samanta455 09.09.06, 00:29 jeżeli ktoś miał tę przyjemność, to chętnie poczytam jego opowieść.... Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
samanta455 Re: moje spotkanie z duchami 10.09.06, 00:11 niemożliwe, aby zwiedzajac zamki i riuny nikt nie napotkał ducha, proszę..... można na pocztę, zapraszam. Odpowiedz Link Zgłoś
gosciradz Re: moje spotkanie z duchami 11.09.06, 00:19 Byłem wielokrotnie uprzedzany przez byłych opiekunów Pałacu Xxxxxxxxxx we Xxxxxx, że w pokojach 1xx i 1xx straszy. Nie wytrzymywali tam nawet najwięksi niedowiarkowie. Niestety zjawisko to nie było powtarzalne i nie wszystkich gości duchy owe nastraszyły. Wersję o duchach straszących w tych pokojach – a właściwie był to historycznie jeden pokój przedzielony ścianką działową – potwierdzali też goście hotelowi, którzy już niejednokrotnie nocowali w tym pałacu. Miejscowy stróż kategorycznie odmawiał pozostawania samemu w nocy w pustym pałacu. Dreszcz emocji powiększała informacja, że w latach 20tych XX wieku dokonano tam morderstwa. Nocowałem wielokrotnie w pokoju sąsiednim i nie słyszałem nigdy, niczego niepokojącego oprócz zwykłych dźwięków starego budynku i sów pohukujących w parku. W zeszłym roku przyjechałem tam na tydzień urlopu. Była piękna majowa noc gdy zajechałem i jedynie cienie drzew uginających się przy silnym wietrze tworzyły trochę niesamowitą atmosferę. W pałacu byłem sam. Już zaraz po wejściu usłyszałem coś jakby wycie, ale przy silnym wietrze nie było to nic nadzwyczajnego (przynajmniej tak to sobie tłumaczyłem). Postanowiłem „przetestować” nawiedzony pokój. Przypomniał mi się odcinek „Nie do Wiary”, kiedy to ochotnik nocował w domu z duchami i nic się jemu nie przytrafiło. Kiedy tylko rozpakowałem się w pokoju światło zaczęło mrugać i po chwili zgasło i w całym pałacu zapanowały ciemności. Okazało się, że nie było prądu w całej okolicy i było bardzo ciemno, bo nawet księżych schował się za chmurami. Takie wyłączenia we Xxxxxx to nic nadzwyczajnego – bywa, że brakuje światła kilka razy dziennie, więc świeczki zawsze są pod ręką. Pierwszy raz ciarki przeszły mi po plecach, kiedy myłem się w łazience przy świecy przygotowując się do snu i usłyszałem z pokoju głośny dźwięk jakby przesuwanych mebli. Po chwili jeszcze raz i jeszcze głośniej. Wszedłem na miękkich nogach do pokoju ze świecą w ręce, ale hałasy nie ustawały i dodatkowo słychać było zgrzyty, które natychmiast skojarzyły mi się z otwieraniem łomem trumny zabitej gwoździami. Kilkukrotne przeżegnanie się nie pomogło - dźwięki cichły na chwilę by znów powrócić za parę minut. Nie ulega wątpliwości, że miałem ochotę spieprzać, byle dalej od pałacu. Powrót do racjonalnego myślenia zajął trochę czasu. Zwróciłem uwagę na to, że słychać było przesuwane meble, ale one same stały na swoich miejscach i nie miały zamiaru się poruszać. Trumny ani zjaw też nie było. Próbowałem zlokalizować źródło dźwięków, ale miałem wrażenie, że dochodzą one zewsząd – ze ścian, podłogi, sufitu... SUFITU!!???. Zszedłem na dół do magazynu i poszukałem lepszego źródła światła. Z rosyjską latarką świecącą silniej niż reflektor samochodowy czułem się o wiele raźniej. Poszedłem (pobiegłem) na strych i zobaczyłem to... To straszyła ludzka głupota. Słup podtrzymujący mansardę, oparty był na próchniejącej belce stropowej pod którą pół metra niżej wykonano żelbetonowy strop. Poluzowany słup wsparto na dwóch dodatkowych belkach opartych na środku tego właśnie betonowego stropu dokładnie nad „nawiedzonym” pokojem. Przy silnym wietrze, stary uszkodzony dach uginał się zgrzytając szorował „wspornikami” po stropie. Po remoncie dachu „duchy” się wyniosły. Nie znaczy to, że jestem ducho-sceptykiem, gdyż widywałem ich w życiu wiele, ale to nie był ten raz. SOS Odpowiedz Link Zgłoś
samanta455 Re: moje spotkanie z duchami 11.09.06, 23:04 No tak, masz talent do pisania z dramatycznym zacięciem, czytałam z napięciem i czekałam na zaskakującą puentę, no i była zaskakująca, dzięki za opowieść, ja bym nigdy nie zdecydowała się iść na strych w ciemnościach, serdecznie pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
gosciradz Re: moje spotkanie z duchami 12.09.06, 00:24 To nie było takie proste jak by się kazdemu wydawało. Najadłem się przy tej okazji tyle strachu jak mało kto. Zawsze jednak jest lepiej doprowadzić do wyjaśnienia, niż bać się całe życie. Moje doświadczenie jednak nie jest w stanie wyjaśnić wielu innych zjawisk, które wykraczają poza forum zamków i ruin. Dobrym pomysłem byłoby forum zjawisk niewyjaśnionych, choć mam mieszane uczucia w tym temacie (czas wolny - duchy nie brzmi przekonywująco), bo choć każdy z nas jakieś doświadczenia "dziwne" miał, to mało kto sie do tego przyznaje by nie być posądzonym o wariactwo. W temacie pałaców dolnośląskich słyszałem wiele relacji z pierwszej ręki, ale nikt nie chciał aby potwierdzać opis jego nazwiskiem. Ponieważ forum internetowe jest semi-poufne, proponuję, aby opisywać swoje doświadczenia (bez zobowiązań) chociażby dla tego aby inni mogli porównać je ze swoimi przygodami. SOS Odpowiedz Link Zgłoś
samanta455 Re: moje spotkanie z duchami 12.09.06, 19:13 Na turystyce zaczęłam wątek "najbardziej niesamowite przeżycie", opisałam tam moją historię ze Szczelińca (co prawda końcówkę zjadło mi, nie wiem dlaczego)inni powoli też, mam nadzieję, że się rozkręci, niektórzy piszą mi na pocztę.Forum sprawia, że czasami to czego nie powiemy wprost można przemycić pod pseudo.Czekam na jeszcze.pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
mister1 Re: moje spotkanie z duchami 12.09.06, 20:52 mialem spotkanie z duchami, ale niestety nie w sredniowiecznym zamku... Odpowiedz Link Zgłoś
samanta455 Re: moje spotkanie z duchami 12.09.06, 23:05 no to opowiadaj na co czekasz? Odpowiedz Link Zgłoś
mister1 Re: moje spotkanie z duchami 12.09.06, 23:08 SWIATELKO Dzialo sie to gdzies na poczatku lat siedemdziesiatych.Mieszkalem wtedy u matki w nowej,powstalej zaledwie kilka lat temu dzielnicy Utrechtu,Overvechcie.Zajmowalem pokoik z widokiem z okna na kanal,laki a w oddali bylo widac cos w rodzaju parku czy lasu. Pewnaj nocy przezylem jakis dziwny sen.Niby obudzilem sie w moim wlasnym lozku.Po pokoju przesuwal sie jakis punkcik swietlny,cos w rodzaju nieco wiekszych rozmarow robaczka swietojanskiego.Bylem jak sparalizowany,nie moglem wykonac zadnego ruchu.Sen powtarzal sie od czasu do czasu w odstepach kilkumiesiecznych.Nie przywiazywalem do niego specjalnej wagi,nie opowiadalem takze nikomu.Ktoregos lata w czasie mojej nieobecnosci przyjechala na kilka tygodni ciotka mej matki,osoba starsza ale niezwykle z natury trzezwa i bardzo energiczna. Zajela na czas swego pobytu moj pokoj.Po mym powrocie do domu powitala mnie slowami “w twoim pokoju mialam stale uporczywie wracajacy sen-koszmar,tak ze po kilku nocach zmienialam sypialnie”. I opowiedziala mi sen o poruszajacym sie po pokoju swiatelku.Zgadzalo sie wszystko z moim snem. O czym sie pozniej dowiedzialem - cos w rodzaju parku czy lasu widocznym z okna byl nowy cmentarz na ktorego terenie lezalo rowniez miejskie krematorium. Odpowiedz Link Zgłoś
samanta455 Re: moje spotkanie z duchami 12.09.06, 23:39 brrrrrrr, a poźniej.... jeszcze coś? Odpowiedz Link Zgłoś
mister1 Re: moje spotkanie z duchami 13.09.06, 23:44 musze pointe zepsuc - ja zyje nadal... Odpowiedz Link Zgłoś
mamamaminsynka Re: moje spotkanie z duchami 14.09.06, 10:15 Moje spotkania z duchami wyglądają trochę inaczej. Jestem straszną realistką i w takie brednie to ja nie wierzę ale mam coś w sobie z chochlika. Zacznę wieć od początku. Mam stary dworek otoczony ze wszystkich stron parkiem. Jak przyjezdzają do mnie znajomi. Siedzimy sobie wieczorem przy winku w jadalni. Za oknami ciemno i cicho. Ja zaczynam gatkę o tym ile to osób musiało umrzeć w tym dworku. / Jeden nawet tragicznie /. Dusze ich więc na pewno szwędają się och szwędają wieczorami i radzę im uważac jak idą spać. Większość ludzi reaguje z lekkim niedowierzaniem, ale je opowieści snuję dalej. W pewnym momencie kiedy w oczach gości czai się już lekki przestrach z biblioteki dochodza głosy brzdękających łańcuchów, stukot metalu o metal. Nie było osoby która nie zrobiła się w tym momencie zielona i maja strasznego pietra przed pójścim spać. A jakie jest rozwiązanie tej zagatki. W bibliotece jest otwarty kominek / nie taka zabudowana puszka z ogniem tylko normalne duże palenisko /. Pewnego dnia zauwazyłam iż jeżeli postawię zestaw kominkowy / taki stojak ze szczypcami, łopatką i czymś tam jeszcze / w odpowiednim miejscu jak zawieje silniejszy podmuch wiatru to przyrządy wiszące na metalowym stojaku zaczynają się ruszać a co za tym idzie brzdękać. Teraz nie pozostało mi nic innego tylko przed pójciem do jadalni przestawić zestaw i zacząć snuć opowieść. Odpowiedz Link Zgłoś
samanta455 Re: moje spotkanie z duchami 14.09.06, 23:53 dobra jesteś!te wizyty u ciebie twoi goście wspominają napewno długo i z przyjemnością.różne historie można wytłumaczyć w racjonalny sposób, ale są rzeczy, których nie jesteś w stanie i wtedy masz do nich szacunek, wirujące stoliki itd. są znane, ale napewno w twoim dworku zapisana jest jakaś prawdziwa historia i może kiedyś spotka cię coś niesamowitego? Z tymi kominkowymi strachami dobra sprawa, uśmiałam się jak sobie wyobraziłam rozbiegane oczy twoich gości.pozdrawiam i dzięki za opowieść. Odpowiedz Link Zgłoś
samanta455 Re: moje spotkanie z duchami 16.09.06, 00:48 godzina duchów i nikt mi sie nie wpisał? Odpowiedz Link Zgłoś
gosciradz Samanta - A co z Twoim duchem? 17.09.06, 23:27 Opisz go to ja dodam jeszcze jednego (choć nie wiem ilu ich było). Pozdrawiam, SOS Odpowiedz Link Zgłoś
samanta455 Re: Samanta - A co z Twoim duchem? 17.09.06, 23:46 na turystyce juz opisałam swoją historię, ale jak chcesz to znów mogę wkleić Odpowiedz Link Zgłoś
gosciradz Re: Samanta - A co z Twoim duchem? 18.09.06, 18:13 To może załącz link albo wklej opis - nie mogę znależć. SOS Odpowiedz Link Zgłoś
samanta455 Re: Samanta - A co z Twoim duchem? 18.09.06, 22:22 Uwaga,no to zaczynam:za górami, za lasami.... Szczeliniec Wielki Pewnego lata spędzałam z dziećmi urlop w Kotlinie Kłodzkiej. Po zdobyciu Śnieżnika, piciu wód zdrojowych w Polanicy i Dusznikach, przybyliśmy do Karłowa. Kto odwiedził Góry Stołowe, zapewne podziwiał wspaniałe stwory zastygłe w piaskowcach, ich oryginalne kształty i klimat tajemnicy zawieszony nad nimi. W schronisku „ Pod Szczelińcem” zajęliśmy kącik na uroczym stryszku wraz z grupami harcerzy i studentów. Po zakwaterowaniu, zaczęliśmy zwiedzać miejscowe atrakcje. „Błędne skały” i „Szczeliniec” dostarczyły niezapomnianych przeżyć. Przez tysiące lat morska woda, wiatr i mróz rzeźbiły fantastyczne kształty w skałach, niczym artysta z poczuciem humoru i wielką wyobraźnią. Niejedno dziecko odnalazło w skałach stworki z ulubionych bajek. Zwierzęta i bajkowe postaci zamieszkały w górach nadając im niepowtarzalny urok i klimat. Czar tego miejsca sprawia, że tęsknisz i gna cię coś z powrotem w te strony. Do dziś jestem urzeczona obrazami z tamtych dni. Upływ czasu zatarł ostrość wspomnień, ale jedno zdarzenie pamiętać będę długo. Dwa dni wcześniej zwiedzałam Szczeliniec Wielki z dziećmi. Każda matka wie jak to wygląda. Dzieci pędzą do przodu, nie rozglądają się na boki, ich interesują zazwyczaj inne rzeczy. Wiedziałam, że są tu tarasy z barierkami i trzeba dobrze pilnować dzieci, aby za bardzo nie wychylały się. Po takim „pościgu”, słowo to bardziej pasuje niż zwiedzanie, szybko okazało się, że jesteśmy z powrotem na początku trasy, szlak zataczał pętlę na szczycie. Zaproponowałam ponowne przejście trasy nie spiesząc się, ale taka możliwość wydawała się dzieciom nudna. W biegu rozpoznawałam nazwy charakterystycznych skałek, nie mając czasu delektować się klimatem miejsca, a taką formę zwiedzania bardzo lubię. W ostatnim dniu pobytu obudziłam się rano przed 6 i pomyślałam, że może tym razem sama odwiedzę to urokliwe miejsce. Autobus do Kudowy mieliśmy o 9 z minutami. Dzieci spały jeszcze, poprzedniego dnia byliśmy w Wambierzycach i na piechotę wracaliśmy do Karłowa. Kto sam przebył tę trasę, wie jak to daleko. „Tylko” przez 5 km trasa wiodła dość niebezpiecznym szlakiem, wzdłuż skał i z przepaścią po drugiej stronie, a sam szlak liczył około 12. Moje dzieci miały wtedy 6.5, 10 i 12 lat. Po takich emocjach spały na drugi dzień bardzo mocno. Obudzona przez rześki poranek, powędrowałam szlakiem w górę. Spotkałam kilku wczesnych turystów, ale na Szczeliniec szłam sama. Kasa była jeszcze zamknięta, więc w samotności, powoli z planem „zaliczałam” kolejne nazwy skałek. Od wejścia na górę, już przy schronisku „ Na Szczelińcu” miałam dziwne wrażenie, że nie jestem sama. W schronisku nie słychać było porannej krzątaniny.To uczucie nie opuszczało mnie przez cały czas zwiedzania. Oglądałam się kilkakrotnie za siebie, czy nikt nie szedł za mną. Na ścieżce jednak nie było nikogo. Czułam, że nie jestem sama. Nie bałam się. To nie był strach, tylko świadomość bytności innej osoby obok mnie, czułam to prawie namacalnie. Jakby ktoś położył dłoń na moim ramieniu i mówił mi „popatrz, tu jest pięknie i tu i tu...„ Po jakimś czasie przyzwyczaiłam się do sytuacji, przyjęłam to jako szczególne przewodnictwo po tym uroczym zakątku. Zachwycały rzeźby wygładzone pieczołowicie dłonią wiatru. To wielbłąd przysiadł na skale zmęczony długą wędrówką, to groźny troll wyciągał złowieszczo do mnie ręce. W pewnym momencie moja wyobraźnia poruszyła te stwory i przelękłam się, gdyby ożyły, nie miałabym szansy na ucieczkę. Skały o niesamowitych kształtach pokryte porostami, soczysto- zielony mech tworzący czapy, ściółka leśna z jagodziskami spływającymi z krawędzi jak woale, świerki i karłowate sosny – wszystko to, sprawiało wrażenie zaczarowanego ogrodu. Co jakiś czas z zachwytu zapierało mi dech w piersiach na widok następnych obrazów wyłaniających się zza kolejnej skały. Groźne szczeliny zatopione w półmroku i chłód jaki owiewał na pewnych fragmentach trasy, dodawały klimatu niesamowitości mojej wędrówce. Kiedy tak dotykałam skał, przeciskałam się szczelinami, przed oczami stanął mi film „Piknik pod Wiszącą Skałą”. Czułam energię tych skał. Miałam poczucie, że tylko ja dostąpiłam tej wielkiej chwili i dotykiem jednoczę się z wielką tajemnicą świata. Nie wiedziałam co, ani kto, ciągle mi towarzyszy, czułam jednak, że tak samo zachwyca się Górami Stołowymi i Szczelińcem. Bez dzieci, moje zwiedzanie wyglądało całkiem inaczej, na pewno spokojniej i pełniej. Kilka razy miałam pokusę zejścia ze szlaku i zastanawiałam się nad moralną stroną tej sytuacji i pytałam siebie czy mogę? Skoro nie depczę żadnej roślinki, a ścieżka i tak już jest, nie zdzieram żadnego porostu z kamieni i jestem zachwycona pięknem tego miejsca, to może w nagrodę mogę dojść do skały spoza szlaku. Nie wiem w jaki sposób, ale po prostu czułam, że ten „niewidzialny ktoś obok mnie” pozwala na to odstępstwo. Weszłam więc do indyjskiej świątyni. Dotykałam kamieni, a pod palcami przepływała pozytywna energia i ładowała mnie. Opanowała mnie aura tajemnicy, czułam, że jestem w jej kręgu. „Powędrowaliśmy” dalej, wdrapałam się na „Tron Liczyrzepy”. Na platformie spotkałam dwóch studentów, spędzili na górze noc w śpiworach. Bardzo romantyczne! Miałam ochotę usiąść na tronie w kształcie dłoni ale..... rozsądek był silniejszy. Widok z samego wierzchołka wspaniały, tron jest najwyższym wzniesieniem tych gór - 919 m.n.p.m. Przed moimi oczami roztoczył się piękny widok - na polskie i czeskie Góry Stołowe. Obraz zapełniony po horyzont skałkami i dolinami, wioskami, samotnymi chałupami zagubionymi wśród wzniesień, polnych dróg i krętych szos. Starałam się odgadnąć nazwy pojedynczych skał lub ich skupiska. Odnalazłam Wambierzyce i złotą bazylikę, Radkowo i Karłowo u podnóża, Białe i Błękitne Skałki. Czas mijał szybko, trzeba się było zbierać. Spakować plecaki i śpiwory, śniadanie dla dzieci i jedzenie na drogę. Z wielkim żalem opuszczałam „Szczeliniec”, który dostarczył mi tylu niezapomnianych wrażeń. Kiedy miałam już schodzić, zauważyłam taras z barierką, który ominęłam zwiedzając za pierwszym razem. Czułam, że coś mnie pchało w tę stronę, jakaś niewidzialna dłoń. Może to legendarny Liczyrzepa? Uległam tej sile i oglądnęłam widok na czeską stronę Gór Stołowych, odchodząc już, zauważyłam dwie tablice na skałce. Na jednej była wiadomość o Goethem, a druga ...(serce stanęło mi na chwilę)... poświęcona pierwszemu przewodnikowi - Francowi Pablo. Był sołtysem Karłowa i wytyczył szlak na „Szczelińcu” i przez długie lata oprowadzał po nim wycieczki. W tym momencie wszystko stało się jasne. To on przez cały czas oprowadzał mnie jak za dawnych lat, pozwalając dobrotliwie zbaczać ze szlaku. Tak pokochał to miejsce, że nie mógł jego opuścić nawet po śmierci, czuwa nad nim, jest dobrym duchem i dalej Odpowiedz Link Zgłoś
samanta455 Re: Samanta - A co z Twoim duchem? 18.09.06, 22:25 oprowadza po szlaku. Kiedy schodziłam po schodach mając schronisko za plecami, w pewnym momencie poczułam, że jestem już sama.pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
bond700 Re: Samanta - A co z Twoim duchem? 19.09.06, 12:31 Mi się kiedyś za firanką schował duch. Gdy już miałem kropidło od proboszcza przyniesione późną nocą okazało się , że nie zamknąłem okna i to zwykły wiatr był ;) Przerażające ;) Czyż nie? :) Odpowiedz Link Zgłoś
samanta455 Re: Samanta - A co z Twoim duchem? 19.09.06, 18:31 Bond, a co powiesz na to, że ten tekst wysłałam wczoraj o koło 22.30? widziałam go, zapisały się dwa posty, bo jeden nie zmieścił się? czyżby duchy? czy może mike23? o 13.48 jestem w pracy, nie mam możliwości korzystać z internetu, mike23 nie rób sobie jaj!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
samanta455 Re: Samanta - A co z Twoim duchem? 19.09.06, 18:38 no teraz to są prawdziwe jaja, przed chwilą te dwa posty z 18.09. były z datą 19.09 i z godziną 13.48!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
gosciradz Re: Samanta - A co z Twoim duchem? 20.09.06, 00:13 Masz talent. Pisz więcej. SOS Odpowiedz Link Zgłoś
gosciradz Re: moje spotkanie z duchami 20.09.06, 00:00 No dobra... – to może się nadawać na forum zamkowe z uwagi na moje przypuszczenia co do pochodzenia ducha. Zaznaczam, że historia jest w 100% prawdziwa a w 66% potwierdzona przez inne osoby uczestniczące w tej przygodzie, ale jak zwykle nie spodziewam się zrozumienia wśród czytających. Za górami, za lasami, za rzekami, za ...drogami... itd. oglądałem kiedyś (3 lata temu) ruinkę. Przedstawiciel właściciela ruiny robił wszystko aby nie wchodzić do środka, co już powinno wzbudzić pewne wątpliwości. Byłbym jednak głupi kupując kota w worku, więc zmusiłem go do pokazania mi budynku od środka. Po wejściu do wnętrza „opiekun” zatrzymał się przy wejściu i konfidencjonalnie, na ucho oznajmił, że w budynku straszy i od tego momentu nie ruszył się nawet o krok od drzwi wejściowych. Odpowiedziałem wtedy żartobliwie – Mam nadzieję, bo inaczej bym tego nie kupił. Nie wchodząc w szczegóły, wystarczy popatrzeć na zdjęcie aby nie mieć wątpliwości, że tam rzeczywiście straszy (wroclaw.hydral.com.pl/70885,foto.html). Budynek przedstawiał obraz nędzy i rozpaczy – zawalone stropy, wnętrza odarte ze wszystkiego co było do odarcia, ściany podziurawione przez poszukiwaczy skarbów, erozja murów sięgała kilkunasu centymetrów. Wejście na poziom dawnego strychu było niemal niemożliwe, ale też moja determinacja nie miała granic, więc po chwili podziwiałem walącą się konstrukcję dachu. Przy okazji uwagę moją zwrócił odcięty sznur przymocowany do jednej z belek. Z pewnościa żaden majster budowlany nie odcinałby swojej liny, ale odwiązałby ją by nie tracić cennego narzędzia. Skojarzenie było tylko jedno... Wracając zatrzymałem się w hotelu Sxxxxxxx w Warszawie w pokoju 317 albo 319 (dokładnie nie pamietam). Następnego dnia rankiem relaksowałem kąpiąc się w wannie. Mając zamydlone oczy usłyszałem najpierw otwierające się drzwi do pokoju a następnie do łazienki. Nie byłoby to dziwne, gdyż pokojówki często wchodzą bez pukania. Szybko opłukałem oczy i zobaczyłem, że nikogo w łazience nie ma a drzwi są nadal zamknięte i zaryglowane. W tym momencie moja kosmetyczka leżąca na marmurowym blacie umywalki z impetem poleciała w moim kierunku i wysypała całą swoją zawartość na podłogę. Zaznaczam, że nic nie piłem i nic nie wąchałem. Trochę czasu zabrało mi sprzątanie bałaganu. Na drugi dzień odwiedziłem swoją „koleżankę małżonkę”, która była na wczasach z przyjaciółką w Juracie w ośrodku wypoczynkowym. Siedzieliśmy przy kolacji, a przyjaciółka próbowała mi logicznie wyjaśnić całe zajście: kosmetyczka na pewno leżała na skraju umywalki, pokojówka na pewno zaglądała do środka i widząc mnie kąpiącego się wycofała się itp... W momencie kiedy tak opowiadała, duży kwiat w doniczce stojący na regale z takim samym impetem poleciał w naszym kierunku i rozsypał się przed naszymi nogami. Duchosceptycznie nastawiona i śmiertelnie przestraszona koleżanka powiedziała abym „zabierał swojego ducha i jechał jak najdalej od nich”. Tak też uczyniłem, nie będąc jednak pewnym co do ducha. Dzień później odwiedziłem jej męża i opowiadałem o ostatnich przygodach. Śmieliśmy się obaj. W trakcie tej rozmowy słychć było jak ktoś otwiera drzwi do mieszkania i wchodzi do środka. Kolega przeprosił mnie mówiąc – poczekaj zobaczę kto przyszedł. Wrócił blady – Słuchaj tam nikogo nie ma... SOS p.s. ta historia miała być może pewien ciąg dalszy, ale pewności nie mam co do korelacji faktów Odpowiedz Link Zgłoś
samanta455 Re: moje spotkanie z duchami 20.09.06, 01:26 Jeżeli miałeś ten sznur przy sobie, to uwierzę, jeżeli nie, no to....chyba, że kupiłeś tę ruinkę i On ma ci coś do przekazania!!!!! Może masz jak najszybciej zacząć remontować!!!!przyznaję, że dreszcze miałam. Nie wiem, czy czytałeś moje dwa posty i ciekawą rzecz z tymi datami. Zmarł mój sąsiad, dzisiaj był pogrzeb, który rozpoczął się o pierwszej, dlaczego jak otwierałam forum około 18 widziałam datę 19.09.godz.13.48 , a później wróciło wszystko na swoje miejsce, chyba, że mike_23 miesza.Dzięki za opowieść. Odpowiedz Link Zgłoś
bond700 Re: moje spotkanie z duchami 20.09.06, 11:06 Od jakiegoś czasu fora głupieją - na galerii foto fotki same się akceptują , co jest dużym zaskoczeniem ;) Nie szukaj więc ducha gdzie go nie ma ;) Odpowiedz Link Zgłoś
samanta455 Re: moje spotkanie z duchami 20.09.06, 19:33 wiem, ale co byś sobie pomyślał w mojej sytuacji, z sąsiadem różnie bywało, a jak zobaczyłam tę godzinę, to mnie zamurowało, była burza, może to ona , ale zbaraniałam, nie myśl, że tak od razu fantazjuję,pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
samanta455 Re: moje spotkanie z duchami 27.09.06, 23:44 - oj coś cieniutko z tymi duchami, są na urlopie? Odpowiedz Link Zgłoś