edytkus
03.04.09, 00:41
dzisiaj w Alexandry pokoju byly zakladane crown moldings, wiec
zarowno w pokoju jak i calej reszcie domu jest bajzel i masa kurzu.
Po zalozeniu meble zostaly na srodku, zabawki na kupie w naszej
sypialni, a w samym pokoju narzedzia, drabina itp. poniewaz jutro
mouldings (jak to sie nazywa po polsku?) beda scierane i malowane.
Gdy po skonczonej pracy okdurzalam tarasy rozlegl sie dzwonek do
drzwi. Za moment przychodzi moj maz i oznajmia ze pod drzwiami
znalazl szkolna kolezanke Alexandry! Mozecie w to uwierzyc? Jej
ojciec ja przyprowadzil, nie umawial sie z nami wczesniej, nie
uprzedzal, nie wiemy gdzie mieszkaja ani jaki jest do nich telefon
:O A tu nie dosc ze bajzel na kolkach to jescze Alexandra za 40 min.
miala trening plywacki. No wiec pytam sie meza gdzie jest to
dziecko, a on na to ze bawia sie w... pokoju Alexandry. Kolejna
myslaca kreatura, wsrod pistoletow do gwozdzi i z rozlanym na
wykladzinie caulk do drzewa (wg mego szwagra wyschniety latwo sie
zdrapuje). Wchodze do pokoju a w rogu gdzie ostatnio widzialam ten
caulk lezy... kurtka tej dziewczynki :O Wydalam okrzyk zgrozy na co
Alexandra oswiadczyla zebym sie nie martwila, ona juz tam wytarla :O
Juz calkiem zalamana podnioslam kurtke a tam... nic nie ma :) Moj
szwagier najwyrazniej mial racje :) ALe nie o plamach ten watek, nie
moge uwierzyc ze gosc ot tak sobie psotanowil podrzucic nam swoje
dziecko, ciekawe czy tylko nas kopnal taki zaszczyt czy jestesmy
tylko kolejna rodzina na liscie ;) Moja siostra skwitowala jedynie
ze wsrod latynosow to normalne i i tak mam szczescie ze maja tylko
jedno dziecko a nie np. piecioro :O Oraz ze to na pewno nie byl
ostatni raz. Co prawda ja z tym ojcem wczoraj pod swoim domem
zamienilam kilka kurtuazyjnych slow rzucajac niezobowiazujaco (a
przynajmniej tak mi sie zdawalo) ze musimy kiedys w koncu
zorganizowac playdate o ktora prosza nasze corki (majac na mysli ze
co najwyzej spotkamy sie kiedys gdzies w jakims parku) ale nie
sadzilam ze to tak sie skonczy. Musze sie w koncu nauczyc trzymac
jezyk za zebami...