Dodaj do ulubionych

rak jelita grubego

17.06.11, 23:02
Nurtuje mnie pytanie, na które nie potrafię znaleźć odpowiedzi.
Mój tato w styczniu 2010 roku dowiedział się, że jest chory - rak jelita grubego. Pobrano biopsję, która miała dać potwierdzenie. W marcu miał operację. Guz okazał się znacznie większy niż pokazywał tomograf. Naciekł na dwunatnicę (czego tomograf w styczniu nie wykazywał). Guz z jelita wycięto, z dwunastnicy "zeskrobano". Przeszedł chemię, po której czuł się bardzo dobrze, przytył, nie wymiotował, wlosy piękne i zdrowe. Juz w lipcu okazało się, że guz bardzo szybko się odnawia na dwunastnicy - chemii nie przerywano. Zakończył ją we wrześniu. W październiku guz był tak duży że zatkał ujście z żołątka i nie mógł przyjmować pokarmów, wymiotował. W październiku kolejna operacja - guza nie wycięto, wykonano obejście z żołądka do dalszej części jelita. Zaraz po tej operacji dostał żółtaczkę przedwątrobową, zatorową (rozumię to tak, że guz uciskął przewody żółciowe) - zwracaliśmy lekarzowi uwagę na to że jest żółty, mocz czarny, sami podejrzewaliśmy żółtaczkę i mówiliśmy o tym w szpitalu. Jednak uspakajano nas mówiąc, że to nic. Jednak okazała się żółtaczka. Kolejna operacja - dren wyprowadzjacy żółć na zewnątrz. Dlugo nie mógł dość do siebie po tej żółtaczce, schudł, osłabł, ponieważ 5 razy dzienie wymiotowal. Wkońcu otrzymał chemię - wymioty ustały, zaczęlo się polepszać. Ale żyły pękały, białko spadło, zgomadziła sie woda w jamie brzusznej. Spuszczono ją. Baaaaardzo go to osłabiło, położyło do łóżka. Leżął tydzień. Zacząl majaczyć, stracił kontakt z rzeczywistością, po 3 dniach majaczenia zmarł....
Pytanie, co go zabiło? Rak? nie było nigdzie przerzutów, guz był jeden, ale czy na tyle duży, jak mówili lekarze, że uciskał wszystkie narządy? w kwietniu tomograf pokazał zmiejszenie się guza i miał 10-15cm. Jest czerwiec, tato zmarł 10.06. Dlaczego majaczył? Wcześniej nie skarżył się na ból, nic go nie bolało, miał plastry.
Czy aby pobranie tej biopsji w 2010 r. nie przyczyniło sie do takiego obrotu sprawy?
Nie wiem, czy w takim razie szpital na Hilszwelda we Wrocławiu był dobrym wyborem?
Nie moge zrozumieć co było tak do końca przyczyna??!!
Proszę wypowiedzcie się.
Obserwuj wątek
    • snajper55 Re: rak jelita grubego 18.06.11, 00:01
      megimouse napisała:

      > Proszę wypowiedzcie się.

      Czego spodziewasz się po forumowych specjalistach? Jeden powie, że to lekarze go zabili a nie rak. Bo gdyby nie biopsja i chemia to dożyłby setki. Drugi napisze, że go źle leczono, bo to pewnie była borelioza a nie rak. Trzeci złapie się za głowę, że Twój ojciec nie pił soczku z pewnego owocu, który on właśnie sprzedaje i który w tydzień leczy raka, zeza i łupież. Po co Ci to?

      S.
    • dr_pitcher Re: rak jelita grubego 18.06.11, 07:49
      10-15 cm to jest duzy rak. Jesli byly juz przerzuty na dwunastnice to nie byl to pikus. Postarano sie zwalczyc chemia. Slusznie, nieslusznie trudno powiedziec. Obrano metode leczenia, ktora czasami, ale nie zawsze przynosi efekty. Mozesz oczywiscie zadawc sobie dalsze pytania - dlaczego tak pozno operacja, czemu nie wycieto wszystkiego od razu, albo czemu najpierw nie zaczeto od chemii itp itd. W onkologii nie ma pewnikow, sa domniemania oparte na statystyce, ale czlowiek to nie statystyka i nie zawsze jej podlega. Nawet stwierdzenie, ze moze wykryto za pozno czasem jest tez chybione. Dodajmy do tego fakt, ze sama chemia mozna pacjenta wyslac na drugi swiat, co owszem zdarza sie rzadko, ale zdarza sie nawet i lzejszych przypadkach. Moze tylko jeden moral z historii - czeste badania kontrolne.
      • megimouse Re: rak jelita grubego 18.06.11, 10:33
        Dziękuje za odpowiedź. Niewątpliwie częstrze badania. Ale tato miał 4 lata temu kolonoskopię, która nic nie wykazała, a lekarze twierdzą, że guz miał około 20 lat. Naprawdę, jestem w olbrzymim szoku, że tato tak szybko zmarł. Że choroba tak nagle i szybko postepowała. Dlaczego wystapiły te majaki, że sprawa rozstrzygnęła sie właściwie w 3 dni!
        Ja nie szukam winy, chce zrozumieć po kolei co sie z nim działo!
        Boje się, że jeżeli drugi raz coś sie takiegi stanie w mojej rodzinie, że nie będę umiała pomóc!!
        Nie wiem, czy tacie dobrze pomagałysmy!
        • amityr Re: rak jelita grubego 20.06.11, 22:07
          Ja też jednego nie rozumiem.Jak można przeprowadzić kolonoskopię i nie widzieć 16-o letniego guza albo inaczej gruczolakoraka złośliwego bo taki powstaje z polipa po kilku latach od jego powstania w jelicie grubym.
    • kol.3 Re: rak jelita grubego 18.06.11, 08:54
      Z mojej wiedzy wynika, że guzy naciekające to sprawa beznadziejna, bo w zasadzie są nieoperacyjne. Guzy uszypułowane są do usunięcia. Z Twojej wypowiedzi wynika, że guz był bardzo inwazyjny, toteż stało się to co się stało. Nie szukałabym winnych.
      • megimouse Re: rak jelita grubego 18.06.11, 10:27
        Dziękuję za odpowiedzi. Chciałam dodać, że ja winnych nie szukam, chcę zrozumieć o co chodzi z tego typu rakiem. Lekarze nie mają czasu na tłumaczenie rodzinie co to za choroba! W internecie różne rzeczy można wyczytać. Najwiecej właśnie mozna dowiedzieć się od ludzi, którzy mieli styczność z taka chorobą.
        Dopiero teraz dowiaduję się, że naciekajacy guz jest aż tak niebezpieczny.
        Jestem w olbrzymim szoku, że tato tak szybko zmarł, z dnia na dzień stan sie pogarszał. Właściwie w 3 dni sprawa sie zostrzygnęła.
        Chce wszystko po kolei zrozumieć!
        Jeżeli ktos mi potrafi wytłumaczyć o co chodzi, w poszczególnym etapach które opisywałam to bardzo proszę!!
        Jeżeli drugi raz by miało mi sie takie cos przydarzyć, chce byc gotowa i wiedzeć jak moge pomóc!!!!!!!!
        • kol.3 Re: rak jelita grubego 18.06.11, 14:27
          To dobrze, że Twój ojciec umarł szybko, przedłużanie życia w bólu w agonii naprawdę nie ma sensu. Każdy nowotwór jest inny, niczego nie przewidzisz i nie pomożesz. Niektóre guzy są takie szybkie, że rosną jak ciasto drożdżowe (słowa lekarza na temat nowotworu w mojej rodzinie) z godziny na godzinę.
          Samo to, że guz na dwunastnicy był nieoperacyjny przesądziło sprawę, nie wiem czy próba zaskrobania nie przyśpieszyła rozwoju wypadków.
          • megimouse Re: rak jelita grubego 18.06.11, 14:44
            też uważam, że zeskrobanie przyspieszyło cały proces, ale myslę, że gdyby nie zrobili mu operacji my byśmy wszyscy na nia nalegali. Może nie wiedzieli jak to wygląda, dopiero po operacji to wyszło. Ale pytanie, jaki wpływ na organizm ma ten guz? w jaki sposób przyczynia sie do śmierci? rozumie, że pochłania wszelkie witaminy, substancje odżywcze!
            u mojego taty wszystkie narządy do końca pracowały. Nagle te majaki, no i koniec...

            Wiem, że ta szybka śmierć, to tyle dobrego, że długo nie cierpiał, mimo, że ani razu nie powiedział, że cos go bolało. Wiem jedno, w takiej chorobie, gdzie jest ból, najlepszym miejscem dla chorego jest hospicium, opieka paliatywna. Fachowa pomoc, nie pozwalaja człowiekowi cierpieć. Długo zastanawiałysmy sie nad tym, ale ciesze się, że tak zdecydowałyśmy.
            • kol.3 Re: rak jelita grubego 18.06.11, 14:57
              Nowotwory, które angażują układ pokarmowy przyczyniają się do szybkiego wyniszczenia organizmu. U Twojego ojca nowotwór zablokował żołądek, potem była żółtaczka, więc nie możesz powiedzieć, że wszystkie narządy były do końca w porządku. Rak jelita grubego to parszywa choroba, która daje przerzuty na wątrobę, może doprowadzić do niedrożności jelit, która jest horrorem. Twój ojciec tego uniknął.
              • megimouse Re: rak jelita grubego 18.06.11, 15:50
                Dzięki za korespondencję!!!
                szkoda, że lekarze nie poświecą chwili, aby rodzinie wszsytko wytłumaczyć!! ja cały czas miałam nadzieję, że on z tego wyjdzie! nie przypuszczałam, że umrze!! nikt nic nie mówi!! żadnych rokowań!! tato jeszcze 3 dni przed smiercia mówił,że za miesiąc, dwa wyjdzie z tego! Dopiero psycholog z hospicjum uświadomił mi, że z tatem jest źle. A że nie jest lekarzem onkologiem, myslałam, że przesadza. Ale dopiero on mi uświadomil.

                • dr_pitcher Re: rak jelita grubego 18.06.11, 17:39
                  magimouse:
                  Choc zdarza sie niezdiagnozowac raka to raczej jest mao prawdopodobne, ze zajelo to az 20 lat do jego rozwoju. Co do tego, ze szybko poszlo - czasem tak bywa. Wlasnie wracam z pogrzebu kolegi kotry zmarl dwa tygodnie po diagnozie, mimo ze guz nie byl ani wielki, ani specjalnie najbardziej inwazyjny. Co do informacji od lekarzy - to ta rzeczywiscie kuleje, czesto na niekorzysc pacjenta. Pacjent powinien by poinformowany, po co dlaczego. Zyje w kraju, w ktorym o raku mowi sie otwarcie i lekarze, psycholodze etc. wyjasniaja pacjentowi krok po korku, co go czeka - czesto daja mu tez wybor przedstawiajac poszczegolne opcje. Decyzje jak sie leczyc podejmuje pacjent, lekarz najwyzej moze doradzic. Lekarze tez tutaj zawsze przesadzaja w druga strone jesli chodzi o diagnoze, a raczej unikaja cytowania statystyk i szans. Z tego co piszesz rak byl inwazyjny, a te zwlaszcza w jamie brzusznej ida raczej szybko - pacjenci umieraja albo w wyglodzenia, albo bo pluca lub serce przestaje pracowac. Dochodzi jeszcze chemia, ktora zdrowego by wykonczyla. Nie zycze Ci nastepnego razu - ale jesli sie zdarzy - nie panikuj. Zdobadz informacje, badz dobrej mysli ale tez nie oczekuj cudow. Jak tutaj mowia "One day at the time". No i rob kolonoskopie, bo mozesz byc grupie ryzyka, a zlapane wczesnie - to raczej pestka.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka