Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Bezrobocie a samobójstwo !

    IP: 62.181.178.* 05.11.03, 01:05
    Zastanawia mnie następująca sprawa: Czy gdyby wszyscy bezrobotni w Polsce
    popełnili zbiorowe samobójstwo to czy bezrobocie spadłoby do 0% czy nadal
    wynosiłoby 18%. Zaletą opisanej sytuacji byłby także boom w usługach
    pogżebowych. Co o tym sądzicie ???
    Obserwuj wątek
      • Gość: klamka Re: Bezrobocie a samobójstwo ! IP: *.hj-vhstud.hj.se 05.11.03, 01:22
        czlowieku, skad ci to przyszlo do glowy??? musze przyznac ze mnie
        rozsmieszyles:) ja czekam rowniez na dalsze komentarze:)
        • blendynka Ok, rozwazmy to. 05.11.03, 07:19

          W jaki sposob samobojstwo ( za pomoca czego) i gdzie?
          Sposob i miejsce moglyby nakrecic w jakiejs galezi przemyslu (farmakologia,
          konopie,itp) koniunkture. Uwazam, ze to by na jakis czas rozwiazalo
          bezrobocie. Az do czasu gdy rzad znowu zaczalby manipulowac przy gospodarce.
      • Gość: ckw Bezrobocie a zabójstwo ! IP: *.poznan.dialup.inetia.pl 05.11.03, 13:00
        A jakby kazdy bezrobotny zabil kogos, kto ma prace?? Np
        bezrobotny prawnik podrzuca spinacz do kawy kolegi, ktory
        ma prace... Szefowi-menedzerowi niespelniony pracownik
        okienkowy [dwa fakultety, 4 jezyki, 3 lata doswiadczenia
        -aktualnie smaży buły w McDonaldsie] podmienia wyniki
        testu z GW na zdolnosci kierownicze-i chlop leci na zawal
        serca, bo wszystkim (nawet sprzataczkom) wyszlo 78 proc.,
        a jemu adnotacja w wyniku "sugerowane stanowisko- van
        seller" :-)))

        To oczywiscie zarty, pozdr wszystkich, nie dajmy sie
        zwariowac
        • Gość: Johny_nimonic Re: Bezrobocie a zabójstwo ! IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 05.11.03, 18:39
          A gdyby tak kazdy bezrobotny zastrzelil jednego polityka to o ile spadloby
          bezrobocie i poziom korupcji w Polsce. Temat na prace magisterska :)))

          Pozdrawiam

          • Gość: killer Re: Bezrobocie a zabójstwo ! IP: *.localdomain / *.swiebodzice.sdi.tpnet.pl 20.11.03, 10:06
            Pomysł extra. Tylko za co kupisz sobie broń. Proponuję korzystanie z broni "
            białej " (nóż kuchenny).
            zlotemysli.pl/?id_c=3614
        • Gość: a Re: Bezrobocie a zabójstwo ! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.11.03, 20:15
          Spoko, i tak Co co maja prace szybciutko sie zaczna wykanczac. Wiem, co mowie,
          lata pracy w korporacji...
      • Gość: anna Re: Bezrobocie a samobójstwo ! IP: *.lublin.mm.pl 07.11.03, 10:52
        dzięki Ci, a juz zaczynał mnie dopadać dół :)
      • drobny911 Re: Bezrobocie a samobójstwo ! 09.11.03, 01:34
        Gdyby wszyscy bezrobotni popełnili samobójstwo to następstwa mogłyby być
        tragiczne ponieważ wielu z krewnych tych samobójców mogłoby popaść w depresję
        i staliby się niezdolni do pracy więc chyba bezrobnitni są do czegoś potrzebni.
      • Gość: John Re: Bezrobocie a samobójstwo ! IP: 62.181.178.* 09.11.03, 02:48
        Odpowiem cytatem z: „Alchemik” Kenneth GoddaRD Wydawnictwo Da Capo
        Warszawa 1993 PROLOG Kiedy zaczęli to wszystko opisywać w
        raporcie końcowym, od razu się okazało, że kluczem do sprawy był Jamie
        MacKenzie, chociaż motywom, jakie nim kierowały, wciąż brakowało sensu Biorąc
        pod uwagę jego szczegółowo udokumentowany iloraz inteligencji oraz
        znakomite wyniki w nauce, nie mogli uwierzyć, że tak bystry młody człowiek
        mógł do tego stopnia zlekceważyć lodowatą obojętność i przemoc nieodłącznie
        związane z profesją, którą dobrowolnie obrał. Lecz z perspektywy czasu
        rzeczą aż nazbyt ewidentną było, iż MacKenzie po prostu nie rozumiał ani
        przerażającej wielkości, ani nieuniknionych konsekwencji głupiego błędu, jaki
        popełnił. Jamie musiał chyba wmówić sobie, że cała ta historia jest tylko
        wspaniałą i nader lukratywną zabawą, co zakrawa na ironię, bo o ile jego
        dodatkowe zajęcie dostarczało mu czasem uciech - a na pewno sporo pieniędzy -
        zabawą bynajmniej nie było. Dlatego kiedy w pokoju numer 245 domu
        akademickiego Voyćger Hall na Uniwersytecie Kalifonijskim w San Diego
        zadzwonił telefon, Jamie nie przeczuwał nic złego. Oderwał wzrok od swoich
        obliczeń i z obojętnością i roztargnieniem sięgnął po słuchawkę. Halo? Sie masz
        Jamie. Jak leci? MacKenzie natychmiast rozpoznał bełkotliwy głos Bobby’ego
        Lockwooda. Kiwnął głową. Tym razem alkohol, najpewniej piwsko. Jak
        wszyscy mieszkańcy Voyager Hall, doskonale wiedział, że urodzony na
        Alasce, a niedawno zmarły ojciec Bobby’ego Lockwooda zostawił synowi coś
        więcej niż tylko jasnoniebieskie oczy, czarne kręcone włosy, niezależność
        ducha i trochę ciężko zarobionego grosza. Ale tym czymś nie było z pewnością
        zamiłowanie do wiedzy jako takiej. Zainteresowania akademickie Bobby’ego
        ograniczały się wyłącznie do badań nad różnorodnymi skutkami oddziaływania
        środków chemicznych na ludzki umysł tudzież ciało. Tak się przypadkiem
        zdarzyło, że jednym z najbardziej ulubionych przez Lockwooda środków był
        alkohol etylowy. Gorąco - odrzekł dobrodusznie MacKenzie. - W przyszłym
        tygodniu sesja. Zaczynam coraz poważniej myśleć, że najwyższa pora
        przeczytać parę książek albo pojechać do Centrum i zarwać jakąś dupcię. Nie
        mogę się zdecydować. No i git, będziesz miał dobry dzień! - rzucił ze
        śmiechem Lockwood. - Słuchaj, stary. Niedawno poznałem taką jedną, rudą
        zresztą. Chyba nieźle mi z nią idzie i w przyszłym tygodniu chcę ją zabrać
        na narty, no wiesz. Sęk w tym, że nigdzie nie mogę znaleźć porządnego
        śniegu. Pomyślałem sobie, że zwrócę się o pomoc do pewnego dzianego i
        ustosunkowanego kumpla. MacKenzie przeprowadził w myśli kilka
        obliczeń. Może będę mógł coś dla ciebie zrobić - rzekł ostrożnie. - W
        tym miesiącu mam od groma zamówień, ale niewykluczone, że dwójkę uda mi
        się dla ciebie jakoś wytrzasnąć. Ale to cię będzie trochę więcej kosztowało.
        Towar pierwszej klasy jest dzisiaj bardzo poszukiwany. To prawda, święta
        prawda - mruknął Lockwood. - Dwójka nam wystarczy, przyjacielu, aż nadto. No
        to ile zedrzesz ze starego kumpla, hę? O tej porze roku za dostawę ekspresową
        biorę minimum dwie stówy - odparł MacKenzie. - Ale jak dla ciebie, niech
        będzie sto pięćdziesiąt. Pasuje? Wiedziałem, że mogę na ciebie liczyć, Jamie. -
        Bobby aż westchnął ze szczęścia. - Jutro wieczorem moja pani będzie
        promieniała z wdzięczności. Naprawdę? - MacKenzie zachichotał. Rozbawiło go
        to, bo kędzierzawy, niebieskooki Lockwood miał wśród studentów reputację
        ostrego podrywacza i zazwyczaj obywał się bez żadnych środków
        wspomagających. - Ona wie, że szykujesz dla niej paczuszkę? Słyszę, jak się
        dobija do moich drzwi, kochany! Więc jak to załatwimy? Jak zwykle? Jak zwykle.
        Skrytka 245. Forsa już do ciebie płynie, stary. Jeszcze raz wielkie dzięki.
        Tylko nie siedź za długo nad tymi... książkami. MacKenzie uśmiechnął się,
        odłożył słuchawkę i spojrzał na zegarek. Piątek, ósma czterdzieści pięć
        wieczorem. Mnóstwo czasu, żeby pójść do Centrum Studenckiego, przerzucić
        kilka rozdziałów rachunku różniczkowego i wybrać - oraz zarwać -
        odpowiedni towar na weekend. Uśmiechając się ze
        szczerym, niczym nie zmąconym ukontentowaniem, MacKenzie
        chwycił gruby, rzadko otwierany podręcznik do rachunku różniczkowego,
        sięgnął po błękitnozłotą wiatrówkę i ruszył do drzwi. Zważywszy wszystkie
        korzyści płynące z jego obecnego stylu życia, bezsensem było namawiać
        Jamiego, by bardziej przykładał się do nauki, a przynajmniej do nauki w
        uniwersyteckim tego słowa znaczeniu. O tak, wielu ludzi próbowało go do tego
        skłonić, jak najbardziej. Ludzi takich jak choćby wydziałowy opiekun do
        spraw naukowych, trzech profesorów Bobby’ego, paru kumpli z pierwszego roku,
        nie wspominając już o kilku bardzo bliskich przyjaciołach, którzy właściwie
        powinni wiedzieć, że to naprawdę bez sensu. Ale z drugiej strony fakt, że
        ludzie ci w ogóle przejmowali się edukacją MacKenziego zakrawał na ironię,
        albowiem dzień w dzień każdy z nich rozmyślnie dostarczał Jamiemu
        zachęty do kompletnej obojętności wobec rzeczy tak trywialnych, jak
        zbliżająca się sesja egzaminacyjna. Tą zachętą były oczywiście
        pieniądze. «Ściślej mówiąc, bardzo dużo pieniędzy. Za każdym razem, kiedy
        jeden z tych szlachetnych osobników kupował od Jamiego gramową paczuszkę
        białego krystalicznego proszku - w położonym nad brzegiem oceanu kampusie
        MacKenzie miał opinię najbardziej zaufanego i pewnego handlarza kokainą -
        po prostu umacniał go w przekonaniu, iż życie jest niczym kawałek
        pysznego ciasta, które upieczono, pokrojono i osobiście dostarczono
        mu do drzwi. Dlatego w wieku lat osiemnastu Jamie MacKenzie miał
        niemal wszystko, czego od życia chciał: stały i wystarczający napływ
        pieniędzy, najlepszego gatunku narkotyki, kampus pełen młodych, chętnych
        dziewczyn, szafę zapchaną drogimi, modnymi ubraniami i nowiutki angielski
        sportowy samochód, za który zapłacił gotówką; uwzględniając konieczność
        zachowania niezwykłej ostrożności podczas wykonywania codziennych obowiązków
        zawodowych, cieszył się poza tym w miarę satysfakcjonującym rozgłosem i
        szacunkiem. Rzeczą zrozumiałą jest, że umysł osiemnastolatka nie mógł tego
        wszystkiego w pełni ogarnąć, jednak tym, co Jamiego brało najbardziej,
        był fakt, że podtrzymywanie jakże luźnego i dostatniego trybu życia
        wcale nie wymagało ciężkiej pracy. Ba, praktycznie żadnej pracy. Co tydzień
        odbierał towar, rozprowadzał go i zgarniał forsę. Tyle. Dziecinna igraszka
        dla detalisty tak inteligentnego jak Jamie MacKenzie. Zaczynał w niedzielę
        rano. Otwierał kluczykiem metalową kasetkę ukrytą pod najniższą szufladą
        niezwykle ciężkiej dębowej serwantki stojącej w jego pokoju i wyjmował z
        niej dwa tysiące pięćset dolarów w banknotach o małym nominale
        (nierzadko brał dwa, a nawet trzy razy więcej). Włożywszy
        pieniądze do niewielkiej koperty, zaklejał ją, kładł się na łóżko z
        czymś lekkim do czytania - najczęściej z drogim magazynem porno - i
        czekał. O dziewiątej trzydzieści, plus minus pięć minut, w pokoju, którego z
        nikim nie dzielił, dzwonił telefon. Rozmówca Jamiego podawał mu namiary
        budki telefonicznej, gdzieś w kampusie, oraz godzinę przybycia - zwykle
        dziesięća do piętnastu minut po rozmowie, zależnie od odległości. W
        umówionej budce MacKenzie odbierał drugi telefon. Tym razem otrzymywał
        wskazówki, jak dotrzeć do „skrytki”, gdzie miał nastąpić „zrzut”.
        Taką „skrytką&#
      • Gość: slepajula Re: Bezrobocie a samobójstwo ! IP: *.walbrzych.cvx.ppp.tpnet.pl 11.11.03, 01:28
        wcale mi nie jest do smiechu ,matka jednego z moich uczniów tak właśnie
        zrobiła -popełniła samobójstwo ,była bezrobotna od 4 lat redukcje eteatów w
        jednym z banków -wiek 46 lat ,zostawiła dwóch synów i wierzcie nikomu nie jest
        do smiechu.
      • Gość: ha Re: Bezrobocie a samobójstwo ! IP: *.chello.pl 11.11.03, 15:59
        Samobójstwo niestety niczego nie załatwia. samo i tym myslałam. A stopa
        bezrobocia nie spadnie do "0" bo istnieje coś takiego jak naturalna stopa
        bezrobocia....
      • Gość: Balcerowicz Proponuje wyslac wyz demograficzny jako zywe bomby IP: *.icpnet.pl 20.11.03, 10:13
        na zachod Europy kazdy z nich skasuje 10 turkow czy arabow
        Bedzie duzo miejsc pracy
      • Gość: beza Re: Bezrobocie a samobójstwo ! IP: *.net.autocom.pl 21.11.03, 19:52
        A tak tak tak duzo skory
        A wtedy duzo pieniedzyyyy !!!

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka