09.08.05, 23:18
Zastanawiam się, czy powinnam zgłosić się do psychologa/psychiatry.
Od pewnego czasu mój stan psychiczny strasznie się pogarsza. Mój podstawowy
problem to nieumiejętność hamowania emocji, zwłaszcza tych negatywnych.
Płaczę z byle powodu, mój TŻ myśli, że robię to specjalnie i już nawet nie
zwraca uwagi lub nazywa histeryczką, co z kolei dołuje mnie jeszcze bardziej
i przy okazji złości. Do tego dochodzi (a może jest przyczyną raczej)
odrzucenie mnie przez bliską osobę z rodziny, trwa to już wiele lat i wydaje
mi się, że spowodowało wielkie zmiany w mojej psychice. Od jakiegoś czasu też
dopadło mnie straszne lenistwo i marazm, siedzę w domu sama z kotem i nic mi
się nie chce, nie opłaca mi się sprzątać, gotować tylko dla siebie, wyjść z
domu... Tylko przy kocie mam ochotę pracować i sprawia mi to przyjemność. Nic
więcej. Powinnam wziąć się za siebie, pisac pracę dyplomową, ale brakuje mi
motywacji. Nie mam nikogo bliskiego, mieszkam sama, TŻ codziennie przychodzi,
ale często się kłócimy, nawet rozstajemy. Czuję się strasznie samotna,
czasami tylko mama zadzwoni, nikt poza nią i TŻ nie ma pojęcia że w ogóle
istnieję. Dawnych przyjaciół już dawno potraciłam, głównie ze swojej winy
(zaniedbywałam ich, nie utrzymywałam kontaktu). Czuję się tak, jakbym
dryfowała po wielkim, pustym oceanie, zupełnie sama. Czasami nawet myślę, że
już tak dłużej nie chcę i mam ochotę połknąć dużo tabletek. Zwłaszcza gdy TŻ
kolejny raz mówi, że kocha mnie ale odchodzi, bo jest mu ze mną źle, bo
jestem wredna i leniwa. Przy życiu trzyma mnie tylko kot, którym nie miałby
się kto zająć i mama, która nie przeżyłaby śmierci drugiego dziecka.
Potrzebuję specjalisty czy to tylko moje urojenia i TŻ ma rację? Proszę o
rady.
Obserwuj wątek
    • Gość: ela Re: depresja? IP: *.adsl.inetia.pl 10.08.05, 07:17
      Jeśli sobie sama nie radzisz, jeśli nie potrafisz "wziąć się w garść" - to
      potrzebujesz pomocy.
      Nie zwlekaj z tym, szkoda życia.
    • bromboosia Re: depresja? 10.08.05, 08:41
      nie, to nie depresja, to hipochondria. Ludzie z depresja nie maja sily zeby
      wogole pomyslec o lekarzu, zwykle trzeba to zrobic za nich. POprostu brakuje Ci
      motywacji i tlumaczysz sie "depresja". Zakochaj sie, znajdz sobie pasje,
      popatrz w lustro i zobacz jaka jestes piekna, usmiechaj sie i glowa do gory.
      Wierz mi - to nie depresja, choc pewnie najlatwiej by Ci bylo gdybys ten swoj
      stan mogla nazwac. A od tego juz blisko do kompletnego zaniechania
      czegokolwiek... i wtedy taka choroba przeksztalca sie w jeszcze gorsza,zwana
      zniecheceniem albo poprostu leniem. Z powazaniem - Bromba
      • Gość: ohb Re: depresja? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.08.05, 09:17
        Nie jesteś sama! Wiem, co to znaczy ryczeć pięć razy dziennie bez powodu,
        wydzierać się na bliskich bez powodu i potem z poczucia winy mieć siebie tak
        dość, że trudno spojrzeć w lustro. Miałam okazję diagnozować porządnie swój
        stan psych. (do pracy) i powiem Ci, jak to zostało nazwane: niestabilność
        emocjonalna spowodowana neurotycznym poczuciem winy. Blisko mam też do choroby
        dwubiegunowej, tzn. wpadania na zmianę z euforii w doła. Jeśli chcesz pogadać o
        szczegółach i zastanowić się nad terapią (bo też ją rozważam), zapraszam na
        priva: olahabe@gazeta.pl
      • lilith76 Re: depresja? 10.08.05, 09:33
        bromboosia, gratuluję trafnej diagnozy. zajmujesz się zawodowo pomaganiem
        ludziom? może pracujesz w zakładzie pogrzebowym?
    • Gość: klara Re: depresja? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.08.05, 09:45
      Lekarz nie rozwiąże Twoich problemów. Pomoże Ci je nazwać pokaże jakie sa dogi
      wyjścia ale tymi drogami za Ciebie nie pójdzie. Musisz mieć motywacje żeby się
      leczyć jak z każdą inna chorobą - nikt nie będzieza Ciebie chodziła na zabiegi
      i łykał tabletek. To jest "praca" z psychologiem a nie prowadzenie Cię za
      rączkę. Musisz wiedzieć że naprwadę chcesz zmienić swoje życie i wziąść za to
      odpowiedzialność. Bo ono jest Twoje a nie psychologa do którego przyjdzie
      mnóstwo takich pacjentów jak Ty. Takie dywagacje "poszłabym ale mi się nie
      chce" na pewno nie świadczą o tym że już do tego dojrzałaś. ale mam nadzieję że
      się mylę - w końcu znam Cię tylko z tej jednej wypowiedzi. Dla kogo chcesz żyć
      i się zmienić? Mamay, TŻ, kota, przyjaciół, pracy? Niech to będzie Twoją
      kotwicą na najbliższy czas, z tym idź czym prędzej do specjalisty bo im później
      im dłużej będziesz zwlekać tym będzie trudniej. Powodzenia!
    • florencja29 Re: depresja? 10.08.05, 09:45
      Całkiem możliwe, że to depresja. A to, że próbujesz szukać pomocy to pierwszy
      krok ku temu by z niej wyjść.
      A takimi tekstami jak tekst bromboosi nie przejmuj się, bo depresją jest nie
      tylko stan gdy człowiek jest bliski samobójstwa i nie ma na nic siły (nawet
      prosić o pomoc). To co opisuje alterna też może być depresją. Piszę może, bo nie
      jestem ani psychologiem, ani psychiatrą, a kieruję się jedynie obserwacjami i
      własnymi przeżyciami.
      Głowa do góry, chociaż trudno Ci teraz w to uwierzyć, będzie lepiej.
      • florencja29 Re: depresja? 10.08.05, 11:04
        Miało być: to, co opisujesz, a nie to, co opisuje alterna
    • lilith76 Re: depresja? 10.08.05, 10:23
      przeżywałam kiedyś coś podobnego i wiem co czujesz.
      ja spróbowałam najpierw poradzić sobie sama - brałam Kalms (na uspokojenie) i
      Deprim (łagodny, ziołowy środek na głębokie dołki). ona w aptece, bez recpety.
      niestety, Deprim zaczyna działać dopiero po kilku tygodniach, mnie to zajęło 4
      miesiące, ale w końcu wylazłam z tego.
      nawet jeśli to nie depresja, to rozwala ci życie, relacje z najbliższymi i
      trzeba coś z tym zrobić.

      skoro masz jakieś ciężkie wspomnienia, relacje z kimś z rodziny być może będzie
      potrzebna rozmowa z psychologiem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka