Dodaj do ulubionych

samotność

IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 04.03.01, 03:01
Przepraszam za bardzo banalny temat.
Sprawa wygląda tak. Jestem samotny. Mam 28 lat,
własną firmę w modnej branży, wszystkie zewnętrzne
oznaki tzw. sukcesu. Znajomi i przyjaciele twierdzą,
że jestem dobrym człowiekiem. Brak mi tylko jednego -
chyba najważniejszego - osoby z którą mógłbym się
wszystkim dzielić, sukcesami i smutkami.
Czy jestem ofiarą czasów zaburzonej komunikacji
między ludzmi, czy po prostu mam pecha??
Obserwuj wątek
    • Gość: Iwona Re: samotność IP: *.proxy.aol.com 05.03.01, 01:41
      Dzien dobry Sam,

      sadze, ze Twoj problem jest obecnie bardzo rozpowszechniony, odwaze sie
      okreslic, na calym swiecie.
      Mieszkam w USA, w Californi, miejscu, o ktorym wielu ludzi marzy... Uwazam, w
      oparciu o moje obserwacje, ktore nieustannie prowadze w moim srodowisku, ze to
      nie pech sprawia, ze ludzie czuja sie samotni, ale moze to byc powodem kilku
      lub wielu czynnikow. I tak na przyklad, ludzie, w pogoni za dobrami
      materialnymi, zapominaja o zyciu towarzyskim, o najblizszych, wreszcie o samych
      sobie... Mieszkam tutaj okolo czterech tylko, a czuje sie rowniez, okropnie
      samotna! Dlugo nie rozumialam do konca, dlaczego? Niemniej jednak tak patrzac
      na ludzi z uczelni, czy pracy, doszlam do wniosku, ze ludzie sami stwarzaja
      taka atmosfere wokol siebie, a przy okazji dajac to odczuc innym. Byc moze
      brzmi to niewiarygodnie, ale uwierz mi prosze, to jest prawda.
      W Twojej sytuacji, uwazam, ze to Ty powinienes "wyjsc" naprzeciw ludziom.
      Bedac czlowiekiem sukcesu, sadze, ze byc moze brakuje Ci troszeczke wiary w
      samego siebie. To niedowiary, ze tak mlody czlowiek jak Ty, ktory w koncu
      osiagnal "cos", co nie kazdy jest w stanie zdobyc, szczegolnie w tak mlodym
      wieku, czuje sie samotny!
      Nie mam pojecia jakie sa Twoje zainteresowania Sam, ale to one w pierwszej
      kolejnosci "pomoga" Tobie "walczy" z samotnoscia.
      Pomysl nad tym, prosze, i jednoczesnie glowa do gory!
    • Gość: Iwona Re: samotność IP: *.proxy.aol.com 05.03.01, 01:44
      Oh, przepraszam, zapomnialam dodac,
      ze ta osoba "przeznaczona" dla Ciebie, jest "tam gdzies", i to tylko czas jest
      rozwiazaniem w takich sytuacjach.
      Niekiedy zdaje sie, ze im bardziej chcemy cos osiagnac lub zdobyc, tym wolniej
      zblizamy sie do celu...
      • Gość: sam Re: samotność IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.03.01, 18:44
        Iwona,
        dzieki za otuche. Zawsze to miłe. Masz pewno wiele
        racji. Tak sobie mysle, ze rozwijajac rozne swoje
        cechy, jedna zaniedbalem - komunikatywnosc. Choc tez
        nie do konca, z kontaktami zawodowymi na przyklad nie
        mam klopotu.
        Problemem moze byc fakt, ze mam kilku bardzo bliskich
        przyjaciol ktorzy spelniaja omalze wszystkie moje
        potrzeby towarzyskie. Oprocz tego od lat jest szeroka
        grupa znajomych, ale z jednego srodowiska, nowe
        twarze sie nie pojawiaja. I tak jakos zycie sie
        toczy.
        Oczywiscie nie moge powiedziec, ze jestem
        nieszczesliwy. To grzech bylby prawdziwy. Jestem
        zdrowy, mam cudowna rodzine, przyjaciol, prace itd.
        Brak tylko tego jednego elementu...

        Pozdrawiam.
        • Gość: malami Re: samotność IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 09.03.01, 22:16
          Ja tez borykam się z problemem samotnosci. Co gorsza, doslonale zdaję sobie sprawę z tego, że
          to moja wina, że to ja powinnam wysć na przeviw ludziom. Ale ja...nie wiem, czy nie chcę, czy nie
          jestem na tyle odważna, ale ciągle unikam imprez, spotkań z grupą ludzi z mojej klasy, którzy tworzą
          naprawdę zgraną paczkę i wcale nie są hermetycznie zamknięci. Ale mimo to, ja mam jakie
          wewnętrzne opory. A o drugiej połowie również wciąż marzę i na nią czekam. Wiem, że to ja
          powinnam zacząć szukać a nie czekać na rycerza w lsniącej zbroi.....Dla mnie to wszystko wydaje
          się takie skomplikowane.....
          • Gość: joasia Re: samotność IP: 203.173.231.165, 203.109.133.* 10.03.01, 21:58
            Pragnienie bycia z druga osoba wydaje sie byc nieodlaczna cecha
            czlowieczenstwa. Juz od momentu narodzin umacnia sie ta specjalna wiez miedzy
            nami a rodzicami, ktorych z wiekiem staramy sie zastapic osoba w naszym wieku.
            Ciagle szukamy tzw. match ,zeby stworzyc ten wyjatkowy, jedyny w swoim rodzaju
            zwiazek oparty na braterstwie dusz, porozumieniu, milosci i dozgonnej
            przyjazni, ktora wzbogaca nasze zycie i jest zrodlem nieustannej radosci i
            szczescia. Jesli nie mozemy zrealizowac naszych pragnien , czujemy sie samotni,
            co jest calkiem zrozumiale. Bo przeciez potrzebujemy tego special kontakt z
            druga osoba jak chleba i wody do zycia , do naszego pelnego rozwoju. Jaka
            przyjemnoscia i jednoczesnie przywilejem jest mozliwosc poznania drugiej osoby
            (tak mi sie wydaje).
            Swiadomie i podswiadomie mamy pewny wykreowany ideal "naszej polowy" i mysle ze
            z wiekiem i osiagnieta pozycja nasze idealy i wymagania rosna. Taka jest
            przynajmniej moja refleksja , kogo innego pragnelam poznac jak mialam 18 lat ,
            w porownaniu z 10 lat pozniej i dalej.
            Wiek komputerow napewno nie sprzyja face to face kontaktom z ludzmi i pewnie
            jeszcze bardziej izoluje czlowieka od siebie.
            Mysle pzyczyna samotnosci ludzi sa wielorakie.Wiele tkwi w osobowosci
            czlowieka , mowisz sam ze inni oceniaja cie jaka "dobry" czlowiek . A jaka jest
            tego definicja. Co stanowi o dobry czlowiek?? Czy ty uwazasz sie za dobrego
            rowniez?? Tylko ty mozesz sobie na to odpowiedziec , bo przeciez znasz siebie
            najlepiej.
            Uwazam ze chec dzielenia zycia z druga osoba jest czyms
            niesamowitym ,niepowtarzalnym, ktorego ja tez ciagle szukam. Musze powiedziec
            ze moze to trwac calkiem dlugo ale warto szukac . BO jakim koszmarem jest byc z
            kims zupelnie obcym niepasujacym ,jest to chyba najgorszy scenario zyciowe.
            Samotni sa w pewnym sensie szczesliwcami bo maja droge otwarta do wyboru i
            szczescia. Wiec chociaz bardzo samotna czuje sie zarazem szczesliwa . Zycie ma
            tez inne wartosci. Ale poznawanie drugiej osoby stanowi przynajmniej dla mnie
            ta niesamowita podroz, druga osoba zabiera mnie na w kraine swoich uczuc i
            przezyc , co jest tym wyjatkowym przywilejem i powinno byc bardzo respektowane.
            Przezylam tych wycieczek kilka nie osiagajac jednak mego celu , ale nie trace
            nadziei , Wiec naszym motto niech bedzie poznawajmy sie .
            To na tyle. Dziekuje.
            • Gość: pedagog Re: samotność IP: 212.191.70.* 12.03.01, 18:02
              Czasami samotne zycie wybieraja jedynacy , ktorzy zbyt
              dlugo zamieszkuja z jednym lub obojgiem rodzicow.
              Rodzic w takiej sytuacji czesto uzalenia od siebie
              psychicznie corke lub syna. Jest cala lista
              wyprobowanych sposobow sluzacych do tego celu.
              Osoba uzalezniona moze sie czuc w tej symbiozie
              nawet nie najgorzej, to zalezy od temperamentu i
              wielu innych czynnikow. Wlasciwie w warunkach
              wspolczesnego zycia nie wszyscy musza zakladac
              rodzine . Samotnosc najbardziej doskwiera ludziom
              starym i chorym. Dlatego dobrze jest miec
              wspolmazonka a je szcze lepiej miec dzieci. Sa to
              znane banalne prawdy. Niektorzy nie decyduja sie na
              malzenstwo ze wzgledu na niechec do poddania sie
              dominacji ze strony wspolmazonka . Najczesciej w
              malzenstwie chce rzadzic wszystkim i wszystkimi
              strona nie madrzejsza ale bardziej odporna
              psychicznie , co zreszta wystepuje takze w
              miejscu pracy i w zyciu spolecznym i politycznym.
              Postulowane partnerstwo w rodzinie jest chyba
              zjawiskiem dosc rzadkim , choc pozadanym i
              propagowanym. Wielu z roznych wzgledow wybiera
              luzne zwiazki z oddzielnym miejscem zamieszkania lub
              konkubinat. W razie rozstania odpadaja wtedy klopoty
              z dzieleniem mieszkania i majatku. Ale nie wszyscy
              moga sobie na taki luksus pozwolic. Trudno samotnemu
              byc np. rolnikiem. Podobno samotni zyja krocej.
              Radze dziewczynom spieszyc sie z malzenstwem , bo
              dziewczyny "tancza jedno lato" , ale nie na
              lapu-capu i wybierac partnera bardziej zyciowo
              dojrzalego i doswiadczonego. A chlopcy moga poczekac
              az dojrzeja do tego stanu , a zanim to uczynia
              niech popraktykuja z paniami starszymi i
              samotnymi , jak Pan Tadeusz z Telimena. I
              wszyskim to wyjdzie na zdrowie i pozytek
              • Gość: sama Re: samotność IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 15.03.01, 21:30
                ciekawe przemyślenia, polecam ten list do druku i częstego czytania, z
                analizowaniem łącznie,
                • Gość: Pedagog Re: samotność do Iwony IP: 212.191.70.* 22.03.01, 12:07
                  Wnioskuje z Twojego listu ,ze nalezysz do grupy
                  wiekowo mlodej. A coz mozesz wiedziec o potrzebach pan
                  troche starszych? Nie sadze , aby byly zawiedzione az
                  tak bardzo jak ci sie wydaje , i byc moze wcale nie
                  tesknia do zwiazku jednego i na cale zycie. Cytuje
                  literature, bo wlasne doswiadczenia sa z koniecznosci
                  dosc ograniczone, jednostkowe i przypadkowe. Ze sie
                  obruszasz na te rady do mlodzienca tracace cynizmem,
                  to wcale sie nie dziwie. Dobrze to swiadczy o twojej
                  wrazliwosci i czystosci duszy. A w ogole nie jest
                  zalecane czytac rady dla innej plci przeznaczone, to
                  tak jak z naukami moralnymi prowadzonymi przez ksiezy
                  : sa oddzielne dla kazdej plci. A dla Ciebie rada
                  wlasciwa jest taka : zainteresuj sie panem nieco
                  starszym, i powazny , i czuly , da Ci poczucie
                  bezpieczenstwa, i nie bedzie ciagle nalegal i domagal
                  sie seksu jak wiekszosc rowiesnikow. I wierz mi ,
                  dobrze na tym wyjdziesz. Sam bym sie taka panienka
                  niewinna zainteresowal , ale coz , nie uchodzi i
                  dlatego zostawiam ja dla syna , ktory jest w wieku
                  stosownym, ale za bardzo sie do malzenstwa nie pali
                  swiadomy , ze dzis spotkac taka romantyczna bohaterke
                  to juz prawie niemozliwe. Bo dzis to haslo
                  najwazniejsze : prawa kobiet i rownouprawnienie, walka
                  i rywalizacja na kazdym kroku , a takie postawy u
                  mezczyzn wywoluja agresje a nie postawe opiekuncza.
                  • Gość: iwona Re: samotność do pedagoga IP: 205.188.197.* 23.03.01, 06:27
                    Czesc,
                    no coz, musze przyznac, ze czesciowo mnie przekonales...natomiast, nie wiem czy
                    masz slusznosc odnosnie rady dla mnie, mianowicie, wcale by mi nie
                    przeszkadzalo, gdyby moj "ukochany" domagal sie seksu kilka razy dzinnie.
                    Ponadto, starsi panowie, byc moze, uprawiaja go za malo, dlatego tez duzo na
                    ten temat sie wypowiadaja. Przepraszam, jesli urazilam, nie bylo to jednak
                    zamierzone lecz w oparciu o pewne statystyki. Zgadzam sie z Toba, ze tak,
                    owszem, nalezy nabyc doswiadczenia, "przezyc" przynajmniej kilku partnerow,
                    itp...Jednakze, moim zdaniem, druga strona medalu ma sie nieco inaczej,
                    mianowicie, czy jest to szanowanie samego siebie sypiajac z kim popadnie? Nie
                    ma znaczenia w jakim wieku jestes, ale za przeproszeniem "smietnika" z samego
                    siebie nikt nie chcie robic...i malo tego, kazdy by sie bardzo oburzyl na takie
                    porownanie. Sadze, ze mozna isc przez zycie godniej i dokonywac bardziej
                    stosownych wyborow, ktore rowniez beda w zgodzie z moralnymi zasadami, w koncu
                    jestesmy cywilizowanymi ludzmi, ktorzy nie musza tylko i wylacznie kierowac sie
                    zwierzecymi instynktami... poza tym, jest to przerazajace jak my Polacy latwo i
                    chetnie akceptujemy "zachodnie" trendy, i to te dotyczace zachowania
                    najchetniej. Tylko jakie sa tego skutki na dluzsza mete? hm? Tacy ludzie sa
                    pozbawieni wlasnej kultury, dobrych obyczajow, manier, itp... Niestety,
                    zepsuc "cos" jest raczej latwiej anizeli naprawic "to" z powrotem. Uwierz mi
                    prosze, nie chcialbys wychowac sie w takim otoczeniu, nie wiedzialbys po
                    prostu, co sluszne, a co nie? co poprawne, co nie poprawne? etc.
                    Dziekuje za wymiane opinii...
                    • Gość: Pedagog Do Iwony IP: 212.191.70.* 24.03.01, 11:53
                      Czesc Iwono! Cieszy mnie ,ze choc troche sie ze mna
                      zgadzasz. Wcale nie mialem na mysli rozmieniania swego
                      zycia na drobne , mowiac o nabywaniu pewnego
                      doswiadczenia pod kazdym wzgledem. Wielu starszych
                      panow chwali niewinnosc dziewczeca i stawia cnote na
                      piedestal bo ma ochote podgladac od dolu. W sprawach
                      uczuc zalecam wszakze pewna ostroznosc, ktorej
                      musze przyznac plci zenskiej nie brakuje i zazwyczaj
                      nie daje sie nabierac jak przyslowiowy wrobel na
                      plewy. W stosunkach miedzy ludzmi pozostaloscia
                      naszego zwierzecego dziedzictwa jest sklonnosc do
                      manipulacji innym czlowiekim . Cale wychowanie jest tak
                      naprawde jedna wielka manipulacja , ale jest konieczne
                      aby swiat stawal sie lepszy. Tak naprawde, to
                      dopiero mlode pokolenie wychowywane poczynajac od
                      czasow rewolucji seksualnej lat szescdziesiatych mialo
                      szanse stac sie wolne od manipulacji przez starszych.
                      Obawiam sie jednak , ze tej szansy nie wykorzystuje jak
                      nalezy. W naszym kraju dzieje sie tak jak w
                      anegdocie ,jak Murzyn wyobraza sobie rownouprawnienie:
                      przedtem czarny czyscil buty bialemu panu, a teraz
                      bialy bedzie czyscil buty czarnemu panu. Podobnie jest
                      z zachowaniem mlodziezy : w moich czasach uczen bal
                      sie nauczyciela, obecnie nauczyciel boi sie ucznia i
                      zamiast go wychowywac to mu schlebia. Zadarcie w szkole
                      z uczniami prowadzi do zemsty z ich strony , to samo
                      w miejscu zamieszkania. To samo dzieje sie z
                      emancypacja kobiet, zaczynaja wszedzie dominowac i
                      szarogesic sie. U podstawy duzej czesci rozwodow
                      i alkoholizmu mezczyzn lezy frustracja mezczyzny.
                      Wiekszosc kobiet nie uswiadamia sobie , ze mezczyzna
                      sprowadzony do roli podwladnego i pantoflarza traci
                      walory tradycyjnie przypisywane tej plci, traci
                      potencje i chec na seks. . Z frustracji moze wpasc w
                      nalog albo szuka pocieszenia w ramionach innej
                      samotnej. Same kobiety dzialaja sobie na szkode ,
                      gdy pouczone przez matke lub "zyczliwa kolezanke "
                      odkryja w pewnej chwili, ze skarb ktory nosza pod
                      spodnica moze byc doskonalym narzedziem manipulacji
                      mezem. I od tego momentu w stosunkach malzenskich
                      dochodzi do poglebiajacej sie nieszczerosci. Nie po to
                      emancypantki walczyly o prawa kobiet aby doszlo do
                      odwrocenia rol spolecznych . Samotne kobiety w twojej
                      rodzinie mogly stac sie takimi wlasnie ofiarami
                      emancypacji. Znam wiecej przykladow , gdy mezczyzni
                      boja sie malzenstwa i trzymaja matczynej spodnicy, boja
                      sie nie sprostac wygorowanym potrzebom materialnym
                      zon. Dlatego nie osadzaj moich wypowiedzi jako
                      cyniczne. Freud sto lat temu dokonal rewolucji w
                      pogladach na seksualnosc kobiet . Zalecam ci
                      przeczytanie ksiazki Uty Heinemann- Ranke "Eunuchy do
                      raju", o pogladach na seks w historii
                      chrzescijanstwa. Typowo meski sposob uszczesliwiania
                      kobiety polegal na obdarzeniu jej gromadka potomstwa
                      i wmawianiu jej jak blogoslawionym stanem jest ciaza i
                      macierzynstwo. Kazdy wiek moze miec swoje
                      przyjemnosci, i tak jak starsi panowie cenia sobie
                      wdziek, swiezosc ,niewinnosc i zalety anatomii
                      dziewczat ( waska pochwa u kobiet nierodzacych -
                      bardzo ceniony szczegol u seksualnych smakoszy ), tak
                      i panie w wieku srednim doceniaja te same cechy u
                      chlopcow, i co wazniejsze , nie wypominaja im , ze
                      zachowuja sie jak dzikie samce checia nieustannej
                      kopulacji , ale czerpia z tego niewymowna
                      przyjemnosc. Dlatego urazil mnie nieco zwrot jakiego
                      uzylas, mowiac o czyms w rodzaju smietnika .
                      Mezczyzni nie lubia, jesli sperma traktowana jest jak
                      odchody , mocz czy kal . Uzywanie prezerwatywy tez
                      uwazaja za przykra koniecznosc. Ale koncze juz te
                      wywody , bo dlugo by o tym mowic . Bedzie mi milo ,
                      jesli cho
                      • Gość: iwona Re: do Pedagoga IP: *.proxy.aol.com 28.03.01, 02:56
                        Przepraszam, jesli urazilam niezbyt trafnym okresleniem... przyznaje, ze bylam
                        troche poruszona tym tematem, a takze Twoja poprzednia wypowiedzia.
                        Dziekuje,
                        postaram sie znalezc te ksiazke, ktora polecales, natomiast ja bym polecila
                        Tobie, jesli jest Ci nie znana, ksiazka, rowniez niemieckiego pisarza,
                        Karlheinza Deschnera "Krzyz Panski z Kosciolem", na temat seksualizmu w
                        historii chrzescijanstwa. Po przypomnieniu sobie tresci tejze ksiazki, doszlam
                        do wniosku, ze w istocie masz racje, ale z drugiej strony nalezaloby pamietac,
                        ze to kobieta byla ta pierwsza istota, ktora czczono na rowni z Matka Ziemia,
                        gdyz z lona obydwu wykluwa sie zycie, dzieki obu moze trwac rod. To przeciez w
                        kobiecie odradza sie sila robocza i plodnosc przyrody, a darem przyrody,
                        podobnej w tym do rodzacej kobiety, jest zycie, itd... Uzasadniony kult
                        kobiety z przeszlosci, utrwalil sie w mojej pamieci, nie dlatego, ze jestem
                        feministka (poniewaz nia nie jestem i nie popieram feminizmu), ale ze wzgledu
                        na role kobiety, jako zyciodajki, uwazam ze kobiety powinny same zapewnic
                        sobie, ogolnie mowiac, szacunek, glownie poprzez swoj behawioryzm.
                        W zasadzie to jest wlasnie to, co mialam poprzednio na mysli, bez zadnych
                        aluzji do intymnosci, w tym seksu.
                        Nie wiem wlasciwie dlaczego jest na ten temat tak wiele dyskusji? To znaczy,
                        nie powinno byc, ale sa, gdyz, raz jeszcze tak bylismy wychowywani, w
                        duchu "ciemnoty" i "obludy". Ujmuje te dwa wyrazy w cudzyslowie, poniewaz, w
                        moim przekonaniu, reprezentuja one pewien symbolizm, ktory przypisuje
                        chrzescijanstwu. Nie bede, jednak, glebiej poruszac tego tematu, dlatego ze
                        kazdy z nas ma prawo do wlasnego punktu widzenia.
                        Zatem raz jeszcze, zwracam honor Pedagogowi i zycze powodzenia.
    • Gość: agata Re: samotność-do Sama IP: 213.77.49.* 13.03.01, 11:37
      cześć,
      żaden problem nie jest banalny.za to odpowiedż może być.Pierwsze,
      najważniejsze -dostałeś życie, własne, piękne, bo NIEPOWTARZALNE. I tego trzeba
      się trzymać!Wierzę, że każdy z nas ma do spełnienia jakąś misję, jest do czegoś
      powołany. Życie doświadcza nas nie jeden raz, nawet nie dwa. Ale to po to, aby
      czasem zatrzymać się w biegu, spojrzeć na siebie z dystansem jak przez lustro
      weneckie. Uszy do góry!
      Twoja tęsknota za czymś/ lepszym, głębszym, mądrzejszym jest jak najbardziej na
      miejscu. Ludzie świadomi siebie/swoich pragnień powinni to wykorzystać.
      Jesteś wrażliwym facetem,a to wielka zaleta w tych dzisiejszych pokręconych
      czasach. Jak będziesz chciał czasem pogadać to fajnie: agata272@poczta.onet.pl
      • Gość: lo Re: samotność-do Sama IP: 126.20.32.246, 194.204.152.* 13.03.01, 11:59
        cześć Sam
        znam twój problem, mój chłopak miał kiedyś podobny. A może nawet gorszy - nie
        miał wcale przyjaciół, paczki, dziewczyny, nikogo...Na Sylwestra powiedział
        rodzicom, że idzie na imprezę - pojechał na Dworzec Centralny, bo nie miał
        gdzie iść. Tam przesiedział Sylwestra, zupełnie sam. Z Tobą nie jest tak
        żle.Piszesz, że masz życie towarzyskie- wiem, że to nie zawsze wystarcza, ale
        to bardzo dużo. Trafisz kiedyś na tę swoją połówkę, wierzę, że Ona czeka na
        Ciebie
        • Gość: Marek Re: samotność-do Sama IP: 192.168.2.55, 212.87.230.* 14.03.01, 00:29
          A mnie sie zdaje ze te wszystkie odpowiedzi - to takie pocieszanie strapionego -
          kazdy juz sobie wlasne zycie ulozyl, a jezeli kogos innego cos gnebi to
          najlepiej go pocieszyc, ze na pewno gdzies czeka ta druga polowka.
          Sorki, ale do mnie to nie trafia. Jestem jeszcze mlody (23 lata) nieustannie
          poszukuje tej drugiej polowy, ale jezeli juz mi sie zdaje (!) ze oto ONA, moja
          druga polowa, to z jej strony cos "nie iskrzy", mowiac prosto - nie leci na
          mnie. Wierzycie w takie cos, ze ta druga polowa moze byc druga polowa, tyle
          ze "niekompatybilna" ?
          Pomijam tutaj sprawe "mlodzienczego zauroczenia".
          Co Wy na to - ludzie, ktorzy odnalezliscie juz druga polowe.
          • Gość: pedagog Re: samotność-do Sama IP: 212.191.70.* 18.03.01, 10:55
            Do Sama! Mlodziencze pelen romantycznych wyobrazen o
            plci pieknej! Nie spiesz sie zbytnio aby dac sie
            zakuc w te zlote kajdanki , przeczytaj moje poprzednie
            rady i posluchaj glosu rozsadku! W przeciwnym razie
            jak wielu przed toba i po tobie predzej czy pozniej
            staniesz w szeregu zawiedzionych i rozgoryczonych . A
            jesli mi nie wierzysz siegnij do do doswiadczonych
            autorytetow w tych sprawach , gdy nie wystarczy ci
            Mickiewicz poczytaj Lwa Tolstoja : Wojna i pokoj. To
            wielkie studium ludzkich charakterow , kobiecych tez.
            Pamietaj , ze prawdziwa przyjazn i wiernosc moze
            istniec tylko pomiedzy mezczyznami i nie ma to nic
            wspolnego z tak modnym obecnie podejrzeniem i
            weszeniem za wszelkimi objawami homoseksualizmu. W
            stosunkach pomiedzy plciami niemal niechronnie
            wychodza po pewnym czasie zasadnicze roznice w
            celach zyciowych , jako ze dla kobiety najwazniejszym
            biologicznie uwarunkowanym celem jest macierzynstwo ,
            jakkolwiek jest najczesciej ukryte w podswiadomosci
            nawet dla niej samej. Nic na to nie poradzimy , tak
            nas uformowala przyroda. Jedynymi kobietami zyczliwymi
            dla mezczyzny przez cale zycie pozostaja tylko matka i
            siostry , wlaczam tu jeszcze siostry zakonne jako
            szczegolny rodzaj kobiet godnych najwyzszego
            szacunku. Na inne zwiazki nie licz za bardzo , bo
            mozesz srogo sie rozczarowac. Po pewnym czasie
            odkryjesz , ze przyjaciolka , kochanka czy zona
            oczekuja od ciebie abys byl zaradny zyciowo i ,
            niewazne w jaki sposob ale wystaral sie o dobry byt
            dla niej i dla jej dzieci ( tak : jej ! bo sa jej
            wlasnoscia , bo je urodzila ). W skrajnej postaci
            idealem mezczyzny dla kazdej , normalnej , zdrowej
            kobiety jest taki, co zawojuje caly swiat i rzuci
            jej do stop. Celowo byc moze przesadzam , aby oblac
            cie poki czas kublem zimnej wody, bo staniesz sie
            przy swoim romantycznym usposobieniu kolejna ofiara
            babskiej manipulacji.. Trzymaj sie mlody kolego i nie
            daj sie wrobic w kiepski interes.
          • Gość: luk Re: samotność-do Sama IP: *.swietochlowice.dialup.inetia.pl 23.05.01, 17:29
            Do Marka - napisz do mnie na jetman2@go2.pl
            Mam ten sam problem...i wydaje mi sie,ze mozesz miec racje niestety :(
    • Gość: dana Re: samotność IP: *.mech.pk.edu.pl 13.03.01, 13:44
      człowieku!! o tej porze to ty śpij a potem dużo się uśmiechaj i zaraz zobaczysz wesołych ludzi!!
      zwolnij w pracy - uśmiechając się do pań a jeśli masz swoją firmę to zatrudnij kogoś i daj mu szansę
      uśmiechnąć się - bo wreszcie ma pracę...... :-)))))))
      • Gość: Iwona Re: samotność IP: *.proxy.aol.com 22.03.01, 03:01
        W pierwszej kolejnosci do "Pedagoga",
        nie wiem doprawdy gdzie nabyles takich "madrosci" o zyciu? cos mi sie zdaje,
        ze nie masz zbyt wiele wlasnego zdania na ten temat, ale za to nieustannie
        przytaczasz przyklady z literatury...hmm, interesujace!
        Nie popieram tego o czym pisales poprzednio, zeby "Sam" najpierw zabawil sie ze
        starszymi paniami. A niby to dlaczego mialby to robic? W mojej rodzinie sa
        dwie samotne, nie najmlodsze panie, i ostatnia rzecza jest jaka bym chciala
        widziec, to nastepne zranione serca! Uwazam natomiast, ze na kazdego przyjdzie
        pora, aby poznal swa "druga polowe", czy zgadzasz sie ze mna?
        Jak pisalam pare tygodni temu, zyjemy w takim wieku i okolicznosciach, gdzie
        samotnosc dreczny duzy procent ludzi na naszym globie. Kluczem tu chuba jest
        odnalezienie samego siebie w tym kolowrotku zycia, no i starac sie miec
        pozytywne nastawienie do wszystkich i wszystkiego.
        "Sam",
        nie przejmuj sie. Czytajac odpowiedzi innych, wnioskuje, ze wystarczy wyciagnac
        przyslowiowa reke do innych, a reszta przyjdzie z czasem...
        Tak jak "nasza" kolezanka proponowala, gdybys chcial wymienic poglady na rozne
        tematy, nie krepuj sie napisac do mnie na adres: sawai666a@aol.com (dom).
        Temat, ktory podjales sie poruszyc jest bardzo interesujacy i czesto
        kontrowersyjny (czego bylismy swiadkami), prawda?
    • Gość: mimi Re: samotność IP: *.netcarrier.net 22.03.01, 17:26
      Cze Sam!
      Szczerze mowiac przygnebila mnie Twoja wypowiedz, bo uswiadomilam sobie jak wielu ludzi jest
      samotnych ... Jestesmy caly czas otoczeni ludzmi, ale mysle ze ogromny problem stanowi
      nieumiejetnosc komunikowania sie. Owszem , mowimy "czesc" i " jak leci" ,ale tak naprawde nie
      interesuja nas inni ludzie, ich klopoty czy radosci. Kazdy gna do swojego domu ,zasiada przed
      telewizorem i tyle go widzieli...
      Ja jestem osoba bardzo towarzyska, mam wielu przyjaciol ,ale i tak czasami czuje sie samotna.
      Dlaczego? a co do szukania drugiej polowy to na sile nic nie da sie zrobic - to tak jak z okularami
      pana Hilarego - sama sie znajdzie, a co ciekawsze bedzie to ktos o kim nigdy nie myslales,ze to
      wlasnie ta poszukiwana poloweczka...a jest tuz obok Ciebie!
      • Gość: trakl Re: samotność IP: 217.8.176.* 06.05.01, 19:02
        Im dłużej jestem sam tym bardziej nienawidzę ludzi. Ich pyski, gry, pozy, mody
        i filisterstwo przyprawiają mnie o mdłości - z upływem lat coraz mocniej.
        Jest w samotności, tak jak w mówieniu "nie", ogromna siła. Trzeba ją tylko
        okiełznać.

        W stadzie żyją wrony, orzeł żyje sam !
        • Gość: Xena Re: samotność IP: *.pl 07.05.01, 13:37
          Nie wiem, czy dobrze zrozumiałam trakiego, ale chyba się z nim zgadzam. Im
          dłuższa samotność, tym trudniej wyrwać się z jej kleszczy - to jakiś rodzaj
          przyzwyczajenia (uzależnienia? nałogu?), uparcie kultywowanego, z którym coraz
          trudniej się rozstać. Zaczynasz od samotności z przymusu, a potem wmawiasz
          sobie, że to samotność z wyboru, że zawsze tak chciałeś, że lubisz snuć się po
          pustym i milczącym mieszkaniu rozkoszując się swoją - nie mąconą przez
          intruzów - prywatnością; zaczynasz wierzyć w to i postrzegać innych ludzi jako
          zagrożenie dla tej rzekomo świadomie wypracowanej i hołubionej koncepcji życia.
          Też miałam ten problem - żadnych związków, żadnych zobowiązań, żadnego
          uzależniania się od innych osób, znajomi tylko na imprezy i wakacyjne eskapady,
          zero toksycznych przyjaciółek ze swoimi toksycznymi chłopakami i toksycznymi
          problemami natury alkowianej, ja dyktuję warunki, ja rozdaję karty, z zasady
          nie przywiązuję się do nikogo. I - oczywiście - jestem dzięki temu wspaniała.
          Nie potrafię powiedzieć, jak to się stało, że nagle wydostałam się (ktoś mnie
          wydobył?) z tego dusznego klosza i zaczęłam "normalnie" żyć. Chyba po prostu
          się zakochałam, a może cos po prostu pękło we mnie i stwierdziłam, że dłużej
          nie wytrzymam? Że potrzebuję czyjejś psychicznej i fizycznej bliskości?
          Musisz spróbować.
          • Gość: trakl Re: samotność IP: 217.8.176.* 08.05.01, 17:22
            Dzięki Xeno za ciepłe słowo. Trafnie uchwyciłaś istotę
            problemu. To co napisałem było świadomym
            przerysowaniem, które przez swoją kategoryczność i
            podparcie się wyszukanymi gdzieś stwierdzeniami (ten
            o mówieniu „nie” i przysłowie na końcu) brzmi trochę
            szczeniacko i pretensjonalnie. Chciałem po prostu
            sprawdzić reakcję innych na taką wypowiedź. Nie
            oznacza to oczywiście, że napisałem nieprawdę.

            Doskonale Ciebie rozumiem kiedy piszesz o Swoim
            zniecierpliwieniu trywialnymi problemami koleżanek i
            poczuciu własnej niezależności. Oczywiście
            niezależności podkopywanej ciągłą wątpliwością, że
            jest to jednak samoszukiwanie się i że bez tych
            nijakich, miotanych sprzecznymi pragnieniami, nie
            odstających nawet na 5 cm od rzeczywistości ludzi
            jednak się nie da.
            Długie wędrówki po mieście z walkmanem, książką i
            piwem, ustawianie się w charakterze obserwatora życia
            a nie uczestnika w nim (mój przypadek) byłoby fajne
            gdyby nie ciążąca nad tym wszystkim świadomość
            konieczności powrotu do pustego domu

            Niestety najbardziej enigmatyczna jesteś kiedy
            piszesz o tym jak zmieniłaś Swoje podejście.A szkoda:)
            • Gość: ewelina Re: samotność IP: 213.25.84.* 16.05.01, 16:36
              Do samotności człowiek się niestety przyzwyczaja. Podstawą tego jest chyba
              wygoda. Mozna mieć interesującą pracę, niemiłe obowiązki zredukowac do minimum.
              Wraca się do pustego domu, ale za to jest święty spokój i ulubione nic-nie-
              robienie. Bycie z drugą osoba wymaga pozbycia sie trochę swojego egoizmu,
              popatrzenia na potrzeby drugiego człowieka. Chyba trzeba tego po prostu chcieć.
              • Gość: margit Re: samotność IP: 10.1.200.* 24.05.01, 09:04
                Gość portalu: ewelina napisał(a):

                &#62 Do samotności człowiek się niestety przyzwyczaja. Podstawą tego jest chyba
                &#62 wygoda. Mozna mieć interesującą pracę, niemiłe obowiązki zredukowac do minimum.
                &#62
                &#62 Wraca się do pustego domu, ale za to jest święty spokój i ulubione nic-nie-
                &#62 robienie. Bycie z drugą osoba wymaga pozbycia sie trochę swojego egoizmu,
                &#62 popatrzenia na potrzeby drugiego człowieka. Chyba trzeba tego po prostu chcieć.

                Oj, zgadzam się z tym i to w całej rozciągłości. A ?im dalej w las...? czyli im więcej lat w słodkim egoizmie,
                tym mniej się chce dopasowywać do ?tego drugiego? człowieka. Piszę ?z autopsji?, ponieważ jestem już w wieku
                kiedy większe mam szanse na bezposrednie trafienie piorunem niż na nowy, udany związek. Czasem faktycznie jest
                smutno, ale myślę, że tak naprawdę to dopiero na ?prawdziwą? starość pewnie zacznie mi być ?niewygodnie?. No
                cóż, coś za coś. Pocieszam się, że może nie dożyję...

                • Gość: Oicug Re: samotność Do margit IP: 212.191.70.* 24.05.01, 18:04
                  Nie lam sie .Podaj e-mail i czekaj na propozycje .
                  Niejednej sie juz udalo trafic na swojego !
                  • mariposa czy SAM jest samotny czy tylko sam? 28.05.01, 15:39
                    czy sam zawsze znaczy samotny? I jaki jest wlasciwie Twoj problem SAM'ie? Ze
                    nie potrafisz sobie znalezc dziewczyny? A dlaczego wlasciwie? Zadna Ci sie nie
                    podoba? Jak Ci sie podoba, to nie potrafisz tego okazac? Podobaja Ci sie
                    wylacznie "zajete" kobiety? Czy moze tak do konca Sam nie wie(sz) czego szukasz
                    w kobiecie i czekasz na jakies "olsnienie"? A moze...
                    Nie czuje sie na tyle kompetentna, zeby udzielac rad, ale chcialabym
                    zrozumiec...
    • Gość: anka Re: samotność IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 20.06.01, 02:11
      Drodzy samotnicy,
      może wy mi coś pomożecie - jestem baaaaardzo samotna, choć mam 20 lat.
      właśnie cały problem w tym, że nie mam życia prywatnego - nigdzie nie chodzę,
      nie mam towarzystwa, jak już mam gdzieś iść, to z wielką niechęcią, bo nie
      lubię tańczyć, nie cierpię pijących ludzi, i smrodu papierochów. Poza tym nie
      jestem osobą komunikatywną - nie wiem czemu, nie potrafię znależć sobie
      towarzystwa, nawet w klasie. Zawsze myślałam, że to ci ludzie są tacy do
      niczego - że z nimi to ani pogadać, ani pożartować, jakoś nie potrafią cieszyć
      się życiem - bo nie potrafią. Ale przewijam się przez różne grupy ludzi,
      których jest naprawdę dużo, więc to może ze mną coś nie tak?

    • Gość: Ala Powodzenia. Wróżę sukces. IP: *.wardynski.com.pl 20.06.01, 16:50
      Sam wystosował anons towarzyski w bardzo dobrym stylu wykazując dużą znajomość
      kobiecej psychiki (mniej lub bardziej świadomie). Świat roi się od kobiet,
      które uwielbiają pocieszać mężczyzn, uszczęśliwianie ich stawiają sobie za
      punkt honoru. Często sama siebie wprawiam w osłupienie spełniając najdurniejsze
      prośby mojego kolegi z pracy "bo on ZUPEŁNIE nie może sobie z tym
      poradzić", "bez mojej pomocy ZGINIE". Cwaniaczek :-)
      Jak widać wystarczy być sobą i mieć odrobinę woli, by zmienić to, co się nam
      nie podoba, by zbliżyć się do wymarzonego stanu. Prosimy Sama o bieżące
      informacje na temat ewentualnej nie-samotności!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka