Gość: oly29
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
25.02.08, 22:19
Witam,
2 tygodnie temu byłam u gina, z powodu podejrzenia jakiejs infekcji.
Miałam racje, okazalo się, ze mam grzybice. Dostalam: flumycon i
pimafucort - do stosowania przez 7 dni. Mialam tez zrobiony posiew.
Bralam wszytsko jak trzeba. Objawy ustapily. Mialam tylko od czasu
do czasu delikatny dyskomfort, jakby pieczenie, ale usprawieliwialam
to tym, ze wybilam wszyskie mozliwe bakterie - nawet te dobre, ze
dlatego takie uczucie.
Po tygodniu, na wizycie kontrolnej gin powiedzial, ze ogolnie
wszystko ladnie sie wyleczylo, ale sa jeszcze jakies resztki wiec
dla "dobicia" przepisal mi znow flumycon i pimafucort i dodatkowo
nystatyne. Pytalam jak ma sie do tego wszytskiego posiew.
Powiedzial, ze jesli wyjda na nim grzyby to zeby sie nie przejowac
bo juz zostaly wyleczone, a nawet jesli to nystatyna je dobije. a
nowego nie ma sensu robic bo wyjdzie jalowy.
Wiec posiew odebralam i okazalo sie ze mialam/mam sterptococcus
agalactiae group B, wzrost skapy, z uwagami: wskazany posiew w
kierunku grzybów.
I tu zaczal sie moj problem. Bo nie wiem czy mam alarmowac gina czy
poprostu jestem przewrazliowiona i tego paskudztwa juz nie mam.
Obecnie sluz mam bialy, lepki - najprawdopodobniej nieplody - bo ok
4,5 marca powinnam dostac @. Objawow grzyba nie ma. Biore tez
lactovaginal, jem jogurty bez cukru, odstawilam slodycze.
Moje obawy wzmaga fakt, ze staramy sie o dzidziusia. Ten cykl i tak
jest wylaczony bo sie leczymy, ale chcialabym wiedziec czy z tymi
lekami mam szanse na wyleczenie.