Dodaj do ulubionych

A'propos śmieci 1

03.09.15, 23:09
Wywiad Z Wojciechem Byśkiniewiczem, właścicielem jednego z najnowocześniejszych zakładów utylizacji odpadów na świecie, rozmawia Krystyna Naszkowska.
Tu jest ciężka harówka od rana do wieczora. Co z tego, że zbudowałem jeden z najnowocześniejszych zakładów na świecie, skoro w kraju nikt tego nie docenia!?Przyjeżdżają do mnie z całego świata. Byli z Finlandii, Szwecji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii. Był mer Moskwy i delegacja z Petersburga. Byli z Ameryki Południowej i Kanady. Ze Stanów własnym odrzutowcem przyleciał zarząd wielkiej firmy Coventy, by obejrzeć naszą instalację. A z Warszawy nikt. Wiceprezydent Warszawy odpowiadający za ustawę śmieciową mimo wielokrotnych zaproszeń nigdy nie znalazł czasu, by nas odwiedzić.Ja z każdym chętnie dzielę się informacjami, mamy tu coś unikalnego, chcę to pokazać.

Czego pan uczy tych zagranicznych speców od śmieci?
- Kiedy w krajach zachodnich wprowadzali gospodarkę odpadami, to nie było takich technologii, jaką my tu mamy, bardziej nastawili się na spalanie, niż odzyskiwanie surowców. Teraz oni chcą się uczyć od nas, jak to zmienić, jak unowocześnić. Bo segregowanie śmieci do kilku pojemników, jak robią to mieszkańcy na Zachodzie, i odbiór różnymi samochodami, też kosztuje. A my dajemy tylko dwa pojemniki - na mokre śmieci, czyli resztki jedzenia, pampersy itp., oraz drugi na całą resztę.
My sami dzielimy tę resztę na metal, szkło, plastik itp. Tu każdą szpilkę się odzyskuje dzięki potężnym magnesom. Tu plastik biały oddzielany jest od kolorowego. Aż 80 proc. odpadów można odzyskać, tylko trzeba mieć odpowiednią instalację.
Teraz oni na Zachodzie chcą przejść na taki system, jaki my już mamy - mniej segregowania, a więcej odzyskiwania surowców.

Dlaczego mając taki superzakład utylizacji odpadów, przegrał pan wszystkie przetargi, które ogłaszają gminy?
- To wygląda tak: przyjeżdża do mnie wójt albo burmistrz, ogląda nasz zakład i pyta, ile chcę od jednego mieszkańca za odbiór śmieci. Mówię, że minimum 15 zł.
- Ile?!! - krzyczy. - Ja mogę dać panu 5 zł.
- Ale ja więcej zapłacę za wywóz na wysypisko - tłumaczę.
A on na to, że to go nic nie obchodzi, on musi wygrać następne wybory, a z taką ceną ich nie wygra.

Ze śmieciami jest jak ze ściekami. Dziś chyba wszyscy już rozumieją, że ścieków nie można wylewać do rzeki, tylko trzeba mieć oczyszczalnię, byśmy się wszyscy nie truli. Ale nie chcemy jeszcze rozumieć, że jeśli śmieci, czyli odpady najróżniejszego pochodzenia, zakopiemy na dziko w ziemi, to skazimy wody gruntowe, a więc zaszkodzimy własnemu zdrowiu i życiu. Tego nie widać, bo przykryte są ziemią, ale to jest tykająca bomba.

Ale przecież 1 lipca weszła w życie ustawa, która miała uporządkować gospodarkę odpadami i skończyć z wywózką śmieci do lasu. Raj dla pana, skoro ma pan utylizatornię.
- Paradoks polega na tym, że dzieje się odwrotnie. Do czasu uchwalenia tej ustawy niektórzy mieszkańcy oszczędzali na wywózce śmieci, zwłaszcza w gminach podmiejskich - palili plastiki w piecach, czasem zostawiali torby ze śmieciami na przystankach, czasem wywozili do lasu. Ale w gruncie rzeczy, choć to kłuło w oczy, był to niewielki procent wszystkich śmieci.
Teraz to nie pojedynczy mieszkańcy chcą zaoszczędzić na wywózce, tylko całe gminy, wybierając jednego odbiorcę śmieci dla wszystkich, najtańszego, i nie interesuje ich sposób zagospodarowania odpadów. Do czasu tej ustawy to klienci decydowali o tym, którą firmę wybiorą. A wybierając, brali pod uwagę, jaki procent surowców ta firma odzyskuje, ile trafia na kompost, a ile na wysypisko. Wybierali mnie, choć nie byłem najtańszy, bo przetwarzanie odpadów kosztuje.

Dam przykład. Część odpadów ropopochodnych rozdrabniamy do odpowiedniej frakcji i sprzedajemy cementowniom, które wykorzystują je przy spalaniu klinkieru. Otóż cementownia płaci mi za takie paliwo ok. 75 proc. tego, ile mnie kosztuje ten przerób. Moje ceny były o 20-30 proc. wyższe niż konkurencji, ale obsługiwałem ok. 10 proc. klientów Warszawy i okolic. To była nisza, dla której liczy się ekologia i terminowość.Teraz wprowadzono ustawę, która mówi, że gmina lepiej zadba o interes mieszkańców. Tyle że wszystkie gminy w kraju przyjęły tylko jedno kryterium, wybierając firmę do odbioru śmieci - cenę. I nikomu się nawet nie zapala światełko ostrzegawcze, kiedy przetarg wygrywa firma oferująca cenę odbioru tony śmieci poniżej ceny, jaką musiałaby zapłacić za przyjęcie tej tony śmieci przez składowisko!
Składowisko chce od 200 do 250 zł za tonę, a często wygrywa firma, która zobowiązuje się wywieźć śmieci za 170 zł za tonę. To ja się pytam: jak to jest możliwe? Co ta firma zrobi ze śmieciami?
Obserwuj wątek
    • terelek Re: A'propos śmieci 2 03.09.15, 23:12
      To co ta firma zrobi ze śmieciami?
      - Wystarczy popatrzeć na statystyki. Jeszcze w 2010 roku składowiska odbierały o 30 proc. więcej śmieci niż w 2012. To gdzie się one podziały? Przecież Polacy wcale mniej nie śmiecą. Te liczby pokazują skalę patologii, jaka jest w tym interesie.
      Śmieci znikają ze statystyk, ale nie z naszych domów i zakładów. Firmy nie pokazują ich w swoich statystykach, bo śmieci są zakopywane nocami na żwirowiskach, pustych polach, lasach.
      Jeszcze trzy, cztery lata temu nasze samochody musiały czekać prawie 24 godziny, by wjechać ze śmieciami na składowisko, takie były kolejki! A dziś nie czekają pięciu minut. A przecież nie dlatego, że przybyło składowisk. Wręcz przeciwnie - stale ich ubywa.
      Co ciekawe, obecnie firmy oferują na przetargach ceny trzy razy niższe niż te, za które wywoziły śmieci jeszcze dwa lata temu. To znaczy, że odpady są deponowane nielegalnie, bo za te pieniądze nie da się ich nie tylko przetwarzać, ale też legalnie składować.

      To co się dzieje? Skąd się biorą tak niskie ceny firm, które wygrywają przetargi?
      - Od jakichś dwóch lat firmy budowlane mają problem. Branża przeżywa kryzys, a dysponuje masą samochodów. Więc niektóre firmy, które pracowały dla budownictwa, załatwiają sobie koncesje na zbieranie śmieci. I taka firma przyjeżdża np. do firmy X, która wygrała przetarg, i oferuje jej odbiór wszystkich śmieci za 50 zł od tony. Jak leci, niesegregowanych. Firma ma zezwolenie, więc teoretycznie, przekazując jej śmieci, jesteśmy w porządku wobec prawa - nie musi nas obchodzić, co ona zrobi z tymi odpadami. Ale ja wiem, że za te pieniądze nie wywiezie ich na wysypisko, które chce 200 zł od tony.

      A teraz....
      - Mamy najnowocześniejszy zakład utylizacji odpadów w tej części Europy i jeden z najnowocześniejszych na świecie. Kosztował 75 mln zł. Ruszył w kwietniu 2011 roku.
      Prawdziwy król śmieci.
      - Nie uważam się za króla śmieci. Jestem przedsiębiorcą, który chce dobrze prowadzić firmę. Nie chcę być numerem pierwszym, jestem czwartym czy piątym i to mi wystarcza.
      Zresztą gdyby nie żona, nie byłoby sukcesu. Firma zaczęła się naprawdę dobrze rozwijać, kiedy żona do mnie dołączyła 15 lat temu. Uzupełniamy się - ja jestem od spraw technicznych, a żona zajmuje się zamówieniami, przetargami, pilnuje formalności. To jest nasz wspólny sukces. Wybudowaliśmy ten zakład, by się uniezależnić od składowisk. Wywożenie śmieci na wysypisko to jest najbardziej prymitywny i najtańszy sposób pozbywania się odpadów. Tymczasem Polska, wstępując do Unii Europejskiej, zobowiązała się w akcie akcesyjnym, że do 2020 roku będzie przekazywać do recyklingu aż 50 proc. odpadów, a ilość odpadów kierowanych do składowania ma być minimalna. Składowisk ma więc stale ubywać.

      Zakład pracuje pełną parą?
      - Nie, pracuje tylko na naszych odpadach. A liczyłem, że inne firmy będą też do nas przywoziły swoje śmieci. Tak nie jest, a do tego my przegrywamy przetargi, więc nasze odpady też się skończą. I dlatego nasz zakład prawdopodobnie zostanie zamknięty.
      Samorządy nie patrzą w przyszłość, nie obchodzi ich ekologia, bezpieczeństwo mieszkańców, kary, jakie będą płacić w przyszłości za nieprzestrzeganie przepisów unijnych. Ważne, by teraz było jak najtaniej. A ja przewiduję, że za trzy-cztery lata, kiedy firmy, które oferują takie niskie ceny, zdobędą rynek, to ceny wzrosną kilkakrotnie i mieszkańcy nie będą płacić 5 zł, tylko 40 od osoby. Polecam przykład Czech. Tam kilka lat temu dzięki wprowadzeniu cen dumpingowych przetargi wygrały firmy oferujące niskie ceny, a po kilku latach nastąpił ich kilkakrotny wzrost.
      • terelek Re: A'propos śmieci 3 03.09.15, 23:16
        A co z Warszawą? Zaskarżył pan specyfikację do przetargu do Krajowej Izby Odwoławczej. Na co pan liczy?
        - Na rozsądek władz. Ta zaskarżona specyfikacja bardzo nas zabolała, bo w żaden sposób nie preferowała nowoczesnych zakładów. Miało być pięć dodatkowych punktów za posiadanie nowoczesnej technologii, ale jak przyszło co do czego, to preferowano składowanie odpadów, a nie odzysk i recykling.

        I jeśli kryterium w nowej, poprawionej specyfikacji będzie tylko cena, to my zamkniemy naszą utylizatornię, MPO będzie musiało zamknąć spalarnię, a przetargi wygra firma, która wywala śmieci po prostu na wysypisko. By nie płacić unijnych kar, każda gmina powinna w 2012 roku przekazać do recyklingu minimum 10 proc. odpadów, a w 2013 już 12 proc., i tak to ma stale rosnąć, aż do tych 50 proc. w 2020. Chodzi o to, by tym odpadom dać drugie życie. I proszę teraz zobaczyć: w 2012 roku inne firmy działające w regionie warszawskim odzyskiwały od 0 do 6 proc. surowców, a my 23 proc. Gdyby wybrano naszą firmę, to Warszawa nie zapłaciłaby żadnej kary.

        Naszą stawianą za wzór sortownię oglądają delegacje z kraju i zagranicy. Ze śmieci wybiera się tu surowce wtórne (m.in. papier), a z resztek wytwarza paliwo. Tymczasem model premiowany w warunkach przetargu to biologiczne, a nie mechaniczne (jak w sortowni) przetwarzanie odpadów. Śmieci, które przejdą procesy biologiczne w odpowiedniej instalacji, trafiają potem na składowiska. Ze zmieszanych odpadów nikt tam jednak nie wybierze np. papieru czy innych surowców. I to właśnie krytykuje Byś, który stawia na odzysk. Odwołanie warszawskich przedsiębiorców poparli konkurenci: SITA, Remondis, Eko-Hetman. Prawnicy przywoływali hierarchię postępowania z odpadami: składowanie jest na ostatnim miejscu, najważniejsze po zapobieganiu wytwarzania odpadów jest ich przygotowanie do ponownego użycia.

        Na pytanie, dlaczego Warszawa nie premiuje recyklingu, dyrektor miejskiego Biura Gospodarowania Odpadami Komunalnymi Piotr Karczewski tłumaczył, że miasto nie umieściło go w kryteriach przetargu, ponieważ nie potrafi weryfikować tego procesu. (Myślałem, że żeby zostać dyrektorem miejskiego biura gospodarki odpadami komunalnymi w samej Warszawie, to trzeba spełnić jakieś kryteria, ot choćby posiadać szerszą wiedzę z zakresu gospodarki odpadami...)

        Liczył pan, że inni pójdą w pana ślady?
        - To byłoby logiczne. Sądziłem, że powstaną sortownie, spalarnie, kompostownie. Dziś wiem, że nic z tego. Póki kryterium na przetargach będzie tylko cena, to nikt niczego nie wybuduje.
        - Niektórzy mi mówią, że powinienem się dostosować. Tylko że to oznacza wywożenie i zakopywanie śmieci na nielegalnych składowiskach, na tym to polega. To ja już wolę zamknąć zakład. Nie po to przez 20 lat budowałem solidne przedsiębiorstwo, by teraz się tego wyprzeć.

        Podobno nasz rynek śmieci wart jest ok. 7 mld zł rocznie.
        - To jest otwarty rynek dla nieuczciwych przedsiębiorców. Nie było tak, kiedy 20 lat temu otwierałem Bysia. Firmy wywoziły śmieci na legalne wysypiska, ale to się zmieniło dwa-trzy lata temu. Powstała szara strefa, która się rozrasta, i jeśli rząd czegoś z tym nie zrobi, to wyprze z rynku wszystkie przedsiębiorstwa, które faktycznie przetwarzają odpady.
        Oficjalnie Polak wytwarza coraz mniej śmieci. GUS podaje, że produkujemy 270 kg rocznie na osobę, według mnie jest to ok. 450 kg.
        Ta rewolucja śmieciowa była konieczna?
        - Ustawodawca chciał wprowadzić porządek. Ale jeśli nie ma policji ekologicznej, która jedzie za ciężarówką i patrzy, co ona zrobi z odpadami, nie ma kontroli i wysokich kar, to mamy taki skutek. Dano gminom władztwo nad odpadami i teoretycznie one powinny kontrolować przedsiębiorców, tylko że one nie chcą tego robić. Bo to wiązałoby się z rozwiązaniem z nim umowy, a to nie jest w interesie burmistrza czy wójta, który chce wygrać przyszłe wybory. Myślę, że nasz samorząd nie dorósł do tej ustawy. Ta rewolucja zniszczy większość dobrych praktyk.

        Grozi panu plajta?
        - My nie zajmujemy się tylko śmieciami. Mamy odpady budowlane, przemysłowe, zamiatanie, oczyszczanie. Poradzimy sobie, nawet jak przegramy wszystkie przetargi na odpady komunalne. Ale to mnie boli.
        Niektórzy z branży mówią: Byś ma problem, bo ma nowoczesną sortownię, ma koszty. My nie mamy nic, więc mamy lepiej. W projekcie ustawy my byliśmy wymienieni z nazwy jako przykład nowoczesnej firmy, dla której po wejściu w życie tej ustawy będzie miejsce na rynku?! A wygląda na to, że będę pierwszą ofiarą tej ustawy.

        Zwalnia już pan ludzi?
        - Jeszcze nie. My sobie poradzimy, najwyżej sprzedamy firmę, ale ludzie... Oni się naprawdę angażują w tę pracę, niektórzy pracują u nas po 12 lat, są jak rodzina.

        Ma pan żal do tego państwa?
        - Wielki. Myślałem, że takich ludzi jak ja i moja żona będzie się dopieszczać, a stykam się tylko z bezinteresowną ludzką zawiścią. Chyba za wysoko podniosłem dla innych poprzeczkę. Tak to widzę
        źródło: wyborcza.pl
      • tytus_andronicus Re: A'propos śmieci 2 02.10.15, 11:34
        Na razie w naszych przydomowych śmieciach ,,syf aż strach,, wywozi się komunalne i segregowane z olbrzymią częstotliwością, niejedno pokolenie karaczanów może się wylędz,pomiędzy jednym odbiorem a drugim. Zapewne nikt jeszcze nie robił takich badań nad ich populacją, a powinien. /najlepiej niejaki o ksywie papirus/
        Uważam osobiście że za utylizację śmieci powinna być odpowiedzialna firma mająca bazę i tradycję. Nie zawsze tanie wychodzi tanio, o czym zapewne przekonamy się niebawem.
    • bonbon.ella Re: A'propos śmieci 1 10.10.15, 01:03
      Stop dla prywaty, ale zielone światło dla najniższej ceny w gminnym przetargu...
      • 2lanser Re: A'propos śmieci 1 10.10.15, 11:47
        Nie od dzisiaj wiadomo droga bonbonciu, kryterium ceny nie jest wyróżnikiem dobrze wykonanej usługi. W najlepszym układzie zaczną się aneksy do umowy i wyjdzie jak wyjdzie lub ,,nieco,, drożej))))).

        Jak to się mówi, z piasku bata nie ukręci.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka