adnila
17.08.09, 17:50
Witam wszystkich. Mieszkam w holandii od prawie roku z chlopakiem i
jego rodzicami. Oni sa Holendrami. Na poczatku wszystko bylo ok,
pieknie.Ale teraz zaczynaja sie schody.Tesknie bardzo za krajem,za
rodzina,przyjaciolmi.Za polskim jedzeniem,tradycjami.Tutaj nie mam
zbyt wielu znajomych,zaledwie jedna kolezanke.Moj facet nie jest
towarzyski,w tym caly problem,wiec ja tez nie mam okazji do poznania
nowych ludzi. Rzadko gdzies wychodzimy,jesli juz to raczej tylko we
dwoje lub z jego rodzicami,ale nie sa to jakies rozrywkowe wypady-
po prostu wyjazd na weekend czy przejazdzka rowerowa,basen. Brakuje
mi innych ludzi naokolo mnie! Moi tesciowie sa naprawde cudowni,ale
mam juz dosyc mieszkania z nimi, chcialabym miec swoj wlasny dom.
Prbujemy cos wynajac,ale na razie bez skutku... Czuje sie tutaj jak
w wiezieniu, nie wiem co ma dalej robic. Chce byc z nim,ale ja tak
dalej juz naprawde nie moge... Jego mama jest przemila osoba,ale
coraz bardziej przeszkadza mi to, ze traktuje mnie jak dziecko (mam
25 lat,moj facet 30)! Doslownie- nawet czasami mowi do mnie
glosikiem jak do dziecka. Taka jest jej natura-jest taka dla wielu
ludzi,ale teraz zaczyna mi to coraz bardziej przeszkadzac... Tak
samo z jedzeniem, mam juz dosyc jej kuchni. ona ma takie ubogie menu
ze mam wrazenie ze ciagle jemy to samo! Ja takze potrafie gotowac,i
nie chwalac sie, gotuje dobrze. Ale oni sa przyzwyczajeni do innych
smakow, niby moje jedzenie im smauje,ale nigdy jakos nie zaproponuja
mi zebym to ja cos ugotowala ( gotuje tutaj dosc rzadko), wiec samej
tez mi glupio sie tak wyrywac... Chodze coraz bardziej sfrustrowana
ta sytuacja, czuje sie jak tygrys zamkniety w klatce... Doslownie-
gniezdze sie z moim facetem w malutkim pokoiku... Nie wiem co mam
robic, szczegolnie z jedzeniem, bo glupio mi tak ciagle wybrzydzac,
nie chce sprawiac przykrosci przyszlej tesciowej,ale naprawde,juz mi
tutaj nic naprawde nie smakuje. U mnie,w rodzinnym domu, mielismy
bardzo urozmaicone menu, a tutaj... Juz nie wiem co mam robic, bo to
zaczyna byc naprawde problemem... Coraz mniej jem... Od razu mowie,
ze to nie jest jadlowstret, bo na inne jedzenie miewam ochote, np
jak sobie sama cos ugotuje... albo czasami na jakiegos fastfooda...
Ale tego tez nie lubie jadac czesto... A z kolei sama dla siebie tez
nie moge codziennie gotowac, bo to taka glupia sytuacja by byla...
Jak myslicie, czy nagla niechec do jedzenia jest przyczyna ogolnego
stresu i frustracji? Znudzenia? Jak mam wybrnac z tej sytuacji nie
raniac mamy mojego faceta? Moze dla kogos moj problem wydaje sie byc
smieszny,ale ja naprawde nie wiem co mam robic w tej sytuacji... Z
tym jedzeniem i w ogole... Z ta "zloscia" na domownikow.... Juz nie
jestem taka jak kiedys, pogodna, wesola, zyczliwa... Pomozcie!