kenide
15.10.06, 20:17
Witam,
od 3 tygodni stosuję wymyśloną przez siebie kombinację (nie wiem czy warto
nazwać to dietą). Jem średnio co 2 godziny, 5 razy dziennie.
Na dzienną rację składają się średnio i przykładowo: owocowy jogurt, dwie
bułki pełnoziarniste jedzone z jakimś warzywem np. sałata + pomidor, bądź +
papryka (cała i surowa), ryba (całe i różne w różnych aranżacjach, wędzona,
gotowana, bądź zapuszkowana), porcja owoców (gruszka + jabłko albo gruszka i
winogrona (pół kiści), bądź jabłko i winogrona). Piję około 2 litrów wody i
miętowej herbaty.
Reasumując na moje oko po wymienieniu wygląda to raczej mizernie. Po 3
tygodniach mam raczej słaby apetyt i zero chęci na słodycze, na które miewałam
czasem obsesyjną chęć. Nie chodzę głodna i zmniejszył mi się apetyt, nie czuję
się osłabiona.
Jestem ciekawa opinii, czy warto coś zmienić, czy nie. Obecny stan mi nie
przeszkadza, zaskakuje tylko jakiś odwrót od nabiału, na który to w ogóle nie
miewam chęci, choć seropodobne rzeczy wywoływały we mnie wcześniej obsesję
podobną do tej słodyczowej.
Pozdrawiam serdecznie
/kenide
ps Po wakacyjnym pojadaniu zależało mi, żeby z 62 kg zejść do 58. Mam 167 cm
wzrostu i 25 lat. Do 58 zeszłam dosyć prędko, wydaję się dużo szczuplejsza,
waga stoi w miejscu, co mi odpowiada, bo chudnąć już nie chcę, skoro teraz
wygladam świetnie. Co jednak z tym zgubionym apetytem?