Witam,
Od kilku dni borykam się z paskudnym zapaleniem nerek. Początkowo myślałam, że to pęcherz, bo do toalety biegałam często, ale bólu nie czułam żadnego. Ale przez 3 dni miałam potworne bóle w okolicy lędźwiowej i gorączkę dochodzącą do 40 stopni. Nie jadłam nic, miałam dreszcze. Lekarka przepisała mi Nolicyn i lek osłonowy, a na ból radziła zażywać no-spę. Następnego dnia miałam oddać mocz do analizy, ale pech chciał, że dostałam okres.

Nolicyn częściowo działa - temperatura nie przekracza już 38 stopni, ale męczą mnie potworne bóle, jakby mnie ktoś gorsetem pod żebrami ściskał. No-spa jest nieskuteczna, a w ulotce przy Nolicynie ostrzegają przed braniem leków przecizapalnych jak ibuprom czy apap. Plus, antybiotyk ma nieprzyjemne dla mnie efekty uboczne - wywołuje mdłości i duże bóle głowy.
I teraz nie wiem - iść do lekarza jeszcze raz, z pustymi rękami, czy jak? Bo jak już zaczęłam antybiotykoterapię, to i wyniki moczu (co i tak nastąpi dopiero za parę dni) będą skrzywione.
A może ktoś zna jakiś dobry sposób na ból?
Dzięki za wszelką pomoc.