Gość: Kasia Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: *.pl 21.03.02, 11:32 Pracowałam w prestiżowej firmie. Moim szefem był Pan Dyrektor sędziwy wiekiem (70lat) wywodzący sie ze starej nomenklatury.Zostałam zatrudniona jako jego Asystentka. To co przeżyłam(jestem osobą po studiach, młodą, ambitną) jest niewyobrażalne. Kpiny, poniżanie, krzyki, niecenzuralne słownictwo.....Wyjście do toalety graniczyło z cudem, bo sprawdzał czy jestem "pod telefonem", a na moje nieszczęście nie miał mnie kto zastąpić.Jestem osobą atrakcyjną fizycznie, a jego dewiza życiowa to :mądra-brzydka i ładna-głupia - co przyznał na forum innych wysoko kwalifikowanych kobiet w firmie.Dowiedziałam się, że na moim stanowisku przewinęło się wiele dziewczyn, które po prostu nie wytrzymywały psychicznie. Ja juz na szczęśie tam nie pracuję, ale przykre jest to, że kolejne dziewczyny będą bezkarnie molestowane, bo przecież kto w obecnej sytuacji na rynku pracy oskarży swojego pracodawce. Odpowiedz Link Zgłoś
konger Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? 21.03.02, 16:49 A co sądzicie na temat idiotyzmów sprowadzanych z zachodu typu: zbiorowe wyjazdy integracyjne, nacisk na utożsamianie się z firmą, ścisłe egzekwowanie regulaminu ubierania się (patrz firma Andersen), obowiązek noszenia zegarka na prawej ręce itp? Odpowiedz Link Zgłoś
jasmina_tdi konger 21.03.02, 16:58 spedzam w tej firmie tyle czasu, ze jak pomysle jeszcze o integrowaniu sie na wyjezdzie to jest mi slabo! zreszta to bardzo specyficzna branza i integrujemy tu sie na co dzien:)))) jedno trzeba przyznac - ludzie tu sa niesamowici i wiekszosci z nich nie zamienilabym na zadnych innych:))) tylko przy tej ilosci czasu we wlasnym, nawet duzym gronie to mysle raczej o odintegrowaniu sie a nie na odwrot. Ubior,zegarki,mundurek - jak mowilam, nie ta branza, wiec mam to z glowy, a niespodziewany wypad do klienta w stroju dyskusyjnym,nie jest dyskutowany, bo "bo to taka specyfika" :))) na szczescie jak dla mnie, bo gdyby ktos mi mowil w co mam sie ubrac, to juz bylby szczyt!!!! (no chyba, ze na te wszystkie cudownosci dawalby kase - wtedy nie ma sprawy) konger napisał(a): > A co sądzicie na temat idiotyzmów sprowadzanych z zachodu typu: > zbiorowe wyjazdy integracyjne, nacisk na utożsamianie się z firmą, > ścisłe egzekwowanie regulaminu ubierania się (patrz firma Andersen), > obowiązek noszenia zegarka na prawej ręce itp? Odpowiedz Link Zgłoś
konger Re: konger 21.03.02, 20:52 Nie ma co ukrywac Jasmina, że zazdroszczę Ci tego, że lubisz ludzi ,z którymi pracujesz. To jest coś fantastycznego. Odpowiedz Link Zgłoś
jasmina_tdi Re: konger 21.03.02, 22:19 mysle, ze mialam farta! nie wszyscy tu sa aniolkami do lubienia:0 ale nawet jak jest jakis spor, to zazwyczaj od razu rozchodzi sie po kosciach! fart jest nawet podwojny, bo to jak sie dobralismy w zespole to juz komedia! Jestesmy dokladnie tacy sami:))) nawet ostatnio moja szefowa strzelila "wiesz co... ty to jestes taka sama jak X"... mamy idealne balagany na biurkach, bawia nas te same dowcipy, wpadamy na takie same pomysly i nawet biorytmy mamy takie same:))) ostatnio: kompletny dol psychiczny i idealna sprawnosc fizyczna :))) pewnie bedzie mordobicie:))) A tak serio: przy czyms takim praca uklada sie bardzo sprawnie i jak np przejmujemy po sobie jakies projekty, to nie ma dymu... a co z Twoimi wspolpracownikami??? typ podkladaczy nog???? konger napisał(a): > Nie ma co ukrywac Jasmina, że zazdroszczę Ci tego, że lubisz ludzi ,z którymi > pracujesz. To jest coś fantastycznego. Odpowiedz Link Zgłoś
konger Bój się Boga Jasmina 22.03.02, 13:06 Bój sie Boga Jasmina nie róbcie mordobicia z powodu głupiego horoskopu. :-)) Ja nie mogę się pochwalić współpracownikami z prostego powodu bo jestem BP Serdeczne po* Odpowiedz Link Zgłoś
jasmina_tdi Re: Bój się Boga Jasmina 22.03.02, 18:19 hej!!!! dzieki za maile ale jestem/bylam az do teraz calkowicie wyjeta :))))) no a tdi to tdi :))))) Przykro mi z powodu, ze jeste BP... czy to oznacza to co oznacza??? :(((( pozdrawiam jasmine konger napisał(a): > Bój sie Boga Jasmina nie róbcie mordobicia z powodu głupiego > horoskopu. :-)) > Ja nie mogę się pochwalić współpracownikami z prostego powodu > bo jestem BP > Serdeczne po* Odpowiedz Link Zgłoś
konger BP 22.03.02, 21:52 BP to BP I uśmiech inaczej :-(( , ale wieszał się z tego powodu nie będę.Dobrze że jest internet. Na razie pozdrawiam, ale jak mi nie powiesz co to jest tdi to skończę w domu bez klamek. Dla zachęty wyjaśnię swoje logo: Konger - ryba denna atlantycka do złudzenia podobna do węgorza. Po. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: s@ny Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: *.radom.cvx.ppp.tpnet.pl 21.03.02, 19:35 Po co to całe pieprzenie? Czyż to właśnie nie "Gazeta" jest nieformalnym organem Unii Wolności i Platformy Obywatelskiej - partii pachołków tłustych świń kapitalistycznych, które powtarzają w kółko, że trzeba "zliberalizować" kodeks pracy, bo pomoże to na bezrobocie? Choć przecież każdy wie, że będzie akurat odwrotnie. I czyż "Gazeta" nie mówi jednym głosem z tymi świniami, które dręczą pracowników już nie dla swoich interesów ale dla przyjemności, bo wiadomo że większość pracy na świecie mogą już wykonać maszyny a większość ludzi jest po prostu niepotrzebna? I czy to nie "Gazeta" mizdrzy się bałamutnie do tych biednych ludzi, forsując afirmację życia i postawę "keep smiling", wg najlepszych amerykańskich wzorców? Ludzie! Obudźcie się! Zobaczcie - Włosi i Argentyńczycy wiedzą, jak to załatwiać. PS: Czyż to nie logo firmy Andersen widnieje u dołu strony "Gazety" jako "nasi partnerzy"? Kilka lat temu już czytałam, że ta, ostatnio dość słynna firma, wymyśliła sposób na zwiększenie wydajności pracy - tzw. gorące biurka. Jedno biurko ma kilku pracowników, bo tak jest taniej. Jeden przychodzi, pracuje, odchodzi i zwalnia miejsce następnemu (ciekawe, czyja jest herbata w szufladzie). Dobrze pamiętam ten pomysł i jego autorów, "partnerów" "Gazety". Jeśli to nie jest mobbing, to co to jest? Łączę wyrazy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Gosc Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 21.03.02, 23:01 Pojecie mobbing na okreslenie zachowania w pracy nie istnieje w USA/Kanadzie. Jest natomiast pojecie sexual harassment, ktore jest interpretowane niezwykle szeroko. Stosunki w pracy zawsze beda odzwierciedleniem sytuacji na rynku pracy i prawa pracy w danym kraju. Wysoki stopien bezrobocia w Polsce i ogolna akceptacja komentarzy i zachowan o tle seksualnym utrzymuje obecny stan rzeczy. Zeby sie postawic, trzeba moc sobie na to pozwolic i wiedziec, ze prawo cie ochroni w twej walce. Howgh Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: lu Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: *.dip.t-dialin.net 22.03.02, 09:45 Gość portalu: Gosc napisał(a): > Pojecie mobbing na okreslenie zachowania w pracy nie istnieje w USA/Kanadzie. > Jest natomiast pojecie sexual harassment, ktore jest interpretowane niezwykle > szeroko. Stosunki w pracy zawsze beda odzwierciedleniem sytuacji na rynku pracy > > i prawa pracy w danym kraju. Wysoki stopien bezrobocia w Polsce i ogolna > akceptacja komentarzy i zachowan o tle seksualnym utrzymuje obecny stan rzeczy. > > Zeby sie postawic, trzeba moc sobie na to pozwolic i wiedziec, ze prawo cie > ochroni w twej walce. > > Howgh Gdzieś powyżej już rozpoczełam ten temat.Moim zdaniem b. często mobbing zaczyna się molestowaniem seksualnym i zawsze pracownik wychodzi na tym źle. Jeśli akceptuje, to szef(czy szefowa) nim pomiata- pewny swojej nowej władzy nad nim. Jak nie akceptuje to też się zaczyna nad nim znęcać właśnie z tego powodu.Pisałam już o pewnym studiu filmowym, gdzie dokładnie tak się dzieje. Jedna przeszła przez łóżko szefa więc szef nią pomiata, a druga nie akceptowła i już nie pracuje. dlaczego się nie broni w sądach? Bo nie ma na to pieniędzy! Czy istnieje ubezpieczenie prawne od tego typu przypadków. Jeżeli tak to pewnie warto je płacić. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Bata A może by tak... IP: *.mpips.gov.pl 22.03.02, 11:40 Czy zauważyliście, że w tej powodzi listów może dwa razy pojawia się nazwa firmy? Że nikt z nas nie miał (nie ma?) odwagi powiedzieć, gdzie i kto nas tak traktował? Pewnie, ci z byłych szefów, którzy to czytają, mogą powiedzieć - no pewnie, nie nadawał się do pracy, a teraz się usprawiedliwia i wymyśla jakiś wicie rozumicie mobbing. Niestety, nie jesteśmy wiarygodnymi świadkami, bo nikt z dawnych kolegów, jeszcze tam pracujących, nie potwierdzi naszych rewelacji, a nieobecni (czyli my) - wiadomo - nie mają racji. Czy z tym można coś zrobić? Acha, jak widać, ja też się boję, bo nie piszę, w jakiej firmie zakończyłam karierę. Odpowiedz Link Zgłoś
madgoo NIC z tym nie można zrobić... 22.03.02, 12:29 Chyba nic z tym nie można zrobić. Czy to władza demoralizuje ludzi, czyli - w tym wypadku - szefów?? Moim zdaniem nie do końca. Dojście do władzy tylko pogłębia wcześniej istniejące skłonności u tego, kto do władzy doszedł. Żeby dojść do władzy trzeba mieć 'odpowiednie' predyspozycje, gnębienie słabszych jest 'zapisane w genach' władcy. Tylko firma autokratycznie rządzona może się utrzymać. Demokracja wprowadza chaos i jest dlatego wrogiem firmy i wrogiem zysku. Czy ktoś kiedyś widział demokratyczną firmę? Bo ja nie. Jedyna metoda przeżycia - to zostać ulubieńcem szefa. Naturalnie - nawet ulubieniec szefa może mu czasem umyć kubek w kiblu, czemu nie. Wzajemny mobbing - to chyba nieodłączny element tzw. "kultury firmy". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Bata Re: NIC z tym nie można zrobić... IP: *.mpips.gov.pl 22.03.02, 12:38 Smutne to co piszesz, ale niestety prawdziwe. Moja była firma nadal świetnie prosperuje, mimo tego, że właściciel, porządny (?!?!?!?) gość doskonale wie, za jaką cenę, i kto się do tego przyczynia. Ale za to jakie wyniki sprzedaży... mmmmmm..... palce lizać. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Milena A co z ostracyzmem w wykonaniu innych pracowników? IP: 194.181.153.* 22.03.02, 13:57 Ja pracowalam w jednej komorce z osoba, ktora "pozjadala wszystkie rozumy". Nie akceptowała zadnych zmian ani moich uwag, a z racji pracy nad wspólnymi projektami taka współpraca była konieczna. Najgorsze, że była osobą starsza ode mnie i na wszelkie uwagi reagowała jakby był to atak na nią ze strony "smarkuli". Zapłakana i roztrzęsiona przychodziłam do domu. Po roku powiedziałam dosyć i odeszłam. Zdrowie było dla mnie ważniejsze od pieniędzy. Teraz mam znacznie gorszą pod wzgl. finansowym prace ale lepsze towarzystwo. Odpowiedz Link Zgłoś
basza Re: do "ja" w sprawie automobbingu i zwrotu pienie 23.03.02, 00:06 Chętnie zastanowię się nad rekompensatą zgłoszonych przez Ciebie strat, jakie rzekomo poniosłeś przeze mnie, tj. praca 72h bez przerwy oraz utrata pracy za a' 50 tys.zł/miesięcznie, prosze tylko uscislij tylko parę szczegółów. Czy te 50tys. zł to były: - przychód Twojej firmy - dochód Twojej firmy - czy też wypłacałeś sobie taką pensję? Jeżeli to była pensja, to po co taka duża? A jezeli była to taka duża pensja, to czy dziś jesteś "rentierem" czy tez zaliczyłeś padaczkę na giełdzie? Mniej ważne, czy pensję taką wypłaciłeś sobie tylko raz, czy tez trwało to az do upojenia ze szczęścia, bo rozliczenia mozna zrobić za 1 miesiąc a następnie negocjować okres, jakiego miałoby to dotyczyć np. O tyle to ważne, że pozwoli mi policzyć w miarę rzetelnie (tak abys po raz kolejny nie ponióśł szkody) Twoje utracone korzyści. Nastepne pytanie: co to jest BB, ktore oglądasz a mnie zabraniasz? Mnie sie kojarzy z Uniwersytetem Wrocławskim im.Bolesława Bieruta lub Bardotką, który to uniwersytet zamiennie był nazywany jej imieniem. (słowo uniwersytet można znależć w każdej encyklopedi, w necie równiez). Dodam nieznany może, rys historii współczesnej. Prace zawodową można było rozpocząć w 14 roku życia (to znajdziesz pod hasłem: zbrodnie komuny). Jeżeli pozwolisz, przejdę teraz do tematu forum. Otóż odnoszę wrażenie, że wystepuje w Twoich postach sydrom "automobbingu". Zjawisko znane powszechnie z życia wyzszych sfer zarządczych. Otóż istotą i sens istnienia być może był przez lata wysoki poziom adrenaliny (staje sie narkotykiem) podnoszony poprzez dowartosciowywanie się nieustającym nękaniem podwładnych i ciężką pracą wkładaną w nieustające samopotwierdzanie się "ja jestem tak bardzo mądry jak oni (stojacy niżej na mojej własnej (!!!) drabinie, w tym drabinie wartości są głupi, tępi, nieroby itp. Gdy braknie, tychże własnie nierobów, to skąd uzalezniony ma brać codzienną dawkę adrenaliny? Mobbinguje siebie. Ale wiesz, to tylko mnie tak z pierwszego szczebelka tak sie tylko wydaje. Acha, dlaczego mam się uczyć polskiego? Znam ten język i przyznaję, że z trudem, ale rozumiem Ciebie. Bez pozdrówek. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Hamster Re: do IP: *.kielce.cvx.ppp.tpnet.pl 23.03.02, 12:37 A dla mnie Ja! to po prostu zwykły dupek który ma za wysokie mniemenie o sobie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: BlackByl ~~~~~~~ A MNIE NIKT NIE DRĘCZY~~~~~~~~ IP: *.mlawa.sdi.tpnet.pl 23.03.02, 14:59 eee tam ...wszyscy narzekają...a mój szef jest w niebie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ja. Re: ~~~~~~~ A MNIE NIKT NIE DRĘCZY~~~~~~~~ IP: *.zabrze.sdi.tpnet.pl 23.03.02, 17:14 Gość portalu: BlackByl napisał(a): > eee tam ...wszyscy narzekają...a mój szef jest w niebie. Mnie też nie, zamknąłem firmę, zwolniłem ludzi i teraz dopiero wiem jak wygląda prawdziwe życie. Psa bym szybciej nauczył po chińsku szczekać niż tych ludzi pracy. Wszystko przez ten mobbing / po polsku - głupotę ludzką / Odpowiedz Link Zgłoś
konger Re: ~~~~~~~ A MNIE NIKT NIE DRĘCZY~~~~~~~~ 23.03.02, 17:37 Jak jesteś jedyny co potrafi pracowac to pracuj sam. Powodzenia Odpowiedz Link Zgłoś
basza Re: do "ja" MNIE NIKT NIE DRĘCZY~~~~~~~~ 23.03.02, 20:23 Może jednak spróbuj z tymi psami? Uważaj tylko, bo one naprawdę sie odszczekują Jeden twój fałszywy ruch i pogryzą. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: JA. Re: Ja do basza. IP: *.zabrze.sdi.tpnet.pl 24.03.02, 16:52 Raport o polskiej niewiedzy Bardziej niedouczeni niż polskie nastolatki są tylko Grecy i Portugalczycy Międzynarodowy Program Oceny Umiejętności Uczniów (PISA), pod auspicjami OECD - Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju - badał przez ostatnie trzy lata kompetencje 15-latków w trzech obszarach wiedzy: rozumienia tekstu, myślenia matematycznego i myślenia naukowego. Umiejętności, których autorzy badania oczekują od uczniów, określone zostały nie tyle przez programy szkolne, co przede wszystkim przez potrzeby współczesnego społeczeństwa. W pierwszym cyklu badań brało udział około 265 tys. uczniów z 32 państw (wszyscy członkowie OECD oraz Rosja, Łotwa, Lichtenstein i Brazylia). Polskie nastolatki znalazły się w trzeciej dziesiątce. Wielu uczniów, zwłaszcza ze szkół zawodowych i technicznych, uzyskało bardzo niskie wyniki. Stanisław Drzażdżewski z Departamentu Strategii i Rozwoju Ministerstwa Edukacji Narodowej przestrzega: "Według autorów badania, uczniowie, którzy otrzymali wyniki wyraźnie poniżej przeciętnej, będą mieli problemy z radzeniem sobie w życiu". Najwyższy poziom umiejętności czytania wymagał wyszukania ukrytej informacji w trudnych tekstach, wykazania się dokładnym rozumieniem tekstów, a także umiejętności ich krytycznej oceny. Poradziło sobie z tym zaledwie 5,9% polskich uczniów (9,4% w całym obszarze OECD). Z kolei najniższa ocena oznacza, że uczeń był w stanie jedynie wyszukać pojedyncze informacje i określić ogólną tematykę tekstu. Poziom ten osiągnęło 14,6% polskich uczniów (OECD - 12,1%). Uczniowie, którzy nie osiągnęli nawet tego poziomu, potrafią czytać w ściśle technicznym znaczeniu tego słowa, natomiast nie są w stanie, czytając, zdobywać informacji. Do tej kategorii zalicza się 8,7% uczniów w Polsce (6,2% w OECD). Charakterystyczna dla polskich wyników jest przepaść pomiędzy liceami ogólnokształcącymi a zasadniczymi szkołami zawodowymi. Na przykład na łącznej skali rozumienia tekstu 80% uczniów LO osiągnęło wysoki lub najwyższy poziom, co udało się zaledwie 3% uczniów ZSZ. Zaś prawie 40% uczniów ZSZ to funkcjonalni analfabeci. Myślenie matematyczne jest kolejną słabą stroną polskiej młodzieży. Nasi uczniowie osiągnęli średnią 470 punktów, wyraźnie poniżej średniej ogólnej wynoszącej 500 punktów. Wynik Polski jest co prawda lepszy od wyniku Grecji (447) i Portugalii (454), daleko mu jednak do krajów osiągających najlepsze rezultaty: Japonii (557 punktów) czy Finlandii (536). "Licea, czyli ten "ciągnący" nas w górę typ szkół, mają więcej uczennic niż uczniów. Dziewczęta lepiej radziły sobie w czytaniu i myśleniu naukowym niż chłopcy, ale w przypadku matematycznego myślenia wypadły gorzej", potwierdza Stanisław Drzażdżewski. Kolejną piętą achillesową Polaków jest umiejętność myślenia naukowego - wykorzystywania wiedzy o charakterze naukowym przy rozwiązywaniu problemów. Polscy uczniowie osiągnęli tu średnio 483 punkty, podczas gdy np. Japończycy - 550, Finowie - 538, a Węgrzy - 496. W tyle za nami zostały znów Portugalia i Grecja. Wyniki polskich uczniów wywołały alarm w mediach. Jednak, zdaniem Stanisława Drzażdżewskiego, należy zachować dużą ostrożność, interpretując te wyniki: "Program PISA nie bada samej wiedzy. Nasi uczniowie wypadliby wtedy dużo lepiej. PISA koncentruje się na tym, jak nabyta wiedza jest przetwarzana i stosowana. Polskie szkolnictwo - wiele szkół stara się to zmienić - oparte jest na przestarzałym systemie odtwarzania wiedzy i nie uczy samodzielnego rozwiązywania problemów". Ponadto Polska jest krajem relatywnie ubogim w porównaniu do innych biorących udział w badaniu: PKB na mieszkańca wynosi w Polsce zaledwie 39% średniego PKB krajów biorących udział w badaniu, a wielkość nakładów na edukację jednego ucznia - 37%. Nie jest jednak regułą, że bogate państwa osiągają świetne wyniki - dla przykładu Niemcy i Włochy wypadły poniżej średniej, zaś dochód krajów, które wyprzedziliśmy, jest o wiele wyższy niż u nas. Wyniki osiągane przez polskie szkoły w niewielkim stopniu zależne były od takich czynników jak ich wyposażenie, kwalifikacje nauczycieli czy liczba uczniów przypadająca na jednego nauczyciela. Zdaniem autorów badania, fakt, że pewne państwa osiągnęły lepsze, a inne gorsze wyniki, nie przekłada się bezpośrednio na ocenę sprawności ich systemów edukacyjnych. W przeprowadzonych pół roku wcześniej badaniach wiedzy obywatelskiej polscy uczniowie byli jednymi z najlepszych na świecie. Główne źródła zróżnicowania leżą poza szkołą - w środowisku domowym uczniów, ich pochodzeniu społecznym, wykształceniu rodziców i dostępie do dóbr kultury. Można więc powiedzieć, że to raczej szkoły są dobre, ponieważ mają dobrych uczniów, niż uczniowie osiągają dobre wyniki dzięki temu, że chodzą do dobrych szkół. "Powinniśmy koncentrować się na zmianach w kolejnych latach badań, a nie na samych wynikach", mówi Drzażdżewski. - Za trzy lata wszyscy polscy respondenci będą się uczyć w jednym rodzaju szkoły, w gimnazjum". To na pewno wpłynie na wyniki. Poza tym mamy młodzież bardzo ambitną - w ciągu dekady odsetek osób kończących szkołę maturą wzrósł z 45 do 71%, a odsetek studiujących - z 10 do 40%. Tym możemy się chwalić. Karolina Monkiewicz Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ja. Re: JA do basza. IP: *.zabrze.sdi.tpnet.pl 24.03.02, 17:07 Cywilizacja analfabetów "Im mądrzej, tym głupiej" - pisał Witold Gombrowicz. To chyba najlepszy komentarz do wstrząsających badań UNESCO na temat analfabetyzmu cywilizacyjnego w Polsce. Nie tylko pozostajemy daleko za innymi państwami Europy i ta przepaść się powiększa, ale wręcz zaczynamy hołubić naszą ignorancję. Chcemy uczestniczyć w europejskiej kulturze, korzystać z dziedzictwa cywilizacyjnego naszego kontynentu, współtworzyć wartości istotne dla współczesnej Europy" - deklaruje minister kultury Kazimierz Ujazdowski. Brzmi dumnie. Pojawia się tylko pytanie, kto w Polsce ma korzystać z europejskich standardów cywilizacyjnych, technologicznych, organizacyjnych i kulturowych, jeśli aż 80 proc. z nas nie rozumie prostych informacji i pojęć. Z czym chcemy wejść do Europy, skoro 81 proc. Polaków nie potrafi formułować krótkich komunikatów? Jak mamy wykorzystać szanse stwarzane przez procesy globalizacji, jeśli 93 proc. nie umie korzystać z nowych technik bankowych, zaś 95 proc. ma kłopoty z komputerem i Internetem? Co wreszcie wnieśliśmy do NATO, jeśli aż 68 proc. nie rozumie wewnętrznych zarządzeń i poleceń służbowych - armię niedostosowanych? Stan alarmowy Dotarliśmy do najnowszych badań (prowadzonych pod auspicjami OECD i UNESCO) na temat analfabetyzmu cywilizacyjnego. Nie zostały one jeszcze ukończone, udało nam się jednak zdobyć najistotniejszą część wyników dotyczących 20 krajów Europy. Analfabetyzm cywilizacyjny zdefiniowano w nich jako nieumiejętność korzystania z przysługujących ludziom praw, informacji, technologii, dóbr kultury i rozwiązań organizacyjnych. Badano między innymi rozumienie tekstów użytkowych (na przykład instrukcji obsługi, ulotek dołączanych do leków, rozkładów jazdy) i pojęć, zarządzeń i poleceń, sprawdzano umiejętność korzystania z nowych technologii i usług, rozliczania się z podatków, samodzielnego obliczania stopy procentowej. Wyłaniający się obraz cywilizacyjnego zapóźnienia Polski jest wstrząsający - wypadamy cztery, pięć razy gorzej niż społeczeństwa Zachodu, choć i tam przecież cywilizacyjny i funkcjonalny analfabetyzm jest problemem niepokojącym rządy i parlamenty. W Stanach Zjednoczonych w 1999 r. uruchomiono ponad 400 programów zwalczania tego zjawiska, wydano na ten temat 12 tys. publikacji. To działania zrozumiałe, jeśli zważyć, że funkcjonalny i cywilizacyjny analfabetyzm przyczynia się do wymier-nych strat amerykańskiej gospodarki, szacowanych na 225 mld USD rocznie. - Przyczyną tej sytuacji jest głównie nienowoczesny styl życia: na zalew informacji Polacy reagują ich ignorowaniem, poza tym dokonują niewielkiej liczby wyborów, niewiele się uczą, bo nie potrafią pracować w grupie, niechętnie się przekwalifikowują, łatwo się zniechęcają - wyjaśnia prof. Białecki. Czym tłumaczyć takie reakcje? Przede wszystkim przyzwyczajeniami wyniesionymi z PRL i tęsknotą za minionym systemem. Chcemy konsumować jak w kapitalizmie, a pracować jak w socjalizmie. Europejczycy drugiej kategorii Profesor Białecki uważa, że nasz stosunek do zdobyczy cywilizacyjnych i technologicznych jest afunkcjonalny: nowych narzędzi nie traktujemy wyłącznie użytkowo, lecz także jako znamiona prestiżu, identyfikacji grupowej. W efekcie mała grupa nadąża za nowościami, a większość odwraca się do nich plecami. To typowa reakcja na to, czego się nie rozumie, co uważa się za zagrożenie. Tak reagują kolejarze, dla których nowoczesne technologie i rozwiązania organizacyjne są zagrożeniem, bo oznaczają konieczność redukcji ponad 50 tys. miejsc pracy. Podobnie jest z górnikami, hutnikami, pracownikami zbrojeniówki, pielęgniarkami. Te ostatnie nie mają kwalifikacji, które umożliwiłyby im pracę za granicą, mimo że ofert napłynęło już kilka tysięcy. Polskie społeczeństwo znacznie odstaje cywilizacyjnie nie tylko od Skandynawów czy zachodnich Europejczyków, ale także od Czechów i Węgrów, którzy z kolei wypadają lepiej niż Portugalczycy. Gorsze od nas wyniki - nieznacznie - uzyskali tylko Bułgarzy, Rumuni i Ukraińcy. Najgorzej nam idzie ze zrozumieniem lub sformułowaniem prostych komunikatów i informacji użytkowych: kłopoty ma z tym ośmiu na dziesięciu Polaków, podczas gdy w krajach UE - dwóch, trzech badanych. Z rozliczeniem podatków i obliczeniem stopy procentowej, do czego wystarczają umiejętności z zakresu algebry w szkole podstawowej, radzi sobie co siódmy Polak i co drugi, trzeci mieszkaniec piętnastki. Pięcio-, sześciokrotnie gorzej wypadamy też pod względem umiejętności posługiwania się nowymi technikami i korzystania z usług informatycznych oraz bankowych. Kto będzie zatem korzystał z usług oferowanych przez UMTS? Komu w Polsce potrzebne jest szybkie wprowadzenie podpisu elektronicznego, umożliwiającego zawieranie transakcji za pośrednictwem komputera? Do kogo adresowane są nowe usługi bankowe? Polak - fachowiec Zapytaliśmy o to bankowców. Oficjalnie rzecznicy twierdzą, że pracownicy są systematycznie szkoleni i radzą sobie z nowymi usługami i technologiami. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że nawet w bankach przejętych przez renomowane, nowoczesne instytucje finansowe z Zachodu prawie połowa zatrudnionych nie potrafi się dostosować do nowych wymagań, nie opanowuje nowych umiejętności. Z podobnymi kłopotami boryka się nasza armia. Nie tylko brakuje jej kilku tysięcy specjalistów spełniających standardy NATO w ministerstwie, sztabie generalnym i dowództwach poszczególnych rodzajów wojsk, ale nie obsadziliśmy też kilkudziesięciu przyznanych nam etatów w Brukseli. Przeprowadzone w 1995 r. przez wojskowych socjologów badania dowodzą, że 80 proc. żołnierzy zasadniczej służby wojskowej nie potrafi napisać listu, ma także problemy z czytaniem i rozumieniem instrukcji obsługi najprostszego sprzętu. Czy łatwiej będzie im zrozumieć skomplikowane instrukcje nowoczesnych radarów, które niedawno kupiło MON? Dysponujemy już takimi samymi narzędziami jak obywatele UE. Jeżeli mamy gorsze wyniki, to nie dlatego, że otrzymujemy gorsze czy mniej efektywne linie produkcyjne, ale dlatego, że nie zawsze wiemy, co z nimi robić. Rzekomo dobrze wykształcony polski robotnik nie potrafi się na przykład posługiwać automatem do spawania karoserii (problemy pojawiły się zarówno w fabryce Fiata w Bielsku-Białej, jak i w zakładzie Opla w Gliwicach). Robotnicy z Huty Warszawa nie umieli obsługiwać automatycznej linii produkcyjnej, zamontowanej przez nowego właściciela, koncern Lucchini. Fachowcy z WSK w Świdniku nie potrafili korzystać z francuskich urządzeń diagnostycznych. - Proces popadania w funkcjonalny analfabetyzm zaczyna się tuż po ukończeniu szkoły podstawowej: 20 proc. absolwentów podstawówek ma kłopoty ze zrozumieniem prostych czytanek - mówi prof. Zbigniew Kwieciński z UAM w Poznaniu. Czy może zatem dziwić, że ponad trzy czwarte rodaków nie rozumie nawet instrukcji obsługi golarki? - Większość klientów składa reklamacje, bo nie radzi sobie z dostrojeniem wideo do telewizora, nie mówiąc już o programowaniu - opowiada Ryszard Nycz z serwisu firmy Panasonic. - Jeden z klientów reklamował golarkę, a nie zauważył, że nie zdjął folii ochraniającej tarcze tnące - dodaje Marian Przybylski z serwisu firmy Braun. - Klientka reklamowała pralkę, która nie działała, bo nie zdjęto blokady, stosowanej w czasie transportu - tłumaczy Marek Krawiec, pracujący w serwisie Ardo. Szkoła niekompetencji Nie tylko nie przyswajamy nowości, ale nie mamy także umiejętności potrzebnych w tradycyjnym społeczeństwie przemysłowym. Wedle raportu IALS (International Adult Literacy Society), 42 proc. polskiego społeczeństwa stanowią funkcjonalne kaleki, osoby nie tylko mające trudności z rozumieniem podstawowych tekstów i informacji, ale nie radzące sobie też w urzędach, nie potrafiące korzystać z pełni praw obywatelskich. W USA odsetek ten jest ponaddwukrotnie mniejszy, a Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ja. Re:JA do basza. IP: *.zabrze.sdi.tpnet.pl 24.03.02, 17:12 W USA odsetek ten jest ponaddwukrotnie mniejszy, a w Szwecji nawet pięciokrotnie mniejszy. Jak wynika z ankiety Instytutu Badań Edukacyjnych, prawie połowa uczniów polskich szkół nie rozumie czytanek i zadań tekstowych. Z kolei badania Instytutu Pedagogiki Uniwersytetu Warszawskiego przekonują, że dzieci bardzo mało czytają. Zaledwie 17 proc. potrafi wskazać ulubionego pisarza, a i to najczęściej wymieniają autorów lektur - zwykle Marię Konopnicką, której dzieła niewiele powiedzą uczniom o współczesnym świecie. Może więc rację miał niemiecki krytyk Marcel Reich-Ranicki, gdy twierdził, że nie tylko czytelnicy, ale też polscy pisarze gloryfikują rodzimy skansen, nijak się mający do wyzwań ery globalizacji. Dlaczego mamy problemy ze zrozumieniem tekstów literackich, umów bankowych, komunikatów pogodowych, formularzy podatkowych, ofert promocyjnych, instrukcji, ulotek? - Część nie rozumie, bo nie chce zrozumieć. Wytworzyliśmy rodzaj mechanizmu obronnego przed kapitalizmem, który zbyt wiele od nas wymaga - tłumaczy Andrzej Piotrowski, ekspert Centrum im. Adama Smitha. Prof. Tomasz Goban-Klas uważa, że nowy system gospodarczy, a szczególnie jego racjonalność, jest dla wielu Polaków szokiem. - W socjalizmie nasze życie było proste. Nie trzeba było rozumieć rozkładu jazdy PKS, bo autobusy i tak jeździły, jak chciały. Rozumienie było nieprzydatne, a samodzielność nieistotna. Skazani na klęskę? Nasza edukacja wygląda dobrze tylko w deklaracjach. Aż 75 proc. badanych przez CBOS przyznaje, że priorytetem jest dla nich kształcenie dzieci. W rzeczywistości w naszym kraju nie ma tradycji kształcenia, a szczególnie samokształcenia. - W gruncie rzeczy jesteśmy wciąż plebejskim społeczeństwem. Mamy aspiracje, by się dorobić, i ogromny apetyt konsumpcyjny, ale powodzenia nie wiążemy z wykształceniem. Przeciwnie, w niektórych środowiskach obowiązuje równanie w dół. To powoduje, że nie ma społecznej presji na kształcenie, zaś niewiedza i niekompetencja nie są piętnowane - tłumaczy Krzysztof Pawłowski, rektor Wyższej Szkoły Biznesu w Nowym Sączu. Poza tym w Polsce właściwie nigdy nie było silnego mieszczaństwa. Skutki funkcjonalnego i cywilizacyjnego analfabetyzmu to bardzo wymierne straty. Jeśli nie potrafimy czytać umów, nie rozumiemy na przykład, że nie wygraliśmy wycieczki na Malediwy, lecz zapłaciliśmy za nią, a nawet przepłaciliśmy, kupując bardzo drogi komplet kołder czy garnków. Gdy nie potrafimy obliczać stopy procentowej, kredyt za "półdarmo" okazuje się wysoko oprocentowaną pożyczką. Co gorsza, wciąż popełniamy te same błędy, skutkiem czego jest narastająca frustracja i jeszcze większa niechęć do uczenia się. I tak koło się zamyka. Wyniki badań przeprowadzonych przez Centrum im. Adama Smitha wykazują, że co dwudziesty Polak, podejmując decyzje finansowe, jest w pełni świadom, jakie będą tego konsekwencje. Dwie trzecie gospodarstw domowych nie osiąga swoich celów finansowych, ponieważ nie potrafi ułożyć odpowiedniego planu przychodów i wydatków. Dwie trzecie pracowników nie ma pojęcia, jak wyliczyć - w zależności od zebranego funduszu - wysokość przyszłej emerytury. To nie tylko wina uczniów, że opuszczają szkoły jako wtórni analfabeci. Z badań prof. Aleksandra Nalaskowskiego z UMK w Toruniu, który sprawdzał poziom wiedzy nauczycieli, wynika, że treści zawartych w podręcznikach nie rozumie prawie połowa pedagogów. - Paradoksalnie, to szkoła jest w dużym stopniu źródłem cywilizacyjnego analfabetyzmu, bowiem uczy nieadekwatnych rozwiązań współczesnych problemów. A ponieważ nauka zajmuje dużo czasu, uczniowie nie szukają innych źródeł wiedzy lub robią to w niedostatecznym stopniu - komentuje prof. Ireneusz Białecki. - Błędem jest przekonanie, że ignorancja to klucz do wolności od wymagań współczesnego życia. Funkcjonalni analfabeci zostają zepchnięci na margines i tworzą getto, z którego trudno się wydostać - tłumaczy Regina Lee Wood, prezes National Right to Read Foundation. Do getta mogą zostać zepchnięte nie tylko jednostki, ale nawet całe kraje. Dla Polski jest to całkiem realne zagrożenie. Agnieszka Filas Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: JA. Re:JA do basza. IP: *.zabrze.sdi.tpnet.pl 24.03.02, 17:18 Bezrobocie: Polityczne rękodzieło Ponad połowa polskich bezrobotnych nie nadaje się do żadnej pracy W Polsce stopa bezrobocia wynosi 15 proc., na Białorusi - 2,5 proc., a średnia płaca - 50 dolarów, czyli mniej niż polski zasiłek dla bezrobotnego. Godząc się (podczas elekcji swych przywódców) na liche zarobki i ukryte bezrobocie, Białorusini automatycznie godzą się na brak wyboru: u nich nie można się starać o pracę, lecz "ma się zatrudnienie". Polacy zaś wybór mają. Odzyskaliśmy prawo do niego jedenaście lat temu, gdy wprawdzie wszyscy "mieli zatrudnienie", lecz stopa ukrytego (przez socjalizm) bezrobocia przekraczała 30 proc., a przeciętny zarobek nie sięgał 50 dolarów. Wtedy każdy z nas zaczął decydować: czy chce walczyć o pracę i jej utrzymanie, czy też woli nadal żądać zatrudnienia? Czy gonić Europę, czy żyć po białorusku? Czy starać się wciąż zdobywać nowe kwalifikacje i umiejętności, opuścić miasteczko, w którym splajtowała jedyna fabryka, czy czekać na cud? Nieco ponad połowa naszych bezrobotnych - prawie półtora miliona ludzi: ciągle czeka na zatrudnienie. - Z wyjątkiem młodszych, którzy być może kiedyś się obudzą, najprawdopodobniej już nigdy pracy nie znajdą, bowiem do żadnej się nie nadają - mówi wprost prof. Jan Winiecki, ekspert ekonomiczny Platformy Obywatelskiej. Istnieje jednak całkiem realna groźba, że także te mobilniejsze półtora miliona bezrobotnych nie znajdzie zbyt szybko pracy, gdyż w najbliższych latach w Polsce nie będzie bezrobotnych ubywać, wręcz przeciwnie - będzie ich nadal gwałtownie przybywać: setki tysięcy każdego roku. Stanie się tak, jeśli natychmiast nie pozbawimy pracy naszych zawodowych producentów bezrobocia - tych polityków i związkowców, którzy od lat pod hasłem walki z bezrobociem powiększają je: podnosząc podatki, chroniąc miejsca pracy w nierentownych firmach, podwyższając zasiłki i płacę minimalną! Syndrom Ślimaka, czyli bezrobotni niemobilni W Warszawie bezrobocie wynosi tylko 3 proc. (co w praktyce oznacza, że go nie ma), a pracę na czarno znajduje tam około 60 tys. obcokrajowców, w Radomiu natomiast stałego zajęcia nie ma co czwarty dorosły (stopa bezrobocia rejestrowanego sięga 23 proc.). Z Radomia do Warszawy (100 km) jedzie się niecałe półtorej godziny. Dlaczego bezrobotni radomiacy nie wpadli na pomysł szukania pracy w Warszawie? Praca czeka zresztą nie tylko w Warszawie; także w Gdańsku, Krakowie, Katowicach, Poznaniu, Wronkach (województwo wielkopolskie), Grajewie (województwo podlaskie). Czeka często miesiącami. Kilka lat temu, gdy waliła się Stocznia Gdańska, ze Szczecina nadeszła propozycja zatrudnienia kilkuset ludzi. Niemal nikt się nie zdecydował. Woleli czekać na cud. Podobnie jak polskie pielęgniarki, które niedawno zachęcano do wyjazdu do pracy w Norwegii, i rybacy, których kusili pracą Irlandczycy. Syndrom magistra analfabety, czyli bezrobotni wykształceni nieucy Gdyby IBM, Toshiba, Nokia, Microsoft chciały nagle koło Koszalina, Olsztyna, Rzeszowa czy Suwałk zacząć wytwarzać swe produkty, to czy znalazłyby potrzebnych pracowników? Wątpliwe, jeśli zważyć, że aż 76 proc. Polaków nie potrafi zrozumieć informacji zawartych w takich tekstach, jak instrukcje obsługi, ulotki dotyczące sposobu zażywania leków, rozkłady jazdy, mapy pogody, formularze podatkowe, reklamy kredytów, wnioski o pracę itp. Ba, wśród przebadanych absolwentów studiów magisterskich tylko 17 proc. prawidłowo zrozumiało te teksty! - Duży kłopot sprawiają też ludzie - kiedyś nawet nieźli w swoim fachu - którzy nie odczuwają potrzeby ciągłego uczenia się, nadążania za postępem technologicznym. W wypadku naszej branży nie ma nawet nawyku śledzenia prasy fachowej. Aby go wyrobić, musieliśmy zacząć wydawać swoją gazetę i rozdawać za darmo we współpracujących z nami instytucjach - mówi Roman Rojek, prezes Atlasu SA. Mamy więc w Polsce w istocie do czynienia z wysokim bezrobociem przy równoczesnym głębokim deficycie ludzi zdolnych do efektywnej pracy! Syndrom Arizony, czyli bezrobotni alkoholicy i pijacy Byli pracownicy PGR-ów, którzy topią swoją biedę i frustrację w butelkach taniego wina Arizona, to jedynie niewielki wycinek szerszego zjawiska. W Polsce (na wsi i w miastach) żyje ponad milion osób zarejestrowanych w przychodniach odwykowych. To ludzie - nie bez własnej winy - bardzo nieszczęśliwi. Ilu z nich jednak nadaje się do pracy i kto odważy się ich zatrudnić? Nie trzeba dodawać, że ów milion to tylko wierzchołek wódczanej góry - przecież nie wszyscy alkoholicy rejestrują się w poradniach. W wielu firmach, nawet całych branżach, pijaństwo to prawdziwa plaga. - W branży budowlanej wiele przedsiębiorstw do dzisiaj boryka się z problemem porzucania pracy po dniu wypłaty - mówi Jeremi Mordasewicz z BCC, przedsiębiorca budowlany. Rosnąca konkurencja sprawia, że ci ludzie albo już stracili, albo wkrótce stracą pracę. Syndrom bezrobocia dziedzicznego, czyli rodzina bez pracy 1,5 mln ludzi, czyli prawie 60 proc. ogółu bezrobotnych, pozostaje w Polsce bez pracy dłużej niż pół roku. Psychologowie porównują szok związany z utratą pracy ze stresem wywoływanym przez rozpad małżeństwa. Bezrobotny ma wrażenie, że świat wali mu się na głowę - czuje się niepotrzebny, nieprzydatny. - Ludzie pozbawieni pracy przez dłuższy czas zaczynają się urządzać w świecie bez pracy: ograniczają wydatki, popadają w samotność i przygnębienie, tracą kontakt z zapracowanymi znajomymi i krewnymi - komentuje psycholog Andrzej Samson. - Każdego roku 700 tys. bezrobotnych odmawia przyjęcia oferowanej im posady - mówi Piotr Kołodziejczyk, wiceminister pracy. Dlaczego? Pracują na czarno czy może odwykli od pracy, przyzwyczaili się do życia byle jak? Na dodatek swoją postawę przekazują - często jako jedyny posag - swoim dzieciom. W ten sposób choroba bezrobocia staje się chorobą dziedziczną. Bezrobotny: zawód wyuczony w szkole - Po ukończeniu szkoły młody człowiek gotowy jest do podjęcia pracy u kogoś, ale nie do prowadzenia nawet skromnego biznesu na własną rękę - zauważa Andrzej Olechowski, lider Platformy Obywatelskiej. - Uczy się go biologii, geografii, przedmiotów zawodowych, ale nie tego, jak prowadzić księgowość, prawidłowo wypełnić wniosek kredytowy, wystawić fakturę, zbadać lokalny rynek. Tego wszystkiego nauczyć ma ich życie, a nie szkoła. Tyle że to bolesna nauka. Na skutek wyżu demograficznego na polski rynek pracy trafi w ciągu kilku najbliższych lat tylu młodych ludzi, ilu we wszystkich państwach Unii Europejskiej łącznie. A przecież stopa bezrobocia wśród nich już teraz dwukrotnie przewyższa i tak wysoką średnią krajową! Walka z bezrobociem, czyli produkowanie bezrobotnych Polskę czeka w najbliższych latach bezrobocie, które przekroczy 20 proc., a może nawet 25 proc.! Henryka Bochniarz, prezes Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych, uważa, że przyczyną tego stanu rzeczy jest to, iż w Polsce żadna partia i żaden związek zawodowy nie zajmuje się rzeczywistą walką z bezrobociem. - Jeśli już interesują się bezrobotnymi, to wyłącznie po to, by wykorzystać ich podczas kampanii wyborczej. I na tym się kończy - mówi Henryka Bochniarz. Walka z bezrobociem po polsku to w istocie produkowanie bezrobotnych, w czym wyspecjalizowało się wielu polityków z PSL, SLD, ROP, AWS i wielu innych drobniejszych partii. To oni wymyślają wciąż nowe "programy walki z bezrobociem", które tak naprawdę zawsze skutkują jego zwiększeniem. Od 3 do 5 punktów procentowych - jak się szacuje - wzrosło polskie bezrobocie tylko na skutek "ochrony miejsc pracy", czyli dotowania nierentownych zakładów i tolerowania narastania ich długów wobec skarbu państwa przy bezwzględnym drenowaniu podatkami tych rentownych! PZP(b)R, czyli Partia Zwolenników Polskiego bezRobocia "Dzisiaj głównym źródłem bezrobocia w Polsce jest import bezrobocia. Plany Unii Europ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: JA Re:JA do basza. Ostatni gasi... IP: *.zabrze.sdi.tpnet.pl 24.03.02, 17:30 To nie ekspansja to ucieczka Biznes Wysokie koszty pracy zmuszają polskich przedsiębiorców do otwierania fabryk na Wschodzie. Lech Gabrielczak, szef działu eksportu łódzkiego Atlasu, dwa lata temu jadł obiad w restauracji na szczycie moskiewskiej wieży telewizyjnej Ostankino. Po deserze, wiedziony ciekawością budowlańca, zajrzał na remontowane właśnie zaplecze. Na podłodze leżały dobrze znane mu opakowania kleju z charakterystycznym bocianem, logo jego firmy. Pomyślał: skoro Rosjanom opłaca się wieźć z Polski towar przez 2,5 tys. kilometrów, zbudujmy im fabrykę pod Moskwą, a sprzedamy tu dziesięć razy tyle co dotychczas. W tym roku w Dubnej, 100 km na północ od stolicy Rosji, ruszy fabryka Atlasu, która będzie produkowała rocznie 300 tys. ton suchej zaprawy budowlanej. Firma wyda na to 15 mln zł, zatrudnienie znajdzie kilkudziesięciu Rosjan. Atlas nie jest wyjątkiem. Polskie firmy coraz chętniej budują fabryki poza granicami naszego kraju. I choć możemy być dumni z ich zaradności, to jako obywatele państwa nękanego wysokim bezrobociem i deficytem budżetowym nie mamy z czego się cieszyć. Eksport polskiego kapitału to mniejsze podatki do budżetu i mniej miejsc pracy. - Wiele polskich firm zaczynających inwestować za granicą ucieka przed wysokimi kosztami pracy w Polsce. Bo one zjadają ich zyski - mówi prof. Jan Winiecki z Uniwersytetu Viadrina we Frankfurcie, który jako pierwszy zwrócił uwagę na nowe zjawisko, wymykające się na razie statystykom. To, że motorem zagranicznej ekspansji polskich firm jest poszukiwanie tańszej siły roboczej, widać na mapie. Zdecydowana większość polskich inwestorów wybiera kraje na wschód od Bugu, gdzie płace są dwa, trzy razy niższe niż w Polsce. Na Ukrainie fabryki otwierają lub mają zamiar otworzyć: Vitbis (bombki), Ispol (żaluzje), Inter Groclin (fotele samochodowe), Nowy Styl (krzesła). Producent galanterii skórzanej Wittchen i potentat bieliźniany Atlantic wybrały Chiny. Atlas zbudował zakład w Rosji przede wszystkim po to, by zaoszczędzić na kosztach dowozu towaru na nowy perspektywiczny rynek. Ale i on docenia fakt, że tamtejsi robotnicy zadowalają się wynagrodzeniem rzędu 200 dolarów miesięcznie. - Ja się tym firmom nie dziwię - mówi Rafał Antczak, ekspert Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych. U nas pozapłacowe koszty pracy, a więc składki na ubezpieczenia społeczne, zdrowotne, emerytalne i Fundusz Pracy, sięgają aż 86 procent wynagrodzenia. Dla porównania: w USA nie przekraczają 38 proc. i kraj ten ma trzykrotnie niższe bezrobocie niż Polska. Śladami Amerykanów idą Rosjanie i Ukraińcy. Obniżając koszty pracy i podatki, tworzą korzystny klimat dla inwestorów. - Czy pan wie, że na Ukrainie nie ma związków zawodowych? - pyta Antczak. Janusz Prus, prezes fabryki bombek i ozdób choinkowych Vitbis z dolnośląskiej Złotoryi, w miniony piątek właśnie wrócił ze Lwowa. Produkcja w tamtejszym zakładzie jest na tyle opłacalna, że Prus planuje 10-krotnie zwiększyć zatrudnienie, do 200 osób. Dlaczego tam? W Polsce koszt wytworzenia jednej dużej, bogato zdobionej bombki wynosi 8 zł. W ukraińskiej fabryce - dwa razy mniej. Paradoksalnie, gdyby nie lwowski zakład, nie moglibyśmy eksportować do Unii Europejskiej. Bombki produkowane w Polsce są dla Niemców i Włochów za drogie - tłumaczy prezes Vitbisu. Wynika to także z wysokiego kursu naszej waluty. Za sprzedawane w strefie euro towary firmy dostają relatywnie mało złotówek. - Kursu nie zmienimy. Jedyne, na czym mogliśmy zaoszczędzić, to koszty robocizny - mówi Prus. Robotnicy na Ukrainie co miesiąc odbierają w kasie 150-200 dolarów, podczas gdy ich odpowiednicy w Złotoryi o 100 procent więcej. Z podobnych powodów Ukrainę wybrał też Inter Groclin Auto, zaopatrujący w fotele i poszycia największe koncerny samochodowe w Europie, m.in. Renault, Fiat, Volvo, Porsche. Na eksport idzie aż 98 proc. produkcji firmy. - Nie możemy czekać, aż nas wykończy silna złotówka - mówi prezes Zbigniew Drzymała. Ma nadzieję, że spółka Groclin Karpaty z siedzibą w Użgorodzie znajdzie zbyt dla swoich produktów w czeskich fabrykach samochodów. Budowa nowego zakładu pochłonie ok. 40 mln zł. - Z naszych obliczeń wynika, że na tej inwestycji zaoszczędzimy od razu 15 mln zł. Będzie to możliwe dzięki niższym kosztom pracy i ulgom inwestycyjnym, jakie daje nam tamtejsza specjalna strefa ekonomiczna - mówi Drzymała. Szacuje, że obroty zakarpackiej fabryki wyniosą 500 mln zł rocznie, mniej więcej tyle, ile osiągają dwa polskie zakłady Groclina. Zatrudniają one 3 tys. Polaków, pracę w użgorodzkiej filii znajdzie 2 tys. Ukraińców. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: JA. Re: JA do basza. IP: *.zabrze.sdi.tpnet.pl 24.03.02, 18:28 Londyński „Guardian”, znany ze swojej lewicowej orientacji, poświęca wiele uwagi prawom pracowniczym i sytuacji na rynku pracy. Dzisiejsze wydanie otwiera czołówka: „Sędziowie ucinają procesy o stres”. Jak relacjonuje gazeta, w Wielkiej Brytanii będzie trudniej uzyskać od pracodawcy odszkodowanie za uszczerbek na zdrowiu spowodowany stresem. Wyrok sądu apelacyjnego w Londynie, rozpatrującego odwołania w sprawie sum zasądzonych przez trybunały niższej instancji na rzecz trzech przeciążonych pracą nauczycieli stanowi, że pracownik musi poinformować szefów, że czuje się zestresowany i dać im szansę na poprawę jego sytuacji. Londyński Guardian cytuje sentencję wyrok, w którym czytamy między innymi, że oznaki stresu powinny być na tyle oczywiste i zauważalne, by każdy rozsądny pracodawca mógł zawczasu podjąć kroki zaradcze – tylko w takim wypadku można go potem pozwać do sądu za zaniedbania. Sędziowie orzekli też, że nie ma zawodów, które można uznać za bezwzględnie szkodliwe dla zdrowia psychicznego i że pracodawca ma prawo oczekiwać, że pracownik będzie w stanie znieść zwyczajny poziom stresu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: BlackByl Re: ~~~~~~~ A MNIE NIKT NIE DRĘCZY~~~~~~~~ IP: *.mlawa.sdi.tpnet.pl 24.03.02, 12:37 Gość portalu: Ja. napisał(a): > Gość portalu: BlackByl napisał(a): > > > eee tam ...wszyscy narzekają...a mój szef jest w niebie. > > Mnie też nie, zamknąłem firmę, zwolniłem ludzi > i teraz dopiero wiem jak wygląda prawdziwe życie. > Psa bym szybciej nauczył po chińsku szczekać niż tych ludzi pracy. > Wszystko przez ten mobbing / po polsku - głupotę ludzką / No właśnie .... polski mobbing.. pracodawcy gnębią pracowników ,pracownicy prześladują pracodawców a wszystko przez masochistyczne podejście do siebie samych...skoro tak jest to chyba to lubicie...albo nie lubicie samych siebie.. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: JA Re: Pracownok dręczy pracownika. IP: *.zabrze.sdi.tpnet.pl 24.03.02, 18:06 Zapomniałeś o relacji pracownik dręczy pracownika. Pastwienie się nad kolegą może doprowadzić ofiarę do depresji, a nawet do samobójstwa. Książki o cichym męczeństwie w miejscu pracy stały się bestsellerami we Francji, Niemczech, Wielkiej Brytanii i we Włoszech. Charakterystyczne, że mobbing rzadziej występuje w firmach komputerowych, gdzie możliwości awansu i ciekawej pracy w bród, a częściej w urzędach i starszych branżach gospodarki, gdzie budżety są skromniejsze, a wyzwania mniej ciekawe. Coraz bardziej uświadomiona opinia publiczna rozpoczęła walkę z dręczeniem w miejscu pracy. Związki zawodowe, kościoły i stowarzyszenia byłych ofiar uruchomiły pogotowia telefoniczne we wszystkich krajach unijnych, na regałach księgarni pojawiły się poradniki typu "poradź sobie sam z dręczycielami", są już oczywiście strony internetowe. Szwajcarski Czerwony Krzyż powołał do życia Anonimowych Prześladowanych na podobieństwo ruchu AA, a szwedzka służba zdrowia uznaje prawo do leczenia skutków psychicznych mobbingu. Problemem zaczyna się już zajmować świat akademicki - na tegorocznym Międzynarodowym Kongresie Psychologicznym w Sztokholmie wygłoszono referat o mobbingu. Seminarium na temat nękania w miejscu pracy zapowiedzieli organizatorzy dorocznego spotkania Amerykańskiej Akademii Zarządzania. Zaś w Niemczech, Francji i we Włoszech rozważa się już wprowadzenie ustaw antymobbingowych. Ale ściganie winnych dokuczania w pracy jest kłopotliwe. Podstawowa trudność to ustalenie, czym różni się to, co jest zwykłym konfliktem w pracy, od tego, co jest nękaniem. - Nie należy formułować zbyt szerokiej definicji ani dosłownie traktować wersji ofiary, bo inaczej zażalenia na nękanie staną się łatwym usprawiedliwieniem dla migania się od roboty - mówi kanadyjski socjolog Kenneth Westhues, autor książki o nękaniu w środowisku uczelnianym. Harald Ege, niemiecki psycholog, który stworzył w Bolonii specjalistyczną klinikę zajmującą się terapią ofiar mobbingu, ostrzega przed nadużyciami ze strony swych kolegów, którzy gotowi są wmawiać każdemu pacjentowi, że padł ofiarą mobbingu, gdy współpracownik po prostu zapomniał się z nim przywitać. Dieter Zapf, wykładowca psychologii pracy na uniwersytecie Goethego we Frankfurcie, odnotowuje w ostatnich latach radykalną zmianę w stosunku dyrekcji firm do problemu mobbingu. W 1994 r. żadna firma do której dzwonił z propozycją wykładu na ten temat, nie reflektowała na jego ofertę, teraz nie może się już opędzić od zaproszeń. Obecny regulamin wewnętrzny Volkswagena podaje jako powód zwolnienia z pracy rozpowszechnianie plotek bądź ukrywanie informacji istotnych z punktu widzenia wykonywanej pracy. Doradca firmy Georg Volk tłumaczy, że zmniejszenie napięć w pracy, m.in. przez zwalczanie mobbingu, jest korzystne z punktu widzenia pracodawcy. Oszczędza na kosztach leczenia nerwic i wrzodów żołądka. Obniżenie absencji, nawet o 1 procent, przynosi Volkswagenowi 50 mln dol. oszczędności rocznie. Brytyjska organizacja pozarządowa Stowarzyszenie Przemysłowe we współpracy ze związkami zawodowymi lansuje hasło obrony godności w pracy. Można u niej zamówić kasetę wideo o problemie nękania w pracy. Z pieniędzy związków zawodowych i pracodawców sfinansowano badania na temat mobbingu, w których wzięło udział 5,5 tys. osób. Wynika z nich, że ofiarą nękania w pracy pada co dziesiąty pracownik. Nie ma ostatecznej odpowiedzi na pytanie, czy w ostatnich latach stosunki w pracy psują się, czy też to ludzie są bardziej uczuleni na tego typu przykrości. Zapewne jedno i drugie. Ale faktem jest, że zainteresowanie tematem wzrasta. Tim Field, który sam przeszedł poważne załamanie w pracy wskutek sadystycznego pastwienia się przez otoczenie, uruchomił w 1996 r. gorącą linię dla pracowników. Do tej chwili udzielił już 40000 porad. Podobnie jak w przypadku molestowania seksualnego samo wprowadzenie nowego pojęcia zmienia stosunek do tego, co wcześniej wydawało się tak naturalne jak powietrze. Według "Time'a", który poświęcił tematowi spory artykuł, pierwszym, jaki wprowadził pojęcie mobbingu do psychologii pracy, był niemiecki psycholog Heinz Leymann. Pracując w Szwecji jako rodzinny terapeuta, obliczył, jaka część problemów rodzinnych jest odbiciem stresu w pracy. Z jego obliczeń wynikało, że ofiarami mobbingu pada 3,5 proc. szwedzkich pracowników. Za nim poszli kolejni badacze. Według ogólnych szacunków ofiarami mobbingu pada w Niemczech 1-4 proc. pracowników. W 2000 roku tygodnik "Stern" uczynił z mobbingu temat numer jeden. Obecnie były inżynier Deutsche Telekom Burkhard Werner wystąpił o wprowadzenie ustawowego zakazu nękania. Nie wszystkie skargi o nękanie są jednak uzasadnione. Gerd Arentewicz, psycholog, specjalista problemów nękania w miejscu pracy, zatrudniony w Klinice Uniwersyteckiej w Hamburgu, stwierdza, że tylko w co piątym przypadku naprawdę chodzi o celowe nękanie w pracy, w pozostałych o zwykłe spory, w których racje są podzielone. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: JA. Re: Pracownik dręczy pracownika. IP: *.zabrze.sdi.tpnet.pl 24.03.02, 18:08 Przepraszam ma być " Pracownik ..... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: oburzony Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: 213.77.62.* 24.03.02, 10:38 Szanowna gazeto - popatrzcie co sie dzieje u Was w redakcji - moja zona tam pracowala. Wasza podwojna moralnosc jest przerazajaca. Od prawie roku trwa proces w Sadzie Pracy, a matactwa, ktore uprawia szefowstwo GwL sa nieprawdopodobne. Idzie oczywiscie o dreczenie w pracy i niesluszne jej wypowiedzenie. Powodzenia dwulicowcy! Odpowiedz Link Zgłoś
konger Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? 24.03.02, 18:36 Przeczytałem jeszcze co polecam artykuł z piątkowego Magazynu Rzeczpospolitej na powyższy temat i już mam dosyć. Mdli mnie, wysiadam. Odpowiedz Link Zgłoś
feniks? Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? 24.03.02, 19:32 U nas jest taka polska odmiana mobbingu: - zwróci się uwagę bardziej donośnym głosem - juz polski mob.; - nawrzeszczy sie na kogoś, kto pięć razy z rzędu pierniczy zleconą pracę - juz polski mob.; - zwolni sie kogoś w ramach redukcji - znowu polski mob.; - zwróci się uwagę na niewłaściwy strój - polski mob. I tak w kółko można wymieniać - a może tak poszukać w sobie, zrobic samokrytykę, co ? Oczywiście istnieje to zjawisko od dawna u nas, ale dlaczego wszystko uogólniać i wrzucać do jednego worka ????? pozdrawiam szef Odpowiedz Link Zgłoś
mimoza Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? 25.03.02, 11:52 Ja się spotkałam z tym zjawiskiem w mojej pierwszej pracy. Teraz dopiero zdaję sobie z tego sprawę. Wówczas sądziłam że to ja jestem do niczego, jako pracownik i jako człowiek. I żebym dłużej popracowała w tamtej firmie, pewnie popadłabym w depresję a jesli nie to z prewnością zaraciłabym całą pewność siebie i wiarę we własne siły. Zaczęło się super. Byłam szczęśliwa że dostałam pracę (wówczas jeszcze byłam studentką) w branży zgodnej z moimi studiami. Była to firma doradczo-prawniczo- księgowa. Młody zespół to jeden z atutów firmy. Teraz wiem że doświadczeni ludzie nie pozwoliliby sobie na takie trakrtowanie. Początkowo byłam tylko obserwatorem dzikich awantur, a potem już podmiotem tychże. Rozpoczynało się od byle czego. Nierówno ułożone dokumenty, kawa stojąca zbyt blisko segregatorów (no przecież to grozi zalaniem dokumentów !), nie wytarcie butów na wycieraczce, pozostawienie niedomkniętych drzwi do toalety itp. Najgorsze jest to, że takie bzdury świadczyłay o tym że jestem niekompetentna, głupia, nieinteligentna itp. Starałam się jak mogłam, moja praca koncentrowała się ostatecznie na kontrolowaniu i analizowaniu swoich ruchów i poczynań. Czy aby nie za głośno stukam obcasami jak przechodzę koło pokoju szefa ? Czy segregatory na półce stoją w kolejności jaką szef lubi i czy tam aby nie ma drobinki kurzu itp. Oczywiscie, że praca pod presją zaowocowała pomyłkami w tym co ważne. Początkowo z odkrytym błędem szłam do szefa, uczciwie przyznawałam się do pomyłek i naiwna oczekiwałam, że doradzi jak z tego wybrnąć, albo zwyczajnie chciałam żeby wiedział, żeby był świadomy sytuacji (lojalność ?). Co się działo wolę nie wspominać. Straszył sądem, urzędem skarbowym, karami, zwolnieniem dyscyplinarny...W końcu doszło do tego że wszyscy pracownicy radzili jak mogli, korekty robili za plecami szefa, chodzać po godzinach do urzędów żebrząc o trochę łaski i zrozumienia. Zapomniałam jeszce wspomnieć że lubował się również w poniżaniu pracowników w obecności klientów. Zwolniłam się po dwóch latach i usłyszałam że jestem bezczelna gówniarą, że on mnie zatrudnił a ja mam czelność się zwolnić. Z jednej strony zawdzięczam mu to że mogłam nabrać doświadczenia, nauczył mnie że życie jest twarde. Ale mam ogromny żal, że zabił we mnie pasję pracy, żądzę wiedzy i młodzieńcze idee. Teraz mam super pracę, ale nie potrafię się w nią zangażować tak jak robiłam to za pierwszym razem. Wytworzył się we mnie jakiś mur obronny, który w sytuacjach trudnych mnie paraliżuje i nie pozwala rozsadnie myśleć. Obecnych szefów,współpracowników, choć są wspaniali, obdarzam bardzo ograniczonym zaufaniem. Powoli przeistaczam się w paniusię, która pracę zaczyna od kawy, gazety i malowania paznokci. Mam nadzieję, że zdołam się z tego poddżwignąć. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ghsg Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: 192.168.1.* 25.03.02, 12:07 htrrwh Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: nowinho MOBBING!!!!!!!!!!!!!!!! IP: 62.121.73.* 26.03.02, 11:15 Witam, interesuje mnie problem mobbingu i zastanawiam się nad pisaniem pracy magisterskiej na ten temat. I stąd moja prośba. Jeśli spotkałaś(-eś) się z tym problemem osobiście ( ze strony przełożonego, współpracownika) i możesz poświęci odrobinkę czasu by opisać mi swoją sytuację oraz ewentualnie w późniejszym czasie wypełnić anonimową ankietę napisz do mnie: nowinho@poczta.gazeta.pl Interesuje mnie jak wyglądała Twoja sytuacja, jakie techniki terroru psychicznego stosowano wobec Ciebie. Za wszelki odzew na moją prośbę z góry serdecznie dziękuję Nowinho Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Magda To więcej niż mobbing IP: *.swietochlowice.dialup.inetia.pl 01.04.02, 22:20 Pracuję w dziale marketingu pewnej znanej firmy. Mój koszmar , jak również dwóch moich współpracownic , rozpoczął się z chwilą przyjścia nowego szefa , mężczyzny po trzydziestce. Mniej więcej po tygodniu szefowania po raz pierwszy dał przedstawienie , a od tego czasu spektakl się powtarza przynajmniej raz w tygodniu. Zaczęło się dość banalnie od jakiejś bzdury. Wtedy kierownik rozpiął rozporek i wyciągnął członka , a raczej człona ze trzydzieści centymetrów i zaczął nam wymyślać , że jesteśmy głupsze od jego ch... , nawet mózgi mamy lżejsze itd. , aż nie da się tego powtórzyć. W pierwszym momencie mało co nie buchnęłam śmiechem , ale po kilku minutach tego porno i po wysłuchaniu steku wyzwisk zrobiło mi się niedobrze. Ale najgorsze miało dopiero nadejść . Już tego samego dnia wieczorem nie byłam w stanie współżyć z mężem . Kiedy poszliśmy do łóżka poczułam dziwny wstręt , przed oczami miałam obrazek z biura , wyobraziłam sobie , że mój partner jest w stanie czynić takie same obsceniczne gesty , zrobiłam się dziwnie oziębła . Teraz , po około pół roku , przeżywam z tego powodu prawdziwy koszmar . Na samą myśl , że muszę jutro iść do pracy ogarnia mnie strach , małżeństwo moje legło w gruzach , nie mogę się zmusić do pożycia. Stałam się nerwowa , coraz trudniej mi się skupić w pracy , trzęsę się na sam widok szefa. Koleżanki znoszą to lepiej , ale nie obyło się bez wizyt u psychologa. Myślę , że ten sukinsyn ekshibicjonista polubił to co robi i póki nie awansuje będziemy musiały jakoś przetrwać. Żadna z nas nie może sobie przecież pozwolić na porzucenie pracy. Skarżyć się wyżej , to jakby podpisać na siebie wyrok . Magda Odpowiedz Link Zgłoś
basza Re: To więcej niż mobbing 01.04.02, 23:31 > >To zwykły świr i głupi ch... członek. Ciulas przekroczył granicę, o której marzą prawie wszyscy inni chłopaczkowie, czyli pokazać pracownikowi-kobiecie, że tego jednego nie przeskoczy, tzn. bedzie niższą kategorią pracownika, mimo, iż przyrodzenia do pracy sie nie uzywa, ale pracownik-kobieta go nie ma i to jest fakt. Tyle, że jeśli ta wyższość jest okazywana na płaszczyznie intelektualnej, kultury stosunków międzyludzkich itp, trudno to wykazać, udowodnić i podjąć z tym walkę, bo jak wyżej, to jest fakt, która z kobiet sie burzy, natychmiast zajmuje jeszcze niższe miejsce w na tej drabinie, bo... Tu ten ciulasek przekroczył granicę. Ta samą metodą mozna go usunąć z działalności zawodowej, bo jeżeli wyróżnia się w tłumie, męska solidarność mu nie pomoże a wręcz przeciwnie. Proste urządzenia, typu aparat cyfrowy, kamera, zdjęcie, wskazany aparat i mailem rozesłać do wszystkich pracowników, szefów i klientów, atak zamsowany i niech się ciulas cieszy, że wszedł na afisz. No chyba, że macie dyrektorkę-kobietę, która go za te "walory zawodowe" zatrudniła to nalezy jeszcze nad nią popracować, niech wie że "wytężona" praca pupilka jest nie tylko dla jej oglądu. Kamera przy komputerze też nie jest zła. I nie męcz sie z tą sprawą i nie duś jej w sobie, bo nie masz z tym nic wspólnego. Na Twojej drodze stanęło zwykłe zwierzę, bydle, które przez swój bydlęcy spsób bycia niszczy wasze poczucie bezpieczeństwa, deprecjonuje poczucie kobiecości, i inne bardziej delikatne materie. A teraz z boku patrząc, jakie znaczenie tak naprawdę ma płęć w wykonywaniu pracy a juz żadne wielkość członka? Żadne. A ile szkody czyni w Twojej psychice? Takiego ekschibicjoniste należłoby leczyć a napewno nie zatrudniać. Pany to czasem nazywaja to zaganiaczem. Głupi ciulas tak pojmuje swoja rolę kierownikowania, zagania wg swojej prymitywnej wizji świata do pracy. Boże litości. A szklanka z wrzącą kawą nie wypadła wam niechcący nigdy z ręki? Moja przyjaciółka, czekałaby z czajnikiem wrzącej wody, jak ją znam, i czekała, i wiem, że czajnik wypadł by jej z ręki niechcący własnie w takim momencie i przekrzykując wrzask poparzonego wrzeszcząc wypadłaby na korytarz wzywając pomocy, a histerycznego płaczu nie mogłoby uspokić 5 karetek pogotowia, przy czym, nie wiem czemu, mrugałaby do mnie zza pleców lekarza. Ale nie polecam tego sposobu, bo głupi ciulas wszedłby jeszcze dodatkowo na Twoje sumienie. Ja miałam w pracy swojego szefa, szef miał swój pokój, ale żeby oczyścic nos przychodził do naszego pokoju, w którym pracowało kilka osób, stawał w drzwiach, wyciągał kraciasta chustkę do nosa, chrząkał, charkał, spluwał na podłogę i dłuuugo, głośno smarkał w chusteczkę, dokonując oglądu wykopalin z nosa. Z porównaniu z waszym ciulasem, to pestka, ale wchodząc do pracy wszystkie nerwy miałam napiete, codziennie rozważałam podjęcie decyzji albo strzelic w pysk albo porzucic pracę, to było dawno temu, takich środków technicznych nie było jak dziś, była młoda panienką i do dzis zle to wspominam. Ale u mnie los był łaskawy, bo rozwiązano zakład, co przyjęłam z ulgą. A smarkający facio zrobił karierę, został burmistrzem w "pipidowie" udręczając innych i na szersza skalę, a ta jego przypadłość stała sie powszechnie znana, a reakcja ludzi na jego zachowanie była podobna do mojej. Co, skąd inąd nie przeszkodziło faciowi piąc się aż do województwa. Facie smarkające i machające ciulaskami sa niestety b.solidarne dla siebie. Co do bydlątka, a la szefuniu, to jego zachowanie podlega pod kodeks karny, jest nieobyczajne również wg wiary katolickiej itp. więc to on stoi na przegranej pozycji. Tylko pamietaj, kobieta jak bije, to tylko raz, tak aby facet juz sie nie podniósł. Tylko zmasowany atak. I jeszcze jedno, jeżeli nic z tym nie zrobisz, to kumulujące sie w tobie i obrzydzenie, agresja, że jesteś zmuszana do uczstniczenia w takich spektaklach i tak i tak kiedys wybuchnie, jeżeli nie zrobisz tego w sposób kontrolowany i ukierunkowany na usunięcie faceta, to Twój wybuch skieruje sie przeciwko Tobie, przecież on wykaże, że jest niewinny. Czyli nie masz wyjścia. Tak zło dawkowane może nas otumanić, żerując na wrazliwości, dobrym wychowaniu, potem na strachu i nie wiadomo juz kiedy nalezy nacisnąć hamulec, wczoraj a może jutro. Nie daj sie. To świr. Uderz raz a dobrze. Jest facio w stanie zniszczyć Twoje małżeństwo, jak za póżno powiesz mężowi, czy uwierzy, że dla dobra pracy, czyli rodziny znosiłaś to wszystko? Wal ciulasa przez łeb i ani sie nie oglądaj. Za wszystko. I za mnie też. Trzymaj sie i pozdrawiam. A tak poza tym to bydle nie ma sie czym chwalic, to jest juz przy tej wielkości kalectwo i może szuka współczucia? Odpowiedz Link Zgłoś
basza Re: To więcej niż mobbing 02.04.02, 00:02 Magdo, poruszyła mnie Twoja historia więc odpowiedziałam bardzo emocjonalnie. Wystepuje przy tej sprawie klasyczny syndrom "molestowanego seksualnie dziecka". Dziecko, bezradne, bezbronne, bierze winę, za to co sie dzieje, na siebie i nie widzi żadnej możliwości wyjścia z sytuacji, boi sie reakcji, gdyby przerwało zmowę milczenia, bo przeczuwa, że bedzie uznane winnym tego co sie dzieje. Waszą bezbronnością, z której głupi chujek korzysta, jest obawa o pracę, wasz zdecydowany brak reakcji rozzuchwala gnojka. Czy uważasz, że jakiekolwiek dziecko jest winne temu, że jest molestowane przez dorosłą osobę? Nie!!!! Więc krzyczcie głośno i daleko, że dzieje sie wam krzywda. Bo dzieje sie!!!! Naciskajcie hamulec szybko i zdecydowanie, dość tego, tu nie ma żadnych wątpliwości, bo to jest świr, czubek, a że szef? Durne zdarzenie losowe i im jak najszybciej byc nim przestanie tym lepiej i dla was i w sumie dla niego. Takiego gnojka to trzeba leczyc, izolowac od ludzi. Nie bójcie sie. Trzymam za was i za Ciebie, że odważyłaś sie o tym mówić kciuki. Pozdrawiam. PS. Zagraj w totolotka, bo trzeba miec szczęście, żeby aż takiego świra spotkać, w miejscu tak bezpiecznym (różne kwalifikacje, selekcje itp.) jak praca. Trzymaj sie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Berta Re: To więcej niż mobbing IP: 212.69.75.* 07.04.02, 20:32 Mobing jest tak popularnuy w naszym kochanym kraju, ze po przeczytamiu tych opowieści zastanawiam się czy jest jakaś narmalna firma. Sama rok temu zrezygnowałam z pracy i mam opory przed podjęciem kolejnej. Pracujęna własny rachunek, jestem sobie szefem, bo po tym co przeszłam w swojej firmie mam dość. Zarabiam mniej, ale jestem spokojna. Była szefowa traktowała mnie jak dziecko. Zabraniała mi kontaktów z innymi pracownikami, obawiajac się złego wpływu. Tłumaczyła to moim dobrem. Byłam bardzo dobrym pracownikiem, ale i tak prześwietlała mają każdą wykonaną pracę. Kontrolowała każda minutę mojej pracy i tłumaczyła mi, że fakt iż dobrze wykonuję swoje obowiązki nie oznacza, że jestem dobrym pracownikiem,(????) bo to brdzo niedobrze być przez wszystkich lubianym i popularynym w pozytywnym słowa znaczeniu (ciekwawe dlaczego?). Gdy odeszłam, potrzebowałam pół roku by się wyleczyc z myślenia o tej koszmarnej kobiecie. Wiem, że nadal jest szefem i nadal się znęca nad tymi co zostali, ztrudnia miernoty, które jej schlebiają i są posłuszne. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: palejo Re: To więcej niż mobbing IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 12.04.02, 15:56 Cześć Magda. Jeśli już nic innego nie przyjdzie wam do głowy /tz. jak gościa załatwić/ to proszę skontaktuj się ze mną a ja chętnie was wyręczę. Zapewniam, że już nigdy nikomu nie pokaże swojego mieczyka. To jest poważna oferta a nie dowcip. Paweł palejo1@wp.pl Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ja. Re: Ku pokrzepieniu serc. IP: *.zabrze.sdi.tpnet.pl 09.04.02, 19:19 Przeczytaj i odreaguj: "Zera w garniturach " tygodnikforum.onet.pl/1080839,0,3142,924,artykul.html " Chorzy z władzy i na władzę " tygodnikforum.onet.pl/1080840,0,3142,924,artykul.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ethan1 Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: *.mpk.krakow.pl 16.04.02, 09:17 Witam wszystkich, Postanowiłem dorzucić parę uwag w dyskusji o mobbingu, ponieważ sam doświadczyłem tego na własnej skórze, ale niestety trochę za późno zadałem sbie sprawę z tego co się dzieje. Pracuję (jeszcze) w dziale informatyki, spółki transportu miejskiego w dużym mieście na południu Polski, kulturalnej stolicy polski. Moj kierownik przez rok utrudniał mi życie jak mógł, a solidarnie mu w tym pomagali co niektórzy pracownicy rozpoczynający dzień od zrobienia 'panu kierownikowi' kawy i podania popielniczki. Publicznie usłyszałem, iż zaniżam poziom tego wspaniałego działu, a gdybym się czymś zajął to efekty byłyby marne. W końcu zostałem odsunięty od wszystkich interesujących zadań, a gość rozpoczął podchody w zarządzie po to, żeby się mnie pozbyc. Na przełomie roku zmienił hasła administracyjne na serwerach i w ten sposób uniemożliwił mi wykonywanie obowiązków, licząc, że nie wytrzymam psychicznie i sam się zwolnię. Nastepnie dał mi wypowiedzenie, w którym między innymi stwierdził, iż nie powmagałem w pracach dodatkowych typu przenoszenie ciężkich przedmiotów. Oczywiście skierowałem pozew do sądu pracy, ale mam wątpliwości czy warto się dalej babrać w tym g...Być może odniosę zwyciętwo i wygram, ale może z drugiej strony jak najszybciej zapomnieć o tej klice, donosach i chamie z przypadku pełniącym kierowniczą funkcję. Pozdrawiam wszystkich, Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: emma Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: 62.87.216.* 23.04.02, 15:55 Mobbing to błędne koło.Możesz być najlepszy,ale dla nich twoja praca jest nic nie warta bo nie przynosi im bezposrednio kasy.Mozesz poswiecać sie dla firmy, ale oni powiedzą ze i tak sie nie starasz.Każdy twój sukces jest solidarnie przemilczny,zaś najmniejszy błąd przybiera postać katastrofy.Potem są nerwy,poczucie pustki,poniżenia ,krzywdy.Potem odpuszczasz albo męczysz sie dalej.Pracuje w niewielkiej firmie na płd.zach.kraju.Sama prowadze kadry,sekretariat i windykacje.Studiuje prawo.Biore na siebie naprawde duzo spraw.I wciąż słyszę tylko krytykę.Jestem coraz bardziej zestresowana,z byle powodu drża mi dłonie.Idąc do pracy czuję się jak przed maturą.Pracodawca nie daje mi szans.I gdzie mam uciec?Gdyby nie ta praca nie miałabym na studia.Uciakam więc w szukanie nowej posady.I wierzę w lepsze jutro. Moja rada dla innych ofiar mobbingu- nie dajcie sie.Ofiara mobbingu i tak prędzej czy później zostanie zwolniona.Nie dajcie się zaszczuć.Oni tylko tego pragną.Nie dajcie im tej satysfakcji.Jeśli studiujecie i pracujecie spróbujcie wolny czas podzielic na naukę i szukanie nowej pracy.Jeśli tylko pracujecie i nie macie rodziny to macie więcej czasu na szukanie nowej pracy.Tym lepiej.Ja wierzę ze ktoś w końcu dostrzeze moje zdolności.I szukam. Życzę Wam wszystkim powodzenia i samych sukcesów w (NOWEJ)pracy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: wowa Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: 213.186.92.* 20.04.02, 11:21 Byl Jas-Mos, Rydultowy, Bielszowice, Halemba i jeszcze wiele innych Kopaln gdzie o wlos uniknieto podobnych tragedii. Wielkie Komisje ustalaja przyczyny smierci gornikow a winnymi zawsze sa osoby dozoru. To co opisano w "GAZECIE" o USA i innych przypadkach to "maly pikus" porownujac z tym co dzieje sie w Kopalniach. W opisanych w "Gazecie" przykladach byla to tragedia pojedynczych ludzi a w Kopalniach konczy sie to smiercia jasli tylko kilku gornikow to jest szczescie. Opisane przyklady postepowania i "odzywek" to WERSAL !!! Zapraszam naukowcow i dziennikarzy ( tych natchnionych z Gazety tez) niech przyjma sie do pracy dolowej w kopalni i po jakims czasie moga opisac to o czym teraz wiedza tylko od gornikow ktorym postawia dwa piwa. A tak na marginesie. Czy dziennikarze opisujacy w tak pryncypialny sposob to co stalo sie w w/w Kopalniach czytaja nasze wypociny? Napewno NIE przecierz "czytalnosc" wzrosla - funkcja celu osiagnieta. Moze w Gazecie tez jest MOBBING ONI kazali napisac to napisalem . Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: dom Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: *.dialup.mindspring.com 23.04.02, 19:25 a ja mam firme w polsce. web designing itp. zatrudniam jedna osobe,sekretarke, ktorej glownym zajeciem jest odbieranie telefonow. Mila dziewczyna, tylko strasznie sie burzy gdy wysylam ja np. aby kupila papierosy. Jest to mobbing, czy tez nie? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Eledue Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: 213.134.132.* 29.04.02, 11:53 Bez przesady, od razu mobbing - po prostu zwykły brak ogłady. Nie chce Ci się podnieść czterech liter i robisz sobie z kogoś posłańca, pewnie jeszcze szklanki po Tobie zmywa. Eledue Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pracuś Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: *.czestochowa.cvx.ppp.tpnet.pl 24.04.02, 19:32 szef wykorzystuje mój pracoholizm , strasząc bądź to zwolmnieniem, bądź zmianą stanowiska na gorsze, na naradach robi zarzuty zwykle niesłuszne,nie daje szansy odpowiedzi, krzyczy, po czym zmienia temat i wsiada na następnego pracownika. Podwaza decyzje, zwleka, po czym po czasie wdraża je jako swoje, mówiąć,że trzeba było jego wkrozcenia do akcji , itd itd. od poczatku pracy nie dostałem pieczatki ani wizytówek - takie drobne szykany. Byłem jego pierwszym konkurentem i nie odszedłem. a tu znów wybory na szefa i ten strach -wiec trzeba zniszczyć przeciwników. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aga Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: *.icm.edu.pl / *.pl 24.04.02, 19:44 Nie mam może dużego doświadczenia zawodowego ok.2lat. Ale to co widzę przeraża mnie. Nie potrafię znaleźć racjonalego wytłumaczenia dlaczego jedni w firmie są traktowani lepiej tylko dlatgo że są bardziej w typie szefa. I nie chodzi tu o typ intelektualny ale o fizyczny. Pracuję w tej firmie bardzo krótko ale każdego dnia boję się że jednak mi podziękują z tego względu, że nie jestem blondynką nie mam figury modelki-a to jest typ szefa.to jakiś koszmar. Jak można żyć w takim świecie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Incognit Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: 213.17.129.* 03.06.02, 09:33 Najgorszymi szefami są Narcyze. Zapatrzeni w siebie, kradnący pomysły innym i wmawiający sobie, że są najlepsi i nieomylni. Ludzi, którzy im zagrażają wykańczają bez skrupułów. Są fałszywi i chamscy. Nigdy nie staną oko w oko aby powiedzieć prawdę, nie przyznają się do błędów i gdy tylko nadarzy się okazja okradną Cię bez zmróżenia oka. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Bouli22 Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: *.p.lodz.pl 30.06.02, 21:51 Pracuję w firmie,gdzie liczba dyrektorów = liczbie pracowników (3 na 3). Jestem najmłodsza, no, prawie, bo mój szef jest w moim wieku... Wielokrotnie upokarzał mnie przed innymi, każe mi robić bezsensowne rzeczy, np ostatnio przyczepil sie do tego, ze uzywam Outlook Express zamiast MS Outlook. Gdy wychodze z pracy, potrafi mnie wrocic zza drzwi i wymyslec robote. Czesto prawi mi kazania na temat: jakim to jestem beznadziejnym pracownikiem. 17 sierpnia konczy mi sie umowa... Jestem na ostatnim roku studiow, jak mi nie przedluzy umowy, to leze. Mozecie mi powiedziec, co ja mam z takim dupkiem zrobic? Odpowiedz Link Zgłoś
teddy4 Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? 01.07.02, 20:36 Zapytać szczerze o co mu chodzi. Może po prostu szuka pretekstu by zatrudnić swoją koleżankę? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: OZI Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: *.acn.pl / 10.129.130.* 05.07.02, 10:45 Chcialem wam opowiedziec moja historie, ale to chyba jest bez sensu. Wiekszosci z was nie przebije oryginalnoscia. Powiem wam, ze "troche" sie zmartwilem jak zobaczylem jak obszerne jest to forum. Jak sie bronic: zakladac wlasna firme, zacisnac zeby czy zostac "lizusem". Odpowiedz Link Zgłoś
micic Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? 05.07.02, 19:38 jeśli dręczy Cię szef zwiewaj gdzie pieprz rośnie - jak najszybciej - niech zastrzeli się sam nawet jeśli jest profesorem psychologii Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: m123 Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: *.swietochlowice.dialup.inetia.pl 07.07.02, 10:10 co zrobic? Chyba najlepiej powiedziec mu ze jest dupkiem i poszukac sobie roboty w innej firmie powodzenia Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: M.W. Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 20.08.02, 05:46 Nie musi! Wystarczy budowa siedziby Gazety Wyborczej pod nosem! I pobudki, świątek, piątek czy niedziela, o 3 rano dźwiękiem piły tarczowej/szlifierki. Po co mi wredny szef, kiedy mam już wrednego sąsiada? M.Wolcendorf Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: troll@ Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: *.sav.tkb.net.pl 21.08.02, 13:25 Szukam pracy i tak przejżałem tą stronę.......obudziły sie we mnie odczucia, które tkwią wewnątrz cały czas, a bardzo chciałbym o nich zapomnieć... Moje doświadczenia nie są tak dramatyczne jak np. Magdy, niemniej moja szefowa robiła wszystko w białych rękawiczkach, znała sie na rzeczy. Nie będę przybliżał szczegółów, gdyż nie będę oryginalny, a chodzi mi o inny aspekt sprawy. Nie wytrzymałem...odszedłem w maju. Czuje się jak śmieć, ponieważ dowiedziałem sie od znajomych, iż została stworzona "oficjalna wersja" przyczyn mojego odejścia (nadmieniam, iż w ciągu pół roku jestem trzecią osobą, która "nie wytrzymała" i podziękowała, zatem szefowa musi wzmocnić swoją pozycję w świetle opinii publicznej), otóż: - byłem beznadziejnym pracownikiem (liczne błędy merytoryczne, brak podstawowych umiejętności); - nielojalnym wobec zespołu i firmy (zwłaszcza niej); - nadużywałem "mienia firmy" (rzekome rachunki telefoniczne??? wynoszenie materiałów biurowych???)i pare innych drobniejszych zarzutów. Te i inne bzdety przedstawiane są np. na 6 godzinnym zebraniu pod tytułem : "Dlaczego firma musiała go zwolnić, ale była tak wspaniałomyślna, iż pozwoliła mu odejść" I co z tego, że ja wiem, że to bujdy wyssane z palca, że ona nawet nie ma żadnych dowodów (choćby tych rachunków telefonicznych)- opinia już została wykreowana... dzisiaj pracodawcy telefonicznie potwierdzają referencje, jedna firma już mi odmówiła, gdyż skonsultowała sie z nią co do przyczyn mojego odejścia.... Nie pracuję, już tam 3 miesiąc. Na początku odczułem ogromną ulgę, napięcie ostatnich kilku miesięcy było tak ogromne. Ale koszmar trwa nadal. Niepisaną zasadą przecież jest nie mówić podczas "interview" źle o poprzednim pracodawcy, gdyż u potencjalnego przyszłego budzi to uzasadnione podejrzenia co do osobowości kandydata. Czuję się okropnie zmyślając na rozmowie przyczyny mojego odejscia, a przecież to nie moja wina, to ja byłem ofiarą, czemu się muszę tego wstydzić?????? A kłamstwo i tak nie jest rozwiązaniem i tak jesteś na przegranej pozycji....wystarczy jeden telefon do niej....i po kłopocie....zaczynamy szukanie od nowa. Z drugiej strony - być szczerym ? To skazywnie się "z góry" na przegraną. Pracodawco, co chciałbyś usłyszeć od takiego kandydata na rozmowie kwalifikacyjnej ? A może lepiej go nie przesłuchiwać ? Przecież zawsze istnieje ryzyko, iż przełożona miała rację, to przecież ona z nim pracowała przez tak długi okres czasu.......? Pozdrawiam, troll@ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Zbulwersowany W Polsce nie ma niewolnictwa IP: 2.4.STABLE* / 192.168.1.* 07.10.02, 01:21 wiec jak sie nie podoba - zmien sobie prace! Podobno mamy wolny rynek, wiec w czy problem? Oczywiscie jak komus sie szef nie podoba - moze mu wytoczyc proces cywilny i tyle...... Marek z www.stosunki.pl Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ktosia Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: 195.117.242.* 08.10.02, 14:44 agora mnie dreczyla, gdy pracowalam w niej, a juz najbardziej paru takich redaktorkow Zrezygnowalam z pracy i jestem przeszczesliwa Nigdy wiecej nie bede z wami pracowac. Alleluja i do przodu!!1 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: helena Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: proxy / 195.136.122.* 10.10.02, 01:30 Mobbing zaczyna byc modny jako temat prasowy, a z przebiegu licznych dyskusji widac, ze coraz czesciej za mobbing uznajemy kazda niewygode w pracy. A to nie tak, nie kazdy niemily, szef lub niewlasciwe zachowanie jest swiadomym dreczeniem. Nie przesadzajmy - zwykle stresowe sytuacje to jeszcze nie psychiczne dreczenie. Ja podziele sie z wami tym co sama przeszlam, bo przeszlam przez faktyczny mobbing, choc wtedy nie znalam tego okreslenia. Zaczelo sie milo, zatrudnienie na stanowisku kierowniczym, potem szybki awans z zastepcy na szefa dzialu. Patrzac wstecz wiem ze juz wtedy poddawana bylam probie podatnosci na dreczenie. Pierwsze zabawy to podpuszczanie mnie przeciwko innym, tak bym byla osamotniona. Przy czym podpuszczajacy byl moim "najlepszym przyjacielem" i to wnim mialam miec oparcie. Faza druga to bylo napuszczanie kolegow-szefow rownorzednych komorek na mnie, zupelnie zglupialam, z dnia na dzien w obecnosci szefa instytucji bylam atakowana i on to akceptowal. Prosilam naiwnie o pomoc, ale przeciz otrzymac jej nie moglam bo prosby adresowalam do inspiratora. Faza trzecia - "ruszyla maszyna" - tzn z dnia na dzien ze swietnego pracownika i kierownika stalam sie osoba nie spelniajaco oczekiwan, przy czym maszyna pretensji rozpedzila sie b. szybko. Zle pracuje, nie spelniam oczekiwan, rosna zaleglosci itp itd. Wyciagano jednostkowe sprawy i pokazywano, ze przed moim przyjciem byly zalatwiane lepiej, liczono statystki wydluzenia czasu zalatwiania spraw - dostawalam wykresy kilka razy w tygodniu przy czym jak zawsze ze ststystykami - pokazywaly "sucha prawde" a nie prawde obiektywna. Np. na skutek zmiany sposobu segregowania spraw odkrylam cala sterte spraw nie zalatwionych od b. dawna, zostaly zalatwione przez co statystycznie wydluzyl sie sredni czas. I to ta srednia byla przedmiotem ataku. Nikogo tez nie obchodzilo to, ze z miesiaca na miesiac ilosc spraw zalatwianych wzrastala, a wraz z moim przyjsciem odeszla za moim poprzednikiem polowa pracownikow - trzeba bylo zatrudniac nowych, niedoswiadczonych. Wzywano mnie na rozmowe, na ktorej zapadaly ustalenia "jak wyjsc z kryzysu" - z terminem wykonania np 7 dni, po czym pare godzin pozniej wzywano by z tego rozliczac. Polecano przygotowac mi cos np. za 2 godziny po czym schodzono po 30 minutach by piłowac od nowa. Raz wzywal mnie szef, raz jego glowny pomagier. Doszlo do sytuacji w ktorej na wiesc ze jestem wzywana na gore dostawalam drgawek, w nocy zalewalam sie potem - gdy sie budzilam wszystko bylo mokre. Codziennie doprowadzano mnie do lez i wmawiano ogromne poczucie winy z tego powodu, ze "nie daje sobie rady". Wiele godzin spedzilam liczac ile spraw zalatwiam, dlaczego wystepuja opoznienia, analizowalam co wynika z przyczyn obiektywnych (zaszlosci wydzialu) na co sama mam wplyw. Gryzlam sie i o to wlasnie chodzilo. Podwazano moj autorytet u pacownikow, wymyslano drobne szykany dnia codziennego (np. z dnia na dzien odmowiono mozliwosci korzystania z samochodu sluzbowego). W koncu postanowiono wszczac procedure odpowiedzialnosci dyscyplinarnej. Zostalam wezwana na rozmowe do szefa w obeznosci kadrowej - zarzut to nie wypelnianie zeszytu wyjsc (oczywiscie byl to martwy zeszyt, ktorego w instytucji nikt nie wypelnial) Od jakiejs zyczliwszej duszy dowiedzialam sie ze mojego poprzednika tez w ostatnim czasie przeczolgiwano, "ale to co wyprawia sie z Panią przechodzi wszystko". Czy wiecie ile trwala ta faza dreczenia? Nie wiecej niz miesiac. B. intensywny miesiąc... Po kolejnym ze spotkan z szefami nie wytrzymalam, poszlam do lekarza (po raz pierwszy od bardzo wielu lat) i rozdygotana wyplakalam opis calej sytuacji. Dostalam zwolnienie - by dojsc do siebie - na ktorym spedzilam w sumie miesiac. Odpoczelam, ustabilzowalo mi sie cisnienie, przestalam sie budzic w nocy mokra jak po deszczu. Wrocilam do pracy ale na nizsze stanowisko i z powrotem zaczelam mozolnie sie piac. Po pewnym czasie zaczelam byc potrzebna mojemu szefowi. Dzis on juz nie pracuje w tej instytucji, ja jeszcze tak. Nie jest latwo, bo to taka instytucja, ze latwo byc nie moze. Ale przetrwalam, jestem szefem sporego zespolu i choc na pewno niejednokrotnie zdarzalo mi sie sprawic moim pracownikom przykrosc - wiem ze dreczenie innych jest w sumie przejawem bezsilnosci okrutnego szefa. Nie zamierzam byc okrutna i nie chce byc bezsilna. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Monika Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: *.kielce.cvx.ppp.tpnet.pl 21.10.02, 09:46 Mobbing istnieje i to w takich postaciach, że się w pale nie mieści. Mój były, podkreślam były szef poniżał mnie na każdym kroku. Ponieważ pracuję w oddziale (centrala mieści się w W-wie), pozwalał sobie nawet na to, że do słuchawki móił że dzis nie przyszłam do pracy...a ja siedziałam obok przy biurku! Niestety miarka się przebrała..i pojechałam do W-wy. Pracodawcy powiedziałam wszystko i chciałam złożyć wymówienie. Praca była mi bardzo potrzebna ale ...prawie zwariowałam i już mi było wszystko jedno. I otóż moi mili co się stało!!! Pracodawca lepiej zaczął się przyglądać mojemu przełożonemu. Skoro nie zajmował się pracą tylko pierdołami to.....po roku mojej udręki zwolnił go! M. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Nowinho JESTEŚ OFIARĄ MOBBINGU??? POMÓŻ MI!!! IP: *.acn.waw.pl 21.10.02, 19:46 JESTEŚ OFIARĄ MOBBINGU??? MOŻE CHCESZ MI POMÓC?? PISZĘ PRACĘ MAGISTERSKĄ POŚWIĘCONĄ TEMU PROBLEMOWI. PROBLEMOWI, KTÓRY NADAL NIE JEST ZAUWAŻANY I BRANY POWAŻNIE NIE TYLKO PRZEZ PRACODAWCÓW, ALE I PRAWO. CZY SPOTKALIŚCIE SIĘ W KODEKSIE PRACY Z TERMINEM "MOBBING"?? ON NIE ISTNIEJE!!! W TAKIM RAZIE NIE MA OFIAR MOBBINGU??? SZUKAM CHĘTNYCH OSÓB, KTÓRE WYPEŁNIĄ KRÓTKĄ, ANONIMOWĄ ANKIETĘ. JEŚLI CHCESZ MI POMÓC NAPISZ DO MNIE: NOWINHO@GAZETA.PL POZDRAWIAM NOWINHO Odpowiedz Link Zgłoś
jotembi ufff 21.10.02, 19:53 Wygląda na to, że w naszym biednym kraju wyzysk, aż pierze leci, nieszczęśni pracownicy masowo dręczeni przez okrutnych przełożonych... A czy ktoś może (pytam nieśmiało) ma sympatyczne układy z szefem? Oj Redakcjo miła, coś mi się widzi, że wymyślając tematy idziecie na łatwiznę... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: free Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 07.03.03, 21:03 Mysle ze moja wypowiedz moze wywolac szok i niedowierzanie u ofiar mobbingu, ale zdecydowalam sie ja tu zamiescic dla pocieszenia. :-) Nie kazdy szef to potwor. A oto moja POZYTYWNA historia :-) Mam 23 lata, pracuje w bardzo powaznej instytucji od lat prawie pieciu. Jestem najmlodszym pracownikiem. Moj szef to aniol.:-) Jest facetem, ktory w zyciu osiagnal baaaaaaaardzo wiele i w zwiazku z tym moglby miec o sobie baaaaaaaardzo wysokie mniemanie i deprecjonowac wartosc innych osob. Na szczescie jest NORMALNY, jest dobrym czlowiekiem. Kiedy zaczelam u niego pracowac, napawal mnie ogromnym lekiem, ze wzgledu na te swoje dokonania zyciowe, poziom wiedzy itd. Teraz sytuacja wyglada tak, ze moj szef sam robi mi kawe :-), traktuje mnie jak corke, pomaga w kazdej sytuacji, rowniez w osobistych. Do pracy moge przychodzic w jeanach, elegancki kostiumik zakladam, kiedy chce. :-) Szef nie patrzy na mnie z powodu luzackiego stylu dzikim okiem (czego sie w sumie obawialam :-) ). Awansowalam tak, ze po 5 latach pracy w naszej instytucji zajmuje stanowisko wyzsze niz osoby o 30-letnim stazu.:-) Szefa interesuje tylko to, czy jego pracownicy wykazuja talent i sa w swojej pracy dobrzy, czy nie. Na tej podstawie formuluje swoje oceny. Przyznaje, ze mam farta bo moj szef to dobry i normalny czlowiek. Chcialam od razu zastrzec, ze moj szef na mnie nie "leci", nie molestuje mnie seksualnie, nie jest moim krewnym. :-)) Ja z kolei nie jestem lizusem (posiadam raczej krnabrny charakterek:-) ), nie mam zwyczaju flirtowania z przelozonymi. Oprocz szefa mam jeszcze szefowa, z ktora bywam razem na imprezach, ktora zwierza mi sie z bardzo prywatnych spraw i rowniez mi we wszystkim pomaga. Pracujemy w zespole, pracownicy spotykaja sie na wspolnych imprezkach, jestesmy wszyscy w ukladach przyjacielskich. Jestem swiadoma, ze ta historia wyda sie ofiarom mobbigu groteskowa i nieprawdopodobna, ale to prawda. :-) Sama nie moge uwierzyc w swoje szczescie! :-) Wiem, ze mobbing istnieje i znam ofiary jego dzialania. Ostatnio moja znajoma, profesor uniwersytetu, wyznala mi ze jej szef (!) rzekl do niej: "Moze pani sikac ze szczescia, ze pozwalam pani jeszcze zasiadac za tym biurkiem". To i tak pestka, jesli brac pod uwage postepki szefa owej znajomej.... OFIAROM MOBBINGU ZYCZE WYTRWALOSCI W WALCE Z TYRANIA! :-) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: MaRo Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: *.luzyckie.sdi.tpnet.pl 08.03.03, 12:32 Czy te osoby o trzydziestoletnim stażu są też tak szczęśliwe, jak Ty? Takie wyróżnianie o czymś świadczy. Ciebie szef lubi i docenia. Zastanawiam się, czy te pominięte w awansach nie czują się żle? Ale cieszę się, że gdzieś komuś jest dobrze. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś