monia1979
17.06.07, 20:33
Jak się cieszę,że odkryłam tę stronę.O cp dowiedziałam się 04.01.2007. To był
dla mnie totalny szok, tym bardziej że 12.12.2006 w innym szpitalu
stwierdzono u mnie poronienie i 23 godziny po łyżeczkowaniu odesłano do domu.
Bez żadnych informacji co robić dalej, bez zaleceń. Święta miałam koszmarne.
Byłam słaba, krwawiłam cały czas, ale myślałam że tak powinno być. W końcu
mąż na siłę zawiózł mnie do mojej lekarki, która była w temacie bo miałyśmy
kontakt telefoniczny i ta od razu skierowała mnie do kliniki w której
pracuje. Przyjęto mnie w celu wyłużeczkowania pozostałości po poronieniu- jak
potem powiedziała mi lekarka- już wiedziała że to cp, ale nie chciała mnie
straszyć. Załatwiła telefonicznie miejsce, formalności skrócono do minimum, a
4 godziny później już wiedziałam i ja. Szok mieszał się z bólem fizycznym.
Pojawiły się pytania czy była to pojedyńcza ciąża pozamaciczna, czy może dwie
współistniejące. Jak się okazało 5 tygodni później- nosiłam tylko 1 fasolkę,
tę w lewym jajowodzie. Dodam, że powiatowy szpital który omal nie doprowadził
do tragedii wydał mi wyniki histop. pod koniec stycznia!2007- a łyżeczkowali
12.12.2006! Mimo upływu czasu noszę w sobie żal do losu, lekarzy. Dziś wiem
że mam zrosty po lewej stronie- lewy jajnik, jajowód i jelita przypominają
kłąb sznurka. Mam synka, który 20.06.skończy 2 latka; cudownego męża- i to
oni trzymają mnie w pionie. Chcę mieć 2 dziecko, ale boję się bardzo. Dziś
strach jest większy niż chęci. Może jutro będzie lepiej?