pwz90
25.11.09, 19:24
Samorządowe gazety to marnotrawienie publicznych pieniędzy.
Wystarczy policzyć: redaktor naczelny, wydział prasowy i jego
pracownicy nie pracują za darmo, a i koszty papieru, druku oraz
kolportażu do najmniejszych nie należą.
W sytuacji, kiedy istnieją lokalne tytuły niezależne, ba! nawet
lokalne stacje radiowe i telewizyjne, ze wszystkimi ważnymi sprawami
można dotrzeć do mieszkańców za pośrednictwem samego rzecznika
prasowego. Po co więc samorządowa gazeta?
Choćby po to, by była tubą propagandową. Pisma niezależne nie zawsze
chcą - i nie muszą - drukować kolejnych peanów na cześć władzy.
Pismo samorządowe uzależnione jest od aktualnych trendów w urzędzie.
W gazecie "urzędowej" można przeczytać tylko to, co organ nadzorczy
chce, abyś przeczytał. To żadna tajemnica i żaden przytyk do
Łomianek, bo każde urzędowe pismo tak ma. Tak samo uważał Wiesław
Pszczółkowski, gdy wiosną 2006 roku w biuletynie Platformy
Obywatelskiej pisał o "Gazecie Łomiankowskiej": "Główną tubą
propagandową burmistrza jest "Gazeta Łomiankowska". To rozdawany
bezpłatnie dwutygodnik (drukowany za pieniądze publiczne) i
rozwożony do punktów kolportażu przez wynajętą firmę z War-szawy
(...). Niestety, niewiele ma to wspólnego z informacją publiczną,
bezstronnością (...). Oczywiście nikt nigdy mieszkańców nie pytał,
czy życzą sobie finansować takie rozrzutne przedsięwzięcie. Być może
rozdmuchany nakład darmowej "GŁ" jest uzasadniony tym, że jest to
gazeta unikalna na skalę ogólnopolską. Wszak to prawdopodobnie
jedyny organ prasowy w RP, który jest w całości poddany cenzurze
mającej na celu usuwanie fragmentów krytycznych wobec burmistrza.
Redakcja utrzymywana z pieniędzy mieszkańców nie oszczędza nawet
tekstów radnych, którym odmawia się publikacji i sprostowań. A
przecież radni są przedstawicielami mieszkańców!".
Tak było trzy lata temu, kiedy obecny burmistrz był radnym opozycji.
W tej kadencji sytuacja się nie zmieniła: nadal radni i mieszkańcy
mają ograniczony dostęp do łamów "Gazety Łomiankowskiej", a nadzór
nad nią sprawuje burmistrz Pszczół-kowski.
- Niejednokrotnie odmawiano nam dostępu do łamów GŁ - twierdzi Piotr
Rusiecki, łomiankowski radny. - Kiedy chcieliśmy zamieścić w niej
nasze materiały, zawsze spotykaliśmy się z przesuwaniem terminów,
innymi materiałami oczekującymi na publikację, a gdy już się
pojawiały, były redagowane bez uzgodnień z nami i opatrywane
komentarzami bez naszej wiedzy.
Z podobnymi problemami spotykał się Grzegorz Porowski. - W styczniu
2008 roku chciałem zamieścić w "Gazecie Łomiankowskiej" artykuł
dotyczący omówionego podczas posiedzenia komisji technicznej
rozwiązania węzła drogowego Kolejowa-Brukowa - mówi Porowski. -
Odmówiono jego publikacji, uzasadniając tę decyzję moim rzekomym
niezapoznaniem się z materiałami umieszczonymi na stronie
internetowej Łomianek. Ówczesny redaktor naczelny gazety Wojciech
Asiński stwierdził także, że nie zamierza umieszczać w GŁ artykułów
wywołujących kłótnie, które podburzają bądź wywołują sensację.
Poszło o jeden zwrot: "nie dajmy się wmanewrować w pokrętne interesy
małej grupki ludzi".
Z podobną odmową spotkał się Marian Perlik, radny powiatu
warszawskiego zachodniego, któremu odmówiono publikacji tekstu,
ponieważ - tu cytat z pisma podpisanego przez obecną redaktor
naczelną GŁ Małgorzatę Skalską: "Redakcja Gazety Łomiankowskiej nie
może bowiem publikować wszystkich tekstów i wypo-wiedzi osób
występujących podczas sesji rady miejskiej lub jakichkolwiek innych
spotkań, posiedzeń, zebrań i konferencji. (...) Publikując Pana
tekst stworzylibyśmy precedens (...)".
- Gazeta samorządowa, jak sama nazwa wskazuje, powinna służyć do
wymiany poglądów, publicznej dyskusji o problemach lokalnych, w
Łomiankach służy tylko promocji obecnych władz. Na ostatniej sesji
zaapelowałem do burmistrza o zaprzestanie cenzury w GŁ - mówi
oburzony radny Tadeusz Krystecki.
Mówiąc wprost - jeśli nie jesteś z "opcji burmistrza" bądź
występujesz na sesji czy spotkaniach - w GŁ Cię nie wydrukują.
Argument objętościowy, na jaki powołuje się w swojej odpowiedzi
redaktor Skalska, owszem, jest ważki - sami tniemy zbyt długie
materiały, do czego przyznajemy się bez bicia. Jednak stałe
zasłanianie się nim, tak jak kolejką materiałów - staje się już
podejrzane.
- Kiedy byłem redaktorem naczelnym "Gazety Łomiankowskiej", na
początku mojej pracy teksty pojawiały się na zasadzie: tekst
burmistrza - odpowiedź zainteresowanych - mówi Wojciech Asiński,
obecny rzecznik prasowy Łomianek. - Później jednak stwierdziłem, że
takie rozwiązanie służy tylko dwóm stronom, a czytelnik i tak
niczego z tego nie rozumie. Dlatego postanowiłem, że nie będą
zamieszczane materiały kontrowersyjne czy służące tylko mąceniu
wody. Przyjęliśmy profil czysto informacyjny i mam nadzieję, że się
on sprawdził.
Gazety samorządowe są propagandową tubą władzy. Sztuką jest jednak
koncertowe granie na tubie, a nie tylko umiejętność wydobycia z niej
dźwięków.
autor:
Wiktor Tomoń
www.gazetaecho.pl/cgi-bin/echo/echo/echo/O-2009-11_20-6