Płakać mi się chce codziennie. Nie radzę sobie z tym co dzieje się z moim ciałem i wcale nie chodzi tu o próby zajścia w ciążę! Mam dwójkę dzieci i więcej nie chcę (urodziłam w wieku 23 i 25 lat). To dlaczego muszę się jeszcze na co dzień z tym gównem męczyć? Mam 29 lat i jestem już prawie łysa... Muszę truć się tabsami, bo okresu nie miałam 3 lata, a do tego mnóstwo innych dolegliwości od których nie chce się żyć.
Czy któraś sobie z tym wszystkim poradziła? Pokonała to przekleństwo robiące z kobiety paskudną czarownicę? Nie pytam o próby zajścia w ciążę