Dodaj do ulubionych

Mit parytetu

29.06.09, 19:34
"Mit o demokratyzacji polityki na skutek udziału w niej kobiet na równych z mężczyznami prawach owocuje mityczną córką – mitem parytetu mającego zapewnić kobietom równość polityczną. Współcześnie uważa się, że parytet, zwiększając udział kobiet we władzy, automatycznie zmniejszy dyskryminację kobiet. Jak wskazuje przykład parlamentu poprzedniej kadencji, ilość nie przekłada się automatycznie na jakość. Najwięcej kobiet wprowadziła do parlamentu Liga Polskich Rodzin, o której reprezentantkach nie można powiedzieć by działały na rzecz zmniejszenia czy zniesienia dyskryminacji ze względu na płeć – bardziej adekwatne jest określenie „kobiety przeciwko kobietom”. Analiza dokonań parlamentarzystek poprzednich kadencji pokazuje, że samo bycie kobietą nie sprawia bynajmniej reprezentowania kobiet jako takich. Parlamentarna krytyka np. projektu ustawy o równym statusie odbywała się także głosami skrajnie antyfeministycznych polityczek."
Obserwuj wątek
    • bene_gesserit Re: Mit parytetu 29.06.09, 19:52

      Cytujac warto podac autorke albo link do wypowiedzi.

      A Fuszara, a za nia Desperak, jakos nie zauwazyly, ze jesi chodzi o
      element ludzki w Samoobronie, to i mezczyzni z tej partii nie byli,
      ekhem, orlami intelektu czy chocby zdrowego rozsadku. Rownie dobrze
      moglby napisac 'obecnosc meskiej czesci czlonkow tej partii w
      organach rzadowych i ustawodawczych jasno pokazuje, ze parytety
      winny byc wprowadzone'. Kula w plot po prostu.
      • bugmenot2008_2 No właśnie nie kulą w płot. 29.06.09, 20:44
        No właśnie nie kulą w płot. Po prostu autorka pokazuje, że bardziej istotne jest, na jaką partię i na jakich ludzi głosujemy, a nie to, jakiej ci ludzie są płci. Zresztą co - słucham - dało kobietom z Warszawy to, że prezydentem Warszawy jest kobieta? A to przecież nie 30%, ani nawet nie 50%, ale 100% kobiet na stanowisku.

        Obawiam się, że jeżeli feministki chciałyby realizacji swych postulatów poprzez parytety, to parytety te powinny wyglądać następująco: 50% sejmu - kobiety z partii ZieloniIleśtam, 50% dla reszty. Każdy inny parytet da tyle co i nic.
        • bene_gesserit Re: No właśnie nie kulą w płot. 29.06.09, 20:48

          Sto procent, czyli jedna? Eeee... No - jakby tak patrzec, to
          zadnego problemu z takim powiedzmy sejmem nie ma, bo w takim razie
          mamy tam nie kilka, ale kilkaset procent kobiet :))))
          • bugmenot2008_2 Procent, czyli odsetek 29.06.09, 20:52
            pl.wikipedia.org/wiki/Procent
            • bene_gesserit Re: Procent, czyli odsetek 29.06.09, 22:17
              Nastepnym razem, kiedy uzyje sarkazmu w poscie do ciebie, zaznacze
              to jakos czytelnie.
              • bugmenot2008_2 Ty zaczęłaś. 29.06.09, 22:28
                Ty zaczęłaś. To, że 100% osób na stanowisku prezydenta stanowi w rzeczywistości jedną osobę, również było raczej oczywiste, a Ty jęłaś to wszystkim objaśniać, tłumaczyć i przekuwać w dosłowność. Co mi pozostało, poza zdefiniowaniem procentu?
              • saszenka2 Re: Procent, czyli odsetek 30.06.09, 01:30
                Na pewno warto weryfikować kandydatów i patrzeć na ich poglądy, bo
                np. Nelli Rokita, choć jest kobietą, raczej równości kobiet nie
                promuje. Jak na razie kompromituje się i lekceważy problem
                bezpłodności. Zamiast niej wolałabym ujrzeć inną posłankę, której
                sprawy kobiet są bliższe, ale mając do wyboru mężczyznę o
                prorównościowych poglądach i Nelli, to wybrałabym tego mężczyznę.
                Myślę, że najlepszym rozwiązaniem byłby obowiązkowy parytet na
                listach wyborczych, każdej z partii, a ile kobiet i mężczyzn
                zostanie wybranych, to by się okazało, ale mężczyźni i kobiety
                mieliby jednakowe szanse znaleźć się w Sejmie.
                • dzikowy Re: Procent, czyli odsetek 03.07.09, 02:14
                  Właśnie wracam z imprezy gdzie nerdów i geeków było zatrzęsienie.
                  Wnioski z ankiet:
                  1. Dziewczyn na kierunkach "męskich" przybywa lawinowo rok po roku.
                  2. Dziewczyny na kierunkach "męskich" nie życzą sobie żadnych
                  preferencji przy rekrutacji, bo dostać się to betka przy utrzymaniu
                  się do końca.
                  3. Cała kupa fizyków, matematyków i innych nie mających z ułamkami
                  problemów wyśmiała koncepcję parytetów, ale teoretycznie możliwe do
                  policzenia są parytety na listach wyborczych dla każdej z grup, które
                  czują się niedoreprezentowane jednocześnie. Wyniki wyborów pół roku
                  po głosowaniu.
                  • six_a Re: Procent, czyli odsetek 03.07.09, 02:51
                    ziew, dzikowy. jakby opinia geeków i nerdów modlących się do kapitana kirka,
                    miała jakieś znaczenie. niech tam sobie przeliczają parytety dla łysych, zawsze
                    to jakieś zajęcie po zjeździe krajowym, nie?

                    może chcesz przepis na krówkę? bo jakiś niedocukrzony chyba jesteś?
                    • dzikowy Re: Procent, czyli odsetek 03.07.09, 03:15
                      Podaj mi proszę, z pierwszej ręki, informacje o sytuacji kobiet (i
                      samych kobiet, wśród g. i n. są nie tylko faceci, co roku lepiej w
                      proporcjach) na studiach powiązanych ze środowiskami s-f. W ogóle
                      mało Cię obchodzi jak widzę. Masz sobie cel i kil w odbyt nawet
                      zainteresowanym przeciwniczkom, Ty go będziesz realizować. Powtarzam
                      - studentki fizyki parytetów nie chcą i umieją to policzyć :P
                      • six_a Re: Procent, czyli odsetek 03.07.09, 16:40
                        jakie to są studia powiązane z sci-fi?

                        no, jak już czytałeś z tych pierwszych rąk, to powiedz jeszcze dlaczego nie
                        chcą? bo je to obraża jako kobiety czy bardziej bo nie przyjęto by wszystkich
                        jak leci?

                        poza tym hmmm, tym studentkom parytet już chyba niepotrzebny, prawda?
                    • black-emissary Re: Procent, czyli odsetek 03.07.09, 10:48
                      six_a napisała:
                      > jakby opinia geeków i nerdów modlących się do kapitana kirka,
                      > miała jakieś znaczenie.

                      Bo w temacie rekrutacji na ścisłe kierunki znaczenie ma tylko opinia feministek!
                      Ziew.
                      • six_a Re: Procent, czyli odsetek 03.07.09, 16:31
                        > Bo w temacie rekrutacji na ścisłe kierunki znaczenie ma tylko opinia feministek
                        > !
                        > Ziew.

                        nie, bo cała ta wypowiedź jest żartobliwą w treści aluzją do jednego tekstu
                        dzikowego na temat ziewania i przepisów, czego nawet sam dzikowy nie musiał
                        skojarzyć, a Ty to już w ogóle.

                        i dlaszego tylko na kierunki ścisłe? ja chcę parytetów w pielęgniarstwie i na
                        dietetyce takoż. coś nie pasuje?
        • bene_gesserit Re: No właśnie nie kulą w płot. 29.06.09, 22:29

          A wracajac do tematu.

          Nalezy przeprowadzic podstawowe rozroznienie miedzy warunkiem
          koniecznym, a wystarczajacym. Parytet to warunek konieczny, ale nie
          wystarczajacy. Nikt przy zdrowych zmyslach, wliczajac w to autorke
          cytowanego przez ciebie artykulu jak widac, nie sadzi, ze sam
          parytet z siebie sprawi cud. To jest element całego repertuaru
          dzialan mających słuzyc realizacji postulatów feministycznych.
          Równie istotne jest kształtowanie treściowo określonych postaw,
          przekonan itp.

          Po drugie, nie bardzo rozumiem ten caly szum wokol idei: parytety w
          naszym wstecznym i prowincjonalnym kraju nam nie groza, wiec po co
          te histeryczne piski antyparytetowcow.

          Po trzecie - czego tak zajadle bronic? Czy powaznie Sejm
          zdominowany przez idywidua typu finalisci Big Brothera, byli
          sportowcy o iq purchawki, mierni ale wierni dzialacze bez
          odpowiedniego przygotowania na kontakt ze strukturami wladzy
          (wliczajac w to wyksztalcenie, obycie i np znajomosc jezykow
          obcych) jest tak zachwycajacy? Jest czego bronic Rejtanem?
          • bugmenot2008_2 Re: No właśnie nie kulą w płot. 29.06.09, 22:37
            Jak to nie grożą, skoro właśnie min. Kudrycka planuje wprowadzić parytet w
            radach naukowych?

            I jest czego zajadle bronić, ponieważ przypominam raz jeszcze, że mowa jest o
            parytetach w nauce i radach nadzorczych. A w Sejmie to tak zajadle bym nie
            bronił, bo tam i tak zmiany mogą być tylko na lepsze.
          • black-emissary Re: No właśnie nie kulą w płot. 29.06.09, 22:48
            bene_gesserit napisała:
            > Po trzecie - czego tak zajadle bronic?

            Zdrowego rozsądku!
            • bene_gesserit Re: No właśnie nie kulą w płot. 29.06.09, 22:59
              good girl
              • black-emissary Re: No właśnie nie kulą w płot. 29.06.09, 23:27
                Głupie.
                • easz Re: No właśnie nie kulą w płot. 30.06.09, 00:44
                  Smutne.
                  • black-emissary Re: No właśnie nie kulą w płot. 30.06.09, 10:32
                    Głupota zwykle jest smutna.
                    • kocia_noga Re: No właśnie nie kulą w płot. 30.06.09, 14:46
                      black-emissary napisała:

                      > Głupota zwykle jest smutna.
                      >

                      Ależ skąd, pewna siebie i zadowolona.
                      Mądrość ludowa reprezentujaca ceniony przez ciebie zdrowy rozsądek
                      właśnie głupocie przypisuje brak smutku.
                      • black-emissary Re: No właśnie nie kulą w płot. 30.06.09, 15:01
                        kocia_noga napisała:
                        > Ależ skąd, pewna siebie i zadowolona.
                        > Mądrość ludowa reprezentujaca ceniony przez ciebie zdrowy rozsądek
                        > właśnie głupocie przypisuje brak smutku.

                        Smutna jest z drugiej strony.
          • easz Re: No właśnie nie kulą w płot. 30.06.09, 00:44
            bene_gesserit napisała:

            > Po drugie, nie bardzo rozumiem ten caly szum wokol idei: parytety
            > w naszym wstecznym i prowincjonalnym kraju nam nie groza, wiec po
            > co te histeryczne piski antyparytetowcow.

            Jak to nie ma parytetu? Jest, od zawsze można powiedzieć, na
            odwyrtkę, tylko jakoś nie przeszkadza to zbyt wielu, jak widać.

            > Po trzecie - czego tak zajadle bronic? Czy powaznie Sejm
            > zdominowany przez idywidua typu finalisci Big Brothera, byli
            > sportowcy o iq purchawki, mierni ale wierni dzialacze bez
            > odpowiedniego przygotowania na kontakt ze strukturami wladzy
            > (wliczajac w to wyksztalcenie, obycie i np znajomosc jezykow
            > obcych) jest tak zachwycajacy? Jest czego bronic Rejtanem?

            Ano, też już o tym wspominałam. Miernota się pleni obok sensownych
            ludzi, widocznie tylko taki był ten osławiony demokratyczny wybór...
    • benek231 Re: Mit parytetu 29.06.09, 20:22
      bugmenot2008_2 napisał:

      OK, moze najpierw odniose sie do zaprezentowanej tresci, a pozniej spytam o
      pochodzenie tego cytatu :)

      > "Mit o demokratyzacji polityki na skutek udziału w niej kobiet na równych z
      mężczyznami prawach owocuje mityczną córką – mitem parytetu mającego zapewnić
      kobietom równość polityczną.

      * Na reprezentatywnosci kobiet, dzieki kobietom, w polityce demokracja moze
      jedynie zyskac. To nie jest zaden mit. Odrebnym zagadnieniem jest wszakze
      dochodzenie do wlasciwej reprezentacji. Autor wypowiada sie niezwykle
      autorytatywnie co do owego "mitu", choc w najlepszym przypadku gloszona
      mitycznosc stoi pod znakiem zapytania, jako, ze autor po prostu nie moze tego
      wiedziec.




      "Współcześnie uważa się, że parytet, zwiększając udział kobiet we władzy,
      automatycznie zmniejszy dyskryminację kobiet."

      * Nie zauwazylem by tak sie uwazalo. "Uwaza sie" natomiast, ze parytet w
      parlamencie bedzie pomocny w wyeliminowaniu dyskryminacji kobiet znacznie
      szybciej niz status quo.

      "Jak wskazuje przykład parlamentu poprzedniej kadencji, ilość nie przekłada się
      automatycznie na jakość. Najwięcej kobiet wprowadziła do parlamentu Liga
      Polskich Rodzin, o której reprezentantkach nie można powiedzieć by działały na
      rzecz zmniejszenia czy zniesienia dyskryminacji ze względu na płeć – bardziej
      adekwatne jest określenie „kobiety przeciwko kobietom”. Analiza dokonań
      parlamentarzystek poprzednich kadencji pokazuje, że samo bycie kobietą nie sprawia
      bynajmniej reprezentowania kobiet jako takich. Parlamentarna krytyka np.
      projektu ustawy o równym statusie odbywała się także głosami skrajnie
      antyfeministycznych polityczek."

      * Oczywiscie, ze ilosc nie przeklada sie na jakosc - przy czym jakosc to pojecie
      wzgledne - chyba, ze ze mowimy o kobietach z LPR. Tamte sa dokladnie takie jak
      chcialby M.Giertych - wsteczne i klerkalne. Nie sadze zatem, czy to jest ta
      jakosc o ktora chodzi oredowniczkom parytetow. Niewatpliwie zyczylyby sobie one
      jakosci w rodzaju Graff, czy Srody - czego i ja serdecznie im zycze.
      Zastrzegajac, ze moje zyczenia nie maja mocy sprawczej.
      Zalozmy jednakze, iz polowa parlamentarnych stolkow rozglosowana zostala
      pomiedzy kandydatki a te przydzielone do poszczegolnych partii - zgodnie z
      iloscia oddanych na nie glosow na poszczegolnych listach. Powiedzmy przy tym, ze
      i wtedy przewage w reprezentantkach bedzie mial LPR itp. Zatem mnie osobiscie,
      jak i pani Srodzie, taki wynik bardzo nie bedzie odpowiadal niemniej jako grupa
      kobiety beda wtedy nalezycie reprezentowane. Zwlaszcza, ze to reprezentantki, a
      nie reprezentanci, najlepiej rozumieja i czuja problemy kobiece. Kazda po
      swojemu i czesto bardzo odmiennie, ale niemniej.
      Mysle, ze wladza ludu bedzie blizsza idealu.
      • black-emissary Re: Mit parytetu 29.06.09, 22:54
        benek231 napisał:
        > Mysle, ze wladza ludu bedzie blizsza idealu.

        Postuluję więc wprowadzić także parytety dla poszczególnych grup wiekowych jak i dla rolników, rzemieślników, magistrów, inżynierów, ludzi po zawodówce i każdej innej możliwej grupy, bo w końcu nikt tak jak cyklista nie zrozumie cyklisty.
        Może kiedyś w ramach demokracji bezpośredniej :).
        • benek231 Re: Mit parytetu 29.06.09, 23:06
          Mysle, ze przeginasz :)

          Wsolczesna demokracja reprezentatywna z grubsza polega na... reprezentacji
          poszczegolnych grup interesow. Powyzsze ma w jakims tam wymiarze miejsce we
          wszystkich wspolczesnych liberalnych demokracjach, przy czym nawet typowo kbiece
          interesy "wiekszej polowy" populacji kazdej z tych demokracji (przynajmniej
          teoretycznie) reprezentowane sa przez facetow, ktorzy zazwyczaj nie czuja o co
          biega. Reprezentuja bo specjalisci od ankiet informuja ich o mozliwej utracie
          glosow obywatelek, badz ich zyskaniu. Tak naprawde, bardzo czesto, majac te
          interesy gdzies. Gdybym byl kobieta to wolalbym aby moj reprezentant jedna "czul
          ten blues", zamiast nie...

          Popatrz na polski Parlament i pokaz mi prosze reprezentantow przekladajacych sie
          na zenski elektorat.
          • dzikowy Re: Mit parytetu 29.06.09, 23:22
            > Popatrz na polski Parlament i pokaz mi prosze reprezentantow przekladajacych si
            > e
            > na zenski elektorat.

            A lewicowy, a niepełnosprawny, a areligijny i ateistyczny, a... Czemuż to płeć
            jest nadrzędna niby wobec powyższych? Chcecie czuć bluesa, namówcie Hołdysa do
            kandydowania.
            • benek231 Re: Mit parytetu 30.06.09, 00:35
              dzikowy napisał:

              * > Popatrz na polski Parlament i pokaz mi prosze reprezentantow przekladajacych
              sie na zenski elektorat.
              >
              > A lewicowy, a niepełnosprawny, a areligijny i ateistyczny, a... Czemuż to płeć
              jest nadrzędna niby wobec powyższych? Chcecie czuć bluesa, namówcie Hołdysa do
              kandydowania.
              ====
              * I znow ecie pecie... To Holdys jest plci zenskiej?
              • dzikowy Re: Mit parytetu 30.06.09, 01:50
                Hołdys był żartem. Nie odpowiedziałeś mi na pytanie. Czemu pozostałe kryteria
                "grupy wpływów" mają być wybierane demokratycznie, a kategoria płeć ma być
                narzucona?
                • easz Re: Mit parytetu 30.06.09, 02:29
                  dzikowy napisał:

                  > Czemu pozostałe kryteria "grupy wpływów" mają być wybierane
                  > demokratycznie, a kategoria płeć ma być narzucona?

                  Grupy wpływów? Nawet jeśli w "", to jeśli o to chodzi, to zaczynam
                  rozumieć;)

                  Kategoria płeć nie ma być narzucana, tylko Ty wciąż nie możesz tego
                  zrozumieć. Teraz jest narzucana.
                  • dzikowy Re: Mit parytetu 30.06.09, 02:36
                    Poproszę paragraf.
                    • bene_gesserit Re: Mit parytetu 30.06.09, 02:43
                      Paragraf na zjawisko spoleczne? Glupi jakis?
                      • dzikowy Re: Mit parytetu 30.06.09, 02:48
                        Ale w drugą stronę paragraf ma się pojawić, czyli uprawomocni się zjawisko
                        społeczne z dupy strony. Głupie jakieś.
                        • bene_gesserit Re: Mit parytetu 30.06.09, 02:50

                          Glupie to by bylo obrazanie sie na rzeczywistosc i nie dostrzeganie
                          tego, czego sie dostrzegac nie chce, nawet jesli to kogos boli.
                          • dzikowy Re: Mit parytetu 30.06.09, 19:04
                            Nie bolą Cię grupowe zwolnienia? Nie boli problem z dostępem do usług
                            medycznych? Głodujący emeryci?
                            • black-emissary Re: Mit parytetu 30.06.09, 19:17
                              dzikowy napisał:
                              > Nie bolą Cię grupowe zwolnienia? Nie boli problem z dostępem do usług
                              > medycznych? Głodujący emeryci?

                              Tylko zwolnienia w przedszkolach, dostęp do ginekologów i problemy emerytek.
                              Jeżeli ktoś wychodzi z założenia, że nie sposób przejmować się problemami nieswojej grupy społecznej to zapewne sam tak właśnie do rzeczywistości podchodzi.
                              • six_a Re: Mit parytetu 01.07.09, 00:59
                                >Jeżeli ktoś wychodzi z założenia, że nie sposób przejmować się >problemami
                                nieswojej grupy społecznej to zapewne sam tak właśnie do >rzeczywistości podchodzi.

                                a Ty, black, mówisz to z pozycji osoby, która nie przejmuje się swoją, a
                                przejmuje się nieswoją czy też może osoby, która nie przejmuje się ani swoją,
                                ani nieswoją?

                                generalnie ludzie, którzy dostrzegają problemy u siebie, dostrzegają je także
                                gdzie indziej. natomiast jeśli ktoś twierdzi, że nie ma problemu wspominanych
                                już brakujących przedszkoli, wydłużania urlopów macierzyńskich w nieskończoność
                                i tak dalej, to nawet jak będzie najgłośniej piał o emerytach i rencistach, to i
                                tak staje się mało wiarygodny jakby. oczywiście, mężczyźni też mogą
                                reprezentować kobiety czy tam kwestie stricte kobiece, ale ponieważ dotychczas
                                średnio im to wychodzi, należałoby spróbować czegoś nowego.

                                co do reprezentacji w sejmie i kwestii aborcji, proponuję np. zgłębić, jak prawo
                                aborcyjne wprowadzono np. we francji i czyja to była zasługa. w każdym razie
                                panowie parlamentarzyści w słynnej debacie po wystąpieniu Simone Veil (74 rok)
                                wcale nie byli mili i empatyczni, a sama debata przypominała momentami agresywną
                                burdę.


                                OT: tak mi się akurat skojarzyła z wersją aborcji popularnej ostatnio i
                                wpływowej półtawskiej, co ciekawe obie mają przeszłość obozów koncentracyjnych
                                za sobą, a światopoglądy kompletnie inne im się rozwinęły.
                                • benek231 Re: Mit parytetu to nie zaden mit :O)) 01.07.09, 01:27
                                  six_a napisała:

                                  > >Jeżeli ktoś wychodzi z założenia, że nie sposób przejmować się >problemami
                                  nieswojej grupy społecznej to zapewne sam tak właśnie do >rzeczywistości podchodzi.
                                  ===
                                  Zauwazylem, ze Black zazwyczaj staje okoniem wobec feministycznych postulatow.
                                  Zupelnie jakby pisala prace w tej dziedzinie, a chciala zmusic dyskutantow do
                                  wspinania sie na wyzyny - w celu pozyskania dobrych argumentow... na rzecz
                                  feministycznych celow. :O))

                                  W poscie za linkiem, i nie tylko naswietlilem juz nieco parytety od strony
                                  dodania do demokracji.


                                  forum.gazeta.pl/forum/w,212,97259091,97273601,Parytet_moze_tylko_poprawic_demokracje_O_.html
                                  >
                                  >
                                  Osobiscie nie widze istotnych powodow dla ktorych parytety nie moglyby byc
                                  wdrozone. Oczywiscie widze powody dla ktorych wdrozone nie zostana.

                                  Zatem razem z mezczyznam bedziecie mialy 100% miejsc w Sejmie. Partie polityczne
                                  wystawiac beda meskich i zenskich kandydatow, przy czym odtad nie beda juz
                                  wzbraniac sie przed wyszukiwaniem kobiet kandydatek. Na podstawie wynikow w
                                  wyborach, w poszczegolnych okregach, kazda partia zyska X reprezentantek oraz Y
                                  reprezentantow. W sumie reprezentantki zloza sie na pule 50% miejsc w Sejmie.
                                  Czy widzisz gdzies jakas trudnosc? Bo ja zdecydowanie NIE.

                                  Jak juz zaznaczylem w poscie za linkiem kobiety, podobnie jak mezczyzni do tej
                                  pory i odtad, glosowac beda nad poszczegolnymi projektami legislacyjnmi wedlug
                                  wlasnego uznania oraz w swietle partyjnych interesow - gdzie problem. Oczywiscie
                                  Sroda glosowac bedzie inaczej niz Sobecka nad propozycja spuszczenia w kanal
                                  aktualnego prawa antyaborcyjnego, ale to jest wlasnie demokracja. Wygrywa ten
                                  kto ma wiecej glosow.

                                  Jesli idzie o demokracje to ona zyskuje z cala pewnoscia, albowiem kobiety beda
                                  w koncu wlasciwie, bo proporcjonalnie, reprezentowane przez inne kobiety. I
                                  wlasnie to jest najbardziej istotne projekcie wprowadzenia parytetow - by
                                  kobiety nie byly reprezentowane przez mezczyzn gdyz wtedy nie sa reprezentowane.
                                  A w demokracji chodzi nie tylko o to by brac udzial w procesie politycznym, ale
                                  i o to by miec wplyw na wyniki tego procesu.
                                  W komunie obywatele takze glosowali, a komuna i tak robila co chciala. Podobna
                                  historia z iranskimi ajatollachami.
                                  • black-emissary Re: Mit parytetu to nie zaden mit :O)) 01.07.09, 01:44
                                    benek231 napisał:
                                    > Zauwazylem, ze Black zazwyczaj staje okoniem wobec feministycznych postulatow.

                                    Black "staje okoniem" wobec wszystkiego, co mi się nie podoba. Np. feministyczne
                                    sprzeczności, upór w pogłębianiu różnic między płciami czy przedziwna potrzeba
                                    umniejszania jednostkowej odpowiedzialności.

                                    > Osobiscie nie widze istotnych powodow dla ktorych parytety nie moglyby byc
                                    > wdrozone.

                                    forum.gazeta.pl/forum/w,212,97273597,97273597,Kretynizm_parytetow_.html
                                    > Jesli idzie o demokracje to ona zyskuje z cala pewnoscia, albowiem kobiety beda
                                    > w koncu wlasciwie, bo proporcjonalnie, reprezentowane przez inne kobiety.

                                    I znowu kółeczko - dlaczego kobieta musi być reprezentowana przez kobietę?
                                    • benek231 Re: Mit parytetu to nie zaden mit :O)) 01.07.09, 02:10
                                      black-emissary napisała:
                                      >
                                      > I znowu kółeczko - dlaczego kobieta musi być reprezentowana przez kobietę?
                                      ======
                                      A kto Ci powiedzial, ze musi?

