Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Mobbing - czy dręczy Cię szef?

      • Gość: Kasia Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: *.pl 21.03.02, 11:32
        Pracowałam w prestiżowej firmie. Moim szefem był Pan Dyrektor sędziwy wiekiem
        (70lat) wywodzący sie ze starej nomenklatury.Zostałam zatrudniona jako jego
        Asystentka. To co przeżyłam(jestem osobą po studiach, młodą, ambitną) jest
        niewyobrażalne. Kpiny, poniżanie, krzyki, niecenzuralne słownictwo.....Wyjście
        do toalety graniczyło z cudem, bo sprawdzał czy jestem "pod telefonem", a na
        moje nieszczęście nie miał mnie kto zastąpić.Jestem osobą atrakcyjną fizycznie,
        a jego dewiza życiowa to :mądra-brzydka i ładna-głupia - co przyznał na forum
        innych wysoko kwalifikowanych kobiet w firmie.Dowiedziałam się, że na moim
        stanowisku przewinęło się wiele dziewczyn, które po prostu nie wytrzymywały
        psychicznie. Ja juz na szczęśie tam nie pracuję, ale przykre jest to, że
        kolejne dziewczyny będą bezkarnie molestowane, bo przecież kto w obecnej
        sytuacji na rynku pracy oskarży swojego pracodawce.
      • konger Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? 21.03.02, 16:49
        A co sądzicie na temat idiotyzmów sprowadzanych z zachodu typu:
        zbiorowe wyjazdy integracyjne, nacisk na utożsamianie się z firmą,
        ścisłe egzekwowanie regulaminu ubierania się (patrz firma Andersen),
        obowiązek noszenia zegarka na prawej ręce itp?
        • jasmina_tdi konger 21.03.02, 16:58
          spedzam w tej firmie tyle czasu, ze jak pomysle jeszcze o integrowaniu sie na
          wyjezdzie to jest mi slabo! zreszta to bardzo specyficzna branza i integrujemy tu
          sie na co dzien:)))) jedno trzeba przyznac - ludzie tu sa niesamowici i
          wiekszosci z nich nie zamienilabym na zadnych innych:))) tylko przy tej ilosci
          czasu we wlasnym, nawet duzym gronie to mysle raczej o odintegrowaniu sie a nie
          na odwrot. Ubior,zegarki,mundurek - jak mowilam, nie ta branza, wiec mam to z
          glowy, a niespodziewany wypad do klienta w stroju dyskusyjnym,nie jest
          dyskutowany, bo "bo to taka specyfika" :))) na szczescie jak dla mnie, bo gdyby
          ktos mi mowil w co mam sie ubrac, to juz bylby szczyt!!!! (no chyba, ze na te
          wszystkie cudownosci dawalby kase - wtedy nie ma sprawy)


          konger napisał(a):

          > A co sądzicie na temat idiotyzmów sprowadzanych z zachodu typu:
          > zbiorowe wyjazdy integracyjne, nacisk na utożsamianie się z firmą,
          > ścisłe egzekwowanie regulaminu ubierania się (patrz firma Andersen),
          > obowiązek noszenia zegarka na prawej ręce itp?

          • konger Re: konger 21.03.02, 20:52
            Nie ma co ukrywac Jasmina, że zazdroszczę Ci tego, że lubisz ludzi ,z którymi
            pracujesz. To jest coś fantastycznego.
            • jasmina_tdi Re: konger 21.03.02, 22:19
              mysle, ze mialam farta! nie wszyscy tu sa aniolkami do lubienia:0 ale nawet jak
              jest jakis spor, to zazwyczaj od razu rozchodzi sie po kosciach! fart jest nawet
              podwojny, bo to jak sie dobralismy w zespole to juz komedia! Jestesmy dokladnie
              tacy sami:))) nawet ostatnio moja szefowa strzelila "wiesz co... ty to jestes
              taka sama jak X"... mamy idealne balagany na biurkach, bawia nas te same dowcipy,
              wpadamy na takie same pomysly i nawet biorytmy mamy takie same:))) ostatnio:
              kompletny dol psychiczny i idealna sprawnosc fizyczna :))) pewnie bedzie
              mordobicie:))) A tak serio: przy czyms takim praca uklada sie bardzo sprawnie i
              jak np przejmujemy po sobie jakies projekty, to nie ma dymu...
              a co z Twoimi wspolpracownikami??? typ podkladaczy nog????

              konger napisał(a):

              > Nie ma co ukrywac Jasmina, że zazdroszczę Ci tego, że lubisz ludzi ,z którymi
              > pracujesz. To jest coś fantastycznego.

              • konger Bój się Boga Jasmina 22.03.02, 13:06
                Bój sie Boga Jasmina nie róbcie mordobicia z powodu głupiego
                horoskopu. :-))
                Ja nie mogę się pochwalić współpracownikami z prostego powodu
                bo jestem BP
                Serdeczne po*
                • jasmina_tdi Re: Bój się Boga Jasmina 22.03.02, 18:19
                  hej!!!! dzieki za maile ale jestem/bylam az
                  do teraz calkowicie wyjeta :)))))
                  no a tdi to tdi :)))))
                  Przykro mi z powodu, ze jeste BP... czy to oznacza to co oznacza??? :((((
                  pozdrawiam

                  jasmine

                  konger napisał(a):

                  > Bój sie Boga Jasmina nie róbcie mordobicia z powodu głupiego
                  > horoskopu. :-))
                  > Ja nie mogę się pochwalić współpracownikami z prostego powodu
                  > bo jestem BP
                  > Serdeczne po*

                  • konger BP 22.03.02, 21:52
                    BP to BP I uśmiech inaczej :-(( , ale wieszał się z tego powodu nie będę.Dobrze
                    że jest internet.
                    Na razie pozdrawiam, ale jak mi nie powiesz co to jest tdi to skończę w domu
                    bez klamek.
                    Dla zachęty wyjaśnię swoje logo: Konger - ryba denna atlantycka do złudzenia
                    podobna do węgorza.
                    Po.
      • Gość: s@ny Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: *.radom.cvx.ppp.tpnet.pl 21.03.02, 19:35
        Po co to całe pieprzenie? Czyż to właśnie nie "Gazeta" jest nieformalnym
        organem Unii Wolności i Platformy Obywatelskiej - partii pachołków tłustych
        świń kapitalistycznych, które powtarzają w kółko, że trzeba "zliberalizować"
        kodeks pracy, bo pomoże to na bezrobocie? Choć przecież każdy wie, że będzie
        akurat odwrotnie. I czyż "Gazeta" nie mówi jednym głosem z tymi świniami, które
        dręczą pracowników już nie dla swoich interesów ale dla przyjemności, bo
        wiadomo że większość pracy na świecie mogą już wykonać maszyny a większość
        ludzi jest po prostu niepotrzebna? I czy to nie "Gazeta" mizdrzy się bałamutnie
        do tych biednych ludzi, forsując afirmację życia i postawę "keep smiling", wg
        najlepszych amerykańskich wzorców? Ludzie! Obudźcie się! Zobaczcie - Włosi i
        Argentyńczycy wiedzą, jak to załatwiać.
        PS: Czyż to nie logo firmy Andersen widnieje u dołu strony "Gazety" jako "nasi
        partnerzy"? Kilka lat temu już czytałam, że ta, ostatnio dość słynna firma,
        wymyśliła sposób na zwiększenie wydajności pracy - tzw. gorące biurka. Jedno
        biurko ma kilku pracowników, bo tak jest taniej. Jeden przychodzi, pracuje,
        odchodzi i zwalnia miejsce następnemu (ciekawe, czyja jest herbata w
        szufladzie). Dobrze pamiętam ten pomysł i jego autorów, "partnerów" "Gazety".
        Jeśli to nie jest mobbing, to co to jest?
        Łączę wyrazy.
        • Gość: Gosc Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 21.03.02, 23:01
          Pojecie mobbing na okreslenie zachowania w pracy nie istnieje w USA/Kanadzie.
          Jest natomiast pojecie sexual harassment, ktore jest interpretowane niezwykle
          szeroko. Stosunki w pracy zawsze beda odzwierciedleniem sytuacji na rynku pracy
          i prawa pracy w danym kraju. Wysoki stopien bezrobocia w Polsce i ogolna
          akceptacja komentarzy i zachowan o tle seksualnym utrzymuje obecny stan rzeczy.
          Zeby sie postawic, trzeba moc sobie na to pozwolic i wiedziec, ze prawo cie
          ochroni w twej walce.

          Howgh
          • Gość: lu Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: *.dip.t-dialin.net 22.03.02, 09:45
            Gość portalu: Gosc napisał(a):

            > Pojecie mobbing na okreslenie zachowania w pracy nie istnieje w USA/Kanadzie.
            > Jest natomiast pojecie sexual harassment, ktore jest interpretowane niezwykle
            > szeroko. Stosunki w pracy zawsze beda odzwierciedleniem sytuacji na rynku pracy
            >
            > i prawa pracy w danym kraju. Wysoki stopien bezrobocia w Polsce i ogolna
            > akceptacja komentarzy i zachowan o tle seksualnym utrzymuje obecny stan rzeczy.
            >
            > Zeby sie postawic, trzeba moc sobie na to pozwolic i wiedziec, ze prawo cie
            > ochroni w twej walce.
            >
            > Howgh

            Gdzieś powyżej już rozpoczełam ten temat.Moim zdaniem b. często mobbing zaczyna
            się molestowaniem seksualnym i zawsze pracownik wychodzi na tym źle. Jeśli
            akceptuje, to szef(czy szefowa) nim pomiata- pewny swojej nowej władzy nad nim.
            Jak nie akceptuje to też się zaczyna nad nim znęcać właśnie z tego powodu.Pisałam
            już o pewnym studiu filmowym, gdzie dokładnie tak się dzieje. Jedna przeszła
            przez łóżko szefa więc szef nią pomiata, a druga nie akceptowła i już nie
            pracuje.
            dlaczego się nie broni w sądach? Bo nie ma na to pieniędzy! Czy istnieje
            ubezpieczenie prawne od tego typu przypadków. Jeżeli tak to pewnie warto je
            płacić.
      • Gość: Bata A może by tak... IP: *.mpips.gov.pl 22.03.02, 11:40
        Czy zauważyliście, że w tej powodzi listów może dwa razy pojawia się nazwa
        firmy? Że nikt z nas nie miał (nie ma?) odwagi powiedzieć, gdzie i kto nas tak
        traktował? Pewnie, ci z byłych szefów, którzy to czytają, mogą powiedzieć - no
        pewnie, nie nadawał się do pracy, a teraz się usprawiedliwia i wymyśla jakiś
        wicie rozumicie mobbing. Niestety, nie jesteśmy wiarygodnymi świadkami, bo nikt
        z dawnych kolegów, jeszcze tam pracujących, nie potwierdzi naszych rewelacji, a
        nieobecni (czyli my) - wiadomo - nie mają racji. Czy z tym można coś zrobić?
        Acha, jak widać, ja też się boję, bo nie piszę, w jakiej firmie zakończyłam
        karierę.
        • madgoo NIC z tym nie można zrobić... 22.03.02, 12:29
          Chyba nic z tym nie można zrobić. Czy to władza demoralizuje ludzi, czyli - w
          tym wypadku - szefów?? Moim zdaniem nie do końca. Dojście do władzy tylko
          pogłębia wcześniej istniejące skłonności u tego, kto do władzy doszedł. Żeby
          dojść do władzy trzeba mieć 'odpowiednie' predyspozycje, gnębienie słabszych
          jest 'zapisane w genach' władcy.

          Tylko firma autokratycznie rządzona może się utrzymać. Demokracja wprowadza
          chaos i jest dlatego wrogiem firmy i wrogiem zysku. Czy ktoś kiedyś widział
          demokratyczną firmę? Bo ja nie. Jedyna metoda przeżycia - to zostać ulubieńcem
          szefa. Naturalnie - nawet ulubieniec szefa może mu czasem umyć kubek w kiblu,
          czemu nie. Wzajemny mobbing - to chyba nieodłączny element tzw. "kultury firmy".
          • Gość: Bata Re: NIC z tym nie można zrobić... IP: *.mpips.gov.pl 22.03.02, 12:38
            Smutne to co piszesz, ale niestety prawdziwe. Moja była firma nadal świetnie
            prosperuje, mimo tego, że właściciel, porządny (?!?!?!?) gość doskonale wie, za
            jaką cenę, i kto się do tego przyczynia. Ale za to jakie wyniki sprzedaży...
            mmmmmm..... palce lizać.
      • Gość: Milena A co z ostracyzmem w wykonaniu innych pracowników? IP: 194.181.153.* 22.03.02, 13:57
        Ja pracowalam w jednej komorce z osoba, ktora "pozjadala wszystkie rozumy". Nie
        akceptowała zadnych zmian ani moich uwag, a z racji pracy nad wspólnymi
        projektami taka współpraca była konieczna. Najgorsze, że była osobą starsza ode
        mnie i na wszelkie uwagi reagowała jakby był to atak na nią ze
        strony "smarkuli". Zapłakana i roztrzęsiona przychodziłam do domu. Po roku
        powiedziałam dosyć i odeszłam. Zdrowie było dla mnie ważniejsze od pieniędzy.
        Teraz mam znacznie gorszą pod wzgl. finansowym prace ale lepsze towarzystwo.
        • basza Re: do "ja" w sprawie automobbingu i zwrotu pienie 23.03.02, 00:06
          Chętnie zastanowię się nad rekompensatą zgłoszonych przez Ciebie strat, jakie
          rzekomo poniosłeś przeze mnie, tj. praca 72h bez przerwy oraz utrata pracy za a'
          50 tys.zł/miesięcznie, prosze tylko uscislij tylko parę szczegółów.
          Czy te 50tys. zł to były:
          - przychód Twojej firmy
          - dochód Twojej firmy
          - czy też wypłacałeś sobie taką pensję?
          Jeżeli to była pensja, to po co taka duża?
          A jezeli była to taka duża pensja, to czy dziś jesteś "rentierem"
          czy tez zaliczyłeś padaczkę na giełdzie? Mniej ważne, czy pensję taką
          wypłaciłeś sobie tylko raz, czy tez trwało to az do upojenia ze szczęścia, bo
          rozliczenia mozna zrobić za 1 miesiąc a następnie negocjować okres, jakiego
          miałoby to dotyczyć np.
          O tyle to ważne, że pozwoli mi policzyć w miarę rzetelnie
          (tak abys po raz kolejny nie ponióśł szkody) Twoje utracone korzyści.
          Nastepne pytanie: co to jest BB, ktore oglądasz a mnie zabraniasz?
          Mnie sie kojarzy z Uniwersytetem Wrocławskim im.Bolesława Bieruta lub Bardotką,
          który to uniwersytet zamiennie był nazywany jej imieniem.
          (słowo uniwersytet można znależć w każdej encyklopedi, w necie równiez).
          Dodam nieznany może, rys historii współczesnej. Prace zawodową można było
          rozpocząć w 14 roku życia (to znajdziesz pod hasłem: zbrodnie komuny).
          Jeżeli pozwolisz, przejdę teraz do tematu forum. Otóż odnoszę wrażenie, że
          wystepuje w Twoich postach sydrom "automobbingu". Zjawisko znane powszechnie z
          życia wyzszych sfer zarządczych. Otóż istotą i sens istnienia być może był
          przez lata wysoki poziom adrenaliny (staje sie narkotykiem) podnoszony poprzez
          dowartosciowywanie się nieustającym nękaniem podwładnych i ciężką pracą wkładaną
          w nieustające samopotwierdzanie się "ja jestem tak bardzo mądry jak oni
          (stojacy niżej na mojej własnej (!!!) drabinie, w tym drabinie wartości są
          głupi, tępi, nieroby itp.
          Gdy braknie, tychże własnie nierobów, to skąd uzalezniony ma brać codzienną
          dawkę adrenaliny? Mobbinguje siebie. Ale wiesz, to tylko mnie tak z pierwszego
          szczebelka tak sie tylko wydaje.
          Acha, dlaczego mam się uczyć polskiego? Znam ten język i przyznaję, że z
          trudem, ale rozumiem Ciebie. Bez pozdrówek.


          • Gość: Hamster Re: do IP: *.kielce.cvx.ppp.tpnet.pl 23.03.02, 12:37
            A dla mnie Ja! to po prostu zwykły dupek który ma za wysokie mniemenie o sobie.
            • Gość: BlackByl ~~~~~~~ A MNIE NIKT NIE DRĘCZY~~~~~~~~ IP: *.mlawa.sdi.tpnet.pl 23.03.02, 14:59
              eee tam ...wszyscy narzekają...a mój szef jest w niebie.
              • Gość: Ja. Re: ~~~~~~~ A MNIE NIKT NIE DRĘCZY~~~~~~~~ IP: *.zabrze.sdi.tpnet.pl 23.03.02, 17:14
                Gość portalu: BlackByl napisał(a):

                > eee tam ...wszyscy narzekają...a mój szef jest w niebie.

                Mnie też nie, zamknąłem firmę, zwolniłem ludzi
                i teraz dopiero wiem jak wygląda prawdziwe życie.
                Psa bym szybciej nauczył po chińsku szczekać niż tych ludzi pracy.
                Wszystko przez ten mobbing / po polsku - głupotę ludzką /
                • konger Re: ~~~~~~~ A MNIE NIKT NIE DRĘCZY~~~~~~~~ 23.03.02, 17:37
                  Jak jesteś jedyny co potrafi pracowac to pracuj sam.
                  Powodzenia
                • basza Re: do "ja" MNIE NIKT NIE DRĘCZY~~~~~~~~ 23.03.02, 20:23
                  Może jednak spróbuj z tymi psami?
                  Uważaj tylko, bo one naprawdę sie odszczekują
                  Jeden twój fałszywy ruch i pogryzą.
                  • Gość: JA. Re: Ja do basza. IP: *.zabrze.sdi.tpnet.pl 24.03.02, 16:52
                    Raport o polskiej niewiedzy

                    Bardziej niedouczeni niż polskie nastolatki są tylko Grecy i Portugalczycy

                    Międzynarodowy Program Oceny Umiejętności Uczniów (PISA), pod auspicjami OECD -
                    Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju - badał przez ostatnie trzy lata
                    kompetencje 15-latków w trzech obszarach wiedzy: rozumienia tekstu, myślenia
                    matematycznego i myślenia naukowego. Umiejętności, których autorzy badania
                    oczekują od uczniów, określone zostały nie tyle przez programy szkolne, co
                    przede wszystkim przez potrzeby współczesnego społeczeństwa. W pierwszym cyklu
                    badań brało udział około 265 tys. uczniów z 32 państw (wszyscy członkowie OECD
                    oraz Rosja, Łotwa, Lichtenstein i Brazylia). Polskie nastolatki znalazły się w
                    trzeciej dziesiątce. Wielu uczniów, zwłaszcza ze szkół zawodowych i
                    technicznych, uzyskało bardzo niskie wyniki. Stanisław Drzażdżewski z
                    Departamentu Strategii i Rozwoju Ministerstwa Edukacji Narodowej
                    przestrzega: "Według autorów badania, uczniowie, którzy otrzymali wyniki
                    wyraźnie poniżej przeciętnej, będą mieli problemy z radzeniem sobie w życiu".
                    Najwyższy poziom umiejętności czytania wymagał wyszukania ukrytej informacji w
                    trudnych tekstach, wykazania się dokładnym rozumieniem tekstów, a także
                    umiejętności ich krytycznej oceny. Poradziło sobie z tym zaledwie 5,9% polskich
                    uczniów (9,4% w całym obszarze OECD). Z kolei najniższa ocena oznacza, że uczeń
                    był w stanie jedynie wyszukać pojedyncze informacje i określić ogólną tematykę
                    tekstu. Poziom ten osiągnęło 14,6% polskich uczniów (OECD - 12,1%). Uczniowie,
                    którzy nie osiągnęli nawet tego poziomu, potrafią czytać w ściśle technicznym
                    znaczeniu tego słowa, natomiast nie są w stanie, czytając, zdobywać informacji.
                    Do tej kategorii zalicza się 8,7% uczniów w Polsce (6,2% w OECD).
                    Charakterystyczna dla polskich wyników jest przepaść pomiędzy liceami
                    ogólnokształcącymi a zasadniczymi szkołami zawodowymi. Na przykład na łącznej
                    skali rozumienia tekstu 80% uczniów LO osiągnęło wysoki lub najwyższy poziom,
                    co udało się zaledwie 3% uczniów ZSZ. Zaś prawie 40% uczniów ZSZ to
                    funkcjonalni analfabeci.
                    Myślenie matematyczne jest kolejną słabą stroną polskiej młodzieży. Nasi
                    uczniowie osiągnęli średnią 470 punktów, wyraźnie poniżej średniej ogólnej
                    wynoszącej 500 punktów. Wynik Polski jest co prawda lepszy od wyniku Grecji
                    (447) i Portugalii (454), daleko mu jednak do krajów osiągających najlepsze
                    rezultaty: Japonii (557 punktów) czy Finlandii (536). "Licea, czyli
                    ten "ciągnący" nas w górę typ szkół, mają więcej uczennic niż uczniów.
                    Dziewczęta lepiej radziły sobie w czytaniu i myśleniu naukowym niż chłopcy, ale
                    w przypadku matematycznego myślenia wypadły gorzej", potwierdza Stanisław
                    Drzażdżewski.
                    Kolejną piętą achillesową Polaków jest umiejętność myślenia naukowego -
                    wykorzystywania wiedzy o charakterze naukowym przy rozwiązywaniu problemów.
                    Polscy uczniowie osiągnęli tu średnio 483 punkty, podczas gdy np. Japończycy -
                    550, Finowie - 538, a Węgrzy - 496. W tyle za nami zostały znów Portugalia i
                    Grecja.
                    Wyniki polskich uczniów wywołały alarm w mediach. Jednak, zdaniem Stanisława
                    Drzażdżewskiego, należy zachować dużą ostrożność, interpretując te
                    wyniki: "Program PISA nie bada samej wiedzy. Nasi uczniowie wypadliby wtedy
                    dużo lepiej. PISA koncentruje się na tym, jak nabyta wiedza jest przetwarzana i
                    stosowana. Polskie szkolnictwo - wiele szkół stara się to zmienić - oparte jest
                    na przestarzałym systemie odtwarzania wiedzy i nie uczy samodzielnego
                    rozwiązywania problemów". Ponadto Polska jest krajem relatywnie ubogim w
                    porównaniu do innych biorących udział w badaniu: PKB na mieszkańca wynosi w
                    Polsce zaledwie 39% średniego PKB krajów biorących udział w badaniu, a wielkość
                    nakładów na edukację jednego ucznia - 37%. Nie jest jednak regułą, że bogate
                    państwa osiągają świetne wyniki - dla przykładu Niemcy i Włochy wypadły poniżej
                    średniej, zaś dochód krajów, które wyprzedziliśmy, jest o wiele wyższy niż u
                    nas.
                    Wyniki osiągane przez polskie szkoły w niewielkim stopniu zależne były od
                    takich czynników jak ich wyposażenie, kwalifikacje nauczycieli czy liczba
                    uczniów przypadająca na jednego nauczyciela. Zdaniem autorów badania, fakt, że
                    pewne państwa osiągnęły lepsze, a inne gorsze wyniki, nie przekłada się
                    bezpośrednio na ocenę sprawności ich systemów edukacyjnych. W przeprowadzonych
                    pół roku wcześniej badaniach wiedzy obywatelskiej polscy uczniowie byli jednymi
                    z najlepszych na świecie. Główne źródła zróżnicowania leżą poza szkołą - w
                    środowisku domowym uczniów, ich pochodzeniu społecznym, wykształceniu rodziców
                    i dostępie do dóbr kultury. Można więc powiedzieć, że to raczej szkoły są
                    dobre, ponieważ mają dobrych uczniów, niż uczniowie osiągają dobre wyniki
                    dzięki temu, że chodzą do dobrych szkół. "Powinniśmy koncentrować się na
                    zmianach w kolejnych latach badań, a nie na samych wynikach", mówi
                    Drzażdżewski. - Za trzy lata wszyscy polscy respondenci będą się uczyć w jednym
                    rodzaju szkoły, w gimnazjum". To na pewno wpłynie na wyniki. Poza tym mamy
                    młodzież bardzo ambitną - w ciągu dekady odsetek osób kończących szkołę maturą
                    wzrósł z 45 do 71%, a odsetek studiujących - z 10 do 40%. Tym możemy się
                    chwalić.

                    Karolina Monkiewicz
                  • Gość: Ja. Re: JA do basza. IP: *.zabrze.sdi.tpnet.pl 24.03.02, 17:07
                    Cywilizacja analfabetów

                    "Im mądrzej, tym głupiej" - pisał Witold Gombrowicz. To chyba najlepszy
                    komentarz do wstrząsających badań UNESCO na temat analfabetyzmu cywilizacyjnego
                    w Polsce. Nie tylko pozostajemy daleko za innymi państwami Europy i ta przepaść
                    się powiększa, ale wręcz zaczynamy hołubić naszą ignorancję.

                    Chcemy uczestniczyć w europejskiej kulturze, korzystać z dziedzictwa
                    cywilizacyjnego naszego kontynentu, współtworzyć wartości istotne dla
                    współczesnej Europy" - deklaruje minister kultury Kazimierz Ujazdowski. Brzmi
                    dumnie. Pojawia się tylko pytanie, kto w Polsce ma korzystać z europejskich
                    standardów cywilizacyjnych, technologicznych, organizacyjnych i kulturowych,
                    jeśli aż 80 proc. z nas nie rozumie prostych informacji i pojęć. Z czym chcemy
                    wejść do Europy, skoro 81 proc. Polaków nie potrafi formułować krótkich
                    komunikatów? Jak mamy wykorzystać szanse stwarzane przez procesy globalizacji,
                    jeśli 93 proc. nie umie korzystać z nowych technik bankowych, zaś 95 proc. ma
                    kłopoty z komputerem i Internetem? Co wreszcie wnieśliśmy do NATO, jeśli aż 68
                    proc. nie rozumie wewnętrznych zarządzeń i poleceń służbowych - armię
                    niedostosowanych?

                    Stan alarmowy
                    Dotarliśmy do najnowszych badań (prowadzonych pod auspicjami OECD i UNESCO) na
                    temat analfabetyzmu cywilizacyjnego. Nie zostały one jeszcze ukończone, udało
                    nam się jednak zdobyć najistotniejszą część wyników dotyczących 20 krajów
                    Europy. Analfabetyzm cywilizacyjny zdefiniowano w nich jako nieumiejętność
                    korzystania z przysługujących ludziom praw, informacji, technologii, dóbr
                    kultury i rozwiązań organizacyjnych. Badano między innymi rozumienie tekstów
                    użytkowych (na przykład instrukcji obsługi, ulotek dołączanych do leków,
                    rozkładów jazdy) i pojęć, zarządzeń i poleceń, sprawdzano umiejętność
                    korzystania z nowych technologii i usług, rozliczania się z podatków,
                    samodzielnego obliczania stopy procentowej.
                    Wyłaniający się obraz cywilizacyjnego zapóźnienia Polski jest wstrząsający -
                    wypadamy cztery, pięć razy gorzej niż społeczeństwa Zachodu, choć i tam
                    przecież cywilizacyjny i funkcjonalny analfabetyzm jest problemem niepokojącym
                    rządy i parlamenty. W Stanach Zjednoczonych w 1999 r. uruchomiono ponad 400
                    programów zwalczania tego zjawiska, wydano na ten temat 12 tys. publikacji. To
                    działania zrozumiałe, jeśli zważyć, że funkcjonalny i cywilizacyjny
                    analfabetyzm przyczynia się do wymier-nych strat amerykańskiej gospodarki,
                    szacowanych na 225 mld USD rocznie.
                    - Przyczyną tej sytuacji jest głównie nienowoczesny styl życia: na zalew
                    informacji Polacy reagują ich ignorowaniem, poza tym dokonują niewielkiej
                    liczby wyborów, niewiele się uczą, bo nie potrafią pracować w grupie,
                    niechętnie się przekwalifikowują, łatwo się zniechęcają - wyjaśnia prof.
                    Białecki. Czym tłumaczyć takie reakcje? Przede wszystkim przyzwyczajeniami
                    wyniesionymi z PRL i tęsknotą za minionym systemem. Chcemy konsumować jak w
                    kapitalizmie, a pracować jak w socjalizmie.

                    Europejczycy drugiej kategorii
                    Profesor Białecki uważa, że nasz stosunek do zdobyczy cywilizacyjnych i
                    technologicznych jest afunkcjonalny: nowych narzędzi nie traktujemy wyłącznie
                    użytkowo, lecz także jako znamiona prestiżu, identyfikacji grupowej. W efekcie
                    mała grupa nadąża za nowościami, a większość odwraca się do nich plecami. To
                    typowa reakcja na to, czego się nie rozumie, co uważa się za zagrożenie. Tak
                    reagują kolejarze, dla których nowoczesne technologie i rozwiązania
                    organizacyjne są zagrożeniem, bo oznaczają konieczność redukcji ponad 50 tys.
                    miejsc pracy. Podobnie jest z górnikami, hutnikami, pracownikami zbrojeniówki,
                    pielęgniarkami. Te ostatnie nie mają kwalifikacji, które umożliwiłyby im pracę
                    za granicą, mimo że ofert napłynęło już kilka tysięcy.
                    Polskie społeczeństwo znacznie odstaje cywilizacyjnie nie tylko od Skandynawów
                    czy zachodnich Europejczyków, ale także od Czechów i Węgrów, którzy z kolei
                    wypadają lepiej niż Portugalczycy. Gorsze od nas wyniki - nieznacznie -
                    uzyskali tylko Bułgarzy, Rumuni i Ukraińcy. Najgorzej nam idzie ze zrozumieniem
                    lub sformułowaniem prostych komunikatów i informacji użytkowych: kłopoty ma z
                    tym ośmiu na dziesięciu Polaków, podczas gdy w krajach UE - dwóch, trzech
                    badanych. Z rozliczeniem podatków i obliczeniem stopy procentowej, do czego
                    wystarczają umiejętności z zakresu algebry w szkole podstawowej, radzi sobie co
                    siódmy Polak i co drugi, trzeci mieszkaniec piętnastki. Pięcio-, sześciokrotnie
                    gorzej wypadamy też pod względem umiejętności posługiwania się nowymi
                    technikami i korzystania z usług informatycznych oraz bankowych. Kto będzie
                    zatem korzystał z usług oferowanych przez UMTS? Komu w Polsce potrzebne jest
                    szybkie wprowadzenie podpisu elektronicznego, umożliwiającego zawieranie
                    transakcji za pośrednictwem komputera? Do kogo adresowane są nowe usługi
                    bankowe?

                    Polak - fachowiec
                    Zapytaliśmy o to bankowców. Oficjalnie rzecznicy twierdzą, że pracownicy są
                    systematycznie szkoleni i radzą sobie z nowymi usługami i technologiami.
                    Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że nawet w bankach przejętych przez
                    renomowane, nowoczesne instytucje finansowe z Zachodu prawie połowa
                    zatrudnionych nie potrafi się dostosować do nowych wymagań, nie opanowuje
                    nowych umiejętności.
                    Z podobnymi kłopotami boryka się nasza armia. Nie tylko brakuje jej kilku
                    tysięcy specjalistów spełniających standardy NATO w ministerstwie, sztabie
                    generalnym i dowództwach poszczególnych rodzajów wojsk, ale nie obsadziliśmy
                    też kilkudziesięciu przyznanych nam etatów w Brukseli. Przeprowadzone w 1995 r.
                    przez wojskowych socjologów badania dowodzą, że 80 proc. żołnierzy zasadniczej
                    służby wojskowej nie potrafi napisać listu, ma także problemy z czytaniem i
                    rozumieniem instrukcji obsługi najprostszego sprzętu. Czy łatwiej będzie im
                    zrozumieć skomplikowane instrukcje nowoczesnych radarów, które niedawno kupiło
                    MON?
                    Dysponujemy już takimi samymi narzędziami jak obywatele UE. Jeżeli mamy gorsze
                    wyniki, to nie dlatego, że otrzymujemy gorsze czy mniej efektywne linie
                    produkcyjne, ale dlatego, że nie zawsze wiemy, co z nimi robić.
                    Rzekomo dobrze wykształcony polski robotnik nie potrafi się na przykład
                    posługiwać automatem do spawania karoserii (problemy pojawiły się zarówno w
                    fabryce Fiata w Bielsku-Białej, jak i w zakładzie Opla w Gliwicach). Robotnicy
                    z Huty Warszawa nie umieli obsługiwać automatycznej linii produkcyjnej,
                    zamontowanej przez nowego właściciela, koncern Lucchini. Fachowcy z WSK w
                    Świdniku nie potrafili korzystać z francuskich urządzeń diagnostycznych.
                    - Proces popadania w funkcjonalny analfabetyzm zaczyna się tuż po ukończeniu
                    szkoły podstawowej: 20 proc. absolwentów podstawówek ma kłopoty ze zrozumieniem
                    prostych czytanek - mówi prof. Zbigniew Kwieciński z UAM w Poznaniu. Czy może
                    zatem dziwić, że ponad trzy czwarte rodaków nie rozumie nawet instrukcji
                    obsługi golarki? - Większość klientów składa reklamacje, bo nie radzi sobie z
                    dostrojeniem wideo do telewizora, nie mówiąc już o programowaniu - opowiada
                    Ryszard Nycz z serwisu firmy Panasonic. - Jeden z klientów reklamował golarkę,
                    a nie zauważył, że nie zdjął folii ochraniającej tarcze tnące - dodaje Marian
                    Przybylski z serwisu firmy Braun. - Klientka reklamowała pralkę, która nie
                    działała, bo nie zdjęto blokady, stosowanej w czasie transportu - tłumaczy
                    Marek Krawiec, pracujący w serwisie Ardo.

                    Szkoła niekompetencji
                    Nie tylko nie przyswajamy nowości, ale nie mamy także umiejętności potrzebnych
                    w tradycyjnym społeczeństwie przemysłowym. Wedle raportu IALS (International
                    Adult Literacy Society), 42 proc. polskiego społeczeństwa stanowią funkcjonalne
                    kaleki, osoby nie tylko mające trudności z rozumieniem podstawowych tekstów i
                    informacji, ale nie radzące sobie też w urzędach, nie potrafiące korzystać z
                    pełni praw obywatelskich. W USA odsetek ten jest ponaddwukrotnie mniejszy, a
                  • Gość: Ja. Re:JA do basza. IP: *.zabrze.sdi.tpnet.pl 24.03.02, 17:12
                    W USA odsetek ten jest ponaddwukrotnie mniejszy, a w Szwecji nawet
                    pięciokrotnie mniejszy.
                    Jak wynika z ankiety Instytutu Badań Edukacyjnych, prawie połowa uczniów
                    polskich szkół nie rozumie czytanek i zadań tekstowych. Z kolei badania
                    Instytutu Pedagogiki Uniwersytetu Warszawskiego przekonują, że dzieci bardzo
                    mało czytają. Zaledwie 17 proc. potrafi wskazać ulubionego pisarza, a i to
                    najczęściej wymieniają autorów lektur - zwykle Marię Konopnicką, której dzieła
                    niewiele powiedzą uczniom o współczesnym świecie. Może więc rację miał
                    niemiecki krytyk Marcel Reich-Ranicki, gdy twierdził, że nie tylko czytelnicy,
                    ale też polscy pisarze gloryfikują rodzimy skansen, nijak się mający do wyzwań
                    ery globalizacji.
                    Dlaczego mamy problemy ze zrozumieniem tekstów literackich, umów bankowych,
                    komunikatów pogodowych, formularzy podatkowych, ofert promocyjnych, instrukcji,
                    ulotek? - Część nie rozumie, bo nie chce zrozumieć. Wytworzyliśmy rodzaj
                    mechanizmu obronnego przed kapitalizmem, który zbyt wiele od nas wymaga -
                    tłumaczy Andrzej Piotrowski, ekspert Centrum im. Adama Smitha.
                    Prof. Tomasz Goban-Klas uważa, że nowy system gospodarczy, a szczególnie jego
                    racjonalność, jest dla wielu Polaków szokiem. - W socjalizmie nasze życie było
                    proste. Nie trzeba było rozumieć rozkładu jazdy PKS, bo autobusy i tak
                    jeździły, jak chciały. Rozumienie było nieprzydatne, a samodzielność
                    nieistotna.

                    Skazani na klęskę?
                    Nasza edukacja wygląda dobrze tylko w deklaracjach. Aż 75 proc. badanych przez
                    CBOS przyznaje, że priorytetem jest dla nich kształcenie dzieci. W
                    rzeczywistości w naszym kraju nie ma tradycji kształcenia, a szczególnie
                    samokształcenia. - W gruncie rzeczy jesteśmy wciąż plebejskim społeczeństwem.
                    Mamy aspiracje, by się dorobić, i ogromny apetyt konsumpcyjny, ale powodzenia
                    nie wiążemy z wykształceniem. Przeciwnie, w niektórych środowiskach obowiązuje
                    równanie w dół. To powoduje, że nie ma społecznej presji na kształcenie, zaś
                    niewiedza i niekompetencja nie są piętnowane - tłumaczy Krzysztof Pawłowski,
                    rektor Wyższej Szkoły Biznesu w Nowym Sączu. Poza tym w Polsce właściwie nigdy
                    nie było silnego mieszczaństwa.
                    Skutki funkcjonalnego i cywilizacyjnego analfabetyzmu to bardzo wymierne
                    straty. Jeśli nie potrafimy czytać umów, nie rozumiemy na przykład, że nie
                    wygraliśmy wycieczki na Malediwy, lecz zapłaciliśmy za nią, a nawet
                    przepłaciliśmy, kupując bardzo drogi komplet kołder czy garnków. Gdy nie
                    potrafimy obliczać stopy procentowej, kredyt za "półdarmo" okazuje się wysoko
                    oprocentowaną pożyczką. Co gorsza, wciąż popełniamy te same błędy, skutkiem
                    czego jest narastająca frustracja i jeszcze większa niechęć do uczenia się. I
                    tak koło się zamyka.
                    Wyniki badań przeprowadzonych przez Centrum im. Adama Smitha wykazują, że co
                    dwudziesty Polak, podejmując decyzje finansowe, jest w pełni świadom, jakie
                    będą tego konsekwencje. Dwie trzecie gospodarstw domowych nie osiąga swoich
                    celów finansowych, ponieważ nie potrafi ułożyć odpowiedniego planu przychodów i
                    wydatków. Dwie trzecie pracowników nie ma pojęcia, jak wyliczyć - w zależności
                    od zebranego funduszu - wysokość przyszłej emerytury.
                    To nie tylko wina uczniów, że opuszczają szkoły jako wtórni analfabeci. Z badań
                    prof. Aleksandra Nalaskowskiego z UMK w Toruniu, który sprawdzał poziom wiedzy
                    nauczycieli, wynika, że treści zawartych w podręcznikach nie rozumie prawie
                    połowa pedagogów. - Paradoksalnie, to szkoła jest w dużym stopniu źródłem
                    cywilizacyjnego analfabetyzmu, bowiem uczy nieadekwatnych rozwiązań
                    współczesnych problemów. A ponieważ nauka zajmuje dużo czasu, uczniowie nie
                    szukają innych źródeł wiedzy lub robią to w niedostatecznym stopniu - komentuje
                    prof. Ireneusz Białecki.
                    - Błędem jest przekonanie, że ignorancja to klucz do wolności od wymagań
                    współczesnego życia. Funkcjonalni analfabeci zostają zepchnięci na margines i
                    tworzą getto, z którego trudno się wydostać - tłumaczy Regina Lee Wood, prezes
                    National Right to Read Foundation. Do getta mogą zostać zepchnięte nie tylko
                    jednostki, ale nawet całe kraje. Dla Polski jest to całkiem realne zagrożenie.

                    Agnieszka Filas
                  • Gość: JA. Re:JA do basza. IP: *.zabrze.sdi.tpnet.pl 24.03.02, 17:18
                    Bezrobocie: Polityczne rękodzieło

                    Ponad połowa polskich bezrobotnych nie nadaje się do żadnej pracy

                    W Polsce stopa bezrobocia wynosi 15 proc., na Białorusi - 2,5 proc., a średnia
                    płaca - 50 dolarów, czyli mniej niż polski zasiłek dla bezrobotnego. Godząc się
                    (podczas elekcji swych przywódców) na liche zarobki i ukryte bezrobocie,
                    Białorusini automatycznie godzą się na brak wyboru: u nich nie można się starać
                    o pracę, lecz "ma się zatrudnienie". Polacy zaś wybór mają. Odzyskaliśmy prawo
                    do niego jedenaście lat temu, gdy wprawdzie wszyscy "mieli zatrudnienie", lecz
                    stopa ukrytego (przez socjalizm) bezrobocia przekraczała 30 proc., a przeciętny
                    zarobek nie sięgał 50 dolarów. Wtedy każdy z nas zaczął decydować: czy chce
                    walczyć o pracę i jej utrzymanie, czy też woli nadal żądać zatrudnienia? Czy
                    gonić Europę, czy żyć po białorusku? Czy starać się wciąż zdobywać nowe
                    kwalifikacje i umiejętności, opuścić miasteczko, w którym splajtowała jedyna
                    fabryka, czy czekać na cud?
                    Nieco ponad połowa naszych bezrobotnych - prawie półtora miliona ludzi: ciągle
                    czeka na zatrudnienie. - Z wyjątkiem młodszych, którzy być może kiedyś się
                    obudzą, najprawdopodobniej już nigdy pracy nie znajdą, bowiem do żadnej się nie
                    nadają - mówi wprost prof. Jan Winiecki, ekspert ekonomiczny Platformy
                    Obywatelskiej. Istnieje jednak całkiem realna groźba, że także te mobilniejsze
                    półtora miliona bezrobotnych nie znajdzie zbyt szybko pracy, gdyż w
                    najbliższych latach w Polsce nie będzie bezrobotnych ubywać, wręcz przeciwnie -
                    będzie ich nadal gwałtownie przybywać: setki tysięcy każdego roku. Stanie się
                    tak, jeśli natychmiast nie pozbawimy pracy naszych zawodowych producentów
                    bezrobocia - tych polityków i związkowców, którzy od lat pod hasłem walki z
                    bezrobociem powiększają je: podnosząc podatki, chroniąc miejsca pracy w
                    nierentownych firmach, podwyższając zasiłki i płacę minimalną!

                    Syndrom Ślimaka, czyli bezrobotni niemobilni
                    W Warszawie bezrobocie wynosi tylko 3 proc. (co w praktyce oznacza, że go nie
                    ma), a pracę na czarno znajduje tam około 60 tys. obcokrajowców, w Radomiu
                    natomiast stałego zajęcia nie ma co czwarty dorosły (stopa bezrobocia
                    rejestrowanego sięga 23 proc.). Z Radomia do Warszawy (100 km) jedzie się
                    niecałe półtorej godziny. Dlaczego bezrobotni radomiacy nie wpadli na pomysł
                    szukania pracy w Warszawie?
                    Praca czeka zresztą nie tylko w Warszawie; także w Gdańsku, Krakowie,
                    Katowicach, Poznaniu, Wronkach (województwo wielkopolskie), Grajewie
                    (województwo podlaskie). Czeka często miesiącami. Kilka lat temu, gdy waliła
                    się Stocznia Gdańska, ze Szczecina nadeszła propozycja zatrudnienia kilkuset
                    ludzi. Niemal nikt się nie zdecydował. Woleli czekać na cud. Podobnie jak
                    polskie pielęgniarki, które niedawno zachęcano do wyjazdu do pracy w Norwegii,
                    i rybacy, których kusili pracą Irlandczycy.

                    Syndrom magistra analfabety, czyli bezrobotni wykształceni nieucy
                    Gdyby IBM, Toshiba, Nokia, Microsoft chciały nagle koło Koszalina, Olsztyna,
                    Rzeszowa czy Suwałk zacząć wytwarzać swe produkty, to czy znalazłyby
                    potrzebnych pracowników? Wątpliwe, jeśli zważyć, że aż 76 proc. Polaków nie
                    potrafi zrozumieć informacji zawartych w takich tekstach, jak instrukcje
                    obsługi, ulotki dotyczące sposobu zażywania leków, rozkłady jazdy, mapy pogody,
                    formularze podatkowe, reklamy kredytów, wnioski o pracę itp. Ba, wśród
                    przebadanych absolwentów studiów magisterskich tylko 17 proc. prawidłowo
                    zrozumiało te teksty! - Duży kłopot sprawiają też ludzie - kiedyś nawet nieźli
                    w swoim fachu - którzy nie odczuwają potrzeby ciągłego uczenia się, nadążania
                    za postępem technologicznym. W wypadku naszej branży nie ma nawet nawyku
                    śledzenia prasy fachowej. Aby go wyrobić, musieliśmy zacząć wydawać swoją
                    gazetę i rozdawać za darmo we współpracujących z nami instytucjach - mówi Roman
                    Rojek, prezes Atlasu SA. Mamy więc w Polsce w istocie do czynienia z wysokim
                    bezrobociem przy równoczesnym głębokim deficycie ludzi zdolnych do efektywnej
                    pracy!

                    Syndrom Arizony, czyli bezrobotni alkoholicy i pijacy
                    Byli pracownicy PGR-ów, którzy topią swoją biedę i frustrację w butelkach
                    taniego wina Arizona, to jedynie niewielki wycinek szerszego zjawiska. W Polsce
                    (na wsi i w miastach) żyje ponad milion osób zarejestrowanych w przychodniach
                    odwykowych. To ludzie - nie bez własnej winy - bardzo nieszczęśliwi. Ilu z nich
                    jednak nadaje się do pracy i kto odważy się ich zatrudnić? Nie trzeba dodawać,
                    że ów milion to tylko wierzchołek wódczanej góry - przecież nie wszyscy
                    alkoholicy rejestrują się w poradniach. W wielu firmach, nawet całych branżach,
                    pijaństwo to prawdziwa plaga. - W branży budowlanej wiele przedsiębiorstw do
                    dzisiaj boryka się z problemem porzucania pracy po dniu wypłaty - mówi Jeremi
                    Mordasewicz z BCC, przedsiębiorca budowlany. Rosnąca konkurencja sprawia, że ci
                    ludzie albo już stracili, albo wkrótce stracą pracę.

                    Syndrom bezrobocia dziedzicznego, czyli rodzina bez pracy
                    1,5 mln ludzi, czyli prawie 60 proc. ogółu bezrobotnych, pozostaje w Polsce bez
                    pracy dłużej niż pół roku. Psychologowie porównują szok związany z utratą pracy
                    ze stresem wywoływanym przez rozpad małżeństwa. Bezrobotny ma wrażenie, że
                    świat wali mu się na głowę - czuje się niepotrzebny, nieprzydatny. - Ludzie
                    pozbawieni pracy przez dłuższy czas zaczynają się urządzać w świecie bez pracy:
                    ograniczają wydatki, popadają w samotność i przygnębienie, tracą kontakt z
                    zapracowanymi znajomymi i krewnymi - komentuje psycholog Andrzej Samson. -
                    Każdego roku 700 tys. bezrobotnych odmawia przyjęcia oferowanej im posady -
                    mówi Piotr Kołodziejczyk, wiceminister pracy. Dlaczego? Pracują na czarno czy
                    może odwykli od pracy, przyzwyczaili się do życia byle jak? Na dodatek swoją
                    postawę przekazują - często jako jedyny posag - swoim dzieciom. W ten sposób
                    choroba bezrobocia staje się chorobą dziedziczną.

                    Bezrobotny: zawód wyuczony w szkole
                    - Po ukończeniu szkoły młody człowiek gotowy jest do podjęcia pracy u kogoś,
                    ale nie do prowadzenia nawet skromnego biznesu na własną rękę - zauważa Andrzej
                    Olechowski, lider Platformy Obywatelskiej. - Uczy się go biologii, geografii,
                    przedmiotów zawodowych, ale nie tego, jak prowadzić księgowość, prawidłowo
                    wypełnić wniosek kredytowy, wystawić fakturę, zbadać lokalny rynek.
                    Tego wszystkiego nauczyć ma ich życie, a nie szkoła. Tyle że to bolesna nauka.
                    Na skutek wyżu demograficznego na polski rynek pracy trafi w ciągu kilku
                    najbliższych lat tylu młodych ludzi, ilu we wszystkich państwach Unii
                    Europejskiej łącznie. A przecież stopa bezrobocia wśród nich już teraz
                    dwukrotnie przewyższa i tak wysoką średnią krajową!

                    Walka z bezrobociem, czyli produkowanie bezrobotnych
                    Polskę czeka w najbliższych latach bezrobocie, które przekroczy 20 proc., a
                    może nawet 25 proc.! Henryka Bochniarz, prezes Polskiej Konfederacji
                    Pracodawców Prywatnych, uważa, że przyczyną tego stanu rzeczy jest to, iż w
                    Polsce żadna partia i żaden związek zawodowy nie zajmuje się rzeczywistą walką
                    z bezrobociem. - Jeśli już interesują się bezrobotnymi, to wyłącznie po to, by
                    wykorzystać ich podczas kampanii wyborczej. I na tym się kończy - mówi Henryka
                    Bochniarz.
                    Walka z bezrobociem po polsku to w istocie produkowanie bezrobotnych, w czym
                    wyspecjalizowało się wielu polityków z PSL, SLD, ROP, AWS i wielu innych
                    drobniejszych partii. To oni wymyślają wciąż nowe "programy walki z
                    bezrobociem", które tak naprawdę zawsze skutkują jego zwiększeniem. Od 3 do 5
                    punktów procentowych - jak się szacuje - wzrosło polskie bezrobocie tylko na
                    skutek "ochrony miejsc pracy", czyli dotowania nierentownych zakładów i
                    tolerowania narastania ich długów wobec skarbu państwa przy bezwzględnym
                    drenowaniu podatkami tych rentownych!

                    PZP(b)R, czyli Partia Zwolenników Polskiego bezRobocia
                    "Dzisiaj głównym źródłem bezrobocia w Polsce jest import bezrobocia. Plany Unii
                    Europ
                    • Gość: JA Re:JA do basza. Ostatni gasi... IP: *.zabrze.sdi.tpnet.pl 24.03.02, 17:30
                      To nie ekspansja to ucieczka

                      Biznes

                      Wysokie koszty pracy zmuszają polskich przedsiębiorców do otwierania fabryk na
                      Wschodzie.

                      Lech Gabrielczak, szef działu eksportu łódzkiego Atlasu, dwa lata temu jadł
                      obiad w restauracji na szczycie moskiewskiej wieży telewizyjnej Ostankino. Po
                      deserze, wiedziony ciekawością budowlańca, zajrzał na remontowane właśnie
                      zaplecze. Na podłodze leżały dobrze znane mu opakowania kleju z
                      charakterystycznym bocianem, logo jego firmy.
                      Pomyślał: skoro Rosjanom opłaca się wieźć z Polski towar przez 2,5 tys.
                      kilometrów, zbudujmy im fabrykę pod Moskwą, a sprzedamy tu dziesięć razy tyle
                      co dotychczas.
                      W tym roku w Dubnej, 100 km na północ od stolicy Rosji, ruszy fabryka Atlasu,
                      która będzie produkowała rocznie 300 tys. ton suchej zaprawy budowlanej. Firma
                      wyda na to 15 mln zł, zatrudnienie znajdzie
                      kilkudziesięciu Rosjan.
                      Atlas nie jest wyjątkiem. Polskie firmy coraz chętniej budują fabryki poza
                      granicami naszego kraju. I choć możemy być dumni z ich zaradności, to jako
                      obywatele państwa nękanego wysokim bezrobociem
                      i deficytem budżetowym nie mamy z czego się cieszyć. Eksport polskiego kapitału
                      to mniejsze podatki do budżetu i mniej miejsc pracy.
                      - Wiele polskich firm zaczynających inwestować za granicą ucieka przed wysokimi
                      kosztami pracy w Polsce. Bo one zjadają ich zyski - mówi prof. Jan Winiecki z
                      Uniwersytetu Viadrina we Frankfurcie, który jako pierwszy zwrócił uwagę na nowe
                      zjawisko, wymykające się na razie statystykom.
                      To, że motorem zagranicznej ekspansji polskich firm jest poszukiwanie tańszej
                      siły roboczej, widać na mapie. Zdecydowana większość polskich inwestorów
                      wybiera kraje na wschód od Bugu, gdzie płace są dwa, trzy razy niższe niż w
                      Polsce. Na Ukrainie fabryki otwierają lub mają zamiar otworzyć: Vitbis
                      (bombki), Ispol (żaluzje), Inter Groclin (fotele samochodowe), Nowy Styl
                      (krzesła). Producent galanterii skórzanej Wittchen i potentat bieliźniany
                      Atlantic wybrały Chiny. Atlas zbudował zakład w Rosji przede wszystkim po to,
                      by zaoszczędzić na kosztach dowozu towaru na nowy perspektywiczny rynek. Ale i
                      on docenia fakt, że tamtejsi robotnicy zadowalają się wynagrodzeniem rzędu 200
                      dolarów miesięcznie.
                      - Ja się tym firmom nie dziwię - mówi Rafał Antczak, ekspert Centrum Analiz
                      Społeczno-Ekonomicznych. U nas pozapłacowe koszty pracy, a więc składki na
                      ubezpieczenia społeczne, zdrowotne, emerytalne i Fundusz Pracy, sięgają aż 86
                      procent wynagrodzenia. Dla porównania: w USA nie przekraczają 38 proc. i kraj
                      ten ma trzykrotnie niższe bezrobocie niż Polska.
                      Śladami Amerykanów idą Rosjanie i Ukraińcy. Obniżając koszty pracy i podatki,
                      tworzą korzystny klimat dla inwestorów. - Czy pan wie, że na Ukrainie nie ma
                      związków zawodowych? - pyta Antczak.
                      Janusz Prus, prezes fabryki bombek i ozdób choinkowych Vitbis z dolnośląskiej
                      Złotoryi, w miniony piątek właśnie wrócił ze Lwowa. Produkcja w tamtejszym
                      zakładzie jest na tyle opłacalna, że Prus planuje 10-krotnie zwiększyć
                      zatrudnienie, do 200 osób. Dlaczego tam? W Polsce koszt wytworzenia jednej
                      dużej, bogato zdobionej bombki wynosi 8 zł. W ukraińskiej fabryce - dwa razy
                      mniej.

                      Paradoksalnie, gdyby nie lwowski zakład, nie moglibyśmy eksportować do Unii
                      Europejskiej. Bombki produkowane w Polsce są dla Niemców i Włochów za drogie -
                      tłumaczy prezes Vitbisu. Wynika to także z wysokiego kursu naszej waluty. Za
                      sprzedawane w strefie euro towary firmy dostają relatywnie mało złotówek. -
                      Kursu nie zmienimy. Jedyne, na czym mogliśmy zaoszczędzić, to koszty robocizny -
                      mówi Prus. Robotnicy na Ukrainie co miesiąc odbierają w kasie 150-200 dolarów,
                      podczas gdy ich odpowiednicy w Złotoryi o 100 procent więcej.
                      Z podobnych powodów Ukrainę wybrał też Inter Groclin Auto, zaopatrujący w
                      fotele i poszycia największe koncerny samochodowe w Europie, m.in. Renault,
                      Fiat, Volvo, Porsche. Na eksport idzie aż 98 proc. produkcji firmy. - Nie
                      możemy czekać, aż nas wykończy silna złotówka - mówi prezes Zbigniew Drzymała.
                      Ma nadzieję, że spółka Groclin Karpaty z siedzibą w Użgorodzie znajdzie zbyt
                      dla swoich produktów w czeskich fabrykach samochodów. Budowa nowego zakładu
                      pochłonie ok. 40 mln zł. - Z naszych obliczeń wynika, że na tej inwestycji
                      zaoszczędzimy od razu 15 mln zł. Będzie to możliwe dzięki niższym kosztom pracy
                      i ulgom inwestycyjnym, jakie daje nam tamtejsza specjalna strefa ekonomiczna -
                      mówi Drzymała. Szacuje, że obroty zakarpackiej fabryki wyniosą 500 mln zł
                      rocznie, mniej więcej tyle, ile osiągają dwa polskie zakłady Groclina.
                      Zatrudniają one 3 tys. Polaków, pracę w użgorodzkiej filii znajdzie 2 tys.
                      Ukraińców.

                      • Gość: JA. Re: JA do basza. IP: *.zabrze.sdi.tpnet.pl 24.03.02, 18:28

                        Londyński „Guardian”, znany ze swojej lewicowej orientacji, poświęca wiele
                        uwagi prawom pracowniczym i sytuacji na rynku pracy. Dzisiejsze wydanie otwiera
                        czołówka: „Sędziowie ucinają procesy o stres”.

                        Jak relacjonuje gazeta, w Wielkiej Brytanii będzie trudniej uzyskać od
                        pracodawcy odszkodowanie za uszczerbek na zdrowiu spowodowany stresem. Wyrok
                        sądu apelacyjnego w Londynie, rozpatrującego odwołania w sprawie sum
                        zasądzonych przez trybunały niższej instancji na rzecz trzech przeciążonych
                        pracą nauczycieli stanowi, że pracownik musi poinformować szefów, że czuje się
                        zestresowany i dać im szansę na poprawę jego sytuacji.

                        Londyński Guardian cytuje sentencję wyrok, w którym czytamy między innymi, że
                        oznaki stresu powinny być na tyle oczywiste i zauważalne, by każdy rozsądny
                        pracodawca mógł zawczasu podjąć kroki zaradcze – tylko w takim wypadku można go
                        potem pozwać do sądu za zaniedbania. Sędziowie orzekli też, że nie ma zawodów,
                        które można uznać za bezwzględnie szkodliwe dla zdrowia psychicznego i że
                        pracodawca ma prawo oczekiwać, że pracownik będzie w stanie znieść zwyczajny
                        poziom stresu.



                • Gość: BlackByl Re: ~~~~~~~ A MNIE NIKT NIE DRĘCZY~~~~~~~~ IP: *.mlawa.sdi.tpnet.pl 24.03.02, 12:37
                  Gość portalu: Ja. napisał(a):

                  > Gość portalu: BlackByl napisał(a):
                  >
                  > > eee tam ...wszyscy narzekają...a mój szef jest w niebie.
                  >
                  > Mnie też nie, zamknąłem firmę, zwolniłem ludzi
                  > i teraz dopiero wiem jak wygląda prawdziwe życie.
                  > Psa bym szybciej nauczył po chińsku szczekać niż tych ludzi pracy.
                  > Wszystko przez ten mobbing / po polsku - głupotę ludzką /

                  No właśnie .... polski mobbing.. pracodawcy gnębią pracowników ,pracownicy prześladują pracodawców a wszystko przez masochistyczne podejście do siebie samych...skoro tak jest to chyba to lubicie...albo nie lubicie samych siebie..
                  • Gość: JA Re: Pracownok dręczy pracownika. IP: *.zabrze.sdi.tpnet.pl 24.03.02, 18:06
                    Zapomniałeś o relacji pracownik dręczy pracownika.

                    Pastwienie się nad kolegą może doprowadzić ofiarę do depresji, a nawet do
                    samobójstwa. Książki o cichym męczeństwie w miejscu pracy stały się
                    bestsellerami we Francji, Niemczech, Wielkiej Brytanii i we Włoszech.

                    Charakterystyczne, że mobbing rzadziej występuje w firmach komputerowych, gdzie
                    możliwości awansu i ciekawej pracy w bród, a częściej w urzędach i starszych
                    branżach gospodarki, gdzie budżety są skromniejsze, a wyzwania mniej ciekawe.
                    Coraz bardziej uświadomiona opinia publiczna rozpoczęła walkę z dręczeniem w
                    miejscu pracy.

                    Związki zawodowe, kościoły i stowarzyszenia byłych ofiar uruchomiły pogotowia
                    telefoniczne we wszystkich krajach unijnych, na regałach księgarni pojawiły się
                    poradniki typu "poradź sobie sam z dręczycielami", są już oczywiście strony
                    internetowe.

                    Szwajcarski Czerwony Krzyż powołał do życia Anonimowych Prześladowanych na
                    podobieństwo ruchu AA, a szwedzka służba zdrowia uznaje prawo do leczenia
                    skutków psychicznych mobbingu.

                    Problemem zaczyna się już zajmować świat akademicki - na tegorocznym
                    Międzynarodowym Kongresie Psychologicznym w Sztokholmie wygłoszono referat o
                    mobbingu. Seminarium na temat nękania w miejscu pracy zapowiedzieli
                    organizatorzy dorocznego spotkania Amerykańskiej Akademii Zarządzania. Zaś w
                    Niemczech, Francji i we Włoszech rozważa się już wprowadzenie ustaw
                    antymobbingowych.

                    Ale ściganie winnych dokuczania w pracy jest kłopotliwe. Podstawowa trudność to
                    ustalenie, czym różni się to, co jest zwykłym konfliktem w pracy, od tego, co
                    jest nękaniem.

                    - Nie należy formułować zbyt szerokiej definicji ani dosłownie traktować wersji
                    ofiary, bo inaczej zażalenia na nękanie staną się łatwym usprawiedliwieniem dla
                    migania się od roboty - mówi kanadyjski socjolog Kenneth Westhues, autor
                    książki o nękaniu w środowisku uczelnianym. Harald Ege, niemiecki psycholog,
                    który stworzył w Bolonii specjalistyczną klinikę zajmującą się terapią ofiar
                    mobbingu, ostrzega przed nadużyciami ze strony swych kolegów, którzy gotowi są
                    wmawiać każdemu pacjentowi, że padł ofiarą mobbingu, gdy współpracownik po
                    prostu zapomniał się z nim przywitać.

                    Dieter Zapf, wykładowca psychologii pracy na uniwersytecie Goethego we
                    Frankfurcie, odnotowuje w ostatnich latach radykalną zmianę w stosunku dyrekcji
                    firm do problemu mobbingu. W 1994 r. żadna firma do której dzwonił z propozycją
                    wykładu na ten temat, nie reflektowała na jego ofertę, teraz nie może się już
                    opędzić od zaproszeń. Obecny regulamin wewnętrzny Volkswagena podaje jako powód
                    zwolnienia z pracy rozpowszechnianie plotek bądź ukrywanie informacji istotnych
                    z punktu widzenia wykonywanej pracy. Doradca firmy Georg Volk tłumaczy, że
                    zmniejszenie napięć w pracy, m.in. przez zwalczanie mobbingu, jest korzystne z
                    punktu widzenia pracodawcy. Oszczędza na kosztach leczenia nerwic i wrzodów
                    żołądka. Obniżenie absencji, nawet o 1 procent, przynosi Volkswagenowi 50 mln
                    dol. oszczędności rocznie.

                    Brytyjska organizacja pozarządowa Stowarzyszenie Przemysłowe we współpracy ze
                    związkami zawodowymi lansuje hasło obrony godności w pracy. Można u niej
                    zamówić kasetę wideo o problemie nękania w pracy. Z pieniędzy związków
                    zawodowych i pracodawców sfinansowano badania na temat mobbingu, w których
                    wzięło udział 5,5 tys. osób. Wynika z nich, że ofiarą nękania w pracy pada co
                    dziesiąty pracownik.

                    Nie ma ostatecznej odpowiedzi na pytanie, czy w ostatnich latach stosunki w
                    pracy psują się, czy też to ludzie są bardziej uczuleni na tego typu
                    przykrości. Zapewne jedno i drugie. Ale faktem jest, że zainteresowanie tematem
                    wzrasta. Tim Field, który sam przeszedł poważne załamanie w pracy wskutek
                    sadystycznego pastwienia się przez otoczenie, uruchomił w 1996 r. gorącą linię
                    dla pracowników. Do tej chwili udzielił już 40000 porad. Podobnie jak w
                    przypadku molestowania seksualnego samo wprowadzenie nowego pojęcia zmienia
                    stosunek do tego, co wcześniej wydawało się tak naturalne jak powietrze.

                    Według "Time'a", który poświęcił tematowi spory artykuł, pierwszym, jaki
                    wprowadził pojęcie mobbingu do psychologii pracy, był niemiecki psycholog Heinz
                    Leymann. Pracując w Szwecji jako rodzinny terapeuta, obliczył, jaka część
                    problemów rodzinnych jest odbiciem stresu w pracy. Z jego obliczeń wynikało, że
                    ofiarami mobbingu pada 3,5 proc. szwedzkich pracowników. Za nim poszli kolejni
                    badacze. Według ogólnych szacunków ofiarami mobbingu pada w Niemczech 1-4 proc.
                    pracowników. W 2000 roku tygodnik "Stern" uczynił z mobbingu temat numer jeden.
                    Obecnie były inżynier Deutsche Telekom Burkhard Werner wystąpił o wprowadzenie
                    ustawowego zakazu nękania. Nie wszystkie skargi o nękanie są jednak
                    uzasadnione. Gerd Arentewicz, psycholog, specjalista problemów nękania w
                    miejscu pracy, zatrudniony w Klinice Uniwersyteckiej w Hamburgu, stwierdza, że
                    tylko w co piątym przypadku naprawdę chodzi o celowe nękanie w pracy, w
                    pozostałych o zwykłe spory, w których racje są podzielone.
                    • Gość: JA. Re: Pracownik dręczy pracownika. IP: *.zabrze.sdi.tpnet.pl 24.03.02, 18:08
                      Przepraszam ma być " Pracownik .....
      • Gość: oburzony Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: 213.77.62.* 24.03.02, 10:38
        Szanowna gazeto - popatrzcie co sie dzieje u Was w redakcji - moja zona tam
        pracowala. Wasza podwojna moralnosc jest przerazajaca. Od prawie roku trwa
        proces w Sadzie Pracy, a matactwa, ktore uprawia szefowstwo GwL sa
        nieprawdopodobne. Idzie oczywiscie o dreczenie w pracy i niesluszne jej
        wypowiedzenie. Powodzenia dwulicowcy!
      • konger Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? 24.03.02, 18:36
        Przeczytałem jeszcze co polecam artykuł z piątkowego Magazynu Rzeczpospolitej
        na powyższy temat i już mam dosyć. Mdli mnie, wysiadam.
      • feniks? Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? 24.03.02, 19:32
        U nas jest taka polska odmiana mobbingu:
        - zwróci się uwagę bardziej donośnym głosem - juz polski mob.;
        - nawrzeszczy sie na kogoś, kto pięć razy z rzędu pierniczy zleconą pracę - juz
        polski mob.;
        - zwolni sie kogoś w ramach redukcji - znowu polski mob.;
        - zwróci się uwagę na niewłaściwy strój - polski mob.
        I tak w kółko można wymieniać - a może tak poszukać w sobie, zrobic
        samokrytykę, co ?

        Oczywiście istnieje to zjawisko od dawna u nas, ale dlaczego wszystko uogólniać
        i wrzucać do jednego worka ?????

        pozdrawiam
        szef
      • mimoza Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? 25.03.02, 11:52
        Ja się spotkałam z tym zjawiskiem w mojej pierwszej pracy. Teraz dopiero zdaję
        sobie z tego sprawę. Wówczas sądziłam że to ja jestem do niczego, jako
        pracownik i jako człowiek. I żebym dłużej popracowała w tamtej firmie, pewnie
        popadłabym w depresję a jesli nie to z prewnością zaraciłabym całą pewność
        siebie i wiarę we własne siły.
        Zaczęło się super. Byłam szczęśliwa że dostałam pracę (wówczas jeszcze byłam
        studentką) w branży zgodnej z moimi studiami. Była to firma doradczo-prawniczo-
        księgowa. Młody zespół to jeden z atutów firmy. Teraz wiem że doświadczeni
        ludzie nie pozwoliliby sobie na takie trakrtowanie. Początkowo byłam tylko
        obserwatorem dzikich awantur, a potem już podmiotem tychże. Rozpoczynało się od
        byle czego. Nierówno ułożone dokumenty, kawa stojąca zbyt blisko segregatorów
        (no przecież to grozi zalaniem dokumentów !), nie wytarcie butów na
        wycieraczce, pozostawienie niedomkniętych drzwi do toalety itp. Najgorsze jest
        to, że takie bzdury świadczyłay o tym że jestem niekompetentna, głupia,
        nieinteligentna itp. Starałam się jak mogłam, moja praca koncentrowała się
        ostatecznie na kontrolowaniu i analizowaniu swoich ruchów i poczynań. Czy aby
        nie za głośno stukam obcasami jak przechodzę koło pokoju szefa ? Czy
        segregatory na półce stoją w kolejności jaką szef lubi i czy tam aby nie ma
        drobinki kurzu itp. Oczywiscie, że praca pod presją zaowocowała pomyłkami w tym
        co ważne. Początkowo z odkrytym błędem szłam do szefa, uczciwie przyznawałam
        się do pomyłek i naiwna oczekiwałam, że doradzi jak z tego wybrnąć, albo
        zwyczajnie chciałam żeby wiedział, żeby był świadomy sytuacji (lojalność ?). Co
        się działo wolę nie wspominać. Straszył sądem, urzędem skarbowym, karami,
        zwolnieniem dyscyplinarny...W końcu doszło do tego że wszyscy pracownicy
        radzili jak mogli, korekty robili za plecami szefa, chodzać po godzinach do
        urzędów żebrząc o trochę łaski i zrozumienia. Zapomniałam jeszce wspomnieć że
        lubował się również w poniżaniu pracowników w obecności klientów.
        Zwolniłam się po dwóch latach i usłyszałam że jestem bezczelna gówniarą, że on
        mnie zatrudnił a ja mam czelność się zwolnić. Z jednej strony zawdzięczam mu to
        że mogłam nabrać doświadczenia, nauczył mnie że życie jest twarde. Ale mam
        ogromny żal, że zabił we mnie pasję pracy, żądzę wiedzy i młodzieńcze idee.
        Teraz mam super pracę, ale nie potrafię się w nią zangażować tak jak robiłam to
        za pierwszym razem. Wytworzył się we mnie jakiś mur obronny, który w sytuacjach
        trudnych mnie paraliżuje i nie pozwala rozsadnie myśleć. Obecnych
        szefów,współpracowników, choć są wspaniali, obdarzam bardzo ograniczonym
        zaufaniem. Powoli przeistaczam się w paniusię, która pracę zaczyna od kawy,
        gazety i malowania paznokci. Mam nadzieję, że zdołam się z tego poddżwignąć.
      • Gość: ghsg Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: 192.168.1.* 25.03.02, 12:07
        htrrwh
        • Gość: nowinho MOBBING!!!!!!!!!!!!!!!! IP: 62.121.73.* 26.03.02, 11:15
          Witam, interesuje mnie problem mobbingu i zastanawiam się nad pisaniem pracy
          magisterskiej na ten temat. I stąd moja prośba.
          Jeśli spotkałaś(-eś) się z tym problemem osobiście ( ze strony przełożonego,
          współpracownika) i możesz poświęci odrobinkę czasu by opisać mi swoją sytuację
          oraz ewentualnie w późniejszym czasie wypełnić anonimową ankietę napisz do mnie:

          nowinho@poczta.gazeta.pl

          Interesuje mnie jak wyglądała Twoja sytuacja, jakie techniki terroru
          psychicznego stosowano wobec Ciebie.

          Za wszelki odzew na moją prośbę z góry serdecznie dziękuję

          Nowinho
          • Gość: Magda To więcej niż mobbing IP: *.swietochlowice.dialup.inetia.pl 01.04.02, 22:20
            Pracuję w dziale marketingu pewnej znanej firmy. Mój koszmar , jak
            również dwóch moich współpracownic , rozpoczął się z chwilą przyjścia nowego
            szefa , mężczyzny po trzydziestce. Mniej więcej po tygodniu szefowania po raz
            pierwszy dał przedstawienie , a od tego czasu spektakl się powtarza
            przynajmniej raz w tygodniu. Zaczęło się dość banalnie od jakiejś bzdury. Wtedy
            kierownik rozpiął rozporek i wyciągnął członka , a raczej człona ze trzydzieści
            centymetrów i zaczął nam wymyślać , że jesteśmy głupsze od jego ch... , nawet
            mózgi mamy lżejsze itd. , aż nie da się tego powtórzyć.
            W pierwszym momencie mało co nie buchnęłam śmiechem , ale po kilku minutach
            tego porno i po wysłuchaniu steku wyzwisk zrobiło mi się niedobrze.
            Ale najgorsze miało dopiero nadejść . Już tego samego dnia wieczorem nie byłam
            w stanie współżyć z mężem . Kiedy poszliśmy do łóżka poczułam dziwny wstręt ,
            przed oczami miałam obrazek z biura , wyobraziłam sobie , że mój partner jest w
            stanie czynić takie same obsceniczne gesty , zrobiłam się dziwnie oziębła .
            Teraz , po około pół roku , przeżywam z tego powodu prawdziwy koszmar .
            Na samą myśl , że muszę jutro iść do pracy ogarnia mnie strach , małżeństwo
            moje legło w gruzach , nie mogę się zmusić do pożycia. Stałam się nerwowa ,
            coraz trudniej mi się skupić w pracy , trzęsę się na sam widok szefa.
            Koleżanki znoszą to lepiej , ale nie obyło się bez wizyt u psychologa.
            Myślę , że ten sukinsyn ekshibicjonista polubił to co robi i póki nie
            awansuje będziemy musiały jakoś przetrwać. Żadna z nas nie może sobie przecież
            pozwolić na porzucenie pracy. Skarżyć się wyżej , to jakby podpisać na siebie
            wyrok .

            Magda


            • basza Re: To więcej niż mobbing 01.04.02, 23:31

              >
              >To zwykły świr i głupi ch... członek. Ciulas przekroczył granicę, o której marzą
              prawie wszyscy inni chłopaczkowie, czyli pokazać pracownikowi-kobiecie, że tego
              jednego nie przeskoczy, tzn. bedzie niższą kategorią pracownika, mimo, iż
              przyrodzenia do pracy sie nie uzywa, ale pracownik-kobieta go nie ma i to jest
              fakt. Tyle, że jeśli ta wyższość jest okazywana na płaszczyznie intelektualnej,
              kultury stosunków międzyludzkich itp, trudno to wykazać, udowodnić i podjąć z tym
              walkę, bo jak wyżej, to jest fakt, która z kobiet sie burzy, natychmiast zajmuje
              jeszcze niższe miejsce w na tej drabinie, bo... Tu ten ciulasek przekroczył
              granicę. Ta samą metodą mozna go usunąć z działalności zawodowej, bo jeżeli
              wyróżnia się w tłumie, męska solidarność mu nie pomoże a wręcz przeciwnie. Proste
              urządzenia, typu aparat cyfrowy, kamera, zdjęcie, wskazany aparat i mailem
              rozesłać do wszystkich pracowników, szefów i klientów, atak zamsowany i niech się
              ciulas cieszy, że wszedł na afisz. No chyba, że macie dyrektorkę-kobietę, która
              go za te "walory zawodowe" zatrudniła to nalezy jeszcze nad nią popracować, niech
              wie
              że "wytężona" praca pupilka jest nie tylko dla jej oglądu. Kamera przy komputerze
              też nie jest zła. I nie męcz sie z tą sprawą i nie duś jej w sobie, bo nie masz
              z tym nic wspólnego. Na Twojej drodze stanęło zwykłe zwierzę, bydle, które przez
              swój bydlęcy spsób bycia niszczy wasze poczucie bezpieczeństwa, deprecjonuje
              poczucie kobiecości, i inne bardziej delikatne materie. A teraz z boku patrząc,
              jakie znaczenie tak naprawdę ma płęć w wykonywaniu pracy a juz żadne wielkość
              członka? Żadne. A ile szkody czyni w Twojej psychice? Takiego ekschibicjoniste
              należłoby leczyć a napewno nie zatrudniać. Pany to czasem nazywaja to
              zaganiaczem. Głupi ciulas tak pojmuje swoja rolę kierownikowania, zagania wg
              swojej prymitywnej wizji świata do pracy. Boże litości. A szklanka z wrzącą kawą
              nie wypadła wam niechcący nigdy z ręki? Moja przyjaciółka, czekałaby z czajnikiem
              wrzącej wody, jak ją znam, i czekała, i wiem, że czajnik wypadł by jej z ręki
              niechcący własnie w takim momencie i przekrzykując wrzask poparzonego wrzeszcząc
              wypadłaby na korytarz wzywając pomocy, a histerycznego płaczu nie mogłoby uspokić
              5 karetek pogotowia, przy czym, nie wiem czemu, mrugałaby do mnie zza pleców
              lekarza. Ale nie polecam tego sposobu, bo głupi ciulas wszedłby jeszcze dodatkowo
              na Twoje sumienie. Ja miałam w pracy swojego szefa, szef miał swój pokój, ale
              żeby oczyścic nos przychodził do naszego pokoju, w którym pracowało kilka osób,
              stawał w drzwiach, wyciągał kraciasta chustkę do nosa, chrząkał, charkał, spluwał
              na podłogę i dłuuugo, głośno smarkał w chusteczkę, dokonując oglądu wykopalin z
              nosa. Z porównaniu z waszym ciulasem, to pestka, ale wchodząc do pracy wszystkie
              nerwy miałam napiete, codziennie rozważałam podjęcie decyzji albo strzelic w pysk
              albo porzucic pracę, to było dawno temu, takich środków technicznych nie było jak
              dziś, była młoda panienką i do dzis zle to wspominam. Ale u mnie los był łaskawy,
              bo rozwiązano zakład, co przyjęłam z ulgą. A smarkający facio zrobił karierę,
              został burmistrzem w "pipidowie" udręczając innych i na szersza skalę, a ta jego
              przypadłość stała sie powszechnie znana, a reakcja ludzi na jego zachowanie była
              podobna do mojej. Co, skąd inąd nie przeszkodziło faciowi piąc się aż do
              województwa. Facie smarkające i machające ciulaskami sa niestety b.solidarne dla
              siebie. Co do bydlątka, a la szefuniu, to jego zachowanie podlega pod kodeks
              karny, jest nieobyczajne również wg wiary katolickiej itp.
              więc to on stoi na przegranej pozycji. Tylko pamietaj, kobieta jak bije, to tylko
              raz, tak aby facet juz sie nie podniósł. Tylko zmasowany atak. I jeszcze jedno,
              jeżeli nic z tym nie zrobisz, to kumulujące sie w tobie i obrzydzenie, agresja,
              że jesteś zmuszana do uczstniczenia w takich spektaklach i tak i tak kiedys
              wybuchnie, jeżeli nie zrobisz tego w sposób kontrolowany i ukierunkowany na
              usunięcie faceta, to Twój wybuch skieruje sie przeciwko Tobie, przecież on
              wykaże, że jest niewinny. Czyli nie masz wyjścia. Tak zło dawkowane może nas
              otumanić, żerując na wrazliwości, dobrym wychowaniu, potem na strachu i nie
              wiadomo juz kiedy nalezy nacisnąć hamulec, wczoraj a może jutro. Nie daj sie. To
              świr. Uderz raz a dobrze.
              Jest facio w stanie zniszczyć Twoje małżeństwo, jak za póżno powiesz mężowi, czy
              uwierzy, że dla dobra pracy, czyli rodziny znosiłaś to wszystko? Wal ciulasa
              przez łeb i ani sie nie oglądaj. Za wszystko. I za mnie też. Trzymaj sie i
              pozdrawiam.
              A tak poza tym to bydle nie ma sie czym chwalic, to jest juz przy tej wielkości
              kalectwo i może szuka współczucia?
            • basza Re: To więcej niż mobbing 02.04.02, 00:02
              Magdo, poruszyła mnie Twoja historia więc odpowiedziałam bardzo emocjonalnie.
              Wystepuje przy tej sprawie klasyczny syndrom "molestowanego seksualnie dziecka".
              Dziecko, bezradne, bezbronne, bierze winę, za to co sie dzieje, na siebie i nie
              widzi żadnej możliwości wyjścia z sytuacji, boi sie reakcji, gdyby przerwało
              zmowę milczenia, bo przeczuwa, że bedzie uznane winnym tego co sie dzieje.
              Waszą bezbronnością, z której głupi chujek korzysta, jest obawa o pracę, wasz
              zdecydowany brak reakcji rozzuchwala gnojka. Czy uważasz, że jakiekolwiek
              dziecko jest winne temu, że jest molestowane przez dorosłą osobę? Nie!!!!
              Więc krzyczcie głośno i daleko, że dzieje sie wam krzywda. Bo dzieje sie!!!!
              Naciskajcie hamulec szybko i zdecydowanie, dość tego, tu nie ma żadnych
              wątpliwości, bo to jest świr, czubek, a że szef? Durne zdarzenie losowe i im
              jak najszybciej byc nim przestanie tym lepiej i dla was i w sumie dla niego.
              Takiego gnojka to trzeba leczyc, izolowac od ludzi. Nie bójcie sie. Trzymam za
              was i za Ciebie, że odważyłaś sie o tym mówić kciuki. Pozdrawiam.

              PS. Zagraj w totolotka, bo trzeba miec szczęście, żeby aż takiego świra spotkać,
              w miejscu tak bezpiecznym (różne kwalifikacje, selekcje itp.) jak praca.
              Trzymaj sie.
              • Gość: Berta Re: To więcej niż mobbing IP: 212.69.75.* 07.04.02, 20:32
                Mobing jest tak popularnuy w naszym kochanym kraju, ze po przeczytamiu tych
                opowieści zastanawiam się czy jest jakaś narmalna firma. Sama rok temu
                zrezygnowałam z pracy i mam opory przed podjęciem kolejnej. Pracujęna własny
                rachunek, jestem sobie szefem, bo po tym co przeszłam w swojej firmie mam dość.
                Zarabiam mniej, ale jestem spokojna. Była szefowa traktowała mnie jak dziecko.
                Zabraniała mi kontaktów z innymi pracownikami, obawiajac się złego wpływu.
                Tłumaczyła to moim dobrem. Byłam bardzo dobrym pracownikiem, ale i tak
                prześwietlała mają każdą wykonaną pracę. Kontrolowała każda minutę mojej pracy
                i tłumaczyła mi, że fakt iż dobrze wykonuję swoje obowiązki nie oznacza, że
                jestem dobrym pracownikiem,(????) bo to brdzo niedobrze być przez wszystkich
                lubianym i popularynym w pozytywnym słowa znaczeniu (ciekwawe dlaczego?). Gdy
                odeszłam, potrzebowałam pół roku by się wyleczyc z myślenia o tej koszmarnej
                kobiecie. Wiem, że nadal jest szefem i nadal się znęca nad tymi co zostali,
                ztrudnia miernoty, które jej schlebiają i są posłuszne.
            • Gość: palejo Re: To więcej niż mobbing IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 12.04.02, 15:56
              Cześć Magda.
              Jeśli już nic innego nie przyjdzie wam do głowy /tz. jak gościa załatwić/ to
              proszę skontaktuj się ze mną a ja chętnie was wyręczę. Zapewniam, że już nigdy
              nikomu nie pokaże swojego mieczyka. To jest poważna oferta a nie dowcip.

              Paweł palejo1@wp.pl
      • Gość: Ja. Re: Ku pokrzepieniu serc. IP: *.zabrze.sdi.tpnet.pl 09.04.02, 19:19
        Przeczytaj i odreaguj:

        "Zera w garniturach "
        tygodnikforum.onet.pl/1080839,0,3142,924,artykul.html

        " Chorzy z władzy i na władzę "
        tygodnikforum.onet.pl/1080840,0,3142,924,artykul.html
      • Gość: ethan1 Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: *.mpk.krakow.pl 16.04.02, 09:17
        Witam wszystkich,
        Postanowiłem dorzucić parę uwag w dyskusji o mobbingu, ponieważ sam
        doświadczyłem tego na własnej skórze, ale niestety trochę za późno zadałem sbie
        sprawę z tego co się dzieje. Pracuję (jeszcze) w dziale informatyki, spółki
        transportu miejskiego w dużym mieście na południu Polski, kulturalnej stolicy
        polski. Moj kierownik przez rok utrudniał mi życie jak mógł, a solidarnie mu w
        tym pomagali co niektórzy pracownicy rozpoczynający dzień od zrobienia 'panu
        kierownikowi' kawy i podania popielniczki. Publicznie usłyszałem, iż zaniżam
        poziom tego wspaniałego działu, a gdybym się czymś zajął to efekty byłyby
        marne. W końcu zostałem odsunięty od wszystkich interesujących zadań, a gość
        rozpoczął podchody w zarządzie po to, żeby się mnie pozbyc. Na przełomie roku
        zmienił hasła administracyjne na serwerach i w ten sposób uniemożliwił mi
        wykonywanie obowiązków, licząc, że nie wytrzymam psychicznie i sam się zwolnię.
        Nastepnie dał mi wypowiedzenie, w którym między innymi stwierdził, iż nie
        powmagałem w pracach dodatkowych typu przenoszenie ciężkich przedmiotów.
        Oczywiście skierowałem pozew do sądu pracy, ale mam wątpliwości czy warto się
        dalej babrać w tym g...Być może odniosę zwyciętwo i wygram, ale może z drugiej
        strony jak najszybciej zapomnieć o tej klice, donosach i chamie z przypadku
        pełniącym kierowniczą funkcję.

        Pozdrawiam wszystkich,
        • Gość: emma Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: 62.87.216.* 23.04.02, 15:55
          Mobbing to błędne koło.Możesz być najlepszy,ale dla nich twoja praca jest
          nic nie warta bo nie przynosi im bezposrednio kasy.Mozesz poswiecać sie dla
          firmy, ale oni powiedzą ze i tak sie nie starasz.Każdy twój sukces jest
          solidarnie przemilczny,zaś najmniejszy błąd przybiera postać katastrofy.Potem
          są nerwy,poczucie pustki,poniżenia ,krzywdy.Potem odpuszczasz albo męczysz sie
          dalej.Pracuje w niewielkiej firmie na płd.zach.kraju.Sama prowadze
          kadry,sekretariat i windykacje.Studiuje prawo.Biore na siebie naprawde duzo
          spraw.I wciąż słyszę tylko krytykę.Jestem coraz bardziej zestresowana,z byle
          powodu drża mi dłonie.Idąc do pracy czuję się jak przed maturą.Pracodawca nie
          daje mi szans.I gdzie mam uciec?Gdyby nie ta praca nie miałabym na
          studia.Uciakam więc w szukanie nowej posady.I wierzę w lepsze jutro.
          Moja rada dla innych ofiar mobbingu- nie dajcie sie.Ofiara mobbingu i tak
          prędzej czy później zostanie zwolniona.Nie dajcie się zaszczuć.Oni tylko tego
          pragną.Nie dajcie im tej satysfakcji.Jeśli studiujecie i pracujecie spróbujcie
          wolny czas podzielic na naukę i szukanie nowej pracy.Jeśli tylko pracujecie i
          nie macie rodziny to macie więcej czasu na szukanie nowej pracy.Tym lepiej.Ja
          wierzę ze ktoś w końcu dostrzeze moje zdolności.I szukam.
          Życzę Wam wszystkim powodzenia i samych sukcesów w (NOWEJ)pracy.
      • Gość: wowa Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: 213.186.92.* 20.04.02, 11:21
        Byl Jas-Mos, Rydultowy, Bielszowice, Halemba i jeszcze wiele innych Kopaln
        gdzie o wlos uniknieto podobnych tragedii. Wielkie Komisje ustalaja przyczyny
        smierci gornikow a winnymi zawsze sa osoby dozoru. To co opisano w "GAZECIE" o
        USA i innych przypadkach to "maly pikus" porownujac z tym co dzieje sie w
        Kopalniach. W opisanych w "Gazecie" przykladach byla to tragedia pojedynczych
        ludzi a w Kopalniach konczy sie to smiercia jasli tylko kilku gornikow to jest
        szczescie. Opisane przyklady postepowania i "odzywek" to WERSAL !!!
        Zapraszam naukowcow i dziennikarzy ( tych natchnionych z Gazety tez) niech
        przyjma sie do pracy dolowej w kopalni i po jakims czasie moga opisac to o czym
        teraz wiedza tylko od gornikow ktorym postawia dwa piwa.
        A tak na marginesie. Czy dziennikarze opisujacy w tak pryncypialny sposob to co
        stalo sie w w/w Kopalniach czytaja nasze wypociny? Napewno NIE przecierz
        "czytalnosc" wzrosla - funkcja celu osiagnieta. Moze w Gazecie tez jest MOBBING
        ONI kazali napisac to napisalem .
      • Gość: dom Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: *.dialup.mindspring.com 23.04.02, 19:25
        a ja mam firme w polsce. web designing itp. zatrudniam jedna osobe,sekretarke,
        ktorej glownym zajeciem jest odbieranie telefonow. Mila dziewczyna, tylko
        strasznie sie burzy gdy wysylam ja np. aby kupila papierosy. Jest to mobbing,
        czy tez nie?
        • Gość: Eledue Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: 213.134.132.* 29.04.02, 11:53
          Bez przesady, od razu mobbing - po prostu zwykły brak ogłady. Nie chce Ci się
          podnieść czterech liter i robisz sobie z kogoś posłańca, pewnie jeszcze
          szklanki po Tobie zmywa.

          Eledue
      • Gość: pracuś Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: *.czestochowa.cvx.ppp.tpnet.pl 24.04.02, 19:32
        szef wykorzystuje mój pracoholizm , strasząc bądź to zwolmnieniem, bądź zmianą
        stanowiska na gorsze, na naradach robi zarzuty zwykle niesłuszne,nie daje
        szansy odpowiedzi, krzyczy, po czym zmienia temat i wsiada na następnego
        pracownika.
        Podwaza decyzje, zwleka, po czym po czasie wdraża je jako swoje, mówiąć,że
        trzeba było jego wkrozcenia do akcji , itd itd. od poczatku pracy nie dostałem
        pieczatki ani wizytówek - takie drobne szykany.
        Byłem jego pierwszym konkurentem i nie odszedłem. a tu znów wybory na szefa i
        ten strach -wiec trzeba zniszczyć przeciwników.
        • Gość: aga Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: *.icm.edu.pl / *.pl 24.04.02, 19:44
          Nie mam może dużego doświadczenia zawodowego ok.2lat. Ale to co widzę przeraża
          mnie. Nie potrafię znaleźć racjonalego wytłumaczenia dlaczego jedni w firmie są
          traktowani lepiej tylko dlatgo że są bardziej w typie szefa. I nie chodzi tu o
          typ intelektualny ale o fizyczny. Pracuję w tej firmie bardzo krótko ale
          każdego dnia boję się że jednak mi podziękują z tego względu, że nie jestem
          blondynką nie mam figury modelki-a to jest typ szefa.to jakiś koszmar. Jak
          można żyć w takim świecie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      • Gość: Incognit Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: 213.17.129.* 03.06.02, 09:33
        Najgorszymi szefami są Narcyze. Zapatrzeni w siebie, kradnący pomysły innym i
        wmawiający sobie, że są najlepsi i nieomylni. Ludzi, którzy im zagrażają
        wykańczają bez skrupułów. Są fałszywi i chamscy. Nigdy nie staną oko w oko aby
        powiedzieć prawdę, nie przyznają się do błędów i gdy tylko nadarzy się okazja
        okradną Cię bez zmróżenia oka.
      • Gość: Bouli22 Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: *.p.lodz.pl 30.06.02, 21:51
        Pracuję w firmie,gdzie liczba dyrektorów = liczbie pracowników (3 na 3).
        Jestem najmłodsza, no, prawie, bo mój szef jest w moim wieku... Wielokrotnie
        upokarzał mnie przed innymi, każe mi robić bezsensowne rzeczy, np ostatnio
        przyczepil sie do tego, ze uzywam Outlook Express zamiast MS Outlook. Gdy
        wychodze z pracy, potrafi mnie wrocic zza drzwi i wymyslec robote. Czesto
        prawi mi kazania na temat: jakim to jestem beznadziejnym pracownikiem. 17
        sierpnia konczy mi sie umowa... Jestem na ostatnim roku studiow, jak mi nie
        przedluzy umowy, to leze. Mozecie mi powiedziec, co ja mam z takim dupkiem
        zrobic?
        • teddy4 Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? 01.07.02, 20:36
          Zapytać szczerze o co mu chodzi. Może po prostu szuka pretekstu by zatrudnić
          swoją koleżankę?
          • Gość: OZI Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: *.acn.pl / 10.129.130.* 05.07.02, 10:45
            Chcialem wam opowiedziec moja historie, ale to chyba jest bez sensu. Wiekszosci
            z was nie przebije oryginalnoscia. Powiem wam, ze "troche" sie zmartwilem jak
            zobaczylem jak obszerne jest to forum. Jak sie bronic: zakladac wlasna firme,
            zacisnac zeby czy zostac "lizusem".
            • micic Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? 05.07.02, 19:38
              jeśli dręczy Cię szef zwiewaj gdzie pieprz rośnie - jak najszybciej - niech
              zastrzeli się sam nawet jeśli jest profesorem psychologii
        • Gość: m123 Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: *.swietochlowice.dialup.inetia.pl 07.07.02, 10:10
          co zrobic? Chyba najlepiej powiedziec mu ze jest dupkiem i poszukac sobie
          roboty w innej firmie
          powodzenia
      • Gość: M.W. Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 20.08.02, 05:46
        Nie musi! Wystarczy budowa siedziby Gazety Wyborczej pod
        nosem! I pobudki, świątek, piątek czy niedziela, o 3 rano
        dźwiękiem piły tarczowej/szlifierki. Po co mi wredny
        szef, kiedy mam już wrednego sąsiada?

        M.Wolcendorf
      • Gość: troll@ Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: *.sav.tkb.net.pl 21.08.02, 13:25
        Szukam pracy i tak przejżałem tą stronę.......obudziły sie we mnie odczucia,
        które tkwią wewnątrz cały czas, a bardzo chciałbym o nich zapomnieć... Moje
        doświadczenia nie są tak dramatyczne jak np. Magdy, niemniej moja szefowa
        robiła wszystko w białych rękawiczkach, znała sie na rzeczy. Nie będę
        przybliżał szczegółów, gdyż nie będę oryginalny, a chodzi mi o inny aspekt
        sprawy.

        Nie wytrzymałem...odszedłem w maju. Czuje się jak śmieć, ponieważ dowiedziałem
        sie od znajomych, iż została stworzona "oficjalna wersja" przyczyn mojego
        odejścia (nadmieniam, iż w ciągu pół roku jestem trzecią osobą, która "nie
        wytrzymała" i podziękowała, zatem szefowa musi wzmocnić swoją pozycję w świetle
        opinii publicznej), otóż:

        - byłem beznadziejnym pracownikiem (liczne błędy merytoryczne, brak
        podstawowych umiejętności);
        - nielojalnym wobec zespołu i firmy (zwłaszcza niej);
        - nadużywałem "mienia firmy" (rzekome rachunki telefoniczne??? wynoszenie
        materiałów biurowych???)i pare innych drobniejszych zarzutów.

        Te i inne bzdety przedstawiane są np. na 6 godzinnym zebraniu pod tytułem :
        "Dlaczego firma musiała go zwolnić, ale była tak wspaniałomyślna, iż pozwoliła
        mu odejść"

        I co z tego, że ja wiem, że to bujdy wyssane z palca, że ona nawet nie ma
        żadnych dowodów (choćby tych rachunków telefonicznych)- opinia już została
        wykreowana... dzisiaj pracodawcy telefonicznie potwierdzają referencje, jedna
        firma już mi odmówiła, gdyż skonsultowała sie z nią co do przyczyn mojego
        odejścia....

        Nie pracuję, już tam 3 miesiąc. Na początku odczułem ogromną ulgę, napięcie
        ostatnich kilku miesięcy było tak ogromne. Ale koszmar trwa nadal. Niepisaną
        zasadą przecież jest nie mówić podczas "interview" źle o poprzednim pracodawcy,
        gdyż u potencjalnego przyszłego budzi to uzasadnione podejrzenia co do
        osobowości kandydata. Czuję się okropnie zmyślając na rozmowie przyczyny mojego
        odejscia, a przecież to nie moja wina, to ja byłem ofiarą, czemu się muszę tego
        wstydzić?????? A kłamstwo i tak nie jest rozwiązaniem i tak jesteś na
        przegranej pozycji....wystarczy jeden telefon do niej....i po
        kłopocie....zaczynamy szukanie od nowa. Z drugiej strony - być szczerym ? To
        skazywnie się "z góry" na przegraną.
        Pracodawco, co chciałbyś usłyszeć od takiego kandydata na rozmowie
        kwalifikacyjnej ? A może lepiej go nie przesłuchiwać ? Przecież zawsze istnieje
        ryzyko, iż przełożona miała rację, to przecież ona z nim pracowała przez tak
        długi okres czasu.......?

        Pozdrawiam,
        troll@

      • Gość: Zbulwersowany W Polsce nie ma niewolnictwa IP: 2.4.STABLE* / 192.168.1.* 07.10.02, 01:21
        wiec jak sie nie podoba - zmien sobie prace! Podobno mamy wolny rynek, wiec w
        czy problem?
        Oczywiscie jak komus sie szef nie podoba - moze mu wytoczyc proces cywilny i
        tyle......
        Marek z www.stosunki.pl
      • Gość: Ktosia Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: 195.117.242.* 08.10.02, 14:44
        agora mnie dreczyla, gdy pracowalam w niej,
        a juz najbardziej paru takich redaktorkow
        Zrezygnowalam z pracy i jestem przeszczesliwa
        Nigdy wiecej nie bede z wami pracowac.
        Alleluja i do przodu!!1
      • Gość: helena Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: proxy / 195.136.122.* 10.10.02, 01:30
        Mobbing zaczyna byc modny jako temat prasowy, a z przebiegu licznych dyskusji
        widac, ze coraz czesciej za mobbing uznajemy kazda niewygode w pracy. A to nie
        tak, nie kazdy niemily, szef lub niewlasciwe zachowanie jest swiadomym
        dreczeniem. Nie przesadzajmy - zwykle stresowe sytuacje to jeszcze nie
        psychiczne dreczenie. Ja podziele sie z wami tym co sama przeszlam, bo
        przeszlam przez faktyczny mobbing, choc wtedy nie znalam tego okreslenia.

        Zaczelo sie milo, zatrudnienie na stanowisku kierowniczym, potem szybki awans z
        zastepcy na szefa dzialu. Patrzac wstecz wiem ze juz wtedy poddawana bylam
        probie podatnosci na dreczenie. Pierwsze zabawy to podpuszczanie mnie przeciwko
        innym, tak bym byla osamotniona. Przy czym podpuszczajacy byl moim "najlepszym
        przyjacielem" i to wnim mialam miec oparcie.
        Faza druga to bylo napuszczanie kolegow-szefow rownorzednych komorek na mnie,
        zupelnie zglupialam, z dnia na dzien w obecnosci szefa instytucji bylam
        atakowana i on to akceptowal. Prosilam naiwnie o pomoc, ale przeciz otrzymac
        jej nie moglam bo prosby adresowalam do inspiratora.
        Faza trzecia - "ruszyla maszyna" - tzn z dnia na dzien ze swietnego pracownika
        i kierownika stalam sie osoba nie spelniajaco oczekiwan, przy czym maszyna
        pretensji rozpedzila sie b. szybko. Zle pracuje, nie spelniam oczekiwan, rosna
        zaleglosci itp itd. Wyciagano jednostkowe sprawy i pokazywano, ze przed moim
        przyjciem byly zalatwiane lepiej, liczono statystki wydluzenia czasu
        zalatwiania spraw - dostawalam wykresy kilka razy w tygodniu przy czym jak
        zawsze ze ststystykami - pokazywaly "sucha prawde" a nie prawde obiektywna. Np.
        na skutek zmiany sposobu segregowania spraw odkrylam cala sterte spraw nie
        zalatwionych od b. dawna, zostaly zalatwione przez co statystycznie wydluzyl
        sie sredni czas. I to ta srednia byla przedmiotem ataku. Nikogo tez nie
        obchodzilo to, ze z miesiaca na miesiac ilosc spraw zalatwianych wzrastala, a
        wraz z moim przyjsciem odeszla za moim poprzednikiem polowa pracownikow -
        trzeba bylo zatrudniac nowych, niedoswiadczonych.
        Wzywano mnie na rozmowe, na ktorej zapadaly ustalenia "jak wyjsc z kryzysu" - z
        terminem wykonania np 7 dni, po czym pare godzin pozniej wzywano by z tego
        rozliczac. Polecano przygotowac mi cos np. za 2 godziny po czym schodzono po 30
        minutach by piłowac od nowa. Raz wzywal mnie szef, raz jego glowny pomagier.
        Doszlo do sytuacji w ktorej na wiesc ze jestem wzywana na gore dostawalam
        drgawek, w nocy zalewalam sie potem - gdy sie budzilam wszystko bylo mokre.
        Codziennie doprowadzano mnie do lez i wmawiano ogromne poczucie winy z tego
        powodu, ze "nie daje sobie rady". Wiele godzin spedzilam liczac ile spraw
        zalatwiam, dlaczego wystepuja opoznienia, analizowalam co wynika z przyczyn
        obiektywnych (zaszlosci wydzialu) na co sama mam wplyw. Gryzlam sie i o to
        wlasnie chodzilo. Podwazano moj autorytet u pacownikow, wymyslano drobne
        szykany dnia codziennego (np. z dnia na dzien odmowiono mozliwosci korzystania
        z samochodu sluzbowego). W koncu postanowiono wszczac procedure
        odpowiedzialnosci dyscyplinarnej. Zostalam wezwana na rozmowe do szefa w
        obeznosci kadrowej - zarzut to nie wypelnianie zeszytu wyjsc (oczywiscie byl to
        martwy zeszyt, ktorego w instytucji nikt nie wypelnial) Od jakiejs zyczliwszej
        duszy dowiedzialam sie ze mojego poprzednika tez w ostatnim czasie
        przeczolgiwano, "ale to co wyprawia sie z Panią przechodzi wszystko".
        Czy wiecie ile trwala ta faza dreczenia? Nie wiecej niz miesiac. B. intensywny
        miesiąc...
        Po kolejnym ze spotkan z szefami nie wytrzymalam, poszlam do lekarza (po raz
        pierwszy od bardzo wielu lat) i rozdygotana wyplakalam opis calej sytuacji.
        Dostalam zwolnienie - by dojsc do siebie - na ktorym spedzilam w sumie miesiac.
        Odpoczelam, ustabilzowalo mi sie cisnienie, przestalam sie budzic w nocy mokra
        jak po deszczu. Wrocilam do pracy ale na nizsze stanowisko i z powrotem
        zaczelam mozolnie sie piac. Po pewnym czasie zaczelam byc potrzebna mojemu
        szefowi. Dzis on juz nie pracuje w tej instytucji, ja jeszcze tak. Nie jest
        latwo, bo to taka instytucja, ze latwo byc nie moze. Ale przetrwalam, jestem
        szefem sporego zespolu i choc na pewno niejednokrotnie zdarzalo mi sie sprawic
        moim pracownikom przykrosc - wiem ze dreczenie innych jest w sumie przejawem
        bezsilnosci okrutnego szefa. Nie zamierzam byc okrutna i nie chce byc bezsilna.


      • Gość: Monika Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: *.kielce.cvx.ppp.tpnet.pl 21.10.02, 09:46
        Mobbing istnieje i to w takich postaciach, że się w pale nie mieści.
        Mój były, podkreślam były szef poniżał mnie na każdym kroku. Ponieważ pracuję w
        oddziale (centrala mieści się w W-wie), pozwalał sobie nawet na to, że do
        słuchawki móił że dzis nie przyszłam do pracy...a ja siedziałam obok przy
        biurku!
        Niestety miarka się przebrała..i pojechałam do W-wy. Pracodawcy powiedziałam
        wszystko i chciałam złożyć wymówienie. Praca była mi bardzo potrzebna
        ale ...prawie zwariowałam i już mi było wszystko jedno.
        I otóż moi mili co się stało!!! Pracodawca lepiej zaczął się przyglądać mojemu
        przełożonemu. Skoro nie zajmował się pracą tylko pierdołami to.....po roku
        mojej udręki zwolnił go!
        M.
        • Gość: Nowinho JESTEŚ OFIARĄ MOBBINGU??? POMÓŻ MI!!! IP: *.acn.waw.pl 21.10.02, 19:46
          JESTEŚ OFIARĄ MOBBINGU???
          MOŻE CHCESZ MI POMÓC?? PISZĘ PRACĘ MAGISTERSKĄ POŚWIĘCONĄ TEMU PROBLEMOWI.
          PROBLEMOWI, KTÓRY NADAL NIE JEST ZAUWAŻANY I BRANY POWAŻNIE NIE TYLKO PRZEZ
          PRACODAWCÓW, ALE I PRAWO. CZY SPOTKALIŚCIE SIĘ W KODEKSIE PRACY Z
          TERMINEM "MOBBING"?? ON NIE ISTNIEJE!!! W TAKIM RAZIE NIE MA OFIAR MOBBINGU???
          SZUKAM CHĘTNYCH OSÓB, KTÓRE WYPEŁNIĄ KRÓTKĄ, ANONIMOWĄ ANKIETĘ.
          JEŚLI CHCESZ MI POMÓC NAPISZ DO MNIE: NOWINHO@GAZETA.PL

          POZDRAWIAM

          NOWINHO
      • jotembi ufff 21.10.02, 19:53
        Wygląda na to, że w naszym biednym kraju wyzysk, aż pierze leci, nieszczęśni
        pracownicy masowo dręczeni przez okrutnych przełożonych...
        A czy ktoś może (pytam nieśmiało) ma sympatyczne układy z szefem? Oj Redakcjo
        miła, coś mi się widzi, że wymyślając tematy idziecie na łatwiznę...
      • Gość: free Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 07.03.03, 21:03
        Mysle ze moja wypowiedz moze wywolac szok i niedowierzanie u ofiar mobbingu,
        ale zdecydowalam sie ja tu zamiescic dla pocieszenia. :-) Nie kazdy szef to
        potwor. A oto moja POZYTYWNA historia :-)
        Mam 23 lata, pracuje w bardzo powaznej instytucji od lat prawie pieciu. Jestem
        najmlodszym pracownikiem. Moj szef to aniol.:-) Jest facetem, ktory w zyciu
        osiagnal baaaaaaaardzo wiele i w zwiazku z tym moglby miec o sobie
        baaaaaaaardzo wysokie mniemanie i deprecjonowac wartosc innych osob. Na
        szczescie jest NORMALNY, jest dobrym czlowiekiem. Kiedy zaczelam u niego
        pracowac, napawal mnie ogromnym lekiem, ze wzgledu na te swoje dokonania
        zyciowe, poziom wiedzy itd. Teraz sytuacja wyglada tak, ze moj szef sam robi mi
        kawe :-), traktuje mnie jak corke, pomaga w kazdej sytuacji, rowniez w
        osobistych. Do pracy moge przychodzic w jeanach, elegancki kostiumik zakladam,
        kiedy chce. :-) Szef nie patrzy na mnie z powodu luzackiego stylu dzikim okiem
        (czego sie w sumie obawialam :-) ). Awansowalam tak, ze po 5 latach pracy w
        naszej instytucji zajmuje stanowisko wyzsze niz osoby o 30-letnim stazu.:-)
        Szefa interesuje tylko to, czy jego pracownicy wykazuja talent i sa w swojej
        pracy dobrzy, czy nie. Na tej podstawie formuluje swoje oceny.
        Przyznaje, ze mam farta bo moj szef to dobry i normalny czlowiek. Chcialam od
        razu zastrzec, ze moj szef na mnie nie "leci", nie molestuje mnie seksualnie,
        nie jest moim krewnym. :-)) Ja z kolei nie jestem lizusem (posiadam raczej
        krnabrny charakterek:-) ), nie mam zwyczaju flirtowania z przelozonymi. Oprocz
        szefa mam jeszcze szefowa, z ktora bywam razem na imprezach, ktora zwierza mi
        sie z bardzo prywatnych spraw i rowniez mi we wszystkim pomaga.
        Pracujemy w zespole, pracownicy spotykaja sie na wspolnych imprezkach, jestesmy
        wszyscy w ukladach przyjacielskich.
        Jestem swiadoma, ze ta historia wyda sie ofiarom mobbigu groteskowa i
        nieprawdopodobna, ale to prawda. :-) Sama nie moge uwierzyc w swoje
        szczescie! :-)
        Wiem, ze mobbing istnieje i znam ofiary jego dzialania. Ostatnio moja znajoma,
        profesor uniwersytetu, wyznala mi ze jej szef (!) rzekl do niej: "Moze pani
        sikac ze szczescia, ze pozwalam pani jeszcze zasiadac za tym biurkiem". To i
        tak pestka, jesli brac pod uwage postepki szefa owej znajomej....
        OFIAROM MOBBINGU ZYCZE WYTRWALOSCI W WALCE Z TYRANIA! :-)
        • Gość: MaRo Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: *.luzyckie.sdi.tpnet.pl 08.03.03, 12:32
          Czy te osoby o trzydziestoletnim stażu są też tak szczęśliwe, jak Ty? Takie
          wyróżnianie o czymś świadczy. Ciebie szef lubi i docenia. Zastanawiam się, czy
          te pominięte w awansach nie czują się żle? Ale cieszę się, że gdzieś komuś jest
          dobrze. Pozdrawiam.
    Inne wątki na temat:

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka