Gość: miraz
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
29.08.03, 12:17
Dobija mnie mój szef, którego na każdym kroku łapię na karygodnej
niekompetencji. Pomimo, że stale wysługuje się podwładnymi, znajomymi i
współpracownikami, za co nie dostają oni od niego ani pieniędzy, ani też
dobrego słowa, a tylko wyrazy niezadowolenia, że tak długo to trwa... - cały
czas wykonuje swój zawód i cieszy się szacunkiem w środowisku, które albo
jest nieświadome jego żenującego braku wiedzy i umiejętności, albo też składa
się wyłącznie z takich samych "specjalistów".
Nie daj Boże, kiedy w trakcie dyskusji wypłynie na wierzch jego ignorancja
zawodowa - jest gotowa poniżyć Cię do poziomu podłogi i stwierdzić, że cała
praca, którą wykonałeś samodzielnie, a której on nigdy nie byłby w stanie
zrobić sam - jest kompletnie do niczego.
Nic tak nie demobilizuje, jak zwierzchnik, który nie dorównuje Ci wiedzą i
kompetencjami! Przysięgam, że chwilami nie mam siły na zdobywanie nowych
umiejętności, naukę kolejnego języka obcego, zdobywanie uprawnień - kiedy
obserwuję, jak pną się po szczeblach drabiny społecznej osoby, które - nazwę
to po imieniu - nie powinny mieć w ogóle pracy, bo niczego nie potrafią,
oprócz lawirowania i dezinformowania Klienta w ten sposób, aby się nie
zorientował, że ma do czynienia z kompletnym abnegatem.
Niestety jest to domena zawodów specjalistycznych, gdzie samo słownictwo jest
tak zawiłe, że można z łatwością tak omotać Klienta, że sam nie wie, co się
do niego mówi. z strach pomyśleć, co wyprawiają z nami niekompetentni
lekarze! Podejrzewam, że wielu tzw. starych, doświadczonych specjalistów nie
ma nawet w połowie takiej wiedzy, jak stażysta. A pacjent i tak woli iść do
Pana Doktora z siwą brodą, bo wierzy, że jego doświadczenie sprawia, że jest
lepszym diagnostykiem. Tymczasem może być zupełnie odwrotnie.
Ehhh, zagalopowałam się, może źle osądzam medyków, nie znam się na tym, ale
oceniam sprawę z punktu widzenia mojego zawodu. Słabo się robi. Wiele moich
znajomych tkwi w takiej samej sytuacji, co ja i musi zaciskać zęby, jeśli nie
chce się narazić całemu środowisku.
Po raz kolejny konstatuję, że ani uczcwiość, ani wiedza, ani pracowitość nie
są wystarczające, aby osiągnąć sukces zawodowy, a wręcz przeciwnie - mogą nam
tylko zaszkodzić.
pozdrawiam
miraz