Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Wakacyjna praca polskich studentów w USA to czę...

      • Gość: Polak Re: Wakacyjna praca polskich studentów w USA to c IP: *.new-york-36-37rs.ny.dial-access.att.net 25.07.02, 04:41
        No dzieciaki ,teraz juz bedziecie wiedzialy jak to jest w USA !
        Ja tak samo zaczynalem -teraz mam miliony.
        Wlasne doswiadczenie liczy sie na pierwszym miejscu ,potem jest :nikomu sie
        nie ufa , liczy sie tylko dolar na karzdym kroku-tu w USA TO NIE KOMUNA !
        Studenci z Irlandi i Angli juz od Stycznia emaljuja C.V. zanim sie zjawiaja.
        Mam nadzieje , ze nauka nie idzie w las...Prezydent Kwasniewski swojego czasu
        byl w Stanach...
        • Gość: obcy Re: Wakacyjna praca polskich studentów w USA to c IP: *.dyn.optonline.net 25.07.02, 05:04
          Gość portalu: Polak napisał(a):

          > No dzieciaki ,teraz juz bedziecie wiedzialy jak to jest w USA !
          > Ja tak samo zaczynalem -teraz mam miliony.
          > Wlasne doswiadczenie liczy sie na pierwszym miejscu ,potem jest :nikomu sie
          > nie ufa , liczy sie tylko dolar na karzdym kroku-tu w USA TO NIE KOMUNA !
          > Studenci z Irlandi i Angli juz od Stycznia emaljuja C.V. zanim sie zjawiaja.
          > Mam nadzieje , ze nauka nie idzie w las...Prezydent Kwasniewski swojego
          czasu
          > byl w Stanach...

          Masz gowno, a nie miliony!!
          I nie strasz mlodych ludzi, ktorzy chca cos zarobic i zwiedzic;
          Jak ja bym Ci pokazal moje konta to bys zemdlal, gosciu.
          Troche jakiegos wyczucia trzeba miec dla tych mlodych ludzi.
          Nawet moglbym Cie zaprosic tu do mnie, wtedy bys otworzyl
          dopiero swoje galy!!!
          Ale po co? ja nie zadaje sie z kims kto jest biedny!
          Nie mam na to czasu.
          pozdrowienia,
          rob dalej te miliony zasrane,
          bo ja robie biliony!, a wiec nie ineresuja mnie jakies plotki.
          :)

          • Gość: PAWEL027 Re: Wakacyjna praca polskich studentów w USA to c IP: 204.62.96.* 25.07.02, 05:39
            jak z was tacy milonerzy to jestem wlasnie w Las Vegas i szukam
            bez skutku drugiej roboty . Moze pomorzecie ??? jedyni miescowi
            polacy jakich spotkalem to bez urzyteczne grubasy, typowe
            polonusy czyli ch..je.
            Pewnie tylko gadacie a pomoc nie potraficie !!!!
            czekam na reply
            pozdrawiam
            • Gość: obcy Re: Wakacyjna praca polskich studentów w USA to c IP: *.dyn.optonline.net 25.07.02, 05:47
              Gość portalu: PAWEL027 napisał(a):

              > jak z was tacy milonerzy to jestem wlasnie w Las Vegas i szukam
              > bez skutku drugiej roboty . Moze pomorzecie ??? jedyni miescowi
              > polacy jakich spotkalem to bez urzyteczne grubasy, typowe
              > polonusy czyli ch..je.
              > Pewnie tylko gadacie a pomoc nie potraficie !!!!
              > czekam na reply
              > pozdrawiam


              Jestes gosciu w miejscu gdzie mozna zrobic fortune,
              majac tylko kilka dolcow przy sobie;
              Sprobuj wiec jakies kasyno, a noz widelec wypadnie lyzka?
              Ja jestem w stanie NY co jest dosc daleko od Ciebie,
              ale jakbys byl w wielkiej potrzebie napisz pod dziwak4,
              moze sie cos zrobi.
              pozdrowienia, :)



              • Gość: Marcin SMOLARSKI POLITECHNIKA WROCLAWSKA IP: *.dedot.com 25.07.02, 08:08
                POZDRAWIAM WSZYSTKICH PRZYJACIOL Z POLIBUDY WROCLAWSKIEJ. MAM NADZIEJE ZE NIE
                WDEPNELISCIE W MINE. POZDRAWIAM CALY TELEKOM ( TERAZ 5 ROK) ORAZ CALY WYDZIAL
                ELEKTRONIKI. JA UCIEKLEM Z PALM SPRINGS GDZIE BYLO 45 STOPNI W CIENIU I NIE
                MIELISMY GDZIE MIESZKAC. JAKOS SOBIE DAJE RADE. POKI CO NIE SPRZEDAJE KRWI ANI
                OSOCZA. PODEJRZEWAM ZE BARDZIEJ OPLACA SIE SPRZEDAWAC NERKI :-) HA HA H A.

                POLITECHNIKA SIALA LA LA LA SPROBUJ EGZAMIN BEZ POPRWAKI ZDAC.
        • Gość: PLOJEK Byli uczestnicy W&T mają swoje biura IP: 217.8.168.* 25.07.02, 09:08
          Podobnie jak wielu z Was byłem na W&T. Tylko czekałem aż dojdzie do takiej
          sytuacji. Z chwilą kiedy za organizowanie wyjazdów wzieli się byli uczetnicy
          W&T było pewne, że wszystko się zawali. Zwąchali kasę i zaczęli wysyłać
          studentów na lewo i prawo, od kasyn a kończywszy na kutrach rybackich. A my jak
          to naiwni Polacy z 10 $ w kieszeni przyjeżdżamy podbić USA znając kilka zwrotów
          po angielsku. LUDZIE, do kogo Wy macie pretensję??????????.Za naiwność się
          płaci. Oczywiste jest, że nie można znaleść pracy w USA jeśli przyjeżdża się w
          połowie wakacji. Oczywiste jest, że po 11 wrześnie przemysł turystyczny siądzie
          i nie wchłonie w kilku miastach 14 tysięcy Polaków. Oczywiste jest, że siedząc
          300-osobową grupą Polaków w San Diego nic się nie znajdzie. Lepiej wracajcie do
          domu i nie przynoście nam wstydu. Przyłanczam się do pierwszej wypowiedzi. To
          nie są wyjazdu dla maminsynków. Swoją drogą my Polacy potrafimy wszystko
          spieprzyć. Nawet tak wspaniały pomysł jak W&T.
        • Gość: tony Re: Wakacyjna praca polskich studentów w USA to c IP: 213.195.187.* 25.07.02, 15:55
          Racja, jak ja jechałem na swój udany bardzo zresztą W&T to
          wysyłałem Resume i Cov letter już w lutym. Trzeba się starać a
          nie liczyć na gotowe.
        • Gość: Polonus Re:Do Polaka- praca polskich studentów w USA IP: *.proxy.aol.com 26.07.02, 05:31
          Gość portalu: Polak napisał(a):

          > No dzieciaki ,teraz juz bedziecie wiedzialy jak to jest w USA !
          > Ja tak samo zaczynalem -teraz mam miliony.
          > Wlasne doswiadczenie liczy sie na pierwszym miejscu ,potem jest :nikomu sie
          > nie ufa , liczy sie tylko dolar na karzdym kroku-tu w USA TO NIE KOMUNA !
          > Studenci z Irlandi i Angli juz od Stycznia emaljuja C.V. zanim sie zjawiaja.
          > Mam nadzieje , ze nauka nie idzie w las...Prezydent Kwasniewski swojego
          czasu
          > byl w Stanach...

          > Drogi Polaku,
          > Napisales,ze teraz masz miliony dolarow a zaczynales tak jak wszyscy inni.
          > Moje pytanie jest nastepujace.
          > Czy te dolary ,ktore masz ta sa na Twoim koncie czy tez do splacenia w banku?.
          > $$$$$IN GOLD WE TRUST$$$$$
      • Gość: Abnegat PRZEKRETY TO WY MACIE W GLOWACH!!! IP: *.u.mcnet.pl 25.07.02, 13:35
        Tak sie sklada, ze bardzo dobrze i sluzbowo i prywatnie znam dwa warszawskie
        biura posrednictwa pracy i doskonale sie orientuje w 'przekretach'.

        Nie twierdze, ze wszystkie biura sa idealne. Wiem o przynajmniej jednym, ktore
        robi przekrety na potege (Student Center, a co mi tam) a jego wlasciciel sie
        oblawia kosztem naiwnych.

        Pozostale, moim zdaniem, bardzo ciezko i z wielkimi trudnosciami pracuja nad
        tym, zeby wyslac okreslona ilosc osob do pracy i nie maja zlych zamiarow.

        Powody Waszych problemow sa 3, abstrahujac od lokalnych przekretow ktore, jak
        napisalem powyzej, zdarzaja sie, ale nie w firmach, ktore znam:

        - pracodawcy czasami zle szacuja swoje zapotrzebowanie i potem, gdy ruch jest
        mniejszy niz oczekiwali (co sie szacuje po tym, ile ludzi przyjezdza na July
        4th Weekend, jest to znany wyznacznik tego czy sezon bedzie dobry czy nie) nie
        wywiazuja sie z umow.

        - studenci, TO JEST NAJCZESTSZY POWOD, kombinuja i jada nie tam, gdzie zostali
        wyslani ale tam, gdzie im sie wydaje, ze bedzie lepiej. Poniewaz poziom wiedzy
        na ten temat jest taki sam wsrod wszystkich, wszyscy laduja w tym samym miescie
        (Tahoe w zeszlym roku, Milwaukee w tym) i wtedy jasne jest, ze nikt nie zarobi
        skoro chetnych do pracy jest 5 razy wiecej niz ofert zatrudnienia

        - studenci, TO JEST DRUGI NAJCZESTSZY POWOD, ktorzy zamiast zagryzc zeby i
        radzic sobie z trudnosciami robia halas wokol siebie.

        Tak sie sklada ze osoba z mojej najblizszej rodziny w zeszlym roku nie dostala
        obiecanej pracy w Tahoe, bo pracodawca przeliczyl sie z zapotrzebowaniem. Przez
        2 tygodnie cierpiala pracujac w gorszym miejscu i z gorsza stawka, ale potem
        pojechala do innego miasta w Nevadzie, gdzie wszystko sie ulozylo. Dostala
        dobra prace i wrocila szczesliwa oraz 'do przodu' finansowo.

        Do tego stopnia, ze w tym roku pojechala drugi raz w to samo miejsce, gdzie juz
        sie dala poznac od dobrej strony i teraz pracuje na stanowisku z napiwkami i
        zarabia $700 tygodniowo.

        Jasne, ze troche w tym pomoglem, ale kazdy z Was tam w Stanach mogl zrobic to
        samo albo prawie to samo. Wystarczy pomyslec, poszukac, pokombinowac - ale NA
        WLASNA REKE!

        WNIOSEK: Trzeba sobie radzic, a nie od razu z rykiem do mamy oraz prasy!!!
        • Gość: tony Re: PRZEKRETY TO WY MACIE W GLOWACH!!! IP: 213.195.187.* 25.07.02, 15:42
          Masz dużo racji, ja też byłem dwa razy w USA jako student i to
          całkiem niedawno, pierwszy raz 3 lata temu z programu Camp
          America, po pierwsze dlatego, że wtedy nie miałem pieniędzy na
          Work&Travel, po drugie znajomi radzili by za pierwszym razem
          jechać na coś pewnego, by się zorientować i poznać jak Ameryka
          naprawdę wygląda. Charowałem na Campie w stanie NY przez dwa
          miesiące, włąściwie za wyżywienie(którego było aż za dużo) i
          dach and głową (zresztą bardzo dobry bo pieknym drewnianym domku
          ze wszystkim wygodami nad jeziorem w górach). Pod koniec Campu
          dostałem kilkaset dolarów kieszonkowego, na Campie było mnóstwo
          fajnych młodych ludzi i to zarówno z USA jak i z Europy,
          zdecydowana większość to studenci tka jak ja, byli nawet
          uczniowie szkół średnich z USA i to wcale nie z biednych rodzin,
          bo w USA od małego uczy się ludzi samodzielności i zarabiania na
          siebie.
          Praca była naprawdę bardzo ciężka, wydajność jest w USA
          rzeczywiście bardzo wysoka to nie są bajki, a wiem co mówię , bo
          pracowałem wcześniej fizycznie w Polsce i w Szwecji, mam więc
          skalę porównawczą.
          Już w czasie Campu zastanawiałem się co robić po jego
          zakończeniu, gdyż miałem wizę J-1 z pozwoleniem na pracę IAP-66,
          a więc analogicznym( a nawet lepszym, bo dającym prawo do pracy
          z dziećmi, co zwykłe pozwolenia nie mają) jak mają wymienieni w
          artykule polscy studenci w USA, Amerykanie poradzili mnie i
          innym cudzoziemcy-om bysmy pojechali o najbliższego biura Social
          Security i wyrobili sobie te nuemry, gdyż jako posiadacze
          legalnych wiz pracowniczych mamy do tego prawo. Tak też
          zrobiliśmy. Miłame to trochę szcześcia, bo pierwsze miałem
          kiedyś rodzinę w USA po której pozostali jej przyjaciele Polacy
          zyjący jeszcze, skontaktowałem się z jednym z nich, obiecał
          pomoc w znalezieniu pracy i mieszkania po campie i zaprosił na
          parę dni do siebie. Pojechałem do niego z koleżanką z Polski od
          razu po zakończeniu Campu, gdzie jeszcze w drodze powrotnej od
          jednej z pracujących ze mną Amerykanek dostałem numer tel. jej
          kolegi, mieszkającego i pracującego na Manhattanie, który miał
          nam ewentualnie pomóc załatwić pracę. Po przyjeźzie do domu tego
          Polaka, mieszkającego w stanie New Jersey, w łądnym miasteczku
          35 min. drogi od Manhattanu, powiedział on nam, że po rozmowie z
          nami, a najpierw rozmawiał tylko po angielsku, że znamy dość
          dobrze ten język i nie powinniśmy mieć problemu ze znalezieniem
          pracy. Tak też się stało, ja zadzwoniłem tam na Manhattan i
          umówiłem się z tym człowiekiem. Po przyjeźzie na miejsce, a było
          to słynne nowojorskie Soho, okazało sie, że akurat w tamtym
          sklepie u tego chłopaka nie ma dla mnie pracy, ale właściciel
          tego sklepu po rozmowie ze mną stwierdził, że mi pomoże i
          zaprowadził dos wego znajomego architekta, który w sąsiedniej
          kamienicy remontował kilka pięknych apartamentów, ten po krókie
          rozmowie postanowił mnie zatrudnić, a było to 3 dzień po wyjezie
          z Campu, pracę miałem ciezką, fizyczną, ale dzielnica piękna,
          dość ciekawa, każdy kto choć dłużej był na Manhattanie wie o
          cyzm mówię. Płaca też dość dobra, bo ok 400 dolarów na
          tydzień,przy czym pracowałem 40-45 godz tyg. Po południu i w
          weekendy miałem czas by zwiedzać New York i okolice. Moja
          znajoma też miała szczęście, bo ten nasz znajomy Polak załatwił
          jej pracę jako opiekunce do dzieci w żydowskiej rodzinie na
          Queensie. Załatwił jej tez tanie mieszkanie w polskiej dzielnicy
          na Greenponcie. Ja mieszkałem naprawdę za symboliczne pieniądze
          u tego Polaka w New Jersey. Zostałem w USA do początku
          października i naprawdę był to bardzo udany pobyt.
          W anstępnym roku postanowiłem na program Work&Travel, z biura
          Usit Campus, koszt tego wyjazdu to było dla mnie łącznie z
          kieszonkowym 400$ ok. 6000 Pln. Ale pracę musiałem sobie znaleźć
          sam z Polski, biura to nic nie obchodziło, dopiero jak miałem
          umowę o pracę w ręku to mogłem zacząć załatwiać potrzebne
          papiery. Nikt mi niczego nie obiecywał, dali mi tylko mozliwość
          załatwienia papierów do legalnej pracy, pracę miałem znaleźć
          sobie sam. Były dwie drogi, albo pojechać na odbywające się co
          roku w Warszawie targi pracy wakacyjnej w USA, gdzie
          przyjeżdzali bezpośrednio z USA pracodawcy i można było na
          miejscu podpisać oficjalną umowę o pracę. Albo szukać tak jak to
          zrobiłem prayc na własną rękę, głównie przez internet. Do tego
          trzeba było profesjonalnie napisać swoje resume(amerykańskie CV)
          oraz cover letter do pracodawcy. Po wielu wysłanych ofertach
          otrzymałem kilaknaście sensownych odpowiedzi, wybrałem dwie
          Parki Narodowe Yellowstone oraz Yosemite, ponieważ ten pierwszy
          szybciej wszytsko załatwił i przysłał wkrótce autoryzowaną i
          podpisaną odręcznie umowę o prace na mój adres to zdecydowałem
          się pojechac tam, dopiero wtedy poszedłem do biura wpłąciłem
          opłatę za program i zrobiłem rezerwację na samolot.
          W Parku Yellowstone miejscu rzekająco pięknym i dzikim, które
          każdemu mogę polecić, zarabiałem teoretycznie niezbyt wiele bo
          amerykańskie minimum ustawowe niewiele poniżej 6$, ale po
          pierwsze płaciłem naprawdę grosze za mieszkanie i jedzenie, po
          drugie mozna było pracować dodatkow w nadgodzinach płatnych 150%
          zgodnie z amerykańskim prawem. Park to jak wiadomo teren pod
          jurysdykcją federalną, więc prawa tam dość dokładnie
          przestrzegano i nie było mowy o żadnych kantach, po za tym
          zatrudniała nas wielka korporacja mająca umowę z rządem USa na
          prowadzenie hoteli restauracji na terenie Parków Narodowych,
          więc wszystko było bardzo profesjonalnie zorganzowane. Po paru
          tygodniach pracy, jak amerykańscy studenci zaczęli wyjeżdzać iz
          robiło się więcej wolnje rpacy, to można było także dzięki
          wyrobionym kontaktom z medżerami zarobic tygodniowo nawet 600$
          dolarów.
          W dnaich wolnych zwiedzlismy Park, początkow tylko na pieszo i
          autostopem, bo obszar parku jest ogromny, potem kupiliśmy
          używany samochód i zjechalismy chyab całe północnowschodnie USA.
          Rady dla podróżujacyh na Work&Travel:
          -samemu szukać pracy, najlepiej zadzwonić z Polski do pracodawcy
          rozmawiać z nimzekać na umowe o prace z odręcznym podpisem,nie
          zapisywać się do jakis programów co od razu zapewniają pracę,
          pogac z ludźmi, którzy wcesniej pracowali dłuższy czas w USA,
          -nać na tyledobrze angielski, żeby po miesiącu pobytu zacząć
          mówić płynnie, najpiewr wystarczy, żeby umieć się dogadać,
          -mieć dużo pokory, cierpliwości,użo usmiechać się, Amerykanie to
          bardzo lubią, kwaśna "polska" mina zmayka wszystkie dzrzwi,
          -byc pracowitym, w miare uczciwym, nie cwaniakować w prymitywny
          sposób, bo szybko cię twój szef rozszyfruje i wyrobis zosbie
          fatalna opinię, Amerykanie wbrew potocznej polskiej opinii są
          bardzo bysztry i szybko zauwazają głupie cwaniackie numery rodem
          znad Wisły, widziałem paru Polaków jak próbowali fikać i głupio
          skończyli,
          -żadnych zatargów z prawem i policją, Policja w USA to nie
          przelewki, lepiej w ogóle z nimi nie dyskutować tylko grzecznie
          odpowiadać na pytania w razie czego, bo mozna szybko wylądowac w
          areszcie,
          -miec prawo jazdy i jak najszybciej kupic samochód, bo w USA bez
          smaochodu to nie ma życia,s zczególnie jak jesteś po za wielką
          aglomeracją miejską
          Z tego co pamiętam dwa lata temu widziałem w każdym prawie
          motelu czy restauracji przydroznej ogłoszenia poszukujące
          pracowników,a zjechałem z kilkanaście stanów, więc miałem jakiś
          obraz, wierzyć mi się nie chce,aby teraz pomimo kłopotów
          gospodarczych w USAw ogóle nie było pracy.
        • Gość: Super STOP!!!! PRZECZYTAJCIE TO KONIECZNIE IP: *.softomasz.pl 03.08.02, 12:03
          STUDENCI!!!

          PRZECZYTAJCIE KONIECZNIE POWYZSZY LIST. MYSLE, ZE PISZE GO KTOS KTO ZNA SIE NA
          RZECZACH.

          NIE WIEM JAK DOKLADNIE DZIALA PROGRAM WORK AND TRAVEL ALE MOJE OBSERWACJE CO
          DO 'PRZEKRETOW' SA ZBLIZONE. PRZEKRETY SA W WASZYCH GLOWACH. JAK SIE SAMEMU
          CIAGLE COS PRZEKRECA TO PRZECIEZ INNI TEZ TAK MUSZA ROBIC. A MOZE PRZKRETY TO
          TYLKO WASZE ZACHOWANIE?

          Friend
      • Gość: Janusz Czy ktos ma jakies zazalenia do Columbus Club? IP: *.u.mcnet.pl 25.07.02, 13:38
        jak wyzej.
        • Gość: Ciekawy Pytanie do organizatorów W&T IP: 217.8.168.* 25.07.02, 14:22
          Mam pytanie? Czy podpisujecie się pod dokumentem, w którym gwarantujecie pracę?
          Z tego co wiem Ambasada w teorii wyda visy tylko jeśli student będzie miał
          pracę.
          • Gość: Janusz Employment confirmation to nie jest gwarancja! IP: *.u.mcnet.pl 25.07.02, 14:30
            Powinna nia byc, ale nie jest. Oznacza tylko, ze pracodawca zgadza sie Ciebie
            zatrudnic, ale nie mowi wcale, ze bedziesz pracowal dluzej niz sekunde. Potem
            pracodawca moze Cie zwolnic i nikt go nie zapyta dlaczego. W normalnym kraju
            jest to swietym prawem pracodawcy.

            Pracodawcy maja najczesciej najlepsza wole zatrudnienia Ciebie. Ale employment
            confirmation dostajesz w maju. Jak przyjezdzasz w Lipcu a pracodawca po July
            4th Weekend stwierdzi, ze zatrudnil za duzo osob, to ma swiete prawo Cie
            zwolnic.

            A Ty masz swiete prawo powiedziec mu "Go fuck yourself" i szukac nowej pracy.
            Na tym Twoje prawa sie koncza. ZROZUMCIE TO WRESZCIE. Posrednik nie jest SZEFEM
            pracodawcy i nie moze go w zaden sposob zmusic do odnowienia Twojego
            zatrudnienia. Moze go co najwyzej poprosic o wyrozumialosc albo o pomoc przy
            znalezieniu innej pracy. Czasami to daje rezulat. Z reguly nie.
            • Gość: Ciekawy Podpis pracodawcy to rzecz świeta IP: 217.8.168.* 25.07.02, 15:28
              W takim razie zakomunikujcie to głośno, że nie załatwiacie pracy tylko
              bierzecie kasę za zorganizowanie YAP-66, a umowa z pracodawcą to tylko
              podkładka dla Ambasady aby się nie doczepiła, że po przyjeżdzie student będzie
              pracował na czarno. Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że pracodawca podpisując
              się pod EMPLOYMENT Confirmation ma prawo odmówić zatrudnienia. Podpis
              pracodawcy jest na cały świecie wiążący. Miejmy nadzieję, że Ambasada nie
              wmiesza się w to wszystko i z ponad dziesięciutysięcy studentów wyjedzie kilka
              tysięcy i wtedy zostaną dwa, trzy biura.
              • Gość: emigrantka Re: Podpis pracodawcy to rzecz świeta IP: *.ny5030.east.verizon.net 25.07.02, 15:58
                Mysle, ze po rozdmuchaniu problemu przez Nowy Dziennik, ktry jednak najlepiej
                powinien znac realia amerykanskie, (przychylam sie do podejrzen ze dziecko
                prominenta musialo sie zderzyc z amerykanska rzeczywistiscia i stad ta afera)
                zaden amerykanski pracodawca nie podpisze przedwstepnej umowy. Poco mu ten
                klopot. Co ma zrobic wlasciciel niewielkiej, albo i wielkiej firmy ( jak wesole
                miasteczka) jesli nie ma pracy, bo nie ma przewidzianego ruchu. Co ma zrobic
                biuro posrednictwa z Polski. Kto to powiedzial, ze w Ameryce, zwlaszcza po 11
                wrzesnia praca lezy na ulicy. Pracodawca, jesli nie ma w zakladzie zwiazkow
                moze pracownika zwolnic w kazdej minucie, nie tylko roszczeniowych polskich
                studentow. Studenci oddali osocze, (co w tym zlego, to jest tak bardzo
                potrzebny lek, sa zdrowi i jeszcze dostali za to pieniadze), nie spowodowalo to
                ubytku na ich zdrowiu skoro za dwa dni poszli na budowe. Oczywiscie moze tam
                tez wykaza sie postawa roszczeniowa i boss ich wyrzuci, niech nie usiluja
                wzbudzac wspolczucia, ze moze to robota tylko na dwa dni, na pewno dluzsza, a
                moze jeszcze uda sie wyciagnac odszkodowanie. Studentka sie obrazila, ze
                chciala sprzatac, a ma dzieci do opieki, tez powod do skargii. Mysle, ze polscy
                studenci nie beda juz przyjezdzac do tej wstretnej Ameryki, gdzie paskudni
                Amerykanie, Polonia, biura czyhaja jak ich zniszczyc. Od bardzo wielu lat
                sledze przybyszy z Polski, naogol uplywa sporo czasu zeby zrozumieli skad sie
                bierze bogactwo Ameryki. Z CIEZKIEJ PRACY ROWNIEZ UCZNIOW I STUDENTOW.
              • Gość: Janusz nie zrozumiałeś mnie IP: *.clinternal / 10.2.3.* 25.07.02, 16:00
                Pracodawca Cię zatrudnia w momencie, gdy wysyła employment confirmation. To, że
                Cię zwalnia w minutę po tym, jak Cię zobaczy, ma prawo zrobić. Nie jest to
                przyjemne, fair i ludzkie, ale taki właśnie jest kapitalizm.

                Większość pracodawców dotrzymuje zobowiąząń i dlatego biura piszą, że
                pośredniczą w znajdowaniu pracy.

                Zauważ, że jest tu również dużo głosów ludzi, których pracodawcy byli fair i
                faktycznie ich zatrudnili tak, jak obiecali.
                • Gość: Ciekawy porządki IP: 217.8.168.* 25.07.02, 17:12
                  Uczyłem się przez rok w Stanch, pracowałem na Camp-ie, dwa razy byłem na W&T i
                  zawsze miałem obiecaną pracę, ale było to dwa lata temu. Jestem jednym
                  najgorętszych zwolenników W&T i cieszę się, że wielu z Was udało się rokręcić
                  interes. Uważam, że pomimo tych wszystkich trudności na jakie trafiają studenci
                  jeśli są zaradni to i tak znajdą pracę a Ci co siedzą i płaczą to maminsynki.
                  Krew mnie jednak zalewa kiedy wielu z Was pracuje nieprofesjonalnie, nie bierze
                  odpowiedzialności za dokumenty które wystawia, idą na ilość a nie na jakość i
                  uprawiają "dziki kapitalizm". Wiem, że nie jesteście organizacjami
                  charytatywnymi ale chwyty typu obligatotyjne wykupywanie biletów, których cena
                  rynkowa jest znacznie tańsza czy tworzenie czarnych list np.: przez Pana K., na
                  które trafiją studenci którzy zadarli z Panem Ma... z Globala nie przysporzy
                  biurom zwolenników i w końcu ktoś sie tym zajmie i wyznaczą limit np. 1000
                  studentów rocznie. Czy nie widzicie, że biorą się za to gazety zarówno z Polski
                  jak i Stanów? Zamiast wysyłać setki studentów załatwcie dobrą pracę dla
                  mniejszej ilości, zacznijcie organizować "Internship" ale nie przy garach tylko
                  w dobrych firmach. Zajmijcie się kolegami z "branży" i pozbądźcie się ich z
                  interesu bo inaczej zrobicie przysłowiową niedzwiedzią przysługę i tylko
                  wybrańcy będą jeżdzić do USA. I znowu w USA odrzyją "Polish Jokes".
              • Gość: Mis Re: Podpis pracodawcy to rzecz świeta IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 25.07.02, 17:27
                Ciekawy,
                program to nie tylko umowa z pracodawca, ale szkolenia, materialy ,
                UBEZPIECZENIE (tez OC, gdyz studenci nieszczyli sprzety, maszyny itd)no i
                formularz wizowy i wiza, informacja, odbior z lotniska itd. Wazne, ze jaka
                kolwiek student pzresle umowe do Funddacji (nie do Amdvasady- gdyz to fundacje
                rzadowe wydaja promesy) NIE BEDZIE PRACOWAL NA CZARNO i to caly pic programu.
                Kazdy uzcestnik programu pracuje legalnie, ma ubez, otzrymuje Sociala i nigdy
                nie bedzie pracowal na czarno- no chyba ze zostanie.

                Moge cie zaopatzryc w informacje o wymaganiach i zasadach programu, po lektirze
                bedziesz mogl sie wypowiadac.



                Gość portalu: Ciekawy napisał(a):

                > W takim razie zakomunikujcie to głośno, że nie załatwiacie pracy tylko
                > bierzecie kasę za zorganizowanie YAP-66, a umowa z pracodawcą to tylko
                > podkładka dla Ambasady aby się nie doczepiła, że po przyjeżdzie student
                będzie
                > pracował na czarno. Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że pracodawca
                podpisując
                > się pod EMPLOYMENT Confirmation ma prawo odmówić zatrudnienia. Podpis
                > pracodawcy jest na cały świecie wiążący. Miejmy nadzieję, że Ambasada nie
                > wmiesza się w to wszystko i z ponad dziesięciutysięcy studentów wyjedzie
                kilka
                > tysięcy i wtedy zostaną dwa, trzy biura.
                • Gość: Ciekawy Broszurki a praktyka to dwie różne rzeczy IP: 217.8.168.* 25.07.02, 17:52
                  Mis,

                  Informacje o programie i broszurki może sobie każdy przeczytać w waszych
                  biurach. Nie są mi potrzebne ponieważ na W&T byłem dwa razy (o czym pisałem
                  wyżej)i cały stystem znam od strony praktycznej i na własnej skórze go
                  przetestowałem.

                  Za visę sam zapłaciłem i nie było to zaliczone do kosztów programu, po Sociala
                  sam zasuwałem do urzędu po czym wbili mi adnotację na Socialu, że jest on ważny
                  z dokumentem który wystawiacie.

                  Formularze, w które program zaopatruje opisuje rzeczy oczywiste jak pogoda w USA

                  Owszem promesę wydaje fundacja ale fizycznie VISE wbija urzędnik w ambasadzie i
                  tylko od jego dobrej woli zależy czy da visę czy nie. Jeśli stwierdzi, że wasz
                  organizacja oferuje miejsca pracy, których w rzeczywistości nie ma i nie da
                  visy to czy wtedy oddasz kasę?
                • Gość: deeyv Re: Podpis pracodawcy to rzecz świeta IP: *.radiozet.com.pl / 10.10.11.* 26.07.02, 10:35
                  NIE BEDZIE PRACOWAL NA CZARNO i to caly pic programu.
                  > Kazdy uzcestnik programu pracuje legalnie, ma ubez, otzrymuje Sociala i nigdy
                  > nie bedzie pracowal na czarno- no chyba ze zostanie.

                  -----no nie do końca

                  Mnie w zeszłym roku zatrudnili Albańczycy w pizzerii (Madison) na czarno.

                  Mówie do menago., że ja mam >>papiery<< i mogę legalnie, a on sie śmieje i
                  odp., że legalnie to mu sie nie opłaca bo musi płacić za mnie taxy.

                  No i pracowałem za 6.50 $ / 1h
                  • Gość: tony Re: Podpis pracodawcy to rzecz świeta IP: 213.195.187.* 26.07.02, 10:49
                    samo życie...
                    ale praca była, to najważniejsze.
        • Gość: czarnis Re: Czy ktos ma jakies zazalenia do Columbus Club IP: *.ecamp.net / 192.168.1.* 25.07.02, 17:25
          Columbus Club to dobra organizacja, co prawda pracuja tam troche niekompetentni ludzie, ktorzy w wiekszosci
          odbywaja tam praktyki, ale jak sie ich przycisnie, to zalatwia sprawe bardzo szybko. Columbus jest jedynym w Polsce
          przedstawicielem Bunaca, najstarszej organizacjii zajmujacej sie wymiana studencka. Oferuja w miare tanie
          programy w porownaniu z Camp Ameryka, wlasnie siedzimy z kilkuosobowa grupa Polakow w poblizu Pittsfield i jest
          po prostu super. Ogolna ocena CC to 4.
      • Gość: Marcin Re: Wakacyjna praca polskich studentów w USA to c IP: *.epo.ericsson.se / 159.107.93.* 25.07.02, 17:51
        Ja pojechalem z Almaturu i nie mialem najmniejszych problemow. Prace zapewnial
        organizator i bylo OK. Ale po 3 tygodniach zmienilem dzial i pracowalem tylko z
        amerykanami. Jechalem z zalozeniem ze pracuje zeby zwrocil sie koszt wyjazdu i
        zarobic troche na zwiedzanie, jednak udalo sie zarobic troche wiecej niz
        myslalem dzieki czemu zwiedzilem wiecej. Glownym celem mojego wyjazdu bylo
        jedna nabranie pewnosci siebie w mowieniu po angielsku co udalo mi sie. Po
        powrocie zaczalem szukac pracy i mowie szczerze ze dzieki temu ze mialem
        wpisane w CV wyjazd do stanow i ze pracowalem z amerykanami udalo mi sie latwo
        dostac bardzo dobra prace. Obecnie na rynku wiele firm oferuje wyjazd do USA,
        ale najlepiej wyjezdzac z firm ktore maja doswiadczenie w organizowaniu takich
        wyjazdow i wtedy nie bedzie problemow.
      • Gość: Alex Work&Travel IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 25.07.02, 20:28
        Trudno mi uwierzyc, ze polscy studenci maja w Stanach takie kłopoty! Sama byłam
        w zeszłe wakacje w Sacramento, Kalifornia i z pracą nie było specjalnych
        problemów! Owszem trzeba było trochę pochodzić po mieście i poszukać - dobry
        angielski bardzo się przydaje - ale zazwyczaj po max. tygodniu znajdowało się
        coś co nam pasuje! Warto szukać wśród pracodawców typowo wakacyjnych lub
        sezonowych, np. park rozrywki, park wodny, jakas tymczasowa wystawa lub targ. W
        restauracjach i fast foodach lepiej nie wyrywać się, że to tylko na 3 miesiące
        choć jak bedą chcieli to to sprawdzą przecież w wizie. I nie zaczynać pracy bez
        social security number! Moi znajomi nie dostali przez to zapłaty! Poza tym
        gorąco polecam, bo można troche zarobić, zwiedzić, kupić fajne ciuchy i tani
        sprzęt elektroniczny. I to świetna przygoda!
        • Gość: sfan Re: Work&Travel IP: *.sfpl.org 25.07.02, 21:22

          wiekszosc biznesow tego typu co wymieniasz bardzo ucierpialo od ubieglego roku.
          redukcja ruchu w biznesie o 40% ( glownie turyscie zagraniczni). z praca nie
          jst tak rozowo jak rok temu do 11 wrzesnia.
          • Gość: tony Re: Work&Travel IP: 213.195.187.* 26.07.02, 10:56
            To pracujcie w Parkach Narodowych, tam zawsze szukają chętnych do pracy, może
            płacą niewiele, ale po pierwsze bardzo mało się tam płaci za mieszkanie i
            jedzenie, po drugie nie ma za bardzo tma na co pozostałej kasy wydawać.
            Po trzecie mozna w Parakch Narodowych robic nadgodzuny,s zczeglnie w sierpniu i
            wreśniu, a jeszcze jak wyrobisz sobie układ z menedżerem, to wtedy zarobki moga
            stać się kokosowe.
            Po czwarte tam nie ma żadnych większych kantów, bo to tereny pod jurysdykcją
            federalną a pracowników zatrudniają wielkie korporacje, co tydzień dostajesz
            czek na pieniądze.
            Po piątem przyroda w Parkach Narodowych, jej dzikośc i nieskażenie zapewniają
            dodatkowo wspaniały wypoczynek i wrażenia, pomimo, że praca jest przeważnie
            ciężka.
        • Gość: syba Re: Work&Travel IP: 217.11.132.* 27.07.02, 12:37
          Alex, też byłem i podzielam Twoje obserwacje, rzuć Twój ades mailowy na
          cottagekiller@poczta.onet.pl
      • Gość: tutejszy Re: Wakacyjna praca polskich studentów w USA to c IP: *.ny325.east.verizon.net 26.07.02, 01:19
        wiekszosc ludzi w Polsce nie rozumie na jakich zasadach dziala ten program
        W&T, formalnym warunkiem otrzymania wizy i zezwolenia na prace jest oferta
        pracy, taka oferta to konkretna informacja nt gdzie masz pracowac i od kiedy
        masz zaczac prace, polskie biura sa tylko posrednikiem pomiedzy studentem a
        firma Council Exchange ktora jest glowna organizacja ktora zalatwia prace,
        jest wiec FORMALNY wymog zalatwienia pracy aby otrzymac wize, student ma do
        wyboru dwie opcje umowy, albo sam sobie zalatwia prace albo mam miec ta prace
        zalatwiona, jeszcze raz, jest formalny wymog aby studenci z Polski mieli
        zalatwiona prace ( sprawdzalem w biurze Council Exchange, posiadaja tam tez
        liste osob ktore maja miec zalatwiona prace ), okazuje sie organizatorzy mowia
        za praca bedzie a tu zadnej pracy nie ma, nikt nic nie wie, czeski film,
        co mnie obchodzi ile te biura maja roboty, za darmo nie pracuja !!!! nikt
        nikomu laski nie robi

        • Gość: Maine_Moose Dlaczego nie Camp America albo CC USA??? IP: 62.29.248.* 26.07.02, 09:46
          Tak sobie czytam i czytam te wyjęczane listy i zastanawiam się cały czas nad
          jednym: dlaczego osoby, które np. ni w ząb nie gęgają po angielsku jadą z W&T w
          nieznane? Ludzie, czyśta oszaleli??? Są dwa spokojne i całkowicie bezpiecznie
          programiki zwane Camp America i Camp Counsellors USA przeznaczone właśnie dla
          studentów, które to organizacje prowadzą swoich wybrańców ZA RĄCZKĘ i NIKOGO
          nie oszukują. Wiem, bo byłam dwa razy i wróciłam zachwycona. Konkretny namiar
          na konkretny obóz, w przepięknej okolicy (w moim przypadku puszcze Maine),
          darmowe wyżywienie i nocleg przez ponad dwa miesiące, perspektywa zwrotu tego,
          co się zainwestowało przed wyjazdem (bo dla mnie kasa była tylko dodatkiem, a
          nie otępiającym celem samym w sobie jak dla większości z tego forum), dodatkowo
          możliwość zarobienia jakichś 600-800 dolarów za trzy tygodnie extra post-
          campowej pracy...Ludzie, czego Wy chcecie? Po co Wam to całe przereklamowane
          Work and Travel? Rozumiem, chcecie poczuć w żyłach miłą adrenalinkę wyjeżdżając
          w nieznane i niepewne, walczyć o przetrwanie, oddawać krew w jakichś
          zapyziałych ośrodkach, byleby tylko mieć na chleb...dla mnie to
          niewytłumaczalny HORROR po prostu. Jak można tak się stoczyć!!! I jak można aż
          tak dać się nabrać...POLECAM WSZYSTKIM IDEALISTOM CAMP AMERICA. Jeżeli to nie
          kasa popycha Was do wyjazdu za ocean, a chęć podszkolenia języka, poznania
          wspaniałych przyjaciół w BEZPIECZNYM środowisku, jedźcie z Camp America. Nie ma
          sensu niepotrzebnie się stresować.
          • Gość: tony Re: Dlaczego nie Camp America albo CC USA??? IP: 213.195.187.* 26.07.02, 10:38
            Camp America jest dobre na pierwszy raz, dla ludzi, którzy nie znają za dobrze
            USA i realiów tam panujących, zapewnia bezpieczeństwo i spokój. Ale charówa
            jest tam straszna(czasem po 11-12 godzin dziennie), nie można wyjechać z Campu
            przed końcem kontraktu,pieniądze praktycznie żadne i mało czasu wolnego. Ja też
            byłem za pierwszym razem na Camp America i nie żałuję, bo na pierwszy raz to
            dobry pomysł, chyba, że masz od razu wyrobione dobre układy w USA.
            Za dugim razem wybrałem W&T, bo chciałem trochę więcej zobaczyć, być bardziej
            wolny i zarobić więcej pieniędzy, które dają jak wiadomo więcej wolności,
            szczególnie w USA.
            Zdobyte doświadczenie i wiedza, udoskonalony angielski za pierwszym razem
            pozwoliło mi na udany wyjazd z W&T za drugim razem, ale nie popełniłem
            absolutnie takich głupich błędów jak bohaterowie artykułu.
            Rady jak należy szukać pracy i zachowywać się w USA,w ramach programu W&T
            przedstawiłem w poście z wczoraj powyżej.

      • Gość: Karol Angielski to podstawa IP: *.idx.com.au 26.07.02, 11:58
        Przylanczam sie do tych wnioskow. Spedzilem w USA na Campie 3 miesiace i byly
        to dla mnie niezapomniane chwile. Mialem swietny oboz z nartami wodnymi, hala
        sportowa, kortami tenisowymi i mialem jedynie 20 lat. To bylo w 1998 r. Extra
        ekipa.
        Tak jak powiedziales, rzecz tkwi w tym, ze ludzie bez plynnej znajomosci
        jezyka i spodziewja sie bog wie czego. A tu niestety , trzeba cos zaoferowac,
        zeby czerpac zyski. Uwazam, ze wiekszosc tych osob ktorym sie nie powiodlo to
        czysci frajerzy. Powinni spojrzec najpierw na siebie, na swoje umiejetnosci.
        Jezeli ktos jest ofiara zyciowa to zostanie nia do konca zycia, jezeli nie
        zauwazy tych bledow w sobie. Po skonczeniu AwF w Warszawie (wydzial Turystyka)
        wyjechalem do Sydney na Igrzyska Olimpijskie. Spodobalo mi sie tutaj i siedze
        do dzisiaj skad pisze ten list. Nikogo o nic nie prosilem. Australijczycy sa
        takimi samymi ludzmi jak My i jezeli sie chce, wszystko mozna osiagnac. Od
        poczatku mialem prace. Po dwoch latach pobytu zarzadzam juz wlasna "kafeja"
        dalej studiujac, poszerzajac wiedze. Zamiast narzekac, wezcie sie za jezyk. To
        wam wszystkim radze. Gdyby W Polsce stawialo sie na jezyki obce, edukacje
        Polska bylaby tak samo zamozna jak Holandia czy Szwecja gdzie j.angielsi znaja
        prawie wszyscy i sa otwarci szerokona na swiat. A w Polsce dopoki beda zadzic
        populisci a nie swiatli pragmatycy dopoty Polska dalej bedzie krajem glupoli
        wybierrajacych Samoobrone zamiast Unie Wolnosci. Do zobaczenia...kiedys
        • Gość: dzisiejszy Deklaracja pracodawcy IP: 217.8.168.* 26.07.02, 15:13
          W całej tej dyskusji nie chodzi czy ktoś jest twardzielem czy nie. Cały problem
          polega na tym, że ludzie przed wyjazdem mieli w ręku dokument,pod którym
          pracodawca się podpisał. Jestem pewien, że w Australii podpis pracodawcy nie
          jest tylko świstkiem papierku.
          • Gość: sfan Re: Deklaracja pracodawcy IP: *.sfpl.org 28.07.02, 00:05

            jeszcze raz. umowa do niczego nie zobowiazuje. ktos podpisuje z Toba papierek,
            ktory nawet nie ma zadnej wartosci prawnej. Wartosc to on ma tylko dla biura
            oraz 'podobno' ambasady. Przyjezdzasz na miesce, a okazuje sie w tym roku slabo
            cos z turystami. Nie ma potrzeby placic komus, gdy nie ma ku temu zadnych
            powodow. Wezcie to na wzglad, kiedy jestecie w USA.
      • Gość: Adam Jestem wlasnie na W&T i... IP: *.dsl.sfldmi.ameritech.net 26.07.02, 15:58
        Witam z Detroit;

        Szybciutko podsumuje tylko pare spraw ze swojego punktu widzenia:

        1) Zazwyczaj polskie biura podrozy sa niekompetentne. Ukrywaja nieciekawe
        szczegoly programu, zeby sprzedac jak najwiecej ofert.

        2) Ale wiekszosc jest jednak "uczciwa" - tzn. niezaleznie od tego co mowia, to
        w umowie jest napisane o wszystkich niewygodach, lacznie z informacja, ze praca
        nie jest na 100% gwarantowana pomimo podpisania umowy typu "at-will agreement"
        z ktorej firma morze sie wycofac jeszcze przed naszym przyjazdem

        3) Kombinuja tez amerykanscy partnerzy naszych biur - gdzie sie da to
        niedopowiedza czegos, ale i tak mowia duzo wiecej niz nasza biura. Tyle, ze po
        angielsku

        4) Rynek pracy w tym roku jest kiepski. Za duzo ludzi przyjechalo z Europy.
        Trudniej jest znalezc prace niz przed rokiem. Nawet ze znakomita znajomoscia
        angielskiego w pewnych miejscach, jak np. NYC pracy sie nie znajdze.

        5) Bez angielskiego na przyzwoitym poziomie i bez odgornie zalatwionej pracy w
        tym roku jest trudno cos znalezc

        6) Na W&T mozna zarobic przy zalozeniu, ze pracuje sie na ponad 2 etaty. Nie
        nalezy liczyc na pensje wyzsza niz 8$/h - ok. 15% podatku - koszty utrzymania -
        koszty wyjazdu. Zdazaja sie oczywiscie lepsze, ale zazwyczaj placa 6$/h.

        Adam
      • Gość: A Re: Wakacyjna praca polskich studentów w USA to c IP: *.radom.sdi.tpnet.pl 26.07.02, 16:43
        Wiecie co?? Sami jesteście sobie winni..Nie leci sie do żadnego kraju bez
        znajomości języka, to raz. A dwa, ze czyta sie wszystkie mozliwe dokumenty
        przed podpisaniem, nalezy rowniez pytac o wszystko co Was interesuje.
        Powodzenie wyjazdu zalezy tez od charakteru..po części, jeżeli ktoś nie potrafi
        się znaleźć w nowych sytuacjach, nie ma troche pewności w siebie i wiary to
        niech nie wyjeżdża. Trzeba zrozumieć, ze Stany sa o x tysięcy kilometrów od
        Polski i dzwoniąc do rodzicow , skarżąc się nic nie zdzialamy. Jetseście tam
        zdani na siebie, i tego należy byc świadomym przed wyjazdem. A poza tym,
        kochani, jesteśmy doroslaymi osobami , uważającymi sie za odpowiedzialne i
        dojrzałe...a jak sie zachowujecie?? Jak malutkie dzieci dzwonicie do mamuś..z
        placzem. Bez przesady...cholernie się osmieszacie wten sposób..
        • Gość: BPP Tacy ci dzisiejsi studenci IP: *.CHEM.CWRU.Edu 26.07.02, 18:20
          Tak czytam i mysle ze fajnie byc starym. Bo ja studiowalem w czasach kiedy na uniwersytety szlo 1-2% rocznika.
          Bylo z kim porozmawiac. Dzis idzie 45%. Oto jest rezultat.
      • Gość: MAX Re: Wakacyjna praca polskich studentów w USA to c IP: *.cvx9-bradley.dialup.earthlink.net 26.07.02, 19:57
        DZIWIE SIE ZE TAK LATWO MOZNA NABRAC WYKSZTALCONYCH LUDZI. CO DO CALIFORNI TO NIE WYPAL. BIORO
        WYSYLAJACE LUDZI TUTAJ TO SMIECH .W CA. MAMY TANIA SILE ROBOCZA TA Z MEKSYKU. WYDAJE SIE ZE TO
        ZLE PACHNIE .ALE TE BIORA BIORA ZA TO PIENIADZE. A POTEM UMYWAJA RECE.TO KOLEJNE POLSKIE
        CWANIACTWO. TYLKO SIE WSTYDZIC ZE POLAK POLAKA NADAL KOPIE W D............. BRAKUJE SLOW .TO NA
        TYLE MAX.
        • Gość: JOANNA ŻĄDZA PIENIĄDZA gubi studentów-wiem byłam tam IP: *.junisoftex.pl / *.solar.silesianet.pl 26.07.02, 21:10
          Widziałam USA zarówno zpozycji uczestnika Camp America(dwukrotnie)jak i z
          pozycji nielegalnego pracownika kiedy to sama borykałam się ze znalezieniem
          pracy,oszustami i cwaniackimi (polskimi głownie)agencjami oferującymi pracę za
          pieniądze.Osiem i siedem lat temu nie było tyle możliwości wyjazdu dla
          studentów do USA-były one sprawdzone.Żaden z moich ówczesnych znajomych nie
          została oszukana.NIE CZARUJMY SIĘ,gdy ktoś chce tania pojechać do USA,poznać
          ludzi,język ,podrózować i ciężko harować na lub po obozie może wybrać CA lub
          CC.Nie ma nieziemskich zarobków ale nie ma i dramatów.Kto chce może pracować i
          podróżować póżniej.Zwiedziłam USA od NYC do Kalifornii sama,użerałam się z
          Polakami aby żywcem nie wyciągki ode mnie ostatniego centa, czułam się
          szczęśliwie mieszkając na Broadway`u.
          TRAKTUJCIE WYJAZD JAKO PRZYGODĘ i zawsze miejcie oszczędności i trochę rozsądku.
          Zarzuty braku klimatyzacji lub mieszkania z innymi sa śmieszne.
          Zgadzam się jednak że nieuczciwych pracodawców trzeba eliminować.
          Jakże znów chciałabym byc studentem w USA!!!
          • Gość: Friend TRUDNO DODAC WIECEJ - CC I CA to obozy pracy! IP: *.softomasz.pl 03.08.02, 11:35
            Gość portalu: JOANNA napisał(a):

            > Widziałam USA zarówno zpozycji uczestnika Camp America(dwukrotnie)jak i z
            > pozycji nielegalnego pracownika kiedy to sama borykałam się ze znalezieniem
            > pracy,oszustami i cwaniackimi (polskimi głownie)agencjami oferującymi pracę
            za
            > pieniądze.Osiem i siedem lat temu nie było tyle możliwości wyjazdu dla
            > studentów do USA-były one sprawdzone.Żaden z moich ówczesnych znajomych nie
            > została oszukana.NIE CZARUJMY SIĘ,gdy ktoś chce tania pojechać do USA,poznać
            > ludzi,język ,podrózować i ciężko harować na lub po obozie może wybrać CA lub
            > CC.Nie ma nieziemskich zarobków ale nie ma i dramatów.Kto chce może pracować
            i
            > podróżować póżniej.Zwiedziłam USA od NYC do Kalifornii sama,użerałam się z
            > Polakami aby żywcem nie wyciągki ode mnie ostatniego centa, czułam się
            > szczęśliwie mieszkając na Broadway`u.
            > TRAKTUJCIE WYJAZD JAKO PRZYGODĘ i zawsze miejcie oszczędności i trochę
            rozsądku
            > .
            > Zarzuty braku klimatyzacji lub mieszkania z innymi sa śmieszne.
            > Zgadzam się jednak że nieuczciwych pracodawców trzeba eliminować.
            > Jakże znów chciałabym byc studentem w USA!!!

            Tez zaluje, ze jak bylem studentem to nie mielismy takich mozliwosci. Mysle, ze
            przez to poznalem swiat 15 lat pozniej.
            Taka mala uwaga:
            Camp Councelors i Camp America to programy, gdzie placi sie mniej za wyjazd ale
            zarabia sie najwyzej 500 USD za 2-3 miesiace pracy.
            Mniejsze ryzyko, mniejsze pieniadze.

            Pozdrawiam,

            Tomek
      • Gość: Gumisie Sieroctwo IP: *.chem.usu.edu 26.07.02, 21:57
        Proszę Państwa:

        "Kryzys w USA" to duża przesada, a oszukiwać się po prostu nie należy dawać. Od studentów (o mało co
        magistrów) należy oczekiwać nieco rozumu i zaradności. Praca jest. Proszę bardzo, tylko z mojej okolicy:
        www.usu.edu/studemp/ofcampus.htmalbo:
        www.hjnews.com/classifieds/class/0078.html
        Trzeba tylko nieco znać język i chcieć ruszyć zadek, zamiast czekać aż ktoś coś załatwi. Kurka, takie osobniki, jak
        opisane w reportażu "Wyborczej" są powodem popularności dowcipów o Polakach.
        G.
        • Gość: Gumisie Link IP: *.chem.usu.edu 26.07.02, 22:02
          www.usu.edu/studemp/ofcampus.htm
          "Wyborcza" mogłaby zatrudnić kogoś kompetentnego, żeby oprogramowanie Forum nie robiło cudeniek z wklejanymi
          linkami.
        • Gość: leatui Cos od siebie. IP: *.OLAC.Berkeley.EDU 26.07.02, 22:23
          Mysle, ze w tej calej historii z polskimi studentami jest pare watkow.
          Niewatpliwie czesc z nich zostala oszukana, ale jak wiedac wielu poradzilo
          sobie doskonale. Sama z tym zagadnienie zetknelam sie pare tygodni temu, gdy
          znajomi opowiedzieli jak "holowali" polskich studentow na "saksy" do Rino. Mial
          przyleciec jeden student, przed przyjazedem bylo juz ich dwoch, a jak spotkali
          sie na lotnisku to bylo juz ich trzech i dziewczyna, a grupowali sie tez
          nastepni. Znajomi zupelnie nie byli przygotowani na taka ilosc ludzi. Musieli
          odmowic i w koncu stanelo na trojce. Jak widac przygotowanie mlodych do
          samodzielnego radzenia sobie bylo mizerne. Chlopcy jechali do Rino pracowac w
          kasynie. Z ich opowiesci wynikalo, ze maja wszystko dopracowane. Zadnych innych
          wiesci pozniej nie bylo, wiec wnioskuje ze sie im udalo. Potem jeszcze raz
          spotkalam sie z polskim studentem pracujacym w Lake Tahoe. Chlopak mial
          zapewniony "wikt i opierunek", a pracowal (ciezko) na nocnej zmianie w markecie
          spozywczym. W dzien dorabial sobie w kuchni restauracji. Pewnie trafil dobrze,
          ale tez wykazal sie duza inwencja. Pod koniec wakacji chcial zwiedzic Stany.
          Byl bardzo zadowolony. Od niego tez dowiedzialam sie, ze w Rino jest bardzo
          duzo studentow, ktorzy "tyraja" po 16 godzin dziennie, by dorobic sie "czegos"
          (chyba wstretu do pracy). Sama byla na "saksach" w Europie i wiem, ze jest
          ciezko, ale trzeba miec troche zdrowego rozsadku i nie dac sie pakowac w
          maliny. Zachod, a juz Ameryka napewno nie jest krajem mlekiem i miodem
          plynacym. Na kazdy grosz trzeba ciezko zapracowac, szczegolnie jak sie nie zna
          jezyka. Wielu pracodawcow nie ma skrupulow przed wykorzystaniem pracownika,
          szczegolnie takiego ktory malo mowi i sie nie skarzy. Po tej historii mam tez
          wrazenie, ze my wspolczesni Polacy (generalizuje teraz) odbijamy sobie nasza
          stara biede gdzie mozemy i na kim mozemy, zarowno w kraju jak i na emigracji.
          Ja mialam bardzo duzo szczescia, bo w tym calym balaganie moralnym spotkalam
          bardzo uczciwego amerykanskiego Polaka, ktory przeszedl dlugi szlak emigracyjny
          i nadal pozostal uczciwy. Czego zycze wszystkim szukajacym szczescia w Ameryce!
          Leatui.
      • Gość: Jacek Re: Wakacyjna praca polskich studentów w USA to c IP: *.002.popsite.net 26.07.02, 22:30
        Wspolczuje ludziom, ktorzy nie dostali obiecanej pracy, a zainwestowali w
        wyjazd spore pieniadze.
        Ale teraz jest juz za pozno i trzeba wziac sie w garsc i szukac pracy.
        Jak nie znasz angielskiego (Twoja wina i glupota!) to sie ucz teraz, szukajac
        pracy, nawet w kilka dni uda ci sie czegos nauczyc.
        U mnie w pracy sa osoby z Azji, ktore mowia b. slabo po angielsku, ale sa
        dobrymi pracownikami. Kazdy z reszta moze sie nauczyc menu na pamiec.

        Mieszkam w okolicy Filadelfii od 5 miesiecy (jestem na programie internship z
        Councila) i na kazdym rogu ulicy widze napisy "now hiring": restauracje,
        sklepy, stacje benzynowe. Tylko z mieszkaniem moze byc problem.

        Moja podstawowa uwaga: tutaj sie zapierdala, jesli zapierdalasz to ludzie cie
        szanuja, nie wazne czy jestes smieciarzem, czy pomywaczem. Poza tym nikt
        ciezkiej pracy sie nie boi, sam widzialem mojego general managera jak czyscil
        kibel (byl w bialej koszuli i krawacie), bo pracownik nie stawil sie do roboty,
        a kibel musi byc czysty i koniec.

        Pracuje jako manager w restauracji i sam zapierdalam.
        Przyjechaly do nas osoby na W&T (w sumie 8 osob), cztery uciekly, bo uwazaly,
        ze praca w kuchni za 7.25$/h je poniza (byly to krolewny z bylego ZSRR).
        Myslaly, ze beda tutaj pracowaly w biurze i chodzily na szpilkach?

        Moj general manager powiedzial, ze moge sobie mojego magistra inzyniera w dupe
        wsadzic - teraz jestem na Bob's University (moj boss ma na imie Bob). Troche ma
        racji, nasza edukacja przydaje sie tylko do imponowania amerykanom znajomoscia
        historii i geografii swiata (oni ucza sie tylko o wlasnych prezydentach i
        amerykanskiej fladze).

        W sumie to sie sam zastanawiam, dlaczego chlopakowi bez doswiadczenia, po
        zarzadzaniu na Politechnice dali te prace. Chyba dlatego, ze bardzo chcialem i
        zasypalem ich tonami e-maili, zadzwonilem ze 2 razy.

        Pragne jedynie podkreslic, ze jestem przecietnie zaradny i cwany, i nie mam
        rodziny ani znajomych w Stanach, ani nie jestem urodzonym szczesciarzem.

        powodzenia
        JL

      • Gość: jemez USA -jest dobra praca dla studentow-staze zawodowe IP: 12.96.204.* 27.07.02, 04:11
        Praca dla studentow(takze Polskich) porzadna, dobrze
        platna(3-4 tys dolarow na miesiac po podatkach) jest,
        trzeba ja w internecie samemu znalesc, bez agencji
        posrednictwa. Przyklad: www.lanl.gov dalej Human
        Resorces->Students Program. Praca w Los Alamos National
        Laboratory,(3 do 9 miesiecy za jednym razem,z Polski
        wylacznie dla studenrow-doktorantow) zgodna z kierunkie
        studiow, umowa z placowka rzadowa a wiec warunki pewne,
        utrzciwe, z ubezpieczeniem zdrowotnym, mozliwoscia
        korzystania ze wspanialej biblioteki naukowej, rozwoju
        naukowego. Podaja tam instrukcje jak zostawic swoj
        zyciorys na sieci. Doktoranci informatycy, elktronicy
        moga liczyc na niemal pewny sukces, fizycy, chemicy,
        biolodzy, inzynierowie tez maja szanse. Na pewno jest
        wiele takich miejsc, takze dla studentow innych
        kierunkow, ja znam akurat to.
        Dlaczego sprzedajecie sie tanio podejrzanym typkom, od
        razu zakladajac, ze nadajecie sie najwyzej sprzataczki,
        robotnikow budowlanych itp. Prace niewykwalifikowane sa w
        USA malo paltne i a swiatek to brutalny, bo imigrantow z
        roznych krajow, czesto niewyksztalconych i dosc
        prymitywnych, szukajacych takiej pracy mnostwo. USA jest
        bardzo "srodowiskowe", nie wchodzcie w zle rejony, nie
        warto. Profesjonalne USA nie jest wcale brutalne, jest
        lagodniejsze niz Polska dzis. Ja bylabym zaliczona do
        "maminsynkow" przez niekotrych dyskutantow, ale problemow
        nie mialam. Jak sie ma dobra prace to sa za nia porzadne
        pieniadze, a majac pieniadze latwo zorganizowac sobie
        spokojny pobyt w przyzwoitych warunkach, nie trzeba na to
        byc zadnym twardzielem. Nie wychodzcie poza prace w swoim
        zawodzie, zalatwiona juz w Polsce - to moja glowna rada.
        Niestety biura posrednictwa nie zajmuja sie takimi
        pojedynczymi specjalistycznymi ofertami, one ida na tania
        masowke. Trzeba troche czasu zainwestowac samemu w
        siedzenie na Internecie, umiec go przeszukiwac, wybrac
        cos ze swojego kierunku studiow, zawrzec umowe przed
        przyjazdem. To wszystko robi sie z dlugim wyprzedzeniem.
        Teraz warto zaczac szukac -na przyszle wakacje. Hint: w
        sierpniu w USA zaczyna sie rok akademicki. Studentow,
        ktorzy chcieliby przyjechac w okresie sierpien-kwiecien
        (kiedy podaz studentow tutaj znikoma) wszyscy np na
        www.lanl.gov przyjma z otwartymi ramionami. Sprobujcie.
        Ciekawe ile ofert doktorantow poszukujacych pracy z
        Polski przybedzie na podanej przeze mnie stronie. Moze 0?
        Sprawdze za pare dni. Powodzenia.
        • Gość: Gumisie Masz rację IP: *.client.attbi.com 27.07.02, 20:30
          Ja też nigdy nie zmywałem w restauracji ani nie pracowałem na budowie (oczywiście, żadna praca nie hańbi, ale nie
          po to się kilkanaście lat uczymy, żeby potem konkurować o prostą, nisko płatną pracę z Meksykaninem ledwo
          umiejącym czytać). I nigdy nie miałem kompleksów związanych z jakością polskiego wykształcenia.
          Na mojej uczelni jest nas, Polaków, kilkanaście osób (przede wszystkim na chemii). Doktoranci z Polski radzą sobie
          przeważnie lepiej, niż ich amerykańscy (brak przygotowania ogólnego), chińscy (słaba znajomość języka i brak
          samodzielności - problem kulturowy) czy hinduscy (braki z nauk przyrodniczych na poziomie liceum) koledzy.
          Postdocy z Polski radzą sobie jeszcze lepiej (praktyczna samodzielność).

          Zdaje mi się, że coś ściąga ludzi opisanych w reportażu w dół. To coś, to chyba sieroca mentalność
          wschodnioeuropejska, pesymizm i pasywność, którą można by uzasadnić w przypadku bezrobotnego z
          popegeerowskiej wsi, ale nie u studenta!

          G.

          P.S. Jak ktoś ma ochotę na doktorat z chemii, to służę radą.
          • Gość: sfan Re: Masz rację IP: *.sfpl.org 28.07.02, 00:11

            moze nie chemia, ale biologia molekularna by mnie interesowala.
            • Gość: G. doktorat w USA IP: *.client.attbi.com 28.07.02, 20:27
              Gość portalu: sfan napisał(a):

              > moze nie chemia, ale biologia molekularna by mnie interesowala.

              Generalnie sytuacja wygląda tak: na amerykańskie uniwersytety przyjeżdżają z zagranicy głównie Chińczycy i
              Hindusi. Chińczycy są pracowici (potrafi taki siedzieć w labie i po czternaście godzin), ale maja kłopoty z językiem i
              zero inicjatywy i samodzielności. Hindusi bywają leniwi, z przygotowniem teoretycznym bywa kiepsko (miałem taki
              egzemplarz - dziewczyna chciała robić "computational chemistry", nie wiedziała, jak wygląda profil energetyczny
              reakcji chemicznej, ba, jak doszliśmy z pytaniami pomocniczymi do sprężyny, to się dowiedziałem, że energia
              potencjalna sprężyny po jej rozciągnięciu zmaleje - autentyk!!!).

              Polacy po magisterium są z reguły przygotowani do mniej więcej samodzielnej pracy, poza tym nauk przyrodniczych
              uczy się u nas przyzwoicie już w liceum. Angielski - to trzeba umieć i zdać egzaminy (TOEFL, chyba nie taki trudny i
              GRE w którym są trudne elementy języka - trzeba znać dużo słówek, najlepiej czytać książki).

              Zapotrzebowanie na studentów jest. Z wyjątkiem nieszczęśliwców w mało popularnych dziedzinach, profesorowie
              maja granty (w biochemii grant rzędu miliona dolców nie jest niczym niecodziennym) i potrzebują ludzi, którzy
              pieniądze na badania wykorzystają, przy okazji robiąc doktorat. Kontaktować się mozna na dwa sposoby:

              1. Często ludzie po polskich uniwersytetach, pracujący w USA, szukają studentów na swoich dawnych uczelniach.
              Trzeba mieć uszy otwarte.
              2. Metoda chyba lepsza - wziąć komputer, pooglądać strony amerykańskich uczelni.

              www.clas.ufl.edu/CLAS/american-universities.html
              Poszukaj wydziału biochemii albo czegoś podobnego, znajdź listę profesorów (faculty), poprzeglądaj ich strony - z
              reguły piszą, czym się zajmują i podaja referencje do publikacji. Jeśli znajdziesz coś, co Cię interesuje i na czym się
              znasz - pisz śmiało bezpośrednio do profesora. Ten, jeśli jest zainteresowany (czasem może nie być - może mu się
              akurat grant kończyć albo ma pełno studentów i zero miejsca w labie) odpisze i pomoże w załatwieniu formalności. .
              Zwykle jeden z profesorów na wydziale jest odpowiedzialny za przyjmowanie nowych studentów - wyjaśni
              szczegóły procedury i wymagania.

              Jest ważne, żeby kontaktować się bezpośrednio z profesorem, a nie po prostu "jechać na studia". Chodzi o to, że
              studia sa płatne. Jeśli masz zatrudnienie w grupie badawczej, to profesor zwykle opłaca czesne (tuition). Jeśli nie -
              idziesz uczyć studentów, a jak sie pewnie domyślasz, własne studia i egzaminy, własne badania i jeszcze uczenie,
              to troche za duzo.

              Co trzeba mieć: TOEFL i GRE. Najlepiej wziąć się teraz za przygotowania, ustalić termin egzaminów (zdaje się to w
              Polsce), zdać to jesienią i pod koniec roku wysłać papiery do wybranej uczelni, żeby zacząć studia we wrześniu
              2003. To typowy kalendarz typowego kandydata na studia. Nietypowe okazje też się zdarzają: jeśli profesor jest
              zainteresowany, zatrudni Cię wcześniej jako tzw. research assistant, przyjeżdżasz sobie nie przejmując się
              kalendarzem, pracujesz, zdajesz TOEFL I GRE tutaj i przechodzisz na status studenta.

              Gdzie jechać: oczywiście, Harvard czy MIT brzmi ładnie. Prawda jest jednak taka, że uczeni konkurują o granty na
              równych prawach. Jeśli ktoś z jakiejś zabitej dechami Montany ma pieniądze na badania, to znaczy, że jest dobry i
              warto do niego jechać (poza tym Montana jest ładniejsza niż Boston). Co kto lubi, otoczenie jest też ważne.

              Na koniec przykłady z mojej uczelni:
              www.chem.usu.edu/faculty/seefeldt/index.html
              www.chem.usu.edu/faculty/aaust/index.html
              www.chem.usu.edu/faculty/ensigns/index.html

              Pozdrowienia,
              G.
      • Gość: KRYSTYNA POLACY TO ZLODZIEJE / ZWRACAM SIE DO POLONI IP: 2.2.STABLE* / *.telia.com 27.07.02, 11:33

        MIESZKAM W LA. POLSCY STUDENCI ROZMAWIAJA TYLKO O TYM, JAK TU KOGO OKRASC -
        TAKA TO TEZ TA MORALNOSC POLSKA.
        PRACOWALA U MNIE PRZEZ JEDEN DZIEN "STUDENTKA" - OPROZNILA MI LODOWKE I
        WSZYSTKO WYNIOSLA CZEKAJACEJ PRZED DOMEM KOLEZANCE.POZA TYM BIEDNY TEN
        ANGIELSKI.
        OSTRZEGAM POLONIE OD LA DO N.Y. - UWAGA NA STUDENTOW Z POLSKI / NABRANA
        • Gość: ozz Re: POLACY TO ZLODZIEJE / ZWRACAM SIE DO POLONI IP: 62.233.152.* 27.07.02, 15:10
          to dobrze,bedzie teraz kwita ,za to jak polacy w USA wykorzystuja polakow z
          polski
          • Gość: Karol Re: POLACY TO ZLODZIEJE / ZWRACAM SIE DO POLONI IP: 203.19.8.* 27.07.02, 18:46
            Widac Krystynka mial pecha...i prosze tutaj nie genearalizoawac. Bylem W USA i
            musze szczerze przyznac, ze to jeden wielki burdel na kolkach. Dlatego tez
            mieszkam sobie w Sydney. Jestem studentem i nie przyszlo mi do glowy nikogo
            okradac. Krystynko, a moze to byl jedynie twoj sen...a moze ta dziewczyna, o
            ktorej wspominaz przyprawila Ci rogi(ha,ha)...i tak na zlosc. Oczywiscie
            zartuje.
            Ach Ci Polacy , takie lobuzy, a Amerykanie jedynie gwalca, cpaja i rabuja i
            wygladaja jak bite sznycle.
            Zaprasza do artykulu:"Angielski to podstawa" umieszczonego powyzej.
        • Gość: tomek POLSC STUDENCI W USA TO BANDA ZLODZIEI!!!!!!!!! IP: *.softomasz.pl 03.08.02, 11:21
          Gość portalu: KRYSTYNA napisał(a):

          >
          > MIESZKAM W LA. POLSCY STUDENCI ROZMAWIAJA TYLKO O TYM, JAK TU KOGO OKRASC -
          > TAKA TO TEZ TA MORALNOSC POLSKA.
          > PRACOWALA U MNIE PRZEZ JEDEN DZIEN "STUDENTKA" - OPROZNILA MI LODOWKE I
          > WSZYSTKO WYNIOSLA CZEKAJACEJ PRZED DOMEM KOLEZANCE.POZA TYM BIEDNY TEN
          > ANGIELSKI.
          > OSTRZEGAM POLONIE OD LA DO N.Y. - UWAGA NA STUDENTOW Z POLSKI / NABRANA

          TRUDNO DODAC COS WIECEJ. JAK JUZ IM POMOZESZ (STUDENTOM) TO CIE OKRADNA. TRZEBA
          ZAROBIC NA WORK AND TRAVEL. OKRASC LUDZI W USA A PO POWROCIE NAOPOWIADAC
          HISTORII O FIRMACH W POLSCE I SPROBOWAC JE OKRASC.
          BANDO ZLODZIEI NIE WYJEZDZAZ Z POLSKI, NIE ROB NAM WSTYDU ZA GRANICA. JUZ SIE
          PRZYZWYCZAILEM, ZE MOI PRZYJACIELE Z NIEMIEC ZARTUJA SOBIE, ZE:
          "JEDZ DO POLSKI, TWOJ SAMOCHOD TAM JUZ JEST"
          SMUTNA PRAWDA, A POLSCY STUDENCI PRZEKRET I CHAMSTWO STAWIAJA SOBIE JAKO COS
          NORMALNEGO.

          NIECH CHOCIAZ KILKORO Z WAS ZOSTAWI DOBRE WRAZENIA PO SOBIE. NIE DAJMY
          ZNIASZCZYC WIZERUNKU (CHOC NIE WIEM CZY COS TAKIEGO JESZCZE ISTNIEJE) UCZCIWEGO
          POLSKIEGO STUDENTA.

          POZDRAWIAM

          Tomasz
      • Gość: zbyhoo jest ciężko, ale taki pobyt to rewela IP: 217.11.132.* 27.07.02, 12:21
        Byłem w USA przez Work & Exp. USA 4 lata temu. Załatwiałem wszystko u pewnej
        dziwczyny w Poznaniu (pozdrawiam). Ona jest psychologiem i przy wstępnej
        rozmowie odrazu weryfikowała predyspozycje psychiczne. Lecieliśmy z Frankfurtu
        n/Menem. Zwiedziliśmy Nowy York (1 tydzień), potem przez Salt Lake City do
        Jackson Hole, pracowaliśmy 3 miesiące - zarobki większe niż w ofercie (wiele
        dodatkowych zajęć), a potem super długi weekend w Los Angeles - może się nam
        udało (nieziemscy znajomi u których mieszkaliśmy i którzy nas obieźli po
        atrakcjach i pokazali jak się bawi złota amerykańska młodzież), potem via NY
        powrót do Frankfurtu. Dla mnie rewelacja - taki wyjazd daje chęć życia przez
        długie lata. Paru znajomych też w ten sposób było i są zadowoleni.
        • Gość: Masz racje Work and Travel jest Super!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! IP: *.softomasz.pl 03.08.02, 11:27
          Gość portalu: zbyhoo napisał(a):

          > Byłem w USA przez Work & Exp. USA 4 lata temu. Załatwiałem wszystko u pewnej
          > dziwczyny w Poznaniu (pozdrawiam). Ona jest psychologiem i przy wstępnej
          > rozmowie odrazu weryfikowała predyspozycje psychiczne. Lecieliśmy z
          Frankfurtu
          > n/Menem. Zwiedziliśmy Nowy York (1 tydzień), potem przez Salt Lake City do
          > Jackson Hole, pracowaliśmy 3 miesiące - zarobki większe niż w ofercie (wiele
          > dodatkowych zajęć), a potem super długi weekend w Los Angeles - może się nam
          > udało (nieziemscy znajomi u których mieszkaliśmy i którzy nas obieźli po
          > atrakcjach i pokazali jak się bawi złota amerykańska młodzież), potem via NY
          > powrót do Frankfurtu. Dla mnie rewelacja - taki wyjazd daje chęć życia przez
          > długie lata. Paru znajomych też w ten sposób było i są zadowoleni.


          Mysle, ze wiele tysiecy studentow ma takie same wspaniale wspomnienia a tylko
          banda 5% nieudacznikow napiera na klawisze zamiast wziac sie do pracy.
          WORK AND TRAVEL JEST SUPER!!!!!
      • Gość: gagatek Re: Wakacyjna praca polskich studentów w USA IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 27.07.02, 22:27
        Mnie tylko zastanawia w tym wszystkim kilka rzeczy:
        1. Czy zaplacone w Polsce 6-9 tys. nikogo nie zastanawia. Dla mnie to jest
        sporo i to zniechecilo mnie to do wyjazdu
        2. Jakies dwa lata temu interesowalam sie tymi wyjazdami i juz w marcu klopot
        byl z miejscami. W kilku firmach uslyszalam niestety nie mamy juz ofert pracy.
        W tym roku jeszcze w czerwcu mozna bylo znalezc oferte pracy... Przeciez to
        troche dziwne, a wzrosla popularnosc W&T
        3. Po wydarzeniach z zeszlego roku pracy jest napewno troche mniej...
        Co wy na to?
      • Gość: robert Re: Wakacyjna praca polskich studentów w USA to c IP: *.oav-ca-1-96.rasserver.net 28.07.02, 06:17
        ludzie o czym wy piszecie.pierwszego dnia po przyjezdzie powiedziano nam ,ze
        juz w maju oficjalnie poinformowali biuro w polsce(LINGWISTA)o trudnosciach z
        praca.dlaczego te dupki nic nam nie powiedzieli?jestem niedaleko san
        francisco.pierwszy miesiac to byla jedna wielka tragedia.zjezdzilem chyba z pol
        californi.mam juz karty stalego klienta chyba we wszystkich hostelach,ymca i
        tego typu noclegowniach.no ,ale teraz jest w miare dobrze.pracowalem juz u
        kilku ludzi i teraz jak nie mam pracy to obdzwaniam ludzi i cos tam zawsze sie
        znajdzie,moze chociaz koszty sie zwroca.trzymajcie sie wszyscy wyjebani przez
        program work&travel.
      • Gość: annus4@wp.pl resume IP: 62.233.152.* 28.07.02, 14:56
        czy ktos mi moze pomoc
        szukam jakis przykladow amerykanskiego "resume"...na praktyke.
        w polsce ciezko znalezc cokolwiek na ten temat.
        • Gość: Irka Re: resume IP: *.vpn.gazeta.pl 28.07.02, 14:58
          na tej stronie - dla szukajacych pracy, ale moze i na praktyki sie przyda :))
          www2.gazeta.pl/praca/0,22551.htmlpozdrawiam
          • Gość: Irka link tym razem - poprawnie :)) IP: *.vpn.gazeta.pl 28.07.02, 15:00
            oczywiscie - pozdrawiam powinno byc w linii ponizej
            oto wlasciwy adres :))
            www2.gazeta.pl/praca/0,22551.html


      • Gość: miesiu Re: Wakacyjna praca polskich studentów w USA to c IP: 129.10.105.* 28.07.02, 21:38
        Czytam listy studentow, ktorym sie nie powiodlo w USA i wlos mi
        sie jezy. Jestem "szczesliwym posiadaczem" J-1 pracujacym w
        Bostonie. Obecnie jestem calkiem zadowolony, ale poczatki nie
        byly takie kolorowe. Bedac uczestnikiem
        programu "Work&Experience" CCUSA wybralem opcje "security" tzn.
        zaplacilem za to ze firma w Poznaiu znajdzie mi pracodawce.
        Oczywiscie nie znalazla,a majac wize w kieszeni postanowilem
        przejsc na opcje "independent" tzn. sam szukalem sobie pracy.
        Polecialem do USA zupelnie "w ciemno" nie majac pracy i
        zakwaterowania, ale byla to wylacznie moja decyzja - moglem
        odebrac pieniadze i zostac w kraju. Mam jednak klka uwag na
        temat pracy CCUSA Poznan. Nie spotkalem sie jeszcze z takim
        brakiem kompetencji i profesjonalizmu ludzi, ktorzy za swoje
        uslugi biore niemale (przynajmniej dla mnie) pieniadze. O
        termnie wylotu dowiedzialem sie 11 godzin wczesniej i nikogo w
        poznanskiej firmie nie obchodzilo to, ze w momencie odebrania
        telefonu bylem w Berlinie. Kobiecy glos stanowczo stwierdzil, ze
        MUSZE nastepnego dnia - na dwie godziny przed wylotem - byc na
        Okeciu gdzie odbiore bilety. Jakims cudem udalo mi sie wrocic do
        kraju i stawic na lotnisku o godzinie okreslonej przez panienke
        z biura. Niestety mimo tego ze umowiona godzina dawno minela, a
        odprawy przed odlotem juz sie zaczely nikt z biletami sie nie
        pojawial. Zadzwonilem wiec do biura z prosba o wyjasnienia i to
        co uszlyszalem w sluchawce sprawilo ze"szlag mnie tafil". Otoz
        pani uswiadomila mi, ze z pewnoscia czekam w niewlasciwym
        miejscu. Kiedy w koncu (przyznaje ze niezbyt grzecznie) udalo mi
        sie przekonac ja, ze z pewnoscia jestem we wlasciwym miejscu i
        czasie odpowiedziala mi... ze ona nie wie co sie dzieje i ze
        mamy czekac. W koncu pojawil sie poslaniec z biletami (bylem
        jednym z ostatnich odprawianych pasazerow) i z rozbrajajacym
        usmiechem wyjasnil ze sie spoznil bo przeciez to jest Warszawa i
        sa tu korki. Udalo nam sie w koncu wyleciec z Warszawy, ale to
        nie koniec przygod. Na JFK w Nowym Jorku przywital nas
        przedstawiciel CCUSA ale obwiescil ze oczekuje tylko jednej
        osoby z Polski. Oczywiscie nie bylem to ani ja ani moj kolega
        ktory rowniez uczestniczyl w tej szalenczej eskapadzie. Plik
        pokazanych papierow zrobil jednak swoje i facet wielkodusznie
        uznal w koncu ze wszystko jest OK pomimo ze nie zgadza sie to z
        jego dokumentacja. Oczywiscie musialem sam wystapic o Social
        Seciurity Number, chociaz - zgodnie z umowa mialo dokonac tego
        CCUSA. Oznaczalo to bieganine po amerykanskich urzedach i
        oczekiwanie gigantycznych wprost kolejkach. Moje przygody to
        oczywiscie fraszka w porowaniu z tym co - jesli wierzyc tym
        czarnym opisom - przezywaja ludzie w San Diego. Niemniej jednak
        kosztowaly mnie sporo nerwow i sa nauczka aby w przyszlosci
        korzystac z uslug powaznych firm - mam watpliwosci czy CCUSA
        zasluguje na to miano.
      • Gość: Kazimierczak Re: Wakacyjna praca polskich studentów w USA to c IP: *.ipt.aol.com 28.07.02, 22:08




         
         

         
         
         







             
        Temat Nadawca Data
           REWIZJONIZM SZANSA˛ OCALENIA rataj    27.07.2002 20:36
         PRZEPOWIEDNIA KRÓLOWEJ SABY
        O upadku bia?ego cz?owieka
        Hitler marzy? o german´skiej Europie. Syjonis´ci marza˛ o z˙ydowskim
        s´wiecie.
        [Gdyby hitlerowcy zwycie˛z˙yli, Europa by kwit?a, Wielka Brytania by?aby
        mocarstwem zamorskim, syjonis´ci mieliby ca?a˛ Palestyne˛, Ameryka
        by?aby
        szcze˛s´liwa˛ wsia˛ itd. ]
        Hitlerowcy zdobywali kraje wojna˛. Syjonis´ci czynia˛ to samo co
        hitlerowcy, ale
        niszczeniem historii i kultur narodowych. Trucizna˛ ?poprawnos´ci
        politycznej?
        sparaliz˙owali oni mys´lenie i jeden kraj za drugim pada pod panowanie
        Bilderberg Group, Trilateral Commisssion, by w przysz?os´ci ulec
        rza˛dowi
        s´wiata ONZ.
        Fa?szywi Izraelici ?odbuduja˛? Pa?ac Salomona i S´wia˛tynie
        Jerozolimska˛
        (chociaz˙ nikt nie wie jak one wygla˛da?y i gdzie dok?adnie sta?y).
        Drugie Przyjs´cie Chrystusa zasta˛pi przyjs´cie fa?szywego Mesjasza do
        tzw. ?Izraela? w Palestynie. Imie˛ jego be˛dzie Mosiek Goldberg.
        Fa?szywy Mesjasz zasia˛dzie na tronie s´wiata w ?odbudowanej?
        S´wia˛tyni
        Jerozolimskiej i kaz˙e przenies´c´ rza˛d s´wiata ONZ z Nowego Jorku do
        Pa?acu
        Salomona, zrobi tam czystke˛ personalna˛, og?osi sie˛ królem s´wiata i
        bogiem
        jedynym wszystkich religii na wieków wieków po wsze czasy.
        Papiez˙ przybe˛dzie do niego, padnie na twarz, wielbia˛c boskos´c´
        Mos´ka i poda
        sie˛ do dymisji.
        Przed opustosza?ym Watykanem zawiesza˛ tablice˛:
        MUZEUM HOLOCAUSTU i KATOLICKIEGO WSTYDU
        ANNO DOMINI 1.
        Czy to musi sie˛ spe?nic´?
        ________________________
        ???? REWIZJONIZM HISTORYCZNY MOZ˙E BYC´ PIERWSZYM KROKIEM
        ???? DO SUWERENNOS´CI POLSKI
        Dlaczego rewizjonis´ci historii zostali uznani za wrogów publicznych nr 1?
        Dlaczego nie traktuje sie˛ ich jako nieszkodliwych dziwaków?
        _________________________________________________________
        ______
        RELIGIA ?HOLOCAUSTU?
        Co mog?oby sie˛ stac´ z obecnym systemem kapitalistycznym, gdyby
        okaza?o sie˛,
        z˙e rewizjonis´ci maja˛ racje˛?
        A s´cis´lej rzecz ujmuja˛c - gdyby w ich tezy, niezalez˙nie od tego, czy sa˛
        prawdziwe czy fa?szywe, zacze˛?o wierzyc´ tylu ludzi ilu wierzy dzis´ w
        religie˛ "Holocaustu".
        "Niezwykle draz˙liwym przedmiotem historycznego rewizjonizmu sa˛
        rzekome
        gazowania milionów ludzi w Polsce w czasie drugiej wojny s´wiatowej?
        (angielski prawicowiec Michael Walker).
        ? PRZESZKODZIC´ OTWARTEJ DEBACIE !!! ?
        Kapitalistyczne rza˛dy pan´stw zachodniach dostrzegaja˛ w tym polityczny
        dynamit
        i robia˛ wszystko co w ich mocy, aby przeszkodzic´ otwartej debacie. Nie
        jest
        to ?atwe. Wymaga to prowadzenia polityki twardych lecz n i e w i d o c z n y
        c h represji, które musza˛ zastraszac´ ale nie w tak dramatyczny sposób,
        z˙eby
        sta?o sie˛ to warte umieszczenia w ?news-ach?.
        Arabscy politycy, poczynaja˛c od Nasera, nie uwierzyli w zarzuty o
        gazowaniu.
        Natomiast rza˛dy zachodnie uchwalaja˛ prawa karza˛ce tych, którzy
        otwarcie
        choc´by tylko s´mieja˛ w nie wa˛tpic´ - co nie dowodzi niczego na temat ich
        prawdziwos´ci lub nie. Pokazuje natomiast, z˙e:
        1. masowa wiara lub niewiara ma ogromne polityczne znaczenie.
        2. rewizjonizm historyczny jest pierwszym krokiem do w?adzy politycznej w
        nowym wieku ("The Scorpion" nr 16, lato 1993), w czym jest szansa dla
        polskiej suwerennos´ci.
        Cóz˙ wie˛c sta?oby sie˛, gdyby wielu ludzi zacze˛?o wierzyc´, z˙e
        rewizjonis´ci maja˛
        racje˛?
        ? Rzecz jasna, upad?aby wtedy religia "Holocaustu", zniszczony by zosta?
        jeden z centralnych elementów kultury, polityki i ideologii wspó?czesnego
        Zachodu.
        ? Znikna˛?by g?ówny fundament toz˙samos´ci wspó?czesnych Z˙ydów
        zarówno tych
        z˙yja˛cych w Izraelu, jak i tych z˙yja˛cych w diasporze.
        ? Pan´stwo Izrael straci?oby swoja˛ legitymacje˛ i moz˙liwos´c´
        wykorzystania "Holocaustu" jako podstawowego instrumentu swojej
        polityki.
        Spad?oby do poziomu normalnego pan´stwa i byc´ moz˙e przesta?oby
        istniec´,
        szczególne, z˙e Stany Zjednoczone nie mog?yby juz˙ otaczac´ go
        specjalna˛
        protekcja˛, i wysch?yby z´ród?a finansowego zasilania z zewna˛trz
        niezbe˛dnego
        dla podtrzymania jego sztucznej egzystencji.

        ?"Gdyby Holocaust zosta? przedstawiony jako 'syjonistyczny mit',
        rozpad?aby
        sie˛ najsilniejsz bron´ w propagandowym arsenale Izraela", jak napisa?
        prof. W.
        D. Rubinstein z Australii ("Quadrant", wrzesien´ 1979).
        ? Wyparowa?oby lepiszcze spajaja˛ce diaspore˛ (emigracje˛) z˙ydowska˛.
        ? Nastapi?aby godzina zero dla narodu z˙ydowskiego. Mog?aby nasta˛pic´
        olbrzymia
        katastrofa przede wszystkim dla elity z˙ydowskiej, dla z˙ydowskiego
        establishmentu, który, o czym nie nalez˙y zapominac´, uz˙ywa
        religii "Holocaustu" jako narze˛dzia ideologicznego panowania nad
        masami
        zwyczajnych Z˙ydów, z niej czerpie legitymacje˛ dla przemawiania w ich
        imieniu,
        ona pozwala utrzymac´ ich w pos?uszen´stwie, zdyscyplinowac´ dla
        swoich akcji
        politycznych pod has?em: nam ufajcie, nas sie˛ trzymajcie, bo to my
        robimy
        wszystko co w naszej mocy, aby uchronic´ was przed nowym
        "Holocaustem".
        Dzie˛ki religii "Holocaustu" wytworzyny zosta? u Z˙ydów syndrom
        oble˛z˙onej
        twierdzy, na zewna˛trz której czyha wróg z nowym "Holocaustem" w
        zanadrzu. Nie
        ma innego wyjs´cia jak poprzec´ komendantów twierdzy, zjednoczyc´ sie˛
        wokó? nich
        i poddac´ sie˛ ich rozkazom. Religia "Holocaustu" jest sposobem, aby
        utrzymac´
        solidarnos´c´ wewna˛trzgrupowa˛ Z˙ydów, zespolic´ ich mimo
        rozproszenia w
        jedna˛ "wspólnote˛ losu" i zagwarantowac´ z˙ydowskiej klasie rza˛dza˛cej,
        czyli
        klerowi religii "Holocaustu", panowanie nad nimi.
        ? Gdyby upad?a religia "Holocaustu", establishment z˙ydowski po prostu
        by sie˛
        rozpad?, a ludzie tacy jak Ellie Wiesel, Claude Lanzmann, Henryk
        Grynberg
        odeszliby w polityczny i medialny niebyt. Organizacje z˙ydowskie utraci?yby
        moz˙liwos´c´ wywierania moralnego nacisku na róz˙ne pan´stwa.
        ? Jednakz˙e dla milionów zwyk?ych Z˙ydów mog?oby to oznaczac´
        radosne wyzwolenie
        ze straszliwego koszmaru, zrodzonego ze s´wiadomos´ci, z˙e 6 milionów
        ich
        rodaków zosta?o wymordowanych dlatego, z˙e byli Z˙ydami, i z cia˛g?ego
        strachu,
        z˙e moz˙e sie˛ to powtórzyc´. Odnosi sie˛ niekiedy wraz˙enie, z˙e
        religia "Holocaustu" spycha wielu Z˙ydów na granice˛ histerii, neurozy, czy
        wre˛cz manii przes´ladowczej, biora˛cej sie˛ z przekonania, z˙e nikomu nie
        moga˛
        ufac´, skoro naród o takiej wspania?ej kulturze jak Niemcy móg?
        dokonac´ "Holocaustu".
        ? Gdyby niewidzialne mury getta zbudowane z dogmatów religii
        "Holocaustu"
        rune˛?y, przed diaspora˛ z˙ydowska˛ by?yby tylko dwie drogi: albo
        ponowna
        judaizacja przez powrót do religii i kultury przodków, albo asymilacja w
        przyspieszonym tempie.
        ? Upadek religii "Holocaustu" by?by równiez˙ powaz˙nym ciosem dla
        amerykan´skiego mesjanizmu maja˛cego swe z´ród?o w opisanej wyz˙ej
        koncepcji
        samojudaizacji jako sposobu na osia˛gnie˛cie statusu narodu
        wybranego.
        ? Co by sie˛ sta?o, gdyby masy turystów przesta?yby pielgrzymowac´ do
        Muzeum
        Holocaustu i przed gmachem tej s´wia˛tyni postawionoby tabliczke˛ "For
        sale"
        (?Na sprzedaz˙?)? Demoliberalna klasa Ameryki, chyba tylko cudem
        utrzyma?aby
        sie˛ przy w?adzy, (ale potrzebny by?by jakis´ "Chruszczow" dokonuja˛cy
        rozrachunku z tzw. minionym okresem i pote˛piaja˛cy rza˛dza˛cych
        wczes´niej
        demoliberalnych towarzyszy za "b?e˛dy i wypaczenia").
        ? Koniec religii "Holocaustu" by?by jednoznaczny z kon´cem Republiki
        Bon´skiej,
        gdzie rza˛dza˛cy nie maja˛ z˙adnego pola manewru: moga˛ jedynie
        wzmacniac´
        represje, zaostrzyc´ cenzure˛, przes´ladowac´ dysydentów. Ale "zmierzch
        boz˙yszcz", oczywis´cie w bardziej fa?szywym wydaniu, jest nad Renem
        nieuchronny. Kto wie, moz˙e bon´ska elita nie zda˛z˙y przeprowadzic´ sie˛
        do
        Berlina.
        ? Nie tylko polityczna egzystencja Bonn, ale trwanie ca?ego systemu
        politycznego Europy Zachodniej by?oby zgroz˙o
      • Gość: Mike Re: Wakacyjna praca polskich studentów w USA to c IP: 129.10.105.* 28.07.02, 22:10
        Szlag mnie trafia jak czytam opinie idiotow, ktorzy wypisuja ze
        zaradni ludzie wszedzie sobie poradza,a imprezy typu "W&T" nie
        sa dla mamisynkow. Jestem studentem pracujacym w BOSTONIE.
        Zdazylem juz poznac kilku "zaradnych" studentow - Polakow,
        ktorzy dorobili sie laptopa stojacego za dlugo w jednej z
        bostonskich bibliotek, telefonu komorkowego lezacego za dlugo na
        lotnisku, "zaradnych" studentow ktorzy bezczelnie oszukuja
        pracujac jako kasjerzy. Osobiscie wolalbym oddac cala swoja krew
        jak Ci ludzie w Kaliforni niz wykazac sie zaradnoscia tego typu.
      • Gość: bialy Frajerzy z W&T :) IP: *.ae.krakow.pl 29.07.02, 12:30
        Nie wiem na jakiej zasadzie to dziala ale juz od kilku lat obserwuje jak ludzie
        nacinaja sie na W&T. I co? I NIC!!! Chetnych jest coraz wiecej. Tylko idioci
        pchaja sie na taki program. Ja zawsze jezdzilem na B1 (chodzi o wize
        turystyczna) i bylo spoko (zaznaczam, ze nie jezdzilem do rodziny ani
        znajomych). Byla fajna praca i w dodatku bardzo dobrze platna. Ale oczywiscie
        taki wyjazd nie jest dla tych, ktorzy w artykulach GW byli opisywani
        jako "chcacy podszlifowac angielski". Nie raz takich spotykalem i wiem, ze
        podszlifowac to oni nie za bardzo maja co :) No ale coz. Jak sie chce zarbiac
        to trzeba miec ku temu pewne predyspozycje. Wspolczuje tym, ktorzy sie nacieli
        ale stalo sie to na ich wlasne zyczenie.
        • Gość: Dobre Rady SAM JESTES FRAJEREM!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! IP: *.softomasz.pl 03.08.02, 11:15
          Gość portalu: bialy napisał(a):

          > Nie wiem na jakiej zasadzie to dziala ale juz od kilku lat obserwuje jak
          ludzie
          >
          > nacinaja sie na W&T. I co? I NIC!!! Chetnych jest coraz wiecej. Tylko idioci
          > pchaja sie na taki program. Ja zawsze jezdzilem na B1 (chodzi o wize
          > turystyczna) i bylo spoko (zaznaczam, ze nie jezdzilem do rodziny ani
          > znajomych). Byla fajna praca i w dodatku bardzo dobrze platna. Ale oczywiscie
          > taki wyjazd nie jest dla tych, ktorzy w artykulach GW byli opisywani
          > jako "chcacy podszlifowac angielski". Nie raz takich spotykalem i wiem, ze
          > podszlifowac to oni nie za bardzo maja co :) No ale coz. Jak sie chce zarbiac
          > to trzeba miec ku temu pewne predyspozycje. Wspolczuje tym, ktorzy sie
          nacieli
          > ale stalo sie to na ich wlasne zyczenie.

          Drogi Przyjacielu,

          Wiza B2 jest wiza turystyczna. Nie mozna na niej pracowac.
          To pokazuje sposob myslenia polskiego studenta. Na studiach sciaganie,
          przepisywanie prac, zdawanie egzaminow za kolegow, a w wakacje przestepstwa. Bo
          praca na wizie B2 w USA jest przestepstwem i to wy DRODZY CZYTELNICY musicie
          sobie to jasno powiedziec.
          Albo bedziemy szanowali prawo, albo nas nie bedzie. Bedziemy cholota Europy.

          Tomasz
          • Gość: mike Re: SAM JESTES FRAJEREM!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! IP: *.proxy.aol.com 05.08.02, 05:49
            Gość portalu: Dobre Rady napisał(a):

            > Gość portalu: bialy napisał(a):
            >
            > > Nie wiem na jakiej zasadzie to dziala ale juz od kilku lat obserwuje jak
            > ludzie
            > >
            > > nacinaja sie na W&T. I co? I NIC!!! Chetnych jest coraz wiecej. Tylko idio
            > ci
            > > pchaja sie na taki program. Ja zawsze jezdzilem na B1 (chodzi o wize
            > > turystyczna) i bylo spoko (zaznaczam, ze nie jezdzilem do rodziny ani
            > > znajomych). Byla fajna praca i w dodatku bardzo dobrze platna. Ale oczywis
            > cie
            > > taki wyjazd nie jest dla tych, ktorzy w artykulach GW byli opisywani
            > > jako "chcacy podszlifowac angielski". Nie raz takich spotykalem i wiem, ze
            >
            > > podszlifowac to oni nie za bardzo maja co :) No ale coz. Jak sie chce zarb
            > iac
            > > to trzeba miec ku temu pewne predyspozycje. Wspolczuje tym, ktorzy sie
            > nacieli
            > > ale stalo sie to na ich wlasne zyczenie.
            >
            > Drogi Przyjacielu,
            >
            > Wiza B2 jest wiza turystyczna. Nie mozna na niej pracowac.
            > To pokazuje sposob myslenia polskiego studenta. Na studiach sciaganie,
            > przepisywanie prac, zdawanie egzaminow za kolegow, a w wakacje przestepstwa.
            Bo
            >
            > praca na wizie B2 w USA jest przestepstwem i to wy DRODZY CZYTELNICY musicie
            > sobie to jasno powiedziec.
            > Albo bedziemy szanowali prawo, albo nas nie bedzie. Bedziemy cholota Europy.
            >
            > Tomasz

            Drogi Tomaszu!

            Wlasnie jestem w usa. Jestem tym trasznym, perfidnym przestepca, ktory probuje
            zarobic pieniadze na oplacenie mieszkania podczas studiow - a moze cos na
            jedzenie zostanie? I jak kilku moich kumpli - bandziorow z tzw "choloty Europy"
            z wrodzonym, cwaniacko - przestepczym sprytem policzylismy, ze za program w&t
            musielibysmy oddac co najmniej 50 % spodziewanego dochodu; no coz - jak widzisz
            my - polswiatek niechetnie dzielimy sie lupem; pomyslelismy, ze duzo lepiej
            bedzie obrabowac rzad usa w ten sposob, ze za 7 - 8 $/godz ponosimy na budowie
            troche cegiel schodami na gore. A wiesz Tomasz - moze ty masz racje.. moze
            gdyby sila robocza w usa byla drozsza to ten kraj lepiej by sie rozwijal...
            Tylko dlaczego rzad usa toleruje miliony Meksykanow - przestepcow na poludniu
            kraju, zasuwajacych za 5$/godz na amerykanskich fermach i plantacjach? z
            humanitaryzmu? a moze rzad nic o nich nie wie? Bo w przeblyskach swiadomoci
            wydaje mi sie, ze ich toleruje, bo tak jest wszystkim wygodnie, a najwygodniej
            samym usa; poki robia jak niewolnicy i cicho siedza - jest ok; jak podskocza -
            to ich deportujemy albo potrzymamy w bazie dla nielegalnych imigrantow ze 2
            lata bez postawienia zarzutow i prawa do sadu - jestes "biegly w prawie", wiec
            chyba i o takich przypadkach slyszales? A nie pomyslales, drogi Tomaszu, ze na
            rzadzie usa spoczywa prawny obowiazek egzekwowania prawa usa? czyli tolerujac
            taki stan rzeczy de facto - myslac twoimi kategoriami - rzad usa jest tez
            przestepca... no no - w niezlym towarzystwie przestepczym sie znalazlem.... Tak
            Tomaszu - wiemy, ze nasza praca jest nielegalna. Dlatego jest slabo platna,
            dlatego nie mamy ubezpieczenia, dlatego nie korzystamy z zadnej pomocy ze
            strony rzadu usa. Dlatego jestesmy zdani tylko i wylacznie na siebie.
            Zanim zaczniesz rzucac epitetami typu " w wakacje przestepstwa" pod adresem
            tysiecy uczciwych, bardzo ciezko pracujacych na utrzymanie za marne jak na
            tutejsze warunki pieniadze ludzi - nie tylko studentow i nie tylko Polakow - to
            sie dwa razy zastanow. Pozdrawiam

            mike
      • Gość: maja Re: Wakacyjna praca polskich studentów w USA to c IP: *.dsl.rcsntx.swbell.net 31.07.02, 22:33
        wystarczy ruszyc troche glowa a nie zalamywac rece. ja dalam ogloszenie do
        gazety, zadzwonilo bardzo duzo ludzie, dzieki temu ogloszeniu znalazlam swietna
        prace a i jeszcze "obdarowalam" praca kilka kolezanek.
        • Gość: Zbyszek>USA Re: Wakacyjna praca polskich studentów w USA to c IP: *.megahits.net 13.09.02, 10:55
          Gość portalu: maja napisał(a):

          > wystarczy ruszyc troche glowa a nie zalamywac rece. ja dalam ogloszenie do
          > gazety, zadzwonilo bardzo duzo ludzie, dzieki temu ogloszeniu znalazlam
          swietna
          >
          > prace a i jeszcze "obdarowalam" praca kilka kolezanek.
          Maja,zgadza sie-Ci ktorzy aktywnie szukali pracy bez problemu ja zalezli-ku
          mojemu zdziwieniu w kraju w ktorym mamy recesje bardzo szybko i dobrze platna a
          wiec aktywne szukanie pracy to nie jest bajka z podrecznikow tylko prawda
          (przynajmiej w USA)
      • Gość: kostraopaty Re: Wakacyjna praca polskich studentów w USA to c IP: *.nni.com 01.08.02, 20:06
        to bys sie spodziewal ze Work&Travel to taka muka!!!!!!!!
        Ktos zaj..ste walki na tym kreci !!
        pozdrawiam wszystkich przekreconych !
        siewka
        • Gość: Zbyszek Re: Wakacyjna praca polskich studentów w USA to c IP: *.megahits.net 13.09.02, 10:48
          Nie wiem skad te narzekania,zatrudnialem w okresie wakacyjnym okolo 40-tu
          studentow (90% na Work& Travel oraz Camp Usa).Osobiscie nie znam studentow z
          W&T bez pracy.Zarabiali dosyc dobrze,niektorzy po ok 1000$ tygodniowo,typowo
          zajmowalo im okolo 2 tygodni aby znalezc prace.Gorzej bylo z mieszkaniami-w
          okolicach New Britain (USA>Connecticut)nasi rodacy postanowili sie wzbogacic na
          studentach i za mieszkania zadali bajonskich sum , przykladowo $ za
          kawalerke za miesiac.Ale oczywiscie nie wszyscy.Ja osobiscie jestem
          zadowolony,firma dla ktorej pracuje rozwniez,studenci godnie zaprezentowali
          polska kulture,wiekszosc zna jezyk angielski i ich morale nie pozostawia nic do
          zyuczenia,sadze za w przyszlym roku wroca do mojej firmy aby
          pracowac.Wszystkich zainteresowanych praca w Stanach prosze o kontakt,moj
          telefon w Stanach to
          860-79809136, moj email:misiek@hotmail.com
          pozdrawiam
          Zbyszek
      • Gość: Tomm NIE DAJMY ZNISZCZYC WORK AND TRAVEL!!! IP: *.softomasz.pl 03.08.02, 11:11
        Program Work and Travel jest wspanialym programem.
        Czy zastanawialiscie sie wszyscy czy lepiej by bylo gdyby go nie bylo?
        Pomyslcie nad tym.
        Zastanowcie sie z kim tu cos jest nie tak. Wszystkie firmy o ktorych czytam w
        Polsce i w USA sa be i "oszusci" a wy (STUDENCI) jestescie the best.
        Jak to sie stalo, ze wszystkie firmy nagle zaczely byc nieetyczne. To nie jest
        pierwszy rok programu Work and Travel w Polsce.
        Wiem jak sie zachowuje polscy studenci w USA (moja firma czesto wysyla mnie do
        USA) to (nie wszyscy) cholota jakiej malo (mysle o 20-30% Polakow w USA).
        Dajcie szanse (pisze tu do tej "choloty") tym, ktorzy moga cos z tego wyniesc.
        Wam dopiero zycie musi dac po pupie (jak juz skonczycie studia).

        Wiem, co mowie, bo wyslalem w tym roku 2 moich wspanialych dzieci (studentow).
        Nie bylo latwo i nie wszystko bylo podane na talerzu. Ale nikt sie tego nie
        spodziewal. Ja bardzo sie ciesze, ze moje dzieci moga nauczyc sie szacunku do
        pracy rak.

        Polecam rewelacyjny tekst w Washington Post:
        www.washingtonpost.com/wp-dyn/articles/A8189-2002Jul26.html

        Zobaczcie co moga z tego wyniesc wasze dzieci. Docencie to!!!

        Tomasz

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka