16.04.04, 13:03
Od dziesięciu lat stosuję antykoncepcję hormonalną (Trisiston, Triquilar,
Milvane, Mercilon). Kilka m-cy temu zaczęłam szukać pomocy u ginekologa-
endokrynologa ze względu na kłopoty z piersiami (stale powiększający się
rozmiar, bezustanna bolesność i obrzęk, potworna mastopatia + wysięk
uciskowy).
Zrobiłam badania tarczycowe (wyniki w normie), ale stwierdzono
u mnie hiperprolaktynemię, zmieniono tabletki z estrogenowych na gestagenowe
(Cerazette) oraz zapisano Bromergon (+ kapsułki z olejem z wiesiołka
lekarskiego oraz wit. B6).
Z piersiami wcale nie jest lepiej, ale to, co dzieje się z moimi włosami -
przekracza ludzkie pojęcie i wpędza mnie w czarną rozpacz. Zawsze miałam
bardzo gęste i zdrowe włosy (nawet w ostatnich latach, mimo regularnego
farbowania z powodu galopującej siwizny; wypadało mi co prawda sporo włosów,
ale jednocześnie odrastały, więc nie był to problem), niestety w ciągu kilku
ostatnich miesięcy zgubiłam połowę włosów.
Najgorzej jest w trakcie mycia, kiedy wyciągam z głowy dosłownie całe pasma.
Czeszę włosy bardzo delikatnie, wyrzuciłam suszarkę, odstawiłam lakier,
używam odżywki WAX, oleju rycynowego z
żółtkiem, piję drożdże, a umywalka wciąż pełna włosów (jest ich tyle, że nie
podejmę się nawet liczenia: na pewno jest to wielokrotność liczby 100). Do
tego mam potworny, swędzący łupież (pogorszyła mi się również cera).
Mam 31 lat, zawsze uchodziłam za kobietę atrakcyjną, a włosy były jednym z
moich mocniejszych atutów. W tej chwili wszystko zaczyna mi się sypać, a na
głowie widać łyse prześwity. Lekarka, która mnie leczy, wyraźnie dała mi do
zrozumienia, że nie można mieć wszystkiego.
Czy Wy też uważacie, że powinnam wybrać, czy wolę mieć włosy, czy zdrowe
piersi? Błagam o pomoc.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka