laura988
30.10.14, 14:41
Panie Januszu, jestem w szczycie 4/13 , który właśnie dobiega końca (powinien trwać do 7 marca przyszłego roku). jednak wydaje mi się, że właśnie teraz szczególnie przybiera na sile. wszystko idzie jak po grudzie, same ograniczenia i niepowodzenia, ciągle coś na mnie spada. miałam 2 stłuczki samochodowe jedna po drugiej (nie z mojej winy), ani jeden z zaplanowanych wyjazdów w tym roku nie doszedł do skutku, ludzie nie odpowiadają na moje maile, zapominają, że mają oddzwonić, od niemal roku usiłuję zamówić meble do kuchni i a to tych, które wybrałam już nie ma, a to ich nie dowieźli, bo ktoś skasował zlecenie transportu, jeden monter zrezygnował w połowie zlecenia, przyszedł drugi kończyć i złamał rękę... a teraz kiedy się wykurował, okazało się, że projektant pomylił się w obliczeniach i meble "wyjeżdżają" z kuchni do pokoju. ten ostatni przykład dokładnie ilustruje, jak toczy się ostatnio moje życie. nic, dosłownie nic nie mogę załatwić, wszystko się ciągnie, komplikuje, rozłazi w rękach
czy to normalne, że szczyt na sam koniec tak bardzo przybiera na sile?