Dodaj do ulubionych

moje spotkanie z duchami

09.09.06, 00:29

jeżeli ktoś miał tę przyjemność, to chętnie poczytam jego opowieść....
Obserwuj wątek
    • samanta455 Re: moje spotkanie z duchami 10.09.06, 00:11

      niemożliwe, aby zwiedzajac zamki i riuny nikt nie napotkał ducha, proszę.....
      można na pocztę, zapraszam.
    • gosciradz Re: moje spotkanie z duchami 11.09.06, 00:19
      Byłem wielokrotnie uprzedzany przez byłych opiekunów Pałacu Xxxxxxxxxx we
      Xxxxxx, że w pokojach 1xx i 1xx straszy. Nie wytrzymywali tam nawet najwięksi
      niedowiarkowie. Niestety zjawisko to nie było powtarzalne i nie wszystkich
      gości duchy owe nastraszyły. Wersję o duchach straszących w tych pokojach – a
      właściwie był to historycznie jeden pokój przedzielony ścianką działową –
      potwierdzali też goście hotelowi, którzy już niejednokrotnie nocowali w tym
      pałacu. Miejscowy stróż kategorycznie odmawiał pozostawania samemu w nocy w
      pustym pałacu. Dreszcz emocji powiększała informacja, że w latach 20tych XX
      wieku dokonano tam morderstwa. Nocowałem wielokrotnie w pokoju sąsiednim i nie
      słyszałem nigdy, niczego niepokojącego oprócz zwykłych dźwięków starego budynku
      i sów pohukujących w parku. W zeszłym roku przyjechałem tam na tydzień urlopu.
      Była piękna majowa noc gdy zajechałem i jedynie cienie drzew uginających się
      przy silnym wietrze tworzyły trochę niesamowitą atmosferę. W pałacu byłem sam.
      Już zaraz po wejściu usłyszałem coś jakby wycie, ale przy silnym wietrze nie
      było to nic nadzwyczajnego (przynajmniej tak to sobie tłumaczyłem).
      Postanowiłem „przetestować” nawiedzony pokój. Przypomniał mi się odcinek „Nie
      do Wiary”, kiedy to ochotnik nocował w domu z duchami i nic się jemu nie
      przytrafiło. Kiedy tylko rozpakowałem się w pokoju światło zaczęło mrugać i po
      chwili zgasło i w całym pałacu zapanowały ciemności. Okazało się, że nie było
      prądu w całej okolicy i było bardzo ciemno, bo nawet księżych schował się za
      chmurami. Takie wyłączenia we Xxxxxx to nic nadzwyczajnego – bywa, że brakuje
      światła kilka razy dziennie, więc świeczki zawsze są pod ręką. Pierwszy raz
      ciarki przeszły mi po plecach, kiedy myłem się w łazience przy świecy
      przygotowując się do snu i usłyszałem z pokoju głośny dźwięk jakby przesuwanych
      mebli. Po chwili jeszcze raz i jeszcze głośniej. Wszedłem na miękkich nogach do
      pokoju ze świecą w ręce, ale hałasy nie ustawały i dodatkowo słychać było
      zgrzyty, które natychmiast skojarzyły mi się z otwieraniem łomem trumny zabitej
      gwoździami. Kilkukrotne przeżegnanie się nie pomogło - dźwięki cichły na chwilę
      by znów powrócić za parę minut. Nie ulega wątpliwości, że miałem ochotę
      spieprzać, byle dalej od pałacu. Powrót do racjonalnego myślenia zajął trochę
      czasu. Zwróciłem uwagę na to, że słychać było przesuwane meble, ale one same
      stały na swoich miejscach i nie miały zamiaru się poruszać. Trumny ani zjaw też
      nie było. Próbowałem zlokalizować źródło dźwięków, ale miałem wrażenie, że
      dochodzą one zewsząd – ze ścian, podłogi, sufitu... SUFITU!!???. Zszedłem na
      dół do magazynu i poszukałem lepszego źródła światła. Z rosyjską latarką
      świecącą silniej niż reflektor samochodowy czułem się o wiele raźniej.
      Poszedłem (pobiegłem) na strych i zobaczyłem to... To straszyła ludzka głupota.
      Słup podtrzymujący mansardę, oparty był na próchniejącej belce stropowej pod
      którą pół metra niżej wykonano żelbetonowy strop. Poluzowany słup wsparto na
      dwóch dodatkowych belkach opartych na środku tego właśnie betonowego stropu
      dokładnie nad „nawiedzonym” pokojem. Przy silnym wietrze, stary uszkodzony dach
      uginał się zgrzytając szorował „wspornikami” po stropie. Po remoncie
      dachu „duchy” się wyniosły. Nie znaczy to, że jestem ducho-sceptykiem, gdyż
      widywałem ich w życiu wiele, ale to nie był ten raz.
      SOS
      • samanta455 Re: moje spotkanie z duchami 11.09.06, 23:04

