matri_caria
17.03.14, 10:56
Muszę się podzielić.
Niedziela wieczór, mama ogląda "Sherlocka", ja jestem czymś zajęta. Ostatnia scena, kulminacja, napięcia i nagle prądu nie ma. Mama na korytarz - na korytarzu jest, ja za świeczki i zapałek szukam. Trzeba sprawdzić korki - mama bardziej w takich sprawach siedzi, to poleciała oglądać. Okazało się, że ktoś korki wykręcił - zdziwienie, konsternacja, oburzenie - ja mówię, że może (podkreślam) może do sąsiadów dzieci (dzieci - nastolatki z kuratorem) przyszli koledzy i żarty sobie zrobili. Ale korki zostały wkręcone i ok. Minuta nie minęła, nie zdążyłam świeczki zgasić - pukanie do drzwi. Za drzwiami sąsiad z córką i kolegą córki - agresja bije na metr i atak - Dlaczego pani nam korki wykręciła? - mamę zamurowało - Ja nie wykręcałam korków, to nam wykręcili. - Pani nam korki wykręciła! - na to ja podchodzę -
Ale nam też korki przed chwilą wykręcono, wszystko zgasło, mama przed chwilą wkręciła. - A to ta musiała wykręcić, jak ją spotkam to ją za... - Chodziło o inną sąsiadkę.
Przez jakieś pół godziny dochodziłam do siebie, bo nie wiedziałam, czy cudem nie uniknęłam jakiegoś ataku, no i zastanawiam się co trzeba mieć w rozumie, że nie przyjdą, nie zapytają się, że może coś widzieliśmy, a może przez przypadek coś zrobiłyśmy, jakieś nieporozumienie może powstało - tylko od razu atak.