Gość: Polak Re: Wakacyjna praca polskich studentów w USA to c IP: *.new-york-36-37rs.ny.dial-access.att.net 25.07.02, 04:41 No dzieciaki ,teraz juz bedziecie wiedzialy jak to jest w USA ! Ja tak samo zaczynalem -teraz mam miliony. Wlasne doswiadczenie liczy sie na pierwszym miejscu ,potem jest :nikomu sie nie ufa , liczy sie tylko dolar na karzdym kroku-tu w USA TO NIE KOMUNA ! Studenci z Irlandi i Angli juz od Stycznia emaljuja C.V. zanim sie zjawiaja. Mam nadzieje , ze nauka nie idzie w las...Prezydent Kwasniewski swojego czasu byl w Stanach... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: obcy Re: Wakacyjna praca polskich studentów w USA to c IP: *.dyn.optonline.net 25.07.02, 05:04 Gość portalu: Polak napisał(a): > No dzieciaki ,teraz juz bedziecie wiedzialy jak to jest w USA ! > Ja tak samo zaczynalem -teraz mam miliony. > Wlasne doswiadczenie liczy sie na pierwszym miejscu ,potem jest :nikomu sie > nie ufa , liczy sie tylko dolar na karzdym kroku-tu w USA TO NIE KOMUNA ! > Studenci z Irlandi i Angli juz od Stycznia emaljuja C.V. zanim sie zjawiaja. > Mam nadzieje , ze nauka nie idzie w las...Prezydent Kwasniewski swojego czasu > byl w Stanach... Masz gowno, a nie miliony!! I nie strasz mlodych ludzi, ktorzy chca cos zarobic i zwiedzic; Jak ja bym Ci pokazal moje konta to bys zemdlal, gosciu. Troche jakiegos wyczucia trzeba miec dla tych mlodych ludzi. Nawet moglbym Cie zaprosic tu do mnie, wtedy bys otworzyl dopiero swoje galy!!! Ale po co? ja nie zadaje sie z kims kto jest biedny! Nie mam na to czasu. pozdrowienia, rob dalej te miliony zasrane, bo ja robie biliony!, a wiec nie ineresuja mnie jakies plotki. :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: PAWEL027 Re: Wakacyjna praca polskich studentów w USA to c IP: 204.62.96.* 25.07.02, 05:39 jak z was tacy milonerzy to jestem wlasnie w Las Vegas i szukam bez skutku drugiej roboty . Moze pomorzecie ??? jedyni miescowi polacy jakich spotkalem to bez urzyteczne grubasy, typowe polonusy czyli ch..je. Pewnie tylko gadacie a pomoc nie potraficie !!!! czekam na reply pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: obcy Re: Wakacyjna praca polskich studentów w USA to c IP: *.dyn.optonline.net 25.07.02, 05:47 Gość portalu: PAWEL027 napisał(a): > jak z was tacy milonerzy to jestem wlasnie w Las Vegas i szukam > bez skutku drugiej roboty . Moze pomorzecie ??? jedyni miescowi > polacy jakich spotkalem to bez urzyteczne grubasy, typowe > polonusy czyli ch..je. > Pewnie tylko gadacie a pomoc nie potraficie !!!! > czekam na reply > pozdrawiam Jestes gosciu w miejscu gdzie mozna zrobic fortune, majac tylko kilka dolcow przy sobie; Sprobuj wiec jakies kasyno, a noz widelec wypadnie lyzka? Ja jestem w stanie NY co jest dosc daleko od Ciebie, ale jakbys byl w wielkiej potrzebie napisz pod dziwak4, moze sie cos zrobi. pozdrowienia, :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Marcin SMOLARSKI POLITECHNIKA WROCLAWSKA IP: *.dedot.com 25.07.02, 08:08 POZDRAWIAM WSZYSTKICH PRZYJACIOL Z POLIBUDY WROCLAWSKIEJ. MAM NADZIEJE ZE NIE WDEPNELISCIE W MINE. POZDRAWIAM CALY TELEKOM ( TERAZ 5 ROK) ORAZ CALY WYDZIAL ELEKTRONIKI. JA UCIEKLEM Z PALM SPRINGS GDZIE BYLO 45 STOPNI W CIENIU I NIE MIELISMY GDZIE MIESZKAC. JAKOS SOBIE DAJE RADE. POKI CO NIE SPRZEDAJE KRWI ANI OSOCZA. PODEJRZEWAM ZE BARDZIEJ OPLACA SIE SPRZEDAWAC NERKI :-) HA HA H A. POLITECHNIKA SIALA LA LA LA SPROBUJ EGZAMIN BEZ POPRWAKI ZDAC. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: PLOJEK Byli uczestnicy W&T mają swoje biura IP: 217.8.168.* 25.07.02, 09:08 Podobnie jak wielu z Was byłem na W&T. Tylko czekałem aż dojdzie do takiej sytuacji. Z chwilą kiedy za organizowanie wyjazdów wzieli się byli uczetnicy W&T było pewne, że wszystko się zawali. Zwąchali kasę i zaczęli wysyłać studentów na lewo i prawo, od kasyn a kończywszy na kutrach rybackich. A my jak to naiwni Polacy z 10 $ w kieszeni przyjeżdżamy podbić USA znając kilka zwrotów po angielsku. LUDZIE, do kogo Wy macie pretensję??????????.Za naiwność się płaci. Oczywiste jest, że nie można znaleść pracy w USA jeśli przyjeżdża się w połowie wakacji. Oczywiste jest, że po 11 wrześnie przemysł turystyczny siądzie i nie wchłonie w kilku miastach 14 tysięcy Polaków. Oczywiste jest, że siedząc 300-osobową grupą Polaków w San Diego nic się nie znajdzie. Lepiej wracajcie do domu i nie przynoście nam wstydu. Przyłanczam się do pierwszej wypowiedzi. To nie są wyjazdu dla maminsynków. Swoją drogą my Polacy potrafimy wszystko spieprzyć. Nawet tak wspaniały pomysł jak W&T. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tony Re: Wakacyjna praca polskich studentów w USA to c IP: 213.195.187.* 25.07.02, 15:55 Racja, jak ja jechałem na swój udany bardzo zresztą W&T to wysyłałem Resume i Cov letter już w lutym. Trzeba się starać a nie liczyć na gotowe. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Polonus Re:Do Polaka- praca polskich studentów w USA IP: *.proxy.aol.com 26.07.02, 05:31 Gość portalu: Polak napisał(a): > No dzieciaki ,teraz juz bedziecie wiedzialy jak to jest w USA ! > Ja tak samo zaczynalem -teraz mam miliony. > Wlasne doswiadczenie liczy sie na pierwszym miejscu ,potem jest :nikomu sie > nie ufa , liczy sie tylko dolar na karzdym kroku-tu w USA TO NIE KOMUNA ! > Studenci z Irlandi i Angli juz od Stycznia emaljuja C.V. zanim sie zjawiaja. > Mam nadzieje , ze nauka nie idzie w las...Prezydent Kwasniewski swojego czasu > byl w Stanach... > Drogi Polaku, > Napisales,ze teraz masz miliony dolarow a zaczynales tak jak wszyscy inni. > Moje pytanie jest nastepujace. > Czy te dolary ,ktore masz ta sa na Twoim koncie czy tez do splacenia w banku?. > $$$$$IN GOLD WE TRUST$$$$$ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Abnegat PRZEKRETY TO WY MACIE W GLOWACH!!! IP: *.u.mcnet.pl 25.07.02, 13:35 Tak sie sklada, ze bardzo dobrze i sluzbowo i prywatnie znam dwa warszawskie biura posrednictwa pracy i doskonale sie orientuje w 'przekretach'. Nie twierdze, ze wszystkie biura sa idealne. Wiem o przynajmniej jednym, ktore robi przekrety na potege (Student Center, a co mi tam) a jego wlasciciel sie oblawia kosztem naiwnych. Pozostale, moim zdaniem, bardzo ciezko i z wielkimi trudnosciami pracuja nad tym, zeby wyslac okreslona ilosc osob do pracy i nie maja zlych zamiarow. Powody Waszych problemow sa 3, abstrahujac od lokalnych przekretow ktore, jak napisalem powyzej, zdarzaja sie, ale nie w firmach, ktore znam: - pracodawcy czasami zle szacuja swoje zapotrzebowanie i potem, gdy ruch jest mniejszy niz oczekiwali (co sie szacuje po tym, ile ludzi przyjezdza na July 4th Weekend, jest to znany wyznacznik tego czy sezon bedzie dobry czy nie) nie wywiazuja sie z umow. - studenci, TO JEST NAJCZESTSZY POWOD, kombinuja i jada nie tam, gdzie zostali wyslani ale tam, gdzie im sie wydaje, ze bedzie lepiej. Poniewaz poziom wiedzy na ten temat jest taki sam wsrod wszystkich, wszyscy laduja w tym samym miescie (Tahoe w zeszlym roku, Milwaukee w tym) i wtedy jasne jest, ze nikt nie zarobi skoro chetnych do pracy jest 5 razy wiecej niz ofert zatrudnienia - studenci, TO JEST DRUGI NAJCZESTSZY POWOD, ktorzy zamiast zagryzc zeby i radzic sobie z trudnosciami robia halas wokol siebie. Tak sie sklada ze osoba z mojej najblizszej rodziny w zeszlym roku nie dostala obiecanej pracy w Tahoe, bo pracodawca przeliczyl sie z zapotrzebowaniem. Przez 2 tygodnie cierpiala pracujac w gorszym miejscu i z gorsza stawka, ale potem pojechala do innego miasta w Nevadzie, gdzie wszystko sie ulozylo. Dostala dobra prace i wrocila szczesliwa oraz 'do przodu' finansowo. Do tego stopnia, ze w tym roku pojechala drugi raz w to samo miejsce, gdzie juz sie dala poznac od dobrej strony i teraz pracuje na stanowisku z napiwkami i zarabia $700 tygodniowo. Jasne, ze troche w tym pomoglem, ale kazdy z Was tam w Stanach mogl zrobic to samo albo prawie to samo. Wystarczy pomyslec, poszukac, pokombinowac - ale NA WLASNA REKE! WNIOSEK: Trzeba sobie radzic, a nie od razu z rykiem do mamy oraz prasy!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tony Re: PRZEKRETY TO WY MACIE W GLOWACH!!! IP: 213.195.187.* 25.07.02, 15:42 Masz dużo racji, ja też byłem dwa razy w USA jako student i to całkiem niedawno, pierwszy raz 3 lata temu z programu Camp America, po pierwsze dlatego, że wtedy nie miałem pieniędzy na Work&Travel, po drugie znajomi radzili by za pierwszym razem jechać na coś pewnego, by się zorientować i poznać jak Ameryka naprawdę wygląda. Charowałem na Campie w stanie NY przez dwa miesiące, włąściwie za wyżywienie(którego było aż za dużo) i dach and głową (zresztą bardzo dobry bo pieknym drewnianym domku ze wszystkim wygodami nad jeziorem w górach). Pod koniec Campu dostałem kilkaset dolarów kieszonkowego, na Campie było mnóstwo fajnych młodych ludzi i to zarówno z USA jak i z Europy, zdecydowana większość to studenci tka jak ja, byli nawet uczniowie szkół średnich z USA i to wcale nie z biednych rodzin, bo w USA od małego uczy się ludzi samodzielności i zarabiania na siebie. Praca była naprawdę bardzo ciężka, wydajność jest w USA rzeczywiście bardzo wysoka to nie są bajki, a wiem co mówię , bo pracowałem wcześniej fizycznie w Polsce i w Szwecji, mam więc skalę porównawczą. Już w czasie Campu zastanawiałem się co robić po jego zakończeniu, gdyż miałem wizę J-1 z pozwoleniem na pracę IAP-66, a więc analogicznym( a nawet lepszym, bo dającym prawo do pracy z dziećmi, co zwykłe pozwolenia nie mają) jak mają wymienieni w artykule polscy studenci w USA, Amerykanie poradzili mnie i innym cudzoziemcy-om bysmy pojechali o najbliższego biura Social Security i wyrobili sobie te nuemry, gdyż jako posiadacze legalnych wiz pracowniczych mamy do tego prawo. Tak też zrobiliśmy. Miłame to trochę szcześcia, bo pierwsze miałem kiedyś rodzinę w USA po której pozostali jej przyjaciele Polacy zyjący jeszcze, skontaktowałem się z jednym z nich, obiecał pomoc w znalezieniu pracy i mieszkania po campie i zaprosił na parę dni do siebie. Pojechałem do niego z koleżanką z Polski od razu po zakończeniu Campu, gdzie jeszcze w drodze powrotnej od jednej z pracujących ze mną Amerykanek dostałem numer tel. jej kolegi, mieszkającego i pracującego na Manhattanie, który miał nam ewentualnie pomóc załatwić pracę. Po przyjeźzie do domu tego Polaka, mieszkającego w stanie New Jersey, w łądnym miasteczku 35 min. drogi od Manhattanu, powiedział on nam, że po rozmowie z nami, a najpierw rozmawiał tylko po angielsku, że znamy dość dobrze ten język i nie powinniśmy mieć problemu ze znalezieniem pracy. Tak też się stało, ja zadzwoniłem tam na Manhattan i umówiłem się z tym człowiekiem. Po przyjeźzie na miejsce, a było to słynne nowojorskie Soho, okazało sie, że akurat w tamtym sklepie u tego chłopaka nie ma dla mnie pracy, ale właściciel tego sklepu po rozmowie ze mną stwierdził, że mi pomoże i zaprowadził dos wego znajomego architekta, który w sąsiedniej kamienicy remontował kilka pięknych apartamentów, ten po krókie rozmowie postanowił mnie zatrudnić, a było to 3 dzień po wyjezie z Campu, pracę miałem ciezką, fizyczną, ale dzielnica piękna, dość ciekawa, każdy kto choć dłużej był na Manhattanie wie o cyzm mówię. Płaca też dość dobra, bo ok 400 dolarów na tydzień,przy czym pracowałem 40-45 godz tyg. Po południu i w weekendy miałem czas by zwiedzać New York i okolice. Moja znajoma też miała szczęście, bo ten nasz znajomy Polak załatwił jej pracę jako opiekunce do dzieci w żydowskiej rodzinie na Queensie. Załatwił jej tez tanie mieszkanie w polskiej dzielnicy na Greenponcie. Ja mieszkałem naprawdę za symboliczne pieniądze u tego Polaka w New Jersey. Zostałem w USA do początku października i naprawdę był to bardzo udany pobyt. W anstępnym roku postanowiłem na program Work&Travel, z biura Usit Campus, koszt tego wyjazdu to było dla mnie łącznie z kieszonkowym 400$ ok. 6000 Pln. Ale pracę musiałem sobie znaleźć sam z Polski, biura to nic nie obchodziło, dopiero jak miałem umowę o pracę w ręku to mogłem zacząć załatwiać potrzebne papiery. Nikt mi niczego nie obiecywał, dali mi tylko mozliwość załatwienia papierów do legalnej pracy, pracę miałem znaleźć sobie sam. Były dwie drogi, albo pojechać na odbywające się co roku w Warszawie targi pracy wakacyjnej w USA, gdzie przyjeżdzali bezpośrednio z USA pracodawcy i można było na miejscu podpisać oficjalną umowę o pracę. Albo szukać tak jak to zrobiłem prayc na własną rękę, głównie przez internet. Do tego trzeba było profesjonalnie napisać swoje resume(amerykańskie CV) oraz cover letter do pracodawcy. Po wielu wysłanych ofertach otrzymałem kilaknaście sensownych odpowiedzi, wybrałem dwie Parki Narodowe Yellowstone oraz Yosemite, ponieważ ten pierwszy szybciej wszytsko załatwił i przysłał wkrótce autoryzowaną i podpisaną odręcznie umowę o prace na mój adres to zdecydowałem się pojechac tam, dopiero wtedy poszedłem do biura wpłąciłem opłatę za program i zrobiłem rezerwację na samolot. W Parku Yellowstone miejscu rzekająco pięknym i dzikim, które każdemu mogę polecić, zarabiałem teoretycznie niezbyt wiele bo amerykańskie minimum ustawowe niewiele poniżej 6$, ale po pierwsze płaciłem naprawdę grosze za mieszkanie i jedzenie, po drugie mozna było pracować dodatkow w nadgodzinach płatnych 150% zgodnie z amerykańskim prawem. Park to jak wiadomo teren pod jurysdykcją federalną, więc prawa tam dość dokładnie przestrzegano i nie było mowy o żadnych kantach, po za tym zatrudniała nas wielka korporacja mająca umowę z rządem USa na prowadzenie hoteli restauracji na terenie Parków Narodowych, więc wszystko było bardzo profesjonalnie zorganzowane. Po paru tygodniach pracy, jak amerykańscy studenci zaczęli wyjeżdzać iz robiło się więcej wolnje rpacy, to można było także dzięki wyrobionym kontaktom z medżerami zarobic tygodniowo nawet 600$ dolarów. W dnaich wolnych zwiedzlismy Park, początkow tylko na pieszo i autostopem, bo obszar parku jest ogromny, potem kupiliśmy używany samochód i zjechalismy chyab całe północnowschodnie USA. Rady dla podróżujacyh na Work&Travel: -samemu szukać pracy, najlepiej zadzwonić z Polski do pracodawcy rozmawiać z nimzekać na umowe o prace z odręcznym podpisem,nie zapisywać się do jakis programów co od razu zapewniają pracę, pogac z ludźmi, którzy wcesniej pracowali dłuższy czas w USA, -nać na tyledobrze angielski, żeby po miesiącu pobytu zacząć mówić płynnie, najpiewr wystarczy, żeby umieć się dogadać, -mieć dużo pokory, cierpliwości,użo usmiechać się, Amerykanie to bardzo lubią, kwaśna "polska" mina zmayka wszystkie dzrzwi, -byc pracowitym, w miare uczciwym, nie cwaniakować w prymitywny sposób, bo szybko cię twój szef rozszyfruje i wyrobis zosbie fatalna opinię, Amerykanie wbrew potocznej polskiej opinii są bardzo bysztry i szybko zauwazają głupie cwaniackie numery rodem znad Wisły, widziałem paru Polaków jak próbowali fikać i głupio skończyli, -żadnych zatargów z prawem i policją, Policja w USA to nie przelewki, lepiej w ogóle z nimi nie dyskutować tylko grzecznie odpowiadać na pytania w razie czego, bo mozna szybko wylądowac w areszcie, -miec prawo jazdy i jak najszybciej kupic samochód, bo w USA bez smaochodu to nie ma życia,s zczególnie jak jesteś po za wielką aglomeracją miejską Z tego co pamiętam dwa lata temu widziałem w każdym prawie motelu czy restauracji przydroznej ogłoszenia poszukujące pracowników,a zjechałem z kilkanaście stanów, więc miałem jakiś obraz, wierzyć mi się nie chce,aby teraz pomimo kłopotów gospodarczych w USAw ogóle nie było pracy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Super STOP!!!! PRZECZYTAJCIE TO KONIECZNIE IP: *.softomasz.pl 03.08.02, 12:03 STUDENCI!!! PRZECZYTAJCIE KONIECZNIE POWYZSZY LIST. MYSLE, ZE PISZE GO KTOS KTO ZNA SIE NA RZECZACH. NIE WIEM JAK DOKLADNIE DZIALA PROGRAM WORK AND TRAVEL ALE MOJE OBSERWACJE CO DO 'PRZEKRETOW' SA ZBLIZONE. PRZEKRETY SA W WASZYCH GLOWACH. JAK SIE SAMEMU CIAGLE COS PRZEKRECA TO PRZECIEZ INNI TEZ TAK MUSZA ROBIC. A MOZE PRZKRETY TO TYLKO WASZE ZACHOWANIE? Friend Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Janusz Czy ktos ma jakies zazalenia do Columbus Club? IP: *.u.mcnet.pl 25.07.02, 13:38 jak wyzej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ciekawy Pytanie do organizatorów W&T IP: 217.8.168.* 25.07.02, 14:22 Mam pytanie? Czy podpisujecie się pod dokumentem, w którym gwarantujecie pracę? Z tego co wiem Ambasada w teorii wyda visy tylko jeśli student będzie miał pracę. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Janusz Employment confirmation to nie jest gwarancja! IP: *.u.mcnet.pl 25.07.02, 14:30 Powinna nia byc, ale nie jest. Oznacza tylko, ze pracodawca zgadza sie Ciebie zatrudnic, ale nie mowi wcale, ze bedziesz pracowal dluzej niz sekunde. Potem pracodawca moze Cie zwolnic i nikt go nie zapyta dlaczego. W normalnym kraju jest to swietym prawem pracodawcy. Pracodawcy maja najczesciej najlepsza wole zatrudnienia Ciebie. Ale employment confirmation dostajesz w maju. Jak przyjezdzasz w Lipcu a pracodawca po July 4th Weekend stwierdzi, ze zatrudnil za duzo osob, to ma swiete prawo Cie zwolnic. A Ty masz swiete prawo powiedziec mu "Go fuck yourself" i szukac nowej pracy. Na tym Twoje prawa sie koncza. ZROZUMCIE TO WRESZCIE. Posrednik nie jest SZEFEM pracodawcy i nie moze go w zaden sposob zmusic do odnowienia Twojego zatrudnienia. Moze go co najwyzej poprosic o wyrozumialosc albo o pomoc przy znalezieniu innej pracy. Czasami to daje rezulat. Z reguly nie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ciekawy Podpis pracodawcy to rzecz świeta IP: 217.8.168.* 25.07.02, 15:28 W takim razie zakomunikujcie to głośno, że nie załatwiacie pracy tylko bierzecie kasę za zorganizowanie YAP-66, a umowa z pracodawcą to tylko podkładka dla Ambasady aby się nie doczepiła, że po przyjeżdzie student będzie pracował na czarno. Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że pracodawca podpisując się pod EMPLOYMENT Confirmation ma prawo odmówić zatrudnienia. Podpis pracodawcy jest na cały świecie wiążący. Miejmy nadzieję, że Ambasada nie wmiesza się w to wszystko i z ponad dziesięciutysięcy studentów wyjedzie kilka tysięcy i wtedy zostaną dwa, trzy biura. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: emigrantka Re: Podpis pracodawcy to rzecz świeta IP: *.ny5030.east.verizon.net 25.07.02, 15:58 Mysle, ze po rozdmuchaniu problemu przez Nowy Dziennik, ktry jednak najlepiej powinien znac realia amerykanskie, (przychylam sie do podejrzen ze dziecko prominenta musialo sie zderzyc z amerykanska rzeczywistiscia i stad ta afera) zaden amerykanski pracodawca nie podpisze przedwstepnej umowy. Poco mu ten klopot. Co ma zrobic wlasciciel niewielkiej, albo i wielkiej firmy ( jak wesole miasteczka) jesli nie ma pracy, bo nie ma przewidzianego ruchu. Co ma zrobic biuro posrednictwa z Polski. Kto to powiedzial, ze w Ameryce, zwlaszcza po 11 wrzesnia praca lezy na ulicy. Pracodawca, jesli nie ma w zakladzie zwiazkow moze pracownika zwolnic w kazdej minucie, nie tylko roszczeniowych polskich studentow. Studenci oddali osocze, (co w tym zlego, to jest tak bardzo potrzebny lek, sa zdrowi i jeszcze dostali za to pieniadze), nie spowodowalo to ubytku na ich zdrowiu skoro za dwa dni poszli na budowe. Oczywiscie moze tam tez wykaza sie postawa roszczeniowa i boss ich wyrzuci, niech nie usiluja wzbudzac wspolczucia, ze moze to robota tylko na dwa dni, na pewno dluzsza, a moze jeszcze uda sie wyciagnac odszkodowanie. Studentka sie obrazila, ze chciala sprzatac, a ma dzieci do opieki, tez powod do skargii. Mysle, ze polscy studenci nie beda juz przyjezdzac do tej wstretnej Ameryki, gdzie paskudni Amerykanie, Polonia, biura czyhaja jak ich zniszczyc. Od bardzo wielu lat sledze przybyszy z Polski, naogol uplywa sporo czasu zeby zrozumieli skad sie bierze bogactwo Ameryki. Z CIEZKIEJ PRACY ROWNIEZ UCZNIOW I STUDENTOW. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Janusz nie zrozumiałeś mnie IP: *.clinternal / 10.2.3.* 25.07.02, 16:00 Pracodawca Cię zatrudnia w momencie, gdy wysyła employment confirmation. To, że Cię zwalnia w minutę po tym, jak Cię zobaczy, ma prawo zrobić. Nie jest to przyjemne, fair i ludzkie, ale taki właśnie jest kapitalizm. Większość pracodawców dotrzymuje zobowiąząń i dlatego biura piszą, że pośredniczą w znajdowaniu pracy. Zauważ, że jest tu również dużo głosów ludzi, których pracodawcy byli fair i faktycznie ich zatrudnili tak, jak obiecali. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ciekawy porządki IP: 217.8.168.* 25.07.02, 17:12 Uczyłem się przez rok w Stanch, pracowałem na Camp-ie, dwa razy byłem na W&T i zawsze miałem obiecaną pracę, ale było to dwa lata temu. Jestem jednym najgorętszych zwolenników W&T i cieszę się, że wielu z Was udało się rokręcić interes. Uważam, że pomimo tych wszystkich trudności na jakie trafiają studenci jeśli są zaradni to i tak znajdą pracę a Ci co siedzą i płaczą to maminsynki. Krew mnie jednak zalewa kiedy wielu z Was pracuje nieprofesjonalnie, nie bierze odpowiedzialności za dokumenty które wystawia, idą na ilość a nie na jakość i uprawiają "dziki kapitalizm". Wiem, że nie jesteście organizacjami charytatywnymi ale chwyty typu obligatotyjne wykupywanie biletów, których cena rynkowa jest znacznie tańsza czy tworzenie czarnych list np.: przez Pana K., na które trafiją studenci którzy zadarli z Panem Ma... z Globala nie przysporzy biurom zwolenników i w końcu ktoś sie tym zajmie i wyznaczą limit np. 1000 studentów rocznie. Czy nie widzicie, że biorą się za to gazety zarówno z Polski jak i Stanów? Zamiast wysyłać setki studentów załatwcie dobrą pracę dla mniejszej ilości, zacznijcie organizować "Internship" ale nie przy garach tylko w dobrych firmach. Zajmijcie się kolegami z "branży" i pozbądźcie się ich z interesu bo inaczej zrobicie przysłowiową niedzwiedzią przysługę i tylko wybrańcy będą jeżdzić do USA. I znowu w USA odrzyją "Polish Jokes". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Mis Re: Podpis pracodawcy to rzecz świeta IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 25.07.02, 17:27 Ciekawy, program to nie tylko umowa z pracodawca, ale szkolenia, materialy , UBEZPIECZENIE (tez OC, gdyz studenci nieszczyli sprzety, maszyny itd)no i formularz wizowy i wiza, informacja, odbior z lotniska itd. Wazne, ze jaka kolwiek student pzresle umowe do Funddacji (nie do Amdvasady- gdyz to fundacje rzadowe wydaja promesy) NIE BEDZIE PRACOWAL NA CZARNO i to caly pic programu. Kazdy uzcestnik programu pracuje legalnie, ma ubez, otzrymuje Sociala i nigdy nie bedzie pracowal na czarno- no chyba ze zostanie. Moge cie zaopatzryc w informacje o wymaganiach i zasadach programu, po lektirze bedziesz mogl sie wypowiadac. Gość portalu: Ciekawy napisał(a): > W takim razie zakomunikujcie to głośno, że nie załatwiacie pracy tylko > bierzecie kasę za zorganizowanie YAP-66, a umowa z pracodawcą to tylko > podkładka dla Ambasady aby się nie doczepiła, że po przyjeżdzie student będzie > pracował na czarno. Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że pracodawca podpisując > się pod EMPLOYMENT Confirmation ma prawo odmówić zatrudnienia. Podpis > pracodawcy jest na cały świecie wiążący. Miejmy nadzieję, że Ambasada nie > wmiesza się w to wszystko i z ponad dziesięciutysięcy studentów wyjedzie kilka > tysięcy i wtedy zostaną dwa, trzy biura. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ciekawy Broszurki a praktyka to dwie różne rzeczy IP: 217.8.168.* 25.07.02, 17:52 Mis, Informacje o programie i broszurki może sobie każdy przeczytać w waszych biurach. Nie są mi potrzebne ponieważ na W&T byłem dwa razy (o czym pisałem wyżej)i cały stystem znam od strony praktycznej i na własnej skórze go przetestowałem. Za visę sam zapłaciłem i nie było to zaliczone do kosztów programu, po Sociala sam zasuwałem do urzędu po czym wbili mi adnotację na Socialu, że jest on ważny z dokumentem który wystawiacie. Formularze, w które program zaopatruje opisuje rzeczy oczywiste jak pogoda w USA Owszem promesę wydaje fundacja ale fizycznie VISE wbija urzędnik w ambasadzie i tylko od jego dobrej woli zależy czy da visę czy nie. Jeśli stwierdzi, że wasz organizacja oferuje miejsca pracy, których w rzeczywistości nie ma i nie da visy to czy wtedy oddasz kasę? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: deeyv Re: Podpis pracodawcy to rzecz świeta IP: *.radiozet.com.pl / 10.10.11.* 26.07.02, 10:35 NIE BEDZIE PRACOWAL NA CZARNO i to caly pic programu. > Kazdy uzcestnik programu pracuje legalnie, ma ubez, otzrymuje Sociala i nigdy > nie bedzie pracowal na czarno- no chyba ze zostanie. -----no nie do końca Mnie w zeszłym roku zatrudnili Albańczycy w pizzerii (Madison) na czarno. Mówie do menago., że ja mam >>papiery<< i mogę legalnie, a on sie śmieje i odp., że legalnie to mu sie nie opłaca bo musi płacić za mnie taxy. No i pracowałem za 6.50 $ / 1h Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tony Re: Podpis pracodawcy to rzecz świeta IP: 213.195.187.* 26.07.02, 10:49 samo życie... ale praca była, to najważniejsze. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: czarnis Re: Czy ktos ma jakies zazalenia do Columbus Club IP: *.ecamp.net / 192.168.1.* 25.07.02, 17:25 Columbus Club to dobra organizacja, co prawda pracuja tam troche niekompetentni ludzie, ktorzy w wiekszosci odbywaja tam praktyki, ale jak sie ich przycisnie, to zalatwia sprawe bardzo szybko. Columbus jest jedynym w Polsce przedstawicielem Bunaca, najstarszej organizacjii zajmujacej sie wymiana studencka. Oferuja w miare tanie programy w porownaniu z Camp Ameryka, wlasnie siedzimy z kilkuosobowa grupa Polakow w poblizu Pittsfield i jest po prostu super. Ogolna ocena CC to 4. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Marcin Re: Wakacyjna praca polskich studentów w USA to c IP: *.epo.ericsson.se / 159.107.93.* 25.07.02, 17:51 Ja pojechalem z Almaturu i nie mialem najmniejszych problemow. Prace zapewnial organizator i bylo OK. Ale po 3 tygodniach zmienilem dzial i pracowalem tylko z amerykanami. Jechalem z zalozeniem ze pracuje zeby zwrocil sie koszt wyjazdu i zarobic troche na zwiedzanie, jednak udalo sie zarobic troche wiecej niz myslalem dzieki czemu zwiedzilem wiecej. Glownym celem mojego wyjazdu bylo jedna nabranie pewnosci siebie w mowieniu po angielsku co udalo mi sie. Po powrocie zaczalem szukac pracy i mowie szczerze ze dzieki temu ze mialem wpisane w CV wyjazd do stanow i ze pracowalem z amerykanami udalo mi sie latwo dostac bardzo dobra prace. Obecnie na rynku wiele firm oferuje wyjazd do USA, ale najlepiej wyjezdzac z firm ktore maja doswiadczenie w organizowaniu takich wyjazdow i wtedy nie bedzie problemow. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Alex Work&Travel IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 25.07.02, 20:28 Trudno mi uwierzyc, ze polscy studenci maja w Stanach takie kłopoty! Sama byłam w zeszłe wakacje w Sacramento, Kalifornia i z pracą nie było specjalnych problemów! Owszem trzeba było trochę pochodzić po mieście i poszukać - dobry angielski bardzo się przydaje - ale zazwyczaj po max. tygodniu znajdowało się coś co nam pasuje! Warto szukać wśród pracodawców typowo wakacyjnych lub sezonowych, np. park rozrywki, park wodny, jakas tymczasowa wystawa lub targ. W restauracjach i fast foodach lepiej nie wyrywać się, że to tylko na 3 miesiące choć jak bedą chcieli to to sprawdzą przecież w wizie. I nie zaczynać pracy bez social security number! Moi znajomi nie dostali przez to zapłaty! Poza tym gorąco polecam, bo można troche zarobić, zwiedzić, kupić fajne ciuchy i tani sprzęt elektroniczny. I to świetna przygoda! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sfan Re: Work&Travel IP: *.sfpl.org 25.07.02, 21:22 wiekszosc biznesow tego typu co wymieniasz bardzo ucierpialo od ubieglego roku. redukcja ruchu w biznesie o 40% ( glownie turyscie zagraniczni). z praca nie jst tak rozowo jak rok temu do 11 wrzesnia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tony Re: Work&Travel IP: 213.195.187.* 26.07.02, 10:56 To pracujcie w Parkach Narodowych, tam zawsze szukają chętnych do pracy, może płacą niewiele, ale po pierwsze bardzo mało się tam płaci za mieszkanie i jedzenie, po drugie nie ma za bardzo tma na co pozostałej kasy wydawać. Po trzecie mozna w Parakch Narodowych robic nadgodzuny,s zczeglnie w sierpniu i wreśniu, a jeszcze jak wyrobisz sobie układ z menedżerem, to wtedy zarobki moga stać się kokosowe. Po czwarte tam nie ma żadnych większych kantów, bo to tereny pod jurysdykcją federalną a pracowników zatrudniają wielkie korporacje, co tydzień dostajesz czek na pieniądze. Po piątem przyroda w Parkach Narodowych, jej dzikośc i nieskażenie zapewniają dodatkowo wspaniały wypoczynek i wrażenia, pomimo, że praca jest przeważnie ciężka. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: syba Re: Work&Travel IP: 217.11.132.* 27.07.02, 12:37 Alex, też byłem i podzielam Twoje obserwacje, rzuć Twój ades mailowy na cottagekiller@poczta.onet.pl Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tutejszy Re: Wakacyjna praca polskich studentów w USA to c IP: *.ny325.east.verizon.net 26.07.02, 01:19 wiekszosc ludzi w Polsce nie rozumie na jakich zasadach dziala ten program W&T, formalnym warunkiem otrzymania wizy i zezwolenia na prace jest oferta pracy, taka oferta to konkretna informacja nt gdzie masz pracowac i od kiedy masz zaczac prace, polskie biura sa tylko posrednikiem pomiedzy studentem a firma Council Exchange ktora jest glowna organizacja ktora zalatwia prace, jest wiec FORMALNY wymog zalatwienia pracy aby otrzymac wize, student ma do wyboru dwie opcje umowy, albo sam sobie zalatwia prace albo mam miec ta prace zalatwiona, jeszcze raz, jest formalny wymog aby studenci z Polski mieli zalatwiona prace ( sprawdzalem w biurze Council Exchange, posiadaja tam tez liste osob ktore maja miec zalatwiona prace ), okazuje sie organizatorzy mowia za praca bedzie a tu zadnej pracy nie ma, nikt nic nie wie, czeski film, co mnie obchodzi ile te biura maja roboty, za darmo nie pracuja !!!! nikt nikomu laski nie robi Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maine_Moose Dlaczego nie Camp America albo CC USA??? IP: 62.29.248.* 26.07.02, 09:46 Tak sobie czytam i czytam te wyjęczane listy i zastanawiam się cały czas nad jednym: dlaczego osoby, które np. ni w ząb nie gęgają po angielsku jadą z W&T w nieznane? Ludzie, czyśta oszaleli??? Są dwa spokojne i całkowicie bezpiecznie programiki zwane Camp America i Camp Counsellors USA przeznaczone właśnie dla studentów, które to organizacje prowadzą swoich wybrańców ZA RĄCZKĘ i NIKOGO nie oszukują. Wiem, bo byłam dwa razy i wróciłam zachwycona. Konkretny namiar na konkretny obóz, w przepięknej okolicy (w moim przypadku puszcze Maine), darmowe wyżywienie i nocleg przez ponad dwa miesiące, perspektywa zwrotu tego, co się zainwestowało przed wyjazdem (bo dla mnie kasa była tylko dodatkiem, a nie otępiającym celem samym w sobie jak dla większości z tego forum), dodatkowo możliwość zarobienia jakichś 600-800 dolarów za trzy tygodnie extra post- campowej pracy...Ludzie, czego Wy chcecie? Po co Wam to całe przereklamowane Work and Travel? Rozumiem, chcecie poczuć w żyłach miłą adrenalinkę wyjeżdżając w nieznane i niepewne, walczyć o przetrwanie, oddawać krew w jakichś zapyziałych ośrodkach, byleby tylko mieć na chleb...dla mnie to niewytłumaczalny HORROR po prostu. Jak można tak się stoczyć!!! I jak można aż tak dać się nabrać...POLECAM WSZYSTKIM IDEALISTOM CAMP AMERICA. Jeżeli to nie kasa popycha Was do wyjazdu za ocean, a chęć podszkolenia języka, poznania wspaniałych przyjaciół w BEZPIECZNYM środowisku, jedźcie z Camp America. Nie ma sensu niepotrzebnie się stresować. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tony Re: Dlaczego nie Camp America albo CC USA??? IP: 213.195.187.* 26.07.02, 10:38 Camp America jest dobre na pierwszy raz, dla ludzi, którzy nie znają za dobrze USA i realiów tam panujących, zapewnia bezpieczeństwo i spokój. Ale charówa jest tam straszna(czasem po 11-12 godzin dziennie), nie można wyjechać z Campu przed końcem kontraktu,pieniądze praktycznie żadne i mało czasu wolnego. Ja też byłem za pierwszym razem na Camp America i nie żałuję, bo na pierwszy raz to dobry pomysł, chyba, że masz od razu wyrobione dobre układy w USA. Za dugim razem wybrałem W&T, bo chciałem trochę więcej zobaczyć, być bardziej wolny i zarobić więcej pieniędzy, które dają jak wiadomo więcej wolności, szczególnie w USA. Zdobyte doświadczenie i wiedza, udoskonalony angielski za pierwszym razem pozwoliło mi na udany wyjazd z W&T za drugim razem, ale nie popełniłem absolutnie takich głupich błędów jak bohaterowie artykułu. Rady jak należy szukać pracy i zachowywać się w USA,w ramach programu W&T przedstawiłem w poście z wczoraj powyżej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Karol Angielski to podstawa IP: *.idx.com.au 26.07.02, 11:58 Przylanczam sie do tych wnioskow. Spedzilem w USA na Campie 3 miesiace i byly to dla mnie niezapomniane chwile. Mialem swietny oboz z nartami wodnymi, hala sportowa, kortami tenisowymi i mialem jedynie 20 lat. To bylo w 1998 r. Extra ekipa. Tak jak powiedziales, rzecz tkwi w tym, ze ludzie bez plynnej znajomosci jezyka i spodziewja sie bog wie czego. A tu niestety , trzeba cos zaoferowac, zeby czerpac zyski. Uwazam, ze wiekszosc tych osob ktorym sie nie powiodlo to czysci frajerzy. Powinni spojrzec najpierw na siebie, na swoje umiejetnosci. Jezeli ktos jest ofiara zyciowa to zostanie nia do konca zycia, jezeli nie zauwazy tych bledow w sobie. Po skonczeniu AwF w Warszawie (wydzial Turystyka) wyjechalem do Sydney na Igrzyska Olimpijskie. Spodobalo mi sie tutaj i siedze do dzisiaj skad pisze ten list. Nikogo o nic nie prosilem. Australijczycy sa takimi samymi ludzmi jak My i jezeli sie chce, wszystko mozna osiagnac. Od poczatku mialem prace. Po dwoch latach pobytu zarzadzam juz wlasna "kafeja" dalej studiujac, poszerzajac wiedze. Zamiast narzekac, wezcie sie za jezyk. To wam wszystkim radze. Gdyby W Polsce stawialo sie na jezyki obce, edukacje Polska bylaby tak samo zamozna jak Holandia czy Szwecja gdzie j.angielsi znaja prawie wszyscy i sa otwarci szerokona na swiat. A w Polsce dopoki beda zadzic populisci a nie swiatli pragmatycy dopoty Polska dalej bedzie krajem glupoli wybierrajacych Samoobrone zamiast Unie Wolnosci. Do zobaczenia...kiedys Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: dzisiejszy Deklaracja pracodawcy IP: 217.8.168.* 26.07.02, 15:13 W całej tej dyskusji nie chodzi czy ktoś jest twardzielem czy nie. Cały problem polega na tym, że ludzie przed wyjazdem mieli w ręku dokument,pod którym pracodawca się podpisał. Jestem pewien, że w Australii podpis pracodawcy nie jest tylko świstkiem papierku. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sfan Re: Deklaracja pracodawcy IP: *.sfpl.org 28.07.02, 00:05 jeszcze raz. umowa do niczego nie zobowiazuje. ktos podpisuje z Toba papierek, ktory nawet nie ma zadnej wartosci prawnej. Wartosc to on ma tylko dla biura oraz 'podobno' ambasady. Przyjezdzasz na miesce, a okazuje sie w tym roku slabo cos z turystami. Nie ma potrzeby placic komus, gdy nie ma ku temu zadnych powodow. Wezcie to na wzglad, kiedy jestecie w USA. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Adam Jestem wlasnie na W&T i... IP: *.dsl.sfldmi.ameritech.net 26.07.02, 15:58 Witam z Detroit; Szybciutko podsumuje tylko pare spraw ze swojego punktu widzenia: 1) Zazwyczaj polskie biura podrozy sa niekompetentne. Ukrywaja nieciekawe szczegoly programu, zeby sprzedac jak najwiecej ofert. 2) Ale wiekszosc jest jednak "uczciwa" - tzn. niezaleznie od tego co mowia, to w umowie jest napisane o wszystkich niewygodach, lacznie z informacja, ze praca nie jest na 100% gwarantowana pomimo podpisania umowy typu "at-will agreement" z ktorej firma morze sie wycofac jeszcze przed naszym przyjazdem 3) Kombinuja tez amerykanscy partnerzy naszych biur - gdzie sie da to niedopowiedza czegos, ale i tak mowia duzo wiecej niz nasza biura. Tyle, ze po angielsku 4) Rynek pracy w tym roku jest kiepski. Za duzo ludzi przyjechalo z Europy. Trudniej jest znalezc prace niz przed rokiem. Nawet ze znakomita znajomoscia angielskiego w pewnych miejscach, jak np. NYC pracy sie nie znajdze. 5) Bez angielskiego na przyzwoitym poziomie i bez odgornie zalatwionej pracy w tym roku jest trudno cos znalezc 6) Na W&T mozna zarobic przy zalozeniu, ze pracuje sie na ponad 2 etaty. Nie nalezy liczyc na pensje wyzsza niz 8$/h - ok. 15% podatku - koszty utrzymania - koszty wyjazdu. Zdazaja sie oczywiscie lepsze, ale zazwyczaj placa 6$/h. Adam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: A Re: Wakacyjna praca polskich studentów w USA to c IP: *.radom.sdi.tpnet.pl 26.07.02, 16:43 Wiecie co?? Sami jesteście sobie winni..Nie leci sie do żadnego kraju bez znajomości języka, to raz. A dwa, ze czyta sie wszystkie mozliwe dokumenty przed podpisaniem, nalezy rowniez pytac o wszystko co Was interesuje. Powodzenie wyjazdu zalezy tez od charakteru..po części, jeżeli ktoś nie potrafi się znaleźć w nowych sytuacjach, nie ma troche pewności w siebie i wiary to niech nie wyjeżdża. Trzeba zrozumieć, ze Stany sa o x tysięcy kilometrów od Polski i dzwoniąc do rodzicow , skarżąc się nic nie zdzialamy. Jetseście tam zdani na siebie, i tego należy byc świadomym przed wyjazdem. A poza tym, kochani, jesteśmy doroslaymi osobami , uważającymi sie za odpowiedzialne i dojrzałe...a jak sie zachowujecie?? Jak malutkie dzieci dzwonicie do mamuś..z placzem. Bez przesady...cholernie się osmieszacie wten sposób.. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: BPP Tacy ci dzisiejsi studenci IP: *.CHEM.CWRU.Edu 26.07.02, 18:20 Tak czytam i mysle ze fajnie byc starym. Bo ja studiowalem w czasach kiedy na uniwersytety szlo 1-2% rocznika. Bylo z kim porozmawiac. Dzis idzie 45%. Oto jest rezultat. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: MAX Re: Wakacyjna praca polskich studentów w USA to c IP: *.cvx9-bradley.dialup.earthlink.net 26.07.02, 19:57 DZIWIE SIE ZE TAK LATWO MOZNA NABRAC WYKSZTALCONYCH LUDZI. CO DO CALIFORNI TO NIE WYPAL. BIORO WYSYLAJACE LUDZI TUTAJ TO SMIECH .W CA. MAMY TANIA SILE ROBOCZA TA Z MEKSYKU. WYDAJE SIE ZE TO ZLE PACHNIE .ALE TE BIORA BIORA ZA TO PIENIADZE. A POTEM UMYWAJA RECE.TO KOLEJNE POLSKIE CWANIACTWO. TYLKO SIE WSTYDZIC ZE POLAK POLAKA NADAL KOPIE W D............. BRAKUJE SLOW .TO NA TYLE MAX. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: JOANNA ŻĄDZA PIENIĄDZA gubi studentów-wiem byłam tam IP: *.junisoftex.pl / *.solar.silesianet.pl 26.07.02, 21:10 Widziałam USA zarówno zpozycji uczestnika Camp America(dwukrotnie)jak i z pozycji nielegalnego pracownika kiedy to sama borykałam się ze znalezieniem pracy,oszustami i cwaniackimi (polskimi głownie)agencjami oferującymi pracę za pieniądze.Osiem i siedem lat temu nie było tyle możliwości wyjazdu dla studentów do USA-były one sprawdzone.Żaden z moich ówczesnych znajomych nie została oszukana.NIE CZARUJMY SIĘ,gdy ktoś chce tania pojechać do USA,poznać ludzi,język ,podrózować i ciężko harować na lub po obozie może wybrać CA lub CC.Nie ma nieziemskich zarobków ale nie ma i dramatów.Kto chce może pracować i podróżować póżniej.Zwiedziłam USA od NYC do Kalifornii sama,użerałam się z Polakami aby żywcem nie wyciągki ode mnie ostatniego centa, czułam się szczęśliwie mieszkając na Broadway`u. TRAKTUJCIE WYJAZD JAKO PRZYGODĘ i zawsze miejcie oszczędności i trochę rozsądku. Zarzuty braku klimatyzacji lub mieszkania z innymi sa śmieszne. Zgadzam się jednak że nieuczciwych pracodawców trzeba eliminować. Jakże znów chciałabym byc studentem w USA!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Friend TRUDNO DODAC WIECEJ - CC I CA to obozy pracy! IP: *.softomasz.pl 03.08.02, 11:35 Gość portalu: JOANNA napisał(a): > Widziałam USA zarówno zpozycji uczestnika Camp America(dwukrotnie)jak i z > pozycji nielegalnego pracownika kiedy to sama borykałam się ze znalezieniem > pracy,oszustami i cwaniackimi (polskimi głownie)agencjami oferującymi pracę za > pieniądze.Osiem i siedem lat temu nie było tyle możliwości wyjazdu dla > studentów do USA-były one sprawdzone.Żaden z moich ówczesnych znajomych nie > została oszukana.NIE CZARUJMY SIĘ,gdy ktoś chce tania pojechać do USA,poznać > ludzi,język ,podrózować i ciężko harować na lub po obozie może wybrać CA lub > CC.Nie ma nieziemskich zarobków ale nie ma i dramatów.Kto chce może pracować i > podróżować póżniej.Zwiedziłam USA od NYC do Kalifornii sama,użerałam się z > Polakami aby żywcem nie wyciągki ode mnie ostatniego centa, czułam się > szczęśliwie mieszkając na Broadway`u. > TRAKTUJCIE WYJAZD JAKO PRZYGODĘ i zawsze miejcie oszczędności i trochę rozsądku > . > Zarzuty braku klimatyzacji lub mieszkania z innymi sa śmieszne. > Zgadzam się jednak że nieuczciwych pracodawców trzeba eliminować. > Jakże znów chciałabym byc studentem w USA!!! Tez zaluje, ze jak bylem studentem to nie mielismy takich mozliwosci. Mysle, ze przez to poznalem swiat 15 lat pozniej. Taka mala uwaga: Camp Councelors i Camp America to programy, gdzie placi sie mniej za wyjazd ale zarabia sie najwyzej 500 USD za 2-3 miesiace pracy. Mniejsze ryzyko, mniejsze pieniadze. Pozdrawiam, Tomek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Gumisie Sieroctwo IP: *.chem.usu.edu 26.07.02, 21:57 Proszę Państwa: "Kryzys w USA" to duża przesada, a oszukiwać się po prostu nie należy dawać. Od studentów (o mało co magistrów) należy oczekiwać nieco rozumu i zaradności. Praca jest. Proszę bardzo, tylko z mojej okolicy: www.usu.edu/studemp/ofcampus.htmalbo: www.hjnews.com/classifieds/class/0078.html Trzeba tylko nieco znać język i chcieć ruszyć zadek, zamiast czekać aż ktoś coś załatwi. Kurka, takie osobniki, jak opisane w reportażu "Wyborczej" są powodem popularności dowcipów o Polakach. G. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Gumisie Link IP: *.chem.usu.edu 26.07.02, 22:02 www.usu.edu/studemp/ofcampus.htm "Wyborcza" mogłaby zatrudnić kogoś kompetentnego, żeby oprogramowanie Forum nie robiło cudeniek z wklejanymi linkami. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: leatui Cos od siebie. IP: *.OLAC.Berkeley.EDU 26.07.02, 22:23 Mysle, ze w tej calej historii z polskimi studentami jest pare watkow. Niewatpliwie czesc z nich zostala oszukana, ale jak wiedac wielu poradzilo sobie doskonale. Sama z tym zagadnienie zetknelam sie pare tygodni temu, gdy znajomi opowiedzieli jak "holowali" polskich studentow na "saksy" do Rino. Mial przyleciec jeden student, przed przyjazedem bylo juz ich dwoch, a jak spotkali sie na lotnisku to bylo juz ich trzech i dziewczyna, a grupowali sie tez nastepni. Znajomi zupelnie nie byli przygotowani na taka ilosc ludzi. Musieli odmowic i w koncu stanelo na trojce. Jak widac przygotowanie mlodych do samodzielnego radzenia sobie bylo mizerne. Chlopcy jechali do Rino pracowac w kasynie. Z ich opowiesci wynikalo, ze maja wszystko dopracowane. Zadnych innych wiesci pozniej nie bylo, wiec wnioskuje ze sie im udalo. Potem jeszcze raz spotkalam sie z polskim studentem pracujacym w Lake Tahoe. Chlopak mial zapewniony "wikt i opierunek", a pracowal (ciezko) na nocnej zmianie w markecie spozywczym. W dzien dorabial sobie w kuchni restauracji. Pewnie trafil dobrze, ale tez wykazal sie duza inwencja. Pod koniec wakacji chcial zwiedzic Stany. Byl bardzo zadowolony. Od niego tez dowiedzialam sie, ze w Rino jest bardzo duzo studentow, ktorzy "tyraja" po 16 godzin dziennie, by dorobic sie "czegos" (chyba wstretu do pracy). Sama byla na "saksach" w Europie i wiem, ze jest ciezko, ale trzeba miec troche zdrowego rozsadku i nie dac sie pakowac w maliny. Zachod, a juz Ameryka napewno nie jest krajem mlekiem i miodem plynacym. Na kazdy grosz trzeba ciezko zapracowac, szczegolnie jak sie nie zna jezyka. Wielu pracodawcow nie ma skrupulow przed wykorzystaniem pracownika, szczegolnie takiego ktory malo mowi i sie nie skarzy. Po tej historii mam tez wrazenie, ze my wspolczesni Polacy (generalizuje teraz) odbijamy sobie nasza stara biede gdzie mozemy i na kim mozemy, zarowno w kraju jak i na emigracji. Ja mialam bardzo duzo szczescia, bo w tym calym balaganie moralnym spotkalam bardzo uczciwego amerykanskiego Polaka, ktory przeszedl dlugi szlak emigracyjny i nadal pozostal uczciwy. Czego zycze wszystkim szukajacym szczescia w Ameryce! Leatui. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jacek Re: Wakacyjna praca polskich studentów w USA to c IP: *.002.popsite.net 26.07.02, 22:30 Wspolczuje ludziom, ktorzy nie dostali obiecanej pracy, a zainwestowali w wyjazd spore pieniadze. Ale teraz jest juz za pozno i trzeba wziac sie w garsc i szukac pracy. Jak nie znasz angielskiego (Twoja wina i glupota!) to sie ucz teraz, szukajac pracy, nawet w kilka dni uda ci sie czegos nauczyc. U mnie w pracy sa osoby z Azji, ktore mowia b. slabo po angielsku, ale sa dobrymi pracownikami. Kazdy z reszta moze sie nauczyc menu na pamiec. Mieszkam w okolicy Filadelfii od 5 miesiecy (jestem na programie internship z Councila) i na kazdym rogu ulicy widze napisy "now hiring": restauracje, sklepy, stacje benzynowe. Tylko z mieszkaniem moze byc problem. Moja podstawowa uwaga: tutaj sie zapierdala, jesli zapierdalasz to ludzie cie szanuja, nie wazne czy jestes smieciarzem, czy pomywaczem. Poza tym nikt ciezkiej pracy sie nie boi, sam widzialem mojego general managera jak czyscil kibel (byl w bialej koszuli i krawacie), bo pracownik nie stawil sie do roboty, a kibel musi byc czysty i koniec. Pracuje jako manager w restauracji i sam zapierdalam. Przyjechaly do nas osoby na W&T (w sumie 8 osob), cztery uciekly, bo uwazaly, ze praca w kuchni za 7.25$/h je poniza (byly to krolewny z bylego ZSRR). Myslaly, ze beda tutaj pracowaly w biurze i chodzily na szpilkach? Moj general manager powiedzial, ze moge sobie mojego magistra inzyniera w dupe wsadzic - teraz jestem na Bob's University (moj boss ma na imie Bob). Troche ma racji, nasza edukacja przydaje sie tylko do imponowania amerykanom znajomoscia historii i geografii swiata (oni ucza sie tylko o wlasnych prezydentach i amerykanskiej fladze). W sumie to sie sam zastanawiam, dlaczego chlopakowi bez doswiadczenia, po zarzadzaniu na Politechnice dali te prace. Chyba dlatego, ze bardzo chcialem i zasypalem ich tonami e-maili, zadzwonilem ze 2 razy. Pragne jedynie podkreslic, ze jestem przecietnie zaradny i cwany, i nie mam rodziny ani znajomych w Stanach, ani nie jestem urodzonym szczesciarzem. powodzenia JL Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jemez USA -jest dobra praca dla studentow-staze zawodowe IP: 12.96.204.* 27.07.02, 04:11 Praca dla studentow(takze Polskich) porzadna, dobrze platna(3-4 tys dolarow na miesiac po podatkach) jest, trzeba ja w internecie samemu znalesc, bez agencji posrednictwa. Przyklad: www.lanl.gov dalej Human Resorces->Students Program. Praca w Los Alamos National Laboratory,(3 do 9 miesiecy za jednym razem,z Polski wylacznie dla studenrow-doktorantow) zgodna z kierunkie studiow, umowa z placowka rzadowa a wiec warunki pewne, utrzciwe, z ubezpieczeniem zdrowotnym, mozliwoscia korzystania ze wspanialej biblioteki naukowej, rozwoju naukowego. Podaja tam instrukcje jak zostawic swoj zyciorys na sieci. Doktoranci informatycy, elktronicy moga liczyc na niemal pewny sukces, fizycy, chemicy, biolodzy, inzynierowie tez maja szanse. Na pewno jest wiele takich miejsc, takze dla studentow innych kierunkow, ja znam akurat to. Dlaczego sprzedajecie sie tanio podejrzanym typkom, od razu zakladajac, ze nadajecie sie najwyzej sprzataczki, robotnikow budowlanych itp. Prace niewykwalifikowane sa w USA malo paltne i a swiatek to brutalny, bo imigrantow z roznych krajow, czesto niewyksztalconych i dosc prymitywnych, szukajacych takiej pracy mnostwo. USA jest bardzo "srodowiskowe", nie wchodzcie w zle rejony, nie warto. Profesjonalne USA nie jest wcale brutalne, jest lagodniejsze niz Polska dzis. Ja bylabym zaliczona do "maminsynkow" przez niekotrych dyskutantow, ale problemow nie mialam. Jak sie ma dobra prace to sa za nia porzadne pieniadze, a majac pieniadze latwo zorganizowac sobie spokojny pobyt w przyzwoitych warunkach, nie trzeba na to byc zadnym twardzielem. Nie wychodzcie poza prace w swoim zawodzie, zalatwiona juz w Polsce - to moja glowna rada. Niestety biura posrednictwa nie zajmuja sie takimi pojedynczymi specjalistycznymi ofertami, one ida na tania masowke. Trzeba troche czasu zainwestowac samemu w siedzenie na Internecie, umiec go przeszukiwac, wybrac cos ze swojego kierunku studiow, zawrzec umowe przed przyjazdem. To wszystko robi sie z dlugim wyprzedzeniem. Teraz warto zaczac szukac -na przyszle wakacje. Hint: w sierpniu w USA zaczyna sie rok akademicki. Studentow, ktorzy chcieliby przyjechac w okresie sierpien-kwiecien (kiedy podaz studentow tutaj znikoma) wszyscy np na www.lanl.gov przyjma z otwartymi ramionami. Sprobujcie. Ciekawe ile ofert doktorantow poszukujacych pracy z Polski przybedzie na podanej przeze mnie stronie. Moze 0? Sprawdze za pare dni. Powodzenia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Gumisie Masz rację IP: *.client.attbi.com 27.07.02, 20:30 Ja też nigdy nie zmywałem w restauracji ani nie pracowałem na budowie (oczywiście, żadna praca nie hańbi, ale nie po to się kilkanaście lat uczymy, żeby potem konkurować o prostą, nisko płatną pracę z Meksykaninem ledwo umiejącym czytać). I nigdy nie miałem kompleksów związanych z jakością polskiego wykształcenia. Na mojej uczelni jest nas, Polaków, kilkanaście osób (przede wszystkim na chemii). Doktoranci z Polski radzą sobie przeważnie lepiej, niż ich amerykańscy (brak przygotowania ogólnego), chińscy (słaba znajomość języka i brak samodzielności - problem kulturowy) czy hinduscy (braki z nauk przyrodniczych na poziomie liceum) koledzy. Postdocy z Polski radzą sobie jeszcze lepiej (praktyczna samodzielność). Zdaje mi się, że coś ściąga ludzi opisanych w reportażu w dół. To coś, to chyba sieroca mentalność wschodnioeuropejska, pesymizm i pasywność, którą można by uzasadnić w przypadku bezrobotnego z popegeerowskiej wsi, ale nie u studenta! G. P.S. Jak ktoś ma ochotę na doktorat z chemii, to służę radą. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sfan Re: Masz rację IP: *.sfpl.org 28.07.02, 00:11 moze nie chemia, ale biologia molekularna by mnie interesowala. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: G. doktorat w USA IP: *.client.attbi.com 28.07.02, 20:27 Gość portalu: sfan napisał(a): > moze nie chemia, ale biologia molekularna by mnie interesowala. Generalnie sytuacja wygląda tak: na amerykańskie uniwersytety przyjeżdżają z zagranicy głównie Chińczycy i Hindusi. Chińczycy są pracowici (potrafi taki siedzieć w labie i po czternaście godzin), ale maja kłopoty z językiem i zero inicjatywy i samodzielności. Hindusi bywają leniwi, z przygotowniem teoretycznym bywa kiepsko (miałem taki egzemplarz - dziewczyna chciała robić "computational chemistry", nie wiedziała, jak wygląda profil energetyczny reakcji chemicznej, ba, jak doszliśmy z pytaniami pomocniczymi do sprężyny, to się dowiedziałem, że energia potencjalna sprężyny po jej rozciągnięciu zmaleje - autentyk!!!). Polacy po magisterium są z reguły przygotowani do mniej więcej samodzielnej pracy, poza tym nauk przyrodniczych uczy się u nas przyzwoicie już w liceum. Angielski - to trzeba umieć i zdać egzaminy (TOEFL, chyba nie taki trudny i GRE w którym są trudne elementy języka - trzeba znać dużo słówek, najlepiej czytać książki). Zapotrzebowanie na studentów jest. Z wyjątkiem nieszczęśliwców w mało popularnych dziedzinach, profesorowie maja granty (w biochemii grant rzędu miliona dolców nie jest niczym niecodziennym) i potrzebują ludzi, którzy pieniądze na badania wykorzystają, przy okazji robiąc doktorat. Kontaktować się mozna na dwa sposoby: 1. Często ludzie po polskich uniwersytetach, pracujący w USA, szukają studentów na swoich dawnych uczelniach. Trzeba mieć uszy otwarte. 2. Metoda chyba lepsza - wziąć komputer, pooglądać strony amerykańskich uczelni. www.clas.ufl.edu/CLAS/american-universities.html Poszukaj wydziału biochemii albo czegoś podobnego, znajdź listę profesorów (faculty), poprzeglądaj ich strony - z reguły piszą, czym się zajmują i podaja referencje do publikacji. Jeśli znajdziesz coś, co Cię interesuje i na czym się znasz - pisz śmiało bezpośrednio do profesora. Ten, jeśli jest zainteresowany (czasem może nie być - może mu się akurat grant kończyć albo ma pełno studentów i zero miejsca w labie) odpisze i pomoże w załatwieniu formalności. . Zwykle jeden z profesorów na wydziale jest odpowiedzialny za przyjmowanie nowych studentów - wyjaśni szczegóły procedury i wymagania. Jest ważne, żeby kontaktować się bezpośrednio z profesorem, a nie po prostu "jechać na studia". Chodzi o to, że studia sa płatne. Jeśli masz zatrudnienie w grupie badawczej, to profesor zwykle opłaca czesne (tuition). Jeśli nie - idziesz uczyć studentów, a jak sie pewnie domyślasz, własne studia i egzaminy, własne badania i jeszcze uczenie, to troche za duzo. Co trzeba mieć: TOEFL i GRE. Najlepiej wziąć się teraz za przygotowania, ustalić termin egzaminów (zdaje się to w Polsce), zdać to jesienią i pod koniec roku wysłać papiery do wybranej uczelni, żeby zacząć studia we wrześniu 2003. To typowy kalendarz typowego kandydata na studia. Nietypowe okazje też się zdarzają: jeśli profesor jest zainteresowany, zatrudni Cię wcześniej jako tzw. research assistant, przyjeżdżasz sobie nie przejmując się kalendarzem, pracujesz, zdajesz TOEFL I GRE tutaj i przechodzisz na status studenta. Gdzie jechać: oczywiście, Harvard czy MIT brzmi ładnie. Prawda jest jednak taka, że uczeni konkurują o granty na równych prawach. Jeśli ktoś z jakiejś zabitej dechami Montany ma pieniądze na badania, to znaczy, że jest dobry i warto do niego jechać (poza tym Montana jest ładniejsza niż Boston). Co kto lubi, otoczenie jest też ważne. Na koniec przykłady z mojej uczelni: www.chem.usu.edu/faculty/seefeldt/index.html www.chem.usu.edu/faculty/aaust/index.html www.chem.usu.edu/faculty/ensigns/index.html Pozdrowienia, G. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: KRYSTYNA POLACY TO ZLODZIEJE / ZWRACAM SIE DO POLONI IP: 2.2.STABLE* / *.telia.com 27.07.02, 11:33 MIESZKAM W LA. POLSCY STUDENCI ROZMAWIAJA TYLKO O TYM, JAK TU KOGO OKRASC - TAKA TO TEZ TA MORALNOSC POLSKA. PRACOWALA U MNIE PRZEZ JEDEN DZIEN "STUDENTKA" - OPROZNILA MI LODOWKE I WSZYSTKO WYNIOSLA CZEKAJACEJ PRZED DOMEM KOLEZANCE.POZA TYM BIEDNY TEN ANGIELSKI. OSTRZEGAM POLONIE OD LA DO N.Y. - UWAGA NA STUDENTOW Z POLSKI / NABRANA Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ozz Re: POLACY TO ZLODZIEJE / ZWRACAM SIE DO POLONI IP: 62.233.152.* 27.07.02, 15:10 to dobrze,bedzie teraz kwita ,za to jak polacy w USA wykorzystuja polakow z polski Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Karol Re: POLACY TO ZLODZIEJE / ZWRACAM SIE DO POLONI IP: 203.19.8.* 27.07.02, 18:46 Widac Krystynka mial pecha...i prosze tutaj nie genearalizoawac. Bylem W USA i musze szczerze przyznac, ze to jeden wielki burdel na kolkach. Dlatego tez mieszkam sobie w Sydney. Jestem studentem i nie przyszlo mi do glowy nikogo okradac. Krystynko, a moze to byl jedynie twoj sen...a moze ta dziewczyna, o ktorej wspominaz przyprawila Ci rogi(ha,ha)...i tak na zlosc. Oczywiscie zartuje. Ach Ci Polacy , takie lobuzy, a Amerykanie jedynie gwalca, cpaja i rabuja i wygladaja jak bite sznycle. Zaprasza do artykulu:"Angielski to podstawa" umieszczonego powyzej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tomek POLSC STUDENCI W USA TO BANDA ZLODZIEI!!!!!!!!! IP: *.softomasz.pl 03.08.02, 11:21 Gość portalu: KRYSTYNA napisał(a): > > MIESZKAM W LA. POLSCY STUDENCI ROZMAWIAJA TYLKO O TYM, JAK TU KOGO OKRASC - > TAKA TO TEZ TA MORALNOSC POLSKA. > PRACOWALA U MNIE PRZEZ JEDEN DZIEN "STUDENTKA" - OPROZNILA MI LODOWKE I > WSZYSTKO WYNIOSLA CZEKAJACEJ PRZED DOMEM KOLEZANCE.POZA TYM BIEDNY TEN > ANGIELSKI. > OSTRZEGAM POLONIE OD LA DO N.Y. - UWAGA NA STUDENTOW Z POLSKI / NABRANA TRUDNO DODAC COS WIECEJ. JAK JUZ IM POMOZESZ (STUDENTOM) TO CIE OKRADNA. TRZEBA ZAROBIC NA WORK AND TRAVEL. OKRASC LUDZI W USA A PO POWROCIE NAOPOWIADAC HISTORII O FIRMACH W POLSCE I SPROBOWAC JE OKRASC. BANDO ZLODZIEI NIE WYJEZDZAZ Z POLSKI, NIE ROB NAM WSTYDU ZA GRANICA. JUZ SIE PRZYZWYCZAILEM, ZE MOI PRZYJACIELE Z NIEMIEC ZARTUJA SOBIE, ZE: "JEDZ DO POLSKI, TWOJ SAMOCHOD TAM JUZ JEST" SMUTNA PRAWDA, A POLSCY STUDENCI PRZEKRET I CHAMSTWO STAWIAJA SOBIE JAKO COS NORMALNEGO. NIECH CHOCIAZ KILKORO Z WAS ZOSTAWI DOBRE WRAZENIA PO SOBIE. NIE DAJMY ZNIASZCZYC WIZERUNKU (CHOC NIE WIEM CZY COS TAKIEGO JESZCZE ISTNIEJE) UCZCIWEGO POLSKIEGO STUDENTA. POZDRAWIAM Tomasz Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zbyhoo jest ciężko, ale taki pobyt to rewela IP: 217.11.132.* 27.07.02, 12:21 Byłem w USA przez Work & Exp. USA 4 lata temu. Załatwiałem wszystko u pewnej dziwczyny w Poznaniu (pozdrawiam). Ona jest psychologiem i przy wstępnej rozmowie odrazu weryfikowała predyspozycje psychiczne. Lecieliśmy z Frankfurtu n/Menem. Zwiedziliśmy Nowy York (1 tydzień), potem przez Salt Lake City do Jackson Hole, pracowaliśmy 3 miesiące - zarobki większe niż w ofercie (wiele dodatkowych zajęć), a potem super długi weekend w Los Angeles - może się nam udało (nieziemscy znajomi u których mieszkaliśmy i którzy nas obieźli po atrakcjach i pokazali jak się bawi złota amerykańska młodzież), potem via NY powrót do Frankfurtu. Dla mnie rewelacja - taki wyjazd daje chęć życia przez długie lata. Paru znajomych też w ten sposób było i są zadowoleni. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Masz racje Work and Travel jest Super!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! IP: *.softomasz.pl 03.08.02, 11:27 Gość portalu: zbyhoo napisał(a): > Byłem w USA przez Work & Exp. USA 4 lata temu. Załatwiałem wszystko u pewnej > dziwczyny w Poznaniu (pozdrawiam). Ona jest psychologiem i przy wstępnej > rozmowie odrazu weryfikowała predyspozycje psychiczne. Lecieliśmy z Frankfurtu > n/Menem. Zwiedziliśmy Nowy York (1 tydzień), potem przez Salt Lake City do > Jackson Hole, pracowaliśmy 3 miesiące - zarobki większe niż w ofercie (wiele > dodatkowych zajęć), a potem super długi weekend w Los Angeles - może się nam > udało (nieziemscy znajomi u których mieszkaliśmy i którzy nas obieźli po > atrakcjach i pokazali jak się bawi złota amerykańska młodzież), potem via NY > powrót do Frankfurtu. Dla mnie rewelacja - taki wyjazd daje chęć życia przez > długie lata. Paru znajomych też w ten sposób było i są zadowoleni. Mysle, ze wiele tysiecy studentow ma takie same wspaniale wspomnienia a tylko banda 5% nieudacznikow napiera na klawisze zamiast wziac sie do pracy. WORK AND TRAVEL JEST SUPER!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gagatek Re: Wakacyjna praca polskich studentów w USA IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 27.07.02, 22:27 Mnie tylko zastanawia w tym wszystkim kilka rzeczy: 1. Czy zaplacone w Polsce 6-9 tys. nikogo nie zastanawia. Dla mnie to jest sporo i to zniechecilo mnie to do wyjazdu 2. Jakies dwa lata temu interesowalam sie tymi wyjazdami i juz w marcu klopot byl z miejscami. W kilku firmach uslyszalam niestety nie mamy juz ofert pracy. W tym roku jeszcze w czerwcu mozna bylo znalezc oferte pracy... Przeciez to troche dziwne, a wzrosla popularnosc W&T 3. Po wydarzeniach z zeszlego roku pracy jest napewno troche mniej... Co wy na to? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: robert Re: Wakacyjna praca polskich studentów w USA to c IP: *.oav-ca-1-96.rasserver.net 28.07.02, 06:17 ludzie o czym wy piszecie.pierwszego dnia po przyjezdzie powiedziano nam ,ze juz w maju oficjalnie poinformowali biuro w polsce(LINGWISTA)o trudnosciach z praca.dlaczego te dupki nic nam nie powiedzieli?jestem niedaleko san francisco.pierwszy miesiac to byla jedna wielka tragedia.zjezdzilem chyba z pol californi.mam juz karty stalego klienta chyba we wszystkich hostelach,ymca i tego typu noclegowniach.no ,ale teraz jest w miare dobrze.pracowalem juz u kilku ludzi i teraz jak nie mam pracy to obdzwaniam ludzi i cos tam zawsze sie znajdzie,moze chociaz koszty sie zwroca.trzymajcie sie wszyscy wyjebani przez program work&travel. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: annus4@wp.pl resume IP: 62.233.152.* 28.07.02, 14:56 czy ktos mi moze pomoc szukam jakis przykladow amerykanskiego "resume"...na praktyke. w polsce ciezko znalezc cokolwiek na ten temat. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Irka Re: resume IP: *.vpn.gazeta.pl 28.07.02, 14:58 na tej stronie - dla szukajacych pracy, ale moze i na praktyki sie przyda :)) www2.gazeta.pl/praca/0,22551.htmlpozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Irka link tym razem - poprawnie :)) IP: *.vpn.gazeta.pl 28.07.02, 15:00 oczywiscie - pozdrawiam powinno byc w linii ponizej oto wlasciwy adres :)) www2.gazeta.pl/praca/0,22551.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: miesiu Re: Wakacyjna praca polskich studentów w USA to c IP: 129.10.105.* 28.07.02, 21:38 Czytam listy studentow, ktorym sie nie powiodlo w USA i wlos mi sie jezy. Jestem "szczesliwym posiadaczem" J-1 pracujacym w Bostonie. Obecnie jestem calkiem zadowolony, ale poczatki nie byly takie kolorowe. Bedac uczestnikiem programu "Work&Experience" CCUSA wybralem opcje "security" tzn. zaplacilem za to ze firma w Poznaiu znajdzie mi pracodawce. Oczywiscie nie znalazla,a majac wize w kieszeni postanowilem przejsc na opcje "independent" tzn. sam szukalem sobie pracy. Polecialem do USA zupelnie "w ciemno" nie majac pracy i zakwaterowania, ale byla to wylacznie moja decyzja - moglem odebrac pieniadze i zostac w kraju. Mam jednak klka uwag na temat pracy CCUSA Poznan. Nie spotkalem sie jeszcze z takim brakiem kompetencji i profesjonalizmu ludzi, ktorzy za swoje uslugi biore niemale (przynajmniej dla mnie) pieniadze. O termnie wylotu dowiedzialem sie 11 godzin wczesniej i nikogo w poznanskiej firmie nie obchodzilo to, ze w momencie odebrania telefonu bylem w Berlinie. Kobiecy glos stanowczo stwierdzil, ze MUSZE nastepnego dnia - na dwie godziny przed wylotem - byc na Okeciu gdzie odbiore bilety. Jakims cudem udalo mi sie wrocic do kraju i stawic na lotnisku o godzinie okreslonej przez panienke z biura. Niestety mimo tego ze umowiona godzina dawno minela, a odprawy przed odlotem juz sie zaczely nikt z biletami sie nie pojawial. Zadzwonilem wiec do biura z prosba o wyjasnienia i to co uszlyszalem w sluchawce sprawilo ze"szlag mnie tafil". Otoz pani uswiadomila mi, ze z pewnoscia czekam w niewlasciwym miejscu. Kiedy w koncu (przyznaje ze niezbyt grzecznie) udalo mi sie przekonac ja, ze z pewnoscia jestem we wlasciwym miejscu i czasie odpowiedziala mi... ze ona nie wie co sie dzieje i ze mamy czekac. W koncu pojawil sie poslaniec z biletami (bylem jednym z ostatnich odprawianych pasazerow) i z rozbrajajacym usmiechem wyjasnil ze sie spoznil bo przeciez to jest Warszawa i sa tu korki. Udalo nam sie w koncu wyleciec z Warszawy, ale to nie koniec przygod. Na JFK w Nowym Jorku przywital nas przedstawiciel CCUSA ale obwiescil ze oczekuje tylko jednej osoby z Polski. Oczywiscie nie bylem to ani ja ani moj kolega ktory rowniez uczestniczyl w tej szalenczej eskapadzie. Plik pokazanych papierow zrobil jednak swoje i facet wielkodusznie uznal w koncu ze wszystko jest OK pomimo ze nie zgadza sie to z jego dokumentacja. Oczywiscie musialem sam wystapic o Social Seciurity Number, chociaz - zgodnie z umowa mialo dokonac tego CCUSA. Oznaczalo to bieganine po amerykanskich urzedach i oczekiwanie gigantycznych wprost kolejkach. Moje przygody to oczywiscie fraszka w porowaniu z tym co - jesli wierzyc tym czarnym opisom - przezywaja ludzie w San Diego. Niemniej jednak kosztowaly mnie sporo nerwow i sa nauczka aby w przyszlosci korzystac z uslug powaznych firm - mam watpliwosci czy CCUSA zasluguje na to miano. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kazimierczak Re: Wakacyjna praca polskich studentów w USA to c IP: *.ipt.aol.com 28.07.02, 22:08 Temat Nadawca Data REWIZJONIZM SZANSA˛ OCALENIA rataj 27.07.2002 20:36 PRZEPOWIEDNIA KRÓLOWEJ SABY O upadku bia?ego cz?owieka Hitler marzy? o german´skiej Europie. Syjonis´ci marza˛ o z˙ydowskim s´wiecie. [Gdyby hitlerowcy zwycie˛z˙yli, Europa by kwit?a, Wielka Brytania by?aby mocarstwem zamorskim, syjonis´ci mieliby ca?a˛ Palestyne˛, Ameryka by?aby szcze˛s´liwa˛ wsia˛ itd. ] Hitlerowcy zdobywali kraje wojna˛. Syjonis´ci czynia˛ to samo co hitlerowcy, ale niszczeniem historii i kultur narodowych. Trucizna˛ ?poprawnos´ci politycznej? sparaliz˙owali oni mys´lenie i jeden kraj za drugim pada pod panowanie Bilderberg Group, Trilateral Commisssion, by w przysz?os´ci ulec rza˛dowi s´wiata ONZ. Fa?szywi Izraelici ?odbuduja˛? Pa?ac Salomona i S´wia˛tynie Jerozolimska˛ (chociaz˙ nikt nie wie jak one wygla˛da?y i gdzie dok?adnie sta?y). Drugie Przyjs´cie Chrystusa zasta˛pi przyjs´cie fa?szywego Mesjasza do tzw. ?Izraela? w Palestynie. Imie˛ jego be˛dzie Mosiek Goldberg. Fa?szywy Mesjasz zasia˛dzie na tronie s´wiata w ?odbudowanej? S´wia˛tyni Jerozolimskiej i kaz˙e przenies´c´ rza˛d s´wiata ONZ z Nowego Jorku do Pa?acu Salomona, zrobi tam czystke˛ personalna˛, og?osi sie˛ królem s´wiata i bogiem jedynym wszystkich religii na wieków wieków po wsze czasy. Papiez˙ przybe˛dzie do niego, padnie na twarz, wielbia˛c boskos´c´ Mos´ka i poda sie˛ do dymisji. Przed opustosza?ym Watykanem zawiesza˛ tablice˛: MUZEUM HOLOCAUSTU i KATOLICKIEGO WSTYDU ANNO DOMINI 1. Czy to musi sie˛ spe?nic´? ________________________ ???? REWIZJONIZM HISTORYCZNY MOZ˙E BYC´ PIERWSZYM KROKIEM ???? DO SUWERENNOS´CI POLSKI Dlaczego rewizjonis´ci historii zostali uznani za wrogów publicznych nr 1? Dlaczego nie traktuje sie˛ ich jako nieszkodliwych dziwaków? _________________________________________________________ ______ RELIGIA ?HOLOCAUSTU? Co mog?oby sie˛ stac´ z obecnym systemem kapitalistycznym, gdyby okaza?o sie˛, z˙e rewizjonis´ci maja˛ racje˛? A s´cis´lej rzecz ujmuja˛c - gdyby w ich tezy, niezalez˙nie od tego, czy sa˛ prawdziwe czy fa?szywe, zacze˛?o wierzyc´ tylu ludzi ilu wierzy dzis´ w religie˛ "Holocaustu". "Niezwykle draz˙liwym przedmiotem historycznego rewizjonizmu sa˛ rzekome gazowania milionów ludzi w Polsce w czasie drugiej wojny s´wiatowej? (angielski prawicowiec Michael Walker). ? PRZESZKODZIC´ OTWARTEJ DEBACIE !!! ? Kapitalistyczne rza˛dy pan´stw zachodniach dostrzegaja˛ w tym polityczny dynamit i robia˛ wszystko co w ich mocy, aby przeszkodzic´ otwartej debacie. Nie jest to ?atwe. Wymaga to prowadzenia polityki twardych lecz n i e w i d o c z n y c h represji, które musza˛ zastraszac´ ale nie w tak dramatyczny sposób, z˙eby sta?o sie˛ to warte umieszczenia w ?news-ach?. Arabscy politycy, poczynaja˛c od Nasera, nie uwierzyli w zarzuty o gazowaniu. Natomiast rza˛dy zachodnie uchwalaja˛ prawa karza˛ce tych, którzy otwarcie choc´by tylko s´mieja˛ w nie wa˛tpic´ - co nie dowodzi niczego na temat ich prawdziwos´ci lub nie. Pokazuje natomiast, z˙e: 1. masowa wiara lub niewiara ma ogromne polityczne znaczenie. 2. rewizjonizm historyczny jest pierwszym krokiem do w?adzy politycznej w nowym wieku ("The Scorpion" nr 16, lato 1993), w czym jest szansa dla polskiej suwerennos´ci. Cóz˙ wie˛c sta?oby sie˛, gdyby wielu ludzi zacze˛?o wierzyc´, z˙e rewizjonis´ci maja˛ racje˛? ? Rzecz jasna, upad?aby wtedy religia "Holocaustu", zniszczony by zosta? jeden z centralnych elementów kultury, polityki i ideologii wspó?czesnego Zachodu. ? Znikna˛?by g?ówny fundament toz˙samos´ci wspó?czesnych Z˙ydów zarówno tych z˙yja˛cych w Izraelu, jak i tych z˙yja˛cych w diasporze. ? Pan´stwo Izrael straci?oby swoja˛ legitymacje˛ i moz˙liwos´c´ wykorzystania "Holocaustu" jako podstawowego instrumentu swojej polityki. Spad?oby do poziomu normalnego pan´stwa i byc´ moz˙e przesta?oby istniec´, szczególne, z˙e Stany Zjednoczone nie mog?yby juz˙ otaczac´ go specjalna˛ protekcja˛, i wysch?yby z´ród?a finansowego zasilania z zewna˛trz niezbe˛dnego dla podtrzymania jego sztucznej egzystencji. ?"Gdyby Holocaust zosta? przedstawiony jako 'syjonistyczny mit', rozpad?aby sie˛ najsilniejsz bron´ w propagandowym arsenale Izraela", jak napisa? prof. W. D. Rubinstein z Australii ("Quadrant", wrzesien´ 1979). ? Wyparowa?oby lepiszcze spajaja˛ce diaspore˛ (emigracje˛) z˙ydowska˛. ? Nastapi?aby godzina zero dla narodu z˙ydowskiego. Mog?aby nasta˛pic´ olbrzymia katastrofa przede wszystkim dla elity z˙ydowskiej, dla z˙ydowskiego establishmentu, który, o czym nie nalez˙y zapominac´, uz˙ywa religii "Holocaustu" jako narze˛dzia ideologicznego panowania nad masami zwyczajnych Z˙ydów, z niej czerpie legitymacje˛ dla przemawiania w ich imieniu, ona pozwala utrzymac´ ich w pos?uszen´stwie, zdyscyplinowac´ dla swoich akcji politycznych pod has?em: nam ufajcie, nas sie˛ trzymajcie, bo to my robimy wszystko co w naszej mocy, aby uchronic´ was przed nowym "Holocaustem". Dzie˛ki religii "Holocaustu" wytworzyny zosta? u Z˙ydów syndrom oble˛z˙onej twierdzy, na zewna˛trz której czyha wróg z nowym "Holocaustem" w zanadrzu. Nie ma innego wyjs´cia jak poprzec´ komendantów twierdzy, zjednoczyc´ sie˛ wokó? nich i poddac´ sie˛ ich rozkazom. Religia "Holocaustu" jest sposobem, aby utrzymac´ solidarnos´c´ wewna˛trzgrupowa˛ Z˙ydów, zespolic´ ich mimo rozproszenia w jedna˛ "wspólnote˛ losu" i zagwarantowac´ z˙ydowskiej klasie rza˛dza˛cej, czyli klerowi religii "Holocaustu", panowanie nad nimi. ? Gdyby upad?a religia "Holocaustu", establishment z˙ydowski po prostu by sie˛ rozpad?, a ludzie tacy jak Ellie Wiesel, Claude Lanzmann, Henryk Grynberg odeszliby w polityczny i medialny niebyt. Organizacje z˙ydowskie utraci?yby moz˙liwos´c´ wywierania moralnego nacisku na róz˙ne pan´stwa. ? Jednakz˙e dla milionów zwyk?ych Z˙ydów mog?oby to oznaczac´ radosne wyzwolenie ze straszliwego koszmaru, zrodzonego ze s´wiadomos´ci, z˙e 6 milionów ich rodaków zosta?o wymordowanych dlatego, z˙e byli Z˙ydami, i z cia˛g?ego strachu, z˙e moz˙e sie˛ to powtórzyc´. Odnosi sie˛ niekiedy wraz˙enie, z˙e religia "Holocaustu" spycha wielu Z˙ydów na granice˛ histerii, neurozy, czy wre˛cz manii przes´ladowczej, biora˛cej sie˛ z przekonania, z˙e nikomu nie moga˛ ufac´, skoro naród o takiej wspania?ej kulturze jak Niemcy móg? dokonac´ "Holocaustu". ? Gdyby niewidzialne mury getta zbudowane z dogmatów religii "Holocaustu" rune˛?y, przed diaspora˛ z˙ydowska˛ by?yby tylko dwie drogi: albo ponowna judaizacja przez powrót do religii i kultury przodków, albo asymilacja w przyspieszonym tempie. ? Upadek religii "Holocaustu" by?by równiez˙ powaz˙nym ciosem dla amerykan´skiego mesjanizmu maja˛cego swe z´ród?o w opisanej wyz˙ej koncepcji samojudaizacji jako sposobu na osia˛gnie˛cie statusu narodu wybranego. ? Co by sie˛ sta?o, gdyby masy turystów przesta?yby pielgrzymowac´ do Muzeum Holocaustu i przed gmachem tej s´wia˛tyni postawionoby tabliczke˛ "For sale" (?Na sprzedaz˙?)? Demoliberalna klasa Ameryki, chyba tylko cudem utrzyma?aby sie˛ przy w?adzy, (ale potrzebny by?by jakis´ "Chruszczow" dokonuja˛cy rozrachunku z tzw. minionym okresem i pote˛piaja˛cy rza˛dza˛cych wczes´niej demoliberalnych towarzyszy za "b?e˛dy i wypaczenia"). ? Koniec religii "Holocaustu" by?by jednoznaczny z kon´cem Republiki Bon´skiej, gdzie rza˛dza˛cy nie maja˛ z˙adnego pola manewru: moga˛ jedynie wzmacniac´ represje, zaostrzyc´ cenzure˛, przes´ladowac´ dysydentów. Ale "zmierzch boz˙yszcz", oczywis´cie w bardziej fa?szywym wydaniu, jest nad Renem nieuchronny. Kto wie, moz˙e bon´ska elita nie zda˛z˙y przeprowadzic´ sie˛ do Berlina. ? Nie tylko polityczna egzystencja Bonn, ale trwanie ca?ego systemu politycznego Europy Zachodniej by?oby zgroz˙o Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Mike Re: Wakacyjna praca polskich studentów w USA to c IP: 129.10.105.* 28.07.02, 22:10 Szlag mnie trafia jak czytam opinie idiotow, ktorzy wypisuja ze zaradni ludzie wszedzie sobie poradza,a imprezy typu "W&T" nie sa dla mamisynkow. Jestem studentem pracujacym w BOSTONIE. Zdazylem juz poznac kilku "zaradnych" studentow - Polakow, ktorzy dorobili sie laptopa stojacego za dlugo w jednej z bostonskich bibliotek, telefonu komorkowego lezacego za dlugo na lotnisku, "zaradnych" studentow ktorzy bezczelnie oszukuja pracujac jako kasjerzy. Osobiscie wolalbym oddac cala swoja krew jak Ci ludzie w Kaliforni niz wykazac sie zaradnoscia tego typu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bialy Frajerzy z W&T :) IP: *.ae.krakow.pl 29.07.02, 12:30 Nie wiem na jakiej zasadzie to dziala ale juz od kilku lat obserwuje jak ludzie nacinaja sie na W&T. I co? I NIC!!! Chetnych jest coraz wiecej. Tylko idioci pchaja sie na taki program. Ja zawsze jezdzilem na B1 (chodzi o wize turystyczna) i bylo spoko (zaznaczam, ze nie jezdzilem do rodziny ani znajomych). Byla fajna praca i w dodatku bardzo dobrze platna. Ale oczywiscie taki wyjazd nie jest dla tych, ktorzy w artykulach GW byli opisywani jako "chcacy podszlifowac angielski". Nie raz takich spotykalem i wiem, ze podszlifowac to oni nie za bardzo maja co :) No ale coz. Jak sie chce zarbiac to trzeba miec ku temu pewne predyspozycje. Wspolczuje tym, ktorzy sie nacieli ale stalo sie to na ich wlasne zyczenie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Dobre Rady SAM JESTES FRAJEREM!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! IP: *.softomasz.pl 03.08.02, 11:15 Gość portalu: bialy napisał(a): > Nie wiem na jakiej zasadzie to dziala ale juz od kilku lat obserwuje jak ludzie > > nacinaja sie na W&T. I co? I NIC!!! Chetnych jest coraz wiecej. Tylko idioci > pchaja sie na taki program. Ja zawsze jezdzilem na B1 (chodzi o wize > turystyczna) i bylo spoko (zaznaczam, ze nie jezdzilem do rodziny ani > znajomych). Byla fajna praca i w dodatku bardzo dobrze platna. Ale oczywiscie > taki wyjazd nie jest dla tych, ktorzy w artykulach GW byli opisywani > jako "chcacy podszlifowac angielski". Nie raz takich spotykalem i wiem, ze > podszlifowac to oni nie za bardzo maja co :) No ale coz. Jak sie chce zarbiac > to trzeba miec ku temu pewne predyspozycje. Wspolczuje tym, ktorzy sie nacieli > ale stalo sie to na ich wlasne zyczenie. Drogi Przyjacielu, Wiza B2 jest wiza turystyczna. Nie mozna na niej pracowac. To pokazuje sposob myslenia polskiego studenta. Na studiach sciaganie, przepisywanie prac, zdawanie egzaminow za kolegow, a w wakacje przestepstwa. Bo praca na wizie B2 w USA jest przestepstwem i to wy DRODZY CZYTELNICY musicie sobie to jasno powiedziec. Albo bedziemy szanowali prawo, albo nas nie bedzie. Bedziemy cholota Europy. Tomasz Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mike Re: SAM JESTES FRAJEREM!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! IP: *.proxy.aol.com 05.08.02, 05:49 Gość portalu: Dobre Rady napisał(a): > Gość portalu: bialy napisał(a): > > > Nie wiem na jakiej zasadzie to dziala ale juz od kilku lat obserwuje jak > ludzie > > > > nacinaja sie na W&T. I co? I NIC!!! Chetnych jest coraz wiecej. Tylko idio > ci > > pchaja sie na taki program. Ja zawsze jezdzilem na B1 (chodzi o wize > > turystyczna) i bylo spoko (zaznaczam, ze nie jezdzilem do rodziny ani > > znajomych). Byla fajna praca i w dodatku bardzo dobrze platna. Ale oczywis > cie > > taki wyjazd nie jest dla tych, ktorzy w artykulach GW byli opisywani > > jako "chcacy podszlifowac angielski". Nie raz takich spotykalem i wiem, ze > > > podszlifowac to oni nie za bardzo maja co :) No ale coz. Jak sie chce zarb > iac > > to trzeba miec ku temu pewne predyspozycje. Wspolczuje tym, ktorzy sie > nacieli > > ale stalo sie to na ich wlasne zyczenie. > > Drogi Przyjacielu, > > Wiza B2 jest wiza turystyczna. Nie mozna na niej pracowac. > To pokazuje sposob myslenia polskiego studenta. Na studiach sciaganie, > przepisywanie prac, zdawanie egzaminow za kolegow, a w wakacje przestepstwa. Bo > > praca na wizie B2 w USA jest przestepstwem i to wy DRODZY CZYTELNICY musicie > sobie to jasno powiedziec. > Albo bedziemy szanowali prawo, albo nas nie bedzie. Bedziemy cholota Europy. > > Tomasz Drogi Tomaszu! Wlasnie jestem w usa. Jestem tym trasznym, perfidnym przestepca, ktory probuje zarobic pieniadze na oplacenie mieszkania podczas studiow - a moze cos na jedzenie zostanie? I jak kilku moich kumpli - bandziorow z tzw "choloty Europy" z wrodzonym, cwaniacko - przestepczym sprytem policzylismy, ze za program w&t musielibysmy oddac co najmniej 50 % spodziewanego dochodu; no coz - jak widzisz my - polswiatek niechetnie dzielimy sie lupem; pomyslelismy, ze duzo lepiej bedzie obrabowac rzad usa w ten sposob, ze za 7 - 8 $/godz ponosimy na budowie troche cegiel schodami na gore. A wiesz Tomasz - moze ty masz racje.. moze gdyby sila robocza w usa byla drozsza to ten kraj lepiej by sie rozwijal... Tylko dlaczego rzad usa toleruje miliony Meksykanow - przestepcow na poludniu kraju, zasuwajacych za 5$/godz na amerykanskich fermach i plantacjach? z humanitaryzmu? a moze rzad nic o nich nie wie? Bo w przeblyskach swiadomoci wydaje mi sie, ze ich toleruje, bo tak jest wszystkim wygodnie, a najwygodniej samym usa; poki robia jak niewolnicy i cicho siedza - jest ok; jak podskocza - to ich deportujemy albo potrzymamy w bazie dla nielegalnych imigrantow ze 2 lata bez postawienia zarzutow i prawa do sadu - jestes "biegly w prawie", wiec chyba i o takich przypadkach slyszales? A nie pomyslales, drogi Tomaszu, ze na rzadzie usa spoczywa prawny obowiazek egzekwowania prawa usa? czyli tolerujac taki stan rzeczy de facto - myslac twoimi kategoriami - rzad usa jest tez przestepca... no no - w niezlym towarzystwie przestepczym sie znalazlem.... Tak Tomaszu - wiemy, ze nasza praca jest nielegalna. Dlatego jest slabo platna, dlatego nie mamy ubezpieczenia, dlatego nie korzystamy z zadnej pomocy ze strony rzadu usa. Dlatego jestesmy zdani tylko i wylacznie na siebie. Zanim zaczniesz rzucac epitetami typu " w wakacje przestepstwa" pod adresem tysiecy uczciwych, bardzo ciezko pracujacych na utrzymanie za marne jak na tutejsze warunki pieniadze ludzi - nie tylko studentow i nie tylko Polakow - to sie dwa razy zastanow. Pozdrawiam mike Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: maja Re: Wakacyjna praca polskich studentów w USA to c IP: *.dsl.rcsntx.swbell.net 31.07.02, 22:33 wystarczy ruszyc troche glowa a nie zalamywac rece. ja dalam ogloszenie do gazety, zadzwonilo bardzo duzo ludzie, dzieki temu ogloszeniu znalazlam swietna prace a i jeszcze "obdarowalam" praca kilka kolezanek. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Zbyszek>USA Re: Wakacyjna praca polskich studentów w USA to c IP: *.megahits.net 13.09.02, 10:55 Gość portalu: maja napisał(a): > wystarczy ruszyc troche glowa a nie zalamywac rece. ja dalam ogloszenie do > gazety, zadzwonilo bardzo duzo ludzie, dzieki temu ogloszeniu znalazlam swietna > > prace a i jeszcze "obdarowalam" praca kilka kolezanek. Maja,zgadza sie-Ci ktorzy aktywnie szukali pracy bez problemu ja zalezli-ku mojemu zdziwieniu w kraju w ktorym mamy recesje bardzo szybko i dobrze platna a wiec aktywne szukanie pracy to nie jest bajka z podrecznikow tylko prawda (przynajmiej w USA) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kostraopaty Re: Wakacyjna praca polskich studentów w USA to c IP: *.nni.com 01.08.02, 20:06 to bys sie spodziewal ze Work&Travel to taka muka!!!!!!!! Ktos zaj..ste walki na tym kreci !! pozdrawiam wszystkich przekreconych ! siewka Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Zbyszek Re: Wakacyjna praca polskich studentów w USA to c IP: *.megahits.net 13.09.02, 10:48 Nie wiem skad te narzekania,zatrudnialem w okresie wakacyjnym okolo 40-tu studentow (90% na Work& Travel oraz Camp Usa).Osobiscie nie znam studentow z W&T bez pracy.Zarabiali dosyc dobrze,niektorzy po ok 1000$ tygodniowo,typowo zajmowalo im okolo 2 tygodni aby znalezc prace.Gorzej bylo z mieszkaniami-w okolicach New Britain (USA>Connecticut)nasi rodacy postanowili sie wzbogacic na studentach i za mieszkania zadali bajonskich sum , przykladowo $ za kawalerke za miesiac.Ale oczywiscie nie wszyscy.Ja osobiscie jestem zadowolony,firma dla ktorej pracuje rozwniez,studenci godnie zaprezentowali polska kulture,wiekszosc zna jezyk angielski i ich morale nie pozostawia nic do zyuczenia,sadze za w przyszlym roku wroca do mojej firmy aby pracowac.Wszystkich zainteresowanych praca w Stanach prosze o kontakt,moj telefon w Stanach to 860-79809136, moj email:misiek@hotmail.com pozdrawiam Zbyszek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Tomm NIE DAJMY ZNISZCZYC WORK AND TRAVEL!!! IP: *.softomasz.pl 03.08.02, 11:11 Program Work and Travel jest wspanialym programem. Czy zastanawialiscie sie wszyscy czy lepiej by bylo gdyby go nie bylo? Pomyslcie nad tym. Zastanowcie sie z kim tu cos jest nie tak. Wszystkie firmy o ktorych czytam w Polsce i w USA sa be i "oszusci" a wy (STUDENCI) jestescie the best. Jak to sie stalo, ze wszystkie firmy nagle zaczely byc nieetyczne. To nie jest pierwszy rok programu Work and Travel w Polsce. Wiem jak sie zachowuje polscy studenci w USA (moja firma czesto wysyla mnie do USA) to (nie wszyscy) cholota jakiej malo (mysle o 20-30% Polakow w USA). Dajcie szanse (pisze tu do tej "choloty") tym, ktorzy moga cos z tego wyniesc. Wam dopiero zycie musi dac po pupie (jak juz skonczycie studia). Wiem, co mowie, bo wyslalem w tym roku 2 moich wspanialych dzieci (studentow). Nie bylo latwo i nie wszystko bylo podane na talerzu. Ale nikt sie tego nie spodziewal. Ja bardzo sie ciesze, ze moje dzieci moga nauczyc sie szacunku do pracy rak. Polecam rewelacyjny tekst w Washington Post: www.washingtonpost.com/wp-dyn/articles/A8189-2002Jul26.html Zobaczcie co moga z tego wyniesc wasze dzieci. Docencie to!!! Tomasz Odpowiedz Link Zgłoś