Dodaj do ulubionych

Anglik o Polkach

01.06.09, 11:46


...i o jezyku i plci:

Jakie było twoje pierwsze wrażenie?

Że to kobiety rządzą tym krajem, potajemnie. Mimo bardzo
staroświeckich ról społecznych związanych z płcią, które kojarzyły
mi się z latami 50. na Zachodzie - mężczyźni macho, a panie piękne,
ale powołane do gotowania, raczej należało im dawać kwiaty, niż
dyskutować z nimi na poważne tematy. Miałem wrażenie, że kobiety
się z tym zgadzają, jednak wiedzą swoje. To jest jednym z
tematów 'Zatopionej zimy'. Tytuł miał brzmieć 'Kobiety
undergroundu', w tym sensie, że są w podziemiu, ale stamtąd rządzą.
Nie chciałem, żeby bohaterka mojej książki Marta była słaba,
sentymentalna, ale nie jest też karierowiczką, egoistką. Ma
dziecko, domowe życie. Zakochuje się, jednak nie pozwala, żeby to
przesłoniło jej ambicje. Praca naukowa bywa dla niej ważniejsza od
mężczyzny.
(...)

[écriture féminine]
Można wyjaśnić, co to znaczy?

Trudno, ale można spróbować. To zakwestionowanie tezy, że pisanie
jest męską domeną, ale też rozpoznanie, że w języku odbywa się
walka o równouprawnienie płci. Écriture féminine przeciwstawia się
kategoriom - nielinearny, enigmatyczny sposób pisania, oferujący
wiele znaczeń, w związku z tym podstępny, poetycki, ciemny,
niemożliwy do zdefiniowania... Jednak wciąż, miejmy nadzieję,
znaczący. Woolf za śmiertelne dla pisarza uznawała bycie po prostu
mężczyzną albo po prostu kobietą. Potem Cixous w środku feminizmu
lat 70. zalecała 'pisanie ciałem', rytmami, tym, co kobiety czują
dzięki pulsowaniu narodzin, macierzyństwa, menstruacji, co - w
jasny sposób - dla mężczyzn jest niedostępne. Poddała się temu
Angela Carter, niedługo później Jeanette Winterson i setki innych
piszących kobiet w latach 80., a potem, kiedy zamiast o płci
zaczęło się mówić o seksualnej tożsamości, używać pojęcia 'gender',
te teorie stały się jeszcze bardziej trafne. Chodzi w nich o
świadome rozbijanie różnic męsko-damskich, nieuznawanie granic,
powodowanie zamieszania wokół nich.

Coś cię zaskakuje w tym, jak układają się u nas relacje kobiet i
mężczyzn?

Kiedy się zorientowałem, jak bardzo popularny jest tu sponsoring,
pomyślałem: 'To lata 20. ubiegłego wieku'. Spotykasz mężczyznę z
żoną i z dziewczyną, którą on utrzymuje, wszyscy razem. Otwieram
gazety i widzę ogłoszenia: 'Szukam sponsora'. Nie rozumiem, jak to
działa. Czy studentki zdają sobie sprawę, że to jest prostytucja,
czy myślą, że po prostu ktoś płaci za ich edukację, a wszystko, co
one muszą zrobić, to się rozebrać? Powszechność tego zjawiska musi
mieć wpływ na to, jak kobiety czują się w tym kraju, jak są
postrzegane. Dzień Kobiet, który na szczęście staje się reliktem,
był fatalną formą uprzedmiotowienia. Jeśli w ogóle wypada szukać
czegoś dobrego w tym wszystkim, wydaje mi się, że Polki są
wyjątkowo silne, bo musiały znaleźć sposoby na to, jak radzić sobie
z męską dominacją. Istnieje teraz niebezpieczeństwo przesadzenia w
drugą stronę - feminizm polegający na tym, że mężczyzn się
nienawidzi.
(...)
Kobieca literatura, jak ja ją postrzegam, istnieje dziś na równi z
męską. Jasne, trwa walka, żeby wzmacniać sukces feminizmu, rozbić
szklany sufit nad kobietami raz na zawsze w znaczeniu ekonomicznym.
Jeśli chodzi o literaturę, istnieje cały męski kanon, który
należałoby zrównoważyć, nie wspominając o codziennej walce o władzę
wewnątrz języka. Polski wydaje mi się bardzo patriarchalny.

Co masz na myśli?

My mówimy 'mother tongue', jak wy mówicie?

Język ojczysty.

My mówimy "soul mate", wy?

Bratnia dusza.

To są męskie struktury językowe. Takie rzeczy związane z
codziennością trudno zmienić, bo są zakorzenione. Potrzeba
najbardziej wywrotowych działań, żeby zmienić język kontrolowany
przez mężczyzn. Jest to możliwe, ale potrwałoby pewnie jakieś 25
lat.

Jak to się robi?

Dobrym sposobem jest kampania społeczna, zorganizowane, zdecydowane
działania. Dziennikarek, pisarek, przedstawicielek polityki,
biznesu, wszystkich poziomów życia. Jest coraz więcej coraz
lepszych kobiet krytyków, wydawców, wykładowców, każda z nich coś
zmienia. Ale istnieje też potrzeba silnych, zapadających w pamięć
kobiecych postaci literackich. Gdzie jest żeńska bohaterka, która
mogłaby rywalizować z Herzogiem Bellowa? Może Ruth Puttermesser
stworzona przez Cynthię Ozick. Czas, żeby żeńskie bohaterki
odsunęły się od tragicznych, histerycznych wizerunków.

tinyurl.com/mcrdke
Obserwuj wątek
    • easz Re: Anglik o Polkach 01.06.09, 13:07
      No cuś pięknego! Jak będę miała wolną chwilę, to przeczytam całe. Na szybko -
      1 - było już o niby faktycznej władzy kobiet, o czym autor mówi, ale to, co mówi
      dalej jasno świadczy o tym, co on o takiej władzy myśli.

      2 -
      > a potem, kiedy zamiast o płci
      > zaczęło się mówić o seksualnej tożsamości, używać pojęcia 'gender', te teorie
      stały się jeszcze bardziej trafne. Chodzi w nich o świadome rozbijanie różnic
      męsko-damskich, nieuznawanie granic, powodowanie zamieszania wokół nich. >>

      Tak jak z językiem, a niektórzy rozumieją to dziwnie akurat odwrotnie, że
      kręcenie się wokół płci tylko podkreśla różnice. Ciekawe.
      • sabinac-0 Re: Anglik o Polkach 01.06.09, 13:43
        To cale gadanie o "kobiecej wladzy z ukrycia" czy "szyi krecacej glowa" wydaje
        mi sie tylko ubraniem w ladne slowka faktu wykluczenia kobiet z wladzy i
        przywilejow, takie puszczenie oczka "nie masz nic do gadania ale mozesz sie
        ludzic ze masz na cos wplyw".
        • bene_gesserit Re: Anglik o Polkach 01.06.09, 13:45

          Kiedy nie wydaje mi sie, zeby ten gosc mial jakikolwiek interes w
          tym, co mowi.
          Glos jego wydaje mi sie ciekawy, bo to jest czlowiek z zewnatrz. Z
          pewnoscia nie jest do konca obiektywny, ale jednak ma wiekszy
          dystans, niz tubylcy.
          • znana.jako.ggigus taka perspektywa jest 01.06.09, 13:48
            zawsze ciekawa. Facet stawia lustro.
            A szyja u glowy to nie to samo, co potajemna wladza. No wg mnie.
            B. ciekawy tekst z masa ciekawych wskazowek co do literatury anglojezycznej, jak
            znalazl dla mnie.
            Potajemna wladza - co s w tym jest, niedawno byla ksiazka o kobietach z
            Solidarnosci, ktore dzialaly w ukryciu. Znam osobiscie pare przykladow na
            mniejsza skale, ale jak doszlo co do czeog, to przewodniczacym zakladowej S byl
            facet.
            • easz Re: taka perspektywa jest 01.06.09, 15:40
              IMO nie chodzi o potajemną włądzę, tylko władzę kontrolowaną, tylko taką, w
              takim zakresie jaka komuś tam odpowiada. Nie dziwi was np. przymus, wymóg takiej
              włądzy później? Ja np. nie chcę jako kobieta takiej włądzy kobiet dla siebie,
              nie chcę np. matkować mojemu facetowi i nie chcę, żeby był mi synusiem. Nie chcę
              być szyją, ani głową, ani żeby on był, nie chcę za niego, ani za nas podejmować
              decyzji sama itd. A potem szerzej, poza związek. Chcę mieć partnera, to samo w
              pracy, w rozmowie itd. itp. Co to za władza narzucona, narzucana z góry? A tam.
              • znana.jako.ggigus ej no bez przesady:) 01.06.09, 22:27
                nikt Ci takiej wladzy nie narzuca!
                • easz Re: ej no bez przesady:) 03.06.09, 01:21
                  znana.jako.ggigus napisała:

                  > nikt Ci takiej wladzy nie narzuca!

                  A na czym niby polega stereotyp? A presja publiczna jeszcze np?
                  Nie pisałam konkretnie o sobie, taka maniera, ale nie spotkałaś się
                  z takim widzeniem świata? Sama podajesz przykład władzy ukrytej, a
                  zaraz konkludujesz, że gdy przyszło do kwestii zasadniczej, to guzik
                  z tego wyszło - ani ukryta, ani żadna władza.

                  > A szyja u glowy to nie to samo, co potajemna wladza. No wg mnie.

                  Ok, a co w takim razie?

                  Może pojechałam z tym przykładem post wyżej skrajnie. No to jeszcze
                  skrajniej - od kobiety oczekuje się, że ustawi związek już na
                  początku, a jeśli tego nie zrobi, a potem będą problemy w
                  porozumieniu się z partnerem np. w kwestii opieki nad dziećmi,
                  domem, w kwestii pracy, to ona będzie winna, bo zaniedbała swój
                  parszywy obowiązek, nie ustawiła związku, nie ustawiła faceta, to
                  jest ta władza, z której potem byle teściowa i sąsiadka rozlicza -
                  władczyni. To imo m.in. o to chodzi ze strażniczkami patriarchatu.
                  • znana.jako.ggigus chodzi mi o to, ze mimo 03.06.09, 20:40
                    pi,resji i stereotypow, ktore sa, to TY decydujesz, jaki model zwiazku
                    wybierasz. Decydujesz pol na pol, potem tzw. zycie dochodi, wiadomo, ale kazdy
                    jest kowalem swego zwiazku, przynajmniej sporej polowy.
                    • easz Re: chodzi mi o to, ze mimo 04.06.09, 09:49

                      Ok. A na czym niby polega stereotyp? Olejmy istnienie stereotypów nt kobiet np.
                      Nie są szkodliwe, bo wszystko zależy od nas.
                      Związki nie są zawieszone w próżni i przynajmniej dobrze zatruć życie mogą
                      takietam różne z zwnątrz.

                      Do PS - w artylule chyba stoi akurat o władzy kobiet w Pl.
                      Aha, gdybyś mogła, to daj jakieś przykłady tej ukrytej władzy kobiet. I
                      rozumiem, że wierzysz w teorię szyi i matriarchat w Pl? I pasuje Ci też
                      generalizaowanie?

                      A może ta ukryta władza kobiet w Pl to sponsoring? sponsorówki to królowe.
                      • znana.jako.ggigus mieszasz pojecia 04.06.09, 18:03
                        stereotyp to ze tesciowa jest zla, a blondynka glupia. Masz tesciowa i jest to,
                        powiedzmy, malo mila osoba, a Ty myslisz - no tak, zla bo tesciowe, a nie ze
                        np. to zgorzkniala kobieta, zgorzkniala z wielu powodow, a moze ma upiorny
                        charakter jako XY, a nie w funkcji tesciowej.

                        Ukryta wladza - jest tego masa, np. mobbing mlodych, ladnych kobiet przez
                        starsze kobiety, bo sie taka siksa musi nauczyc zycia, musi byc upokorzona. W
                        ogole wladza starszych kobiet, ktore wszystkim dyktuja, jak maja zyc, mieszkac,
                        z kim spac - polski i nie tylko parlament.
                        Wladza jest ukryta, np. w szkole mlode, ladne nauczycielki maja czasem ciezkie
                        zycie, znam tez matrony z urzedu i matrony rodzinne.
                        Moze to wynika z wieku, z poziomu hormowon, nie wiem.

                        Ukryta wladza kobiet to tez praca wielu mam nad mezami i malzenstwami synow,
                        wtracanie sie
                        - No jak tam, dzieciaki, kochaliscie sie dzisiaj? - dzwonila tesciowa do mojej
                        kumpeli, zadna wnuka.
                        To jest wladza, tak wychowac sobie syna, ze nie rzuci sluchawka, albo ze nie
                        zaregauje pare nrow wczesniej.
                        Takie kobiety maja tez specyficznych mezow, ale chyba podobne sytuacje znasz z
                        rzeczywistosci, kobiety wyposazone w ukryta wladze, bo oficjalnie sa to mile
                        panie, czesto wystepuja w naturze.

                        Ukryta wladza to tez wladza podworkowa - mialam na podworku takie sasiadki,
                        wiecznie na lawce, wiecznie obserwujace otoczenie. I jak powiedziala slusznie
                        moja przyjaciolka - dla nich nigdy sie nie jest doskonala, albo jest zbyt
                        wypindrzona, albo niedbale ubrana itepe. Albo sie za wczesnie zaszlo w ciaze,
                        albo w ogole nie i dlaczego.

                        Ukryta wladza to tez wszystko zwiazane z prokreacja, ze instynkt, ze trzeba, z
                        rodzina - jaka rodzina jest wlasciwa i ze rosol na niedziele.
                        Ukryta wladze sprawuja kobiety w rodzinach, w malych miasteczkach, na podworkach
                        takich jak moje.
                        A jesli sie bylo kontrolowanym, mozna miec ochote - zjawisko fali - kontrolowac
                        nastepne pokolenia.
                        • easz Re: mieszasz pojecia 04.06.09, 23:58
                          Nie mieszam, napisałam, że ludzie kierują się stereotypami w
                          postrezganiu świata, ot i masz całą ukryta władzę kobiet - bycie
                          szyją. Dla mnie to jest pic, bo w rzeczywistości kobieta może mieć
                          włądzę tylko wśród swoich, wśród kobiet, zawsze z boku,
                          zawsze drugorzędną, mniej ważną, nie w głównym nurcie, nie w
                          sprawach najważniejszych, czyli ogólnych i dotyczących wszystkich,
                          wszystkiego. To jest żadna władza, to jest kocioł i duszenie się we
                          własnym sosie. I tu też wkraczają stereotypy - np. niesolidarności
                          kobiecej, albo to, co opisałam w pierwszym? poście - to, jak widzi
                          się rolę kobiety w związku, m.in., ale wciąż jeszcze - jako mamuśkę,
                          która ma wszystko na głowie, czyt. babskie zarządzanie domem itd., a
                          w razie czego jest oczywiście jedyną winną.
                          • easz Re: mieszasz pojecia 05.06.09, 00:00
                            Za szybko mi poszło, sory. Chciałam jeszcze dodać, że to wszystko,
                            co dalej wymieniasz na przykłady ukrytej władzy, to jest kierat
                            kobiet
                            , a nie żadna władza. Znów, sory, ale właśnie tak
                            myślałam, że zapodasz - naprawde TO jest dla Ciebie władza??
                            • znana.jako.ggigus Re: mieszasz pojecia 05.06.09, 10:26
                              tak, to jest dla mnie wladza i uzasadnilam to. Jesli masz jakies watpliwosci,
                              napisz dokladniej, bo ze to dla Ciebie kierat, to mi to malo mowi:)
                              • easz Re: mieszasz pojecia 05.06.09, 13:27
                                znana.jako.ggigus napisała:

                                > tak, to jest dla mnie wladza i uzasadnilam to. Jesli masz jakies watpliwosci,
                                napisz dokladniej, bo ze to dla Ciebie kierat, to mi to malo mowi:)

                                Aha, pani Władzia, co ma władzę nad kurkami na podwórzu, które chowa dla
                                dziedzica po dwa grosze od sztuki na miesiąc, to ma władzę! Słyszałam, że w
                                październiku jedzie na kongres ONZ, będzie miała odczyt nt ocieplenia klimatu.
                                Słyszałam, że bardzo się tam z nią liczą, tylko nikt nie mówi tego głośno.
                                Czasem tylko jakiś pisarz sf naskrobie.
                                Nie udowodniłaś IMO.

                                Nie, nie da rady i nie ma też chyba potrzeby, żebym pisała więcej, bo po co się
                                powtarzać właściwie? Napisałam myślę dokładnie co o tym myślę, jak co rozumiem.
                                Nawet przy pomocy takiego samego jak Ty przykładu m.in. Napisałam to też w
                                bezpośrednim komentarzu do artykułu.
                                Nawet jeśli to władza, to jedyna jaką wobec tego, wobec słów z artykułu i tego,
                                co dookoła może mieć kobieta - władza kuchty. Jeśli by ją miała odrzucić, co
                                jest trudne (właśnie owe stereotypy, ale nie tylko!), to dalej jest władza
                                nieukryta, ta zarezerwowana dla facetów. Ale odrzucić to coś, bo dla mnie
                                to nie jest władza. Myślałam, że to jasne.

                                Tak samo jak to, że nie pisałam o sobie, już mówiłam - czytasz? Taka maniera.
                                Nie mam męża, żony, ani teściowej, a taką władzę mam w nosie i proszę mi
                                nie wmawiać, że to jest cuś i coś znaczy, to coś.

                                Nawet jeśli jakieś babki są uciskane przez inne, to potem przejmą pałeczkę, tak?
                                A faceci będą uciskani tak, czy inaczej nie? Czy może władza kobiet polega na
                                uciskaniu innych kobiet, nie wiem, może słabszych, a faceci są na piedestale? Bo
                                dlaczego ta władzuchna jest ukryta? Gdyby baby rządziły wszystkimi, z czego
                                potrzeba ukrycia by miała wynikać? Czyli kimś, a kimś nie. To się pytam, co
                                to za władza? Czyja - czyja realna ta ukryta(niby)?
                                Weź no, że zacytuję.
                                • znana.jako.ggigus jako ze nie pisalam o p. Wladzi, 06.06.09, 13:51
                                  nie widze w Twoich postach odniesienia, argumentow do tego, co ja napisalam.
                                  Dlatego dalsza dyskusja nie ma sensu, niestety, bo wprawdzie autorytarnie
                                  stwierdzasz, ze cos jest tak, ale nie masz potrzeby tego jakos udownodnic, a na
                                  moje argumenty nie reagujesz, stiwerdzasz jedynie znwo, ze A, kiedy ja pisze ze B.
                                  • easz Re: jako ze nie pisalam o p. Wladzi, 07.06.09, 23:49
                                    A choćby to -
                                    "Nawet jeśli jakieś babki są uciskane przez inne, to potem przejmą
                                    pałeczkę, tak? A faceci będą uciskani tak, czy inaczej nie? Czy może
                                    władza kobiet polega na uciskaniu innych kobiet, nie wiem, może
                                    słabszych, a faceci są na piedestale? Bo dlaczego ta władzuchna jest
                                    ukryta? Gdyby baby rządziły wszystkimi, z czego potrzeba ukrycia by
                                    miała wynikać? Czyli kimś, a kimś nie. To się pytam, co to za
                                    władza? Czyja - czyja realna ta ukryta(niby)?"
                                    - plus władza kucharek pośród kucharek?


                                    Sori, Ggigus, ale ja Cię nie rozumiem rzeczywiście. Mam wrażenie, że
                                    gdzieś nam się coś częściowo pokrywa, zazębia i piszemy o tym samym,
                                    a gdzie indziej znów zupełnie rozłazi. Moim zdaniem udowadniam, ale
                                    faktem jest, że autorytarnie stawiam kropkę, bo rzeczywiście nie
                                    bardzo tutaj mam o czym i chcę dyskutować - dla mnie to wszystko o
                                    czym piszemy nie jest ukrytą władzą kobiet, a ukrytą władzą nad
                                    kobietami i przykro mi, pozostanę uparcie w tym miejscu, bez urazy.
                                    • kocia_noga Re: jako ze nie pisalam o p. Wladzi, 08.06.09, 07:59
                                      easz napisała:

                                      dla mnie to wszystko o
                                      > czym piszemy nie jest ukrytą władzą kobiet, a ukrytą władzą nad
                                      > kobietami

                                      Bardzo traqfne sformułowanie - te same panie o którycvh pisze Ggigus
                                      nie mają żadnej nawet minimalnej władzy nad facetami, choćby nie
                                      wiem jak się krzywo patrzyły, szeptały i plotkowały.
                        • easz Re: mieszasz pojecia 05.06.09, 00:52
                          A jeszcze np.

                          > Ukryta wladza kobiet to tez praca wielu mam nad mezami i
                          > malzenstwami synow, wtracanie sie
                          > - No jak tam, dzieciaki, kochaliscie sie dzisiaj? - dzwonila
                          > tesciowa do mojej kumpeli, zadna wnuka.
                          > To jest wladza, tak wychowac sobie syna, ze nie rzuci sluchawka,
                          > albo ze nie zaregauje pare nrow wczesniej.

                          Ok, a kiedy o tym napisałam, to odpowiedziałaś, że to moja sprawa,
                          jak sobie życię ułożę (czy kogoś, jak ktoś), że nie muszę zwracać
                          uwagi na takie dyrdymały - to wreszcie jak?

                          To jest też stereotyp, że to władza.
                          Nie przypadkiem nazywa się takie panie strażniczkami patriarchatu
                          , a o ile wiem, w nim podmiotem nie są kobiety.
                          • znana.jako.ggigus zrozum 05.06.09, 10:28
                            nie ma przymusu kierowania sie paniami z podworka i tesciowymi, mnie sie udalo
                            wyzwolic spod czujnego spojrzenia pan na podworku, moze i Tobie by sie udalo?
                            trzeba sporobowac tylko!
                  • znana.jako.ggigus PS jesli dajesz sie rozliczac 03.06.09, 20:41
                    tescjowej i sasiadce, to juz troche za daleko sprawy poszly.
                    Z moich obserwacji wnyika, ze specyficzyn typ kobiet taka szyja jest.I nie jest
                    to bynajmniej polski fenomen, bo kobiety na calym swiecie sa materialnie zalezne
                    od mezczyzn.
    • tad9 cięki... 01.06.09, 16:38
      ... kretyn...
      • marouder.eu cięki...a na dodatek ciemny.. 02.06.09, 00:14
        ..jak kwit na papę*:)

        * Kwit na papę- za PRL-u dokument stwierdzajacy mozliwosc nabycia przez osobe
        fizyczna papy dachowej!
    • szwagier_gpw Re: Anglik o Polkach 01.06.09, 22:55
      Bardzo fajna wypowiedź. Taka bez żadnych złośliwości, kreatywna, z
      dystansem. Poczułem powiew oceanu, wielkiego świata, wielkich idei i
      szerokich horyzontów. Od razu widać, że autor to postać
      nietuzinkowa, wielkiego formatu. W końcu cudzoziemiec. Też taki
      chciałbym być.

      Muszę wyjechać z Warszawy, chociaż do Siedlec, może do Radomia.
      Już się tutaj duszę. Dokoła sami zawistni, złośliwi, tuzinkowi,
      niedowartościowani ludzie, w tych swoich krótkich spodenkach,
      podkoszulkach na ramiączka i tych pie...nych sandałkach. Mam już
      tego dosyć. Nie daję rady. Dzisiaj poniedziałek, jutro wyjeżdżam. Do
      Londynu przez Radom.

      Gdybym pił, już bym był w monopolowym.
      • corgan1 to może zmien towarzystwo 01.06.09, 23:39
        > Dokoła sami zawistni, złośliwi, tuzinkowi,
        > niedowartościowani ludzie, w tych swoich krótkich spodenkach,
        > podkoszulkach na ramiączka i tych pie...nych sandałkach.

        W styczniu też takich widziałeś? teraz też? Gdzie ty widujesz tych ludzi?
        przecież jest zimno...
      • wen_yinlu Re: Anglik o Polkach 03.06.09, 20:13
        > Dokoła sami zawistni, złośliwi, tuzinkowi,
        > niedowartościowani ludzie, w tych swoich krótkich spodenkach,
        > podkoszulkach na ramiączka i tych pie...nych sandałkach.

        to ja już wolę tradycyjne "białe myszki" ;)
    • easz Re: Anglik o Polkach 05.06.09, 00:43

      Mimo bardzo staroświeckich ról społecznych związanych z płcią,
      które kojarzyły mi się z latami 50. na Zachodzie - mężczyźni macho,
      a panie piękne, ale powołane do gotowania, raczej należało im dawać
      kwiaty, niż dyskutować z nimi na poważne tematy. Miałem wrażenie, że
      kobiety się z tym zgadzają, jednak wiedzą swoje.


      Co swoje wiedzą? No nic innego jak to, że baba może mieć tylko
      władzę
      wśród swoich, sobie podobnych, w nurcie babskim, a nie w
      nurcie głónym. Jeśli już, to autor pisze o dwóch rodzajach władzy, i
      cóż, można je sobie porównać, bo układa je obok - tu Polki z ukrytą,
      jak mówi, a tu te wszystkie Colette, Putti i Woolf, o których mówi z
      niekłamanym podziwem, fascynacją, czyli zupełnie inaczej, niż o
      barbarzynkach
      Polkach, mimo drobnych kurtuazji pod ich adresem,
      wiadomo.

      Mówię o pisaniu w jego imieniu, bo interesuje mnie, czy twoim
      zdaniem istnieje męski styl literacki albo kobiecy . To jest coś, co
      próbuję odrzucać. Tradycjonaliści zawsze znajdą sposób, żeby ci
      udowodnić, że piszesz jak kobieta albo jak mężczyzna. Ale wystarczy
      wrócić do Virginii Woolf, która w 'Falach' negowała pomysł, że
      kobiety powinny być rozmarzone, a mężczyźni bezpośredni. Pamiętam,
      kiedy pokazałem komuś na uniwersytecie moje opowiadania,
      usłyszałem: 'James, masz bardzo kobiecą wyobraźnię'.


      A to jest to, co kiedyś pisałam, że mówiła m.in. Filipiak, ale tutaj
      autor to spłycił, przekręcił? trochę - chodziło o 'inny trening
      kulturowy' kobiet i przez to np. inne widzenie, postrzeganie przez
      nie świata i co za tym idzie.

      Jednak wydaje mi się, że bardziej wartościowe jest łamanie
      granic, co łączy się z tym, jak żyły Putti albo Stein. Podążanie
      ponad rolami, które zostały narzucone, choćby przez pochodzenie albo
      najstarsze, tradycyjne koncepcje tożsamości płciowej.


      I Filipiak właśnie o tym mówiła (za kimś), o to jej chodziło - że
      nie da się tego zrobić, jeśli najpierw się nie nazwie problemu, nie
      nazwie podziału i przyczyn, dlaczego był/jest, nie przerobi i nie
      odczaruje na wszelkie sposoby. No bo jak coś łamać, przekraczać
      bariery, kiedy ich niby nie ma, albo się udaje, że nie ma, że można
      to od razu przeskoczyć? Autor trochę niekonsekwentny jest? Pisanie -
      męska domena, a pisanie – męskie - to nie jest ze sobą związane/nie
      było? Czy o to mu chodzi? nie rozumiem.

      Zmagała się z teorią 'tak czy inaczej, mężczyźni wszystkim
      trzęsą'.


      Czyli co, nie ma ukrytej władzy kobiet jednak?

      Chodzi w nich o świadome rozbijanie różnic męsko-damskich,
      nieuznawanie granic, powodowanie zamieszania wokół nich.


      Otóż to! Ale jakaś baza wokół której się działa wciąż i wciąż jest?

      Asertywna, współczesna polska kobieta. Oczywiście niektórym się
      to nie spodobało, woleliby, żeby Marta złamała się, rozpadła, stała
      się histeryczna. Jedna z polskich recenzji oskarżała ją o uciekanie
      od rodziny, polskiej tożsamości. Żadna z tych rzeczy nie jest
      prawdą, ona tylko odkrywa, co jest dla niej ważne.


      Trzeba będzie przeczytać;)


      Jeśli w ogóle wypada szukać czegoś dobrego w tym wszystkim,
      wydaje mi się, że Polki są wyjątkowo silne, bo musiały znaleźć
      sposoby na to, jak radzić sobie z męską dominacją. Istnieje teraz
      niebezpieczeństwo przesadzenia w drugą stronę - feminizm polegający
      na tym, że mężczyzn się nienawidzi.


      No dobrze, tylko skąd niby to się nagle miałoby wziąć?

      Barnes, Mansfield, Colette, dorzuciłbym jeszcze Jean Rhys,
      posługiwały się ciętym humorem, były więcej niż zdolne do tworzenia
      trafnych zdań, zabójczych fraz. Dorothy Parker również. Nie
      wybierały prostego rozwiązania, które polega na opisywaniu
      wszystkich mężczyzn jako drani.


      A Orzeszkowa tak? Pytanie, dlaczego polskie pisarki nie pisały
      posługując się ciętym humorem itd? jeśli nie pisały, oczywiście.


      Istnieje twoim zdaniem współczesna literatura feministyczna?

      Dużo się zmieniło od czasów Cixous. Teraz zamiast o tożsamości
      płciowej mówi się o tożsamości kulturowej, to już nie jest tak
      proste jak opozycja męskie - kobiece. Na Zachodzie nie ma już
      potrzeby poznawania jako czegoś nowego, powiedzmy, 'Miejsca dla
      kobiet' Marilyn French, choć dobrze jest wciąż czytać 'The Golden
      Notebook' Doris Lessing. Prace z lat 70., 80., 90. - od ruchu
      wyzwolenia do feminizmu - to dowód na zrealizowanie wielu
      feministycznych celów w literaturze. Pomogły wydawnictwa The Women's
      Press, Virago, również The Orange Prize. Do tego gender studies,
      kobiece studia na większości uniwersytetów. Kobieca literatura, jak
      ja ją postrzegam, istnieje dziś na równi z męską. Jasne, trwa walka,
      żeby wzmacniać sukces feminizmu, rozbić szklany sufit nad kobietami
      raz na zawsze w znaczeniu ekonomicznym. Jeśli chodzi o literaturę,
      istnieje cały męski kanon, który należałoby zrównoważyć, nie
      wspominając o codziennej walce o władzę wewnątrz języka. Polski
      wydaje mi się bardzo patriarchalny.


      Język i literatura, daleka droga przed nami. A Notatnika jak nie
      było po polsku, tak nie ma...


      Gdzie powinno się pisać o feminizmie? Gdzie jest jego miejsce?

      W powieściach, duchowych biografiach, w 'Wysokich Obcasach'. Przede
      wszystkim w praktyce. 'Baw się tym albo to wyśpiewaj' - mówiła
      Cixous. Chodzi o zachowanie, drogę, sposób życia.


      Dosyć to enigmatyczne...
    • dziewice niezle 13.06.09, 23:35
      • dziewice chociaz to jak odkrycie bigosu od nowa 13.06.09, 23:36
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka