ramm.stein
08.03.04, 15:24
Nie mam dużych kwalifikacji ani doświadczenia, dla mnie szczytem marzeń jest
dostanie pracy sekretarki w małej firmie czy recepcjonistki. I ręce mi
opadają na każdej rozmowie kwalifikacyjnej, kiedy pada pytanie: a czy język
zna pani b i e g l e, jak było w ogłoszeniu? Zawsze mam ochotę wypalić:
Gdybym znała biegle, zostałabym tłumaczem lub lektorem w szkole językowej!
Rozumiem, że robi się odsiew osób,które zawyżają swoje językowe umiejętności,
ale kiedy odpowiadam zgodnie z prawdą, że wprawdzie mam ukończone tylko część
kursu, ale miałam duży kontakt z językiem (znajomi Anglicy), uczyłam się sama
itd... Niestety, nie pada z moich ust magiczne słówko "biegle" i praca
odfruwa....
Pytam: po cholerę panience w recepcji biegły angielski?! Pokazanie gościowi
drogi i odebranie telefonu to naprawdę żadna filozofia.
A poza tym znam osoby, które pokończyły kursy, mają certyfikaty i Bóg wie, co
jeszcze, a nie potrafią swobodnie porozmawiać z Anglikiem na nieskomplikowane
tematy. Umiejętność porozumiewania się w danym języku to nie tylko kursy na
Headway'u...
Co o tym myślicie?