Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Jak człowiek ma się czuć w takiej sytuacji...

    IP: 195.205.101.* 11.08.03, 14:56
    Wszyscy (prawie wszyscy) znajomi pracują, znaleźli pracę po studiach, a ja
    siedzę na stażu za marne grosze z PUPu ze statusem bezrobotnego absolwenta.
    Powoli zaczynam się czuć jak nieudacznik. Nie wnikam w to jak ludzie dostają
    pracę martwi mnie że ja jej nie moge dostać. Ktoś bardzo mi bliski zmienia
    pracę jak rękawiczki a ja zaczynam mieć lekki dół. Mnie ta cała sytuacja
    wydaje się lekko mówiąc nienormalna.
    Obserwuj wątek
      • doxa13 Re: Jak człowiek ma się czuć w takiej sytuacji... 12.08.03, 10:19
        Jestem w takiej samej sytuacji jak ty! Jestem na stażu z PUP już 3 miesiąc,
        żeby było ciekawiej miejsce odbywania tego stażu nie wiąże się zupełnie z moim
        wykształceniem. Z zakresu moich obowiązków (robienie kawy, adresowanie kopert,
        wizyty na poczcie, itp) uważam, że całkiem dobrze poradziłaby sobie tu osoba po
        podstawówce!
        Do tej pory wszystko za co się zabierałam i w co wkładałam serce i wysiłek
        procentowało - osiągałam to co chciałam. Teraz osiągają wszystko moi znajomi,
        którzy nie wiele się czymkolwiek przejmują. Pracę mają prawie wszyscy (nie
        którzy jeszcze nawet pracy mgr nie napisali, bo im się nie chce; ja obroniłam
        się już w kwietniu). Czuję się jak jakiś całkowity nieudacznik! Tracę pewność
        siebie. Nie wiem czy jestem głupsza od innych, czy może mniej sprytna,
        zaradna?... Jak już się przekonam, że są jakieś plusy tego stażu, że to 420zl
        nie "wysiedzę w domu", że to zawsze jakiś pieniądz, to nagle spotykam kogoś kto
        robi wielkie oczy: "nie znalazłaś nic lepszego?!, przecież ta kasa, którą
        dostajesz to nawet nie jest płaca minimalna!!, ja pracuje dorywczo takiej
        firmie i mam minium 2 koła na rękę!"
        Po takiej rozmowie mam ochote wypić jakąś przynoszącą szybką śmierć trutkę!
        Potem dowaiduję się, że inni znajomi własnie wypoczywają na Krecie, ktoś tam w
        Egipcie, a ja tu siedzę 8 godzin dziennie, za 420zl, z niejasną sytuacją
        odnośnie tego co dalej i wyć mi się chcę!!!!!
        Śmiać mi się chcę albo płakać: bo nie wiem co mnie bardziej rozstraja to że nie
        mam pracy, czy to że jak już ją dostanę to będę dostawać góra 1000zl na rękę!
        Pomijam już że każda rozmowa kwalifikacyjna którą odbywma średnio 3xna miesiąc
        dołuje mnie bo nie wybierają mnie tylko kogoś innego, a ja się potem zastanwiam
        dlaczego urodziłam się głupsza, mniej interesująca, (jak to teraz lubią
        określać hr-owcy "barwna") od innych. Jak bym wcześniej wiedziała, że mam małą
        siłę przbicia to chyba nie poszłabym na studia tylko poprzestała może na
        jakiejś zawodówce? Może miałabym większe szanse na pracę np. w kuchni, sklepie
        itp.
        • Gość: kasik Re: Jak człowiek ma się czuć w takiej sytuacji... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.08.03, 14:43
          współczuje wam.. sama pracuję, ale mam brata, który od kilku lat właściwie
          poszukuje pracy, ale niestety takowej brak.. Co kilka dni jeździ i pyta po
          zakładach, ale gdzie tam - brak znajomości = brak pracy. Swiat schodzi na psy..
          • Gość: ecik Re: Jak człowiek ma się czuć w takiej sytuacji... IP: *.innsoft.com.pl 12.08.03, 15:25
            guzik prawda. brak znajomości wcale nie oznacza braku pracy. ja sama siedziałam
            w domu 6 m-cy na bezrobociu i oczywiście wystąpił u mnie syndrom bezrobotnego,
            tj. obniżenie samooceny, niechęć do znajomych, a nawet bałam się wychodzić z
            domu, bo może inni będą wiedzieli, że nie mam pracy i do niczego się nie
            nadaję. Ale tak NIE JEST. To, że nie możecia znaleźć pracy to rzecz chwilowa.
            Nawet jak ta chwila trwa miesiącami czy też latami. Na pewno znajfdziecie
            pracę. Może macie jakieś błędy w CV (ja swoje kilka razy przerabiałam - a
            wyslałam ok. 500 ofert pracy), może dla ewentualnych szefów wydajecie sie zbyt
            sztuczni - pommimo wszystko spróbujcie się rozluźnić i szzerze porozmawiać o
            tym co i jak chcielibyście robić, a może problem tkwi w zbyt dużych wymaganiach
            finansowych? Wiem, że wykształcenie, kursy itd, ale gdy sie nie ma
            doświadczenia to czasem warto spuścić z ceny, żeby potem mieć lepiej i juz
            pracować. Zawsze im więcej doświadczenia, tym łatwiej o nową pracę. Ja w ten
            sposób znalazłam obecną pracę i chwalić Boga pracuję tu już przeszło 2,5 roku.
            I wcale nie zarabiam 1000 na rękę, ale 2,5 raza tyle. trzymam za Was kciuki i
            powodzenia.
            • Gość: kasik Re: Jak człowiek ma się czuć w takiej sytuacji... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.08.03, 15:50
              Mam pytanko - Twoje doświadczenie zawodowe było zgodne z pracą, którą udało Ci
              się dostać? poza tym w jakim mieście pracujesz? W moich okolicach jak ktoś
              zarabia 1.500 to już jest bardzo dobrze..
            • Gość: doxa13 Re: Jak człowiek ma się czuć w takiej sytuacji... IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 12.08.03, 18:00
              guzik prawda. brak znajomości wcale nie oznacza braku pracy.
              ***** też się z tym zgadzam, bez znajomości też można dostać prace,
              doświadczenia moich znajomych (niektórych)

              To, że nie możecia znaleźć pracy to rzecz chwilowa.
              ***** mam taką szczerą nadzieję....

              Nawet jak ta chwila trwa miesiącami czy też latami.
              *****w moim przypadku to juz miesiące, niedługo będą pewnie lata....

              Może macie jakieś błędy w CV (ja swoje kilka razy przerabiałam - a
              wyslałam ok. 500 ofert pracy)
              ***** nie sądzę, stałam się już chyba specjalistą od pisania cv - widziałam cv
              niektórych osób szukających to ręce załamałam, zresztą list motyw. i cv chyba
              mam dobre, bo najczęściej łapie i ktoś się ze mną kontaktuje (choćby
              podziękować za zgłoszenie) i zaproszenia na rozmowę też się zdarzają, więc
              chyba nie w cv tkwi problem,

              może dla ewentualnych szefów wydajecie sie zbyt
              sztuczni - pommimo wszystko spróbujcie się rozluźnić i szzerze porozmawiać o
              tym co i jak chcielibyście robić,
              ***** może, ale ciężko dogodzić każdemu potencjalnemu pracodawcy, każdy
              oczekuje czegoś innego od kandydata, a czasem o zatrudnieniu przesądza
              poprstu "sympatia od pierwszego wrażenia ", Doskonale to rozumiem - to tak jak
              w życiu poznajemy różnych ludzi i niektórzy przypadają nam do gustu bardziej
              niż inni. Nie mówię, bo oczywiście najbardziej liczą się kwalifikacje,
              doświadczenie i umiejętności jednak zakładam, że na rozmowy trafiają osoby,
              które spełniają te warunki. Liczy się więc to "coś" w człowieku. Sama znam
              kilka osób, które dzięki temu czemuś potrafią przekonać do siebie innych.

              a może problem tkwi w zbyt dużych wymaganiach finansowych?
              ***** no nie wiem; czy 600 - 800zł na rękę to tak duże wymaganie płacowe?

              Ja w ten sposób znalazłam obecną pracę i chwalić Boga pracuję tu już przeszło
              2,5 roku.
              I wcale nie zarabiam 1000 na rękę, ale 2,5 raza tyle. trzymam za Was kciuki i
              powodzenia.
              ***** bardzo ci zazdroszcze, naprawdę. Może coś poradzisz, albo chuchnij na
              szczęście (może podziała?)

              • straw-berry okiem pesymisty 12.08.03, 19:15
                a pesymista to jak wiadomo dobrze poinformowany optymista, czyli realista ;/

                właściciel pewnej firmy HRowej, w której kiedyś miałam praktyki powiedział mi
                bez ogródek: "proszę pani kompetencje nie mają znaczenia, 80% ludzi okazuje się
                przyzwoitymi pracownikami, licza się układy, układy, układy, ewentualnie można
                nadrobić autoprezentacją" (chyba miał na myśli głęboli dekolt i krótką kieckę)

                swoją drogą IMHO ściemniacie z tą pracą i zarobkami, chyba że jesteście po
                studiach technicznych, no to jeszcze mogę uwieżyć (ewentualnie). mieszkam w
                jednym z największych miast w Polsce i wśród moich znajomych, którzy niedawno
                skończyli studia (kierunki ekonomiczne, nauki społeczne, hmanistyczne) 1 - 3
                lata praktycznie NIKT nie ma pracy! to jest normalna sprawa, ludzie się po
                prostu z tym godzą, zarabiają jak mogą na czarną (korki, bawienie dzieci, itd.,
                itp.) jakąkolwiek (dosłownie jakąkolwiek) pracę np., w sklepie, w kanjpie, mają
                osoby które pracowały od pocątku studiów i tak im zostało. facet z 2
                fakultetami (min. niegdyś modne stosunki miedzynarodowe) jest w stanie całować
                po nogach pracodawcę, który na mu 3,5 zł za godzinę kelnerowania. kilka
                koleżanek jest biurwami zawsze są to posady załatwiane przy pomocy układów
                różnego stopnia korupcji, że tak powiem, tzn. jeśli nie znajomi rodziców to
                jakieś własne prywatne kontakty, nigdy ogłoszenie, ani propozycja pracy po
                odbytym stażu. Z reguły do takiej 'pracy' trzeba dokładać, najniższa pąłca jest
                w sferze marzen, pracodawcy preferuja bowiem najróżniejsze formy zatrudnienia,
                z których nie wynika bynajmniej że przysluguje komus ustawowa najniższa, np.
                pół etatu w umowie, 1,5 w rzeczywistości, a kursy, studia podyplomowe, itp.
                opłaca się z własnej (tj. rodziców kieszeni) ergo: jeśli nie masz bogatych
                starych nie stać cie na bycie zatrudnionym. Ja mam właśnie taką sytuację -
                musiałam się zwolnić, bo nie miałam na suchy chleb, muszę kombinować kase na
                czarno zeby przeżyć. Mam jedną znajomą, której się poszczęściło i po 3 miechach
                praktyki dostała pracę w księgowości w dużej, zagranicznej firmie, była tam
                konsekwentnie gnojona przez wspólpracowników do tego stopnia, że po 6 miechach
                pracy tam wyladowała w szpitalu z powodu długotrwałych, silnych wymiotów - to
                była reakcja organizmu na przewlekły stres. Osiągnęli, co chcieli - zwolniła
                się. Kawlifikacje tej osoby: 2 fakultety z wyróznieniem, studia podyplomowe, 2
                jęz. biegle, doktorat w toku. Zarabiała tam 600 zł. Nie jest to odosobniony,
                przypadek, raczej standard. zaraz jakiś buras wyskoczy z tekstem odnośnie
                kujonów i tego jak nic niewrta jest wiedza wyniesiona z uczelni, a niech mu
                tam, przyzwyczaiłam się. Prawda jest niestety taka, że jesli już komuś udaje
                jakoś odnaleść na rynku pracy to są to osoby, które zamiast się uczyć na
                studiach łapały fuchy jakie się dało i w ten sposób gromadziły bylejakie
                doświadczenie, a co najważniejsze nawiązywały znajomości, uczyły się
                funkcjonowania w klikach i układach. Wstawki o poptrzebie zarabiania przez
                biednych ludzi można między bajki włożyć, bo jak masz stypendium naukowe, albo
                i ministerialne, albo nawet dwa stypendia to nie musisz dorabiać jako goniec,
                nawet jak nie masz stypendium, a znasz np. jęsyk obcy to nie myjesz garów w
                kanajpie za 2,5/h, tylko udzielasz korków za 25/h tyle że to jest szara strefa,
                czyli w c.v. = brak doświadczenia.
                kompetencje nie mają żadnego znaczenia to sw. prawda, im wcześniej człowiek to
                zrozumie tym większe ma sznse przetrwać w tym chorym kraju, a tak na marginesie
                ja bym nie wierzyła w te samodzielnie znalezione posady koleżanek i kolegów,
                kto by się chciał przyznawać do protekcji.
                • Gość: Gargamel Re: okiem pesymisty IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.08.03, 22:32
                  straw-berry napisała:

                  > a pesymista to jak wiadomo dobrze poinformowany optymista, czyli realista ;/
                  >
                  > właściciel pewnej firmy HRowej, w której kiedyś miałam praktyki powiedział mi
                  > bez ogródek: "proszę pani kompetencje nie mają znaczenia, 80% ludzi okazuje
                  się
                  >
                  > przyzwoitymi pracownikami, licza się układy, układy, układy, ewentualnie
                  można
                  > nadrobić autoprezentacją" (chyba miał na myśli głęboli dekolt i krótką kieckę)
                  >
                  > swoją drogą IMHO ściemniacie z tą pracą i zarobkami, chyba że jesteście po
                  > studiach technicznych, no to jeszcze mogę uwieżyć (ewentualnie). mieszkam w
                  > jednym z największych miast w Polsce i wśród moich znajomych, którzy niedawno
                  > skończyli studia (kierunki ekonomiczne, nauki społeczne, hmanistyczne) 1 - 3
                  > lata praktycznie NIKT nie ma pracy! to jest normalna sprawa, ludzie się po
                  > prostu z tym godzą, zarabiają jak mogą na czarną (korki, bawienie dzieci,
                  itd.,
                  >
                  > itp.) jakąkolwiek (dosłownie jakąkolwiek) pracę np., w sklepie, w kanjpie,
                  mają
                  >
                  > osoby które pracowały od pocątku studiów i tak im zostało. facet z 2
                  > fakultetami (min. niegdyś modne stosunki miedzynarodowe) jest w stanie
                  całować
                  > po nogach pracodawcę, który na mu 3,5 zł za godzinę kelnerowania. kilka
                  > koleżanek jest biurwami zawsze są to posady załatwiane przy pomocy układów
                  > różnego stopnia korupcji, że tak powiem, tzn. jeśli nie znajomi rodziców to
                  > jakieś własne prywatne kontakty, nigdy ogłoszenie, ani propozycja pracy po
                  > odbytym stażu. Z reguły do takiej 'pracy' trzeba dokładać, najniższa pąłca
                  jest
                  >
                  > w sferze marzen, pracodawcy preferuja bowiem najróżniejsze formy
                  zatrudnienia,
                  > z których nie wynika bynajmniej że przysluguje komus ustawowa najniższa, np.
                  > pół etatu w umowie, 1,5 w rzeczywistości, a kursy, studia podyplomowe, itp.
                  > opłaca się z własnej (tj. rodziców kieszeni) ergo: jeśli nie masz bogatych
                  > starych nie stać cie na bycie zatrudnionym. Ja mam właśnie taką sytuację -
                  > musiałam się zwolnić, bo nie miałam na suchy chleb, muszę kombinować kase na
                  > czarno zeby przeżyć. Mam jedną znajomą, której się poszczęściło i po 3
                  miechach
                  >
                  > praktyki dostała pracę w księgowości w dużej, zagranicznej firmie, była tam
                  > konsekwentnie gnojona przez wspólpracowników do tego stopnia, że po 6
                  miechach
                  > pracy tam wyladowała w szpitalu z powodu długotrwałych, silnych wymiotów - to
                  > była reakcja organizmu na przewlekły stres. Osiągnęli, co chcieli - zwolniła
                  > się. Kawlifikacje tej osoby: 2 fakultety z wyróznieniem, studia podyplomowe,
                  2
                  > jęz. biegle, doktorat w toku. Zarabiała tam 600 zł. Nie jest to odosobniony,
                  > przypadek, raczej standard. zaraz jakiś buras wyskoczy z tekstem odnośnie
                  > kujonów i tego jak nic niewrta jest wiedza wyniesiona z uczelni, a niech mu
                  > tam, przyzwyczaiłam się. Prawda jest niestety taka, że jesli już komuś udaje
                  > jakoś odnaleść na rynku pracy to są to osoby, które zamiast się uczyć na
                  > studiach łapały fuchy jakie się dało i w ten sposób gromadziły bylejakie
                  > doświadczenie, a co najważniejsze nawiązywały znajomości, uczyły się
                  > funkcjonowania w klikach i układach. Wstawki o poptrzebie zarabiania przez
                  > biednych ludzi można między bajki włożyć, bo jak masz stypendium naukowe,
                  albo
                  > i ministerialne, albo nawet dwa stypendia to nie musisz dorabiać jako goniec,
                  > nawet jak nie masz stypendium, a znasz np. jęsyk obcy to nie myjesz garów w
                  > kanajpie za 2,5/h, tylko udzielasz korków za 25/h tyle że to jest szara
                  strefa,
                  >
                  > czyli w c.v. = brak doświadczenia.
                  > kompetencje nie mają żadnego znaczenia to sw. prawda, im wcześniej człowiek
                  to
                  > zrozumie tym większe ma sznse przetrwać w tym chorym kraju, a tak na
                  marginesie
                  >
                  > ja bym nie wierzyła w te samodzielnie znalezione posady koleżanek i kolegów,
                  > kto by się chciał przyznawać do protekcji.


                  I tak właśnie wygląda prawda.
                • Gość: ka Re: okiem pesymisty IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.08.03, 09:20
                  zgadzam się całkowicie
                  • Gość: ecik Re: okiem pesymisty IP: *.innsoft.com.pl 14.08.03, 14:21
                    no jasne, ale ja jeste REALISTKĄ. mam skończone studia inżynierskie. Pracuję w
                    Warszawie i rzeczywiście tyle zarabiam. Po znalezieniu pierwszej pracy - każdą
                    następną byłomi latwiej znaleźć, bo miałam DOŚWIADCZENIE. Poza tym znam całkiem
                    dobrze się na programach komputerowych, nieobce są mi zagadnienia techniczne.
                    Gwoli wyjaśnienia - NIE MAM PREZENCJI - w ścisłym tego słowa znaczeniu -
                    niewysoka - jakieś 167, mocno puszysta, ale mam poczucie humory i jakoś gdy z
                    ludźmi rozmawiam to się do mnie garną. Wiem, że nie każdemu można dogodzić, ale
                    często pracodwacy cenią sobie gdy pracownik umie sam ruszyć głową. I przyznaję -
                    trzeba mieć nieco szczęścia. Co do układów - to się mylicie. Nie zawsze są
                    niezbędne. ostatnio znajomy znalazł pracę w jednym z ministerstw. Jako
                    specjalista. I jak nie chcecie to nie wierzcie, ale wystarczyło czytać Biuletyn
                    Służby Cywilnej i wysłać swoją odpowiednio napisaną aplikację.
                    Co do zarobków zaś to też macie racię - 600-800 nie jest wygórowaną ceną.
                    Chucham Wam na powodzenie !!! Napiszcie jak coś znajdziecie.

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka