v.ci
18.09.04, 00:37
Patologia reklamy
Pij colę, matole
"Raz, dwa, trzy, dziś obiadu nie zjesz ty" - wylicza dziewczynka na jednej z
reklam. Zaraz po wyliczance rozlega się głos lektora: "W Polsce 300 tys.
dzieci nie zjada obiadu". We wrześniu z kopyta ruszyły tzw. informacyjne
kampanie społeczne. Sęk w tym, że akcje firmują wielkie koncerny, których
działalność budzi kontrowersje na całym świecie. Zdaniem alterglobalistów,
pod pseudospołeczną troską koncernów ukryty jest tylko jeden cel: interes
firmy.
- Działania korporacji przybierają patologiczne formy. Za pośrednictwem tego
typu akcji kreują swój pozytywny wizerunek, który nijak ma się do
rzeczywistości - stwierdza Maciej Roszak z Nowej Lewicy. Jako przykład podaje
McDonald'sa, Nestle i Danone.
- Ten sam koncern, który w jednym segmencie rynku przedstawia się jako
troskliwy i dbający o społeczne dobro, nie przestrzega praw pracowników i
robi, co chce - wtrąca Jarosław Urbański z Inicjatywy Pracowniczej,
organizatora m.in. pikiet przeciwko polityce kadrowej Nestle i McDonald'sa.
Zdaniem Jarosława Urbańskiego, w pseudospołecznych kampaniach przoduje
Nestle. Najbardziej irytuje go akcja dożywiania dzieci firmowana przez Polską
Akcję Humanitarną.
Reklama akcji jest dla mnie wyjątkową chamówą - inaczej tego określić nie
mogę - stwierdza. - Biorące udział w kampanii koncerny - m.in. Nestle i
Danone - najpierw przejmują zakłady pracy, zwalniają po kilka tysięcy osób, a
potem ubiją kapitał na akcji propagującej dożywiane dzieci, których rodzice
stracili pracę. To jest absurd! Zastanawiam się, czy firmy - w tym przypadku
Polska Akcja Humanitarna - straciły rozeznanie? Zachowują się, jakby miały
bielmo na oczach.
Nie widzą, że np. na plantacjach kawy, czy kakao pozyskiwanych dla wielkich
korporacji ludzie pracują w warunkach urągających wszystkim normom określonym
przez Światową Organizację Pracy? Nie wiedzą, że koncerny te zatrudniają
dzieci? Że nie płacą ludziom? Że zmuszają do niewolniczej pracy? To nie są
dane wymyślone przez szalonych antyglobalistów. Publikują je organizacje
katolickie, które prowadzą misje w krajach Trzeciego Świata. Mają dobre
rozeznanie. Wiedzą, co naprawdę się tam dzieje i które koncerny najwięcej na
tym korzystają - wyjaśnia.
Grzegorz Gruca, dyrektor Polskiej Akcji Humanitarnej, ripostuje: - Czy lepiej
byłoby, gdyby koncerny robiły to, co robią, i nie brały udziału w żadnych
społecznych kampaniach? Moim zdaniem, lepiej, że dostrzegają problemy i
próbują im jakoś zaradzić.
Gruca przyznaje, że często decyzje ekonomiczne podejmowane w międzynarodowych
korporacjach są ważniejsze niż te społeczne. Ale dla niego liczy się to, że
giganci biznesu włączają się w akcje pomocowe. Sprzeciwia się stawianiu ich
wyłącznie w ciemnym świetle. Podaje przykład Danone. Koncern zamierza zamknąć
jedną z fabryk w Polsce, ale jednocześnie uruchomił specjalny program dla
zwalnianych pracowników. Poszukuje też inwestora, który przejąłby zamykaną
fabrykę. W szczerość intencji PAH wierzy Roszak. Braki finansowe i
niemalejące potrzeby, jego zdaniem, usprawiedliwiają Akcję.
Pseudospołeczne akcje organizowane przez światowe koncerny nie przybrały
jeszcze formy aż tak patologicznej jak np. w Stanach Zjednoczonych. Tam
korporacje właściwie zawładnęły szkołami i innymi placówkami edukacyjnymi.
Polska zmierza w tym samym kierunku. Dziś w sklepiku szkolnym łatwiej kupić
chipsy i colę niż jabłko. - Moim zdaniem, trzeba coś z tym wreszcie zrobić.
Zacząłbym od zakazu reklamy skierowanej do dzieci. W wielu krajach, np. w
Szwecji, taki zakaz obowiązuje - mówi Roszak. - Tego typu reklama robiona
jest
w sposób manipulacyjny.
Dzieci tego nie są w stanie ocenić. Zresztą nie potrafi tego też wielu
dorosłych.
Przygotowywane dla korporacji spoty reklamowe skierowane są przede wszystkim
do dzieci, bo większość produkowanych przez nie produktów przeznaczona jest
właśnie dla najmłodszych. I tak dziecko, które chce w trakcie lekcji być
skoncentrowane, musi na śniadanie zjeść płatki Nestle. Jeśli ktoś chce
nakarmić głodujące dziecko, wystarczy, że kupi któryś z artykułów firmowanych
m.in. przez Danone. Kiedyś dla zdrowia jadało się owoce i warzywa, dziś
wystarczą cukierki z witaminami. Z mleka też można zrezygnować - "szklanka
mleka" jest przecież w wielu batonikach, przynajmniej w tych z reklam.
Longina Lewandowska-Borówka, rzecznik Federacji Konsumentów, zwraca uwagę, że
coraz częściej jako podstawowy składnik reklamuje się coś, co tak naprawdę
podstawowym składnikiem nie jest. - I to jest oburzające - mówi. - W ten
sposób nie tylko promuje się konkretny styl odżywiania, ale wręcz wmawia
ludziom, że cukier jest czymś zdrowym - dodaje. Coraz powszechniejsze jest
też wzbogacanie różnego rodzaju produktów np. witaminą C. Na nią w reklamie
kładzie się najmocniejszy nacisk. A przy okazji upycha się składniki, które
są bardzo niezdrowe.
Urbański tłumaczy: - Koncerny stosują specjalne receptury, które ze zdrowiem
absolutnie nic wspólnego nie mają. Są tworzone po to, żeby mieć jak
najdłuższy okres przydatności do spożycia i żeby można je było sprzedawać w
dużej odległości od miejsca produkcji. Dlatego podstawowym komponentem,
jakiego używają koncerny, jest cukier - stwierdza.
Świetnym przykładem jest kampania "Śniadanie na 6+" zapowiadana przez Toruń-
Pacific jeszcze przed wakacjami. Miała ona pokazać - jak usiłowała mnie
przekonać przedstawicielka firmy organizującej kampanię reklamową - "drugą,
dobrą i szlachetną twarz firmy Nestle". Jej celem jest popularyzacja nawyku
jedzenia śniadania. "Jak udowodniono naukowo, regularnie spożywane oraz
właściwie skomponowane śniadanie, dostarczające odpowiednią ilość energii,
pomaga dziecku w lepszej koncentracji podczas zajęć szkolnych. Śniadanie z
płatków śniadaniowych z mlekiem lub jogurtem to prosty, zdrowy i wygodny
sposób na dobrze skomponowany pierwszy posiłek" - czytamy w materiałach
prasowych. Wszystko się zgadza. Dietetycy przytakują, ale zaraz potem
dodają: - Pod warunkiem że są to płatki naturalne, czyli owsiane, jęczmienne,
pszenne, żytnie. Płatki z bakaliami, czy dodatki typu miód, karmel, słód są
jednĄ z przyczyn otyłoŚci
i coraz częściej występującej u dzieci cukrzycy - mówi Lucyna Pachocka,
dietetyk z Instytutu Żywienia i Żywności. A kampanię "Śniadanie na 6+"
przygotowano dla kukurydzianych płatków Corn Flakes, zbożowych Cheeriosów i
wysokosłodzonego, czekoladowego Nesquika.
Słodkie płatki śniadaniowe skrytykowano też w teście konsumenckim
przeprowadzonym przez Polskie Towarzystwo Ekonomiki Gospodarstwa Domowego i
Federację Konsumentów. Czytamy w nim: "W ofercie rynkowej skierowanej przede
wszystkim do dzieci coraz większy jest udział płatków śniadaniowych o
charakterze łakoci, np. czekoladowych z dodatkiem cukru, które mają też
wyższą zawartość tłuszczu. Wysoka zawartość cukru jest negatywnie oceniana
przez żywieniowców. Chrupanie o każdej porze dnia szczególnie płatków
dodatkowo słodzonych, do którego namawia się dzieci w reklamach, sprzyja
próchnicy zębów, a podjadanie jest jedną z głównych przyczyn otyłości".
Jarosław Szczepanowski, rzecznik prasowy Cereal Partners Poland Torun-Pacific
Sp. z o.o. (producenta płatków Nestle), raportu Federacji Konsumentów nie
zna. - Rodzice mają wybór. Przecież produkujemy nie tylko Nesquik. Na każdym
opakowaniu jest dokładny skład. Każdy kupując może zapoznać się z tym, jaki
jest udział poszczególnych składników w danym produkcie - wyjaśnia.
Według Roszaka, korporacje nie powinny mieć wstępu do szkół. - Bo jak tak
dalej pójdzie, na wzór akcji promującej picie mleka zacznie się organizować
akcję zachęcające dzieci do picia coca-coli i pepsi-coli - przekonuje.
źródło : "Trybuna"