ponowa.1
03.04.13, 21:23
Dopóki ta cerkiew nie rozliczy się ze swojej przeszłości z tego, co ma na sumieniu, to jej wypowiedzi nie będą wiarygodne – mówi portalowi Fronda.pl ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski.
Ukazał się „pojednawczy list” Ukraińskiej Cerkwi Greckokatolickiej, dotyczący rzezi na Wołyniu. Jak go ksiądz przyjął?
W tym liście nie ma prawdy, a pojednanie i przebaczenie można zbudować tylko na prawdzie.
Biskupi greckokatoliccy używają słów, które obrażają ofiary. Oni mówią o bratobójczej wojnie w latach 1942-43. To nie jest prawda, bo nie było wojny, tylko ludobójstwo, czyli świadoma zagłada podjęta przed organizację ukraińskich nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii, żeby wymordować Polaków, Czechów czy Ormian, którzy mieli swoje wioski na Wołyniu. Również mordowano Ukraińców, którzy nie popierali Bandery lub ratowali Polaków. Pisanie, że była to wojna – jest kłamstwem. To przekreśla też możliwość pojednania.
Nie pada w liście historyczne słowo „przepraszam”. Szkoda.
Tak, nie ma go w tym liście. Nie ma pokory, ale usprawiedliwianie sprawców. Dziwię się cerkwi greckokatolickiej, że zamiast dojść do ugody z Polakami, decyduje się na kolejny konflikt. Rozumiem postawę abpa rzymskokatolickiego ze Lwowa, Mieczysława Mokrzyckiego, który odmówił podpisania tego listu. Listu, który jest zaognieniem sytuacji.
Ocaleni z rzezi wołyńskiej mówili mi, że nigdy nie usłyszeli przeprosin. Czy słowo „przepraszam” wobec Polaków nie jest w stanie przejść przez gardła Ukraińcom?
Cerkiew greckokatolicka jest po części współodpowiedzialna za te wydarzenia. Wielu jej duchownych nie tylko święciło noże i siekiery, ale i judziło do napadów na Polaków. Wielu zbrodniarzy wywodzi się z rodzin tych duchownych, tak jak Stepan Bandera, który był synem księdza grecko-katolickiego. Osobną sprawą jest postawa abpa Andrzeja Szeptyckiego, który nie przeciwstawiał się nacjonalizmowi, a nawet oddelegowywał księży do zbrodniczych formacji, jaką była SS-Galizien, która także mordowała Polaków. Dopóki ta cerkiew nie rozliczy się ze swojej przeszłości z tego, co ma na sumieniu, to jej wypowiedzi nie będą wiarygodne. Cerkiew prawosławna jest już bardziej skłonna do pojednania z Polakami.
W jakich działaniach nie widać tej refleksji?
Biskupi greckokatoliccy święcą pomniki na Ukrainie Zachodniej stawiane zbrodniarzom, a nie ich ofiarom. Nie stawiają pomników pomordowanym Polakom czy Żydom. Lwowski abp greckokatolicki Ihor Woźniak święcił kilka lat temu pomnik Bandery i krytykował Polaków za okupowanie Lwowa. Droga pojednania powinna opierać się na szacunku wobec ofiar, a nie wmawianiem propagandy. To tak, jakby mówić, że w czasie wojny nie było holocaustu Żydów, ale wojna żydowsko-niemiecka, że Żydzi też mordowali Niemców. Takimi metodami nie dojdzie się do niczego.
Jaka powinna być nasza rola, Polaków, w zmianie tej błędnej sytuacji?
Kościół rzymsko-katolicki powinien mówić tutaj prawdę. Nasi biskupi unikają jednak jednoznacznego stanowiska. W sposób barbarzyński zamordowano tam 180 duchownych i nie są prowadzone procesy tych, których zamordowali Ukraińcy, ale tylko tych, których mordowali Niemcy. Biorę udział w uroczystościach i widzę, że biskupi raczej unikają w nich swojej obecności. Wyjątkiem był abp Ignacy Tokarczuk czy bp Ignacy Dec, którzy inicjowali pewne rzeczy i mówili prawdę. Przewodniczący Episkopatu nabrał wody w usta w tej sprawie i nie podejmuje żadnych działań, choć jest ordynariuszem diecezji przemyskiej rzymsko-katolickiej, w której naprawdę wiele osób pomordowali banderowcy. Choćby z tej racji powinien zabierać głos. Broni tej sprawy abp Mieczysław Mokrzycki, ale jest to już chyba ostatni taki sprawiedliwy.
Rozmawiał Jarosław Wróblewski