        No tak, masz talent do pisania z dramatycznym zacięciem, czytałam z napięciem i
        czekałam na zaskakującą puentę, no i była zaskakująca, dzięki za opowieść, ja
        bym nigdy nie zdecydowała się iść na strych w ciemnościach, serdecznie pozdrawiam.
        • gosciradz Re: moje spotkanie z duchami 12.09.06, 00:24
          To nie było takie proste jak by się kazdemu wydawało. Najadłem się przy tej
          okazji tyle strachu jak mało kto. Zawsze jednak jest lepiej doprowadzić do
          wyjaśnienia, niż bać się całe życie. Moje doświadczenie jednak nie jest w
          stanie wyjaśnić wielu innych zjawisk, które wykraczają poza forum zamków i
          ruin. Dobrym pomysłem byłoby forum zjawisk niewyjaśnionych, choć mam mieszane
          uczucia w tym temacie (czas wolny - duchy nie brzmi przekonywująco), bo choć
          każdy z nas jakieś doświadczenia "dziwne" miał, to mało kto sie do tego
          przyznaje by nie być posądzonym o wariactwo. W temacie pałaców dolnośląskich
          słyszałem wiele relacji z pierwszej ręki, ale nikt nie chciał aby potwierdzać
          opis jego nazwiskiem. Ponieważ forum internetowe jest semi-poufne, proponuję,
          aby opisywać swoje doświadczenia (bez zobowiązań) chociażby dla tego aby inni
          mogli porównać je ze swoimi przygodami.
          SOS
          • samanta455 Re: moje spotkanie z duchami 12.09.06, 19:13

            Na turystyce zaczęłam wątek "najbardziej niesamowite przeżycie", opisałam tam
            moją historię ze Szczelińca (co prawda końcówkę zjadło mi, nie wiem
            dlaczego)inni powoli też, mam nadzieję, że się rozkręci, niektórzy piszą mi na
            pocztę.Forum sprawia, że czasami to czego nie powiemy wprost można przemycić pod
            pseudo.Czekam na jeszcze.pozdrawiam.
    • mister1 Re: moje spotkanie z duchami 12.09.06, 20:52
      mialem spotkanie z duchami, ale niestety nie w sredniowiecznym zamku...
      • samanta455 Re: moje spotkanie z duchami 12.09.06, 23:05

        no to opowiadaj na co czekasz?
        • mister1 Re: moje spotkanie z duchami 12.09.06, 23:08
          SWIATELKO

          Dzialo sie to gdzies na poczatku lat siedemdziesiatych.Mieszkalem wtedy u matki
          w nowej,powstalej zaledwie kilka lat temu dzielnicy
          Utrechtu,Overvechcie.Zajmowalem pokoik z widokiem z okna na kanal,laki a w
          oddali bylo widac cos w rodzaju parku czy lasu.

          Pewnaj nocy przezylem jakis dziwny sen.Niby obudzilem sie w moim wlasnym
          lozku.Po pokoju przesuwal sie jakis punkcik swietlny,cos w rodzaju nieco
          wiekszych rozmarow robaczka swietojanskiego.Bylem jak sparalizowany,nie moglem
          wykonac zadnego ruchu.Sen powtarzal sie od czasu do czasu w odstepach
          kilkumiesiecznych.Nie przywiazywalem do niego specjalnej wagi,nie opowiadalem
          takze nikomu.Ktoregos lata w czasie mojej nieobecnosci przyjechala na kilka
          tygodni ciotka mej matki,osoba starsza ale niezwykle z natury trzezwa i bardzo
          energiczna.

          Zajela na czas swego pobytu moj pokoj.Po mym powrocie do domu powitala mnie
          slowami “w twoim pokoju mialam stale uporczywie wracajacy sen-koszmar,tak ze po
          kilku nocach zmienialam sypialnie”.

          I opowiedziala mi sen o poruszajacym sie po pokoju swiatelku.Zgadzalo sie
          wszystko z moim snem.

          O czym sie pozniej dowiedzialem - cos w rodzaju parku czy lasu widocznym z okna
          byl nowy cmentarz na ktorego terenie lezalo rowniez miejskie krematorium.


          • samanta455 Re: moje spotkanie z duchami 12.09.06, 23:39

            brrrrrrr, a poźniej.... jeszcze coś?
            • mister1 Re: moje spotkanie z duchami 13.09.06, 23:44
              musze pointe zepsuc - ja zyje nadal...
              • mamamaminsynka Re: moje spotkanie z duchami 14.09.06, 10:15
                Moje spotkania z duchami wyglądają trochę inaczej. Jestem straszną realistką i
                w takie brednie to ja nie wierzę ale mam coś w sobie z chochlika. Zacznę wieć
                od początku. Mam stary dworek otoczony ze wszystkich stron parkiem. Jak
                przyjezdzają do mnie znajomi. Siedzimy sobie wieczorem przy winku w jadalni. Za
                oknami ciemno i cicho. Ja zaczynam gatkę o tym ile to osób musiało umrzeć w tym
                dworku. / Jeden nawet tragicznie /. Dusze ich więc na pewno szwędają się och
                szwędają wieczorami i radzę im uważac jak idą spać. Większość ludzi reaguje z
                lekkim niedowierzaniem, ale je opowieści snuję dalej. W pewnym momencie kiedy w
                oczach gości czai się już lekki przestrach z biblioteki dochodza głosy
                brzdękających łańcuchów, stukot metalu o metal. Nie było osoby która nie
                zrobiła się w tym momencie zielona i maja strasznego pietra przed pójścim
                spać. A jakie jest rozwiązanie tej zagatki. W bibliotece jest otwarty
                kominek / nie taka zabudowana puszka z ogniem tylko normalne duże palenisko /.
                Pewnego dnia zauwazyłam iż jeżeli postawię zestaw kominkowy / taki stojak ze
                szczypcami, łopatką i czymś tam jeszcze / w odpowiednim miejscu jak zawieje
                silniejszy podmuch wiatru to przyrządy wiszące na metalowym stojaku zaczynają
                się ruszać a co za tym idzie brzdękać. Teraz nie pozostało mi nic innego tylko
                przed pójciem do jadalni przestawić zestaw i zacząć snuć opowieść.
                • samanta455 Re: moje spotkanie z duchami 14.09.06, 23:53

                  dobra jesteś!te wizyty u ciebie twoi goście wspominają napewno długo i z
                  przyjemnością.różne historie można wytłumaczyć w racjonalny sposób, ale są
                  rzeczy, których nie jesteś w stanie i wtedy masz do nich szacunek, wirujące
                  stoliki itd. są znane, ale napewno w twoim dworku zapisana jest jakaś prawdziwa
                  historia i może kiedyś spotka cię coś niesamowitego? Z tymi kominkowymi
                  strachami dobra sprawa, uśmiałam się jak sobie wyobraziłam rozbiegane oczy
                  twoich gości.pozdrawiam i dzięki za opowieść.
                  • samanta455 Re: moje spotkanie z duchami 16.09.06, 00:48

                    godzina duchów i nikt mi sie nie wpisał?
                    • gosciradz Samanta - A co z Twoim duchem? 17.09.06, 23:27
                      Opisz go to ja dodam jeszcze jednego (choć nie wiem ilu ich było).
                      Pozdrawiam,
                      SOS
                      • samanta455 Re: Samanta - A co z Twoim duchem? 17.09.06, 23:46

                        na turystyce juz opisałam swoją historię, ale jak chcesz to znów mogę wkleić
                        • gosciradz Re: Samanta - A co z Twoim duchem? 18.09.06, 18:13
                          To może załącz link albo wklej opis - nie mogę znależć.
                          SOS
                          • samanta455 Re: Samanta - A co z Twoim duchem? 18.09.06, 22:22

                            Uwaga,no to zaczynam:za górami, za lasami....

                            Szczeliniec Wielki
                            Pewnego lata spędzałam z dziećmi urlop w Kotlinie Kłodzkiej. Po
                            zdobyciu Śnieżnika, piciu wód zdrojowych w Polanicy i Dusznikach,
                            przybyliśmy do Karłowa. Kto odwiedził Góry Stołowe, zapewne podziwiał
                            wspaniałe stwory zastygłe w piaskowcach, ich oryginalne kształty i
                            klimat tajemnicy zawieszony nad nimi.
                            W schronisku „ Pod Szczelińcem” zajęliśmy kącik na uroczym
                            stryszku wraz z grupami harcerzy i studentów. Po zakwaterowaniu,
                            zaczęliśmy zwiedzać miejscowe atrakcje. „Błędne skały” i „Szczeliniec”
                            dostarczyły niezapomnianych przeżyć. Przez tysiące lat morska woda,
                            wiatr i mróz rzeźbiły fantastyczne kształty w skałach, niczym
                            artysta z poczuciem humoru i wielką wyobraźnią. Niejedno dziecko
                            odnalazło w skałach stworki z ulubionych bajek. Zwierzęta
                            i bajkowe postaci zamieszkały w górach nadając im niepowtarzalny urok
                            i klimat. Czar tego miejsca sprawia, że tęsknisz i gna cię coś z
                            powrotem w te strony. Do dziś jestem urzeczona obrazami z tamtych dni.
                            Upływ czasu zatarł ostrość wspomnień, ale jedno zdarzenie pamiętać
                            będę długo. Dwa dni wcześniej zwiedzałam Szczeliniec Wielki z dziećmi.
                            Każda matka wie jak to wygląda. Dzieci pędzą do przodu, nie
                            rozglądają się na boki, ich interesują zazwyczaj inne rzeczy.
                            Wiedziałam, że są tu tarasy z barierkami i trzeba dobrze pilnować
                            dzieci, aby za bardzo nie wychylały się. Po takim „pościgu”, słowo to
                            bardziej pasuje niż zwiedzanie, szybko okazało się, że jesteśmy z
                            powrotem na początku trasy, szlak zataczał pętlę na szczycie.
                            Zaproponowałam ponowne przejście trasy nie spiesząc się, ale taka
                            możliwość wydawała się dzieciom nudna. W biegu rozpoznawałam nazwy
                            charakterystycznych skałek, nie mając czasu delektować się klimatem
                            miejsca, a taką formę zwiedzania bardzo lubię. W ostatnim dniu pobytu
                            obudziłam się rano przed 6 i pomyślałam, że może tym razem sama
                            odwiedzę to urokliwe miejsce. Autobus do Kudowy mieliśmy o 9 z
                            minutami. Dzieci spały jeszcze, poprzedniego dnia byliśmy w Wambierzycach
                            i na piechotę wracaliśmy do Karłowa. Kto sam przebył tę trasę, wie
                            jak to daleko. „Tylko” przez 5 km trasa wiodła dość niebezpiecznym
                            szlakiem, wzdłuż skał i z przepaścią po drugiej stronie, a sam szlak
                            liczył około 12. Moje dzieci miały wtedy 6.5, 10 i 12 lat. Po takich
                            emocjach spały na drugi dzień bardzo mocno. Obudzona przez rześki
                            poranek, powędrowałam szlakiem w górę. Spotkałam kilku wczesnych
                            turystów, ale na Szczeliniec szłam sama. Kasa była jeszcze zamknięta,
                            więc w samotności, powoli z planem „zaliczałam” kolejne nazwy skałek.
                            Od wejścia na górę, już przy schronisku „ Na Szczelińcu” miałam dziwne
                            wrażenie, że nie jestem sama. W schronisku nie słychać było porannej
                            krzątaniny.To uczucie nie opuszczało mnie przez cały czas zwiedzania.
                            Oglądałam się kilkakrotnie za siebie, czy nikt nie szedł za mną. Na
                            ścieżce jednak nie było nikogo. Czułam, że nie jestem sama. Nie bałam
                            się. To nie był strach, tylko świadomość bytności innej osoby obok
                            mnie, czułam to prawie namacalnie.
                            Jakby ktoś położył dłoń na moim ramieniu i mówił mi „popatrz,
                            tu jest pięknie i tu i tu...„ Po jakimś czasie przyzwyczaiłam się do
                            sytuacji, przyjęłam to jako szczególne przewodnictwo po tym uroczym
                            zakątku. Zachwycały rzeźby wygładzone pieczołowicie dłonią wiatru. To
                            wielbłąd przysiadł na skale zmęczony długą wędrówką, to groźny troll
                            wyciągał złowieszczo do mnie ręce. W pewnym momencie moja wyobraźnia
