Gość: gero
IP: 83.238.160.*
14.12.06, 16:09
Pamiętam , o tej porze była właśnie takowa. Pracowałem wtedy w pewnej
kancelarii prawnej. Spędzono nas do sali konferencyjnej. Potem zgodnie z nową
swiecka tradycja zamówiono pizze, w tym także tą z bekonem. Podzielono sie
nią, każdy dostał kawałek.Do popicia było czerwone wino, już nie pamiętam
jakiej marki, ale tej z dolnej połki. Szef przyszedł jako ostatni bowiem
prowadził akurat ważną telekonferencję. wygłosił przy okazji okolicznościową
mowę, że jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej, dział fakturowania dzięki nam
ma dużo roboty, co go niezmiernie cieszy. Tak trzymać. Zabrał pizże i poszedł
dalej telekonferować, wigilia wigilią, ale przestój w dziale fakturowania,
byłby niewskazany. Wyjście szefa było sygnałem do zakończenia wigilii, po
angielsku, systemem bezszmerowym każdy opuścił pomieszczenie, nie każdy,
zostały sekretarki, ktore na ogłół miały najmniej do roboty. I tak uczczono
Boże Narodzenie.
Dziś sam ma swoją kancelarię i dwóch prcowników. W piątek zamykamy, aby każdy
mógł świetować po swojemu.