                                      Uwazam natomiast, ze powinny a to nie to samo co musi. Ja tak uwazam i podalem
                                      argumenty na poparcie. Ty uwazasz inaczej a nie wysililas sie najmniejszy, bo
                                      tych w rodzaju "a u was bija Murzynow" oczywiscie nie biore pod uwage.
                                      Ba, oprocz mnie o parytetach ma podobne zdanie cala masa zupelnie obcych i
                                      ludzi, wic tym bardziej nie sadze bym mial obowiazek tlomaczenia sie przed Toba
                                      (dlaczego kobiety a nie emeryci) :O))

                                      Jesli uwazasz, ze to emeryci a nie kobiety, to przeciez nic nie stoi na
                                      przeszkodzie bys do spolki z Dzikowym rozkrecila kampanie na rzecz parytetow dla
                                      emerytow. Musisz tylko zdecydowac czy dla emerytow plci obojga czy tez jedynie
                                      jednaj z nich. Albo i nie musisz - musi to na Rusi :) Ze swej strony obiecac Ci
                                      moge, ze nie bede dociekal dlaczego dla emerytow a nie np. najmlodszej grupy
                                      wiekowej. Walczysz z tymi parytetami tak jakby nie byla to dyskusja sobie a
                                      muzom, w sumie - jakby nasza dyskusji na F.F. to byc albo nie byc dla parytetow
                                      w realu.
                                      Przeciez duza dziewczynka jestes... :)
                                      • black-emissary Re: Mit parytetu to nie zaden mit :O)) 01.07.09, 20:35
                                        Twoje "argumenty" niestety ograniczają się do "tak bo tak".

                                        Proszę o jasną i prostą odpowiedź na pytanie: dlaczego kobietę może... wróć... powinna reprezentować kobieta?
                                        Od razy zaznaczę - odpowiedź "bo mężczyźni do tej pory robili to marnie" nie jest żadną odpowiedzią.
                                        I przy okazji - czy uważasz, że Ciebie powinien reprezentować mężczyzna?

                                        Bez tego wyjaśnienia dalsza dyskusja jest bezsensowna.

                                        PS. I proszę o wskazanie gdzie niby piszę cokolwiek o biciu Murzynów.
                                  • dzikowy Re: Mit parytetu to nie zaden mit :O)) 01.07.09, 01:45
                                    Oczywisci
                                    > e
                                    > Sroda glosowac bedzie inaczej niz Sobecka nad propozycja
                                    spuszczenia w kanal
                                    > aktualnego prawa antyaborcyjnego, ale to jest wlasnie demokracja.
                                    Wygrywa ten
                                    > kto ma wiecej glosow.

                                    + odpowiednią płeć. Sam sobie przeczysz

                                    > Jesli idzie o demokracje to ona zyskuje z cala pewnoscia, albowiem
                                    kobiety beda
                                    > w koncu wlasciwie, bo proporcjonalnie, reprezentowane przez inne
                                    kobiety.

                                    Chyba traci, skoro demokracja polega na wyborze na podstawie ilości
                                    głosów (o czym sam wcześniej piszesz), a nie proporcjonalności? To
                                    nie Komisja Europejska, swoją drogą krytykowana za brak
                                    demokratycznej formuły wyboru komisarzy.
                                    • benek231 Re: Mit parytetu to nie zaden mit :O)) 01.07.09, 02:16
                                      Proponuje abys, gdy wstajesz w nocy na siusiu , nie dreptal po omacku do
                                      komputera - w wiadomym celu. Poczekaj dorana. Przeczytaj jeszce ze dwa razy,
                                      zastanow sie, i odpowiedz mi jeszcze raz. Aktualnie postawiles mi stek
                                      absurdalnych zarzutow - zupelnie jakbys nie byl w stanie zrozumiec tego co
                                      napisalem.

                                      Co wiecej, ja Ci to juz dwa razy napisalem, i Ty wczesniej nie wnosiles pretensji.
                                      • dzikowy Re: Mit parytetu to nie zaden mit :O)) 01.07.09, 02:35
                                        Aktualnie postawiles mi stek
                                        > absurdalnych zarzutow - zupelnie jakbys nie byl w stanie zrozumiec
                                        tego co
                                        > napisalem.

                                        Nie ma czego rozumieć. Próbujesz naruszanie mechanizmów
                                        demokratycznych uzasadnić ich obroną, a postawioną tezę traktujesz
                                        jako argument dla uzasadnienia tej tezy - kobiety powinny być
                                        reprezentowane proporcjonalnie, bo powinny być reprezentowane
                                        proporcjonalnie - typowy błąd idem per idem.
                                        Przypomina mi się Jarek K., który po przegranych wyborach stwierdził,
                                        że to wina młodzieży, że poszła do wyborów. Gdyby jak zwykle zostali
                                        w domu, to wynik byłby inny. Polacy wybierają jak wybierają i wara Ci
                                        od tego, podobnie jak mi, Bene, Black, Sixie, Brufordowi i całej
                                        ferajnie tu zebranej. Na tym właśnie polega demokracja, nie ma
                                        modyfikowaniu kryteriów, żeby na pewno dostali się "nasi" (tutaj
                                        "nasze").
                                        • benek231 Re: Mit parytetu to nie zaden mit :O)) 01.07.09, 04:30
                                          dzikowy napisał:

                                          * Aktualnie postawiles mi stek absurdalnych zarzutow - zupelnie jakbys nie byl
                                          w stanie zrozumiec tego co napisalem.
                                          >
                                          > Nie ma czego rozumieć. Próbujesz naruszanie mechanizmów
                                          > demokratycznych uzasadnić ich obroną, a postawioną tezę traktujesz
                                          > jako argument dla uzasadnienia tej tezy - kobiety powinny być
                                          > reprezentowane proporcjonalnie, bo powinny być reprezentowane
                                          > proporcjonalnie - typowy błąd idem per idem.

                                          * A moze sprobuj rozumiec to co napisalem tak jak napisalem, zamiast z gory
                                          zakladac, ze napisalem cos innego.
                                          Powiedz mi tedy, prosze, w ktorym miejscu w przytoczonym fragmencie ponizej,
                                          napisalem to co Ty insynuujesz powyzej?


                                          *"Jesli idzie o demokracje to ona zyskuje z cala pewnoscia, albowiem kobiety
                                          beda w koncu wlasciwie, bo proporcjonalnie, reprezentowane przez inne kobiety. I
                                          wlasnie to jest najbardziej istotne projekcie wprowadzenia parytetow - by
                                          kobiety nie byly reprezentowane przez mezczyzn gdyz wtedy nie sa reprezentowane.
                                          A w demokracji chodzi nie tylko o to by brac udzial w procesie politycznym, ale
                                          i o to by miec wplyw na wyniki tego procesu."

                                          Wydaje Ci sie, ze cos wiesz a jeszcze wiecej rozumiesz tymczasem Ty bronisz sie
                                          przed wiedza rekami i nogami - byle tylko byc przeciwko tym cholernym parytetom.

                                          Ze stwierdzenia o "naruszeniu demokratycznych mechanizmow" wnioskuje, ze byc
                                          moze wydaje Ci sie, ze wiesz o czym mowisz.
                                          Gdybys wiedzial wyjasnilbys natychmiast na czym to "naruszenie" mialoby polegac.
                                          Wymysliles sobie zarzut bez pokrycia i sam z nim dyskutujesz.

                                          No wiec w ktorym miejscu napisalem, ze "kobiety powinny byc reprezentowane
                                          proporcjonalnie bo powinny byc reprezentowane proporcjonalnie"?

                                          W ktorym miejscu naruszam mechanizmy demokratyczne i naruszenie to probuje
                                          uzasadnic ich obrona?

                                          W ktorym miescu stawiam teze ktora usilowalbym uzasadnic ta sama teza?


                                          Sprobuj powaznie podejsc do tych pytan i odpowiedzi, bo teraz zdecydujesz czy
                                          chcesz uczciwie dyskutowac, czy tez masz zamiar kontynuowac trollowanie i
                                          partyzantke.





                                          • benek231 2: Mit parytetu to nie zaden mit :O)) 01.07.09, 04:52
                                            dzikowy napisał:

                                            "Polacy wybierają jak wybierają i wara Ci od tego, podobnie jak mi, Bene, Black,
                                            Sixie, Brufordowi i całej ferajnie tu zebranej. Na tym właśnie polega
                                            demokracja, nie ma modyfikowaniu kryteriów, żeby na pewno dostali się "nasi"
                                            (tutaj "nasze").
                                            =====
                                            :O)) Nie rozsmieszaj mnie bo zbrzydne :)))))))

                                            No wiec wyjasnijmy sobie, moze. Zatem Polacy wybieraja jak wybieraja a ja
                                            krytykuje, osmieszam, chwale, ganie, przedstawiam propozycje, itd, itp. Ty
                                            chlopcze nie masz zielonego pojecia, ze demokracja wlasnie na tym polega, ze
                                            toczy sie ciagla debata na wszelkich mozliwych frontach a kazde z ustanawianych
                                            praw jest prawem tymczasowym. Nawet rozumienie (nienaruszalnej ponoc
                                            Konstytucji) ewoluuje w czasie.
                                            Ale tez nie zabraniam, jesli nie chcesz zabierac glosu, bo Polacy wybieraja jak
                                            wybieraja, to nie mam nic przeciwko temu. Masz takie samo prawo do milczenia jak
                                            ja do mowienia, przy czym, zauwaz, z nas dwoch jedynie ja jestem konsekwentny. :)

                                            Jesli o modyfikowanie kryteriow idzie to takze to jak najbardziej w demokracji
                                            jest dozwolone. Rzucany jest projekt, rozkrecana debata publiczna i
                                            parlamentarna, formowane sa obozy na rzecz i przeciw, a nastepnie dochodzi do
                                            glosowania czyli zakonczenia procesu politycznego, ktorego rezultatem moga byc
                                            nowe reguly gry.

                                            Gdybys potrafil czytac ze zrozumieniem, to, w kilku moich postach, bez trudu
                                            natrafilbys na stwierdzenia o mozliwosci znalezienia sie zwolenniczek parytetow
                                            pod wozem - w przypadku przewagi moherstwa na przyklad. Kazdorazowo dodawalem,
                                            ze i taki wynik musi byc zaakceptowany, gdyz demokratyczny to wynik - wiec o co
                                            chodzi z tym "nasi" i "nasze"?

                                            A czy nie prosciej bylo przyznac sie, ze niewiele z demokracji pojmujesz a ja
                                            bym Ci wszystko ladnie i przystepnie wyluszczyl. Tobie jednakze najwyrazniej
                                            krew oczy zalala, ze ktos osmiela sie znalezc cos sensownego w parytetach, a
                                            przeciez w Twojej narodowo-katolickiej gazetce oglosili, ze to zamach na
                                            demokracje. Posluchaj mnie - olej tych lachudrow :O))
                                            • dzikowy Re: 2: Mit parytetu to nie zaden mit :O)) 01.07.09, 05:37
                                              > Ale tez nie zabraniam, jesli nie chcesz zabierac glosu, bo Polacy
                                              wybieraja jak
                                              > wybieraja, to nie mam nic przeciwko temu. Masz takie samo prawo do
                                              milczenia ja
                                              > k
                                              > ja do mowienia, przy czym, zauwaz, z nas dwoch jedynie ja jestem
                                              konsekwentny.
                                              > :)

                                              Oj nie jesteś. Nie masz nic przeciwko temu jak wybierają? Daj zatem
                                              wybierać bez wtykania palców w mechanizmy.

                                              > Jesli o modyfikowanie kryteriow idzie to takze to jak najbardziej w
                                              demokracji
                                              > jest dozwolone.

                                              Ale ZAWSZE naganne - dostosowywanie metody liczenia w zależności od
                                              charakterystyki partii decydującej, wywalanie z obiegu osób
                                              skazanych...

                                              > Gdybys potrafil czytac ze zrozumieniem, to, w kilku moich postach,
                                              bez trudu
                                              > natrafilbys na stwierdzenia o mozliwosci znalezienia sie
                                              zwolenniczek parytetow
                                              > pod wozem

                                              Tak jak i dziś. Czekam zatem na ową silną legitymację uzasadniającą
                                              tak poważną ingerencję w sam proces wyboru i swobodę zrzeszania.

                                              > przeciez w Twojej narodowo-katolickiej gazetce oglosili, ze to
                                              zamach na
                                              > demokracje. Posluchaj mnie - olej tych lachudrow :O))

                                              Poczytaj stare wątki, ani ze mnie katolik, ani tym bardziej narodowy.
                                              Raczej libertyn.
                                          • dzikowy Re: Mit parytetu to nie zaden mit :O)) 01.07.09, 05:28
                                            dla uzasadnienia tej tezy - kobiety powinny być
                                            > > reprezentowane proporcjonalnie, bo powinny być reprezentowane
                                            > > proporcjonalnie

                                            jesli idzie o demokracje to ona zyskuje z cala pewnoscia, albowiem
                                            kobiety
                                            > beda w koncu wlasciwie, bo proporcjonalnie, reprezentowane przez
                                            inne kobiety

                                            Kobiety mogą być reprezentowane proporcjonalnie, jeżeli sobie zażyczą
                                            proporcjonalnej reprezentacji poprzez głosowanie kobiety na kobiety -
                                            mężczyźni na mężczyzn. Nie dociera do Ciebie, że kryterium płci jest
                                            dla większości drugorzędne i taki ja od czasu do czasu głosuje sobie
                                            na kobietę czym zaburzam proporcje, które są dla Ciebie axis mundi
                                            demokracji.

                                            > A w demokracji chodzi nie tylko o to by brac udzial w procesie
                                            politycznym, ale
                                            > i o to by miec wplyw na wyniki tego procesu.

                                            Pytam się zatem czy ważniejszy w tym momencie jest mój wybór, czy
                                            równowaga płci w parlamencie? Bo może faktycznie czegoś o demokracji
                                            bym się nauczył. Wprowadzasz parytet - automatycznie ograniczasz mój
                                            "wpływ na wynik tego procesu".
                                            • benek231 Re: Mit parytetu to nie zaden mit :O)) 01.07.09, 06:49
                                              Poprosilem Ciebie, abys odpowiedzial mi na postawione pytania, bo chcialem dac
                                              Ci moznosc uzasadnienia zarzutow. nie uczyniles tego. A ja nie widze innej
                                              mozliwosci dojscia do zrozumienia jak poprzez rozpoznanie wlasnego bledu
                                              najpierw. No wiec teraz usilujesz wymigac sie od odpowiedzialnosci od tego cos
                                              nabroil wczesniej i zaczynasz kolejna serie zarzutow. W ten sposob to tak sobie
                                              mozna do usranej smierci...

                                              Ale nic to... Sprobujmy teraz tak moze... Zatem pojawilo sie na tym forum szereg
                                              zarzutow dot. pod kazdym wzgledem pokracznosci pomyslu parytetow.
                                              Odpowiedzialem, ze nie jest to pomysl bezsensowny a moim zdaniem jedyny jego
                                              problem w niemozliwosci realizacji. Mialem nadzieje, ze domyslisz sie, iz
                                              problem parytetu stal sie juz wtedy dla mnie czysto akademickim. Nasza dyskusja
                                              nie ma wiec najmniejszego praktycznego znaczenia, za wyjatkiem przyjemnosci
                                              polemicznej -
                                              jesli jest to tylko mozliwe.

                                              Udaj sie zatem do mojego postu do Six_y i uwaznie go przestudiuj, ze zwroceniem
                                              szczegolnej uwagi na ostatni ustep. Oto link.

                                              forum.gazeta.pl/forum/w,212,97259091,97316978,Re_Mit_parytetu_to_nie_zaden_mit_O_.html
                                              Powinienes wywnioskowac z niego, ze to nie tyle proporcjonalna reprezentacja
                                              jest dodaniem do demokracji (wiecej demokracji) co mozliwosc wiekszego wplywu
                                              kobiet na wyniki procesu politycznego, ktore ich dotycza. Sama reprezentacja nie
                                              ma znaczenia jesli tylko w konsekwencji, jak za komuny, kobiety nie mialy wplywu
                                              na to co w ich sprawach zdecydowano.
                                              I tutaj nie ma wiekszego znaczenia jak ktora z nich glosuje i jaki bedzie ten
                                              wynik, albowiem bedzie to taki wynik procesu jaki mogl byc osiagniety przy
                                              mozliwie maksymalnym wplywie kobiet - w ramach konwencji zwanej parytetem.

                                              Ja nie patrze na parytety z punktu widzenia marzen Srody i Graff, lecz z punktu
                                              widzenia potrzeb kobiet ciagle dotknietych dyskryminacja. Takze z punktu
                                              widzenia mozliwych zagrozen dla demokracji oraz jej funkcjonalnosci.

                                              We fragmencie za linkiem naszkicowalem prosty schemat ordynacji wyborczej, ktora
                                              zasadniczo nie rozni sie od ordynacji istniejacej. Mezczyzni moga sobie glosowac
                                              na kobiety, i na odwrot, a do parlamentu i tak wejda najlepsze kobiety z
                                              poszczegolnych partyjnych list wyborczych, ktore zloza sie na parytetowe 50%
                                              oraz, odpowiednio, najlepsi mezczyzni. Jakim cudem jest to dla Ciebie niewykonalne?

                                              Wszystko jest kwestia umowy. Nigdzie nie jest powiedziane, ze w demokracji musi
                                              byc dwuizbowy parlament, czy tez bi-kameralna wladza wykonawcza - to jedynie
                                              zaakceptowana konwencja dot. struktur, a w roznych krajach wyglada to roznie.
                                              Najbardziej istotne jest by ( w rozsadnych granicach) zmaksymalizowac liczebnosc
                                              bioracych udzial w procesie politycznym, oraz zmaksymalizowac ich wplyw na
                                              wyniki tego procesu. I tak, np. w Iranie, czy wczesniej w komunie, jedynie
                                              pierwszy warunek jest/byl usatysfakcjonowany, podczas gdy drugi - wcale.
                                              Ja staram sie odpowiedziec na pytanie dot. ewentualnego zagrozenia dla
                                              demokracji ze strony parytetow. Wyszlo mi, ze takiego zagrozenia nie ma. Ba,
                                              parytety moga jedynie dodac do jakosci demokracji wlasnie z uwagi na stworzenie
                                              mozliwosci wiekszego wplywu kobiet na decyzje ich dotyczace. Reszta to sa czysto
                                              techniczne duperele.

                                              Historycznie wygladalo to tak: kobieta miala zachcianke a mezczyzna glowkowal
                                              jak to wykonac i wykonywal. No i wyglada na to, ze nic sie nie zmienilo :)

                                              • dzikowy Re: Mit parytetu to nie zaden mit :O)) 01.07.09, 07:21
                                                > zasadniczo nie rozni sie od ordynacji istniejacej. Mezczyzni moga
                                                sobie glosowa
                                                > c
                                                > na kobiety, i na odwrot, a do parlamentu i tak wejda najlepsze
                                                kobiety z
                                                > poszczegolnych partyjnych list wyborczych, ktore zloza sie na
                                                parytetowe 50%
                                                > oraz, odpowiednio, najlepsi mezczyzni. Jakim cudem jest to dla
                                                Ciebie niewykona
                                                > lne?
                                                >
                                                > Wszystko jest kwestia umowy. Nigdzie nie jest powiedziane, ze w
                                                demokracji musi
                                                > byc dwuizbowy parlament, czy tez bi-kameralna wladza wykonawcza -
                                                to jedynie
                                                > zaakceptowana konwencja dot. struktur, a w roznych krajach wyglada
                                                to roznie.

                                                Przede wszystkim nigdzie nie jest powiedziane, że w ogóle muszą
                                                istnieć jakieś listy wyborcze. Dlaczego nie proponujesz rozwiązania
                                                bardziej chyba demokratycznego niż lista, mianowicie wyboru
                                                konkretnego kandydata? Głosuje się wtedy na partię "przy okazji", a
                                                nie "przede wszystkim" i finansowanie partii politycznych w trakcie
                                                kadencji też przestaje mieć znaczenie dla wyniku wyborów - na
                                                kampanię może kandydat przeznaczyć XYZ kasy i szlus. Zauważ, że
                                                rozwiązuje to automatycznie kwestię braku proporcjonalnej
                                                reprezentacji grup wg innych kryteriów, bo nadal nie dowiedzieliśmy
                                                się, dlaczego to akurat płeć ma być tym kryterium, poza tym, że łatwo
                                                rozpoznać kto jest kto?

                                                Ja nie patrze na parytety z punktu widzenia marzen Srody i Graff,
                                                lecz z punktu
                                                > widzenia potrzeb kobiet ciagle dotknietych dyskryminacja.

                                                Czyli bez sensu, bo wybrani reprezentanci powinni realizować politykę
                                                deklarowaną w kampanii czyli tę, na którą zagłosowali głosujący, bez
                                                względu na płeć. Problem tkwi w systemie kontroli parlamentarnej, nie
                                                ordynacji wyborczej. Płeć, jak dowiodła Black, nie gwarantuje, a
                                                nawet nie uprawdopodabnia takiej realizacji, szczególnie, że parytety
                                                na listach, zresztą jak kolejka dzisiaj bardziej skłania do
                                                realizowania polityki szefostwa partii.

                                                > Historycznie wygladalo to tak: kobieta miala zachcianke a mezczyzna
                                                glowkowal
                                                > jak to wykonac i wykonywal. No i wyglada na to, ze nic sie nie
                                                zmienilo :)

                                                ... krokodyla daj mi, luby.
                                                • benek231 Re: Mit parytetu to nie zaden mit :O)) 01.07.09, 15:00
                                                  dzikowy napisał:


                                                  > Przede wszystkim nigdzie nie jest powiedziane, że w ogóle muszą
                                                  > istnieć jakieś listy wyborcze. Dlaczego nie proponujesz rozwiązania
                                                  > bardziej chyba demokratycznego niż lista, mianowicie wyboru
                                                  > konkretnego kandydata? Głosuje się wtedy na partię "przy okazji", a
                                                  > nie "przede wszystkim" i finansowanie partii politycznych w trakcie
                                                  > kadencji też przestaje mieć znaczenie dla wyniku wyborów - na
                                                  > kampanię może kandydat przeznaczyć XYZ kasy i szlus. Zauważ, że
                                                  > rozwiązuje to automatycznie kwestię braku proporcjonalnej
                                                  > reprezentacji grup wg innych kryteriów, bo nadal nie dowiedzieliśmy
                                                  > się, dlaczego to akurat płeć ma być tym kryterium, poza tym, że łatwo
                                                  rozpoznać kto jest kto?
                                                  ========
                                                  Mozna umowic sie i tak - nie mam nic przeciwko temu. Tyle, ze to znacznie wiecej
                                                  roboty.
                                                  A dlaczego akurat plec wyjasnlem juz Black: a dlaczego nie?

                                                  PS.... Dzis chyba nie bede nazbyt rozmowny gdyz cala noc nie spalem z powodu
                                                  psa, ktory dostal kaszlu kennelowego. Stary pies.
                                                  >
                                                  • dzikowy Re: Mit parytetu to nie zaden mit :O)) 01.07.09, 15:27
                                                    > Mozna umowic sie i tak - nie mam nic przeciwko temu. Tyle, ze to
                                                    znacznie wiece
                                                    > j
                                                    > roboty.

                                                    Ale rozwiązuje znacznie więcej kwestii dyskusyjnych. Poza tym
                                                    prostota jakiegoś rozwiązania niekoniecznie oznacza jego skuteczność.
                                                    Choć wielu tak uważa, stąd tyle ostrzeżeń o koleinach i ograniczeń
                                                    prędkości zamiast remontów.

                                                    > PS.... Dzis chyba nie bede nazbyt rozmowny gdyz cala noc nie spalem
                                                    z powodu
                                                    > psa, ktory dostal kaszlu kennelowego. Stary pies.

                                                    Zdrówka dla piesa. Też mam zwierzaka, który uprzejmy był przekroczyć
                                                    podręcznikowe normy wieku. Co krok to grzybica, chyba wszedł już w
                                                    mikoryzę :/
                                                • saszenka2 Re: Mit parytetu to nie zaden mit :O)) 02.07.09, 00:20
                                                  Przede wszystkim nigdzie nie jest powiedziane, że w ogóle muszą
                                                  istnieć jakieś listy wyborcze. Dlaczego nie proponujesz rozwiązania
                                                  bardziej chyba demokratycznego niż lista, mianowicie wyboru
                                                  konkretnego kandydata? Głosuje się wtedy na partię "przy okazji", a
                                                  nie "przede wszystkim" i finansowanie partii politycznych w trakcie
                                                  kadencji też przestaje mieć znaczenie dla wyniku wyborów - na
                                                  kampanię może kandydat przeznaczyć XYZ kasy i szlus. Zauważ, że
                                                  rozwiązuje to automatycznie kwestię braku proporcjonalnej
                                                  reprezentacji grup wg innych kryteriów, bo nadal nie dowiedzieliśmy
                                                  się, dlaczego to akurat płeć ma być tym kryterium, poza tym, że
                                                  łatwo
                                                  rozpoznać kto jest kto?

                                                  To rozwiązanie mi się podoba. Po pierwsze, wybrańcy nie będą
                                                  realizować polityki żadnej z partii, będą w miarę niezależni. Po
                                                  drugie, moja kasa nie będzie szła na partie i ich rozgrywki
                                                  marketingowe, po trzecie, każdy będzie miał jednakowe szanse, bo
                                                  dziś tylko ci finansowani mają realną szansę zasiąść na Wiejskiej,
                                                  po czwartej, może wystartować każda chętna osoba i nie będzie nikt
                                                  blokował jej ze względu na płeć, orientację czy wiek.
                                                  • black-emissary Re: Mit parytetu to nie zaden mit :O)) 02.07.09, 00:36
                                                    saszenka2 napisała:
                                                    > Przede wszystkim nigdzie nie jest powiedziane, że w ogóle muszą
                                                    > istnieć jakieś listy wyborcze. Dlaczego nie proponujesz rozwiązania
                                                    > bardziej chyba demokratycznego niż lista, mianowicie wyboru
                                                    > konkretnego kandydata?

                                                    Pomysł JOWów (niestety) póki co leży.
                                                    Może zamiast parytetów je forsować? Poparcie - przynajmniej na forum :) - będzie
                                                    pewnie zdecydowanie większe.
                                            • saszenka2 Re: Mit parytetu to nie zaden mit :O)) 02.07.09, 00:15
                                              "Kobiety mogą być reprezentowane proporcjonalnie, jeżeli sobie
                                              zażyczą
                                              proporcjonalnej reprezentacji poprzez głosowanie kobiety na kobiety -

                                              mężczyźni na mężczyzn. Nie dociera do Ciebie, że kryterium płci jest
                                              dla większości drugorzędne i taki ja od czasu do czasu głosuje sobie
                                              na kobietę czym zaburzam proporcje, które są dla Ciebie axis mundi
                                              demokracji. "
                                              I to z mojego punktu widzenia byłoby najlepsze rozwiązanie. Niech
                                              ludzie głosują, na kogo chcą. Ale niech na listach będzie tyle samo
                                              kobiet co mężczyzn, bo ja miałam autentyczny problem w wyborach do
                                              parlamentu. Zdarzało się, że np. w przypadku wyborów
                                              parlamentarnych, dostawałam kartkę z nazwiskami kandydatów do
                                              Senatu, na której była jedna kobieta i to jeszcze z partii odległej
                                              mojemu światopoglądowi. Tym samym nie miałam tak naprawdę wyboru.
                                              Niech będzie na listach 50% kobiet i 50% mężczyzn. Nie jest to
                                              zamach na demokrację, bo wybór jest nadal w rękach demos.
                                              • black-emissary Re: Mit parytetu to nie zaden mit :O)) 02.07.09, 00:41
                                                saszenka2 napisała:
                                                > Niech będzie na listach 50% kobiet i 50% mężczyzn. Nie jest to
                                                > zamach na demokrację, bo wybór jest nadal w rękach demos.

                                                A co z kolejnością na tej liście?

                                                W wyborach rządzi wolny rynek. Jeżeli jakaś partia wystawi choćby jedną kandydatkę i będzie na nią wielki popyt to w następnych wyborach wystawi ich pięć. Jeżeli popyt będzie się utrzymywał to w końcu na liście pozostanie solista otoczony wianuszkiem koleżanek.
                                                Problem w tym, że ten popyt nie jest wielki - ludzie nie głosują na kobiety. Parytety to próba zwiększenia popytu poprzez manipulację podażą.
                                                • saszenka2 Re: Mit parytetu to nie zaden mit :O)) 02.07.09, 00:55
                                                  black-emissary napisała:

                                                  > saszenka2 napisała:
                                                  > > Niech będzie na listach 50% kobiet i 50% mężczyzn. Nie jest to
                                                  > > zamach na demokrację, bo wybór jest nadal w rękach demos.
                                                  >
                                                  > A co z kolejnością na tej liście?
                                                  >
                                                  > W wyborach rządzi wolny rynek. Jeżeli jakaś partia wystawi choćby
                                                  jedną kandyda
                                                  > tkę i będzie na nią wielki popyt to w następnych wyborach wystawi
                                                  ich pięć. Jeż
                                                  > eli popyt będzie się utrzymywał to w końcu na liście pozostanie
                                                  solista otoczon
                                                  > y wianuszkiem koleżanek.
                                                  > Problem w tym, że ten popyt nie jest wielki - ludzie nie głosują
                                                  na kobiety. Pa
                                                  > rytety to próba zwiększenia popytu poprzez manipulację podażą.
                                                  >

                                                  Problem z kolejnością plus problem pt. partia X wystawia tylko
                                                  panów, a ja nie mam nawet szans na zagłosowanie na kobietę, nie mam
                                                  tak naprawdę wyboru, moim zdaniem wskazuje na to, że najlepiej pod
                                                  każdym możliwym względem jest głosować na kandydatów, nie na partie.
                                                  I niech kandydować może każdy. Wtedy będzie można wybrać
                                                  najbliższego swojemu systemowi wartości kandydata lub kandydatkę.
                                                  • black-emissary Re: Mit parytetu to nie zaden mit :O)) 02.07.09, 01:25
                                                    saszenka2 napisała:
                                                    > Problem z kolejnością plus problem pt. partia X wystawia tylko
                                                    > panów, a ja nie mam nawet szans na zagłosowanie na kobietę, nie mam
                                                    > tak naprawdę wyboru

                                                    Tak to już niestety jest.
                                                    Ja nawet pomijając płeć, wiek czy wyznanie nie mam na kogo głosować.
                                                    Więc nie głosuję, choć bardzo mnie to boli.

                                                    > moim zdaniem wskazuje na to, że najlepiej pod
                                                    > każdym możliwym względem jest głosować na kandydatów, nie na partie.

                                                    To nie jest tak idealnie proste niestety, ale to chyba temat na inną dyskusję.
                                                  • saszenka2 Re: Mit parytetu to nie zaden mit :O)) 02.07.09, 23:43
                                                    Tak to już niestety jest.
                                                    Ja nawet pomijając płeć, wiek czy wyznanie nie mam na kogo głosować.
                                                    Więc nie głosuję, choć bardzo mnie to boli.

                                                    Dlatego nie można przechodzić koło tego biernie i akceptować taki
                                                    stan rzeczy. Dlatego myślę, że potrzebne są zmiany, żeby każdy miał
                                                    jako taki wybór. Nie można pozostawać biernym wobec tego, co się
                                                    dzieje dookoła nas, bo zapadające w Sejmie decyzje dotyczą każdego
                                                    z nas, w tym także osób, które nie głosowały.
                                                  • black-emissary Re: Mit parytetu to nie zaden mit :O)) 02.07.09, 23:52
                                                    saszenka2 napisała:
                                                    > Dlatego nie można przechodzić koło tego biernie i akceptować taki
                                                    > stan rzeczy. Dlatego myślę, że potrzebne są zmiany, żeby każdy miał
                                                    > jako taki wybór. Nie można pozostawać biernym wobec tego, co się
                                                    > dzieje dookoła nas, bo zapadające w Sejmie decyzje dotyczą każdego
                                                    > z nas, w tym także osób, które nie głosowały.

                                                    Jestem tego świadoma i dlatego brak udziału w wyborach mnie boli.
                                                    Ale to jedyny "bunt" jaki jest z mojej strony możliwy w chwili obecnej.
                                                  • saszenka2 Re: Mit parytetu to nie zaden mit :O)) 02.07.09, 23:57
                                                    black-emissary napisała:

                                                    > saszenka2 napisała:
                                                    > > Dlatego nie można przechodzić koło tego biernie i akceptować taki
                                                    > > stan rzeczy. Dlatego myślę, że potrzebne są zmiany, żeby każdy
                                                    miał
                                                    > > jako taki wybór. Nie można pozostawać biernym wobec tego, co się
                                                    > > dzieje dookoła nas, bo zapadające w Sejmie decyzje dotyczą
                                                    każdego
                                                    > > z nas, w tym także osób, które nie głosowały.
                                                    >
                                                    > Jestem tego świadoma i dlatego brak udziału w wyborach mnie boli.
                                                    > Ale to jedyny "bunt" jaki jest z mojej strony możliwy w chwili
                                                    obecnej.
                                                    Tylko nie wiem, czy ten bunt nie godzi przede wszystkim w Ciebie. No
                                                    bo polityków nie obchodzi to, że nie poszłaś, tym bardziej, że byś
                                                    na tych, którzy kandydują, i tak nie zagłosowała. Oni Twojej
                                                    absencji nie odczują, ale Ty ich idiotyczne pomysły już tak. Krew
                                                    mnie zalewa, jak widzę, że chcą podnosić składki zdrowotne, które
                                                    muszę płacić obowiązkowo, a które gdzieś giną, a jak przyjdzie co do
                                                    czego, to do ginekologa i tak muszę iść prywatnie, bo ten w
                                                    publicznej placówce jest nieosiągalny, albo w ogóle nie ma szacunku
                                                    do pacjentek.
                                                  • black-emissary Re: Mit parytetu to nie zaden mit :O)) 03.07.09, 00:05
                                                    saszenka2 napisała:
                                                    > Tylko nie wiem, czy ten bunt nie godzi przede wszystkim w Ciebie.

                                                    Niewątpliwie godzi w moje samopoczucie.
                                                    Ale postawienie krzyżyka przy nazwisku osoby, którą gardzę godziłoby w nie
                                                    jeszcze bardziej.

                                                    > No bo polityków nie obchodzi to, że nie poszłaś, tym bardziej,
                                                    > że byś na tych, którzy kandydują, i tak nie zagłosowała.

                                                    Mam taką naiwną nadzieję, że jednak marna frekwencja coś im do myślenia da.
                                                  • saszenka2 Re: Mit parytetu to nie zaden mit :O)) 03.07.09, 00:25
                                                    black-emissary napisała:

                                                    > saszenka2 napisała:
                                                    > > Tylko nie wiem, czy ten bunt nie godzi przede wszystkim w Ciebie.
                                                    >
                                                    > Niewątpliwie godzi w moje samopoczucie.
                                                    > Ale postawienie krzyżyka przy nazwisku osoby, którą gardzę
                                                    godziłoby w nie
                                                    > jeszcze bardziej.
                                                    >
                                                    > > No bo polityków nie obchodzi to, że nie poszłaś, tym bardziej,
                                                    > > że byś na tych, którzy kandydują, i tak nie zagłosowała.
                                                    >
                                                    > Mam taką naiwną nadzieję, że jednak marna frekwencja coś im do
                                                    myślenia da.

                                                    A ja myślę, że nie da. Bo co im za różnica, ile osób pójdzie do urn?
                                                    Liczy się, że poszli ich zwolennicy. A np. Radio Maryja to żelazny
                                                    elektorat, on zawsze na wybory chodzi, więc PiS-owi w to graj. A PO
                                                    dopóki wygrywa, też nie będzie sobie zaprzątać głowy frekwencją.
                                                  • black-emissary Re: Mit parytetu to nie zaden mit :O)) 03.07.09, 01:00
                                                    saszenka2 napisała:
                                                    > A ja myślę, że nie da. Bo co im za różnica, ile osób pójdzie do urn?
                                                    > Liczy się, że poszli ich zwolennicy. A np. Radio Maryja to żelazny
                                                    > elektorat, on zawsze na wybory chodzi, więc PiS-owi w to graj. A PO
                                                    > dopóki wygrywa, też nie będzie sobie zaprzątać głowy frekwencją.

                                                    No ale jeżeli oni wszyscy tak głęboko gdzieś mają elektorat to jakie ma
                                                    znaczenie na kogo zagłosuję?
                                                  • saszenka2 Re: Mit parytetu to nie zaden mit :O)) 03.07.09, 23:51
                                                    black-emissary napisała:

                                                    > saszenka2 napisała:
                                                    > > A ja myślę, że nie da. Bo co im za różnica, ile osób pójdzie do
                                                    urn?
                                                    > > Liczy się, że poszli ich zwolennicy. A np. Radio Maryja to
                                                    żelazny
                                                    > > elektorat, on zawsze na wybory chodzi, więc PiS-owi w to graj. A
                                                    PO
                                                    > > dopóki wygrywa, też nie będzie sobie zaprzątać głowy frekwencją.
                                                    >
                                                    > No ale jeżeli oni wszyscy tak głęboko gdzieś mają elektorat to
                                                    jakie ma
                                                    > znaczenie na kogo zagłosuję?

                                                    Zawsze można starać się wybrać kogoś, kogo poglądy najmniej
                                                    odbiegają od naszych, ale przede wszystkim myślę, że przydałaby się
                                                    jakaś oddolna inicjatywa w sprawie JOWów.
                                        • six_a Re: Mit parytetu to nie zaden mit :O)) 01.07.09, 17:23
                                          Polacy wybierają jak wybierają i wara Ci
                                          od tego, podobnie jak mi, Bene, Black, Sixie, Brufordowi i całej
                                          ferajnie tu zebranej. Na tym właśnie polega demokracja, nie ma
                                          modyfikowaniu kryteriów, żeby na pewno dostali się "nasi" (tutaj
                                          "nasze").

                                          wybierają to co innego, niż mają do wyboru!!!!!! dzikowy, po prostu, podaj jeden
                                          argument (sensowny), dlaczego parytet na listach wyborczych (nie w
                                          wynikach wyborów, bo niby jak chcesz to sobie załatwić???) godzi w demokrację.
                                          imo nie godzi zupełnie. wręcz przeciwnie.
                                          • mijo81 Re: Mit parytetu to nie zaden mit :O)) 02.07.09, 20:10
                                            Ty już lepiej przestań zmuszać innych do udowadniania ci
                                            czegokolwiek :)

                                            Parytety nie godzą w demokrację...ale tylko tą socjalistyczną
                                • black-emissary Re: Mit parytetu 01.07.09, 01:36
                                  six_a napisała:
                                  > a Ty, black, mówisz to z pozycji osoby, która nie przejmuje się swoją, a
                                  > przejmuje się nieswoją czy też może osoby, która nie przejmuje się ani swoją,
                                  > ani nieswoją?

                                  Mówię to z pozycji osoby, która przejmuje się tym, czym należy się przejmować.
                                  Możemy przestać dyskutować moją osobę?

                                  > generalnie ludzie, którzy dostrzegają problemy u siebie, dostrzegają je także
                                  > gdzie indziej. natomiast jeśli ktoś twierdzi, że nie ma problemu wspominanych
                                  > już brakujących przedszkoli, wydłużania urlopów macierzyńskich w nieskończoność
                                  > i tak dalej, to nawet jak będzie najgłośniej piał o emerytach i rencistach, to
                                  > i
                                  > tak staje się mało wiarygodny jakby.

                                  A ja gdzieś napisałam, że nie ma takich problemów?

                                  > oczywiście, mężczyźni też mogą
                                  > reprezentować kobiety czy tam kwestie stricte kobiece, ale ponieważ dotychczas
                                  > średnio im to wychodzi, należałoby spróbować czegoś nowego.

                                  Po pierwsze to nie są kwestie "stricte kobiece", nawet aborcja takową nie jest, a co dopiero in vitro czy przedszkola.
                                  Po drugie średnio im to wychodzi nie dlatego, że są mężczyznami, a dlatego, że są ogólnie do dupy. I nie ma żadnych powodów by wierzyć, że kobiety będą w tym jakkolwiek lepsze.

                                  > co do reprezentacji w sejmie i kwestii aborcji, proponuję np. zgłębić, jak praw
                                  > o
                                  > aborcyjne wprowadzono np. we francji i czyja to była zasługa.

                                  Raczej nie parytetów.

                                  > OT: tak mi się akurat skojarzyła z wersją aborcji popularnej ostatnio i
                                  > wpływowej półtawskiej, co ciekawe obie mają przeszłość obozów koncentracyjnych
                                  > za sobą, a światopoglądy kompletnie inne im się rozwinęły.

                                  No popatrz, popatrz, a też kobieta! Ale jaja!
                                  • six_a Re: Mit parytetu 01.07.09, 23:17
                                    > która przejmuje się tym, czym należy się przejmować.
                                    a masz patent na to, czym "należy się przejmować"?


                                    > Możemy przestać dyskutować moją osobę?
                                    oszywiździe, jak tylko przestaniesz do siebie bez przerwy nawiązywać jako
                                    naczelnej 'niefeministki' tego forum.


                                    > Po pierwsze to nie są kwestie "stricte kobiece", nawet aborcja takową nie
                                    jest, a co dopiero in vitro czy przedszkola
                                    nawet na forumie człowiek może dowiedzieć się czegoś zupełnie nowego, jak to, że
                                    in vitro nie jest sprawą kobiecą, hmm? to czyją? samotni mężczyźni udają się do
                                    klinik i proszą, żeby im wyhodować dzidziusia? problemem mężczyzn jest brak
                                    przedszkoli i problemem mężczyzn jest to, że mają za długie tacierzyńskie i
                                    siedzą z dzieckiem w domu, bo przedszkola przepełnione?

                                    > Raczej nie parytetów.
                                    no i raczej nie mężczyzn, którzy podobno tak świetnie problemy kobiece
                                    rozumieją, że nawet ich pod dyskusję nie poddają.


                                    > No popatrz, popatrz, a też kobieta! Ale jaja!
                                    noi? największym problemem niektórych kobiet jest brak jaj, wiadomo nie od dziś.
                                    • black-emissary Re: Mit parytetu 01.07.09, 23:43
                                      six_a napisała:
                                      > a masz patent na to, czym "należy się przejmować"?

                                      Taki sam jak każdy inny.

                                      > oszywiździe, jak tylko przestaniesz do siebie bez przerwy nawiązywać jako
                                      > naczelnej 'niefeministki' tego forum.

                                      Człowiek się fascynujących rzeczy o siebie z forum dowiaduje :).
                                      Bardzo, bardzo, baaaardzo proszę o przykłady takowego nawiązywania.

                                      > in vitro nie jest sprawą kobiecą, hmm? to czyją?

                                      Ludzką.

                                      > samotni mężczyźni udają się do
                                      > klinik i proszą, żeby im wyhodować dzidziusia?

                                      Samotni mężczyźni (tudzież pary gejów) udają się do klinik, zatrudniają
                                      surogatki i w ten sposób pozyskują dzieci. Tak, to się dzieje w świecie. Michael
                                      Jackson się tak trójki dorobił.

                                      Szerzej problem tyczy się bezpłodnych, heteroseksualnych par.

                                      > problemem mężczyzn jest brak przedszkoli

                                      Tak, jest to także problem wielu mężczyzn, którzy samotnie lub z partnerką
                                      wychowują dzieci.

                                      Nawet aborcja nie jest kwestią stricte kobiecą, szczególnie, gdy patrzy
                                      się na nią z tej drugiej strony barykady - problem mordu na niewinnych nie zna płci.

                                      > no i raczej nie mężczyzn, którzy podobno tak świetnie problemy kobiece
                                      > rozumieją, że nawet ich pod dyskusję nie poddają.

                                      No tak, bo facet to taka świnia, która nic nie pojmuje i nie spogląda dalej jak
                                      czubek własnego prącia.
                                      Kobieta z kolei składa się z macicy i wszystko należy z tej perspektywy
                                      rozpatrywać, a praw samej macicy (do aborcji i in vitro, bo do surogacji to już
                                      nie) bronić niczym niepodległości, na każdy możliwy sposób, łącznie z uznaniem
                                      kobiety za niedorajdę, która potrzebuje specjalnych przywilejów.
                                      A myślałam, że to ja mam marne zdanie o ludzkości :).

                                      > noi?

                                      No i to, że jak sama doskonale widzisz płeć niewiele ma tutaj do rzeczy.

                                      www.wirtualnemedia.pl/article/2362140_Sondaz_wladze_myla_sie_ws._aborcji.htm
                                      Wyznanie, wiek, wykształcenie - to ma znaczenie. Płeć nie.
                                      • six_a Re: Mit parytetu 02.07.09, 00:50
                                        > Taki sam jak każdy inny.
                                        to go sobie realizuj i przede wszystkim popularyzuj, proponuję forum mężczyzna, tam się poczujesz jak ryba w wodzie. co prawda glanów tam nie trawią zdaje się, ale jakoś to będzie.

                                        > Bardzo, bardzo, baaaardzo proszę o przykłady takowego nawiązywania
                                        wpisz w wyszukiwarkę black... i feministką - co drugi post jest o tym, jak to "nie jesteś feministką" - fora pomyliłaś najwyraźniej, patrz wyżej.

                                        to ciekawe, że na in vitro akurat przykład kompletnego freaka podajesz, jakim był mj, i to ma być niby reprezentatywny przykład klienta in vitro? dziwny pan, który kochał sypiać z chłopcami?
                                        wracając do tematu, najczęstszym podmiotem w klinice in vitro jest jak na razie kobieta, która zostanie sztucznie zapłodniona - niezależnie od tego, czy ma partnera czy go nie ma, czy też będzie surogatką (z tym ostatnim nie należy szarżować, bo ustawa bioetyczna raczej to ograniczy).

                                        > Tak, jest to także problem wielu mężczyzn, którzy samotnie lub z partnerką wychowują dzieci.
                                        no i właśnie to także robi ogromną różnicę. ale to jest jednak dziwne, że przy dowolnym problemie jesteś w stanie powiedzieć, że jest on ludzki, np. brak ginekologów na wsi jest problemem ludzkim w odróżnieniu od problemów zwierzęcych powiedzmy. podczas gdy zdecydowana większość ludzi będzie widzieć w tym problem kobiet. no, ale Ty przecież nie możesz być większość.

                                        > problem mordu na niewinnych nie zna płci.
                                        moher Ci wychodzi spod glanów.

                                        > No i to, że jak sama doskonale widzisz płeć niewiele ma tutaj do rzeczy
                                        ależ ma, jedna półtawska gradobicia nie czyni: podaj mi w którym kraju prawo aborcyjne wzięło się z nieprzymuszonej woli ulżenia kobietom przez mężczyzn.


                                        > No tak, bo facet to taka świnia, która nic nie pojmuje i nie spogląda dalej jak czubek własnego prącia. Kobieta z kolei składa się z macicy i wszystko należy z tej perspektywy rozpatrywać, a praw samej macicy (do aborcji i in vitro, bo do surogacji to już
                                        > nie) bronić niczym niepodległości, na każdy możliwy sposób, łącznie z uznaniem kobiety za niedorajdę, która potrzebuje specjalnych przywilejów. A myślałam, że to ja mam marne zdanie o ludzkości :)

                                        nie pamiętam, bym kiedykolwiek o świniach cóś pisała, chyba że o morskich. +Ty nie masz zdania o ludzkości, ale zawsze masz zdanie o mężczyznach, i to zawsze dobre, a nie obiektywne.

                                        co do kobiet, to nie jest kwestia niedorajdowatości, tylko inności. jak w sporcie. zawodniczki nie są niedorajdami, a mężczyźni miszczami świata. to jest myślenie charakterystyczne dla facia pt. potęga światowa, jeśli się pod tym podpisujesz, to tylko współczuć.
                                        • black-emissary Re: Mit parytetu 02.07.09, 01:23
                                          six_a napisała:
                                          > to go sobie realizuj i przede wszystkim popularyzuj, proponuję forum mężczyzna,
                                          > tam się poczujesz jak ryba w wodzie. co prawda glanów tam nie trawią zdaje się
                                          > , ale jakoś to będzie.

                                          Musisz, naprawdę musisz? Nie potrafisz powstrzymać się przed takimi komentarzami sprowadzającymi zwyczajną rozmowę do rynsztoka?

                                          > wpisz w wyszukiwarkę black... i feministką - co drugi post jest o tym, jak to "
                                          > nie jesteś feministką" - fora pomyliłaś najwyraźniej, patrz wyżej.

                                          1. Znajdź sobie nie jest odpowiedzią na prośbę wskazania przykładu.
                                          2. Stwierdzenie, że nie jestem feministką (jakkolwiek nie sądzę, bym go nadużywała), jest jeszcze dalekie od koronowanie siebie na naczelną niefeministkę.
                                          3. Nie bycie feministką nie oznacza bycia niefeministką (patrz forum Społeczeństwo i odwieczny problem czy ateizm jest wiarą).
                                          4. J.w.

                                          > to ciekawe, że na in vitro akurat przykład kompletnego freaka podajesz, jakim b
                                          > ył mj, i to ma być niby reprezentatywny przykład klienta in vitro? dziwny pan,

                                          A jakie dla tematu ma znaczenie zdrowie psychiczne Jacksona?

                                          > który kochał sypiać z chłopcami?

                                          Zarzutów nie potwierdzono.

                                          > wracając do tematu, najczęstszym podmiotem w klinice in vitro jest jak na razie
                                          > kobieta, która zostanie sztucznie zapłodniona - niezależnie od tego, czy ma pa
                                          > rtnera czy go nie ma, czy też będzie surogatką

                                          Najczęstszymi klientami in vitro są pary, które następnie wspólnie wychowują dzieci.
                                          Bezpłodność tyczy się także mężczyzn, w przypadku in vitro może nawet nie częściej niż kobiety.

                                          > (z tym ostatnim nie należy szarż
                                          > ować, bo ustawa bioetyczna raczej to ograniczy).

                                          Czy parytety by to zmieniły?

                                          > no i właśnie to także robi ogromną różnicę.

                                          Ano robi, robi :).

                                          Problem przedszkoli to z jednej strony kwestia finansów i organizacji, z drugiej przyrostu naturalnego. Jedno i drugie bezpłciowe.
                                          Ja nie łapię za bardzo jak Wy to widzicie - że banda podłych chłopów celowo przedszkola zamyka, żeby baby do garów zagonić?

                                          > ale to jest jednak dziwne, ż
                                          > e przy dowolnym problemie jesteś w stanie powiedzieć, że jest on ludzki, np. br
                                          > ak ginekologów na wsi jest problemem ludzkim w odróżnieniu od problemów zwierzę
                                          > cych powiedzmy. podczas gdy zdecydowana większość ludzi będzie widzieć w tym pr
                                          > oblem kobiet. no, ale Ty przecież nie możesz być większość.

                                          Chyba już pisałam, że analiza mojej osoby marniutko Ci wychodzi.
                                          Ponownie proszę o minimalizację refleksji na temat mojej osoby, a jeżeli to niewykonalne to przynajmniej popieranie ich przykładami (wskazanymi osobiście, a nie znajdź sobie).

                                          > moher Ci wychodzi spod glanów.

                                          Nie, jedynie osoba potrafiąca spojrzeć na problem obiektywnie.

                                          Co zresztą przywodzi kwestią, która chyba została wcześniej pominięta - argumentowanie, że parytety trzeba wprowadzić, żeby przepchnąć aborcję to wprowadzanie "kuchennymi drzwiami" własnego rozwiązania jednego z najbardziej kontrowersyjnych problemów społecznych. Paskudna sprawa.
                                          My mamy rację, my mamy monopol na Słuszność, reszta się myli, więc ową słuszność wprowadzimy bez względu na użyte środki, siłą, przymusem, podstępem.
                                          To właśnie moherowy system myślenia.
                                          Coś jak Kaczyński postulujący przedłużenie prezydenckiej kadencji.

                                          > ależ ma, jedna półtawska gradobicia nie czyni

                                          Dlatego też podałam sondaż.

                                          > Ty nie masz zdania o ludzkości, ale zawsze masz zdanie o
                                          > mężczyznach, i to zawsze dobre, a nie obiektywne.

                                          Już nawet nie będę prosić o darowanie sobie.
                                          Nie będę też prosić o podanie podstaw do twierdzenia, bo smutne doświadczenie uczy, że i tak ich nie dostanę.
                                          Pozostaje więc jedynie ROTFL.

                                          > co do kobiet, to nie jest kwestia niedorajdowatości, tylko inności. jak w sporc
                                          > ie. zawodniczki nie są niedorajdami, a mężczyźni miszczami świata.

                                          Świetny przykład.
                                          Przeciętna różnica w sile fizycznej między płciami jest biologicznym, niezaprzeczalnym faktem. Stąd konieczność wydzielania płci w sporcie (a przynajmniej niektórych jego dyscyplinach).
                                          Natomiast propozycja, że płeć należy wydzielać w innych dziedzinach - np. polityce - jest jednocześnie sugestią, że istnieje także spora różnica między płciami w cechach w tej dziedzinie pomocnych - tutaj będą to m.in. inteligencja, przebojowość, krasomówstwo, współdziałanie czy amoralność.
                                          I dlatego właśnie parytety mnie - jako kobietę - obrażają.

                                          > to jest myśl
                                          > enie charakterystyczne dla facia pt. potęga światowa, jeśli się pod tym podpisu
                                          > jesz, to tylko współczuć.

                                          Wybacz, nie znam, nie zrozumiałam, raczysz objaśnić głębię rozumowania?
                                          • six_a Re: Mit parytetu 02.07.09, 10:54
                                            > Musisz, naprawdę musisz?
                                            orany, nie dramatyzuj. jakbyś sama nie sprowadzała każdej dyskusji do prostych
                                            stwierdzeń, że coś jest bezsensowne, bo tak uważa black. też mi argument cenny.

                                            > jakkolwiek nie sądzę, bym go nadużywała
                                            a wyszukiwarka sądzi, i ja też sądzę, bo zapamiętuję takie śmieszne rzeczy, jak
                                            to, że "lubię facetów, więc nie mogę być feministką" albo że "feminizm =
                                            moheryzm". nie twierdzę, że masz forum mają odwiedzać sami zdeklarowani
                                            feminiści ani wyłącznie zwolennicy. jednak Twoje krytyki są krytykami typowymi
                                            dla lokalnych trolli - albo na zasadzie "nie bo nie" albo odwracania kota ogonem
                                            typu "jak kobiety, to i łysi"
                                            eee tam

                                            > Zarzutów nie potwierdzono.
                                            to są akurat jego własne słowa ze słynnego dokumentu bashira living with michael
                                            jackson.


                                            > Najczęstszymi klientami in vitro są pary, które następnie
                                            wspólnie#62;] wychowują dzieci.
                                            > Bezpłodność tyczy się także mężczyzn, w przypadku in vitro może nawet nie
                                            częśc iej niż kobiety.
                                            ktokolwiek jest klientem i gdzie szukać przyczyny bezpłodności, sztucznie
                                            zapładniana będzie kobieta, a nie facet. możemy chociaż to ustalić jako pewnik?
                                            więc regulacje w tym zakresie w istocie dotyczą kobiet, nawet jeśli późniejsze
                                            dzieci będzie wychowywał sam papież benedykt.

                                            > Czy parytety by to zmieniły?
                                            kompletnie nie rozumiem a propos czego to pytanie.


                                            >bo smutne doświadczenie uczy, że i tak ich nie dostanę.
                                            smutne to jest to, że nie pamiętasz własnych wypowiedzi.

                                            >argumen towanie, że parytety trzeba wprowadzić, żeby przepchnąć aborcję to
                                            wprowadzanie "kuchennymi drzwiami" własnego rozwiązania jednego z najbardziej
                                            kontrowersyjnych problemów społecznych. Paskudna sprawa.
                                            co? chyba w jakiejś innej dyskusji byłaś, bo pierwsze słyszę.


                                            > Problem przedszkoli to z jednej strony kwestia finansów i organizacji, z drugie
                                            > j przyrostu naturalnego. Jedno i drugie bezpłciowe.
                                            > Ja nie łapię za bardzo jak Wy to widzicie - że banda podłych chłopów celowo prz
                                            > edszkola zamyka, żeby baby do garów zagonić?
                                            no widzę, że nie łapiesz, więc tworzysz własne teorie na temat świń i podłych
                                            chłopów.
                                            eee tam

                                            > Chyba już pisałam, że analiza mojej osoby marniutko Ci wychodzi.
                                            wychodzi czy nie, opiera się na Twoich własnych wpisach, miej pretensje do
                                            własnej twórczości.

                                            >wskazanymi osobiście
                                            orany no przykłady są w komentowanym poście - przedszkola jako problem
                                            bezpłciowy i in vitro jako problem bezpłciowy kompletnie.
                                            i do czego to ma prowadzić? jak odpłciowisz przedszkola, to mężczyźni się nimi
                                            zajmą w którejś tam kadencji, bo nie będzie im się kojarzyło z "robieniem
                                            czegokolwiek dla bab"?

                                            > Dlatego też podałam sondaż.
                                            który sondaż? te statystyki o reprezentacji kobiet? a jaki jest ich związek z
                                            prawem aborcyjnym, poza tym że jedno i drugie spina tematycznie parlament?


                                            > Nie, jedynie osoba potrafiąca spojrzeć na problem obiektywnie
                                            a jakiś dowód, że Twoje jest akurat obiektywne?


                                            > I dlatego właśnie parytety mnie - jako kobietę - obrażają.
                                            a mnie nie, bo doceniają np. ten fakt, że kobiety (przynajmniej wg tego testu z
                                            zadaniami matematycznymi i esejem) łatwiej zasugerować, a to zasugerowanie
                                            wynika z przeszłości patriarchalnej i przekonania, że kobieta jest (przeważnie)
                                            słabsza fizycznie, więc gorsza. to zasugerowanie może dotyczyć np. tego że dany
                                            kierunek studiów jest kierunkiem typowo męskim. jeśli nie będzie problemu
                                            "typowomęskości" albo "typowokobiecości" kierunków, więcej kobiet będzie miało
                                            dostęp do tego, co dawniej kojarzono jednopłciowo. w drugą stronę to też działa,
                                            mężczyźni, którzy chcą zostać np. pielęgniarzami nie będą mieli poczucia pchania
                                            się w babski zawód.
                                            z czasem powinno to zaowocować dywersyfikacją na kierunkach i bardzo dobrze.
                                            nie rozumiem podejścia typu "to mnie obraża jako kobietę" - dla mnie jest to
                                            megafoch i histeria.

                                            > Wybacz, nie znam, nie zrozumiałam,
                                            no jest taki troll specjalizujący się w tezach, że mężczyźni są najsilniejsi na
                                            świecie i to oni świat wybudowali, a i mają najwięcej nobli na koncie, i medali
                                            olimpijskich.
                                            • black-emissary Re: Mit parytetu 02.07.09, 20:23
                                              six_a napisała:
                                              > możemy chociaż to ustalić jako pewnik?

                                              Póki co :).

                                              Nie zmienia to faktu, że in vitro jest także sprawą mężczyzn.
                                              Jego udostępnienie jest ważne dla mężczyzn, którzy pragną mieć dzieci, jego zakaz jest ważny dla mężczyzn, którzy w embrionie widzą człowieka.

                                              > co? chyba w jakiejś innej dyskusji byłaś, bo pierwsze słyszę.

                                              Aborcja kilkukrotnie pada tutaj jako przykład tego, co kobiety kobietom powinny w Sejmie "załatwić".

                                              > no widzę, że nie łapiesz, więc tworzysz własne teorie na temat świń i podłych
                                              > chłopów.

                                              Nic innego mi niestety nie pozostaje, jeżeli nikt nie raczy mi tego jasno i prosto wytłumaczyć :).

                                              > wychodzi czy nie, opiera się na Twoich własnych wpisach

                                              Nope. Opiera się na Twojej interpretacji moich wpisów. Jakże mogę ją znać, jeżeli jej nie raczysz naświetlić?

                                              > który sondaż?

                                              Ten.

                                              > a jakiś dowód, że Twoje jest akurat obiektywne?

                                              Ja przynajmniej się staram :).

                                              > nie rozumiem podejścia typu "to mnie obraża jako kobietę"

                                              Jest to pewien skrót myślowy.
                                              Zdaje się już o tym kiedyś pisałam, ale rozwinę na przykładzie kierunków studiów.

                                              Jeżeli dobrze rozumiem twierdzisz, że wprowadzenie parytetów na studiach ma pomóc w likwidacji podziału na kierunki "męskie" i "żeńskie". Osobiście uważam, że nie tylko to nie pomoże, ale wręcz przeszkodzi, przy okazji dając kobietom w metaforyczną twarz.

                                              Co oznacza taki parytet? Ano nic innego, jak ułatwienie kobietom dostania się na dany "męski" kierunek. Twierdzisz, że jakaś tam część dziewcząt nie wybiera takich kierunków, bo patriarchat wmówił im, że się do tego nie nadają. Być może. Ale parytety same w
                                              sobie tego nie zmienią, nie spowodują, że te dziewczęta nagle uwierzą w swoje możliwości. Jeżeli wybiorą te "męskie" kierunki to tylko dlatego, że będzie się im na nie łatwiej dostać. Czyli generalnie marny sort studenta, który na dobrym kierunku szybko się wykruszy. Efekt - polaryzacja płciowa się pogłębi. U nas na pierwszym roku było 30% panien z parytetu, na drugim zostało ich dwie. Jasno widać, że baby się do tego nie nadają!

                                              W obecnej sytuacji jeżeli dziewczyna decyduje się na taki kierunek to zwykle jest dobra i daje sobie na nim spokojnie rady. I to właśnie - choć zajmie to całe pokolenia - jest w stanie doprowadzić prawdziwego do wyrównania szans, bo te dziewczyny czynem, a nie ideologią udowadniają, że płeć nie ma tutaj znaczenia.
                                              Jeżeli obarczysz je piętnem parytetu to siła ich przykładu osłabnie.
                                              • six_a Re: Mit parytetu 02.07.09, 23:08
                                                > Nie zmienia to faktu, że in vitro jest także sprawą mężczyzn.
                                                "także" nie likwiduje faktu, że zarodek będzie wszczepiony kobiecie. "także" nie
                                                likwiduje faktu, że samotna kobieta może zgłosić się do kliniki i z pomocą in
                                                vitro urodzić dziecko. samotny mężczyzna nie może i "póki co" nie może mieć
                                                dziecka w ten sposób.
                                                pewnie, że każdą sprawę można podciągnąć pod ogólnoludzką i bezpłciową, tylko w
                                                zasadzie po co?

                                                > Nic innego mi niestety nie pozostaje, jeżeli nikt nie raczy mi tego jasno i
                                                pro sto wytłumaczyć :)
                                                no i dlatego jest to takie nudne.


                                                co do sondażu, sondaże jak zwykle swoją drogą, a aborcja jako fajny temat targów
                                                partyjnych swoją drogą.


                                                > Ja przynajmniej się staram :)
                                                a jakiś dowód, że reszta się nie stara?;)

                                                że te dziewczęta nagle uwierzą w swoje możliwości.
                                                no czy ja wiem? skoro esej jest w stanie wpłynąć na wynik testu, który jest inny
                                                od wersji bez czytania eseju. to czemu prosty manewr w postaci wprowadzenia
                                                parytetu nie miałby nastrajać pozytywnie i mieć również wpływu na wyniki na
                                                studiach?

                                                U na
                                                > s na pierwszym roku było 30% panien z parytetu, na drugim zostało ich dwie. Jas
                                                > no widać, że baby się do tego nie nadają!

                                                po pierwsze jaki partytet, skoro parytetów pono nie ma??? na czym polegał??? po
                                                drugie, czy wiesz, ilu przy okazji facetów się wykruszyło, czy tradycyjnie
                                                wykruszyłaś w obrazie studiów tylko kobiety? pozytywne jest to, że mimo wszystko
                                                zajmujesz się
                                                kobietami, dołujące to, że tylko wtedy, gdy możesz je nazwać "nienadającymi się
                                                babami" w przeciwieństwie do siebie of kors.

                                                > W obecnej sytuacji jeżeli dziewczyna decyduje się na taki kierunek to zwykle je
                                                > st dobra i daje sobie na nim spokojnie rady.
                                                nie jest to prawda, tak samo jak wielu facetów nie daje rady. czerpiesz jakąś
                                                niesamowitą satysfakcję z faktu, że Ci się udało. i gratuluję, że się udało, ale
                                                nie tędy droga. lepszą przysługę byś wyświadczyła kobietom, gdybyś gdzieś
                                                podzieliła się tym, jak te studia wyglądały z perspektywy kobiety, bo coś czuję,
                                                że nie były usłane różami, a jeśli były, to równie fatalnie, bo to przecież
                                                obraźliwe dla kobiety. ale ponieważ masz duże osiągnięcia w pozbawianiu
                                                siebie płci lub nie uważaniu jej za istotną w jakikolwiek sposób, to nawet na to
                                                nie liczę.


                                                I to właśnie - choć zajmie to całe
                                                > pokolenia - jest w stanie doprowadzić prawdziwego do wyrównania szans, bo te d
                                                > ziewczyny czynem, a nie ideologią udowadniają, że płeć nie ma tutaj znaczenia.
                                                > Jeżeli obarczysz je piętnem parytetu to siła ich przykładu osłabnie.
                                                bosz, piętno parytetu? osobiście wolę piętno parytetu niż piętno babochłopa albo
                                                podejrzenia, że ktoś się tyłkiem czy plecami przez męskie studia przebił. bo to
                                                nie może być prawda, żeby dziewczyna informatykę skończyła. dziewczyny kończą
                                                polonistykę. jest to z dawien dawna ustalone i nie należy burzyć porządku świata.
                                                • black-emissary Re: Mit parytetu 02.07.09, 23:37
                                                  six_a napisała:
                                                  > "także" nie likwiduje faktu

                                                  "Także" sprawia, że problem nie jest stricte kobiecy.

                                                  > no i dlatego jest to takie nudne.

                                                  Co nudne? Tłumaczenie?

                                                  > co do sondażu, sondaże jak zwykle swoją drogą, a aborcja jako fajny temat targó
                                                  > w
                                                  > partyjnych swoją drogą.

                                                  Mało zgrabne wybrnięcie :).

                                                  > a jakiś dowód, że reszta się nie stara?;)

                                                  Chociażby reakcje na moje starania.

                                                  > to czemu prosty manewr w postaci wprowadzenia
                                                  > parytetu nie miałby nastrajać pozytywnie i mieć również wpływu na wyniki na
                                                  > studiach?

                                                  Choćby temu, że manewr w postaci parytetu nie mówi wcale możecie, ale
                                                  macie. Nie mówi jesteście w stanie, ale jesteście
                                                  uprzywilejowane
                                                  (w domyśle: tego wam potrzeba, z czego już prosta
                                                  droga do inaczej nie dacie rady).

                                                  > po pierwsze jaki partytet, skoro parytetów pono nie ma???

                                                  Teoretyzuję sobie, mam nadzieję, że to dostrzegłaś :).

                                                  > drugie, czy wiesz, ilu przy okazji facetów się wykruszyło, czy tradycyjnie
                                                  > wykruszyłaś w obrazie studiów tylko kobiety?

                                                  Przedstawiłam to z tego obrazu co jest istotne dla sprawy.

                                                  > pozytywne jest to, że mimo wszystko zajmujesz się kobietami

                                                  E?

                                                  > w przeciwieństwie do siebie of kors.

                                                  W przeciwieństwie do Ciebie ja o sobie bardzo mało piszę.

                                                  > nie jest to prawda, tak samo jak wielu facetów nie daje rady.

                                                  Oczywiście, że wielu facetów nie daje rady. I co z tego ma wynikać?
                                                  A moje osobiste doświadczenia wykazują, że generalnie dziewczyny dają sobie rady
                                                  lepiej, co jest zapewne związane z lepszą selekcją na początku.

                                                  > czerpiesz jakąś niesamowitą satysfakcję z faktu, że Ci się udało.

                                                  Czerpiesz jakieś niesamowite wnioski nie wiem z czego.

                                                  Jeżeli jednak upierasz się przy wnikaniu w moje życie to mogę Cię zapewnić, że
                                                  nigdy nie czułam satysfakcji związanej z tym, że mnie się udało, a innym
                                                  kobietom nie. Nie ma nic złego w satysfakcji z własnych osiągnięć, ja na nie
                                                  sobie ciężko zapracowałam, podobnie jak moje koleżanki (i koledzy).

                                                  > lepszą przysługę byś wyświadczyła kobietom, gdybyś gdzieś
                                                  > podzieliła się tym, jak te studia wyglądały z perspektywy kobiety

                                                  Przede wszystkim nigdy nie odniosłam wrażenia, że dziewczyna musi być dziesięć
                                                  razy lepsza, żeby osiągnąć to samo co facet. Wymagania były takie same,
                                                  jakkolwiek w przypadku dziewczyn często okraszone niewybrednymi komentarzami, co
                                                  bywało trudne.
                                                  Ale z owych wykładowców później (jak już stres spadł :)) pokpiwały zarówno
                                                  studentki jak i studenci, więc w efekcie może nawet i przydatne to było.

                                                  > ale ponieważ masz duże osiągnięcia w pozbawianiu siebie płci

                                                  I z tego względu każdy kolega, który powiedział, że jestem w tym dobra jak na
                                                  kobietę dostawał z glana i więcej się na to nie odważył.
                                                  :p

                                                  > bosz, piętno parytetu?

                                                  Tak, dokładnie. Piętno.
                                                  Przy parytetach żadna dziewczyna nie pozbędzie się podejrzeń, że może z parytetu
                                                  się dostała.

                                                  > osobiście wolę piętno parytetu niż piętno babochłopa

                                                  Oj, jakie stereotypowe myślenie! :)

                                                  > podejrzenia, że ktoś się tyłkiem czy plecami
                                                  > przez męskie studia przebił.

                                                  Jeżeli już tak chcesz, żebym się swoimi osobistymi doświadczeniami dzieliła, to
                                                  powiem, że z własnych studiów znam tylko jeden przypadek takich podejrzeń. Za to
                                                  w pełni uzasadnionych.
                                                  Z szerszych doświadczeń może kilka kolejnych, w większości także mających
                                                  przynajmniej pewne podstawy w rzeczywistości.
                                                  Przypadki, gdzie facet robił karierę na uczelni (i to tez na kierunku ścisłym)
                                                  dzięki żonie też zresztą znam co najmniej dwa.

                                                  > bo to
                                                  > nie może być prawda, żeby dziewczyna informatykę skończyła. dziewczyny kończą
                                                  > polonistykę. jest to z dawien dawna ustalone i nie należy burzyć porządku świat
                                                  > a.

                                                  No tak, zdecydowanie lepiej zmienić porządek świata na niemożliwe, żeby
                                                  dziewczyna się na informatykę dostała, musi mieć na to parytet
                                                  .
                                                  • six_a Re: Mit parytetu 03.07.09, 00:16
                                                    nudne jest przynudzanie o szowinistycznych świniach

                                                    > Mało zgrabne wybrnięcie :)
                                                    eee, to nie było wybrnięcie, tylko komentarz do sondażu. z czego niby miałam
                                                    wybrnąć? przecież masz ustawę aborcyjną, tak? więc jej liberalizację czy
                                                    przeniesienie tematu w sferę prywatną musisz załatwić w sejmie. bez silnego
                                                    lobby kobiecego, bo jest to sprawa kobiet, nie załatwisz. nie załatwi Ci ksiądz,
                                                    nie załatwi Ci łysy, nie załatwi emeryt. jest to oczywiste.

                                                    > Chociażby reakcje na moje starania
                                                    ja to bym radziła przyjrzeć się Twoim własnym reakcjom i tym równoważnikowym
                                                    nibyodpowiedziom, które pozują na dyskusję.

                                                    > Teoretyzuję sobie, mam nadzieję, że to dostrzegłaś :).
                                                    nie dostrzegłam, wydawało mi się, że mówisz o własnych studiach i 30 procentach
                                                    parytetowych "panien". to jednak one nie były parytetowe czy w ogóle ich nie
                                                    było, tylko sobie dorobiłaś teorię ich odpadnięcia, bo już naprawdę nie
                                                    rozumiem, na co to był przykład.

                                                    > Przedstawiłam to z tego obrazu co jest istotne dla sprawy.
                                                    ale dlaczego do kuźwy nędzy, wykruszanie się kobiet jest w tym przypadku
                                                    istotne, skoro podobno wszyscy są równi i płeć nie ma znaczenia???? czyli wg
                                                    swojej teorii nie powinnaś zauważyć, że to były kobiety, a jakimś cudem
                                                    zauważasz. no przecież kupy się nie trzyma to, co mówisz.

                                                    > W przeciwieństwie do Ciebie ja o sobie bardzo mało piszę.
                                                    no, to Ci się udało! lol

                                                    > E?
                                                    no e!, jak nie e, jak e! siedzimy na forum feminizm, które zupełnie przypadkowo
                                                    zajmuje się kobietami. tylko Ty się nimi zajmujesz w bardzo specyficzny sposób.

                                                    >I co z tego ma wynikać?
                                                    skoro fakt, że wiele kobiet nie daje rady jest dla Ciebie jakoś znaczący, to i
                                                    fakt, że wielu mężczyzn nie daje rady i to o zgrozo na kierunkach męskich,
                                                    powinien być jeszcze bardziej znaczący. może nawet prowadziłby do konkluzji, że
                                                    wykruszeni faceci nie byli facetami, a przynajmniej nie "prawdziwymi facetami".

                                                    Cię zapewnić, że
                                                    > nigdy nie czułam satysfakcji związanej z tym, że mnie się udało, a innym
                                                    > kobietom nie.
                                                    nie musisz mnie o niczym zapewniać, mam to gdzieś. dopiero co napisałaś, że
                                                    panieny się zwyczajnie nie nadawały, co każdy człowiek, który wyłuskał
                                                    informację, że jednak studia skończyłaś, odczyta jako porównanie.

                                                    > Tak, dokładnie. Piętno.
                                                    > Przy parytetach żadna dziewczyna nie pozbędzie się podejrzeń, że może z parytet
                                                    > u się dostała.
                                                    a jakie mogą być podejrzenia, jeśli jest to zupełnie oczywiste, że parytet
                                                    oznacza połowę miejsc dla kobiet i połowę dla mężczyzn. to co tu jest do
                                                    podejrzewania??? w tej sytuacji wszyscy którzy się dostali, dostali się z
                                                    parytetu. rany boskie. czy jak mamy powiedzmy specjalne miejsca siedzące dla
                                                    kobiet w ciąży i usiądzie tam kobieta w ciąży, to jest podejrzewana o bycie w
                                                    ciąży?? no nie mogę normalnie tych dziwacznych ścieżek rozumowania pojąć. jakie
                                                    piętno??? parytet likwiduje wszelkie durnowate podejrzenia i domysły skąd
                                                    kobieta na danym kierunku, albo skąd mężczyzna.

                                                    > Choćby temu, że manewr w postaci parytetu nie mówi wcale możecie,
                                                    ja to dokładnie odwrotnie rozumiem, parytet mówi "możecie". i nie mówi "macie",
                                                    bo nic nie daje poza możliwością skorzystania.

                                                    > I z tego względu każdy kolega, który powiedział, że jestem w tym dobra jak na
                                                    > kobietę dostawał z glana i więcej się na to nie odważył.
                                                    no i fajno. przyjemnego życia życzę, gdzie na każdym kroku będziesz musiała
                                                    glanami odpowiednie reakcje wywoływać.

                                                    > No tak, zdecydowanie lepiej zmienić porządek świata na [i]niemożliwe
                                                    tak, dokładnie tak, czasami lepiej zmienić w sposób radykalny, niż czekać 500
                                                    lat i x pokoleń. tak samo wprowadza się wszystkie prawa antydyskryminacyjne,
                                                    nikt nie będzie czekał, aż ludziom samym z siebie odwidzi się dyskryminowanie
                                                    innych i choćby ośmieszanie ich na kierunkach męskich tudzież damskich.

                                                    >co jest zapewne związane z lepszą selekcją na początku
                                                    jasne, wybitną selekcję zapewnia zwłaszcza średnia uwzględniająca religię, a jej
                                                    dowodem są spady po pierwszym roku.

                                                    > Oj, jakie stereotypowe myślenie! :)
                                                    coś Ty? pewnie zapożyczone. no sama nie wiem, od kogo;)
                                                  • saszenka2 Re: Mit parytetu 03.07.09, 00:30
                                                    jasne, wybitną selekcję zapewnia zwłaszcza średnia uwzględniająca
                                                    religię, a jej
                                                    dowodem są spady po pierwszym roku.

                                                    Choć jestem przeciwko wliczaniu religii do średniej, to muszę
                                                    uczciwie podkreślić, że to nie ona jest winna odpadaniu po pierwszym
                                                    roku. Bo nikt się na średnią nie patrzy. W formularzu rekrutacyjnym
                                                    podajesz wyniki MATUR, a nie oceny z przedmiotów. Oni Ci podają
                                                    listę przyjętych i przynosisz im dopiero wtedy świadectwo maturalne
                                                    i świadectwo z III klasy ogólniaka albo IV technikum. Zatem religia
                                                    nie ma znaczenia, tak samo jak ocena z biologii nie przekłada się
                                                    nawet na przyjęcie na biologię, bo ocena jest subiektywna,
                                                    obiektywna jest matura. I to jest bardzo mądre.
                                                  • six_a Re: Mit parytetu 03.07.09, 00:49
                                                    >I to jest bardzo mądre
                                                    mądre, dopóki nie ma możliwości poprawiania matury do usranej śmierci.

                                                    oraz nie bardzo mądre, ponieważ umożliwia zajmowanie miejsc, "żeby przeczekać" -
                                                    wg wyników matury kandydat się dostał bez problemu, ale z przedmiotów, które
                                                    byłyby ważne na danym kierunku ma oceny mierne, więc zaniży poziom na danym
                                                    kierunku tak czy owak.
                                                  • saszenka2 Re: Mit parytetu 03.07.09, 23:14
                                                    six_a napisała:

                                                    > >I to jest bardzo mądre
                                                    > mądre, dopóki nie ma możliwości poprawiania matury do usranej
                                                    śmierci.
                                                    >
                                                    > oraz nie bardzo mądre, ponieważ umożliwia zajmowanie miejsc, "żeby
                                                    przeczekać"
                                                    > -
                                                    > wg wyników matury kandydat się dostał bez problemu, ale z
                                                    przedmiotów, które
                                                    > byłyby ważne na danym kierunku ma oceny mierne, więc zaniży poziom
                                                    na danym
                                                    > kierunku tak czy owak.
                                                    >

                                                    To jest dobre, brak opcji poprawiania, o czym chyba też pisałam,
                                                    chyba że skleroza mnie dopadła, bo tylko wtedy nie ma zajmowania
                                                    innym miejsca. Trzeba znieść poprawki z matury. Dawniej nie było
                                                    poprawiania matur, w sensie poprawiania ze słabej oceny na wyższą. I
                                                    powinno być tak dalej. Albo niech sobie poprawiają, ale jak gdzieś
                                                    przezimują, a potem dają papiery na wymarzony kierunek, to niech za
                                                    ten drugi płacą, to odechce się kombinatoryki stosowanej.
                                                  • black-emissary Re: Mit parytetu 03.07.09, 00:48
                                                    six_a napisała:
                                                    > nudne jest przynudzanie o szowinistycznych świniach

                                                    Bo nienudne są tylko Twoje żarciki :).

                                                    > eee, to nie było wybrnięcie, tylko komentarz do sondażu.

                                                    Kompletnie nie odniosłaś się do tego, że sondaż popiera moją tezę, a przeczy Twojej.

                                                    > bez silnego lobby kobiecego, bo jest to sprawa kobiet, nie załatwisz. nie załatwi Ci ksiądz
                                                    > ,
                                                    > nie załatwi Ci łysy, nie załatwi emeryt. jest to oczywiste.

                                                    Nie, to nie jest oczywiste, o czym prawi prawie cały ten wątek. I do czego kamyczkiem był rzeczony sondaż.

                                                    > ja to bym radziła przyjrzeć się Twoim własnym reakcjom i tym równoważnikowym
                                                    > nibyodpowiedziom, które pozują na dyskusję.

                                                    Teraz Ty przynudzasz niemożebnie.

                                                    > nie dostrzegłam, wydawało mi się, że mówisz o własnych studiach i 30 procentach
                                                    > parytetowych "panien".

                                                    Ja już nie wiem kiedy Ty żartujesz, a kiedy serio piszesz :/.

                                                    > ale dlaczego do kuźwy nędzy

                                                    Do stu piorunów darujmy to sobie, bo ewidentnie nie chcesz zrozumieć.

                                                    > no, to Ci się udało! lol

                                                    Ja piszę o swoich poglądach, a nie o sobie.
                                                    Ty odnosisz się do mojej osoby.

                                                    > skoro fakt, że wiele kobiet nie daje rady jest dla Ciebie jakoś znaczący

                                                    Znaczący w zaprezentowanym kontekście.

                                                    > nie musisz mnie o niczym zapewniać, mam to gdzieś.

                                                    To czemu tak wiele o tym piszesz? :)

                                                    > dopiero co napisałaś, że panieny się zwyczajnie nie nadawały,
                                                    > co każdy człowiek, który wyłuskał
                                                    > informację, że jednak studia skończyłaś, odczyta jako porównanie.

                                                    Ja mam jednak nadzieję, że przeciętny człowiek jest w stanie odróżnić hipotetyczną sytuację od wspomnień.

                                                    > parytet likwiduje wszelkie durnowate podejrzenia i domysły skąd
                                                    > kobieta na danym kierunku, albo skąd mężczyzna.

                                                    Gó..., a nie likwiduje.
                                                    Jeżeli obecnie na kierunek ścisły jest 20% kandydatek, a 15% zostaje studentkami to w przypadku parytetów musi aż 30% kandydatek dobyć (zachęconych niby czym?), żeby normę wyrobić, a i tak te 5% dostanie się pomimo, że nie powinno. Dostanie się kosztem tych, którzy na to sobie zasłużyli.
                                                    A nawet jeżeli będzie 50% kandydatek to przy jakimkolwiek zaburzeniu rozkładu umiejętności względem płci ktoś zostanie pokrzywdzony.

                                                    > ja to dokładnie odwrotnie rozumiem, parytet mówi "możecie"

                                                    Ale one już mogą, nikt im do jasnej cholery nie broni!

                                                    > no i fajno. przyjemnego życia życzę, gdzie na każdym kroku będziesz musiała
                                                    > glanami odpowiednie reakcje wywoływać.

                                                    Zdecydowanie lepszy środek perswazji niż inżynieria społeczna.

                                                    > nikt nie będzie czekał, aż ludziom samym z siebie odwidzi się dyskryminowanie
                                                    > innych i choćby ośmieszanie ich na kierunkach męskich tudzież damskich.

                                                    I to jest wielki błąd dzisiejszego świata, bo tymi próbami naturalne "odwidzenie się" coraz bardziej oddala.
                                                    Ludzie nie lubią, gdy im się coś narzuca. Wtedy stają się przekorni.

                                                    > coś Ty? pewnie zapożyczone. no sama nie wiem, od kogo;)

                                                    Ja nie wiem tym bardziej.

                                                    [ironia]Zresztą jako że ze mnie facetofilka nienawidząca własnej płci to babochłop to dla mnie najwyższy komplement.[/ironia]
                                                  • six_a Re: Mit parytetu 03.07.09, 01:21
                                                    > Bo nienudne są tylko Twoje żarciki :)
                                                    to prawda. JA się nie nudzę, więc nie mogą być nudne.

                                                    nie widzę specjalnie poparcia tezy. a sondaż nie przekłada się kompletnie na to,
                                                    co z ustawą aborcyjną wyprawiają w sejmie politycy.
                                                    kamyczki najwyraźniej za malutkie. bo jakoś nie możesz mi wręczyć dowodu, że
                                                    którakolwiek ustawa dająca możliwość usuwania ciąży nie wzięła się z inicjatywy
                                                    kobiet, patrz wspominana już ustawa francuska.

                                                    > Teraz Ty przynudzasz niemożebnie.
                                                    włącz sobie głośniki, będzie mniej nudno.

                                                    > Ja już nie wiem kiedy Ty żartujesz, a kiedy serio piszesz :/.
                                                    to jak to w końcu było z tymi dziewczynami u Ciebie na roku??? serio teraz
                                                    pytam, bo zaczynasz wykręcać kota ogonem.

                                                    > Ja piszę o swoich poglądach, a nie o sobie
                                                    no ja tam się nie znam, ale skoro wiem, co studiowałaś, że nosisz glany, że
                                                    lubisz facetów, że znasz tori amos na pamięć, że nie jesteś feministką, co
                                                    zaznaczasz co pięć minut, żeby se kto nie pomyślał przypadkiem, że jesteś, to
                                                    raczej wiem to od Ciebie. a do argumentów trudno powyższe zaliczyć. do poglądów
                                                    też, no może z wyjątkiem niezbyt mocno uzasadnionej awersji do feminizmu.

                                                    "U nas na pierwszym roku było 30% panien z parytetu, na drugim zostało ich dwie.
                                                    Jasno widać, że baby się do tego nie nadają!"
                                                    to nie jest żaden hipotetetyczny opis, a przynajmniej nie wygląda. liczę
                                                    na wyjaśnienie, co to miało być i czemu służyć? sci-fi stworzyłaś czy nie umiesz
                                                    tak dobrać środków wyrazu, żeby było widać hipotezę?

                                                    > Jeżeli obecnie na kierunek ścisły jest 20% kandydatek,
                                                    już to sto razy wyjaśniałam. systemy rekrutacji są umowne. jak zmienisz system,
                                                    nie będzie podstawy do piania o pokrzywdzeniu, chyba że wspominkowo w stosunku
                                                    do poprzedniego systemu, ale taki sam problem był przy przechodzeniu od egz.
                                                    wstępnych do matur jako wstępu na studia. a biedni i pokrzywdzeni to się w
                                                    każdym systemie znajdą.


                                                    > Ale one już mogą, nikt im do jasnej cholery nie broni!
                                                    pewnie. Ty też możesz dostać nobla. do roboty. ups, tylko żeby koledzy Cię nie
                                                    wyśmiali.

                                                    > Ludzie nie lubią, gdy im się coś narzuca. Wtedy stają się przekorni.
                                                    a bez narzucania chodzą jak w zegarku, są empatyczni i w ogóle cud miód. tylko o
                                                    glanach trzeba pamiętać. drobny, acz znaczący szczegół pozwalający black wymusić
                                                    pożądane zachowania u nieregulowanej gawiedzi.
                                                    tradycyjnie proponuję bezludną wyspę, jak komuś regulacje przeszkadzają.
                                                  • black-emissary Re: Mit parytetu 03.07.09, 01:54
                                                    six_a napisała:
                                                    > kamyczki najwyraźniej za malutkie. bo jakoś nie możesz mi wręczyć dowodu, że
                                                    > którakolwiek ustawa dająca możliwość usuwania ciąży nie wzięła się z inicjatywy
                                                    > kobiet, patrz wspominana już ustawa francuska.

                                                    Do źródeł inicjatywy to nigdy nie dojdziesz, ale pierwsze z brzegu przykłady jasno pokazują, że panowie mają w tych sprawach spore zasługi.
                                                    UK: Abortion Act 1967 introduced by David Steel and subject to heated debate it allowed for legal abortion on a number of grounds. [za Wiki]
                                                    Przełomowa dla aborcji w USA sprawa Roe v. Wade została przesądzona przez Sąd Najwyższy składający się wyłącznie z mężczyzn.

                                                    Przykłady można mnożyć, ale to jest kompletnie nie w temacie, bo mowa o parytetach, a nie o jednostkach. Szczególnie, że akurat inicjatyw w tej dziedzinie jest u nas wręcz zbyt wiele, problemem jest ich realizacja.

                                                    Sondaż, jaki przytoczyłam wskazuje, że nie ma istotnych różnic w podejściu do sprawy między kobietami a mężczyznami. Nie ma więc podstaw przypuszczać, że parlament złożony z samych kobiet zagłosuje inaczej niż ten złożony z samych mężczyzn.

                                                    > to jak to w końcu było z tymi dziewczynami u Ciebie na roku???
                                                    > serio teraz pytam, bo zaczynasz wykręcać kota ogonem.

                                                    Ale co jak było?
                                                    Jeżeli dobrze pamiętam (trochę czasu minęło) wszystkie studia skończyły. Panów mniej niż połowa.

                                                    > no ja tam się nie znam, ale skoro wiem, co studiowałaś, że nosisz glany, że
                                                    > lubisz facetów, że znasz tori amos na pamięć, że nie jesteś feministką, co
                                                    > zaznaczasz co pięć minut, żeby se kto nie pomyślał przypadkiem, że jesteś, to
                                                    > raczej wiem to od Ciebie.

                                                    Ok, już żadnych więcej informacji o sobie nie podam :).

                                                    > też, no może z wyjątkiem niezbyt mocno uzasadnionej awersji do feminizmu.

                                                    Uzasadniona jest bardzo gruntownie.

                                                    > to nie jest żaden hipotetetyczny opis, a przynajmniej nie wygląda.

                                                    W przyszłości będę zaznaczać tagami, dobrze?

                                                    > liczę na wyjaśnienie, co to miało być i czemu służyć?

                                                    Miało służyć zaprezentowaniu jak widzę mechanizm działania parytetów.

                                                    > sci-fi stworzyłaś czy nie umiesz
                                                    > tak dobrać środków wyrazu, żeby było widać hipotezę?

                                                    A może to nie ja nie potrafię środków dobrać, tylko Ty ich dostrzec nie potrafisz?

                                                    Ale parytety same w sobie tego nie zmienią, nie spowodują, że te dziewczęta nagle uwierzą w swoje możliwości. Jeżeli wybiorą te "męskie" kierunki to tylko dlatego, że będzie się im na nie łatwiej dostać.

                                                    Jak dla mnie brzmi to jak spekulacja.

                                                    > już to sto razy wyjaśniałam. systemy rekrutacji są umowne.

                                                    A jak to się ma do ilości chętnych, bo nie łapię.

                                                    > jak zmienisz system, nie będzie podstawy do piania o pokrzywdzeniu

                                                    Aha, czyli rozumiem, że <hipoteza>jak zmienisz system na "na studia dostaje się ten, kto rektorowi wręczy największą łapówkę"</hipoteza> to też będzie to niekrzywdzący system rekrutacji?

                                                    > ale taki sam problem był przy przechodzeniu od egz.
                                                    > wstępnych do matur jako wstępu na studia.

                                                    Reforma edukacji (ze zmianą rekrutacji na studia na czele) jedna z najgorszych rzeczy, jaka się w tym kraju stała w ostatniej dekadzie.
                                                    I obecnie problem moim zadaniem o wiele poważniejszy niż in vitro, aborcja i homośluby razem wzięte. O parytetach nie wspominając :).

                                                    > a biedni i pokrzywdzeni to się w każdym systemie znajdą.

                                                    A z tym się zgodzę. Powinno się jednak starać, aby było ich jak najmniej.

                                                    > pewnie. Ty też możesz dostać nobla. do roboty.

                                                    Mogę. I nie domagam się parytetów, aby było mi z tym łatwiej.

                                                    > ups, tylko żeby koledzy Cię nie wyśmiali.

                                                    Blablabla.

                                                    > drobny, acz znaczący szczegół pozwalający black wymusić
                                                    > pożądane zachowania u nieregulowanej gawiedzi.

                                                    Próbowałam Ci chyba wczoraj przekazać, że ten sam system, jakim oceniasz swoje posty powinnaś też stosować do moich.
                                                  • six_a Re: Mit parytetu 03.07.09, 02:37
                                                    >to nigdy nie dojdziesz
                                                    dojdę. spoko.

                                                    >że panowie mają w tych sprawach spore zasługi
                                                    no i znowu to samo. aborcja jest dozwalana bądź zakazywana kobietom, ale
                                                    mężczyźni mają spore zasługi. no może i mają, ale jako wykonawcy woli grupy
                                                    kobiet w tym przypadku lub ograniczyciele.
                                                    aborcja pozostaje wciąż sprawą bezpośrednio kobiecą, a pośrednio ogólnoludzką,
                                                    jeśli tak bardzo chcesz, byle nie zaczynać od drugiego końca.


                                                    > Nie ma więc podstaw przypuszczać, że parlament złożony z samych kobiet
                                                    zagłosuje inaczej niż ten złożony z samych mężczyzn.
                                                    a skąd my weźmiemy parlament złożony z samych kobiet? nie za wczesne obawy
                                                    czasem? no już parytet na listach wyborczych to kompletnie się nie daje
                                                    podciągnąć pod obrazę kobiet.

                                                    > A może to nie ja nie potrafię środków dobrać, tylko Ty ich dostrzec nie potrafisz?
                                                    noprosz, stały i jak zwykle niezawodny element gry.


                                                    > Ale parytety same w sobie tego nie zmienią, nie spowodują, że
                                                    > te dziewczęta nagle uwierzą w swoje możliwości. Jeżeli wybiorą te "męski
                                                    > e" kierunki to tylko dlatego, że będzie się im na nie łatwiej dostać.

                                                    skąd wiesz??? na niektóre kierunki jest się łatwo dostać nawet mężczyznom, czy
                                                    brak rywalizacji o miejsce stawia ich na pozycji matołów, którzy się nie
                                                    przebili, tylko "im dano".

                                                    > Miało służyć zaprezentowaniu jak widzę mechanizm działania parytetów.
                                                    no to super, a ja widzę inaczej, więc może jak to kiedyś przetestujemy, to
                                                    będziemy wnioski ciągnąć. na razie możemy ciągnąć z innych krajów, które parytet
                                                    wprowadziły i jakoś żyją.


                                                    > A jak to się ma do ilości chętnych, bo nie łapię.
                                                    no a jak się ma mieć? i w parytetowym i w nieparytetowym ktoś się nie dostanie.
                                                    z zasady.

                                                    > Aha, czyli rozumiem, że <hipoteza>jak zmienisz system na "na studia dostaje
                                                    się ten, kto rektorowi wręczy największą łapówkę"</hipoteza> to też będzie to
                                                    niekrzywdzący system rekrutacji?
                                                    o, nie sądziłam, że parytet można traktować na równi z łapówkarstwem. ciekawostka.

                                                    > Próbowałam Ci chyba wczoraj przekazać, że ten sam system, jakim oceniasz swoje
                                                    posty powinnaś też stosować do moich.
                                                    który system? parytetowy? uwzględnię Twój wniosek.
                                                    chyba:)
                                                  • dzikowy Re: Mit parytetu 03.07.09, 03:18
                                                    > no a jak się ma mieć? i w parytetowym i w nieparytetowym ktoś się
                                                    nie dostanie.
                                                    > z zasady.

                                                    Tylko zmienia się kryterium z właściwego - kompetencyjnego, na
                                                    niewłaściwe -organorozrodcze.
                                                  • black-emissary Re: Mit parytetu 03.07.09, 10:55
                                                    dzikowy napisał:
                                                    > Tylko zmienia się kryterium z właściwego - kompetencyjnego, na
                                                    > niewłaściwe -organorozrodcze.

                                                    Dla koleżanki Krówki to właśnie kryterium organorozrodcze jest właściwe, a
                                                    kompetencyjne kompletnie nieważne (przecież kompetencje są pochodną patriarchatu).
                                                  • black-emissary Re: Mit parytetu 03.07.09, 10:51
                                                    Straszliwy chaos wprowadzasz do dyskusji, nie potrafisz trzymać się tematu i notorycznie dryfujesz.

                                                    Darujmy więc sobie komentarze do wyrywków z komentarzy i skoncentrujmy się na istocie sprawy.

                                                    Ja Ty widzisz mechanizm działania parytetów? Najlepiej na przykładzie.
                                                    Jest sobie kierunek ścisły. Wprowadzamy parytety i...
                                                  • six_a Re: Mit parytetu 03.07.09, 16:55
                                                    >Ja Ty widzisz mechanizm działania parytetów? Najlepiej na przykładzie.
                                                    Jest sobie kierunek ścisły. Wprowadzamy parytety i...

                                                    nie wprowadzam bałaganu, pisałam o tym, jak sobie wyobrażam, co najmniej 3 razy,
                                                    i więcej powtarzać nie będę (ctrl+f: pula lub pule). chcesz brać udział w
                                                    dyskusji, to się dowiedz, co już było mówione.
                                                  • black-emissary Re: Mit parytetu 03.07.09, 17:13
                                                    six_a napisała:
                                                    > i więcej powtarzać nie będę (ctrl+f: pula lub pule).

                                                    Wyniki wyszukiwania:
                                                    no widzisz, a dzikowy uważa, że średnia z matury jest najlepsza, a ja uważam, że najlepsze są pule parytetowe, bo likwidują uprzedzenia do typowomęskiego/typowokobiecego.

                                                    To ma być to wyjaśnienie?! :)))
                                                  • six_a Re: Mit parytetu 03.07.09, 17:35
                                                    :) nie, sorry bardzo, tutaj już jest tylko nawiązanie. chyba za dużo wątków na ten sam temat.

                                                    parytetowe wyobrazki
                                                  • black-emissary Re: Mit parytetu 03.07.09, 18:09
                                                    six_a napisała:
                                                    > :) nie, sorry bardzo, tutaj już jest tylko nawiązanie.

                                                    No popatrz, popatrz... :)

                                                    > parytetowe wyobrazki

                                                    Tego wątku nawet nie czytałam (zaraz nadrobię), tytuł mnie zniechęcił.

                                                    Tak czy inaczej zalinkowany post nie jest odpowiedzią na moje pytanie. Nie prosiłam o pomysł na praktykę parytetów, a o wyjaśnienie mechanizmu ich zbawiennego działania.
                                                  • six_a Re: Mit parytetu 03.07.09, 18:28
                                                    no patrz, to w takim razie znowu źle musiałam zrozumieć tekst typu: mamy sobie
                                                    kierunek, wprowadzamy parytet i co?

                                                    a o zbawiennym (przynajmniej imo) wpływie też już pisałam jakieś sto razy:
                                                    likwidacja przesądu kierunku męskiego/damskiego, likwidacja uprzedzeń wobec tych
                                                    kierunków na samym wstępie, likwidacja podejrzeń i ośmieszania w kroku kolejnym,
                                                    a w dalszej perspektywie wyrównanie ilości ludzi płci obojga na różnych
                                                    kierunkach uznawanych obecnie za typowo kobiece lub typowo męskie.

                                                    całkiem odpowiada mi wizja oddzielenia płci na etapie rekrutacji i połączenia
                                                    sił na etapie studiowania, coś jak mixt w tenisie;)
                                                  • black-emissary Re: Mit parytetu 03.07.09, 18:41
                                                    six_a napisała:
                                                    > no patrz, to w takim razie znowu źle musiałam zrozumieć tekst typu: mamy sobie
                                                    > kierunek, wprowadzamy parytet i co?

                                                    Zastanawia mnie jak można źle zrozumieć tekst Ja Ty widzisz mechanizm działania parytetów?...

                                                    > likwidacja przesądu kierunku męskiego/damskiego, likwidacja
                                                    > uprzedzeń wobec tych kierunków na samym wstępie, likwidacja
                                                    > podejrzeń i ośmieszania w kroku kolejnym, a w dalszej
                                                    > perspektywie wyrównanie ilości ludzi płci obojga na różnych
                                                    > kierunkach uznawanych obecnie za typowo kobiece lub typowo męskie.

                                                    Tak, jak już pisałam, że ogólnikami rzucałaś. Ja prosiłam o konkrety.
                                                    W jaki sposób parytet ma te cuda zdziałać?

                                                    Odgórny nakaz przyjęcia po 50% osób danej płci nie spowoduje przecież, że nagle wszyscy uwierzą, że płcie są tak samo kompetentne.
                                                  • six_a Re: Mit parytetu 03.07.09, 19:26
                                                    a ja nie widzę sensu podawania mechanizmu działania, czegoś co jeszcze u nas nie
                                                    działa. Ty natomiast już wiesz, jak nie podziała coś, co nawet nie działa,
                                                    osobliwe. dlatego pytanie "jak widzisz?" odczytałam sobie jak każdy normalo --->
                                                    jak sobie wyobrażasz?
                                                    czy to Cię szokuje? albo może nawet gryzie?


                                                    > Odgórny nakaz przyjęcia po 50% osób danej płci nie spowoduje przecież, że
                                                    nagle wszyscy uwierzą, że płcie są tak samo kompetentne.

                                                    kompetentne w czym? w napisaniu matury z danego przedmiotu? kompetencjami się
                                                    wykażą na studiach.
                                                    to jest dokładnie taki sam odgórny nakaz jak przyjęcie stu dowolnych osób z góry
                                                    dowolnej listy. kompetencji dostarcza matura z tego, co się orientuję. więc
                                                    zakładanie, że kompetentni będą akurat wyłącznie faceci po maturze, a kobiety
                                                    już nie, jest co najmniej ciekawe. i jak widać, ci "kompetentni" też mogą
                                                    zjechać po próbie studiowania. czyli nie tacy kompetentni, prawda?, więc może
                                                    nie przyjmować "mniej kompetentnych" w ogóle, przyjąć najbardziej kompetentnego,
                                                    bo tylko co do niego nie będzie żadnych wątpliwości. jesu, co za myślenie.
                                                    i w ogóle nie mówimy o różnicach między kandydatami typu debil po podstawówce i
                                                    wielki pan maturzysta, oni wszyscy mają maturę, teoretycznie więc są zdatni do
                                                    studiowania. a że nie wszyscy studia skończą, jest jasne. obecni "kompetentni"
                                                    też nie wszyscy dotrwają do magistra.
                                                  • black-emissary Re: Mit parytetu 03.07.09, 19:54
                                                    six_a napisała:
                                                    > a ja nie widzę sensu podawania mechanizmu działania,
                                                    > czegoś co jeszcze u nas nie działa.

                                                    Ja nie widzę kompletnie sensu w postulowaniu wprowadzenia czegoś, co nie wiadomo
                                                    jak ma działać.
                                                    To mniej więcej tak, jakbyś zaproponowała zastąpienie w aucie silnika łabędziem
                                                    (bo to będzie ekologiczne) i na pytanie a jak sobie wyobrażasz mechanizm
                                                    działania łabędzia-silnika odpowiadała, że się okaże jak zainstalujemy.

                                                    > Ty natomiast już wiesz, jak nie podziała coś, co nawet nie działa,

                                                    Ja nie widzę możliwości tego działania (a jeżeli już to negatywnego). Tak
                                                    samo jak nie muszę wkładać łabędzia do auta by domniemywać, że auto takie
                                                    nigdzie nie dojedzie.

                                                    > dlatego pytanie "jak widzisz?" odczytałam sobie jak każdy normalo
                                                    > -
                                                  • six_a Re: Mit parytetu 03.07.09, 21:42
                                                    > i na pytanie a jak sobie wyobrażasz mechanizm
                                                    > działania łabędzia-silnika odpowiadała, że się okaże jak zainstalujemy
                                                    bez sensu. pisałam, jak sobie wyobrażam. nie moja wina, że Ty nie jesteś sobie
                                                    tego w stanie wyobrazić.

                                                    > Ja nie widzę możliwości tego działania (a jeżeli już to negatywnego).
                                                    no to akurat jest dla Ciebie typowe: coś nie może działać, ale jednak
                                                    może, tyle że negatywnie. to może czy nie może? i dlaczego tylko negatywnie?

                                                    > W dziedzinach niezbędnych do funkcjonowania na danym kierunku studiów.
                                                    ale chyba już ustaliłyśmy, że część osób kompetentnych czy to przez egzamin
                                                    wstępny, czy przez wyniki matury i tak odpadnie. więc jakie znaczenie może mieć
                                                    o 10 procent niższa kompetencja początkowa, którą udowadniał np. dzikowy?


                                                    > W jaki sposób wprowadzenie parytetu przy rekrutacji na studia ma zlikwidować
                                                    > przesąd kierunku męskiego/damskiego
                                                    czy uprzedzenia wobec tych kierunków
                                                    >
                                                    ?
                                                    > Uważasz, że to, że zarezerwuje się na matematyce 50% miejsc dla dziewczyn
                                                    > magicznie spowoduje, że te dziewczyny uwierzą w swoje matematyczne zdolności, a
                                                    > ich koledzy spojrzą na nie z wiarą w ich możliwości?
                                                    i naprawdę myślisz, że największym problemem studentów w ogóle czy parytetowych
                                                    studentek będzie to, żeby inni w nich uwierzyli albo jak na nich patrzą? będą
                                                    mieć dobre wyniki, to uwierzą. ciągle podchodzisz do problemu od strony urażonej
                                                    damskiej dumy, a nie każdy to będzie tak odbierał. dla mnie np. to jest
                                                    kuriozalne, podobnie jak kuriozalne było kiedyś stwierdzenie, że jak obarczony
                                                    ciężarami facet stara się komuś otworzyć drzwi, to jest to obelga dla kobiety.
                                                    jakoś tak to leciało.

                                                    > Uważasz, że to, że zarezerwuje się na matematyce 50% miejsc dla dziewczyn
                                                    > magicznie spowoduje, że te dziewczyny uwierzą w swoje matematyczne zdolności
                                                    nie ma w tym magii, podobnie jak magii nie było w teście zdolności przed i po
                                                    przeczytaniu światłego eseju sugerującego gorszość danej płci. znasz pewnie taki
                                                    efekt. jak dajmy na to kobieta uważa, że facet ciągle coś robi źle przy dziecku
                                                    i sugeruje mu "że się nie nadaje", to on w końcu faktycznie zaczyna mieć dwie
                                                    lewe ręce.
                                                  • black-emissary Re: Mit parytetu 04.07.09, 01:31
                                                    six_a napisała:
                                                    > bez sensu. pisałam, jak sobie wyobrażam. nie moja wina, że Ty nie jesteś sobie
                                                    > tego w stanie wyobrazić.

                                                    Możesz więc powtórzyć, przekleić lub dać linka?
                                                    Ty wiesz czego szukać, zdecydowanie łatwiej znaleźć to Tobie niż mnie, będzie to Cię też kosztowało zdecydowanie mniej energii niż powtarzanie w kółko już pisałam.
                                                    Odrobinę dobrej woli :).

                                                    > no to akurat jest dla Ciebie typowe: coś nie może działać, ale jednak
                                                    > może, tyle że negatywnie. to może czy nie może? i dlaczego tylko negatyw
                                                    > nie?

                                                    Typowe dla Ciebie czepianie się słówek, zaciemnianie obrazu i wywracanie kota ogonem.
                                                    Napisałam bardzo wyraźnie - nie potrafię wymyślić w jaki sposób parytety miały dać to, co im przypisujesz. Analizując ich możliwości widzę jedynie potencjalnie negatywne działanie. Jakie wyjaśniałam wcześniej w przykładzie, który wzięłaś za wspomnienia.

                                                    > ale chyba już ustaliłyśmy, że część osób kompetentnych czy to przez egzamin
                                                    > wstępny, czy przez wyniki matury i tak odpadnie. więc jakie znaczenie może mieć
                                                    > o 10 procent niższa kompetencja początkowa, którą udowadniał np. dzikowy?

                                                    To, że dalsze studia są trudne jest tylko dodatkowym powodem, aby sito kompetencji zacieśniać - by nie marnować czasu tak studentów jak i uczelni na osoby, które się do tego zwyczajnie nie nadają.
                                                    A stwierdzenie czy to przez egzamin wstępny, czy przez wyniki matury świadczy o tym, że mówiąc o sprawdzaniu kompetencji mamy na myśli kompletnie inne sprawy.

                                                    > i naprawdę myślisz, że największym problemem studentów w ogóle czy parytetowych
                                                    > studentek będzie to, żeby inni w nich uwierzyli albo jak na nich patrzą?

                                                    No nie no zaraz... ale przecież parytety mają właśnie w tym celu być wprowadzone, żeby zlikwdować to złe patrzenie! Twoje słowa: likwidacja przesądu kierunku męskiego/damskiego, likwidacja uprzedzeń wobec tych kierunków na samym wstępie.
                                                    Nie tylko nie chcesz (nie potrafisz?) wyjaśnić w jaki sposób mają to osiągnąć, ale nawet zaczynasz zaprzeczać takiej potrzebie.
                                                    To o co w zasadzie chodzi? O statystyki?

                                                    > będą mieć dobre wyniki, to uwierzą.

                                                    Ale do tego parytet nie jest potrzebny.

                                                    > nie ma w tym magii, podobnie jak magii nie było w teście zdolności przed i po
                                                    > przeczytaniu światłego eseju sugerującego gorszość danej płci.

                                                    Możesz podać jakieś dokładniejsze dane o tym teście? Bo to co czytałam jest mocno mgliste.

                                                    > znasz pewnie tak i efekt.

                                                    Z autopsji nie.
                                                  • saszenka2 Re: Mit parytetu 04.07.09, 00:14
                                                    six_a napisała:

                                                    > no patrz, to w takim razie znowu źle musiałam zrozumieć tekst
                                                    typu: mamy sobie
                                                    > kierunek, wprowadzamy parytet i co?
                                                    >
                                                    > a o zbawiennym (przynajmniej imo) wpływie też już pisałam jakieś
                                                    sto razy:
                                                    > likwidacja przesądu kierunku męskiego/damskiego, likwidacja
                                                    uprzedzeń wobec tyc
                                                    > h
                                                    > kierunków na samym wstępie, likwidacja podejrzeń i ośmieszania w
                                                    kroku kolejnym
                                                    > ,
                                                    > a w dalszej perspektywie wyrównanie ilości ludzi płci obojga na
                                                    różnych
                                                    > kierunkach uznawanych obecnie za typowo kobiece lub typowo męskie.
                                                    >
                                                    > całkiem odpowiada mi wizja oddzielenia płci na etapie rekrutacji i
                                                    połączenia
                                                    > sił na etapie studiowania, coś jak mixt w tenisie;)
                                                    >
                                                    >
                                                    W przypadku wyrównywania ilości studentek i studentów wystarczą
                                                    tylko pierwsze punkty. Kobiety wystarczy tylko zachęcić do
                                                    studiowania kierunków ścisłych, miejsca na nich są, a poza tym
                                                    akurat tutaj powinny decydować umiejętności. O ile w przypadku
                                                    polityki parytety na listach wyborczych się sprawdzają, o tyle nie
                                                    sprawdziłyby się w przypadku studiów. Bo tu powinny naprawdę
                                                    decydować wyniki obiektywnie sprawdzonych matur. One są obiektywne,
                                                    więc nie promują żadnej z płci. O ile szefowie partii promują
                                                    mężczyzn, nie zawsze kompetentnych w jakiejkolwiek dziedzinie, o
                                                    tyle rekrutacja promuje najlepszych.
                                                  • benek231 Re: Mit parytetu 04.07.09, 00:40
                                                    saszenka2 napisała:

                                                    > W przypadku wyrównywania ilości studentek i studentów wystarczą
                                                    > tylko pierwsze punkty. Kobiety wystarczy tylko zachęcić do
                                                    > studiowania kierunków ścisłych, miejsca na nich są, a poza tym
                                                    > akurat tutaj powinny decydować umiejętności.

                                                    *Prawda, ze proste? :) Nad czym my wiec biedzimy sie, Saszenko, od przynzjmniej
                                                    kilku dni(?) Kiedy "wystarczy zachecic"... Autorowi tego artykulu o stereotypach
                                                    cos sie najwyrazniej pokickalo :O))



                                                    O ile w przypadku
                                                    > polityki parytety na listach wyborczych się sprawdzają, o tyle nie
                                                    > sprawdziłyby się w przypadku studiów. Bo tu powinny naprawdę
                                                    > decydować wyniki obiektywnie sprawdzonych matur. One są obiektywne,
                                                    > więc nie promują żadnej z płci. O ile szefowie partii promują
                                                    > mężczyzn, nie zawsze kompetentnych w jakiejkolwiek dziedzinie, o
                                                    > tyle rekrutacja promuje najlepszych.

                                                    *Zgadzam sie co do parytetow w polityce, oraz parytetow w nauce. Wierze tez, ze
                                                    teraz matury sa obiektywne. Jedyny problem, zdaje sie, jak wyzej - z tymi
                                                    stereotypami, jako ze to one leza u podstaw przyczyn braku wiekszego
                                                    zainteresowania inzynieria, informatyka czy kierunkiem matematyczno fizycznym...

                                                    I teraz nalezy postawic pytanie: czy wazniejsze jest dla nas by odrobic
                                                    historyczne zapoznienie (niewielkim) kosztem czystosci regul gry podczas
                                                    rekrutacji, czy tez wazniejsza jest czystosc regul - bez wzgledu na rekrutacyjne
                                                    efekty.
                                                    Nie ma nic pomiedzy.

                                                    Zwolennicy pozytywnych odpowiedzi na kazde z tych pytan stanowia strony w naszej
                                                    dyskusji.
                                                    >
                                                  • black-emissary Re: Mit parytetu 04.07.09, 01:44
                                                    benek231 napisał:
                                                    > I teraz nalezy postawic pytanie: czy wazniejsze jest dla nas by odrobic
                                                    > historyczne zapoznienie (niewielkim) kosztem czystosci regul gry podczas
                                                    > rekrutacji, czy tez wazniejsza jest czystosc regul - bez wzgledu na rekrutacyjn
                                                    > e
                                                    > efekty.

                                                    To jest dobre pytanie, ale ma sens dopiero wówczas, gdy odpowiemy pozytywnie na pytanie czy naginanie reguł rekrutacji rzeczywiście te historyczne zapóźnienia odrobi.
                                                  • benek231 Re: Mit parytetu 04.07.09, 02:12
                                                    black-emissary napisała:

                                                    >
                                                    > To jest dobre pytanie, ale ma sens dopiero wówczas, gdy odpowiemy pozytywnie
                                                    na pytanie czy naginanie reguł rekrutacji rzeczywiście te historyczne
                                                    zapóźnienia odrobi.
                                                    ======
                                                    *Czyli Twoim zdaniem, jest to dobre pytanie tylko... bez sensu. Sens bedzie
                                                    mialo dopiero wtedy gdy, odpowiedz na to pytanie bedziemy znali przed jego zadaniem.

                                                    Wiem, ze Ty musisz wiedziec wszystko z naleznym wyprzedzeniem, i nawet domagalas
                                                    sie tego jeszcze przed swymi narodzinami, ale...
                                                  • black-emissary Re: Mit parytetu 04.07.09, 02:38
                                                    benek231 napisał:
                                                    > *Czyli Twoim zdaniem, jest to dobre pytanie tylko... bez sensu. Sens bedzie
                                                    > mialo dopiero wtedy gdy, odpowiedz na to pytanie bedziemy znali przed jego zada
                                                    > niem.

                                                    W Twoim pytaniu została zawarta pewna teza.
                                                    Moim zdaniem zadawanie tego pytania ma sens wyłącznie wtedy, gdy uda się udowodnić lub choć uprawdopodobnić ową tezę. Wtedy będzie ono niezwykle trafne. Bez tego jest puste.
                                                  • black-emissary Re: Mit parytetu 03.07.09, 17:41
                                                    six_a napisała:
                                                    > wiem, co studiowałaś, że nosisz glany, że
                                                    > lubisz facetów, że znasz tori amos na pamięć

                                                    Gryzło mnie to, więc sprawdziłam.

                                                    Swój zawód wspomniałam w ramach przykładów na to kto i dlaczego (nie)miałby mnie
                                                    reprezentować. O glanach pisałam w wątku stricte żartobliwym, a o znajomości
                                                    twórczości Tori Amos w kontekście wymagającym takowego zaznaczenia.
                                        • dzikowy Re: Mit parytetu 02.07.09, 02:34
                                          to ciekawe, że na in vitro akurat przykład kompletnego freaka podajesz, jakim b
                                          > ył mj, i to ma być niby reprezentatywny przykład klienta in vitro? dziwny pan,
                                          > który kochał sypiać z chłopcami?

                                          Też mi się zdarzało sypiać z chłopcami. To taka czynność fizjologiczna, którą
                                          człek czyni gdy jest zmęczony i akurat w śpiworze obok nie ma dziewczęcia.

                                          > co do kobiet, to nie jest kwestia niedorajdowatości, tylko inności.

                                          Jeżeli inność ("inność" to raczej dotyczy mniejszości, więc albo jesteś łysa,
                                          albo się powstrzymaj) skutkuje nie radzeniem sobie to jest niedorajdowością. Jak
                                          mnie napadnie tłum ludu nie potrafiącego wkręcić śrubki to mam im dawać medal za
                                          zgrabność? Parytet proponuje taki medal a priori, kobieta nawet nie musi udawać,
                                          że jest niezgułą - i tak jej pomogą.
                                          • six_a Re: Mit parytetu 02.07.09, 10:02
                                            > Też mi się zdarzało sypiać z chłopcami.
                                            dopiszę to do Twojego pliku pt. "informacje dzikowego o dzikowym dawkowane na ff"

                                            jakiś pruderyjny jesteś? mj nie miał oddzielnych śpiworów i na dodatek nie był
                                            zmuszony okolicznościami.

                                            "inność" to raczej dotyczy mniejszości
                                            czyżby? znaczy jako mężczyzna uznajesz się za mniejszość czy większość? bo
                                            niewątpliwie jesteś ode mnie inny.

                                            >skutkuje nie radzeniem sobie to jest niedorajdowością
                                            najpierw musiałbyś mieć jakiś dowód, że kobiety w nauce - te które już w niej
                                            siedzą, jako adiunktki, doktory, profesory itd., nie radzą sobie - ich prace są
                                            gorsze, ich dydaktyka jest do duszy i tak dalej. więc poproszę o ten dowód!

                                            >Parytet proponuje taki medal a priori,
                                            parytet nie proponuje żadnych medali, ale stwarza możliwości do zdobywania
                                            medali, po prostu nie chcesz tego zrozumieć, więc nie rozumiesz.
                                          • six_a Re: plus 02.07.09, 10:04
                                            >kobieta nawet nie musi udawać, że jest niezgułą

                                            szczególnie ten argument powtarzaj Liubej rano i wieczorem. pewnie też leci na
                                            niezgułowatości własnej w życiu z Tobą i w robocie, o ile ją ma, bo przecież
                                            kobiety się nie nadają na pracownika, więc jeśli pracują, to z męskiej łaski.
                                            • dzikowy Re: plus 02.07.09, 10:35
                                              :D Uwielbiam jak sobie dorabiasz interpretacje. Instrukcję drukarki też
                                              Ci przesłać?
                                              • six_a Re: plus 02.07.09, 11:03
                                                do czego dorabiam? w całej dyskusji koronnym argumentem jest niezgułowatość, a
                                                przedtem o 10% większe stężenie głupoty u kobiet, to co tu pozostaje do
                                                interpretacji? a liuba jest chyba kobietą, czy też nie? w sumie to już nie wiem,
                                                szczególnie jak o tych śpiworach wspomniałeś:)

                                                mam już drukarkę, instrukcję też mam.
                            • benek231 Re: Mit parytetu 30.06.09, 19:17
                              dzikowy napisał:

                              > Nie bolą Cię grupowe zwolnienia? Nie boli problem z dostępem do usług
                              > medycznych? Głodujący emeryci?
                              ====
                              A czy nie moze bolec i to... i to?

                • benek231 Parytet moze tylko poprawic demokracje :O)) 30.06.09, 04:55
                  dzikowy napisał:

                  > Hołdys był żartem. Nie odpowiedziałeś mi na pytanie. Czemu pozostałe kryteria
                  "grupy wpływów" mają być wybierane demokratycznie, a kategoria płeć ma być
                  narzucona?
                  =====
                  *Heeeee, a ja bylem pewien, ze calosc byla zartem :)

                  By odpowiedziec na pytanie musialbym najpierw chwycic jego sens - a z tym mam
                  trudnosci. Bo przede wszystkim ja nigdzie nie mowilem o grupach wplywow oraz
                  zasadach ich wybierania. Jesli mowilem to wylacznie o grupach interesow a to
                  niekoniecznie to samo (grupa interesow moze byc grupa wpywow ale nie musi).
                  Ponadto grupy interesow nie sa nigdzie wybierane lecz to wybrancy
                  (reprezentanci) reprezentowac moga ich interesy. Podsumowujac "grupy interesow"
                  nie sa wybierane tak czy owak, i nie w odroznieniu od kobiecej grupy interesow,
                  jako ze ta takze nie jest wybierana ani... narzucana.

                  Domyslac sie tylko moge, ze posadzasz mnie o planowane dyktatorskie posuniecie i
                  ustanowieniae parytetow pod grozba uzycia sily. I tu znow sie mylisz, bo ani mi
                  w glowie cos takiego. :)

                  W ktoryms z wczesniejszych watkow o parytetach w polityce zyczylem kobietom
                  urzeczywistnienia sie marzen, ale zastrzeglem, ze doprawdy nie wiem jak to
                  zrealizowac. Hmmm, chyba ze poslanka Sroda sypia ze wszystkimi reprezentantami i
                  senatorami i w zastosowaniu klasycznego srodka perswazji upatruje srodka na
                  zatwierdzenie parytetow...(???) Bo w przeciwnym wypadku przestanie im dawac ...(???)

                  By bylo jeszcze jasniej, nie wydaje mi sie, by demokracja mogla na parytetach
                  stracic. Uwazam, ze wrecz przeciwnie, albowiem wiecej demokracji jest tam gdzie
                  obywatele nie tylko biora udzial w procesie politycznym, ale gdy przy okazji
                  maja wplyw na tego procesu wyniki. W ktoryms z wczesniejszych postow, zdaje sie,
                  krotko nakreslilem typowa sytuacje po-wyborcza. I tu zwolenniczki parytetow
                  musza wziac pod uwage taka oto przykra mozliwosc, ze w wyniku wyborow znajda sie
                  pod wozem. Gdy tylko bardziej (przejsciowo) zachowawczy i klerykalny elektorat
                  zenski powybiera sobie glownie panie radujace serce Giertycha i Glempa. Tak tez
                  moze byc, ale powyzsze bedzie poprawnie odzwierciedlalo wyborcze preferencje
                  kobiet - z czym trzeba bedzie sie zgodzic.

                  Ale tez moje rozwazania mozna chyba miedzy bajki wlozyc, gdyz obawiam sie, ze
                  poslanka Sroda nie bedzie wykorzystywala swego sex appeal dla osiagania brudnych
                  celow. A inaczej po prostu sie nie da :O))
          • black-emissary Re: Mit parytetu 29.06.09, 23:40
            Demokracja polega na reprezentacji grup interesów i póki co nie wymyślono lepszego sposobu na jej wyłonienie niż powszechne głosowanie. Jeżeli chcesz zaburzać ów sposób to wytłumacz (jako good girl pozostaje mi powtórzyć za męskim przedmówcą :)) dlaczego kluczem doboru ma być akurat płeć?

            Gdybym miała wybierać swojego reprezentanta na podstawie jego cech (co samo w sobie jest mocno podejrzane) to wybrałabym przede wszystkim ateistę o matematycznym wykształceniu i w mojej grupie wiekowej. Płeć kompletnie bez znaczenia.
            • benek231 Re: Mit parytetu 30.06.09, 00:28
              black-emissary napisała:

              > Demokracja polega na reprezentacji grup interesów i póki co nie wymyślono
              lepszego sposobu na jej wyłonienie niż powszechne głosowanie. Jeżeli chcesz
              zaburzać ów sposób to wytłumacz (jako good girl pozostaje mi powtórzyć za
              męskim przedmówcą :)) dlaczego kluczem doboru ma być akurat płeć?

              * Spokojnie :) Ja wcale nie twierdze, ze "ma", oraz nie chce niczego "zaburzac".
              Po prostu ustosunkowuje sie do postulatu "parytetow" w polityce jako narzedzia
              do odkrecenia dyskryminacji kobiet.

              Zatem jesli wiele kobiet uwaza, ze sa dyskryminowane na wielu obszarach zycia a
              jednoczesnie nie sa wlasciwie/proporcjonalnie do populacji reprezentowane w
              polityce to odpowiedz nasuwa sie sama - nie sadzisz. Odpowiedzia jest
              zwiekszenie liczby kobiet w polityce, tak aby byly wlasciwie reprezentowane.
              Jesli 20 milionow reprezentowanych jest przez 10 kobiet a pozostalych 20
              milionow przez 20 mezczyzn to i ja uwazam, ze cos tu jest nie tak. A jak sadzisz
              inaczej to rownie dobrze moglabys sprobowac przekonac amerykanskiego Murzyna, ze
              przeciez biali reprezentuja go rownie dobrze. Co wprawdzie niekoniecznie musi
              mijac sie z faktami alebardzo czesto do poprawy samopoczucia owego Murzyna
              niezbedni mu sa murzynscy reprezentanci - i nic na to nie poradzisz. :)

              Podobnie z kobietami i ich dobrym samopoczuciem, ktore bardzo czesto jest lepsze
              gdy czuja w Parlamencie obecnosc siostrzanej duszy, ktora wie co znaczy byc
              wyczerpana ciaza, dostac okres w warunkach pracy uragajacych higienie i zasadom
              prywatnosci, nie moc zalatwic dziecku przedszkola, czy miec chlopa pijaka
              tyranizujacego rodzine. Mezczyzni niewatpliwie moga to samo, ale powiedz mi
              dlaczego niby - bedac kobieta - mialbym wybrac mezczyzne, jako mojego
              reprezentanta. :)


              Co do sposobu ustanowienia parytetow wypowiadalem sie juz w innym watku: marne
              szanse. Tutaj jednak rozmawiamy o potrzebie czy tez sensie ich wprowadzania.
              >
              >
              > Gdybym miała wybierać swojego reprezentanta na podstawie jego cech (co samo w
              sobie jest mocno podejrzane) to wybrałabym przede wszystkim ateistę o
              matematycznym wykształceniu i w mojej grupie wiekowej. Płeć kompletnie bez
              znaczenia.

              * No to powodzenia zycze :) bo nie tak latwo jest znalezc ateiste o
              matematycznym wyksztalceniu. Zazwyczaj trafiaja sie religianci o matematycznym
              wyksztalceniu. Taki rodzaj umyslowosci - lubiacy miec wszystko ladnie, i raz na
              jutro, poukladane. :O))
              >
              • benek231 Re: Mit parytetu - Errata 30.06.09, 00:37
                Mialo byc 200 mezczyzn, a nie 20
              • black-emissary Re: Mit parytetu 30.06.09, 01:22
                benek231 napisał:
                > Po prostu ustosunkowuje sie do postulatu "parytetow" w polityce jako narzedzia
                > do odkrecenia dyskryminacji kobiet.

                A ja ustosunkowuję się do tego co piszesz.

                > Zatem jesli wiele kobiet uwaza, ze sa dyskryminowane na wielu obszarach zycia a
                > jednoczesnie nie sa wlasciwie/proporcjonalnie do populacji reprezentowane w
                > polityce to odpowiedz nasuwa sie sama - nie sadzisz.

                Nie sądzę.

                > Jesli 20 milionow reprezentowanych jest przez 10 kobiet a pozostalych 20
                > milionow przez 20 mezczyzn to i ja uwazam, ze cos tu jest nie tak.

                Proporcje są nieco inne. Jak będziesz je sprawdzać to bądź jeszcze łaskaw podliczyć stosunek reprezentacji do populacji w podziale na miejsce zamieszkania miasto/wieś, praktykowanie religii, wiek czy poziom wykształcenia. Dysproporcje przynajmniej w ostatniej grupie wyjdą zdecydowanie większe niż w podziale na płeć.

                > Podobnie z kobietami i ich dobrym samopoczuciem,
                > ktore bardzo czesto jest lepsze
                > gdy czuja w Parlamencie obecnosc siostrzanej duszy

                A! To o to biega! Kobiety to takie urocze stworzonka, o których dobre samopoczucie trzeba dbać zapewniając im "siostrzane dusze"...

                > Mezczyzni niewatpliwie moga to samo, ale powiedz mi
                > dlaczego niby - bedac kobieta - mialbym wybrac mezczyzne, jako mojego
                > reprezentanta. :)

                Dlaczego niby ja - będąc ateistą - miałabym wybrać wierzącego jako mojego reprezentanta?
                Dlaczego niby ja - będąc informatykiem - miałabym wybrać polonistę jako mojego reprezentanta?
                Dlaczego niby ja - będąc brunetką - miałabym wybrać blondynkę jako mojego reprezentanta?
                • easz Re: Mit parytetu 30.06.09, 02:26
                  black-emissary napisała:

                  Najlepiej, żeby wszystko zgarnęli biali heteroseksualni mężczyźni w
                  wieku 25-35 lat, a reszta w burki. Czy się należy czy nie. Ty
                  pierwsza? bo myślę, że jest całkiem sporo gości w Twoim zawodzie
                  niesfeminizowanym, którzy są lepsiejsi od Ciebie a i lepiej
                  ustosunkowani, zależy tylko gdzie.

                  wyborcza.pl/1,76842,6767330,Prawo_karuzeli.html
                  Ja tam nigdy nie mam na kogo głosować, a chciałabym na sensowną
                  jakąś kobitę móc - jakbym miała do wyboru sensownego faceta i
                  sensowną kobitę, to na kobitę, a jakby była sensowniejsza od
                  sensownego, no to już wogle.

                  Argument o mniejszościach - o to chodzi z całym ambarasem wokół praw
                  antydyskryminacyjnych dot. mniejszości, załatwiają to
                  niejako. Natomiast kobiety nie są mniejszością, to raz. Dwa -
                  znajdź grupę większościową, czy porównywalną wielkością do innej,
                  uprzywilejowanej, która była i wciąż w dużej mierze jest
                  dyskryminowana na tylu polach i na taką skalę, z powodu tak dennego.
                  Zresztą ładne porównanie - kobiet jako całości do ludzi, którzy
                  wciąż wg opini większości w społeczeństwie są uważani za
                  upośledzonych z takich, czy innych względów. Fajniutkie. Poza tym
                  kobiety-grupa nie jest tylko pomijana i spychana, ale jednocześnie
                  jest też wykorzystywana. Pseudoargumenty nt łysych i kogoś tam
                  jeszcze są z czapki. Acha, no i trzeba mieć dowody. A podobno ani
                  innowiercy np, ani geje np. nie są w Polsce dyskryminowani, więc.
                  Może łysi są, nie wiem. Żeńta się z łysymi chłopy i baby,
                  zatrudniajta też, jest szansa, że się nie upomną o swoje prawa.
                  • dzikowy Re: Mit parytetu 30.06.09, 02:39
                    Pisałem już wcześniej. Załóżcie sobie żeńskie odpowiedniki męskich podobno
                    partii, kto Wam broni? Tylko że to wymaga wysiłku i chęci. Łatwiej jest wpakować
                    się z łapanki na listy już istniejących. To dot. również łysych.
                    • saszenka2 Re: Mit parytetu 30.06.09, 23:28
                      dzikowy napisał:

                      > Pisałem już wcześniej. Załóżcie sobie żeńskie odpowiedniki męskich
                      podobno
                      > partii, kto Wam broni? Tylko że to wymaga wysiłku i chęci. Łatwiej
                      jest wpakowa
                      > ć
                      > się z łapanki na listy już istniejących. To dot. również łysych.
                      Okej, ale trzeba by najpierw doprowadzić do zakończenia finansowania
                      rządzących partii z publicznych pieniędzy, bo na razie żadna partia
                      spoza Sejmu nie ma szans dostać się na Wiejską, bo te, które w niej
                      siedzą, mają ogromne dotacje, które wykorzystują na reklamę i
                      kampanię. Nowe partie nie mają takich narzędzi. Równe szanse byłyby
                      wtedy, gdyby każdy kandydat musiał się promować za swoje, a nie
                      państwowe.
                    • six_a Re: Mit parytetu 01.07.09, 00:24
                      Pisałem już wcześniej. Załóżcie sobie żeńskie odpowiedniki męskich podobno
                      partii, kto Wam broni? Tylko że to wymaga wysiłku i chęci. Łatwiej jest wpakować
                      się z łapanki na listy już istniejących.

                      orany, to partie z definicji też są męskie? to przynajmniej wiadomo, dlaczego
                      kobiet na listach nie ma.

                      >To dot. również łysych.
                      łysych nie dotyczy, bo łysi nie są ponad połową społeczeństwa.
                      proponuję no nie wiem, już co? rocznik statystyczny? jeśli tam napiszą: ludność
                      polski tyle i tyle, w tym połowa łysych oraz połowa niełysych zamiast kobiet i
                      mężczyzn, to pogadamy o konieczności parytetu dla łysych. nie widzę przeciwwskazań.
                      • dzikowy Re: Mit parytetu 01.07.09, 01:36
                        > orany, to partie z definicji też są męskie? to przynajmniej
                        wiadomo, dlaczego
                        > kobiet na listach nie ma.

                        Nie są z definicji męskie, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby
                        były. Tak jak męskie bądź żeńskie mogą być loże masońskie,
                        stowarzyszenia modelarzy czy szachowe. Oczywiście dopóki nie wpadną
                        jakieś kmiotki na pomysł parytetowania.

                        jeśli tam napiszą: ludność
                        > polski tyle i tyle, w tym połowa łysych oraz połowa niełysych
                        zamiast kobiet i
                        > mężczyzn, to pogadamy o konieczności parytetu dla łysych.

                        A co to za argument? Znajdź procentowy udział łysych i wprowadź
                        odnośny parytet. To samo leworęcznych, krótkowidzów i blondynów. Kto
                        powiedział, że parytet ma być pół na pół? Podobno ma odzwierciedlać
                        na listach wyborczych adekwatny procent do rzeczywistego w
                        społeczeństwie.
                        • six_a Re: Mit parytetu 01.07.09, 17:14
                          ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby były.
                          to może najpierw zastanów się, czemu nie są, a potem teoretyzuj.

                          loże mogą być płciowe, ale na studiach nie można wprowadzić parytetu? no
                          dzikowy, to tylko nomenklatura Cię, widzę, gryzie, bo podział na segregację
                          męską i damską jakoś nie? w takim razie ja zamiast parytetu proponuję
                          wprowadzenie na wydziałach poddziału damskiego i męskiego. teraz lepiej???

                          > Znajdź procentowy udział łysych i wprowadź
                          > odnośny parytet.
                          aha, ale gdzie go wprowadzić? u fryzjera może?;) dzikowy, przestań
                          absurdalizować, uważasz że jak łysy, czy praworęczny, to już bezpłciowy będzie?

                          nie wiem, co się tak ciskasz, normalnie jak dziecko, które nie chce marchewki.
                          ono już wie, że be i fe, chociaż nigdy nie jadło. raaaany.
                          • dzikowy Re: Mit parytetu 01.07.09, 17:34
                            loże mogą być płciowe, ale na studiach nie można wprowadzić
                            parytetu?

                            Loże nie są finansowane z budżetu państwa. Chcesz z uczelni robić
                            towarzystwa wzajemnej adoracji?

                            w takim razie ja zamiast parytetu proponuję
                            > wprowadzenie na wydziałach poddziału damskiego i męskiego. teraz
                            lepiej???

                            Opłacalność takiego rozwiązania? Tzn. dzisiaj z braku środków pakuje
                            się na wykłady grupy 400 studentów, co skutkuje zerowy kontakt z
                            wykładowcą. Chcesz te koszty dublować. Mam lepszy pomysł. W ogóle
                            żeńskie uczelnie.

                            > ono już wie, że be i fe, chociaż nigdy nie jadło. raaaany.

                            Jadłaś? Ciskasz się jak dziecko, bo bobek przypomina cukierek, a
                            jeszcze nigdy nie jadłaś.
                            • six_a Re: Mit parytetu 01.07.09, 23:04
                              >Chcesz z uczelni robić towarzystwa wzajemnej adoracji?
                              teraz są towarzystwami męskiej adoracji i nikomu nie przeszkadza, a Tobie najmniej.

                              >W ogóle żeńskie uczelnie.
                              odpływasz do nibylandii, no nie? założenie oddzielnej uczelni ma być bardziej
                              opłacalne niż stworzenie grupy męskiej i żeńskiej, którą mamy tworzyć, uprzejmie
                              przypomnę, dlatego, że dzikowemu słowo parytet przez gardło nie chce przejść,
                              ale partytet pod inną nazwą (choćby oddzielnej uczelni) przechodzi gładziutko.

                              > Jadłaś? Ciskasz się jak dziecko, bo bobek przypomina cukierek, a
                              > jeszcze nigdy nie jadłaś.
                              eeetam. rozumiem, że każde nowe jest dla Ciebie potencjalnym gównem. po prostu
                              czarnowidz jesteś. współczuję.
                              • dzikowy Re: Mit parytetu 01.07.09, 23:11
                                > odpływasz do nibylandii, no nie? założenie oddzielnej uczelni ma
                                być bardziej
                                > opłacalne niż stworzenie grupy męskiej i żeńskiej, którą mamy
                                tworzyć, uprzejmi
                                > e
                                > przypomnę, dlatego, że dzikowemu słowo parytet przez gardło nie
                                chce przejść,
                                > ale partytet pod inną nazwą (choćby oddzielnej uczelni) przechodzi
                                gładziutko.

                                Hola, a kto powiedział, że państwową? Prywatne uczelnie dostają
                                dofinansowanie do studenta studiów dziennych bez względu na kryteria
                                płci. To samo ma miejsce na uczelniach państwowych. Otóż w czasie gdy
                                były egzaminy wstępne i można było podejrzewać stronniczość
                                egzaminatorów pomysł parytetu można było w ogóle rozważać. Teraz
                                natomiast nie ma żadnego sensu. Jest głupi, szkodliwy i bezcelowy.

                                > eeetam. rozumiem, że każde nowe jest dla Ciebie potencjalnym
                                gównem. po prostu
                                > czarnowidz jesteś. współczuję.

                                Bynajmniej. Nie rozmawiamy o wymianie smartphona na nowszy model, ale
                                zmianie sposobu rekrutacji na uczelnie wyższe. Dlatego potrzebuję
                                dowodów potwierdzających ich jakoby fenomenalne zalety.
                                • six_a Re: Mit parytetu 02.07.09, 09:42
                                  >Dlatego potrzebuję dowodów potwierdzających ich jakoby fenomenalne zalety
                                  a masz już dowody potwierdzające fenomenalne zalety obecnego systemu rekrutacji?
                                  oprócz rzecz jasna ogólnego obniżenia poziomu, który jest weryfikowany jedynie
                                  średnią ocen z przedmiotów typu religia (chłe, chłe, chłe - wybitnie przydatna
                                  na astronomii, eee sorry chyba jednak na astrologii), a tę średnią można sobie
                                  poprawiać do usranej śmierci?

                                  systemy rekrutacji są u-mow-ne! każdy będzie miał swoje zalety i wady,
                                  zwolenników i pokrzywdzonych przez system. pod takim względem żaden nie jest
                                  znacząco lepszy lub gorszy od pozostałych.
                                  • black-emissary Re: Mit parytetu 02.07.09, 09:47
                                    six_a napisała:
                                    > systemy rekrutacji są u-mow-ne! każdy będzie miał swoje zalety i wady,
                                    > zwolenników i pokrzywdzonych przez system. pod takim względem żaden nie jest
                                    > znacząco lepszy lub gorszy od pozostałych.

                                    System egzaminów wstępnych jest absolutnie najlepszy.
                                    • six_a Re: Mit parytetu 02.07.09, 10:58
                                      no widzisz, a dzikowy uważa, że średnia z matury jest najlepsza, a ja uważam, że
                                      najlepsze są pule parytetowe, bo likwidują uprzedzenia do
                                      typowomęskiego/typowokobiecego.

                                      czyli każdy coś tam uważa, a testujemy, jak widać, wszystko po kolei. to i
                                      parytety też być może sprawdzimy.
                                  • dzikowy Re: Mit parytetu 02.07.09, 10:37
                                    >Dlatego potrzebuję dowodów potwierdzających ich jakoby fenomenalne
                                    zalety
                                    > a masz już dowody potwierdzające fenomenalne zalety obecnego
                                    systemu rekrutacji
                                    > ?

                                    Tyle, że to nie ja chcę wprowadzać zmianę. To inicjatorzy muszą
                                    udowodnić przewagę nowego nad zastanym.
                                    • six_a Re: Mit parytetu 02.07.09, 10:59
                                      > Tyle, że to nie ja chcę wprowadzać zmianę
                                      słuszna uwaga, nie Ty również będziesz zmiany wprowadzał, więc przekonywanie
                                      akurat Ciebie niewiele sensu ma.
                                  • saszenka2 Re: Mit parytetu 02.07.09, 23:54
                                    six_a napisała:

                                    > >Dlatego potrzebuję dowodów potwierdzających ich jakoby
                                    fenomenalne zalety
                                    > a masz już dowody potwierdzające fenomenalne zalety obecnego
                                    systemu rekrutacji
                                    > ?
                                    > oprócz rzecz jasna ogólnego obniżenia poziomu, który jest
                                    weryfikowany jedynie
                                    > średnią ocen z przedmiotów typu religia (chłe, chłe, chłe -
                                    wybitnie przydatna
                                    > na astronomii, eee sorry chyba jednak na astrologii), a tę średnią
                                    można sobie
                                    > poprawiać do usranej śmierci?
                                    >
                                    Przepraszam bardzo, ale nie wiem, gdzie w Polsce obecnie rekrutuje
                                    się na podstawie średniej ocen. Uczelni nie interesuje średnia z
                                    przedmiotów, lecz procentowe wyniki z matury, z wybranych
                                    przedmiotów. Na biotechnologii nikogo nie interesuje matura z
                                    polskiego czy historii, ale z matematyki, fizyki, chemii, biologii,
                                    tym bardziej władze wydziału przyrodniczo-technicznego nie będą się
                                    patrzeć na świadectwo i ocenę z religii.
                                    > systemy rekrutacji są u-mow-ne! każdy będzie miał swoje zalety i
                                    wady,
                                    > zwolenników i pokrzywdzonych przez system. pod takim względem
                                    żaden nie jest
                                    > znacząco lepszy lub gorszy od pozostałych.
                                    >
                                    >

                                    Obecny system ma tę zaletę, że jest obiektywny, choć nie jest
                                    pozbawiony innych wad, vide schematyczne myślenie na maturze
                                    pisemnej z języka polskiego.
                                    • black-emissary Re: Mit parytetu 03.07.09, 00:03
                                      saszenka2 napisała:
                                      > Obecny system ma tę zaletę, że jest obiektywny

                                      Nie jestem pewna co do tej obiektywności.
                                      Jeszcze bardziej nie jestem pewna co do tego czy jest ona zaletą.
                                      • saszenka2 Re: Mit parytetu 03.07.09, 00:20
                                        black-emissary napisała:

                                        > saszenka2 napisała:
                                        > > Obecny system ma tę zaletę, że jest obiektywny
                                        >
                                        > Nie jestem pewna co do tej obiektywności.
                                        > Jeszcze bardziej nie jestem pewna co do tego czy jest ona zaletą.

                                        Jest obiektywny w sensie, że po pierwsze sprawdzający Cię nie zna,
                                        więc nie kieruje się żadnymi sympatiami i antypatiami, no i test
                                        jest kodowany, więc płci z niego nie wysondujesz, więc wątek
                                        dyskryminacji też jest rozwiązany. Dwa, uczelnia nie może kierować
                                        się tym, że znajomy rektora ma syna/córkę chcącą studiować. Musi
                                        ogłosić wyniki matur przyjętych i odrzuconych, więc nie ma
                                        możliwości promowania przez kolesiostwo.
                                        • black-emissary Re: Mit parytetu 03.07.09, 00:58
                                          saszenka2 napisała:
                                          > Jest obiektywny w sensie, że po pierwsze sprawdzający Cię nie zna,
                                          > więc nie kieruje się żadnymi sympatiami i antypatiami, no i test
                                          > jest kodowany, więc płci z niego nie wysondujesz, więc wątek
                                          > dyskryminacji też jest rozwiązany.

                                          Dokładnie to samo jest (było?) realizowane przy egzaminach wstępnych, więc to
                                          żaden argument za nowym systemem.

                                          > Dwa, uczelnia nie może kierować
                                          > się tym, że znajomy rektora ma syna/córkę chcącą studiować. Musi
                                          > ogłosić wyniki matur przyjętych i odrzuconych, więc nie ma
                                          > możliwości promowania przez kolesiostwo.

                                          Możliwość to się zawsze znajdzie, nie czarujmy się.
                                          Zresztą wolę, żeby się dostała jedna znajoma rektora niż cały tabun matołów z
                                          ładną maturą.

                                          Główny problem natomiast w tym, że uczelnia powinna mieć prawo do
                                          "subiektywnego" oceniania wiedzy i umiejętności kandydatów. Nawet dobra matura
                                          (a na obecna to <cenzura>) nie zastąpi sprawdzianu przygotowanego przez osoby,
                                          które później z tymi studentami będę mieć do czynienia. I pod tym względem
                                          "obiektywność" matur jest zdecydowanie negatywna.
                                          • saszenka2 Re: Mit parytetu 03.07.09, 23:43
                                            Tylko problem w tym, że trudno napisac test pod kątem uczelni, jeśli
                                            liceum Cię do niego nie przygotowało. Nie czarujmy się, uczelnie
                                            nawet na tym samym kierunku różnią się programowo, więc potem
                                            pojawia się problem, jak naukę w liceum dopasować pod poszczególne
                                            uczelnie. Powinno być tak, jak jest z matmą i fizyką. Obecnie na I
                                            roku odbywają się zajęcia wyrównawcze z tych przedmiotów dla
                                            studentów kierunków technicznych. Może i takie dodatkowe zajęcia
                                            wymyślić także w przypadku innych przedmiotów? Przy czym ja uważam,
                                            że przede wszystkim brakuje studentom wiedzy z matmy i fizyki.
                                            • black-emissary Re: Mit parytetu 04.07.09, 01:40
                                              saszenka2 napisała:
                                              > Tylko problem w tym, że trudno napisac test pod kątem uczelni,
                                              > jeśli liceum Cię do niego nie przygotowało.

                                              I tutaj pojawia się pytanie - czy liceum musi każdego do każdego kierunku przygotować?

                                              > Nie czarujmy się, uczelnie nawet na tym samym
                                              > kierunku różnią się programowo

                                              To akurat bardzo dobre zjawisko.

                                              > więc potem pojawia się problem, jak naukę
                                              > w liceum dopasować pod poszczególne uczelnie.

                                              Nie dopasowywać.
                                              Liceum powinno dać podstawy wiedzy ogólnej plus umiejętność myślenia, kojarzenia i logicznego rozumowania. Obecnie nie daje (zamiast tego uczy rozwiązywania testów), ale to już nieco inna historia.

                                              > Powinno być tak, jak jest z matmą i fizyką. Obecnie na I
                                              > roku odbywają się zajęcia wyrównawcze z tych przedmiotów dla
                                              > studentów kierunków technicznych. Może i takie dodatkowe zajęcia
                                              > wymyślić także w przypadku innych przedmiotów? Przy czym ja uważam,
                                              > że przede wszystkim brakuje studentom wiedzy z matmy i fizyki.

                                              Wiedza z matematyki przekazywana w liceum to tak maleńki wycinek wiedzy potrzebnej na tego typu kierunkach, że dorobienie jej jest niczym w porównaniu z całą resztą.
                                              Trzeba jednak wybrać takich kandydatów, którzy będą w stanie to opanować.
                  • black-emissary Re: Mit parytetu 30.06.09, 10:37
                    easz napisała:
                    > Najlepiej, żeby wszystko zgarnęli biali heteroseksualni mężczyźni w
                    > wieku 25-35 lat, a reszta w burki. Czy się należy czy nie. Ty
                    > pierwsza? bo myślę, że jest całkiem sporo gości w Twoim zawodzie
                    > niesfeminizowanym, którzy są lepsiejsi od Ciebie a i lepiej
                    > ustosunkowani, zależy tylko gdzie.

                    A to w kontekście czego?

                    > Argument o mniejszościach - o to chodzi z całym ambarasem wokół praw
                    > antydyskryminacyjnych dot. mniejszości, załatwiają to
                    > niejako. Natomiast kobiety nie są mniejszością, to raz. Dwa -
                    > znajdź grupę większościową, czy porównywalną wielkością do innej,
                    > uprzywilejowanej, która była i wciąż w dużej mierze jest
                    > dyskryminowana na tylu polach i na taką skalę, z powodu tak dennego.

                    Niepraktykujący religii katolickiej.
                  • bene_gesserit Re: Mit parytetu 30.06.09, 13:26
                    easz napisała:

                    > antydyskryminacyjnych dot. mniejszości, załatwiają to
                    > niejako. Natomiast kobiety nie są mniejszością, to raz.
                    Dwa -
                    > znajdź grupę większościową, czy porównywalną wielkością do innej,
                    > uprzywilejowanej, która była i wciąż w dużej mierze jest
                    > dyskryminowana na tylu polach i na taką skalę, z powodu tak
                    dennego.

                    ...i ktora domagalaby sie parytetow dla siebie. Bo jakos nie widac
                    i nie slychac.
            • easz Re: Mit parytetu 30.06.09, 00:49
              black-emissary napisała:

              W artykule, do którego forumowicz zapomniał podać odsyłacz jest tez
              paręsłów o micie demokracji. Polecam.
              • black-emissary Re: Mit parytetu 30.06.09, 01:06
                Nic odkrywczego.
                • easz Re: Mit parytetu 30.06.09, 02:04
                  black-emissary napisała:

                  > Nic odkrywczego.

                  No jak to, z Twojego wcześniejszego postu wynika, że dla Ciebie tak.
                  Ale z następnego, że i tekst 'nic odkrywczego' na wtrost, bo nadal
                  nidudu.
                  • black-emissary Re: Mit parytetu 30.06.09, 10:38
                    Żeby tak z Twoich postów cokolwiek wynikało...
                  • bene_gesserit Re: Mit parytetu 30.06.09, 13:39


                    Oj, easz, nie prowokuj good girl, bo sie dziewczyna odgryzie
                    i obrazisz sie na nia na amen, a jestes jedna z ostatnich, ktora
                    uznaje konwersacje z nia za sensowna pod jakimkolwiek wzgledem. I
                    co ona wtedy zrobi.
                    • black-emissary Re: Mit parytetu 30.06.09, 13:54
                      Zabawne jesteście, dziewczęta :).
            • saszenka2 Re: Mit parytetu 30.06.09, 01:40
              black-emissary napisała:

              > Demokracja polega na reprezentacji grup interesów i póki co nie
              wymyślono lepsz
              > ego sposobu na jej wyłonienie niż powszechne głosowanie. Jeżeli
              chcesz zaburzać
              > ów sposób to wytłumacz (jako good girl pozostaje mi
              powtórzyć za męskim
              > przedmówcą :)) dlaczego kluczem doboru ma być akurat płeć?
              >
              > Gdybym miała wybierać swojego reprezentanta na podstawie jego cech
              (co samo w s
              > obie jest mocno podejrzane) to wybrałabym przede wszystkim ateistę
              o matematycz
              > nym wykształceniu i w mojej grupie wiekowej. Płeć kompletnie bez
              znaczenia.
              >
              Ja wybrałabym chemiczkę, antyklerykałkę, homofilkę. I ponieważ nasze
              oczekiwania się znacznie różnią, to myślę, że najlepiej byłoby
              doprowadzić do parytetów, ale na listach wyborczych. I wtedy każdy
              by sobie szukał tych matematyków ateistów, czy chemiczki
              antyklerykałki na tych listach. I niech z każdego okręgu,
              niezależnie od %, jakie uzyskała partia w odniesieniu do całego
              kraju, przechodzi tyle i tyle osób z największą liczbą głosów. To
              będzie uczciwe, bo nie przepcha się osób z małym poparciem, ale żeby
              pasowało do proporcji 50 na 50, a fakt występowania na listach
              takiej samej ilości kobiet i mężczyzn oznacza zbliżone
              prawdopodobieństwo wysłania na Wiejską zbliżonej ilości
              reprezentantów obu płci.
              • black-emissary Re: Mit parytetu 30.06.09, 01:47
                Idea JOWów póki co chyba upadła.

                A parytety choćby na listach - nic to nie zmienia w zasadniczym pytaniu -
                dlaczego tylko płciowe?
                • saszenka2 Re: Mit parytetu 30.06.09, 01:53
                  black-emissary napisała:

                  > Idea JOWów póki co chyba upadła.
                  >
                  > A parytety choćby na listach - nic to nie zmienia w zasadniczym
                  pytaniu -
                  > dlaczego tylko płciowe?
                  >
                  Bo taki podział jest najprostszy i jest ważny, bo kobiety są wciąz
                  reprezentowane przez mężczyzn, to oni o nich decydują. Ale jeśli
                  mamy parytet ze względu na płeć(listy były mało zróżnicowane
                  płciowo), no to reszta już w rękach wyborców, bo akurat pod względem
                  religii i wykształcenia mamy większe bogactwo. Teraz wyszukujesz
                  sobie osobnika najbardziej ci odpowiadającego.
                  • black-emissary Re: Mit parytetu 30.06.09, 10:40
                    saszenka2 napisała:
                    > Bo taki podział jest najprostszy i jest ważny, bo kobiety są wciąz
                    > reprezentowane przez mężczyzn, to oni o nich decydują.

                    Ale dlaczego mężczyzna nie może reprezentować kobiety?
                    Parlament decyduje o ogromie spraw, z których może 1% rzeczywiście tyczy się płci. Więcej choćby religii. Parytet religijny byłby zdecydowanie sensowniejszy, nie sądzisz?
                    • dzikowy Re: Mit parytetu 30.06.09, 19:16
                      A ja proponuję jeszcze inne rozwiązanie - wprowadzić okręgi 1-3
                      mandatowe i już po wyborach niech się łączą we frakcje. Tylko byłby
                      problem - przypuszczam, że kobiety byłyby w mniejszości, dlatego nie
                      postulujecie takiego rozwiązania.
                    • saszenka2 Re: Mit parytetu 30.06.09, 23:37
                      black-emissary napisała:

                      > saszenka2 napisała:
                      > > Bo taki podział jest najprostszy i jest ważny, bo kobiety są
                      wciąz
                      > > reprezentowane przez mężczyzn, to oni o nich decydują.
                      >
                      > Ale dlaczego mężczyzna nie może reprezentować kobiety?
                      > Parlament decyduje o ogromie spraw, z których może 1% rzeczywiście
                      tyczy się pł
                      > ci. Więcej choćby religii. Parytet religijny byłby zdecydowanie
                      sensowniejszy,
                      > nie sądzisz?
                      >

                      Myślę, ze z religijnym móglby być problem. O ile podział na linii
                      kobiety: mężczyźni jest prosty do ustalenia, o tyle podział ze
                      względu na religię jest trudniejszy, bo wymaga szczerych deklaracji
                      ze strony kandydujących, a ci wolą udawać katolików, bo więcej
                      głosów na tym ugrają. Zadeklarowany buddysta uzyska ich mniej, bo
                      zagłosują na niego inni buddyści i ludzie tolerancyjni, a tych za
                      dużo nie ma, zatem pojawia się problem. Dlatego bardziej opłaca się
                      udawać katolika.
                      • black-emissary Re: Mit parytetu 30.06.09, 23:46
                        saszenka2 napisała:
                        > Myślę, ze z religijnym móglby być problem. O ile podział na linii
                        > kobiety: mężczyźni jest prosty do ustalenia, o tyle podział ze
                        > względu na religię jest trudniejszy, bo wymaga szczerych deklaracji
                        > ze strony kandydujących, a ci wolą udawać katolików, bo więcej
                        > głosów na tym ugrają.

                        Ależ to bardzo prosto rozwiązać - wystarczy wprowadzić tzw. podatek kościelny. Deklarujesz się jako wyznawcza danej religii - płacisz na nią. I później parytety względem ilości poszczególnych wyznań, reszta dla ateistów.
                        Kwestia natomiast tego, czy tak wybrani przedstawiciele rzeczywiście będą działać zgodnie z wymaganiami ich wyborców jest dokładnie taka sama w przypadku religii jak i płci - nie ma żadnych podstaw by sądzić, że kobiety będą działać w zgodzie z tzw. "interesem kobiet". Patrz podane przeze mnie wcześniej statystyki dotyczące ilości kobiet u władzy i prawa aborcyjnego.
                        • saszenka2 Re: Mit parytetu 01.07.09, 00:21
                          black-emissary napisała:

                          > saszenka2 napisała:
                          > > Myślę, ze z religijnym móglby być problem. O ile podział na linii
                          > > kobiety: mężczyźni jest prosty do ustalenia, o tyle podział ze
                          > > względu na religię jest trudniejszy, bo wymaga szczerych
                          deklaracji
                          > > ze strony kandydujących, a ci wolą udawać katolików, bo więcej
                          > > głosów na tym ugrają.
                          >
                          > Ależ to bardzo prosto rozwiązać - wystarczy wprowadzić tzw.
                          podatek kościelny.
                          > Deklarujesz się jako wyznawcza danej religii - płacisz na nią. I
                          później paryte
                          > ty względem ilości poszczególnych wyznań, reszta dla ateistów.
                          > Kwestia natomiast tego, czy tak wybrani przedstawiciele
                          rzeczywiście będą dział
                          > ać zgodnie z wymaganiami ich wyborców jest dokładnie taka sama w
                          przypadku reli
                          > gii jak i płci - nie ma żadnych podstaw by sądzić, że kobiety będą
                          działać w zg
                          > odzie z tzw. "interesem kobiet". Patrz podane przeze mnie
                          wcześniej statystyki
                          > dotyczące ilości kobiet u władzy i prawa aborcyjnego.

                          Ja w pełni popieram podatek kościelny, ale kto go wprowadzi? Obawiam
                          się, że chętni się nie znajdą. Nikt Kościołowi i wiernym podpaść nie
                          będzie chcial. U nas nawet się uważa, że demokracja to zasługa
                          Kościoła, więc przy takich specyficznych poglądach trudno o reformy.
                          Odnośnie podanych przez Ciebie faktów, to niestety obecność kobiet
                          nie zawsze przekłada się na troskę o sprawy kobiet. Aczkolwiek w
                          Hiszpanii nie istnieje aborcja na życzenie, ale kobieta może usunąć
                          ciążę ze względów zdrowotnych, pod które podpada także zdrowie
                          psychiczne i ewentualne traumy wynikające z niechcianej ciązy.
                          • black-emissary Re: Mit parytetu 01.07.09, 00:56
                            saszenka2 napisała:
                            > Odnośnie podanych przez Ciebie faktów, to niestety obecność kobiet
                            > nie zawsze przekłada się na troskę o sprawy kobiet.

                            A brak kobiet nie oznacza, że owej "troski" nie ma.
                            Wracamy więc do podstawowego pytania - to na co parytety?

                            > Hiszpanii nie istnieje aborcja na życzenie, ale kobieta może usunąć
                            > ciążę ze względów zdrowotnych, pod które podpada także zdrowie
                            > psychiczne i ewentualne traumy wynikające z niechcianej ciązy.

                            Co nie zawsze jest takie proste.
        • kocia_noga Re: Mit parytetu 30.06.09, 14:50
          black-emissary napisała:

          > benek231 napisał:
          > > Mysle, ze wladza ludu bedzie blizsza idealu.
          >
          > Postuluję więc wprowadzić także parytety dla poszczególnych grup
          wiekowych jak
          > i dla rolników, rzemieślników, magistrów, inżynierów, ludzi po
          zawodówce i każd
          > ej innej możliwej grupy, bo w końcu nikt tak jak cyklista nie
          zrozumie cyklisty
          > .
          > Może kiedyś w ramach demokracji bezpośredniej :).
          >

          Widziałaś sklep z zabawkami dla dzieci cyklistów, rolników, rudych
          itp?
          Oczywiście nie, natomiast podział na dwie odrębne grupy płciowe
          socjalizowane odmiennie to podstawa w naszej kulturze.
          Wiem, że nie zechcesz zrozumieć, bo uważasz się za 'prawie
          faceta', 'równie mądrą jak facet', 'wcale nie głupią jak kobieta'
          itp...
          • black-emissary Re: Mit parytetu 30.06.09, 15:02
            kocia_noga napisała:
            > Wiem, że nie zechcesz zrozumieć, bo uważasz się za 'prawie
            > faceta', 'równie mądrą jak facet', 'wcale nie głupią jak kobieta'
            > itp...

            Byłabym wdzięczna, gdybyście darowały sobie domniemania na temat tego co ja o
            sobie uważam.
      • easz Re: Mit parytetu 30.06.09, 00:48
        benek231 napisał:

        Proszę -

        www.feminoteka.pl/readarticle.php?article_id=715
        Jak ktoś tak zapodaje fragmentem bez rąk i nóg, bez kontekstu, to
        jakoś powątpiewam w czyste intencje. Artykuł bardzo interesujący,
        forumowicz mnie ubiegł, bo chciałam założyć wątek;)

        IMO w dużym skrócie, autorka mówi o ostrożności i wyważeniu, oraz o
        uważaniu, żeby sobie samym kijem nie przyłożyć, tylko i aż tyle.
        • benek231 Re: Mit parytetu 30.06.09, 01:21
          easz napisała:

          > benek231 napisał:
          >
          > Proszę -
          >
          =====
          Dzieki za LINK - nieco to zmienia postac rzeczy. Z podanego fragmentu
          wywnioskowalem, ze autor(ka) ustawiona jest bokiem do idei parytetu, ktory -
          czy to sie kmu podoba czy nie - poprawia reprezentatywnosc kobiet jako grupy,
          ale (i tu ma Desperak racje) nie daje gwarancji na reprezentowanie takich
          pogladow ktore podobalyby sie np. Srodzie.
    • benek231 Czy moglbys prosze dac link do calosci(?) 30.06.09, 00:42
      dziekuje
    • bruford Re: Mit parytetu 30.06.09, 11:00
      W sumie to diagnoza Desperak jest słuszna.
      W intepretacji np Środy parytet ma sprawić ,że w parlamencie będą
      reprezentowane odpowiednio sprawy kobiet tj (jak mówi Środa)
      socjalne a nie np EURO (którego zresztą się czepiła
      straszliwie).Błąd chyba.Jeśli parytety mają tu coś zmienić to trzeba
      wskazać jakąś pulę spraw różniących kobiety i mężczyzn wyłącznie na
      bazie płci a nie podziałów politycznych.Wtedy istotnie reprezentacja
      50/50 miałaby sens.Jest pula problemów spol-polit w których poglądy
      m i k są ewidentnie i konsekwentnie różne , abstrahując od podziałów
      politycznych? Wątpię.Jeśli takiej puli nie ma to parytet wprowdzone
      zostaje tylko na zasadzie : kobiety są i dlatego mają mieć 50%.Przy
      takim spojrzeniu należy uznać argumenty Dzikowego i Black.Oczywiście
      cykliści czy łysi to reductio ad absurdum ale np podobnym kryterium
      wartym takiego parytetu byłby np wiek.Bo czy problemy ludzi w wieku
      podeszłym nie są inne niż młodych czy w sile wieku? Ależ tak.Czy
      potrafią stać w sprzeczności - oczywiście,że tak.A poza tym ludzie w
      wieku podeszłym są i im się należy.
      • black-emissary Re: Mit parytetu 30.06.09, 11:32
        bruford napisał:
        > Bo czy problemy ludzi w wieku
        > podeszłym nie są inne niż młodych czy w sile wieku? Ależ tak.Czy
        > potrafią stać w sprzeczności - oczywiście,że tak.

        Śmiem twierdzić, że różnice i sprzeczności są tutaj o wiele głębsze i
        poważniejsze niż w przypadku płci. I dokładnie tak samo można wyciągać argument,
        że starszego człowieka młody człowiek nie zrozumie.
      • bene_gesserit Re: Mit parytetu 30.06.09, 12:58
        Hm. Jak dotad nasza nieparytetowa grupa swiatlych, demokratycznie
        wybranych przedstawicieli narodu zafundowala kobietom zakaz aborcji
        i mniejsze emerytury oraz skupia sie na tym, jakby tu zabronic in
        vitro. Oraz miewa pomysly w stylu ustatowego nakazania kobietom
        donoszenia zamrozonych zarodkow albo wydluzenia obowiazkowego
        urlopu macierzynskiego, co skutecznie zmiecie nas z trudnego i tak
        juz rynku pracy.
        • bruford Re: Mit parytetu 30.06.09, 13:04
          Co oczywiście ma dalece większy związek z tym ,że są to
          konserwatyści w przewadze a nie z tym ,że są to mężczyźni w
          przewadze.Co by wam w tej materii dało 50% posłanek Sobeckich?
        • black-emissary Re: Mit parytetu 30.06.09, 13:08
          Aborcja, in vitro i zarodki to są kwestie ideologiczne, a nie płciowe.
          Rozwiązania tych spraw (tak liberalne jak i konserwatywne) wynikają nie z płci
          danej osoby, ale z jej światopoglądu (w szczególności religijnego).
        • bene_gesserit Re: Mit parytetu 30.06.09, 13:15

          A ja juz pisalam o rozroznieniu warunkow koniecznych od
          wystarczajacych itd
          tinyurl.com/mbtyzt

          • bruford Re: Mit parytetu 30.06.09, 13:17
            No toż my pytamy dlaczego ma to być warunek konieczny.
            • bene_gesserit Re: Mit parytetu 30.06.09, 13:31
              Wy? To ilu was tam jest, chlopaki?

              Konieczny dlatego, ze demokracja w Polsce ma dwadziescia lat, a
              sytuacja kobiet zmienila sie o tyle, ze zmniejszyla sie liczba
              panstwowych zlobkow i przedszkoli oraz wprowadzono zakaz aborcji.
              Jakos trudno byc w tej sytuacji optymistka. O tym, jak trudno
              dogadac sie z politykami w kwestiach kobiecych, slyszlam od Kluzik-
              Rostkowskiej, pisowki. Cos o tym, jak to panowie koledzy nie byli w
              stanie zrozumiec, czemu przedluzone obowiazkowe urlopy
              macierzynskie to nie jest dobry pomysl dla kobiet.
              • bruford Re: Mit parytetu 30.06.09, 13:39
                Zakaz aborcji wprowadzono bo mężczyźni czy bo konserwatyści?
                My bo dostrzegam podobieństwo pytań moich i black.
                • bene_gesserit Re: Mit parytetu 30.06.09, 13:40
                  Brufik, wyparles z pamieci, jak to bylo z aborcja? Kto ja
                  przehandlowal za poparcie Kosciola? Konserwatysci? Nie, koledzy z
                  lewicy. Mieli to w du.pie, kupili za zakaz aborcji glosy wiernych
                  duszyczek.
                  • black-emissary Re: Mit parytetu 30.06.09, 13:55
                    No i sama widzisz.
                  • bruford Re: Mit parytetu 30.06.09, 14:00
                    Bo tacy z nich byli lewicowcy jak z koziej dupy trąba.A prawda jest
                    taka.Postawa wobec aborcji nie wynika z płci tylko ze światpoglądu ,
                    topornie nieco rzecz ujmując.50% Sobeckich niczego nie zmieni.Dla
                    odmiany skoro bronisz idei parytetów spróbuj mi wprost
                    odpowiedzieć : parytety mają być bo kobiety są czy mają być bo coś
                    zmienią.Jeśli to drugie to wskaż pulę problemów dzielących m i k
                    jedynie ba bazie płci ,poza różnicami ideologicznymi.
                    • bene_gesserit Re: Mit parytetu 30.06.09, 14:12

                      Tak samo nie zmieni niczego 50% Lepperow i Macierewiczow. W ten
                      sposob mozemy se rozmawiac do usmiechnietej smierci. Jesli aborcja,
                      fundusz alimentacyjny, obowiazkowe urlopy macierzynskie, pomoc
                      ofiarom przemocy domowej i opieka przedszkolna nad dziecmi to dla
                      ciebie nie sa problemy zwiazane z plcia, to istotnie problemu nie
                      ma. Chociaz ciekawe, ze nasze nieparytetowe rzady jesli cos robily
                      w tych sprawach, to raczej pogarszaly sytuacje. Noale ciebie to
                      wszystko nie dotyczy, a blaki jest good girl, wiec o czym tu
                      rozmawiac - upieramy sie najwyrazniej dla samej przyjemnosci
                      upierania albo z tej, no - feministycznej histerii.
                      • black-emissary Re: Mit parytetu 30.06.09, 14:19
                        bene_gesserit napisała:
                        > Jesli aborcja,
                        > fundusz alimentacyjny, obowiazkowe urlopy macierzynskie, pomoc
                        > ofiarom przemocy domowej i opieka przedszkolna nad dziecmi to dla
                        > ciebie nie sa problemy zwiazane z plcia, to istotnie problemu nie
                        > ma. Chociaz ciekawe, ze nasze nieparytetowe rzady jesli cos robily
                        > w tych sprawach, to raczej pogarszaly sytuacje.

                        Brak tutaj związku logicznego uprawniającego do użycia słowa chociaż.
                        Nie ma też żadnych podstaw by domniemywać, że rządy parytetowe zachowałyby się w
                        tych dziedzinach inaczej.

                        > blaki jest good girl

                        Daruj sobie z łaski swojej.
                      • bruford Re: Mit parytetu 30.06.09, 14:21
                        Mylisz się niezmiernie.Aborcja itp to problemy pierwotnie stanowiące
                        specyfikę płci - to oczywiste.Ale podejście do nich nie jest kwestią
                        płci tylko wyboru politycznego.Przecież to jest oczywiste.
                        • bene_gesserit Re: Mit parytetu 30.06.09, 15:21
                          Nie.
                          Nawet pisowka Kluzik rozumiala kwestie dluzszych urlopow
                          macierzynskich dla kobiet inaczej, niz jej partyjni koledzy.
                          Roznila ich plec. No i - lewicowcy, ktorzy przehandlowali aborcje w
                          zamian za poparcie Kosciola ideologicznie przeciez jak najbardziej
                          prawo do arbocji powinni popierac. To tylko dwa przyklady na to, ze
                          punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia, bo plec jest ta cecha,
                          ktora roznicuje polozenie, szanse zyciowe i doswiadczenia. Sobeckie
                          z parytetow nie walczyly o prawo do aborcji, ale moglyby sie wtedy
                          skupic na rozbudowaniu sieci zlobkow i przedszkoli panstwowych lub
                          schronisk dla ofiar przemocy i nie sadze, aby kolezanki z centrum
                          czy lewicy jakos specjalnie by im w tym przeszkadzaly.

                          Imho bardzo prosto okopac sie na pozycji Lozy Szydercow, co robisz
                          z upodobaniem ty i twoja nowa kolezanka. Siedziec gdzies z boku z
                          zalozonymi raczkami, zlosliwie komentowac, szydzic z wad pomyslow
                          rozwiazania problemow albo negowac istnienie problemow. Ale i bez
                          takich jak wy wiadomo, ze pomysl parytetow nie jest doskonaly. Ok -
                          moze byc nawet produktem kobiecej desperacji, ktora jest wynikiem
                          faktu, ze przez dwadziescia lat wolnosci kobietom zrobiono tylko
                          gorzej, o ile w ogole sie nami zajmowano. Chetnie jednak
                          zaprosilabym Szyderce do wyjscia z lozy [black_emissary, zauwaz, ze
                          nie zwracam sie do ciebie, gdyz wrzucilam cie w kill-file,
                          nudziaro].

                          Uwazasz, ze feminizm nie ma w Polsce racji bytu?
                          Jak - lepiej - rozwiazalbys problemy, o ktorych pisalam?
                          • black-emissary Re: Mit parytetu 30.06.09, 15:33
                            bene_gesserit napisała:
                            > black_emissary, zauwaz, ze nie zwracam sie do ciebie,
                            > gdyz wrzucilam cie w kill-file, nudziaro

                            Uff!
                          • bruford Re: Mit parytetu 01.07.09, 10:34
                            Daj spokój tym "lewicowcom" , przyjrzałaś im się wówczas?Jaka to
                            lewica była.Z Sobeckimi oczywiście się mylisz.W nauce społecznej
                            kościoła prymat należy się rodzinie tradycyjnej gdzie żłobki i
                            przedszkola to takie zło konieczne bo ideałem jest matka w domu przy
                            dzieciach.Podobnie ma się sprawa przemocy domowej.Zatem płeć
                            Sobeckich guzik tu ma do materii.
                            Pozycja szydercy jest wygodna pozornie.Zauważ ,że miejsca w lożach
                            szyderców zajmują głownie ludzie którzy kompletnie nie są w stanie
                            znaleźć miejsca dla siebie -
                            • bene_gesserit Re: Mit parytetu 01.07.09, 17:54

                              Acha, wiec to byla prawicowa lewica? :)))) W ten sposob to sie
                              nijak nie dogadamy. I co jeszcze - Miller to nie jest komuch, tylko
                              czarny w przebraniu?

                              Jesli sie z Sobeckimi myle, to mi to udowodnij. I lacze sie z toba
                              w empatycznym bolu, ktory towarzyszy ci w twojej lozy, ale to nie
                              zmienia faktu, ze zajmujesz sie jedynie dogryzaniem z boku,
                              szukaniem dziury w calym i probach uswiadomienia innych, jak bardzo
                              sa w bledzie. Jesli sam nie wiesz, kim jestes i gdzie pasujesz, to
                              tym gorzej wygladaja prawdy, ktore glosisz. W sensie - odziera je
                              to z wiarygodnosci imho.

                              Pytalam o feminizm-jako-taki, jakkolwiek rozumiany, bez
                              wyszczegolniania, czy chodzi o srodowisko warszawskie, krakowskie
                              czy to z Wybrzeza. Jesli dla ciebie roznice miedzy feminizmami sa
                              istotne, to mozesz to zaznaczyc w odpowiedzi.
                              • dzikowy Re: Mit parytetu 01.07.09, 20:34
                                > Acha, wiec to byla prawicowa lewica? :))))

                                To była koniunkturalna lewica.
                              • bruford Re: Mit parytetu 02.07.09, 11:19
                                1.No daje spokój.Do dziś nie zauważyłaś , że ówczesne SLD to byli
                                przede wszystkim oportuniści???.Nie no , jaja normalnie.

                                2.Ale co mam udowodnić ,że Sobeckie będą głosować zgodnie z zasadami
                                polityki społecznej kościoła???Sorry , czy ma również wyprowadzic
                                dowód na to ,że czarne jest czarne a białe jest białe?

                                3.Ależ ja nie oczekuję empatii.Chyba źle odczytałaś to co
                                napisałem.Doskonale wiem jakie byłyby moje wybory polityczne w
                                sytuacji optymalnej tj takiej w której formacje polityczne w Polsce
                                byłyby czytelne i istniała formacja realizująca moje oczekiwania.

                                4.Jakkolwiek rozumiany???Czytałaś teskt Graff?
                                • bene_gesserit Re: Mit parytetu 02.07.09, 21:28
                                  Rozmowa byla o tym, czy parytety maja sens. Ze przeciez mezczyzni
                                  moga reprezentowac kobiety, bo wazniejsza jest przynaleznosc
                                  partyjna niz siurek. Noi juz ponad dekade temu okazalo sie, ze
                                  jednak wazniejszy jest siurek. cbdu
                                  • bruford Re: Mit parytetu 03.07.09, 10:20
                                    No i cbdu.Tylko co innego cbdu.Sprawa jest prosta.Pod parytetem
                                    partyjnym czy tam parlamentarnym sam bym się podpisał obiema ręcyma
                                    gdyby istniała pula problemów których rozwiązanie zależy wyłącznie
                                    od konsensu między płciami abstrahując od pogl.polit.Takiej puli sam
                                    nie dostrzegam a i Ty nie potrafisz jej pokazać.Nic dziwnego bowiem
                                    takowa nie istnieje.Żeby uciec od meritum podajesz kompletnie
                                    nieadekwatny przykład postawy ówczesnego SLD , którego zwłaszcza
                                    wierchuszka lewicą była chyba tylko z nazwy.Ergo rezultat polityczny
                                    to wynik konstelacji politycznej a nie zmowy bractwa siurkowego w co
                                    tak feminizm chce wierzyć.Zawsze pozostaje druga opcja : parytet dla
                                    kobiet ma być bo kobiety są.Toteż jest jakaś odpowiedź tylko trzeba
                                    ją z siebie wykrztusić.I wtedy dyskutować można dalej.
                        • black-emissary Trochę faktów. 30.06.09, 19:13
                          bruford napisał:
                          > Przecież to jest oczywiste.

                          Najwyraźniej nie dla wszystkich, więc sprawdźmy fakty.

                          Rwanda - jedyny kraj na świecie, w którym kobiet jest w parlamencie więcej niż mężczyzn (56%, dzięki parytetom). Aborcja nielegalna już przy gwałcie czy wadach płodu (czyli gorzej niż u nas).
                          Argentyna (40% kobiet w parlamencie, parytety) oraz Kostaryka (37%) - podobnie.
                          Hiszpania - 36% pań w ławach sejmowych i brak przyzwolenia na aborcję z powodów socjalno-ekonomicznych.
                          Angola 37% i szalenie restrykcyjne prawo antyaborcyjne.

                          Z drugiej strony Japonia i jej 9% oraz aborcja legalna z powodów społecznych, a dalej UK (20%), Bułgaria (22%), Serbia (22%), Słowacja (19%), Węgry (11%), Rumunia (11%), Armenia (8%), Francja (18%), Czechy (15%) i USA (17%) - wszystkie legalizujące aborcję na życzenie.

                          To jak, konieczny, wystarczający czy od czapy?
                          • mijo81 Re: Trochę faktów. 02.07.09, 20:06
                            No super :)
                            Tyle kobiet a tak antyfeministycznie, tak mało kobiet a tak
                            feministycznie
      • bene_gesserit Re: Mit parytetu 30.06.09, 13:12

        A - co do ludzi starych: na Zachodzie popularne sa szkolenia ze
        starosci. One wygladaja tak, ze ludzim w sile wieku naklada sie
        specjalnie skonstruowane kombinezony, ktore ograniczaja i zaburzaja
        widzenie, slyszenie oraz mozliwosc ruchu itd itd - kosztowne
        zabawki, ktorych celem jest blyskawiczne i na kilka godzin
        postarzenie czlowieka. Potem sie ich wypuszcza w teren - np - jesli
        to pracownicy jakiegos banku - namawia ich, zeby sprobowali sie w
        nim obsluzyc (wyciagnac pieniadze z dziury, zalozyc konto,
        dowiedziec sie czegokolwiek w informacji). Takie doswiadczenie, acz
        niekompletne pod wieloma wzgledami, jest mocno skuteczne w
        podejsciu do starszych klientow i obywateli. Miszyn kompliszt.

        W brytyjskiej tv jest natomiast glupawy program o tym, jak mamusie
        wyjezdzaja na kilka dni do spa, a tatusiowe w tym czasie przejmuja
        dowodzenie domem i opieke nad dziecmi, majac do wykonania pare
        prostych zadan typu upieczenie ciasteczek z dziecmi albo wyjscie do
        zoo. Obojetnie od tego, jak sobie poradzili, po tych kilku dniach
        kazdy z nich zmienia swoj poglad na prace prace zony. Np dociera do
        nich, czemu kazdego wieczora dom jest upstrzony kubkami pelnymi
        zimnej kawy - bo nie ma pieciu minut, zeby usiasc i ja wypic.

        Tyle, ze w Polsce nie ma przedmiesci z niepracujacymi hałsłajfami.
        Duza czesc mezczyzn nie wie i nie dowie sie, jak wyglada zycie z
        dwoma etatami, z ktorych kazdy wymaga efektywnosci, czujnosci i
        niesamowitych najczesciej pokladow energii. Nie dziwi mnie, ze jest
        spora grupa, ktora woli popatrzec na grupy laureatow nagrody Nobla
        i podladowac swoje ego, ze nalezy sie do plci panow. Albo z pogarda
        przeliczac, ilez to kobiet jest w polityce, co ma swiadczyc o tym,
        ze kobiety najlepiej czuja sie w domu. Itd itd.
        Spora czesc postow trolli na tym forum to swiadectwo takiej wlasnie
        pompujacej ego ignorancji. Spora czesc nie/oficjalnych wystapien
        politykow w Sejmie nt kwestii kobiecych - niestety, obawiam sie -
        rowniez.
        • bruford Re: Mit parytetu 30.06.09, 13:16
          No i to ma być odpowiedź? Że firemka zrobi szkolenie w kombinezonie??
          • bene_gesserit Re: Mit parytetu 30.06.09, 13:48
            Tak, to miala byc odpowiedz. Dluga, szczera, uprzejma i jak
            najbardziej merytoryczna.
            • bruford Re: Mit parytetu 30.06.09, 14:01
              Długa to jedyny dostrzegalny fakt z wymienionych.Rozumiem ,że
              kwestie osób w wieku podeszłym załatwimy kabaretowymi szkoleniami.OK
              • bene_gesserit Re: Mit parytetu 30.06.09, 14:08

                To byl przyklad. Nota bene - skutecznosc tych szkolen jest
                potwierdzona, a one same bardzo na zachodzie popularne, bo tam
                starzy ludzie to jest rynek. W Polsce nikt sobie nimi glowy nie
                zawraca, a staruszki sa zdane na pomoc przygodnych przechodniow
                albo cierpliwosc niecierpliwych urzednikow. Ja bym wolala, zeby
                chociaz takie szkolenia przeszli. Zreszta - pozna starosc dotyczy o
                wiele wiekszej grupy kobiet niz mezczyzn, wiec te kwestie parytety
                rowniez beda mogly objac.
                • bruford Re: Mit parytetu 30.06.09, 14:10
                  bene_gesserit napisała:

                  >
                  > . Zreszta - pozna starosc dotyczy o
                  > wiele wiekszej grupy kobiet niz mezczyzn, wiec te kwestie parytety
                  > rowniez beda mogly objac.
                  >
                  O to dobre , naprawdę dobre.
                • black-emissary Re: Mit parytetu 30.06.09, 14:11
                  Skuteczność jakaś tam w dziedzinie obsługi w banku być może.
                  W kwestiach o jakich mowa - mission impossible.
        • black-emissary Re: Mit parytetu 30.06.09, 13:17
          Tyle słów, a jak mało treści.

          Co chciałaś tym postem powiedzieć w temacie? Że należy panów polityków ubrać w
          szpilki, żeby zrozumieli co to znaczy być kobietą? Pożalić na płeć panów?
          Użalić nad biedaczkami, które dają się wpędzić w podwójny etat? Czy może tylko
          wyzwać anonimowych trolli od ignorantów?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka