Dodaj do ulubionych

Który fryzjer jest dobry?

05.12.05, 20:12
Hej może macie jakiegoś swojego ulubionego fryzjera w łomiankach(ewentualnie
w Warszawie), którego chcielibyście polecić? Chodzi mi głównie o dobre
ścięcia i koloryzacje, pasemka itd...Ja jakoś tak nie moge trafić na tego
swojego i co chwila zmieniam...
Obserwuj wątek
    • mwsylwia Re: Który fryzjer jest dobry? 06.12.05, 09:49
      zdecydowanie pani Monika z Hair Line
    • frags Re: Który fryzjer jest dobry? 06.12.05, 10:12
      Moja żona poszła kiedyś do Studia Fryzur na rogu Warszawskiej i jeziornej.
      Kosztowało grosze, to prawda, ale potem kilka kolejnych wizyt jej fryzjerka
      starała się doprowadzić do łady to, co jej "wystudiowała" pani w "Studiu
      Fryzur".
      • krzysiom1 Re: Który fryzjer jest dobry? 06.12.05, 11:46
        Za to moją młodzież w studiu dobrze strzyżą.
        • randolff Re: Który fryzjer jest dobry? 06.12.05, 12:02
          Podejrzewam że mówicie o "Galerii Fryzur" ale mniejsza o nazwę, lokalizacja się
          zgadza. Mnie tam też dobrze strzygli ale zraziłem się jak za obcięcie 5-latki
          wzięli 40 zł. Trochę sporo jak za taką małą głowkę... Za siebie płaciłem tam
          coś koło 20 zł.
    • frags Re: Który fryzjer jest dobry? 06.12.05, 12:12
      Pięciolatka bądź co bądź jest damą - pewnie policzyli jak za dorosłą kobietę.
      Mnie tam też raz ostrzygli, nie pisałem wcześniej, bo mi wstyd było nieco. Do
      domu wracałem klnąc na siebie, że nie mam kaptura, albo beretu.
      • randolff Re: Który fryzjer jest dobry? 06.12.05, 12:13
        oczywiście moherowego?
        • frags Re: Który fryzjer jest dobry? 06.12.05, 12:25
          Oczywiście. Niedawno na pewnym pogrzebie widziałem nowy model moherowego
          beretu. Z daleka przypomina beret używany przez pancerniaków dywizji Maczka.
          Przez cały pogrzeb szeptałem żonie na ucho, że kupię jej co chce, jeśli w takim
          berecie pójdzie do pracy, ale się nie zgodziła.
          • randolff Re: Który fryzjer jest dobry? 06.12.05, 12:49
            Jeszcze nie jest gotowa na nowe trendy. To bardzo odważna i ekstrawgancka moda
            i nie dziwię się, że nie wszyscy jeszcze dali się przekonać. Ale powoli,
            pomału...
            • frags Re: Który fryzjer jest dobry? 06.12.05, 12:55
              Nie wiem, mi się nie podobała ilość chemikaliów, które we mnie wtarła.
              Wyglądałem jak kogut z grzebieniem, przeszedłem przez Jeziorną i już przed
              domem głowa mnie swędziała, jakbym się nie mył z miesiąc. Następnym razem, bo
              dałem jej chyba z głupoty drugą szansę poprosiłem, żeby mnie nie smarowała tym
              świństwem. Popatrzyła jak na kosmitę, coś tam bąknęła. Moja stała fryzjerka
              strzygła mnie dwa tygodnie później nie powiedziała ani słowa przez cały czas
              dopiero potem dwa zdania:
              1. Mam nadzieję, że dużo pan za to nie zapłacił
              2. Jak następnym razem będę szła na urlop to pana uprzedzę, żeby się pan zdążył
              wcześniej ostrzyc.
              • krzysiom1 Re: Który fryzjer jest dobry? 06.12.05, 12:58
                Która Cię strzygła?
                Ta blondynka?
                • frags Re: Który fryzjer jest dobry? 06.12.05, 12:59
                  Tak. Ładna i energiczna, a najgorsze, że sama ma fajną fryzurę i budzi
                  zaufanie.
              • mwsylwia Re: Który fryzjer jest dobry? 06.12.05, 12:59
                TYm bardziej polecam Monikę z Hair Line :)
                • frags Re: Który fryzjer jest dobry? 06.12.05, 13:04
                  Ja się już odzwyczaiłem od eksperymentów.
                • iod Re: Który fryzjer jest dobry? 10.12.05, 23:55
                  mwsylwia napisała:

                  > TYm bardziej polecam Monikę z Hair Line :)


                  mwsylwia - korzystamy z usług tej samej fryzjerki :) Małe te Łomianki, oj małe.
                  Też polecam Monikę :)
                  • esscort żeby nie wylewac do zlewu 11.12.05, 00:08
                    O, Iod, super, że tu jesteś. Wiesz, byłem dziś w sklepie i chicalem kupić
                    kartonik wina na święta. Było tego tak dużo, z calego świata, w tak różnych
                    cenach, że w pewnym momencie pomyślalem: cholera, ciekawe co Iod by z tego
                    wybrala, żeby nie wylewać potem do zlewu. I w końcu nie kupilem. Może dalabyś
                    jakieś wskazówki na temat najlepszych opcji tego trunku...
                    • iod Re: żeby nie wylewac do zlewu 11.12.05, 00:15
                      esscort, rany, ja nie lubię takiej odpowiedzialności. To trudna rzecz tak
                      doradzać. Kiedyś usłszałam, że żeby się znać na winie, trzeba pić, no to piję.
                      Wylałam do zlewu węgierskie (chciałam się przekonać, że oni już potrafią dobre
                      robić - może tak, ale trzeba by tam mieszkać) i włoskie (nie pamiętam jakie,
                      ale kupione lokalnie).
                      A jakie Ty wina lubisz? I gdzie chciałeś kupić? Tu u nas?
                      • kmsanczia Re: żeby nie wylewac do zlewu 11.12.05, 00:18
                        Nie śpicie? :)
                        • esscort Re: żeby nie wylewac do zlewu 11.12.05, 00:22
                          kmsanczia napisała:

                          > Nie śpicie? :)

                          Zwariowalaś, o tej porze?
                        • iod Re: żeby nie wylewac do zlewu 11.12.05, 00:41
                          Kmsanczia ja jutro imprezę mam syna. JAk ja mogę spać. Prezenty pakuję i
                          baloniki dmucham. O tzw. suchym pysku na dokładkę, a esscort tu o winach
                          zaczął ;(
                        • krzysiom1 Re: żeby nie wylewac do zlewu 11.12.05, 02:28
                          Nie śpimy!
                      • esscort Re: żeby nie wylewac do zlewu 11.12.05, 00:22
                        No nie, nie oczekiwalem jakiegoś wyczerpujacego wykladu. Raczej coś w stylu:
                        wiesz, ostatnio kupiłam (tu miejsce, no ale gdzieś w promieniu do 500 kim od
                        Łomianek)winko pt. (tu nazwa), kosztowało (tu kwota) i uważam, ze nie byla to
                        zmarnowana kasa. Albo: ostatnio smakuja mi wina afrykańskie (tu jakies nazwy i
                        kwoty).
                        Ja nie jestem znawcą win, ostatnio kupowalem hiszpańskie, chilijskie i nie
                        wylewalem do zlewu. Narobilas mi trochę smaka tymi swoimi winami, więc tak
                        pytam.
                        Watek jest o fryzjerze, ale przecież wino też mozna golnąć, wiec to troche na
                        temat
                        • iod Re: żeby nie wylewac do zlewu 11.12.05, 00:39
                          no dobra, będzie publicznie, cen nie pamiętam (za dużo piję ;))
                          Ostatnio piłam:
                          Annie’s Lane Shiraz 2000 - rewelacja, ale nie jestem pewna, czy z Australii nie
                          przywiozłam, trochę daleko :)
                          Lindemans Cawarra Shiraz/Cabernet 2004 - lżejsze, bo z Cabernetem wymieszane,
                          znośne
                          Tor Del Colle Riserva Biferno 2001 - bardzo przyzwoite winko włoskie, trochę
                          wodniste
                          Gościu na Warszawskiej (109 chyba) ma przyzwoite wino australizjskie (mój
                          shiraz ulubiony oczywiście), chyba Yalamba (jakoś tak, oni dużo aborygeńskich
                          nazw tam ciągle mają, w razie czego spytaj go, które australijskie poleca). W
                          poniedziałek jadę kupić, mogę sprawdzić cenę, ale ok 50/60 zł.
                          Chilijskie Carmen Reserva shiraz/cabernet, 40/50 zł (do kupienia w Piasecznie
                          na pewno)
                          Kalifornijskie - Coppola Zinfandel - drogie 70/80 zł (też PIaseczno)
                          W leclerku mają zupełnie przyzwoite wino kalifornijskie Sutter Home Cabernet -
                          trochę wodniste, jak dla mnie, ale nie wylejesz do zlewu:). Tanie ok. 25 zł
                          Juuuuuuż. Ja o winach to mogę, niestety.


                          • kmsanczia Re: żeby nie wylewac do zlewu 11.12.05, 00:42
                            W takich cenach to MUSZĄ być dobre wina. ;)
                            • randolff Re: żeby nie wylewac do zlewu 11.12.05, 00:44
                              Ja chyba nie piłem (a na pewno nie kupowałem) w życiu wina które kosztowało
                              więcej niż 30 zł. Mam teraz wyrzuty sumienia...
                              • kmsanczia Re: żeby nie wylewac do zlewu 11.12.05, 00:48
                                Znaczy Randolffie do tej pory popijałeś wyłącznie siary, alpażury i sikacze. ;)
                                • iod Re: żeby nie wylewac do zlewu 11.12.05, 00:51
                                  jak byłam studentką, dawno temu to takie wino z imionami kobiet i portretami
                                  tych dam pamiętam. Pamiętam też dosładzanie wina cukrem, żeby można było
                                  przełknąć. Aż się krzywię na samo wspomnienie. Ble.
                                  • randolff Re: żeby nie wylewac do zlewu 11.12.05, 00:55
                                    No co wy! te "wina" z kobietami to kosztują mniej niż 5 zł. Ja mówię o takich w
                                    przedziale 15-30. Te już chyba siarą nie są. Przynajmniej dla mnie :) Ale może
                                    mam podniebienie nie wyrobione i łykam je z rozkoszą.
                              • iod Re: żeby nie wylewac do zlewu 11.12.05, 00:50
                                widzicie, to przez esscorta wszystko. Wcale o tych cenach nie chciałam tak
                                publicznie, bo wszystkie wina w Polsce są za drogie, tzn. za dużo chcą na nich
                                zarobić wszyscy. Dlatego ja często kupuję (znaczy mąż przywozi, chciałam
                                powiedzieć) gdzie indziej. A jak się przeprowadzimy do Australii do chyba do AA
                                czas będzie przystąpić, bo ceny u nich skłaniają każdego do codziennej
                                konsumpcji - a jakoś naród im się nie rozpił przez to :)
                                • esscort Re: żeby nie wylewac do zlewu 11.12.05, 00:56
                                  iod napisała:

                                  > A jak się przeprowadzimy do Australii ...

                                  Myslisz, że tam leclerc tez dociera?

                                  A z tymi cenami win masz racje. Bylem kilka miesięcy temu w hiszpanii - tam
                                  wino takie, ktore u nas kosztuje ok 20 zł, sprzedaja po ok, 2 euro.


                                  • esscort Re: żeby nie wylewac do zlewu 11.12.05, 00:59
                                    No i zapomnialem napisać, ze tamn tzw. pracownik najemny (biurokrata, urzednik
                                    itp) zarabia ok. 5 x wiecej od naszego
                                    • iod Re: żeby nie wylewac do zlewu 11.12.05, 01:02
                                      w tej Hiszpanii to ja bym mogła mieszkać. W Barcelonie na przykład. Co prawda,
                                      to już nie ta sama Barcelona co dawniej ponoć (w książce cudnej wyczytałam
                                      ostatnio cos takiego, a ja myślałam, że tylko o W-wie takie rzeczy można
                                      napisać), ale mnie nadal zachwyca.
                                      • randolff Re: żeby nie wylewac do zlewu 11.12.05, 01:05
                                        Byłem w Barcelonie kilka lat temu. Moloch. Ładny, ale moloch. Gdzie jej do
                                        Łomianek.
                                        • iod Re: żeby nie wylewac do zlewu 11.12.05, 01:07
                                          no co ty! uliczkami trzeba było chadzać i nos w kafejki wkładać. POza tym, raj
                                          dla kobiet - mam na myśli sklepy z butami i torebkami!
                                          • randolff Re: żeby nie wylewac do zlewu 11.12.05, 01:13
                                            Przyznaję: po sklepach z torebkami nie chodziłem :) Ale klimaty fajne,
                                            szczególnie Ramblas i targ przy nim... Tego w W-wie nie ma :(
                                            • iod Re: żeby nie wylewac do zlewu 11.12.05, 01:16
                                              No!
                                  • iod Re: żeby nie wylewac do zlewu 11.12.05, 00:59
                                    W Australii to ja dzieci do sklepu będę zabierać na zakupy, bo nie będę musiała
                                    im 3 swetrów i puchowej kurtki ubierać. Zanim ubiorę jednego, to drugi jest już
                                    mokry, nie mówiąc o mnie.
                                    Esscort ja się tak łatwo nie uzależniam, nawet od Leclerca. O!
                                    • kmsanczia Re: żeby nie wylewac do zlewu 11.12.05, 01:07
                                      Iod o czym ty piszesz, jaka przeprowadzka do Australii?? Przecież ty juz
                                      łomianczanka jesteś! Zobaczysz, Papirus wyhoduje na swojej plantacji winogron
                                      odmianę Lomianet Chopinion i dopiero będziemy sławni w świecie, australijczycy
                                      będą kupować nasze wino po 50 dolców za butelkę. ;-)

                                      Tez mi się przypomniały "kiedy z nim w bramie piłam wino" (och Ela) - czysta
                                      siara, chociaż mi smakowało jak kompot. I nie 5zł tylko 2,50 polska siara moim
                                      zdaniem jest lepsza od tzw. młodych win włoskich czy greckich - to to jest
                                      dopiero ohydztwo i trucizna.
                                      A w tym roku z Włoch przywiozłam 5-litrowy baniaczek wina stołowego po 10euro i
                                      prawie sama obciągnęłam, chociaż za winem nie przepadam.
                                    • esscort Re: żeby nie wylewac do zlewu 11.12.05, 01:08
                                      Na mojej ulicy, tu w łomiankach, mieszkał kiedys przez rok facet z australii.
                                      Był Polakiem, który dawno temu tam wyjechał. Dogadaliśmy się, że nawet kiedys
                                      chodzilismy do jednej szkoly (niestety ja tylko kilka miesięcy, więc go nie
                                      pamietalem). Facet był bardzo dziwny. Przez rok tu siedzial, nic nie robił (w
                                      sensie pracy), rzadko w ogole wyjeżdżal z Łomianek. Po roku spakowal trochę
                                      rzeczy w wielka skrzynie, resztę rzeczy sprzedał w ciagu kilku dni, potem
                                      opylil dom i wyjechał. Ja mysle, ze on był jakims agentem na rocznym urlopie.
                                      Za to opowiadał wiele o Australii, a głównie o wspanialych ludziach, którzy tam
                                      każdego przyjmuja z otwartymi ramionami, pieknych miejscach, łatwym życiu. Więc
                                      faktycznie za leclerciem nie ma co tesknić. A na forum to i z australii
                                      bedziesz czasem mogla o kangurach nam opowiedzieć.
                                      • iod Re: żeby nie wylewac do zlewu 11.12.05, 01:15
                                        na razie to ja nigdzie nie wyjeżdżam, bo za bardzo bym tęskniła. Ludzie
                                        wspaniali, ale to koniec świata przecież jest i niełatwo się zdecydować. Fajny
                                        ten agent na rocznym urlopie, podoba mi się. Ale skoro CIA na Mazurach działa,
                                        to może tajni agenci w Łomiankach pomieszkują :)
                                      • randolff Re: żeby nie wylewac do zlewu 11.12.05, 01:17
                                        Eee, lepiej niech nie opowiada. Już widzę te posty w odpowiedzi na nasze
                                        przyziemne problemy z kanalizacją czy brakiem asfaltu: A u nas w Sydney (czy
                                        gdzie tam będziesz) to jest tak i tak. I już kompleksy gotowe...
                                        • iod Re: żeby nie wylewac do zlewu 11.12.05, 01:19
                                          Rany! Nigdzie nie wyjeżdżam! Póki co szambiarę muszę zamówić! I nigdy nie będę
                                          mówić - a u nas w Sydney!
                          • esscort Re: żeby nie wylewac do zlewu 11.12.05, 00:53
                            O, dzięki. To jak na mnie jest w zupelnosci wysatrczajaca informacja. To
                            chilijskie to chyba mi niedawno kolega przytaszczył (butelkę powinienm mieć
                            jeszcze w śmieciach, jutro sprawdzę), a ja - cholera - chyba za malo się
                            zachwycałem.

                            • iod Re: żeby nie wylewac do zlewu 11.12.05, 00:56
                              chilijskie było ok., ale to amerykańskie super - ale za drogie. To już lepiej
                              kup lokalnie australijskie, chyba, że shiraz za ciężki dla ciebie.
                              A zachwycać się trzeba czasami...
                          • frags Re: żeby nie wylewac do zlewu 11.12.05, 11:04
                            Jest jeszcze niezły skład win na Burakowskiej w Warszawie - tam gdzie salon
                            Jagi Hupało. Można na miejscu degostować i kupować w ilościach dowolnych. Coś
                            stamtąd ostatnio wyniosłem, ale nie pamiętam co chyba w miarę ale mogę się
                            mylić był południowoafrykański Fleur du Cap z 2001
                        • randolff Re: żeby nie wylewac do zlewu 11.12.05, 00:40
                          Kontynuujcie... też bym się chciał dowiedzieć jak to jest z tymi winami.
                          Ostatnio też mnie coraz częściej nachodzi na wina, więc wolałbym wiedzieć czy
                          nie piję czegoś co nadaje się tylko do zlewu :)
                          • krzysiom1 Re: żeby nie wylewac do zlewu 11.12.05, 02:41
                            Randolf! Jestem z tobą!
                            Wina za kasę o której pisze iod pijam jak pójdę na firmową kolację dla
                            oszołomow do knajpy gdzie dwa placki ziemniaczane z kawiorem i łososiem
                            kosztują 32,-PLN.
                            Normalnie poruszam sie w granicy cen o której piszesz. Generalnie np. wina
                            bułgarskie w tej kategorii cenowej sa pijalne i nie trzeba wylewac ich do
                            zlewu. Co kraj to obyczaj.
                            Jednak bułgarskie Sofie np w Angli tłum ludzi pija i ma gdzieś konwenanse i
                            dupersznyty.
                            • iod Re: żeby nie wylewac do zlewu 11.12.05, 09:09
                              Rany, skończcie już z tą kasą. Esscort wspominał o zakupie kartonika na święta.
                              No to wybrałam, te które pamiętam, że są dobre. Niektóre drogie. Nie znaczy, że
                              codziennie popijam tutaj winko za 80 zł.
                              Umiem kupić butelkę dobrego trunku, choć nie lubię przepłacać. Taki Penfolds
                              Bin 555 u nas cholernie drogi lepiej kupic w Anglii.
                              Ale to węgierskie wylane do zlewu naprawdę było wstrętne. Nie wiem, ile
                              kosztowało.
                              Poza tym, nie wydaję pieniędzy na futra i inne zbytki, to chyba mogę sobie
                              pozwolić na dobre winko?
                              A wina bułgarskie są dobre, tylko zależy które. I nie chodzi tu o konwenanse
                              itp., tylko o smak!
                              • krzysiom1 Re: żeby nie wylewac do zlewu 11.12.05, 10:15
                                Ok!
                                W Angli jest coś tanie?
                                • iod Re: żeby nie wylewac do zlewu 11.12.05, 10:21
                                  wino z Australii! W końcu to ich kolonia, to nie może być drogie :)
                      • frags Re: żeby nie wylewac do zlewu 11.12.05, 11:01
                        iod nie łam mi serca!!!! Mieszkałem na Węgrzech, studiowalem tam i z
                        radościąśledzięłm historię odtwarzania się winiarstwa po latach kołchozowej
                        gospodarki. Napisz mi tu natychmiast, jakie to wino poszło do zlewu!!!! Mam
                        nadzieję, że nie z winnicy Tibora Gala, jednego z pionierów odbudowy winnic???
                        • iod Re: żeby nie wylewac do zlewu 11.12.05, 12:49
                          frags, nie znam się na winach węgierskich, znajomy, który tam mieszka, coś
                          przywiózł, jak znajdę butelkę, to napiszę. Naprawdę było paskudne. A serca
                          nikomu nie zamierzam łamać. Za stara jestem :)
                          • frags Re: żeby nie wylewac do zlewu 11.12.05, 12:51
                            hahaha, ja jestem sentymentalnie związany z Węgrami, ale po namyśle zgadzam
                            się, że ich wina są w tej chwili w defensywie
                            • iod Re: żeby nie wylewac do zlewu 11.12.05, 12:57
                              a co to za cuda Tibora Gala? Ja chętnie znajdę coś dobrego z tamtych stron, bo
                              kocham Budapeszt. I ich gulaszową mogę na okrogło, i tę pyszną pastę paprykową
                              do świeżego chleba zapijaną zimnym piwkiem.
                              A na wizytację winnic się wybieram w marcu, chyba.
                              • papirus22 Re: żeby nie wylewac do zlewu 11.12.05, 17:41
                                To ja tez się przyznam że lubię i często spozywam wina, różne. W Polsce nie ma
                                albo trudno znaleźć dobre wina węgierskie, Bułgarskie, naprawdę oni sami się z
                                tej nieszczęsnej sofii smieją. Nie lubie za bardzo win frnacuskich, to uwaga
                                ogólna bo francuskie wina mimo, że przereklamowane to mają swoja wartość.
                                Ostatnio lubie merloty z chile i argentyny, ceny nawet od 21 zł za niezłe wino.
                                Z włoskich chianti, ale nie kupujcie byle gdzie bo zepsujecie sobie opinie. Z
                                białych lubie rezling,i gewurztraminer-cos tam alzacki. Poza tym próbuję, poza
                                takimi naprawdę znanymi markami trafia się cos niezwykłego. Kupiłem wino
                                argentyńskie , bardzo orginalne, posmak siodła (to moje określenie), ponoc to
                                nic niezwykłego, ale kupłem to wina jeszcze raz i zaraz chyba otworze bo mi
                                smaku narobiliście. Poza tym u nas wina sa drogie, no ale cóż polskie winnictwo
                                sie odbudowuje, wina sredniej półki to maks, ale tych pije się najwięcej, ale
                                skoro w Kanadzie, Szwecji i Anglii robia wina, to dlaczego nie mamy wrócic do
                                polkich tradycji winiarskich z XI-XII wieku. Ale to długa historia...
                                • krzysiom1 Re: żeby nie wylewac do zlewu 11.12.05, 18:51
                                  Masz racje papirusie. Wg najnowszuch statystych wynika niesamowity rozwój
                                  winiarstwa w Polsce. W związku z ocieplaniem klimatu mamy coraz lepsze warunki
                                  do uprawy winorośli. W ciągu ostatnich kilku lat powierzchnia winnic wzrosła.
                                  W tej chwili w Polsce jest 250ha profesjonalnych winnic.
                                  Może doczekamy się na dobre i tanie wino polskie.
                  • mama.restauracyjna Gdzie jest Hair Line?Ja polecam Anie.. 16.12.05, 18:38
                    z Warszawskiej przy JAzz Caffe.I jeszce bardzo fajnie uczesal mnie ostatnio
                    chlopak z salonu pomiedzy Bombonierka A Biurem Podrozy Fiesta(Dzialkowa?).Ale
                    na powazne sprawy-strzyzenie,baleyage jezdze do Klifa..
                    • iod Re: Gdzie jest Hair Line?Ja polecam Anie.. 16.12.05, 18:44
                      no to jest właśnie Hair line. Żyjesz?
    • mama.restauracyjna Aha to watek o winach.. 16.12.05, 18:46
      Od fryzjera do wina....

      My kupujemy skrzynkami w Kielpinie w cudnym SKLEPIE Z WINAMI -FANTASTYCZNE wina
      Reinares-przy zakupie skrzynki tygodniowo wypada ok 19 zl za butelke.Tam tez -
      dzieki wypiciu u iod cudnych win australijskich kupujemy tez i te.Moje ulubione
      i tansze choc niekoniecznie najlepsze, a poza tym zamykane na zakretke to -
      kurcze czy dobrze zapamietalam,bo dzisiaj nie mam w domu BAMBAGON???iod help
      • iod Re: Aha to watek o winach.. 16.12.05, 19:05
        O właśnie - Reinares bardzo porządne wino do kupienia w Kiełpinie. A Bambagon
        brzmi po aborygeńsku, a oni tak lubią, też nie mam w domu, kurcze.
        Swoją drogą piątek, coś by trzeba otworzyć...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka