Gość: szan(ujący się)
IP: *.acn.waw.pl
23.07.05, 19:17
Pozwolę sobie w niniejszym wątku pokusić się o pewne porównanie. Jak każdy
wie, wiele zaobrączkowanych (i nie tylko) osób użala się się współpartnerów,
jacy to oni są okropni, bo wpływają deprymująco, bo podcinają skrzydła, bo
tamto, bo siamto... Ludzie ci zakładają nawet swoje fora dyskusyjne,
chociażby na tym portalu. Po pierwsze, pewne cechy partnera można było
dostrzec zawczasu i się z nim nie wiązać, po drugie, jak już się błąd
popełniło, zawsze można się rozstać - im prędzej, tym lepiej. I tu dostrzegam
pewne analogie w braku logiki w postępowaniu ludzi, jeśli chodzi o pracę.
Ludzie wręcz lubują się w narzekaniu na pracę, jaki to z szefa idiota i
trzeba mu się podporządkować, jaka to beznadziejna praca za 800 zł, jaka to
fatalna atmosfera w niej panuje itd., itp. A czy zamiast zrzędzić na nasz
parszywy los, nie lepiej rzucić pracę czym prędzej, jeżeli ma być ona powodem
naszych frustracji i przyprawaić nas o depresję? A najlepiej to, moim
skromnym zdaniem, (było) takiej pracy w ogóle nie podejmować. Zaraz ktoś
napisze, że przecież ciężko będzie znaleźć następną pracę. I tu nasuwa się
kolejne skojarzenie - wielu ludzi tkwi w toksycznych związkach, bo nie
wierzą, że uda im się trafić na kogoś lepszego. Mi by było szkoda życia.