Gość: Lucy
IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl
05.01.04, 12:10
Teza może nieco odważna, ale przeczytajcie uzasadnienie. Poszłam do
ginekologa, planuję ciążę, chciałam dostać skierowanie na ważne i niezbędne
badania, które należy wykonać przed. Ponieważ okazało się, że badania są
drogie, to lekarz powiedział, że nie da mi skierowania. Jego argumentacja
była mniej więcej taka: "mogę, ale nie muszę i nie dam", "jeśli urodzi się
pani chore dziecko, to już nie ginekologia płaci za leczenie", "jeśli boi się
pani toksoplazmozy, to trzeba się pozbyć kota, a nie wykonywać drogie badania
na koszt funduszu zdrowia", "za pani wizytę dostaniemy z funduszu 7 zł i za
tyle moge zaoferować pani badania" i dużo takich. W każdym razie jak wyszłam
to się poryczałam. Cały czas również wysyłał mnie na badania płatne i robił
aluzje (tak ja to przynajmniej odczytałam) do wizyty u niego w godzinach
płatnych (ten sam gabinet itd.)
Generalnie jest tak w służbie zdrowia, że dzieli sie ona na dwa odrębne,
skrajnie różne światy: za darmo i za pieniądze. Jeśli ta sama osoba za darmo
wykonuje coś z wielką niechęcią lub w ogóle, a za pieniądze jest milutka,
uśmiechnięta i chętna - to dla mnie to prostytucja.
Jak sobie radzić z żarłocznym lobby lekarzy - naganiaczy na swoje płatne
gabinety?