                            poruszyła te stwory i przelękłam się, gdyby ożyły, nie miałabym szansy
                            na ucieczkę. Skały o niesamowitych kształtach pokryte porostami, soczysto-
                            zielony mech tworzący czapy, ściółka leśna z jagodziskami spływającymi
                            z krawędzi jak woale, świerki i karłowate sosny – wszystko to,
                            sprawiało wrażenie zaczarowanego ogrodu.
                            Co jakiś czas z zachwytu zapierało mi dech w piersiach na widok
                            następnych obrazów wyłaniających się zza kolejnej skały.
                            Groźne szczeliny zatopione w półmroku i chłód jaki owiewał na pewnych
                            fragmentach trasy, dodawały klimatu niesamowitości mojej wędrówce. Kiedy
                            tak dotykałam skał, przeciskałam się szczelinami, przed oczami stanął
                            mi film „Piknik pod Wiszącą Skałą”. Czułam energię tych skał. Miałam
                            poczucie, że tylko ja dostąpiłam tej wielkiej chwili i dotykiem
                            jednoczę się z wielką tajemnicą świata. Nie wiedziałam co, ani kto,
                            ciągle mi towarzyszy, czułam jednak, że tak samo zachwyca się Górami
                            Stołowymi i Szczelińcem. Bez dzieci, moje zwiedzanie wyglądało całkiem
                            inaczej, na pewno spokojniej i pełniej. Kilka razy miałam pokusę
                            zejścia ze szlaku i zastanawiałam się nad moralną stroną tej
                            sytuacji i pytałam siebie czy mogę? Skoro nie depczę żadnej roślinki,
                            a ścieżka i tak już jest, nie zdzieram żadnego porostu z kamieni i
                            jestem zachwycona pięknem tego miejsca, to może w nagrodę mogę dojść
                            do skały spoza szlaku. Nie wiem w jaki sposób, ale po prostu czułam,
                            że ten „niewidzialny ktoś obok mnie” pozwala na to odstępstwo. Weszłam
                            więc do indyjskiej świątyni. Dotykałam kamieni, a pod palcami przepływała
                            pozytywna energia i ładowała mnie. Opanowała mnie aura tajemnicy, czułam,
                            że jestem w jej kręgu.
                            „Powędrowaliśmy” dalej, wdrapałam się na „Tron Liczyrzepy”. Na
                            platformie spotkałam dwóch studentów, spędzili na górze noc w
                            śpiworach. Bardzo romantyczne! Miałam ochotę usiąść na tronie w kształcie
                            dłoni ale..... rozsądek był silniejszy. Widok z samego wierzchołka
                            wspaniały, tron jest najwyższym wzniesieniem tych gór - 919 m.n.p.m.
                            Przed moimi oczami roztoczył się piękny widok - na polskie i czeskie
                            Góry Stołowe. Obraz zapełniony po horyzont skałkami i dolinami,
                            wioskami, samotnymi chałupami zagubionymi wśród wzniesień, polnych dróg
                            i krętych szos. Starałam się odgadnąć nazwy pojedynczych skał lub ich
                            skupiska. Odnalazłam Wambierzyce i złotą bazylikę, Radkowo i Karłowo u
                            podnóża, Białe i Błękitne Skałki. Czas mijał szybko, trzeba się było
                            zbierać. Spakować plecaki i śpiwory, śniadanie dla dzieci
                            i jedzenie na drogę. Z wielkim żalem opuszczałam „Szczeliniec”, który
                            dostarczył mi tylu niezapomnianych wrażeń. Kiedy miałam już schodzić,
                            zauważyłam taras z barierką, który ominęłam zwiedzając za pierwszym
                            razem. Czułam, że coś mnie pchało w tę stronę, jakaś niewidzialna dłoń.
                            Może to legendarny Liczyrzepa? Uległam tej sile i oglądnęłam widok na
                            czeską stronę Gór Stołowych, odchodząc już, zauważyłam dwie tablice
                            na skałce. Na jednej była wiadomość o Goethem, a druga ...(serce
                            stanęło mi na chwilę)... poświęcona pierwszemu przewodnikowi - Francowi
                            Pablo. Był sołtysem Karłowa i wytyczył szlak na „Szczelińcu” i przez
                            długie lata oprowadzał po nim wycieczki.
                            W tym momencie wszystko stało się jasne. To on przez cały czas
                            oprowadzał mnie jak za dawnych lat, pozwalając dobrotliwie zbaczać ze
                            szlaku. Tak pokochał to miejsce, że nie mógł jego opuścić nawet po
                            śmierci, czuwa nad nim, jest dobrym duchem i dalej
                            • samanta455 Re: Samanta - A co z Twoim duchem? 18.09.06, 22:25

                              oprowadza po szlaku. Kiedy schodziłam po schodach mając schronisko za plecami, w
                              pewnym momencie poczułam, że jestem już sama.pozdrawiam.
                              • bond700 Re: Samanta - A co z Twoim duchem? 19.09.06, 12:31
                                Mi się kiedyś za firanką schował duch. Gdy już miałem kropidło od proboszcza
                                przyniesione późną nocą okazało się , że nie zamknąłem okna i to zwykły wiatr
                                był ;)
                                Przerażające ;) Czyż nie? :)
                                • samanta455 Re: Samanta - A co z Twoim duchem? 19.09.06, 18:31

                                  Bond, a co powiesz na to, że ten tekst wysłałam wczoraj o koło 22.30? widziałam
                                  go, zapisały się dwa posty, bo jeden nie zmieścił się? czyżby duchy? czy może
                                  mike23? o 13.48 jestem w pracy, nie mam możliwości korzystać z internetu, mike23
                                  nie rób sobie jaj!!!!!
                                  • samanta455 Re: Samanta - A co z Twoim duchem? 19.09.06, 18:38

                                    no teraz to są prawdziwe jaja, przed chwilą te dwa posty z 18.09. były z datą
                                    19.09 i z godziną 13.48!!!!!
                            • gosciradz Re: Samanta - A co z Twoim duchem? 20.09.06, 00:13
                              Masz talent. Pisz więcej.
                              SOS
    • gosciradz Re: moje spotkanie z duchami 20.09.06, 00:00
      No dobra... – to może się nadawać na forum zamkowe z uwagi na moje
      przypuszczenia co do pochodzenia ducha. Zaznaczam, że historia jest w 100%
      prawdziwa a w 66% potwierdzona przez inne osoby uczestniczące w tej przygodzie,
      ale jak zwykle nie spodziewam się zrozumienia wśród czytających.
      Za górami, za lasami, za rzekami, za ...drogami... itd. oglądałem kiedyś (3
      lata temu) ruinkę. Przedstawiciel właściciela ruiny robił wszystko aby nie
      wchodzić do środka, co już powinno wzbudzić pewne wątpliwości. Byłbym jednak
      głupi kupując kota w worku, więc zmusiłem go do pokazania mi budynku od środka.
      Po wejściu do wnętrza „opiekun” zatrzymał się przy wejściu i konfidencjonalnie,
      na ucho oznajmił, że w budynku straszy i od tego momentu nie ruszył się nawet o
      krok od drzwi wejściowych. Odpowiedziałem wtedy żartobliwie – Mam nadzieję, bo
      inaczej bym tego nie kupił. Nie wchodząc w szczegóły, wystarczy popatrzeć na
      zdjęcie aby nie mieć wątpliwości, że tam rzeczywiście straszy
      (wroclaw.hydral.com.pl/70885,foto.html). Budynek przedstawiał obraz
      nędzy i rozpaczy – zawalone stropy, wnętrza odarte ze wszystkiego co było do
      odarcia, ściany podziurawione przez poszukiwaczy skarbów, erozja murów sięgała
      kilkunasu centymetrów. Wejście na poziom dawnego strychu było niemal
      niemożliwe, ale też moja determinacja nie miała granic, więc po chwili
      podziwiałem walącą się konstrukcję dachu. Przy okazji uwagę moją zwrócił
      odcięty sznur przymocowany do jednej z belek. Z pewnościa żaden majster
      budowlany nie odcinałby swojej liny, ale odwiązałby ją by nie tracić cennego
      narzędzia. Skojarzenie było tylko jedno...
      Wracając zatrzymałem się w hotelu Sxxxxxxx w Warszawie w pokoju 317 albo 319
      (dokładnie nie pamietam). Następnego dnia rankiem relaksowałem kąpiąc się w
      wannie. Mając zamydlone oczy usłyszałem najpierw otwierające się drzwi do
      pokoju a następnie do łazienki. Nie byłoby to dziwne, gdyż pokojówki często
      wchodzą bez pukania. Szybko opłukałem oczy i zobaczyłem, że nikogo w łazience
      nie ma a drzwi są nadal zamknięte i zaryglowane. W tym momencie moja
      kosmetyczka leżąca na marmurowym blacie umywalki z impetem poleciała w moim
      kierunku i wysypała całą swoją zawartość na podłogę. Zaznaczam, że nic nie
      piłem i nic nie wąchałem. Trochę czasu zabrało mi sprzątanie bałaganu. Na drugi
      dzień odwiedziłem swoją „koleżankę małżonkę”, która była na wczasach z
      przyjaciółką w Juracie w ośrodku wypoczynkowym. Siedzieliśmy przy kolacji, a
      przyjaciółka próbowała mi logicznie wyjaśnić całe zajście: kosmetyczka na pewno
      leżała na skraju umywalki, pokojówka na pewno zaglądała do środka i widząc mnie
      kąpiącego się wycofała się itp... W momencie kiedy tak opowiadała, duży kwiat w
      doniczce stojący na regale z takim samym impetem poleciał w naszym kierunku i
      rozsypał się przed naszymi nogami. Duchosceptycznie nastawiona i śmiertelnie
      przestraszona koleżanka powiedziała abym „zabierał swojego ducha i jechał jak
      najdalej od nich”. Tak też uczyniłem, nie będąc jednak pewnym co do ducha.
      Dzień później odwiedziłem jej męża i opowiadałem o ostatnich przygodach.
      Śmieliśmy się obaj. W trakcie tej rozmowy słychć było jak ktoś otwiera drzwi do
      mieszkania i wchodzi do środka. Kolega przeprosił mnie mówiąc – poczekaj
      zobaczę kto przyszedł. Wrócił blady – Słuchaj tam nikogo nie ma...
      SOS
      p.s. ta historia miała być może pewien ciąg dalszy, ale pewności nie mam co do
      korelacji faktów
      • samanta455 Re: moje spotkanie z duchami 20.09.06, 01:26

        Jeżeli miałeś ten sznur przy sobie, to uwierzę, jeżeli nie, no to....chyba, że
        kupiłeś tę ruinkę i On ma ci coś do przekazania!!!!! Może masz jak najszybciej
        zacząć remontować!!!!przyznaję, że dreszcze miałam. Nie wiem, czy czytałeś moje
        dwa posty i ciekawą rzecz z tymi datami. Zmarł mój sąsiad, dzisiaj był pogrzeb,
        który rozpoczął się o pierwszej, dlaczego jak otwierałam forum około 18
        widziałam datę 19.09.godz.13.48 , a później wróciło wszystko na swoje miejsce,
        chyba, że mike_23 miesza.Dzięki za opowieść.
        • bond700 Re: moje spotkanie z duchami 20.09.06, 11:06
          Od jakiegoś czasu fora głupieją - na galerii foto fotki same się akceptują , co
          jest dużym zaskoczeniem ;) Nie szukaj więc ducha gdzie go nie ma ;)
          • samanta455 Re: moje spotkanie z duchami 20.09.06, 19:33

            wiem, ale co byś sobie pomyślał w mojej sytuacji, z sąsiadem różnie bywało, a
            jak zobaczyłam tę godzinę, to mnie zamurowało, była burza, może to ona , ale
            zbaraniałam, nie myśl, że tak od razu fantazjuję,pozdrawiam.
            • samanta455 Re: moje spotkanie z duchami 27.09.06, 23:44

              - oj coś cieniutko z tymi duchami, są na urlopie?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka