
              • e_wok Re: No i...? 21.11.03, 22:19
                nadszyszkownik.kilkujadek napisał:

                Tyle że jak już w zgodzie z obowiązującym
                > prawem ktoś lekarzem został i zawód ten wykonuje, ciężko wymagać, aby przy
                > wejściu do gabinetu zostawiał swoje poglądy na wieszaku.

                Jakie poglady? Wylacznie religijne, czy tez np. prawicowiec ma prawo
                udzielenia porady komuniscie? Kazdy ma prawo zabierac swoje poglady do pracy
                czy tylko lekarz? A szef katolik powinien miec prawo wyrzucic z pracy kobiete,
                o ktorej wie, ze ma za soba aborcje? Dlaczegozby honorowac akurat lekarzy?
                Nawiasem mowiac jakis czas temu na forum Kosciol i religia kilkoro dyskutantow
                zgodzilo sie co do tego, ze praca w firmie farmaceutycznej, ktora m.in.
                produkuje srodki antykoncepcyjne nie przystoi katolikowi. A co z praca w
                aptece w takim razie? Skoro zas katoliccy lekarze czuja tak wielka potrzebe
                uszczesliwiania zblakanych owieczek na sile to wlasciwie po co ksieza ?

                >
                > Dyskusji światopoglądowej może podlegać wszystko, na przykład zwalnianie z
                > pracy i zatrudnianie. Albo antykoncepcja. Dlatego właśnie i 'świato',
                > i 'pogląd'. Ty byś wolała, jak mniemam, aby w sprawach, co do których jesteś
                > pewna swoich racji żadnej dyskusji nie było? Wszechpolscy też pewnie tak
                > uważają...

                Sam juz sobie odpowiedziales piszac, ze jesli ktos nie jest w stanie udzielac
                rzetelnych informacji na temat antykoncepcji nie powinien zostac lekarzem. Na
                innym forum pewna dziewczyna cytowala "Puls medycyny",, a konkretnie wypowiedz
                pewnego lekarza, ktory z powodu przewidywanych rozterek nie zostal
                ginekologiem tylko ortopeda. Nie ma to jak prawdziwe powolanie.
                >
                > Fakt 'podlegania dyskusji' nie oznacza, że zdobycie wiedzy na temat
                > antykoncepcji jest niemożliwe, albo nawet, że jest trudne. Pisałem, o ile
                > pamiętam, właśnie o możliwości zdobycia tejże wiedzy i odpowiednich środków -

                > nic nie wspominałem o tym, że nikt w Polsce nie wyraża zdania, że środki
                anty
                > są be. Doktryny zaś obowiązują tylko tych, którzy się z danym ruchem
                > identyfikują - tu sama się musisz z tym problemem uporać.

                Niedokladnie. Poniewaz czasem zdarza sie tak, ze lekarz "identyfikujacy sie"
                napotyka na pacjentke, przepraszam, petentke, ktora ma zupelnie odmienny
                swiatopoglad i podjela decyzje o hormonalnej antykoncepcji. W tej sytuacji
                wygrywa lekarz, poniewaz w jego kompetencjach lezy przepisanie (lub nie) tej
                nie-pacjentce recepty na nie-lek na nie-chorobe. Poniewaz tak sie sklada, ze
                ow zupelnie niemedyczny specyfik mozna kupic wylacznie w aptece na recepte
                (max. 30 dni wazna) a nie w supermarkecie razem z pasta do zebow. Narzuca
                tejze kobiecie swoj swiatopoglad i nie interesuje go to, czy ta pani jest
                ateistka, buddystka czy celtycka druidka. I ona sobie moze zabrac swoje
                poglady i wyniesc sie z gabinetu, bo na tym terenie rzadza poglady lekarza.

                > Aha. Ja wiem, dlaczego *Tobie* się komponują. Po prostu uważam, że niezbyt
                > dobry z Ciebie kompozytor.

                Byc moze, nie jestem talentem muzycznym. Ale i Twoje utwory brzmia nieco
                falszywie.

                ---
                A my was bedziemy tak dlugo kochac, ze i wy nas w koncu pokochacie
    • tad9 Re: Rozmowy o feminizmie 21.11.03, 00:08
      e_wok napisała:


      > 1. Wszystkie feministki sa brzydkie. Jaruga Nowacka, Graff to tylko wyjatki
      > potwierdzajace regule.

      Graff i Jaruga jak najbardziej regułę potwierdzają, lecz nie jako wyjątki.
      Swoją drogą to ciekawe. Nie łączę feminizmu z urodą, ale rzeczywiście trudno
      byloby mi wymienić ładną polską feministkę....



      • Gość: Monika Re: Rozmowy o feminizmie IP: *.chello.pl 21.11.03, 00:32
        tad9 napisał:

        > e_wok napisała:
        >
        >
        > > 1. Wszystkie feministki sa brzydkie. Jaruga Nowacka, Graff to tylko
        > > wyjatki potwierdzajace regule.
        >
        > Graff i Jaruga jak najbardziej regułę potwierdzają, lecz nie jako wyjątki.
        > Swoją drogą to ciekawe. Nie łączę feminizmu z urodą, ale rzeczywiście trudno
        > byloby mi wymienić ładną polską feministkę....
        >

        Tad bo nie widziałeś mnie. Ja jetem, skormnie powiedziawszy, piękna :-)))
        • sagan2 Re: Rozmowy o feminizmie 21.11.03, 09:10
          Gość portalu: Monika napisał(a):


          > Tad bo nie widziałeś mnie. Ja jetem, skormnie
          > powiedziawszy, piękna :-)))

          ja widzialam zdjecie Breskvy. zazdrosc mnie zzarla, bo
          tez jest, zwyczajnie mowiac, piekna.
          • tad9 Re: Rozmowy o feminizmie 21.11.03, 17:44
            sagan2 napisała:

            > Gość portalu: Monika napisał(a):
            >
            >
            > > Tad bo nie widziałeś mnie. Ja jetem, skormnie
            > > powiedziawszy, piękna :-)))
            >
            > ja widzialam zdjecie Breskvy. zazdrosc mnie zzarla, bo
            > tez jest, zwyczajnie mowiac, piekna.

            Miałem na myśli "etatowe feministki" polskie, a nie każdą Polkę, która nazywa
            się feministką. Którą ze znanych polskich feministek uważasz za piękną?
      • Gość: barbinator Re: Rozmowy o feminizmie IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 21.11.03, 09:39
        Naprawdę uważasz, że Jaruga i Graff odbiegają in minus od średniej
        atrakcyjności Polek w ich grupie wiekowej? Chyba żyjemy w jakiś
        rzeczywistościach równoległych, albo może twoja wiedza o kobietach ogranicza
        się do oglądania konkursów piękności w telewizji. Znam oczywiście sporo 30-40
        latek atrakcyjniejszych od obu wspomnianych pań, ale jednak większość kobiet
        które widuję wygląda gorzej - czy wiesz chociażby, że co druga Polka w średnim
        wieku ma nadwagę a większości nie stać nawet na wizyty u kosmetyczki, które w
        tym wieku zaczynają już być niezbędne by jako-tako wyglądać?
        A co powiesz o urodzie antyfeministów - czy przeciętny antyfeminista jest
        przystojny?
        Taki Korwin-Mikke na ten przykład....;))
        Pozdr. B.
        • tad9 Re: Rozmowy o feminizmie 21.11.03, 17:50
          Gość portalu: barbinator napisał(a):

          > Naprawdę uważasz, że Jaruga i Graff odbiegają in minus od średniej
          > atrakcyjności Polek w ich grupie wiekowej? Chyba żyjemy w jakiś
          > rzeczywistościach równoległych, albo może twoja wiedza o kobietach ogranicza
          > się do oglądania konkursów piękności w telewizji.

          Kategoria wiekowa pojawia się dopiero teraz. Mogę się zgodzić, że Jaruga nieźle
          się trzyma, ale nie, że jest piękna. Graff trudno zaś nazwać starą. Jest zdaje
          się młodsza od Ciebie, a Ty ledwie przestałaś być nastolatką. Otóż, Graff
          piękna nie jest. Wyjdź na uliec i zobaczysz całe mnóstwo ładniejszych kobiet w
          jej wieku, choć pewnie są bardziej zaniedbane z powodow zupełnie przyziemnych.
          Na twarzy Graff odbija się za mocno nienawiść, która ją rozsadza, gdy wejdzie
          na grunt "krytyki patriarchatu". Nie wszystkie feministki to mają, np. u KD czy
          Szczuki tego nie widać (a przynajmniej nie w tym stopniu), a u Graff - widać,
          choc głosik ma łagodny.


          >o urodzie antyfeministów - czy przeciętny antyfeminista jest
          > przystojny?
          > Taki Korwin-Mikke na ten przykład....;))

          Mężczyzna piękny być nie musi.
          Starczy, żeby był inteligntny.
          Korwin jest.

          > Pozdr.
          • Gość: barbinator Re: Rozmowy o feminizmie IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 21.11.03, 20:06
            tad9 napisał:


            >
            > Kategoria wiekowa pojawia się dopiero teraz. Mogę się zgodzić, że Jaruga
            nieźle
            >
            > się trzyma, ale nie, że jest piękna. Graff trudno zaś nazwać starą. Jest
            zdaje
            > się młodsza od Ciebie, a Ty ledwie przestałaś być nastolatką. Otóż, Graff
            > piękna nie jest. Wyjdź na uliec i zobaczysz całe mnóstwo ładniejszych kobiet
            w
            > jej wieku, choć pewnie są bardziej zaniedbane z powodow zupełnie
            przyziemnych.
            > Na twarzy Graff odbija się za mocno nienawiść, która ją rozsadza, gdy wejdzie
            > na grunt "krytyki patriarchatu". Nie wszystkie feministki to mają, np. u KD
            czy
            >
            > Szczuki tego nie widać (a przynajmniej nie w tym stopniu), a u Graff - widać,
            > choc głosik ma łagodny.



            To może inaczej. Ile znasz kobiet uczestniczących aktywnie w życiu publicznym
            (polityczki, posłanki, znane biznesmenki, naukowcy itp - osoby znane medialnie
            ale nie będące np aktorkami czy dziennikarkami telewizyjnymi), nie będących
            feministkami, które nazwałbyś "pięknymi"?
            Czy mógłbyś wymienić nazwiska kilku takich kobiet, najlepiej w wieku jarugowo-
            graffowym?
            Może to pozwoli nam ustalić jakimi kryteriami kierujesz się uznając panie J. i
            G. za odbiegające in minus od średniej krajowej.
            Bo mnie się jakoś nie wydaje byś miał rację...



            >
            > Mężczyzna piękny być nie musi.
            > Starczy, żeby był inteligntny.
            > Korwin jest.


            Piękny byc nie musi, ale jak nie ma w sobie "tego czegoś" (ja podobno na widok
            atrakcyjnego mężczyzny mimowolnie oblizuję usta... zanim on cokolwiek powie,
            więc jego intelekt nie ma tu nic do rzeczy) to żadna inteligencja mu i tak nie
            pomoże. Wiem, że mężczyźni lubią wierzyć w takie miłe bajeczki, ale uwierz mi,
            doświadczonej przez życie niewieście (w dodatku starszej od ciebie!) - fizyczna
            atrakcyjność mężczyzny zawsze była, jest i będzie decydująca dla kobiety. I
            niech sobie socbiologowie mówią co chcą - nie mają racji...:))
            Pozdr. B.



            >
            > > Pozdr.
            • nadszyszkownik.kilkujadek Re: Rozmowy o feminizmie 21.11.03, 20:10
              > Może to pozwoli nam ustalić jakimi kryteriami kierujesz się uznając panie J.
              i
              > G. za odbiegające in minus od średniej krajowej.
              Też jestem ciekaw. Bo i według mnie wymienione panie od 'średniej' nie
              odbiegają. W żaden sposób.

              (-) Kilkujadek

              -
              Wiecie co... ja chyba jednak każę Wami nakarmić ptaszyska.
              • e_wok Re: Rozmowy o feminizmie 21.11.03, 22:26
                nadszyszkownik.kilkujadek napisał:

                > Też jestem ciekaw. Bo i według mnie wymienione panie od 'średniej' nie
                > odbiegają. W żaden sposób.

                No i doskonale. Teraz chcialabym tylko uscislic, czy mieszczenie sie w
                niebrzydkiej sredniej wystarczy, zeby miec poglady czy trzeba byc sobowtorem
                Jennifer Lopez?
            • tad9 Re: Rozmowy o feminizmie 21.11.03, 23:43
              Gość portalu: barbinator napisał(a):


              > To może inaczej. Ile znasz kobiet uczestniczących aktywnie w życiu publicznym
              > (polityczki, posłanki, znane biznesmenki, naukowcy itp - osoby znane
              medialnie
              > ale nie będące np aktorkami czy dziennikarkami telewizyjnymi), nie będących
              > feministkami, które nazwałbyś "pięknymi"?

              Przepraszam, ale to nie ma nic do rzeczy. Stwierdziłem tylko, że feministki nie
              są piękne, ale nie twierdzilem, że w życiu publicznym roi się od pięknych
              kobiet. Faktem jest, ze nie ma na co patrzeć - jeśli chodzi o kobiety
              publiczne. Może piękne kobiety NIE MUSZĄ bawić się w politykę (czekam na
              reakcję)? Soro jednak już mówimy o interesujących kobietach, to posłanka Beger
              ma COŚ w oczach.

              > Czy mógłbyś wymienić nazwiska kilku takich kobiet, najlepiej w wieku jarugowo-
              > graffowym?
              > Może to pozwoli nam ustalić jakimi kryteriami kierujesz się uznając panie J.
              i
              > G. za odbiegające in minus od średniej krajowej.

              Od średniej krajowej odbiegają zdecydowanie, do średniej publicznej, nie.

              > Piękny byc nie musi, ale jak nie ma w sobie "tego czegoś"

              Jeśli nie jest potworem. starczy mu tzw. "gadane".

              Pozdr.
              • Gość: barbinator Re: Rozmowy o feminizmie IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 22.11.03, 19:50
                tad9 napisał:

                >
                > Przepraszam, ale to nie ma nic do rzeczy. Stwierdziłem tylko, że feministki
                nie
                > są piękne, ale nie twierdzilem, że w życiu publicznym roi się od pięknych
                > kobiet. Faktem jest, ze nie ma na co patrzeć - jeśli chodzi o kobiety
                > publiczne.


                No, to juz jakiś punkt zaczepienia. Uważasz więc, że wśród "kobiet publicznych"
                w ogóle nie ma takich które uznałbyś za atrakcyjne. Może więc twoja ocena
                kobiecej atrakcyjności jest już u źródeł zafałszowana, gdyż publiczną aktywność
                kobiet uważasz za coś tak mało kobiecego, że ŻADNA kobieta aktywna np
                politycznie ex definitione nie może być przez ciebie odbierana jako "piękna"?
                To tak jak z moim dziadkiem który ex definitione nie znosił ryb innych niż
                słodkowodne, ale gdy mama podawała solę nazywając ją dla zmyłki sieją, to jadł
                i głośno chwalił...



                Może piękne kobiety NIE MUSZĄ bawić się w politykę (czekam na
                > reakcję)?



                No to sobie poczekasz...:))



                Soro jednak już mówimy o interesujących kobietach, to posłanka Beger
                > ma COŚ w oczach.


                To ty byłeś tym tajemniczym kolegą partyjnym, który powiedział "ty, Renia to
                masz takie fajne kurwiki w oczach"?????
                No, tego bym się po tobie nie spodziewała... mniejsza o te kurwiki ("każda
                potwora znajdzie..." itd) ale ta partia...:))
                Pozdr. B.



    • frisky2 Re: Rozmowy o feminizmie 21.11.03, 09:55
      Mysle, ze podobne wnioski wyciagnelabys z rozmow z wieloma "zwyklymi" kobietami
      rowniez - nie tylko z mezczyznami. przynajmniej ja slyszalem podobne opinie z
      ust m.in. kobiet.
      Ciekawy jestem jakie wnioski wyciaga z tych wnioskow ruch feministyczny? Nasuwa
      mi sie jeden ogolny wniosek: ze feministki nie dbaja o tzw. dobry "pi-ar".
      • e_wok Re: Rozmowy o feminizmie 21.11.03, 10:45
        A dlaczego miałyby dbać o dobre PR? Przecież ich celem jest jedynie
        egzekwowanie praw, należnych im ( i przyznanych) z racji tego, że są ludźmi.
        Żadne umizgi nie są tu potrzebne. Równie dobrze mógłbyś stwierdzić, że kiedy
        odbierasz pensję to musisz być ładnie ubrany bo inaczej nie dostaniesz, bez
        względu na umowę, którą zawarłeś z pracodawcą. I sam sobie będziesz winien, bo
        widocznie za mało atrakcyjny jesteś.
        • frisky2 Re: Rozmowy o feminizmie 21.11.03, 10:57
          Mozna domagac sie swoich praw na rozne sposoby. Mozna kogos od razu walnac w
          leb, albo probowac persfazji, czy dyplomacji.
          Mysle, ze w przypadku ruchow rownouprawnienia, typu feminizm, potyrzebne jest
          zdobycie poparcia spoleczenstwa. Bo jak wskazuje praktyka, z reguly tylko przed
          znaczna sila spoleczna politycy - ustawodawcy moga sie ugiac. Jasne, ze mozna
          miec gdzies jak Cie ludzie widza, ale wtedy nie ma sie co dziwic, ze maja takie
          a nie inne opinie. Wiekszosc ludzi nie zastanawia sie nad ruchem feministycznym
          doglebnie - bo wola sie zastanawiac np. jak zarobic wiecej pieniedzy. narod w
          wiekszosci wyrabia sobie zdanie na podstawie migawek telewizyjnych i wypowiedzi
          przedstawicieli tego ruchu.
    • Gość: BD hmmm... IP: 195.136.36.* 21.11.03, 10:45
      Witam,

      e_wok napisała:

      > 1. Wszystkie feministki sa brzydkie.

      To oczywiście bzdura. Niektóre genderówki są całkiem, całkiem - wiem, bo po
      Pałacu Staszica trochę się ich kręci. Faktem jest natomiast, że mniej eksponują
      swoją urodę niż nie-feministki.

      Swoją drogą, czy nie uważasz, że po prostu każdy taki mit ma kontrmit
      typu "sfrustrowany Misiek antyfeminsta", czy "głupia kura domowa". Problem w
      tym, że pierwsze mity głoszą ludzie prości, a drugie - osoby aspirujące do
      wyższego poziomu intelektualnego / kulturowego.

      > model? Kiedy mamy do czynienia z wolnoscia wyboru w tej kwestii - wtedy gdy
      > mialo sie tyle dzieci, ile los dal czy teraz kiedy ma sie tyle dzieci, ile
      > sie pragnie wychowac?

      No, idąc tym tropem, to z największa wolnością wyboru mamy do czynienia, gdy
      np. możemy eksterminować dzieci, których już nie chcemy wychować (bo np.
      zmieniliśmy zdanie i zamiast czwórki chcemy trójkę) :-/

      pozdrawiam,

      BD
      • Gość: EWOK Re: hmmm... IP: 213.241.18.* 21.11.03, 11:12
        Eksponują swoją urodę mniej niż nie-feministki? Masz na myśli panie w
        bezkształtnych jesionkach, ze sporą nadwagą, spaloną trwałą na głowie i rękami
        powyciąganymi od siat z zakupami? Bo pewne jest to, że TE panie feministkami
        nie są. Czy też wedle Twoich kryteriów fryzura, którą nazywam "hełmem
        urzędniczym" jest właśnie przejawem dbania o urodę?
        Eskterminowanie dzieci urodzonych? Takiej demagogii, przyznam, po Tobie się nie
        spodziewałam. Czy aby ktoś się pod Ciebie przypadkiem nie podszywa?
        • Gość: BD Re: hmmm... IP: 195.136.36.* 21.11.03, 15:45
          Witam,

          Gość portalu: EWOK napisał(a):

          > Eksponują swoją urodę mniej niż nie-feministki? Masz na myśli panie w
          > bezkształtnych jesionkach, ze sporą nadwagą, spaloną trwałą na głowie i
          > rękami powyciąganymi od siat z zakupami?

          Nie-feministki ceteris-paribus. Nie porównuję studentek gender z
          czterdziestoletnią kobieciną pracującą w hipermarkecie, tylko np. z innymi
          studentkami, z którymi mam też do czynienia.

          > nie są. Czy też wedle Twoich kryteriów fryzura, którą nazywam "hełmem
          > urzędniczym" jest właśnie przejawem dbania o urodę?

          Nie rozumiem.
          Czy negujesz fakt, że światopogląd wpływa na to, jak się ubieramy czy dbamy o
          urodę. Widziałaś kiedyś jak wyglądają studentki słynnego IBL (Instytutu Badań
          Literackich)?

          > Eskterminowanie dzieci urodzonych? Takiej demagogii, przyznam, po Tobie się
          > nie spodziewałam. Czy aby ktoś się pod Ciebie przypadkiem nie podszywa?

          Przykład był, przyznaję - drastyczny, ale jest on odpowiedzią na demagogię w
          Twoim wykonaniu. Wybór w kwestii liczby dzieci bowiem istniał zawsze, zmienił
          się tylko "tradeoff" takiego wyboru. Wierz mi - dobrze znam się na losowości -
          a nigdzie nie słyszałem, by dzieci los zsyłał :)

          pozdrawiam,

          BD
          • Gość: EWOK Re: hmmm... IP: 213.241.18.* 21.11.03, 16:10
            O.K. a na jakiej podstawie stwierdzasz, że te "inne studentki" nie są
            feministkami? Ponieważ nie studiują gender? A może dlatego, że częściej mają
            pomalowane paznokcie?
            Przypuszczam, że studentki IBL wyglądają tak jak w jednym z opowiadań Woody
            Allena (wiele ich nie napisał, więc nawet bez tytułu można sobie przypomnieć).
            Tylko co z tego? Czy z faktu, że większość studentów socjologii jakich
            widywałam (parę lat temu) wygląda co najmniej niechlujnie mam wysnuć wniosek,
            że wszyscy socjolodzy tak wyglądają? A może rozpoznawać na zasadzie : o,
            powyciągany sweter - pewnie socjolog.
            Użyłam słowa "los", żeby nie używać słowa "Bóg". Sądzę, że o zsyłaniu dzieci
            przez Boga jednak kiedyś słyszałeś. Wolność wyboru kobiety będącej żoną ale nie
            będącej pewną czy macierzyństwo jest jej powołaniem kiedyś było de facto
            brakiem możliwości wyboru. Dotyczyło to oczywiście również mężczyzn, ale ich
            ilość dzieci tak bardzo nie ograniczała. Dickens np. miał kilkanaścioro dzieci
            i wystarczająco dużo czasu, żeby napisać te wszystkie tomiszcza.
      • raymond Re: hmmm... 21.11.03, 17:14
        Taak, przyjemnie czasem poczuć na sobie tęskniący wzrok genderówki. Nie ma to
        jak babka, która od razu nie ciągnie cię przed ołtarz ;-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka